145. W Popradzie

„Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego czego nie zrobiłeś, niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj. ( Mark Twain)

Witam serdecznie :) :) :)
Dla większości wakacyjne podróże dobiegły już końca :)  Mój kilkudniowy wyjazd w Tatry też już jest dla mnie tylko wspomnieniem – pięknym wspomnieniem, którym chciałabym się tu podzielić. Przy okazji oczywiście jak zwykle pragnę Wszystkich zachęcić do podążania moimi śladami oraz odkrywania nowych miejsc.

Zakwaterowaliśmy się (tak jak i w poprzednich latach ) w Bukowinie Tatrzańskiej jadąc tam w ciemno. Po zajechaniu do domu, w którym nocowaliśmy 4 lata temu okazało się, że są jeszcze wolne pokoje, mało tego nawet pokój, w którym już byliśmy, a że warunki doskonałe, gospodarze bardzo sympatyczni, cena przystępna, to właśnie tam szybciutko ulokowaliśmy się :) Pogoda różna i jednego dnia potrafiło cały dzień przepadać, a następnego był już upał. Kombinowaliśmy więc, ale koniec końców kilka ciekawych i długich tatrzańskich tras przeszliśmy (w Polsce i na Słowacji). Byliśmy też w Słowackim Raju, zwiedziliśmy Poprad, 3 zamki na Słowacji i skansen, a ostatniego dnia (już w drodze powrotnej) zamek w Niedzicy, w Czorsztynie i płynęliśmy statkiem po Jeziorze Czorsztyńskim. Wyjazd niezwykle atrakcyjny i ja jestem z niego bardzo zadowolona, zdjęć ponad 1000 zrobiłam 😉 Powolutku będę tu, na blogu o tym wszystkim opowiadała i chyba do następnych wakacji mam materiały na nowe wpisy 😉

Pierwszego dnia tradycyjnie już Zakopane i Krupówki 😉 Spacerując nimi w tłumie straciłam jednak ochotę, by robić tam jakiekolwiek zdjęcia 😉

Następnego dnia miały być już Tatry i jeden z zaplanowanych szlaków, ale niestety od rana mocno padało, niebo czarne, góry zamglone i w takich warunkach nie było sensu ruszać na jakikolwiek tatrzański szlak. Mając jednak w planach również Słowacki Raj wsiedliśmy w samochód i pełni nadziei, że tam aura pogodowa będzie korzystniejsza pojechaliśmy do Podleska. Niestety i tam nieciekawie, a by chodzić z dziećmi po drabinkach, śliskich kładkach i skałach zbyt niebezpiecznie. Kupiliśmy więc tylko mapę i obiecując sobie, że jeszcze tu powrócimy, by przejść którąś z tras, pojechaliśmy do Popradu :)

Poprad jest największym miastem w historycznym regionie Spisz na Słowacji. Leży on na wysokości 672 m n.p.m. nad rzeką Poprad.

Okolice dzisiejszego Popradu, już wtedy zasiedlone, do połowy XIII wieku znajdowały się w granicach Polski. Prawdopodobnie po najazdach tatarskich w I połowie XIII wieku wkroczyli tam Węgrzy, którzy na zniszczone przez najazdy tereny sprowadzili osadników narodowości niemieckiej. Zakładali oni nowe osiedla, często sąsiadujące z dawnymi słowiańskimi, jak również zaludniali osady już istniejące, nierzadko tworząc w nich większość. Na terenie dzisiejszego Popradu istniało kilka takich osad: właściwy Poprad, Maciejowce, Spiska Sobota, Wielka, Straże, Kwietnica.
Miejscowości te, z wyjątkiem Kvetnicy (Kwietnica), w 1412 zostały zastawione królowi polskiemu w ramach tzw. zastawu spiskiego, co przyczyniło się do ich rozwoju. Stanowiły część polskiego starostwa spiskiego. W granicach Polski znajdowały się formalnie do 1772, choć teren ten został zajęty przez Austriaków już 1769. Później zostały włączone do Węgier. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org )

Podczas II wojny światowej w Popradzie mieścił się niewielki obóz koncentracyjny. W 1944 Niemcy zamieszkujący te tereny uciekli na zachód przed zbliżającą się Armią Czerwoną, która wkroczyła na tereny w styczniu 1945. W 1946 połączono Poprad ze Spiską Sobotą i z Wielką, w 1960 przyłączono Straże, w 1974 Maciejowce.

