7. W Żarkach

WITAM SERDECZNIE !!!    ZAPRASZAM NA KOLEJNY WPIS !!!

Eric- Emmanuel Schmitt powiedział, że ” Piękno […] jest wszędzie. Gdziekolwiek zwrócisz oczy “.  Mnie zaś nie pozostaje nic innego jak tylko zgodzić się z tymi jego słowami. I ja ostatnio zwróciłam moje oczy ( a właściwie to rower ) w kierunku Sanktuarium Matki Bożej Leśniowskiej Patronki Rodzin ( Leśniów- dzielnica Żarek, powiat myszkowski, woj. śląskie ):

Już od czasu wyprawy do Rzędkowickich Skał ( poprzedni wpis ) marzyło mi się pojechać tam na rowerze………ale albo pogoda, albo fakt, że nie miał mi kto zostać z młodszym synem na dłużej sprawiało,że wyjazd ten był ciągle odkładany. I w końcu, pomimo wiszącego w powietrzu deszczu zdecydowałam, że jadę !!!!!!!

To był ryzykowny wyjazd, bo po przejechaniu zaledwie 3 km zaczęło siąpić, a do docelowego punktu miałam ich do przejechania ponad 20. No cóż stwierdziłam jednak, że z cukru nie jestem i nie rozpuszczę się, a na siedzenie w domu nie miałam jakoś ochoty.

Ten deszczyk nie przeszkadzał mi nawet w fotografowaniu napotkanych po drodze roślinek :

Kila dni wcześniej podczas robienia takich zdjęć usłyszałam ( od obserwującej mnie osoby ), że jestem “nienormalna “- “bo ja rozumię, że można robić zdjęcia dzieciom, czy jakimś widokom, ale żeby robić zdjęcia jakimś badylom ??? Ty to chyba jesteś nienormalna??? “.

No cóż ja fotografuję wszystko , co moim zdaniem zasługuje na uwiecznienie i wcale nie uważam, że jestem z tego powodu “nienormalna” :

Całą drogę do Sanktuarium towarzyszyły mi emocje- bo jak już przestał padać deszczyk, to zaczęło mi coś skrzypieć w rowerze, a na koniec zorientowałam się, że nie zabrałam z domu portfela z pieniędzmi i dokumentami ( cała ja !!! – pieniędzy nie wzięłam, ale za to w plecaku wiozłam aż 2 aparaty fotograficzne !!! ).

Po ponad 2 godzinach jazdy dojechałam do Żarek. Zanim jednak udałam się do Sanktuarium zwiedziłam co nieco w miasteczku. I muszę stwierdzić, że miło mnie zaskoczyły zmiany jakie tu zaszły od czasu mojej ostatniej wizyty kilka lat temu.

Przed kościołem Świętych Szymona i Judy Tadeusza ( zbudowany w latach 1518- 1522 kosztem i staraniem kasztelana wieluńskiego Marcina myszkowskiego) znajduje się bardzo ładnie utrzymany plac Ojca Świętego Jana Pawła II :

Następnie podjechałam do zabytkowego kościółka Św. Barbary, który odnowiony z zewnątrz jest teraz remontowany w środku ( akurat był otwarty i mogłam na własne oczy zobaczyć  przebieg tych prac). Myślę, że za jakiś czas warto będzie odwiedzić go ponownie.

W Żarkach jest sporo ciekawych i zabytkowych obiektów. Na uwagę zasługuje również kompleks zabytkowych stodół- tu pomiędzy nimi odbywają się co środę i sobotę słynne żareckie jarmarki ( wielu spośród moich znajomych tam jeździ ).

I w końcu docieram do Sanktuarium Matki Bożej Leśniowkiej- sanktuarium składa się z następujących budynków: kościoła p.w. Nawiedzenia NMP, ołtarza polowego, kaplicy nad źródłem, klasztoru, dzwonnicy, domu pielgrzyma.Pochodząca z 1559 r., najstarsza część kościoła ma charakter gotycko- renesansowy.Po północnej stronie kościoła znajduje się klasztor składający się z czterech skrzydeł.

