24. Rezerwat Góra Zborów

WITAM GORĄCO, chociaż temperatura za oknem jak na tę porę roku nie jest za wysoka!!!

W poprzednim wpisie opowiadając o Zalewie Kostkowice/ Dzibice i Skałkach Kroczyckich wspomniałam też o Górze Zborów i obiecałam, że kiedyś o niej opowiem, a ponieważ ciągle coś mi staje na drodze i uniemożliwia wybranie się w teren, postanowiłam znowu przewietrzyć moje szuflady i opowiedzieć właśnie o tym miejscu na Jurze. Znam je dosyć dobrze, bo byłam tam kilkakrotnie- ostatni raz w lipcu zeszłego roku. To z pewnością jedno z najpiękniejszych i najbardziej malowniczych miejsc na całej Jurze ……. znane zarówno turystom jak i miłośnikom wspinaczki skałkowej.

Góra Zborów (zwana również Berkową Górą) wraz z sąsiednim Wzgórzem Kołaczek tworzą Rezerwat Przyrody Nieożywionej Góra Zborów. Znajduje się on na terenach wsi Podlesice (gmina Kroczyce, powiat zawierciański, województwo śląskie) i powstał na podstawie Zarządzenia Ministra Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego z dnia 30 sierpnia 1957 r. w sprawie uznania za rezerwat przyrody (łącznie ok. 45 ha powierzchni).

Rezerwat Góry Zborów to miejsce gdzie można podziwiać wspaniałe i ogromne ostańce, jedne z najbardziej malowniczych na Jurze. Niektóre mają nawet 30 m wysokości i przybrały bardzo różnorodne i ciekawe kształty (można się w nich dopatrzeć sylwetek zwierząt i ludzi – np. Skała Młynarz, Wielbłąd czy Zakonnica).

W opadających kaskadowo skałach można również napotkać kilka ciekawych jaskiń:

Na terenie rezerwatu znajduje się także zamknięty obecnie kamieniołom, w którym pracowali przymusowi robotnicyIII Rzeszy.To tu znajduje się otwór Jaskini Głębokiej. W dolnej części jaskini zachowały się jeszcze niewielkie nacieki w formie stalaktytów, czyli tzw. “makarony”. Od czerwca 2010 roku jaskinia ta jest otwarta dla ruchu turystycznego i my będąc tam w lipcu już mogliśmy ją zwiedzić, no ale moi chłopcy woleli biegać po powierzchni, niż stać w kolejce, by przejść się tą podziemną trasą (trudno, kiedyś to jeszcze nadrobię).

Teren rezerwatu był miejscem potyczek pomiędzy niemiecką żandarmerią a jednostkami Armii Ludowej oraz Batalionów Chłopskich ( do dzisiaj na szczycie Góry Zborów stoi zbudowana przez nazistów wieżyczka triangulacyjna).

Niestety żadne moje zdjęcie z wieżyczką mi się nie podoba, więc zamiast tego wstawiam kolejne ujęcie skałek – hmmm wyglądają jak przyklejeni do siebie bliźniacy :)

Góra Zborów jest w tych okolicach chyba najpopularniejszym rejonem wspinaczkowym. Niestety przekłada się to wszystko na stan i jakość wspinania w tych okolicach. Dróg jest bardzo dużo, o urozmaiconych trudnościach (od najłatwiejszych do VI.6+), rewelacyjne obicie, ale także bardzo wysoki stopień wyślizgania, co czasem odbija się na wrażeniu że trudności niektórych dróg są zaniżone. Niestety ekspozycja skał latem nie sprzyja wspinaczom, gdyż większość skał ma wystawę południową lub południowo zachodnią. Wspinaczką na razie się jeszcze nie zajmuję (bo w przyszłości kto wiem, może się odważę :) ), ale obserwując licznych jej pasjonatów (mimo, że był to środek tygodnia w godzinach dopołudniowych) stwierdziłam, że jest to prawdziwy raj dla tych co lubią i potrafią się wspinać.

Spacerując… podziwiając piękne widoki…..i obserwując licznych wspinających się, nagle natknęliśmy się na stado “jurajskich” kóz- moi chłopcy byli nimi zachwyceni, a i ja sama jeszcze nigdy wcześniej nie miałam okazji zobaczyć tylu kóz naraz. A te kozy “jurajskie” hmmm pozowały mi jak urodzone modelki i niezłą sesję im tam zafundowałam :)

Na roślinności za bardzo się nie znam, ale z licznych tam tablic informacyjnych można się dowiedzieć, że na terenie Rezerwatu Góry Zborów oprócz form skalnych chroni się  również około 210 gatunków roślin naczyniowych. Szata roślinna ma tu charakter strefowo-pasowy, i tak licząc od podnóża Górę Zborów porasta kolejno: las sosnowy, miejscami płaty lasów grądowych, buczyna sudecka z żywcem dziewięciolistnym w runie (na stokach północnych), buczyna kwaśna i ciepła (na stokach południowych), murawy kserotermiczne i ciepłe zarośla, a najwyżej zbiorowiska naskalne. Na terenie tego rezerwatu występują m.in. rzadkie rośliny: kozłek trójlistkowy, mącznica lekarska, goździk siny, dziewięćsił bezłodygowy, irga zwyczajna. Znajduje się tu również reliktowe stanowisko skalnicy gronkowej (dotychczas spotykanej tylko w partiach alpejskich).

Wierzchołek Góry Zborów (462 m n.p.m.) jest znakomitym punktem widokowym (jest to najwyższe wzniesienie w byłym województwie częstochowskim)- można z niego podziwiać przepiękny, rozległy widok zaliczany do najpiękniejszych na Jurze. Przy dobrej pogodzie można zauważyć m.in. zamki w Podzamczu, w Morsku, w Mirowie i Bobolicach oraz skały Okiennika Wielkiego oraz odległe panoramy Zawiercia, Myszkowa i pobliskich Kroczyc.

Na zdjęciu poniżej sąsiednie Wzgórze Kołaczek, widziane ze szczytu Góry Zborów:

Przez Górę Zborów, ze względu na jej urok, poprowadzono kilka ważnych szlaków turystycznych. Przez obszar rezerwatu prowadzą m.in. piesze szlaki: czerwony Orlich Gniazd, zielony Rzędkowicki i czarny łącznikowy z parkingu przy J. Głębokiej, a w sąsiedztwie biegną również pieszy szlak niebieski Warowni Jurajskich oraz szlaki rowerowe: czerwony Orlich Gniazd, czarny Myszków-Siewierz, zielony Hotelu Ostaniec, a także szlak rowerowo-narciarski Hotelu Ostaniec i Transjurajski Szlak Konny.

Osoby z daleka zainteresowane noclegami informuję, że u podnóża Góry Zborów znajduje się kompleks rekreacyjno-wypoczynkowy, na który składają się hotel, gościniec oraz pole namiotowe. Nocleg możliwy jest również w licznych gospodarstwach agroturystycznych w Podlesicach.

I już ostatnie zdjęcie wybrane do tego wpisu (a miałam z czego wybierać, bo zrobiłam ich tam ponad 300), mnie osobiście ta skała przypomina zaciśniętą pięść, a Wam ? :)

Kończąc mam nadzieję, że teraz już nic nie stanie mi na przeszkodzie i kolejny wpis to już nie będą wspomnienia (chociaż bardzo lubię wspominać :) ) ale już relacja z nowej wycieczki ….. tym bardziej, że (pochwalę się, a co 😉 ) kupiłam sobie nowe kijki trekkingowe i korci mnie by je przetestować w terenie 😉

POZDRAWIAM WSZYSTKICH CZYTAJĄCYCH MOJE WPISY :) :) :)

Wpis archiwalny – marzec 2011

23. Zalew Kostkowice/ Dzibice

WITAM SERDECZNIE !!!!!!!!!!!!!!!!!

W oczekiwaniu na wiosnę i moją pierwszą tegoroczną wycieczkę  chciałabym pokazać Wam kolejne miejsce na Jurze, które warto odwiedzić. Proponuję wybrać się do Kostkowic (województwo śląskie,powiat zawierciański, gmina Kroczyce) i zapoznać z różnymi atrakcjami turystycznymi tego terenu, a jest ich tam naprawdę mnóstwo.