W centrum Popradu zwraca uwagę pięknie odrestaurowany rynek o soczewkowatym planie, otoczony barokowymi i klasycystycznymi domami, stawianymi na średniowiecznych jeszcze parcelach.

Nad rynkiem dominuje kościół pw. św. Idziego z końca XIII w. (zachowana część starych murów wieży i nawy), przebudowany w XV w. Z okresu tej przebudowy pochodzą cenne malowidła ścienne, w tym malowidło na łuku tęczowym, będące najstarszą znaną panoramą Tatr Wysokich. Wystrój wnętrza w większości jest rokokowy.

Poprad jest centrum turystyki, przede wszystkim tatrzańskiej, oraz sportu i wypoczynku. W 2004 w mieście otwarto aquapark AquaCity napełniany wodami ze źródeł termalnych. Cały kompleks jest ekologiczny – zasilany wodą geotermalną i energią słoneczną. Okolice miasta przecinają liczne ścieżki rowerowe, a w samym mieście (w Kwietnicy) i w najbliższej okolicy działa wiele ośrodków narciarskich.
W mieście tym zaczyna się Tatranská elektrická železnica – linia wąskotorowej kolejki, łączącej Poprad z osiedlami wchodzącymi w skład miasta Wysokie Tatry.

Ponieważ miasto zaciekawiło nas, a padać przestało, to z przyjemnością przespacerowaliśmy się jego ulicami, w jednej z licznych tam kawiarni przysiedliśmy przy kawie, ciastku i lodach, a na koniec wizyty zrobiliśmy zakupy w galerii handlowej. Wieczorem powróciliśmy do Bukowiny Tatrzańskiej mając nadzieję, że prognozy pogody zapowiadające bezdeszczową i  słoneczną aurę sprawdzą się i następnego dnia już będzie nam dane wyruszyć na tatrzański szlak 😉

POZDRAWIAM już powakacyjnie, ale jak zwykle serdecznie :)
i zachęcam do czytania kolejnych wpisów, w których będę relacjonowała kolejne dni tego wyjazdu :)

144. Zamek Rabsztyn

Kolejnym interesującym zabytkiem na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej są leżące we wsi Rabsztyn, w województwie małopolskim, w powiecie olkuskim – ruiny zamku. Niedawno odwiedziłam je, a ponieważ uwielbiam spacerować z aparatem wśród zamkowych ruin, to na pstrykałam tam sporo zdjęć i teraz z wielką przyjemnością zapraszam na foto relację z tego miejsca :)

Zacznę może od historii, bo ciekawe i burzliwe są dzieje tej warowni. Powstała ona na wzgórzu wapiennym, najprawdopodobniej w XIII wieku. Rozbudowana została w czasach panowania Kazimierza Wielkiego i złożona była wtedy z czterech części. Do czasów współczesnych najlepiej zachowane są fragmenty murów znajdujące się w części pałacowej.

W XV wieku z nadania króla Władysława Jagiełły zamek trafił w ręce Spytka Melszyńskiego herbu Leliwa i później jego syna. Majątek tego drugiego wraz z zamkiem skonfiskowano w 1441 r. i jako wiano Jadwigi z Książa stał się własnością Andrzeja Tęczyńskiego.
Na początku XVI w. trafił do Bonerów – starostów rabsztyńskich i później do Mikołaja Wolskiego a także Zygmunta Myszkowskiego – marszałka wielkiego koronnego. I ten ostatni w XVII wieku rozbudował zamek w stylu renesansowym. Zatracił on wówczas częściowo charakter obronny. U podnóża góry powstał natomiast zamek dolny z 40 pokojami, oddzielony od wzgórza fosą.
W czasie potopu wycofujące się wojska szwedzkie splądrowały i zniszczyły zamek, którego już nie odbudowano. Częściowo był jeszcze używany do początków XIX w., potem został opuszczony. W drugiej połowie XIX w. poszukiwacze skarbów wysadzili jedyną zachowaną część zamku – basztę oraz mury zamku dolnego. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org/ )

W 2000 roku powstało Stowarzyszenie Zamek Rabsztyn mające na celu ratowanie tej wspaniałej budowli od całkowitego zniszczenia. Obecnie budowla jest już częściowo zrekonstruowana. W 2009 r. oddano do użytku odbudowany budynek bramny wraz z odtworzonym nad fosą drewnianym mostem, a niedawno „powstał” jeszcze zamek górny. Od maja 2015 roku zamek Rabsztyn jest dostępny do zwiedzania.