Na uwagę zasługuje zarówno Sanktuarium, jak i jego pięknie zadbane otoczenie. Zmęczona po podróży, przysiadłam sobie na ławeczce, posłuchałam odbywającej się akurat mszy św. i nabożeństwa czerwcowego, a nst. obeszłam cały teren:

Można tu też nabyć wodę ( podobno o właściwościach leczniczych).

Według legendy – w 1382 r. zmierzający do Opola z Rusi książę Władysław Opolczyk postanowił zrobić postój na polanie opodal drewnianego kościółka. Wiózł on ze sobą ikonę Matki Boskiej Bełzkiej, obraz, który miał się stać ośrodkiem kultu maryjnego na Jasnej Górze lepiej znanego jako Obraz Matki Boskiej Częstochowskiej oraz figurę Maryi z Dzieciątkiem na ręku. Jako że wędrowcy nie mieli picia przeto modlili się przed wyruszeniem o siły na drogę i szczęśliwy powrót do Opola. Nagle stał się cud: Wtem rzeźba Maryji jakby złotą łuną się okryła. Z miejsca wskazanego ręka Dzieciątka, spod omszałego kamienia, wybiła krystaliczna struga wody, mieniąca się w słońcu srebrem i błękitem. Woda miała przy tym właściwości niezwykłe. Znużeni odzyskiwali siły, przemyte wodą rany natychmiast się goiły, chorzy odzyskiwali zdrowie… Wdzięczny za łaskę Maryji książę Władysław Opolski pozostawił świętą figurę w małym drewnianym kościółku Leśniowskim (  znalezione w internecie ).

Obok głównego wejścia do sanktuarium znajduje się taka pamiątkowa tablica:

Zajrzałam też dyskretnie do środka ( ciągle odbywało się tam nabożeństwo, a ja nie mogłam już czekać aż się skończy). Tak szczerze to w moim sportowym stroju i z obłoconym rowerem to raczej wyróżniałam się w tłumie. I tu nastąpiło ciekawe zjawisko, a mianowicie wyjęłam aparat i zrobiłam zdjęcie……a wszystkie stojące obok mnie osoby najpierw obrzuciły mnie karcącym wzrokiem, a następnie też powyciągały aparaty i robiły zdjęcia ( woooooo !!! ).

Ostatnie spojrzenie na sanktuarium…….chwila refleksji…….bo ostatnim razem byłam tu w towarzystwie mojej nieżyjącej już mamy, a pierwszy raz zaraz po komunii na takiej specjalnej pielgrzymce dzieci komunijnych.

Droga do domu upłynęła mi bezkolizyjnie, szybko, chociaż nie byłam zachwycona trasą, bo większą jej część jechałam dosyć ruchliwą drogą, bez wyznaczonego pobocza i musiałam uważać na śmigające obok mnie samochody.

Wyprawę zaliczam jednak do udanych !!!

I znowu na koniec zachęcam Wszystkich do aktywności ruchowej oraz dostrzegania piękna wokół nas !!!

~~ * ~~ POZDRAWIAM ~~ * ~~

Wpis archiwalny – czerwiec 2010

6. Rzędkowickie Skały

Rzędkowickie Skały to grupa skał wapiennych, położona na wschód od wsi Rzędkowice w gminie Włodowice na Wyżynie Krakowsko- Częstochowskiej. Wraz ze Skałami Kroczyckimi i Podlesickimi są jednym z największych i najpiękniejszych skupisk ostańców na Jurze ( Wyżynie Krakowsko- Częstochowskiej ).

Mnie już od dawna korciło, by wybrać się tam, ale jakoś ciągle nie było mi po drodze.

Aż pewnego dnia……..przyszła do mnie do południa znajoma na kawkę i tak siedząc i  zajadając się ciasteczkami wymyśliłyśmy, że fajnie byłoby wybrać się razem gdzieś na rower ( a pogoda póki co nie sprzyjała za bardzo takim rowerowym wycieczkom ). I w ten sposób narodził się pomysł na ten wyjazd. A popołudniu ( o dziwo !!! ) nie padało, nie wiało i nawet słonko nieśmiało zaczęło się przebijać.  Idąc więc za ciosem zapakowałyśmy plecaki, mapę, wsiadłyśmy na rowery i z uśmiechami na twarzy ruszyłyśmy na nasz rowerowy podbój Jury.