Ja byłam tam po raz ostatni we wrześniu zeszłego roku i właśnie wybrane tu do wpisu zdjęcia pochodzą z tego wyjazdu. To był raczej pochmurny dzień, ale na szczęście nie padało i udało mi się (wraz z moimi chłopcami) fajnie tam pospacerować. A jest gdzie spacerować i co podziwiać, gdyż wokół wsi góruje kompleks Skał Kroczyckich. Od jej północnej strony wznosi się Góra Słupsko z interesującym grodziskiem typu skalnego, a po zachodniej stronie Góra Jarzębnik i Góra Łysak, wraz z licznymi ostańcami skalnymi. Po północnej stronie Góry Słupsko na rzece Białce znajdują się 3 zbiorniki wodne oraz jeden sztuczny zbiornik wodny o długości ok. 1000 mb zwany Zalewem Dzibickim.

Jest to atrakcyjne miejsce dla wędkarzy oraz osób lubiących wypoczynek na łonie natury.

Latem jest tam gwarno i rojno (można się wykąpać lub popływać kajakiem), natomiast zimą świeci pustkami.

Ja akurat nie wędkuję i w sezonie letnim też nie korzystam z tego bezpłatnego kąpieliska, za to uwielbiam spacerować, gdy jest tam spokojniej ( robić zdjęcia)  i dlatego ten pochmurny i zarazem ciepły dzionek okazał się dla mnie idealnym dniem na wycieczkę.

I jeszcze jedno zdjęcie zrobione nad tym zalewem:

Wspomniałam już, że na tym terenie jest mnóstwo różnych atrakcji turystycznych i wprost nie sposób zobaczyć wszystkiego w ciągu jednego dnia. Ja zadecydowałam, że tym razem najpierw przespacerujemy się wokół Zalewu Dzibickiego, a następnie udamy na skałki i tym razem dla odmiany pochodzimy wśród skałek ukrytych w lesie.

Mnie się podobało, moim chłopcom też- zaopatrzeni w patyki nikogo i niczego się nie bali i dzielnie maszerowali pokonując nierówny teren- tak swoją drogą to może powinnam pomyśleć o zaopatrzeniu ich w kijki trekkingowe ??? :)

I tak spacerując wśród tych skał nasunęło mi się takie porównanie, że przypominają one skały w Górach Stołowych, jednakże ich budowa geologiczna jest zupełnie inna.

Wyjazd krótki, zaledwie kilkugodzinny, ale bardzo udany. I muszę przyznać się Wam, że poznając ten niewielki fragment Skał Kroczyckich narobiłam sobie tylko smaka, by przejść i dokładnie poznać całe pasmo Skał Kroczyckich ciągnące się od Rezerwatu Góry Zborów (łukiem o długości ok. 5 km) w kierunku Kostkowic. Główne wzniesienia to: Góra Zborów, Kołaczyk, Pośrednia, Popielowa, Łysak, Jarzębnik i Słupsko. Wzgórza oddzielają głębokie doliny porośnięte gęstym lasem.

Górę Zborów odwiedziłam już kilkakrotnie w swoim życiu (kiedyś też Wam tu o niej opowiem- obiecuję), ale te pozostałe wzgórza są mi raczej słabo znane (oczywiście jak tylko uda mi się tam znowu pojechać, to relacja obowiązkowo będzie).

I to już wszystko na dzisiaj – kończąc życzę Wam jak najwięcej czasu spędzanego w plenerze i owocnych poszukiwań wiosny :)

POZDROWIONKA :) :) :)

Wpis archiwalny – marzec 2011

22. Strażnica w Ryczowie

WITAM SERDECZNIE  na moim blogu !!!!!!!!!

Zima trzyma  (i nie odpuszcza …….wrrr), a ja na przekór tej zimie serwuję Wam kolejną dawkę pięknych, letnich, jurajskich widoków. Co prawda ja się aż tak ten zimy nie boję, ale wybrać się gdzieś dalej w plener z małymi dziećmi, to już nie jest taka prosta sprawa ……… rower też czeka w garażu na lepszą pogodę i dłuższy dzień. Ale do rzeczy – dzisiaj chciałabym opowiedzieć o jednej z moich atrakcyjniejszych, letnich wycieczek rowerowych i pokazać kolejne miejsce na Jurze, które mnie urzekło. Jedziemy do Ryczowa !!!!!!!!!!! 😉

Zacznę może od wyjaśnienia, gdzie w ogóle znajduje się ten Ryczów (bo miejscowości o tej nazwie jest w Polsce kilka). Otóż jest to wieś znajdująca się w województwie śląskim, powiecie zawierciańskim i gminie Ogrodzieniec (w latach 1975-1998 miejscowość ta położona była w województwie katowickim). Ryczów jest położony około 2 km od miejscowości Ryczów-Kolonia powstałej w wyniku rozrastania się Ryczowa. Warto też wspomnieć, że miejscowość ta leży na Jurajskim Rowerowym Szlaku Orlich Gniazd.

Jadąc tam byłam zachwycona krajobrazem i tymi pięknymi ostańcami porozsiewanymi po polach. Niestety niektóre z nich są ogrodzone i nie można zobaczyć ich z bliską – szkoda –  chociaż rozumiem, że nikt nie lubi, gdy obcy spacerują po jego prywatnym terenie 😉

Na terenie wsi też znajduje się kilka ciekawych formacji skalnych. Oczywiście obeszłam je i obfotografowałam. A pierwszy dłuższy postój zrobiłam sobie pod taką skałką:

W Ryczowie zwiedziłam również kościół (akurat miałam to szczęście i był otwarty) i zupełnie przypadkiem natknęłam się na Pomnik Pamięci Mieszkańców Ryczowa Pomordowanych Przez Hitlerowców W Dniu 21 II 1944 R.

Przyznam się szczerze, że merytorycznie nie przygotowałam się wcześniej do tego wyjazdu (jak to zazwyczaj ma miejsce w przypadku moich rowerowych wycieczek) – wiedziałam tylko, że w tej miejscowości znajdują się ruiny strażnicy. A nie przygotowałam się ponieważ przez kilka poprzednich dni pogoda była kiepska i wątpiłam, czy w ogóle uda mi się gdzieś wyruszyć, a jeśli już to będzie to blisko w znane mi miejsce. Jeszcze do południa było deszczowo i pochmurno, a popołudniu pięknie się rozpogodziło. Po przejechaniu kawałka drogi, będąc już za Zawierciem stwierdziłam, że jednak jadę do tego Ryczowa. Co prawda mogłam skrócić nieco trasę i dotrzeć do Zamku Ogrodzieniec, ale już tyle razy tam byłam, że marzyło mi się zobaczyć coś innego, nowego. Mapę miałam, więc wiedziałam którędy jechać, pogoda była cudna, a przecież zawsze można zaczepić kogoś i zapytać się o drogę. I wierzcie mi, że zanim dotarłam do tej strażnicy, to kilkakrotnie schodziłam z roweru, by zaczerpnąć informacji.

W końcu ją znalazłam – położoną  na trudno dostępnej skale, na skraju lasu, w południowej części wsi Ryczów. Prowadzą do niej szlaki: żółty z kierunku Bydlina, czarny z Udorza oraz niebieski z Podzamcza i Smolenia.

Do czasów współczesnych zachowały się niewielkie fragmenty murów magistralnych oraz otaczający skałę wysoki na 1,5 metra ziemny wał. Na teren strażnicy wstęp jest wolny, ale bez sprzętu do wspinaczki zdobycie jej może być trudne, a co najmniej ryzykowne.

Strażnica ta wzniesiona została najprawdopodobniej z inicjatywy Kazimierza Wielkiego jako ogniwo w łańcuchu strażnic królewskich, strzegących bezpieczeństwa południowej granicy Rzeczypospolitej. Ta niepozorna twierdza uzupełniała lukę pomiędzy ówczesnym zamkiem Wołków w Podzamczu, zamkiem rodowym Pileckich w Smoleniu oraz warownią w Bydlinie. Przypuszczalnie bezpośrednią przyczyną powstania strażnicy było nasilające się na początku XIV stulecia zagrożenie ze strony czeskiej.

Warownia składała się z trzech pięter i była ona zasadniczo wieżą mieszkalną, której mury były wzmocnione przyporami. Ciekawe było to, że twierdza miała charakter zamknięty, a więc wchodziło się do niej po linach lub po drabinie.

Miała ona służyć jako pomieszczenie dla dowódcy garnizonu oraz punkt ostatniej obrony. Posiadała także dziedziniec a całość założenia była otoczona fosą oraz drewniano-ziemnym wałem.

Twierdza ta została jednak już w XV wieku opuszczona i prawdopodobnie wysadzona w powietrze, więc szybko popadła w ruinę. Dodatkowo w okresie międzywojennym część skały obsunęła się, co pociągnęło za sobą spory kawałek strażnicy. To jednak nie był koniec zniszczeń. Reszty dokonali mieszkańcy Ryczowa, którzy wysadzili fragment skały, aby otrzymać materiał do budowy domów. Dopiero w latach 60. XX wieku mury dawnej strażnicy zabezpieczono.