Na turystów w budynku bramnym czeka niewielka ekspozycja poświęcona historii zamku, zaprezentowano tu przestrzenną makietę zamku, kopie rycin przedstawiających zamek, repliki średniowiecznej broni i uzbrojenia oraz kamienne detale architektoniczne odnalezione podczas prac archeologicznych na zamku.

Poniżej przestrzenna makieta zamku :)

Jego nazwa wywodzi się od niemieckiego słowa „Rabenstein”, oznaczającego „kruczą skałę”.

Kolejny kadr został już wykonany na zamkowym dziedzińcu i widać na nim odbudowaną niedawno wieżę zamkową.

Metalowymi schodami bezpiecznie wchodzimy na wieżę zamkową, na której dumnie powiewa flaga z herbem Olkusza :)

Podczas prac na terenie zamku górnego archeolodzy odnaleźli m.in. dobrze zachowane fragmenty podstawy ołtarza z zamkowej kaplicy, posadzkę z glazurowanych płytek ceramicznych oraz pozostałości pieca hypokaustycznego, którym ogrzewano zamek.

Wchodząc zapoznajemy się z planszami, które informują i pokazują jak na przestrzeni lat zmieniało się to miejsce :)

Potwierdzam, bo odwiedzałam to miejsce co kilka lat i na własne oczy mogłam to zobaczyć 😉

I już jestem na zamkowej wieży :)

Kolejne zdjęcie przestawia widok z wieży na dziedziniec, fragment zachowanych murów oraz najbliższą okolicę :)

Poniżej oprócz dziedzińca, fragmentu zachowanych murów oraz najbliższej okolicy widzimy jeszcze budynek bramny :)

Jak głoszą legendy ruiny zamku są niczym szczyt góry lodowej, bo pod nimi, głęboko pod ziemią znajduje się drugi zamek – zaklęty. W jego komnatach śpią skamieniali: chłopiec z pierścieniem z brylantów na palcu, dziewczynka z naszyjnikiem pereł na szyi natomiast w sąsiednich salach snem zaklętych śpią szeregi żelaznych rycerzy. Ponoć raz do roku, a ma to miejsce w Niedzielę Palmową, kiedy z miejscowego kościoła wychodzi procesja, pierścień, który ma na palcu chłopiec obraca się. Wtedy rycerze budzą się ze swego snu i ucztują do nocy w zamkowych komnatach. Gdy wybija północ na powrót zapadają w kamienny sen. Tak powtarza się co roku, dopóki pierścień skamieniałego chłopca nie zsunie mu się z palca. Gdy to nastąpi rycerze zostaną uwolnieni z zaklęcia. Przebudzeni staną pod wodzą chłopca do boju z wrogami Polski. Pomogą im również przebudzone inne zaklęte wojska. Po zwycięstwie dziewczynka z perłami ofiaruje każdemu rycerzowi jedna perłę na pamiątkę wybawienia Ojczyzny.
Sądząc po zakończeniu legendy, musiała ona powstać w czasach, gdy Polska była pod zaborami.
Kim jest chłopiec i cóż to za dziewczę z naszyjnikiem z pereł i cóż za rycerze spoczywają w zaklętym zamku, tego legenda nie precyzuje. (Źródło informacji http://www.zamkipolskie.net.pl )

I jeszcze raz fragment zachowanych murów widziany z zamkowej wieży :)