Muszę przyznać, że w miłym towarzystwie, przy pięknej pogodzie  ( słonko nam świeciło- hura !!!!!!! ), wśród malowniczych rzepakowych pól ( zachwycona nimi co chwilę schodziłam z roweru, by zrobić jakieś zdjęcie) …………. jechało mi się REWELACYJNIE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Po drodze zwiedziłyśmy też kościół św. Bartłomieja we Włodowicach ( w stylu barokowym ), bo ja przecież nie przejdę obojętnie wobec żadnego obiektu, który można zwiedzić i obfotografować. Wspaniałe wnętrze tego kościoła zachwyciło mnie :

Po ponad 2 godzinach jazdy wyłoniły się na horyzoncie Rzędkowickie Skały.  Włączyłyśmy więc “5 bieg ” i w ekspresowym tempie dojechałyśmy na miejsce.

I wtedy rozejrzałam się wkoło, wyjęłam mój aparat i dosłownie poczułam się , jak w siódmym niebie:

Rzędkowickie Skały tworzą łańcuch ostańców skalnych na długości ponad 1 km – jest więc gdzie spacerować i co podziwiać :

Obecnie Rzędkowickie Skały znane są przede wszystkim z licznych tras wspinaczkowych. Znajdujące się tu drogi wspinaczkowe mają ok. 10-20 metrów, aczkolwiek niektóre z nich – np. na Okienniku Rzędkowickim– dochodzą nawet do 35 metrów .

My też  natknęłyśmy się na kilku pasjonatów wspinaczki skałkowej i mogłyśmy zobaczyć jak sobie radzą na tych ścianach skalnych:

Jedyną wadą tego miejsca są tłumy ludzi ( zwłaszcza w weekendy i wakacje ).

My akurat byłyśmy tam w środku tygodnia i oprócz wspinających się nie było turystów, więc mogłam sobie focić w spokoju :

Niestety nasze rowery i biegnący szybko czas spowodowały, że nie udało nam się obejść wszystkich skałek. A po za tym już zaczynało zachodzić słonko ( oj marzę teraz o tym, by móc kiedyś zobaczyć całkowity zachód słońca w tej fantastycznej jurajskiej scenerii)……….. i trzeba było wracać do domu, bo pokonanie 23 km zajmuje jednak trochę czasu.

Podsumowując…………

To była SUPER WYPRAWA- w końcu przejechałam się gdzieś dalej na rowerze ( i to na dodatek w miłym towarzystwie i przy sprzyjającej pogodzie ), zobaczyłam piękne miejsce, zrobiłam sporo zdjęć, troszkę schudłam………. i co najważniejsze – naładowałam moje akumulatory, by dalej zmagać się z przeciwnościami losu !!!

ZACHĘCAM WSZYSTKICH do aktywności ruchowej, a także ( o ile to jest tylko możliwe ) poznawania Jury Krakowsko-Częstochowskiej !!!

~~ *** ~~ ~~ POZDRAWIAM ~~ ~~ *** ~~

Wpis archiwalny – czerwiec 2010

5. Nad Zalewem Przeczyce

WITAM  SERDECZNIE  WSZYSTKICH  ZAGLĄDAJĄCYCH  NA  MÓJ BLOG  !!!

Zacznę może od tego, że ten wpis miał być o zupełnie innym miejscu, ale jak to często w życiu bywa nie wszystko można zawsze zaplanować i zrealizować – tak było i tym razem. Przez cały maj praktycznie padało i pogoda zupełnie nie sprzyjała wycieczkom, a ja już tak byłam spragniona jakiegoś wyjazdu, że pomimo pojawiających się na niebie groźnych chmur (słoneczko pięknie świeciło i póki co nie padało), zdecydowałam, że jadę w teren. Niestety zaplanowane miejsce było nieco odległe i dosłownie w połowie drogi złapała mnie straszna burza – sama pojechałabym z pewnością dalej, ale z dziećmi nie miało to sensu. Zawróciłam więc (z bólem serca) w kierunku domu, a żeby jeszcze do niego nie wracać postanowiłam zrobić nam taki mały spacerek nad niedaleko leżącym od domu – Zalewem Przeczyce :)