Kolejne ujęcie – widok od strony płn:

Oczywiście obeszłam ją wkoło i obfotografowałam z każdej strony i nawet czas mi pozwolił na dłuższy odpoczynek tam – po regenerującym posiłku wsiadłam na rower i ruszyłam w drogę powrotną do domu ( tą samą, ale już doskonale mi znaną trasą).

Wspomnę może jeszcze, że na Jurze znajduje się kilka takich pozostałości po dawnych strażnicach – opowiadałam już kiedyś o Strażnicy w Łutowcu (zainteresowane osoby odsyłam do wpisu 18)…… a w tym roku chciałabym dotrzeć do Strażnicy w Suliszowicach i Strażnicy w Przewodziszowicach – mam nadzieję, że mi się to uda.

Jeszcze jeden – ostatni już rzut oka na Strażnicę w Ryczowie i kończę te wspomnienia:

Bardzo się cieszę, że udało mi się dotrzeć (na rowerze) do tego miejsca ……i bardzo się cieszę, że po sąsiedzku mam Jurę –  tą niezwykle piękną i urozmaiconą historycznie, przyrodniczo oraz kulturowo część Polski.

POZDRAWIAM  WSZYSTKICH – mam nadzieję, że nie przynudzam za bardzo :)

Wpis archiwalny – luty 2011

21. Zamek w Bobolicach

WITAM SERDECZNIE i miłej lektury życzę !!!

W poprzednim wpisie opowiadałam o malowniczych ruinach Zamku w Mirowie, a dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o pobliskim- znajdującym się zaledwie 1,5 km od niego……  Zamku w Bobolicach.

Ten Królewski Zamek  został zbudowany za panowania Kazimierza Wielkiego w drugiej połowie XIV w., najprawdopodobniej ok. 1350-1352 roku. Należał do systemu obronnego broniącego zachodniej granicy państwa od strony Śląska, nazywanego „Orlimi Gniazdami”.

Jego dzieje sięgają 1370 r. , kiedy to ówczesny król Polski Ludwik Węgierski nadał Zamek swojemu bratankowi Władysławowi Opolczykowi. Ten, 9 lat później przekazał go swemu dworzaninowi Andrzejowi Schoeny z Barlabas, który Zamek Bobolice przekształcił w zbójecką twierdzę. Rozbójniczy proceder ukrócił król Władysław Jagiełło, który w 1391 r. włączył Zamek z powrotem do dóbr królewskich.

Od tego czasu wielokrotnie zmieniali się właściciele Zamku. W końcu XIV i w XV Zamek należał do rodu Szafrańców, Trestków i Krezów, a w późniejszych wiekach do Chodakowskich, Męcińskich i Myszkowskich.

Podczas najazdu Maksymiliana III Habsburga na ziemie polskie w 1587 r. Zamek po raz pierwszy oblegano. Uległ on wówczas poważniejszym uszkodzeniom, został jednak szybko odbity przez wojska dowodzone przez Jana Zamoyskiego.

W czasie potopu szwedzkiego, w 1657 roku, Szwedzi pod dowództwem generała Müllera mocno zniszczyli Zamek. Po wojnach szwedzkich w XVII i XVIII w. Zamek zaczął popadać w ruinę.

Zamek ten leży na stromym, skalistym wzgórzu (360 m n.p.m.) -wzniesiony był na nieregularnym planie dopasowanym do kształtu wapiennej skały. W górnej części znajdowała się cylindryczna wieża. Wedle tradycji istniały tu siedziby rozbójników, można je wiązać z panowaniem Władysława Opolczyka, który obsadził na zamku cudzoziemską załogę. Ograbiała ona okoliczną ludność oraz przejeżdżających kupców.

Z zamkiem tym związane są różne legendy- jedną z nich najbardziej popularną opowiadałam już w poprzednim wpisie (dotyczącym mirowskiego zamku) i zainteresowane osoby odsyłam tam ……. ale krąży też druga wersja tej legendy i ją to właśnie pozwolę sobie tu przytoczyć:

Z zamkiem związana jest legenda o dwóch braciach, z których jeden władał zamkiem w Bobolicach a drugi w Mirowie. Bracia byli ze sobą bardzo zżyci, nie mogli się bez siebie obejść. Pewnego razu przybył posłaniec królewski i wezwał władcę Bobolic do wzięcia udziału w wojnie na Rusi. Drugi brat postanowił o chlebie i wodzie oczekiwać na powrót brata. Ten wrócił ze skarbami i piękną dziewczyną w której zakochał się i pan Mirowa. Skarbami się podzielili a o tym kto poślubi dziewczynę miało zadecydować ciągnięcie losu. Wygrał brat z Bobolic. Od tej pory braterska miłość się skończyła. Pan Mirowa nie dawał za wygraną, tym bardziej że dziewczyna pokochała właśnie jego. Gdy władca Bobolic opuszczał zamek, jego żona i brat spotykali się w podziemiach łączących oba zamki. Gdy rzecz się wydała, pan Bobolic zabił brata a żonę zamurował w lochach.

Kolejna legenda związana z Zamkiem Bobolice dotyczy białej damy, która nocami ukazuje się na kamiennym balkonie. Biała dama łączona jest z bratanicą jednego z przedstawicieli rodu Krezów, który zgodnie z piętnastowiecznymi podaniami uprowadził i przetrzymywał białogłową na Zamku Bobolice- …………..rozumiecie już teraz dlaczego przed zamkiem postawiono taki ostrzegający znak ???

Jak już wspomniałam, po wojnach szwedzkich zamek ten uległ zniszczeniu i z każdym rokiem popadał w coraz większą ruinę -pozostały jedynie niewielkie fragmenty zamku górnego,wśród nich najlepiej zachowana ściana wschodnia, a także skromne pozostałości zewnętrznych murów obwodowych. Po odsprzedaży ruin w ręce rodziny Laseckich-obecnych właścicieli zamku- podjęło  kontrowersyjną próbę ich ratowania. Na zlecenie przedstawicieli rodziny: Senatora Jarosława W. Laseckiego i jego brata Dariusza Laseckiego oraz pod kierunkiem krakowskich archeologów rozpoczęto (w 2001 r.) starania, mające na celu rekonstrukcję muru zewnętrznego, baszty bramnej i części pomieszczeń, połączone z badaniami w gruncie. Dokonano wielkim zmian, w efekcie których z niewielkich fragmentów murów porośniętych dzikimi krzakami powstał bajecznie wyglądający zameczek- mnie osobiście swoim wyglądem kojarzy się teraz z Zamkami nad Loarą.

Wybrane do wpisu zdjęcia pochodzą z sierpnia 2010 roku, kiedy to byłam tam po raz ostatni, ale by pokazać jak wyglądał on nieco wcześniej dodam jeszcze zdjęcie z majowego wyjazdu:

Opowiadając o tym zamku warto wspomnieć, że w XIX w. w jego podziemiach  został znaleziony ogromny skarb. Jest wielce prawdopodobne, że stanowi on tylko część skarbu, który w większości znajduje się w wspomnianym przez wiele podań tunelu łączącym Bobolice z Mirowem.

Dodatkową atrakcją  jest znajdująca się tuż obok zamku tzw. BRAMA LASECKICH:

Tworzy ją ostaniec skalny powstały ok. 100 tys. lat temu, w okresie jurajskim. Bramę ukształtowały procesy wietrzenia i erozji. Tworząca ją skała przez tysiące lat poddawana była oddziaływaniu wiatru i wody, która systematycznie wypłukiwała mniej trwały materiał, aż do ukształtowania się formy skalnej zwanej bramą. Przez ostatnie kilkadziesiąt lat brama ukryta była wśród gęstych krzewów oraz przykryta grubą warstwą wyrzucanych tu śmieci. Po wykarczowaniu roślinności oraz uporządkowaniu terenu znów odsłoniła swoje piękno. Pod bramą odnaleziono wykute w skale schody, prawdopodobnie pozostałość ścieżki wiodącej z wioski do zamku. Na cześć obecnych właścicieli Zamku Bobolice, ostaniec nazwano Bramą Laseckich.