Legendy mówią również, że wśród okolicznych skał mieszkała piękna dziewica imieniem Sobótka. Pewnego dnia, gdy w lesie odbywał się jej ślub z Sieciechem, napadła na nich zgraja zbójców. Dzielna dziewczyna dobyła miecza i rozprawiła się z nimi. Dla uczczenia bohaterstwa Sobótki co roku w dzień św. Jana rozpala się ogniska zwane sobótkami.
Według innej legendy zamek był połączony podziemnym przejściem z pobliską Januszkową Górą a wg innej z kościołem w Olkuszu.
Druga z nich, mówiąca o podziemnym korytarzu mającym prowadzić z zamczyska aż do kościoła w Olkuszu, zwabiła tu poszukiwaczy skarbów, którzy w połowie XIX wieku wysadzili w powietrze potężną cylindryczną wieżę, która znajdowała się w zachodniej części zamku.
Co ciekawe, amatorów znalezisk zamek kusi i w czasach współczesnych. W połowie lat 90-tych XX wieku  konserwator zabytków podczas rutynowej kontroli ruin, natrafił na świeży otwór wykopany w ziemi na dolnym zamku. Wykopalisko kończyło się na sklepieniu podziemnej komnaty, do której nie udało się na szczęście dotrzeć amatorowi skarbów. Archeolodzy natychmiast zabezpieczyli otwór i sami zaczęli wykopaliska, odnajdując po pewnym czasie komnatę a w niej fragmenty posadzki i ceramiczne kafle z XVII wieku.
Kolejna legenda mówi że z okolicznych wsi uciekł niegdyś rój pszczół. Mieszkańcy wsi ruszyli za nimi i dotarli do resztek rabsztyńskiego zamku. Pszczoły obsiadły wierzchołek wzgórza, jednak nikt nie mógł się tam dostać ponieważ dostępu bronił czarodziejski kozioł z wielką brodą. (Źródło informacji http://www.zamkipolskie.net.pl )

Najbardziej spodobała mi się legenda z walczącą Sobótką. Dzielna kobietka z niej była 😉

A teraz powrót do rzeczywistości i ciąg dalszy zwiedzania :)

W ostatnich latach faktycznie bardzo się tu zmieniło, a to jeszcze nie koniec prac, dzięki którym ruiny zmieniają się nie do poznania i wzrasta wiedza o nich.

Co roku w lipcu organizowane są na zamku Turnieje Rycerskie, działa tu również Bractwo Rycerskie „Kruk”. Administratorem obiektu jest Miejski Ośrodek Kultury w Olkuszu i na jego stronie można znaleźć bieżący cennik, godziny otwarcia oraz informacje o odbywających się tu wydarzeniach kulturalno-rozrywkowych.

Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że ruiny zamku w Rabsztynie pojawiły się w filmie w reż. Giacomo Battiato “Karol. Człowiek, który został papieżem”.

Będąc w Rabsztynie warto również zwiedzić „Chatę Kocjana” – rodzinny dom Antoniego Kocjana, wybitnego konstruktora szybowcowego i szefa wywiadu lotniczego AK, który odkrył tajemnice niemieckich broni V1 i V2.

My tej chaty nie zwiedzaliśmy, tylko udaliśmy się na kolejny spacer po pobliskim Olkuszu. Piękne małopolskie miasto – polecam do zwiedzania i spacerowania jego ulicami :)

POZDRAWIAM SERDECZNIE
miłych wakacyjnych wyjazdów życząc 😉

143. Nadwiślański Park Etnograficzny w Wygiełzowie

Witam i szybciutko rozpoczynam promocję kolejnego (moim zdaniem) ciekawego miejsca. Będzie nim tym razem znajdujący się u stóp ruin zamku Lipowiec – Nadwiślański Park Etnograficzny :)

Nadwiślański Park Etnograficzny w Wygiełzowie został udostępniony zwiedzającym 15 października 1973 roku (projekt powstał w 1965 r., początek realizacji – 1968 r.) i prezentuje kulturę Krakowiaków Zachodnich. Można w nim podziwiać architekturę i ekspozycje związane z ich życiem codziennym.

Po otwarciu były tu zaledwie 3 obiekty, a obecnie skansen zajmuje ponad 5 hektarów powierzchni o zróżnicowanej rzeźbie terenu, na którym zgromadzono 25 obiektów budownictwa drewnianego oraz liczne przykłady małej architektury.

Całość podzielona jest na bloki tematyczne. Tuż przy wejściu na teren skansenu znajduje się zespół małomiasteczkowy. Obiekty charakterystyczne dla zabudowy małego miasteczka zgrupowane są wokół czworobocznego rynku z publiczną studnią pośrodku. Jest to studnia z Aleksandrowic z II. poł. XIX w.