O tym, że nad tym sztucznym jeziorem może się podobać świadczą powstałe (i nadal powstające) ośrodki wypoczynkowe, domki kempingowe, zajazdy, restauracje, rozwijająca się agroturystyka, a także tłumy ludzi w sezonie letnim :)

Ja osobiście wolę tu przyjeżdżać w spokojniejszym okresie (wczesną wiosną, bądź jesienią)……by w ciszy i spokoju pospacerować sobie nad wodą, porozmyślać i oczywiście porobić zdjęcia :)

Andrzej Czesław Klimuszko powiedział                                                                     “Chcesz być zdrowy, młody, nie stroń nigdy od wody.”

No cóż….. ja nie stronię, ale będąc tam zdecydowanie wolę spacerować i wpatrywać się w wodę, niż zażywać kąpieli wodnych, a to dlatego, że ta pięknie wyglądająca na zdjęciach woda w rzeczywistości jest brudna :(

Tym razem jednak oprócz podziwiania malowniczych widoków mogłam na własne oczy przekonać się jakim strasznym żywiołem jest woda:

” Woda to żywioł płynny- nie pozwoli się tak łatwo zdominować” (P. Coelho)

Nie dokonała ona wprawdzie takich zniszczeń jak w innych częściach kraju, ale znacznie podwyższony jej poziom zalał całkowicie plażę, a także budynki znajdujące się najbliżej jeziora :(

” (…) nic nie stoi w miejscu, ani ludzie, ani woda, ani czas “ (Ian Mc Ewan)

To prawda czas biegnie nieubłaganie ……a mnie właśnie się przypomniało jak byłam nad tym jeziorem jesienią zeszłego roku. To był piękny – zwłaszcza jak na listopad dzień. Plaża obsypana kolorowymi liśćmi wyglądała bardzo malowniczo :)

A to już ostatnie zdjęcie – bywam tam jednak często, więc pewnie jeszcze nie raz podzielę się z Wami widokami znad tego jeziora :)

A na koniec żegnając się zostawiam Wam piosenkę Czerwonych Gitar w wykonaniu Krzysztofa Klenczona -” Wróćmy nad jeziora” ……myślę,że będzie ona świetnym uzupełnieniem moich zdjęć 😉

http://youtu.be/2Ue-bsqQtAA

POZDRAWIAM :) :) :)

Wpis archiwalny – maj 2011

4. Zamek “Bąkowiec”

Kolejnym miejscem na Jurze Krakowsko- Częstochowskiej,  które chciałabym przedstawić tu na moim blogu jest ZAMEK  “BĄKOWIEC”  W  MORSKU.  W zeszłym roku byłam tam na rowerze i była to jedna z moich ambitniejszych samotnych wycieczek rowerowych, a w tym roku będąc w pobliżu – zwiedzając przedstawiony w poprzednim wpisie Okiennik Wielki podjechałam tam ponownie samochodem.

To zamek rycerski z przełomu XIV i XVII – dokładna data jego powstania nie jest znana. Obecnie używane określenie „Zamek Morsko”, pojawiło się dopiero w XIX w. – w średniowieczu zamek „Bąkowiec” leżał poza granicami wsi Morsko. Pierwsza wzmianka o Bąkowcu (Bancowecz) pochodzi z 1390 r. i wymienia jako jego dziedzica Mikołaja Strzałę. Wiadomo, że następnie burgrabią zamku był Piotr herbu Lis, a w latach 1413-1434 klucz bąkowiecki należał do Jana z Sieciechowic. W 1435 roku zamek wraz z przynależnymi dobrami przejął kasztelan sądecki Krystyn z Koziegłów i jego potomni. Na przełomie XV i XVI wiekuXVI Morsko posiadali Włodkowie i im przypisuje się wybudowanie nowego murowanego zamku. Wspomina o nim dokument z 1531 roku, kiedy jego właścicielem był Piotr Zborowski. Następnie przeszedł w posiadanie rodziny Brzeskich, a po nich w ręce rodu Giebułtowskich. W czasie najazdu szwedzkiego podzielił los większości zamków na Jurze i opuszczony stopniowo zaczął popadać w ruinę.