I właśnie na zdjęciu poniżej ten imponująco wyglądający ostaniec jurajski:

I jeszcze jedna skałka znajdująca się też w pobliżu zamku:

Co prawda jest możliwość podjechania i zaparkowania w pobliżu Zamku Bobolice, ale ja i tak polecam zaparkować samochód na bezpłatnym parkingu znajdującym się u podnóża Zamku w Mirowie- obejść wkoło mirowski zamek (niestety nie ma teraz możliwości wejść do jego środka), a następnie udać się spacerkiem Grzędą Mirowską (szlakiem czerwonym) do Zamku w Bobolicach. Bardzo przyjemny spacerek, a zmęczeni nim mogą odpocząć na Zamku Bobolice. Powrót tą samą trasą i ponowny rzut oka na mirowski zamek.

Przypominam, że makiety obu tych zamków (zresztą jak i wszystkich pozostałych zamków jurajskich) można zobaczyć w Parku Zamków Jurajskich-OGRODZIENIEC.

I jeszcze jedno zdjęcie Zamku w Bobolicach:

Podsumowując powiem, że Zamek w Mirowie i Zamek w Bobolicach oraz szlak pomiędzy nimi (do spacerowania którym też tu zachęcałam) to jedno z najbardziej atrakcyjnych i zarazem tłumnie odwiedzanych miejsc na całej Jurze Krakowsko- Częstochowskiej. Sama bardzo lubię tam jeździć i tamtędy spacerować …… i w tym roku też planuję się tam wybrać.

POZDRAWIAM WSZYSTKIE wirtualnie zwiedzające ze mną osoby i zachęcam Was do poznawania tych opisywanych przeze mnie miejsc w realu !!!

Wpis archiwalny – styczeń 2011

20. Zamek w Mirowie

WITAM SERDECZNIE po raz pierwszy w tym Nowym 2011 Roku !!!

Nowy Rok to nowe plany, nowe nadzieje, nowe marzenia i nowe postanowienia……… hmmm jak się tak nad tym wszystkim głębiej zastanowię, to u mnie ma to również ścisły związek z moją największą pasją, a mianowicie turystyką, a także powiązaną z nią fotografią i chęcią by dbać o kondycję fizyczną (umysłową też, bo jakby to nie było, to jednak podróże kształcą). A mówiąc krócej i jaśniej- postanawiam sobie, że w tym roku, tak jak i w zeszłym (jak tylko zrobi się cieplej) wsiądę znowu na mój rowerek, zapakuję do plecaka aparat fotograficzny i heja w drogę tzn. na Jurę. Będę odwiedzać ponownie znane mi miejsca na Jurze, odkrywać nowe, robić zdjęcia, a później dzielić się tu z Wami wrażeniami z tych miejsc i oczywiście zachęcać Was do ich odwiedzania. Mnie ten plan się podoba, a Wam ???

Ale póki co jest środek zimy i siedząc w domu wietrzę moje szuflady i w efekcie tego wietrzenia postanowiłam, że opowiem Wam o kolejnym – moim zdaniem bardzo atrakcyjnym – zamku, a mianowicie o Zamku w Mirowie:

O zamku tym już wspominałam kilkakrotnie i obiecywałam, że kiedyś opowiem o nim dokładniej………… i  właśnie przyszedł na to czas. Jest to zamek rycerski, położony nieopodal wsi Mirów, w województwie śląskim – znajduje się na tzw. Szlaku Orlich Gniazd. Zamek ten położony jest na niewielkim, pozbawionym drzew wzgórzu, dzięki czemu jest doskonale widoczny z dalszej perspektywy i należy on do grupy najbardziej malowniczych tego typu obiektów w naszym kraju.

Wyjaśniłam już gdzie się znajduje, to może teraz króciutko o jego historii: Zamek w Mirowie został zbudowany za czasów Kazimierza Wielkiego (XIV wiek), na miejscu wcześniejszego grodu. Początkowo jako jednopiętrowa budowla otoczona murem obronnym, należąca do rodu Lisów. W roku 1489 roku posiadłość nabyli Myszkowscy od ówczesnego właściciela Piotra z Bnia, którzy to zamek rozbudowali czyniąc z niego swoją rodową siedzibę. Główny budynek został podwyższony, wybudowano wieżę o pięciu kondygnacjach a w skale wykuto piwnice i dolne pomieszczenia. Powstał także zamek dolny z pomieszczeniami mieszkalnymi, którego dziedziniec zamknięto nowymi murami obwodowymi. Gdy zamek stał się niewystarczający dla Myszkowskich sprzedali go Korycińskiemu a on w 1787 roku rodowi Męcińskich. Po potopie szwedzkim Orle gniazdo zostało opuszczone i popadło w ruinę.

I do dzisiaj zamek ten jest ruiną, zresztą bardzo malowniczą ruiną, ze szczególnie zachowaną częścią zamku górnego :

Pojawiła się jednak nadzieja, że kiedyś zamek ten zostanie zrekonstruowany – obecnie został ogrodzony i zabezpieczony przed dalszymi zniszczeniami – i dlatego też nie ma teraz możliwości wchodzenia do środka, tak jak było to możliwe jeszcze kilka lat temu. Obecnie właścicielem zamku mirowskiego, podobnie jak bobolickiego, jest rodzina Laseckich, która planuje rekonstrukcję i udostępnienie dla turystów zamkowych wnętrz, przy zachowaniu obecnego wyglądu zewnętrznego ………. a biorąc pod uwagę jak imponująco prezentuje się teraz Zamek w Bobolicach (wkrótce też go tu pokażę) ten w Mirowie za kilka lat może wyglądać zupełnie inaczej.

Osoby zainteresowane tym jak wyglądał on w czasach swojej największej świetności odsyłam do wpisu 9 – tam można zobaczyć jego makietę z Parku Zamków Jurajskich- OGRODZIENIEC. Ona właśnie przedstawia wygląd tego zamku w czasach największej świetności……. i myślę, że można się bez trudu dopatrzeć podobieństwa do dzisiejszych ruin.

O zamku tym ( zresztą jak prawie o każdym zamku) krąży bardzo ciekawa legenda……pozwolicie, że ją tu przytoczę :

W dawnych wiekach pobliskie Bobolice i Mirów były własnością dwóch braci. Bracia byli tak do siebie podobni, że służba nie mogła ich odróżnić. Żyli obaj dostatnio, gromadząc w podziemnym tunelu, łączącym oba zamki, skarby przywiezione z wypraw wojennych. Strzegła ich okrutna czarownica o czerwonych ślepiach oraz zły duch wcielony w złośliwego psa. Oto pewnego razu jeden z braci przywiózł z wyprawy wojennej urodziwą brankę, w której zakochał się od pierwszego wejrzenia drugi z braci Zazdrosny wojak wtrącił piękną pannę do lochu pod nadzór czarownicy. Drugi z braci ulitował się nad niedolą nieszczęsnej branki i kiedy czarownica odleciała na Łyse Górę, wszedł do podziemi, by pocieszyć nieszczęśliwą kobietę. Zazdrosny brat usłyszawszy warczenie psa, wbiegł wściekły do lochów z obnażonym mieczem. Kiedy ujrzał kochankę w objęciach brata, opanowany szatańską zawiścią, jednym ciosem miecza zadał mu śmierć. Po tej zbrodni nie mógł jednak zagłuszyć wyrzutów sumienia. Bratobójstwo ciążyło na nim jak przekleństwo. Kiedy próbował trunkiem zagłuszyć wyrzuty sumienia, rozszalała się burza i jedyny piorun, jaki wyrwał się ze skłębionych chmur poraził go śmiertelnie. Śliczna branka pozostała w lochach, gdzie nadal strzeże jej czarownica, odstraszająca każdego śmiałka, który chciałby uwolnić nieszczęsną dziewczynę.

Zamek zachwyca, ale na uwagę zasługują również znajdujące się w pobliżu niego Skałki Mirowskie, urozmaicone “dywanami” kwiatów, kolorowymi krzewami i kępami jałowców, czyniąc z okolicy miejsce magiczne i urzekające swym baśniowym urokiem.

I kolejna piękna Mirowska Skałka:

I jeszcze raz ta sama skałka, tylko zdjęcie pochodzi z innego mojego wyjazdu:

Ja bardzo lubię spacerować wśród tych jurajskich skałek, podziwiać ich piękno i cieszyć się nim.  Daje mi to mnóstwo przyjemności i relaksu po stresach dnia codziennego.

Mam nadzieję, że udało mi się zachęcić Was do odwiedzenia tego miejsca. Jak się okazało, to dla mnie było to najczęściej odwiedzane miejsce na Jurze w zeszłym roku, bo byłam tam aż 4-krotnie (raz samochodem z dziećmi i 3 razy sama na rowerze) i właśnie wybrane do tego wpisu zdjęcia pochodzą z tych czterech różnych wyjazdów. Fenomenem jest to, że przy różnym świetle i w różnych warunkach pogodowych zamek ten prezentuje się zupełnie inaczej:

I to już wszystko na dzisiaj. Oczywiście będąc tam nie wyobrażam sobie nawet, by nie odwiedzić kolejnego, znajdującego się zaledwie 1,5 km dalej- Zamku w Bobolicach…….. ale o tym to już opowiem Wam następnym razem.