Do tej części skansenu należą: dom podcieniowy z Alwerni (1825 r.), w którym aktualnie znajduje się sklep z pamiątkami, dom z Chrzanowa (1804 r.) z warsztatem garncarskim, spichlerz dworski z Kościelca (1789 r.) oraz karczma z Minogi (XIX w.), w której można skosztować kuchni regionalnej :)

W sektorze wiejskim usytuowane są zagrody jedno oraz wielobudynkowe, a także przykłady wiejskiego budownictwa przemysłowego jak olejarnia z Dąbrowy Szlacheckiej, kuźnia z Liszek oraz młyn wodny z Sadka.

Wszystkich obiektów pokazywać tu nie będę, a jedynie te, które szczególnie przykuły moją uwagę i zachwyciły mnie pod kątem fotograficznym :) Do takich obiektów należy niewątpliwie chałupa modrzewiowa sołtysa M.Marchewki z Przegini Duchownej z 1862 r. z oryginalnym wyposażeniem wnętrza :)

Piękna sołtysówka… Fajnie sołtys Marchewka sobie żył 😉
Zdecydowanie skromniej wygląda biedniacka chałupa z Płazy z końca XIX w., w której znajduje się gospodarstwo zielarki i warsztat do szycia koszyków z korzenia sosny. Jej wnętrze prezentuje wystrój typowy dla biedoty wiejskiej.

Kolejny ciekawy muzealny obiekt to dwuizbowa chałupa z Przeciszowa z 1837 r.

Wewnątrz niej można zobaczyć wystawę „W szkole naszych dziadków”, a także sprzęty do obróbki lnu i warsztat wikliniarski.

Na ławkach „tablety”, na biurku nauczyciela „kalkulator”, a wszystko napędzane energią ręczną 😉 Dobrze, że są takie miejsca, gdzie można młodym pokazać, jak to się kiedyś żyło.

A poniżej obiekt małej architektury – gołębnik. Jest to rekonstrukcja na podstawie zachowanych dokumentów niestety nieistniejącego już gołębnika z Brzeszcz – Jawiszowic.

Interesującym obiektem jest również chałupa z Rozkochowa z 1813 r., stanowiąca zagrodę jednobudynkową, łączącą wspólnym dachem część mieszkalną i stajnię. W chałupie eksponowany jest warsztat do lania świec.

„Jeśli więc ktoś zechce zapoznać się ze starymi domami, stodołami, jeśli chce zbliżyć się do prawdziwego piękna, które odchodzi, winien zjechać z gładkiego traktu na boczną, mniej uczęszczaną i zazwyczaj bardziej wyboistą drogę. Tam nowoczesność nie zdążyła jeszcze rozprawić się z dniem wczorajszym”. Wiktor Zin

Lubię atmosferę takich miejsc… miło jest przysiąść i złapać oddech od pogoni dnia codziennego :)

Jednym z najciekawszych obiektów w parku jest Kościół z Ryczowa z pocz. XVII w. o konstrukcji zrębowej, w typie budowli gotyckiej, z oryginalnym wyposażeniem. Wnętrze kościoła p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego zdobi polichromia z 1930 r. wykonana według projektu Jerzego Fedkowicza ucznia Józefa Mehoffera. Co roku na przełomie sierpnia i września w tym drewnianym kościółku odbywa się Festiwal Muzyki Kameralnej i Organowej :)

Tuż obok kościoła stoi dzwonnica alarmowa z Nowej Góry z 1778 r. Uważam, że razem tworzą zgraną całość :)

Kompleks sakralno-plebański dopełniają chałupa z Benczyna, spichlerz z Tenczynka (1726 r.) oraz ośmioboczna stodoła z Regulic (II poł. XIX w.).

Wspaniale prezentuje się chałupa z Benczyna (1875 r.) .W jej wnętrzu można zobaczyć ekspozycję kancelarii plebańskiej.

Najokazalszym obiektem Skansenu jest Dwór z Drogini z 1730 r. Wnętrze dworu zostało zaadaptowane na potrzeby działalności muzealnej i administracyjnej. Część muzealną zaaranżowano na „Mieszkanie zamożnej rodziny szlacheckiej” pokazane na przestrzeni wieku – od I poł. XIX wieku do 1945 roku. Program ekspozycji obejmuje pięć sal: salon, pokój pani, pokój rezydentki, sypialnię i gabinet pana. I tak się zajęłam zwiedzaniem tego obiektu, że ups zapomniałam, by zrobić mu chociaż jedno zdjęcie (z zewnątrz, bo w środku i tak był zakaz fotografowania).