Zamek zbudowany był z kamienia wapiennego i został wzniesiony na wysokiej skale na planie nieregularnego wieloboku, o powierzchni około 500 m2. Od strony wschodniej położone było podzamcze zajmujące powierzchnię 800 m2. U podnóża skały, od strony zachodniej znajdowała się, obecnie zasypana, wykuta w litej skale, prostokątna studnia.

Niestety zamku tego nie zwiedza się w środku, na mury też nie wolno wchodzić i jedyne co można zrobić, to obejść go wkoło po specjalnie wytyczonej ścieżce przyrodniczej.

Na kolejnym zdjęciu doskonale widoczne zabudowania wybudowane przez Czeczota :)

Jeszcze raz to samo ujęcie co poprzednio, tylko tym razem przygotowałam je w sepii, by dodać nieco klimatu tej budowli 😉

I pozwolicie, że w tym miejscu przytoczę kilka legend jakie krążą o “Bąkowcu”, bo wydały mi się interesujące:                                                                                                          Jedna z nich opowiada o możnym panu, który zbudował zamek i ukrywał w nim ogromne bogactwa. Pewnego razu, wybrał się wraz ze swą drużyną na wojnę, z której już nie wrócił, a jego skarby nadal spoczywają gdzieś głęboko ukryte.                                         Inna legenda mówi o dwóch braciach Morskich, którzy w dawnych czasach byli panami na zamku Bąkowiec. Prowadzili oni hulaszcze życie i trudnili się rozbójnictwem, czego nie mogli już znieść okoliczni mieszkańcy. Pewnego razu przebrali miarkę – porwali żonę sołtysa. Rozwścieczony mąż postanowił się zemścić i zebrał grupę mężczyzn, aby dać nauczkę zuchwałym braciom. Za bazę wypadową obrał Okiennik Duży i tam przygotowywał swoją drużynę do ataku. Kiedy byli gotowi, uderzyli na zamek i odnieśli zwycięstwo – zamek zburzono, a załogę wybito w pień. Sam mściciel jednak zginął w czasie walki.                                                                                                                Następna legenda również mówi o zemście, która dopadła pewnego okrutnego pana. W dawnych czasach właścicielem zamku był pan Morski, który miał piękną i młodą córkę. Dziewczyna zakochała się z wzajemnością w ubogim młodzieńcu, na co nie chciał się zgodzić jej ojciec. Postanowił zamknąć ją w lochu, gdzie wkrótce zmożona głodem zmarła. Zrozpaczony kochanek postanowił się zemścić, zebrał drużynę i odtąd nękał nieustannie zamek. Nikt nie mógł się dostać do twierdzy, ale też nikt nie mógł z niej wyjść. Mieszkańcy głodowali i w akcie desperacji postanowiła wyjść do otwartej walki przed murami zamku. Kiedy miało dojść do bitwy, rozpętała się nagle potworna burza, a walące z nieba pioruny zburzyły mury zamku i pogrzebały załogę żywcem. Od tego czasu na ruinach zamku, podczas największych burz ukazuje sie czarna postać mściciela. Według innych relacji jest to postać okrutnego pana; jego duch błądzi po nocach, aż do czasu gdy pojawia się białe widmo zagłodzonej córki, która siada na skale i żałośnie płacze.

A to kolejne ujęcie zamku – tzw. mury zamku górnego:

Obchodząc go wkoło, a było to już prawie 2 miesiące temu (wczesną wiosną) natknęłam się na taki piękny dywan :

Warto wiedzieć, że obecnie zamek leży na terenie ośrodka wypoczynkowego pod nazwą Ośrodek Rekreacyjny “Morsko”, będącego od 1999 roku prywatną własnością firmy KEM z Dąbrowy Górniczej . Jedną z wielu atrakcji dla gości tego ośrodka jest m.in. stok narciarski czynny w okresie zimowym i to właśnie głównie wtedy tętni tam życie. Ja niestety w okresie zimowym jeszcze tam nie byłam, dlatego zdjęć w zimowej scenerii nie posiadam.