Na przekór aurze za oknem posyłam:

GORĄCE POZDROWIENIA  i ZAPRASZAM do czytania kolejnego wpisu !!!!!!!!!

Wpis archiwalny – styczeń 2011

18. Strażnica w Łutowcu

WITAM SERDECZNIE I MIŁEJ LEKTURY ŻYCZĘ !!!!!!!!!!!!

Za oknem pochmurno, deszczowo- taka typowa jesienna, listopadowa szarówka, a mnie (chyba właśnie dla kontrastu) wzięło na takie piękne i ciepłe letnie wspomnienia. Opowiem Wam o jednej z moich wycieczek rowerowych. Jak już niektóre osoby wiedzą przez cały okres letni regularnie co tydzień ruszałam gdzieś w teren na moim rowerku. To był dla mnie wspaniały relaks !!! Niestety już w październiku musiałam z tego zrezygnować, gdyż po pierwsze dzień się bardzo skrócił, a po drugie zrobiło się już za zimno na takie wycieczki (ostatnią z nich odchorowałam)…… i przyznam szczerze, że coraz bardziej mi ich brakuje……. a do wiosny hmmm daleko.

Ta wycieczka miała miejsce dokładnie 5 sierpnia  (tuż po tym jak zobaczyłam na Rynku w Siewierzu przejazd kolaży Rajdu TourdePologne- etap 2  i ich kondycja wjechała mi na ambicję), a że byłam już w nie najgorszej formie, jeśli chodzi o moją jazdę na rowerze, a i dzień był słoneczny, piękny- zdecydowałam się pojechać gdzieś dalej. Zerkłam na mapę i stwierdziłam, że pojadę zobaczyć Strażnicę w Łutowcu. Ponieważ nigdy wcześniej tam nie byłam (chyba, że w dzieciństwie z moim tatą i teraz tego nie pamiętam), zajrzałam sobie przed wyjazdem do internetu, zorientować się, czego mam się tam spodziewać. Okazało się, że ta Strażnica to tylko niewielki fragment muru(dosłownie kilka kamieni) na jednej ze skał we wsi Łutowiec- nie zniechęciło mnie to jednak do zobaczenia jej na własne oczy i ruszyłam w drogę.

Całą drogę do Łutowca jechało mi się bardzo fajnie. I tu dla zorientowanych w terenie streszczam trasę: Poręba/Zawiercia- Mrzygłód- Kopaniny- Włodowice- Kotowice- Mirów- Łutowiec. Po drodze minęłam malownicze ruiny Zamku w Mirowie- dzisiaj pokażę Wam tylko jedno zdjęcie, a o zamku tym planuję przygotować oddzielny wpis i wtedy opiszę go Wam dokładnie.

A po minięciu tego zamku trasa była już dla mnie zupełnie nieznana, ale miałam mapę w plecaku, wiadomości wyczytane w internecie i koniec języka za przewodnika, więc bez obaw ruszyłam w kierunku Łutowca. Z szosy Mirów- Niegowa odbiłam w lewo tuż za murowaną kapliczką stojącą przy tej szosie i dalej już jechałam drogą szutrową. Wyjaśnię może jeszcze, że nazwa tej miejscowości niekiedy jest też pisana przez L, więc na mapach może występować jako Łutowiec, bądź Lutowiec (gmina Niegowa, powiat myszkowski, województwo śląskie).

Zanim jednak dotarłam do strażnicy, obeszłam inne znajdujące się we wsi skałki, które rzuciły mi się w oczy jak tylko wjechałam do tej wsi:

A dostać się do nich z drogi wcale nie było tak łatwo- musiałam przeprawić się z moim rowerem przez zarośniętą po kolana chaszczami łąkę. Ale było warto, tym bardziej, że po wspięciu się na nie, okazało się, że można z nich podziwiać bardzo rozległą panoramę Jury- właściwie to najpiękniejszą panoramę z tych, które możemy zobaczyć na obszarze całej Jury.

I właśnie na następnym zdjęciu ( zrobionym tam) widok na Zamki Mirów i Bobolice wraz z pionowym grzebieniem skalnym łączącym obie te warownie. W rzeczywistości wyglądało to fantastycznie, mimo sporej odległości- długo stałam zafascynowana, a zdjęcie no cóż nie jest najlepsze jakościowo, robione na wielokrotnym przybliżeniu. Dodam jeszcze tylko, że oprócz tych dwóch zamków z tego miejsca można również zobaczyć Górę Zborów i Rzędkowickie Skały- na prawdę świetny punkt widokowy:

Wszystko super, pięknie….. jedynie troszkę ciśnienia podniosła mi jaszczurka, która przepełzła pod moimi nogami, a ja tak się wystraszyłam, że nawet nie zrobiłam jej jednego zdjęcia. Ponownie przeprawiłam się przez “ulubioną” łąkę  i ruszyłam na poszukiwanie tej docelowej strażnicy. Czytając o niej w internecie, natknęłam się na informację, że jest ona tak mało znana, że nawet miejscowi nie znają jej i nie wiedzą, gdzie się znajduje. I stwierdziłam, że nie będę jej szukała sama, tylko zrobię taką małą ankietę tzn. popytam ludzi i tym samym sprawdzę, czy jest faktycznie tak, jak napisali w internecie. I niestety ( a właściwie, to bardzo dobrze), że moja ankieta spaliła na panewce, bo już pierwsza zaczepiona osoba udzieliła mi bardzo dokładnej informacji na temat położenia tej strażnicy. I znowu potwierdziło się powiedzenie, że nie wszystko co piszą w internecie jest prawdą- ja oczywiście staram się zamieszczać tu tylko sprawdzone informacje.

I faktycznie z tej dawnej, wybudowanej w XIV w strażnicy prawie nic nie zostało.Długo wpatrywałam się w tą skałę (tym bardziej, że mi słońce świeciło w oczy) i nie mogłam dopatrzeć się jakiegokolwiek fragmentu muru na niej:

Ponieważ, jak do tej pory nie przeprowadzono tam dokładnych badań archeologicznych i nie ma dokumentów na ten temat- nie wiemy za wiele o jej historii. Istnieją dwie hipotezy o jej pochodzeniu. Pierwsza z nich głosi, że była to strażnica obronna w systemie obronnym zachodniej granicy królestwa, stworzonym przez Kazimierza Wielkiego. Druga mówi, że był to zamek wybudowany w latach 1370- 1391 przez Księcia Władysława Opolczyka. I jeszcze jedno zdjęcie tej skały- Strażnicy:

Mnie osobiście bardziej zachwyciły inne skałki znajdujące się w pobliżu tej Strażnicy:

Jest to miejsce godne polecenia wspinaczom, nie poszukującym ekstremalnych trudności, ale raczej wyalienowania i relaksu. Można tam znaleźć parę domostw, jeden sklepo- bar, ale przede wszystkim ciszę i spokój- atrybuty, których coraz częściej brakuje w innych, bardziej popularnych miejscach do uprawiania wspinaczki skałkowej na Jurze i w Polsce.

I kolejne ujęcie zrobione w tym pięknym miejscu:

I jeszcze jedno zdjęcie- zrobione w kierunku Niegowej. W tle widoczna charakterystyczna wieża telewizyjna w Niegowej- obecnie wykorzystywana jako wieża przekaźnikowa telefonii komórkowej:

Trochę mi tam zeszło z robieniem zdjęć, bo zrobiłam tam mnóstwo ujęć i ani się nie obejrzałam, jak zrobiło się późno….. więc zjadłam szybciutko batonika, napiłam się wody i zamiast dłużej odpocząć, to wsiadłam znowu na rower i ruszyłam szybko w kierunku Żarek, a stamtąd już znajomą drogą do domu.

Po drodze podziwiałam jeszcze wspaniały spektakl na niebie, gdyż słońce tego dnia wyjątkowo pięknie zachodziło….. co chwilę przystawałam, by zrobić jakieś zdjęcie:

Do domu wróciłam już po ciemku- zmęczona, ale jakże szczęśliwa.

TO BYŁ NIEZAPOMNIANY DZIEŃ– jeden z moich atrakcyjniejszych i ambitniejszych tegorocznych wyjazdów rowerowych.Dostarczył mi super relaksu (chociaż muszę przyznać, że był to męczący relaks- nieźle się napedałowałam na tym rowerze), dostarczył pięknych wrażeń i sporo nowych zdjęć. I nasunęła mi się taka refleksja- że jest na Jurze dużo miejsc znanych, rozreklamowanych, tłumnie odwiedzanych przez turystów, ale są też miejsca takie mniej znane, lub nawet zupełnie nieznane, gdzie również jest pięknie….. a przy tym cicho i spokojnie…… i bardzo się cieszę, że mnie na rowerze udało się dotrzeć w jedno z takich miejsc.

POZDRAWIAM !!!!!!!!!!!!!!!!!

Wpis archiwalny – listopad 2010

17. Zamek w Olsztynie/Częstochowy

WITAM SERDECZNIE WSZYSTKICH CZYTAJĄCYCH MÓJ BLOG !!!!!!

Od czasu opisywanych przeze mnie w poprzednim wpisie Rzędkowickich Skałek niestety nie udało mi się nic nowego zwiedzić, ale to nic nie szkodzi, bo opowiem Wam o miejscu, które odwiedziłam wcześniej ( ten wyjazd miał miejsce dokładnie 25.09)- opowiem wam pokrótce i pokażę malownicze ruiny Zamku w Olsztynie/Częstochowy:

Jest to jeden z moich ulubionych i najczęściej przeze mnie odwiedzanych zamków jurajskich. Znajduje się na tzw. Szlaku Orlich Gniazd, Szlaku Warowni Jurajskich, Jurajskim Rowerowym Szlaku Orlich Gniazd i jeszcze kilku innych mniej znanych.

Historia zamku sięga XI w. kiedy to istniał w tym miejscu drewniany gród. W XII wieku spłonął a na jego miejscu wybudowano drewniano-murowaną warownię. I jak to często bywało na początku XIV w. przyjechał król Kazimierz Wielki i kazał go rozbudować i przerobić do największego w okolicy zamku obronnego. W 1396 r. zamek został zabrany z rąk księcia opolskiego przez króla Władysława Jagiełłę, który zdobył go po tygodniowym oblężeniu. W XV wieku był wielokrotnie najeżdżany przez wojska książąt śląskich a w 1587 r przez arcyksięcia Maksymiliana Habsburga jednak nigdy nie zdobyty, padł dopiero w roku 1656 pod naporem wojsk Szwedzkich i od tego czasu zaczął podupadać w ruinę służąc jako źródło budulca dla okolicznych mieszkańców.

Z dawnych murów zamkowych pozostało do dzisiaj niewiele. W latach sześćdziesiątych, po prowadzonych tutaj badaniach archeologicznych, zostały utrwalone zarysy fortyfikacji obwodowych. W latach 1958-1960 natrafiono tutaj na ślady około 60 dymarek, a w obrębie wielkiego dziedzińca gospodarczego odkryto wówczas pozostałości kuźni. Zamek w Olsztynie, składał się z trzech części oddzielonych od siebie murami; z zamku dolnego, średniego i górnego. Ten ostatni z okrągłą basztą i kaplicą stanowił właściwą warownię. Poza obrębem właściwego zamku stoi kwadratowa baszta obserwacyjna. W najwyżej położonym pomieszczeniu zamkowym, na szczycie murów znajdowały się różne machiny wojenne. (informacje zaczerpnięte z internetu).

O zamku tym krąży kilka ciekawych legend, ale ponieważ opowiadanie ich strasznie wydłużyło by mi ten wpis- nie będę ich opowiadała…… tylko zainteresowane osoby odsyłam na stronę Zamku Olsztyn

A ja tymczasem pokażę Wam kolejne zdjęcie -przedstawia ono charakterystyczną, ponad 20-o metrową wieżę – stołp, pod którą osadzano więźniów skazanych na śmierć głodową. Główną jej funkcją była oczywiście obrona i obserwacja okolicy. Nie ma do niej wejścia, więc do wnętrza dostawano się albo za pomocą kołowrotu albo pomostem z części mieszkalnej, którą stanowiły gotycki dom i dwa trzykondygnacyjna budynki – wieże mieszkalne. Razem z dwoma dziedzińcami tworzyły one zamek górny.

Natomiast od kilku lat jest możliwość wejścia na drugą zachowaną wieżę- tzw. Wieżę Starościńską/Sołtysią (za niewielką opłatą 2 zł) i z niej można podziwiać malownicze widoki okolicy. I teraz na zdjęciu poniżej właśnie ta wieża (zdjęcie stylizowane na starą fotografię):

Nam (tzn. mnie i moim synom) podczas tej wycieczki pogoda pięknie dopisała i mogliśmy sobie dokładnie i powoli poobchodzić cały ten teren- tzn. pozostałości zamku z wszystkimi przyległymi do niego skałkami:

Znajdujące się tu skałki są wykorzystywane przez miłośników wspinaczki skałkowej ( zresztą tak samo jak w każdym innym miejscu na Jurze), ale wzgórze zamkowe jest również wykorzystywane przez miłośników paralotni ( tak się składa, że za każdym razem będąc tam spotykam ich). A tym razem natknęliśmy się jeszcze dodatkowo na jeźdźców na koniach ( nie tych mechanicznych). A więc jak widzicie jurajskie plenery przyciągają wszystkich.

Zainteresowanie tym zamkiem wzrosło, gdy w latach 90-tych zaczęto organizować tu Międzynarodowe Pokazy Sztucznych Ogni i Laserów, zaliczane do największych tego typu imprez w Europie. Jednak zakaz konserwatora zabytków, wprowadzony po zawaleniu się fragmentu muru, spowodował, że zrezygnowano z tego- i teraz te pokazy odbywają się na Zamku Ogrodzieniec w Podzamczu.

Ciekawostką jest również to, że na Zamku w Olsztynie kręcono sceny do kilku znanych polskich filmów np. “Hrabiny Cosel”, “Demony wojny” wg. Goi, czy “Rękopis znaleziony w Saragossie”. Na zamku tym kręcono również teledysk do piosenki “Nie pokonasz miłości” wykonywanej przez Ciechowskiego i Gawlińskiego.

My, jak już wspomniałam obeszliśmy cały teren zamku i przyległych do niego skałek, ale będąc tam i mając do dyspozycji więcej czasu ( ja zwiedzając z moim 2-latkiem, mam go zawsze mniej niż przeciętny człowiek) można też udać się do pobliskich rezerwatów: “Sokole Góry”, Góry Towarne”, czy “Zielona Góra”. Ja ograniczyłam tą wycieczkę tylko do zamku, a te wspomniane rezerwaty planuję odwiedzić w przyszłym roku……. i jeśli tylko to mi się uda, to zaraz Wam o nich tu opowiem. Kolejne zdjęcie to taka panorama:

I już powoli kończę- mam nadzieję, że udało mi się zachęcić Was do odwiedzenia tego zamku. Dzisiaj dla odmiany żegnam się z Wami zdjęciem, na którym ja odpoczywam wśród tej pięknej, malowniczej, jurajskiej scenerii……. bo im piękniejszy świat wokół mnie- tym wspanialej się czuję !!!!!!

POZDRAWIAM i oczywiście zapraszam do dalszego wędrowania ze mną !!!!!!

Wpis archiwalny – październik 2010

16. Rzędkowickie Skały jesienią

WITAM JESIENNĄ PORĄ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Moje wakacyjne wspomnienia już dobiegły końca i dzisiaj zapraszam Was ponownie na “moją” ukochaną Jurę. Pięknie jest na Jurze wiosną, pięknie latem, ale jesienią Jura też jest cudna…….. aż brak słów by to opisać- ja postaram się Wam to pokazać:

Zacznę może od tego, że ten wyjazd miał miejsce dokładnie 14 października, w Dzień Nauczyciela……. kiedy to mój starszy syn nie miał zajęć w szkole i postanowiłam zrobić chłopcom i sobie taką małą wycieczkę na Jurę w poszukiwaniu jesieni. Dzień wcześniej planując wyjazd, planowałam jechać w zupełnie inne, nieznane mi i bardziej odległe od domu miejsce na Jurze. Tymczasem pogoda spłatała figla, bo rano okazało się, że jest  przymrozek i straszna, ale to straszna mgła- aż do godziny 11 zastanawiałam się, czy przy takiej pogodzie jest w ogóle sens gdziekolwiek jechać. Jednak moja “niespokojna dusza”, a także chęć nowym wrażeń i zdjęć pognały mnie w teren. A patrząc na tą pogodę za oknem stwierdziłam, że najwyżej zamiast fotografować Piękną Polską Złotą Jesień na Jurze- będę fotografowała Jurę we mgle. Zmieniłam tylko plan wyjazdu, bo zamiast jechać gdzieś dalej, w nieznane- pojechałam już po raz kolejny w tym roku na Rzędkowickie Skały. Poprzednie trzy wyjazdy to były moje rowerowe wypady- o pierwszym z nich opowiadałam Wam już w wpisie 6- zainteresowanych odsyłam tam.