A to już ostatnie zdjęcie tego zamku, jakie chciałabym Wam pokazać:

Reasumując – jeśli nawet nie jest to najpiękniejszy zamek na „Szlaku Orlich Gniazd”, to  i tak warto zobaczyć go na własne oczy chociaż raz w życiu 😉

POZDRAWIAM I ZAPRASZAM DO CZYTANIA KOLEJNYCH WPISÓW !!!!!!!!!!!! :)

Wpis archiwalny – maj 2010

3. Okiennik Wielki

” Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie”- chyba każdy zna to powiedzenie.

Ja wbrew niemu postanowiłam właśnie poznać to “swoje” i “pochwalić” ….i  w tym to celu wybrałam się na pobliską mi Jurę Krakowsko- Częstochowską. Pięknych miejsc tu sporo- w wielu z nich już byłam kilkakrotnie, w innych tylko raz, a są też  i takie, w których jeszcze nigdy nie byłam. I takim właśnie miejscem był dla mnie do niedawna Okiennik Wielki.

Okiennik Wielki  właściwie znajduje się na gruntach wsi Piaseczno( niedaleko Zawiercia w woj śląskim ), ale potocznie zwie się go Okiennikiem Skarżyckim, gdyż faktycznie jest położony najbliżej tej miejscowości.

Okiennik Wielki to wyniosła i zarazem jedna z najpiękniejszych na Jurze skał jak również jedno z najbardziej ulubionych miejsc do uprawiania wspinaczki skałkowej. Koło szczytu Okiennik przebity jest charakterystycznym ok. 7 metrowym tunelem o średnicy ok. 5 metrów, który jest wymienianym w nazwie skały oknem.

Kolejne ujęcie Okiennika Wielkiego ………….tym razem z innej strony i w nieco groźniejszej odsłonie:

Jak już wspominałam jest to jedno z ulubionych miejsc do uprawiania wspinaczki skałkowej na Jurze Krakowsko- Częstochowskiej.

Miałam to szczęście będąc tam, podziwiać te zmagania człowieka ze skałą ( a to zdjęcie jest tego niezbitym dowodem ) i możecie mi wierzyć, że byłam pod wielkim wrażeniem :

I jeszcze jedna UWAGA dla zwiedzających:

Wejście do okna jest niebezpieczne! Należy uważać również, aby nie podchodzić zbyt blisko krawędzi skał. Odsłonięty teren na którym znajduje się skała powoduje, że często wieją tu silne wiatry mogące śmiałków strącić w kilkudziesięciometrową przepaść.

Wyjaśnię jeszcze, że Okiennik Wielki to nie tylko pojedyncza skała, ale cała grupa skał      ( z tym, że ta posiadająca charakterystyczne okno jest najbardziej rozpoznawalna ). Korzystając z pięknej pogody- spragniona nowych zdjęć obeszłam go z każdej strony i dokładnie obfotografowałam :

Kolejne ujęcie:

I jeszcze jedno- już ostatnie:

Ponieważ ( jak już wspominałam) to był wyjątkowo piękny- słoneczny dzień  szkoda było zbyt szybko wracać do domu i dlatego podjechałam samochodem w jeszcze jedno pobliskie i równie atrakcyjne miejsce …….ale o tym to już opowiem Wam następnym razem.

ZACHĘCAM  GORĄCO  DO  POZNAWANIA  JURY KRAKOWSKO- CZĘSTOCHOWSKIEJ !!!!!!