No dobrze- koniec planowania……….JEDZIEMY !!!!!!!!! I wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy dojechałam na miejsce, wysiadłam z auta i zobaczyłam słoneczko i piękne, błękitne niebo, oczywiście zero jakiejkolwiek mgły (CUD !!!!!!). Więc (wiem, wiem, nie zaczyna się zdania od “więc”, ale ja tak lubię !!!) zadowoleni i zaopatrzeni w prowiant ruszamy na spacerek wśród skał. Pierwszą napotkaną na naszej trasie jest tzw. Wysoka- jedna z bardziej charakterystycznych skał wśród tych Rzędkowickich, głównie ze względu na swoje położenie, wysokość i strzelistość:

A u podnóża tej skały- Wysokiej, znajduje się taki oto ołtarz polowy (niestety nie wiem kiedy odbywają się tam msze):

Idziemy dalej……… mijając po drodze kolejne ciekawe formacje skalne:

Czasami to naprawdę nie trzeba nigdzie daleko jechać, by zobaczyć coś pięknego, a te Rzędkowickie Skały potrafią zachwycić:

I odniosłam nawet wrażenie, że jesienią jest tam piękniej niż wiosną i latem, gdyż te białe skały w otoczeniu kolorowych liści wyglądają niezwykle malowniczo. I to dotyczy nie tylko tych Rzędkowickich Skał, ale ogólnie całej Jury.

Spacerujemy więc powoli………. podziwiamy widoki, obserwujemy nielicznych już o tej porze roku pasjonatów wspinaczki skałkowej, a także przysiadamy, by odpocząć i zjeść słodkie bułeczki.

O Rzędkowickich Skałach już opowiadałam w wpisie 6 i nie chciałabym się powtarzać. Przypomnę jedynie (osobom, którym nie chce się tam zerkać), że jest to jedno z największych i najpiękniejszych pasm skalnych Jury Krakowsko- Częstochowskiej. Na Skały Rzędkowickie składają się wzniesienia: Wysoka, Studnisko, Brzuchata, Okiennik i Leśna Turnia. Jest to jedno z najbardziej znanych i uczęszczanych terenów przez miłośników wspinaczki. Znajduje się tutaj wiele tras wspinaczkowych o zróżnicowanej trudności począwszy od najłatwiejszych tras aż do takich, które wymagają sporych umiejętności. W pobliskiej wiosce Rzędkowice znajduje się szkółka wspinaczkowa oraz od niedawna otwarta filia Jurajskiej Grupy GOPR, której główna baza znajduje się w Podlesicach. Skały Rzędkowickie są bardzo dobrym miejscem dla początkujących wspinaczy.

Jedną z najpiękniejszych Rzędkowickich Skał (moim zdaniem), a także na całej Jurze jest znajdujący się tam Okiennik Rzędkowicki. Zanim go jednak pokażę wyjaśnię niezorientowanym, że na całej Jurze mamy 3 ogólnie znane duże Okienniki: OKIENNIK WIELKI (Skarżycki)- największy i najbardziej znany (o nim opowiadałam Wam już dokładnie w wpisie 3), następnie OKIENNIK MAŁY (Morski), mniej znana skałka w lasku nad Morskiem (obecnie trudno się do niego dostać, bo znajduje się na prywatnym terenie i jest ogrodzony), a także OKIENNIK RZĘDKOWICKI. Poza tą “wielką trójcą” jest jeszcze sporo innych skał z oknami skalnymi i od czasu do czasu pojawiają się kolejne okienniki. Nawet wśród Skał Rzędkowickich jest też Mały Okiennik Rzędkowicki, zwany Lechworem. To tyle dygresji……. zobaczcie sobie teraz jak wygląda ten Okiennik Rzędkowicki:

I to już ostatnie zdjęcie jakie wybrałam tu do wpisu, a miałam z czego wybierać, bo zrobiłam ich tam sporo……. mam nadzieję, że udało mi się pokazać jak pięknie jest na Jurze jesienią:

PODSUMOWUJĄC :

Cieszę się, że odwiedziłam to miejsce ponownie i mogłam podziwiać te piękne skały w jesiennej scenerii. Znane z pewnością wszystkim miłośnikom Jury……. ale mam nadzieję, że osoby nie znające Jury i tych skał po przeczytaniu tego wpisu i zobaczeniu moich zdjęć też uznają, że jest to miejsce warte odwiedzenia. Sama chciałabym się tam jeszcze raz wybrać w tym roku- zimą, a czy mi się uda to czas pokaże.

Na razie żegnam się i zapraszam do dalszego wędrowania ze mną- prawdopodobnie dalej po Jurze .

POZDRAWIAM SERDECZNIE !!!!!!!!!!!!!!!!!!

Wpis archiwalny – październik 2010

9. Park Zamków Jurajskich – OGRODZIENIEC

WITAM SERDECZNIE !!! ZAPRASZAM NA MÓJ KOLEJNY WPIS !!!

Jak już pewnie zauważyliście szczególną sympatią darzę jurajskie zamki -3 z nich już przedstawiłam bliżej tu na moim blogu, a pozostałe ( mam nadzieję !!!) też wkrótce tu zagoszczą.

Dzisiaj jednak nie będę przedstawiała szczegółowo kolejnego zamku, tylko opowiem Wam o nowo powstałym (otwarcie było 19 czerwca) Parku Zamków Jurajskich- OGRODZIENIEC. Park ten znajduje się w miejscowości Podzamcze, tuż u stóp malowniczo położonych ruin Zamku Ogrodzienieckiego. Jest to prawdziwy “rarytas” dla wszystkich miłośników jurajskich zamków, gdyż w jednym miejscu można zobaczyć makiety wszystkich zamków znajdujących się na “Szlaku Orlich Gniazd” w skali 1:25. Makiety te odtworzone zostały zgodnie z prawdą historyczną, a ich wykonanie poprzedziły wielomiesięczne poszukiwania i opracowania dokumentacji historycznej. Można sobie fajnie porównać wygląd każdego zamku w czasach jego największej świetności z wyglądem obecnych ruin …….i tu przyznam Wam się szczerze, że sama miałam problemy ze skojarzeniem niektórych- tak imponująco wtedy wyglądały i tak niewiele teraz z nich zostało (niestety!!!). Ja jak tylko usłyszałam o planach powstania tego parku, postanowiłam sobie, że koniecznie go odwiedzę. Przeczekałam aż tłum pierwszych zainteresowanych przerzedzi się i wraz z moimi chłopcami wybrałam się tam. I muszę przyznać, że to był bardzo dobry pomysł.Zrobiłam  mnóstwo zdjęć, ale tu do wpisu wybrałam tylko kilka.

Pierwsze z nich przedstawia wejście do tego parku…..specjalnym mostem zwodzonym:

I już jesteśmy na terenie parku…… na pierwszym planie makieta Zamku w Mirowie wraz z opisem i zdjęciem jego obecnego wyglądu, nieco dalej Smoleń, w tle zaś ogrodzenie wraz z mostem zwodzonym ( to samo co na poprzednim zdjęciu, tylko od drugiej strony ) i ruiny wspaniałego Zamku Ogrodzieniec:

Tu jeszcze raz Zamek w Mirowie, tylko w zbliżeniu i od innej strony. Zdradzę Wam, że niedawno też tam byłam wraz z moimi synami i jak tylko znajdę trochę więcej czasu, to też go tu dokładnie opiszę, bo warto :

A tu mój starszy syn zapozował mi przed makietą zamku w Smoleniu (to ten opisywany przeze mnie w poprzednim wpisie). Wspaniały był nieprawdaż ??? I niestety tak niewiele z niego zostało !!!