~~ ***~~ POZDRAWIAM ~~***~~

Wpis archiwalny – maj 2010

2. Zamek w Siewierzu

” Długi Majowy Weekend ” nadciąga wielkimi krokami, a więc zachęcając do aktywności w tych dniach przedstawiam tu na moim blogu pierwsze miejsce, do zwiedzenia którego chciałabym gorąco zachęcić – ZAMEK W SIEWIERZU  :)

To może na początek troszkę historii : Zbudowany przez księcia cieszyńskiego Jana w XIV w. na planie nieregularnym. Umocniony w XV w. Przebudowany i rozbudowany przez biskupów krakowskich w ciągu XVI w. Posiadał trzykondygnacjowe skrzydła otaczające dziedziniec, sześcioboczną wieżę i fosę. Był miejscem sądów biskupich. W 1655 r. przebywał w nim Stefan Czarniecki. W czasie rozbiorów najpierw w rękach Austrii następnie Rosji. Opuszczony w XIX w. Zachowały się kamienno-ceglane mury zamku z elementami architektury gotyckiej i renesansowej oraz wieża.

Tak się składa, że do tego zamku mam bardzo blisko i odwiedzam go regularnie 2-3 razy w roku, a obecnie nie pracując mam na to jeszcze więcej czasu.

Zamek przez wiele lat stał i niszczał, ale na szczęście dzięki inicjatywie wielu ludzi i funduszom gminnym i unijnym ruszyły tam intensywne prace remontowe i renowacyjne. Sama się dziwię jakich prac tam dokonano………….a to jeszcze nie koniec.

Tak wyglądał zamek jesienią zeszłego roku…………właśnie podczas tych intensywnych prac remontowych i renowacyjnych :

A tu kolejne ujęcia jego aktualnego wyglądu :

Będąc tam obowiązkowo należy zwiedzić go zarówno z zewnątrz jak i w środku…………..i tu pojawia się pewien problem, bo póki co nie ma jeszcze ustalonych konkretnych godzin otwarcia ( ale już wkrótce powinno to się zmienić i każdy będzie mógł wejść do środka).  Zazwyczaj jednak w niedzielę i święta przychodzi tam ktoś i otwiera go dla turystów …………..w tej kwestii nie pozostaje więc nic innego jak tylko liczyć na własne szczęście. Obiecuję, że jak tylko dowiem się coś więcej na temat godzin otwarcia to wzbogacę ten wpis o te informacje.

Dodam jeszcze, że prace remontowe w Siewierzu nie ograniczyły się jedynie do zamku, ale w zeszłym roku przebudowano również rynek………….na którym powstały dwa nowe pomniki i fontanna. Pierwszy z nich ( zdjęcia jeszcze nie zrobiłam ) stoi w miejscu nieistniejącego już ratusza i ma przypominać o jego istnieniu, a drugi to tzw Panny Siewierskie- zaprojektowany i wykonany z brązu przez młodych, utalentowanych artystów krakowskich. Jest to takie nawiązanie do znanej piosenki Zespołu Śląsk “…od Siewierza jechał wóz , malowane panny wiózł…”, która rozsławia Siewierz.

Tak wyglądały Panny Siewierskie wraz ze świątecznie udekorowaną fontanną w grudniu zeszłego roku :

A to jeszcze raz fontanna :

Czyż nie jest ona piękna???

Jako stała bywalczyni Siewierza zdradzę Wam, że zwiedzając go koniecznie należy wybrać się na tamtejsze lody i zakupić sobie pyszny siewierski chleb.

Rozpoczynając ten wpis kilka dni temu chciałam wszystkich zachęcić do odwiedzenia i zwiedzenia Siewierza…………i sama znowu się tam dzisiaj wybrałam ( 2 maja ) . Tym razem jednak w konkretnym celu tzn. na uroczyste otwarcie rynku po rewitalizacji. Najpierw była przemowa Burmistrza pod wspomnianym pomnikiem Panien Siewierskich i przecięcie symbolicznej wstęgi, a następnie cały pochód przeszedł pod zamek, gdzie na błoniach odbył się występ Zespołu Śląsk. Mnie osobiście bardzo się podobał i mimo, że na co dzień słucham innych klimatów, to była dla mnie prawdziwa uczta duchowa. Na tychże błoniach przed zamkiem często odbywają się różne koncerty, Dni Siewierza, czy tak jak teraz majówka.

GORĄCO  ZACHĘCAM  DO  ODWIEDZENIA  SIEWIERZA

ORAZ  MIŁEGO- SŁONECZNEGO WEEKENDU MAJOWEGO ŻYCZĘ !!!!!!! :)

Wpis archiwalny – maj 2010