Kolejne zdjęcie przedstawia Zamek Tęczyn ( używa się też nazwy Tenczyn) znajduje się on na terenie wsi Rudno/Krzeszowic woj. małopolskie. Szkoda, że z każdym rokiem popada on w coraz większą ruinę :

Następnie mamy Zamek Babice – zwany inaczej Lipowcem  (oj dawno  tam już nie byłam):

Oraz Zamek w  Będzinie- zrekonstruowany po II Wojnie Światowej do dzisiaj wspaniale góruje nad miastem:

Ostatnim zamkiem, którego zdjęcie wybrałam jest Zamek w Siewierzu ( opisywałam go dokładnie w jednym z pierwszych wpisów, więc można sobie przy okazji porównać jego wygląd kiedyś i dziś ):

Oprócz podziwiania makiet w parku można też zobaczyć repliki maszyn oblężniczych z okresu średniowiecza m. in. katapultę miotającą pociski, balistę – rodzaj kuszy na kołach, a także trebusz – efektowną machinę miotającą pociski, przypominającą mechaniczną procę ( w ich oryginalnych rozmiarach ) :

Na dzieci czeka tam też atrakcyjny plac zabaw ( te atrakcje są wliczone w cenę biletu, który wynosi 14- zł dla dorosłych, 10zł- dla dzieci …..z tym, że jak ja tam byłam to była promocyjna cena 10 zł dla wszystkich powyżej 3 roku życia ). Zestaw atrakcji ma się jeszcze z czasem powiększyć- niebawem ma przyjechać Wawel i będzie to największa makieta w parku.

Jako ciekawostkę i zarazem ważną informację wspomnę jeszcze, że na terenie Jury powstał niedawno (otwarcie było 4 lipca) jeszcze jeden tego typu park- Park Miniatur Zamków w Piasku/Janowa (na terenie restauracji Gościniec). Tam przedstawione są miniatury zamków w ich obecnym stanie i są w skali 1:20, więc zameczki są nieco większe niż te w Ogrodzieńcu. Myślę, że warto będzie się tam też wybrać.

Po dokładnym zwiedzeniu parku i zabawie na placu zabaw zrobiliśmy sobie małą wycieczkę wokoło ruin Zamku Ogrodzieniec, niestety na wejście do środka brakło nam już czasu ( głównie dlatego, że z moim zbuntowanym 2-latkiem wszystko trwa 5 razy dłużej niż normalnie). Ale ponieważ mój starszy syn nie może tego przeboleć, wybieramy się tam wkrótce ponownie i po tej wizycie przygotuję wpis poświęcony już tylko temu wspaniałemu zamkowi.

PODSUMOWUJĄC – Warto było odwiedzić ten Park Zamków Jurajskich……teraz już nie będę sobie musiała wyobrażać jak kiedyś wyglądały wszystkie jurajskie zamki. Mój starszy syn dowiedział się sporo nowych rzeczy na temat zamków i Jury ( a więc dla niego ta wycieczka miała również charakter edukacyjny). A młodszy…..no cóż jego interesowały tylko zjeżdżalnie, piaskownica i bieganie wśród makiet……mam jednak cichą nadzieję, że z czasem polubi też zwiedzanie i doceni piękno Jury.

POZDRAWIAM  WSZYSTKICH  MIŁOŚNIKÓW  JURAJSKICH  ZAMKÓW I PARKÓW MINIATUR !!! A TAKŻE WSZYSTKIE OSOBY CZYTAJĄCE MOJE WPISY  ***

Wpis archiwalny – lipiec 2010

8. Zamek w Smoleniu

WITAM  SERDECZNIE  WSZYSTKICH  CZYTAJĄCYCH  MOJE  WPISY !!!!!!!!!!

Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam kolejny jurajski zamek- ZAMEK W SMOLENIU – znajduje się on we wspomnianej wsi Smoleń w województwie śląskim, na “Szlaku Orlich Gniazd” oraz “Jurajskim Rowerowym Szlaku Orlich Gniazd”.

Na początek przytoczę troszkę informacji o tym zamku zaczerpniętych z internetu, bo wydały mi się one interesujące :

Zamek został wzniesiony w połowie XIV wieku, najprawdopodobniej przez Ottona z Pilczy herbu Topór i zastąpił istniejącą tu wcześniej strażnicę. Z początku był to mały, wieloboczny, kamienny obiekt zwężający się przy wysokiej, cylindrycznej wieży. W późniejszych latach u stóp skały dobudowano dwa zamki dolne, otoczone grubymi murami z bramą wjazdową, która zachowała się do dziś. Na dziedzińcu zamkowym znajduje się studnia, którą według tradycji wykuć mieli jeńcy tatarscy, a jej głębokość miała wynosić 200 m.

W XVI wieku zamek nabył Seweryn Boner i przekształcił go w renesansową rezydencję. Później warownia przeszła w ręce Padniewskich, jednakże pomimo modernizacji bardzo szybko przestała wystarczać rosnącym w potęgę i bogactwo właścicielom. Ograniczona powierzchnia wzgórza utrudniała dalszą rozbudowę, zaś kiepskie połączenia komunikacyjne spowodowały, że Padniewscy postanowili przenieść się do Pilicy, gdzie było dość miejsca, by wybudować nową, okazalszą siedzibę.

Zamek pozostawiony zaczął niszczeć, zaś jego los przypieczętowali Szwedzi, dewastując go w 1655 roku.

W okresie letnim z daleka można zobaczyć jedynie mały fragment wieży nieśmiało wyłaniający się z jednego ze wzgórz :)

Ze znajdującego się u podnóża zamku parkingu, na jego szczyt prowadzi specjalnie wytyczona dla turystów ścieżka.W czasach swojej świetności z pewnością wspaniale górował nad okolicą- teraz niestety pozostały jedynie fragmenty murów porośnięte drzewami i krzakami :

Od czasu mojej ostatniej wizyty 7 lat temu nic się tu praktycznie nie zmieniło ( obejrzałam sobie nawet zdjęcia zrobione wtedy, by nabrać tej pewności ). I o ile inne jurajskie zamki są remontowane bądź rozbudowywane ten został potraktowany raczej po macoszemu. Mam wrażenie, że turyści też wolą raczej odwiedzić rozreklamowany i wspaniały Ogrodzieniec, czy Mirów i Bobolice ( wkrótce też zagoszczą na moim blogu ) niż ruiny tego zapuszczonego wśród drzew zamku. Mnie jednak tym razem właśnie tam poniosło i wcale tego nie żałuję. W ciszy i spokoju ( mimo, że był to piękny wakacyjny dzień) przespacerowałam się wśród tych historycznych ruin, zajrzałam w każdy zakamarek, zrobiłam sporo zdjęć:

Niestety nie da się ująć go ( zamku) na jednym zdjęciu – trzeba fotografować go fragmentarycznie ( ewentualnie można zrobić panoramę ):

Kolejne ujęcie- widok z okna :

I jeszcze jedno- tym razem na wieżę ( niestety nie ma możliwości na nią wejść….. co prawda śmiałkowie to robią, ale ja z dwójką małych dzieci nie porywałam się na takie szaleństwo ) 😉

Tyle na temat zamku-myślę, że chociaż troszkę zachęciłam Was do jego odwiedzenia.

A skoro już wybrałam się w tą okolicę , to zatrzymałam się również w niedaleko znajdującej się od Smolenia PILICY. I teraz pokrótce opowiem Wam co warto w niej zobaczyć. Po pierwsze – Sanktuarium Matki Bożej Śnieżnej – Opiekunki Rodzin wraz z pięknie zadbanym przez franciszkanów otoczeniem. Jako ciekawostkę powiem, że w tym kościele i klasztorze pracował jako gwardian w latach 1924- 1930 bł. ojciec Narcyz Turchan z grona 108 polskich męczenników II Wojny Światowej:

Następnie warto zobaczyć w Pilicy Kościół- Św. Jana Chrzciciela i Św. Jana Ewangelisty, zabytkowy zamek z parkiem , ruiny klasztoru oo augustianów ( tym razem czas mi nie pozwolił podjechać tam ), historyczny drewniany kościół św. apostołów Piotra i Pawła ……a odpocząć po zwiedzaniu można sobie na Rynku, zajadając pyszne lody- właśnie to zrobiłam wraz z moimi dziećmi.

Ten wyjazd to była taka typowa samochodowa objazdówka. Zatrzymałam się jeszcze w Biskupicach, gdzie znajduje się cmentarz wojenny poległych w czasie I Wojny Światowej, a także w Gieble, gdzie z kolei zwiedziłam kościół Św. Jakuba Apostoła i dworek szlachecki . Obecnie w tym dworku znajduje się biblioteka ( nawet w wakacje odbywają się tam zajęcia dla dzieci ) i właśnie od przemiłych pań bibliotekarek dowiedziałam się kilku interesujących rzeczy…….między innymi o nowościach turystycznych w Gminie Ogrodzieniec. Zachęcona wybiorę się tam wkrótce, a później i Wam o tym opowiem.

Na koniec jeszcze raz zachęcam do odwiedzenia Smolenia i Pilicy, oraz odkrywania uroków Jury Krakowsko- Częstochowskiej !!!

~~ ~~ ~~ POZDRAWIAM ~~ ~~ ~~

Wpis archiwalny – lipiec 2010