Przygotowując ten wpis, na stronie http://www.skanseny.net wyczytałam ciekawą i moim zdaniem ważną informację i teraz pozwolę ją sobie zacytować: „Za sprawą dr Hanny Pieńkowskiej, krakowskiej konserwatorki zabytków, Małopolska stała się regionem o jednym z największych skupisk muzeów na wolnym powietrzu w Polsce. Ta miłośniczka małopolskiej architektury drewnianej przez 26 lat – od 1951 roku do śmierci w 1976 – pełniła funkcję wojewódzkiego konserwatora zabytków. Przyczyniła się do uratowania wsi Chochołów, założenia Nadwiślańskiego Parku Etnograficznego w Wygiełzowie oraz Orawskiego Parku Etnograficznego w Zubrzycy Górnej, a także odtworzenia ogrodów renesansowych w Mogilanach. Jako konserwatorka działała na rzecz ratowania zabytkowych szałasów tatrzańskich, które podziwiała wraz z mężem – Tadeuszem Staichem, podczas wspólnych wędrówek w Tatry. Ochrona wyjątkowej małomiasteczkowej drewnianej zabudowy rynku w Lanckoronie to także jej zasługa. Warto również dodać, że większość obiektów, które były poddawane przez panią Hannę Pieńkowską konserwacji nadal pełni swoje pierwotne funkcje – jest użytkowana.”

Wielkie zasługi dla ratowania i odnowy zabytków Małopolski, a szczególnie zabytków architektury drewnianej… Ja, gdy tylko mam możliwość, to chętnie zwiedzam Małopolskę i wędruję tatrzańskimi szlakami. Bardzo podoba mi się w Chochołowie i w Lanckoronie. Zachwycił mnie również Orawski Park Etnograficznego w Zubrzycy Górnej, a teraz z wielką przyjemnością po prawie 16 latach odwiedziłam skansen w Wygiełzowie i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś do niego zawitam :) W Nadwiślańskim Parku Etnograficznym w Wygiełzowie oraz na pobliskim zamku Lipowiec można bardzo miło spędzić czas, a ponieważ często odbywają się tam również ciekawe wydarzenia kulturalno-rozrywkowe to, miejsce to jest szczególnie atrakcyjne dla rodzin z dziećmi.

POZDRAWIAM CIEPLUTKO  :) :) :)
i zachęcam do rodzinnego zwiedzania, a także wpajania swym pociechom zainteresowania naszą narodową tożsamością, historią, kulturą, tradycją :)

142. Zamek Lipowiec

Witam serdecznie :) :) :)
Poprzednio gościły malownicze jurajskie skałki, a dzisiaj jak na prawdziwą miłośniczkę Jury przystało pokażę tu kolejny znajdujący się na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej i wybudowany w systemie tzw. Orlich Gniazd – zamek :)

Zamek Lipowiec, a obecnie to właściwie jego ruiny usytuowany jest na wysokim, wapiennym wzniesieniu zachodniej części grzbietu Tenczyńskiego. Góra zamkowa o wysokości 362 m n.p.m. piętrzy się nad wsią Babice w województwie małopolskim, w powiecie chrzanowskim. Dzięki tej lokalizacji zamek góruje nad okolicą, a zamkowa wieża widoczna jest już z daleka :)

Lipowiec został wzniesiony w końcu XIII w. przez biskupa Jana Muskatę. Wcześniej stał tu drewniany zamek zbudowany w poł. XIII w. przez biskupa Jana Prandota. Przejął on okolicę od sióstr benedyktynek w 1243 r., które otrzymały ją od rycerskiego rodu Gryfitów. Istnieją hipotezy i miejscowe opowieści iż wcześniej znajdowało się tu wczesnośredniowieczne grodzisko, drewniany zameczek rozbójników, a podczas rozbicia dzielnicowego strażnica zwolenników Konrada Mazowickciego spalona przez Bolesława Wstydliwego. ( Źródło informacji: http://zamki.res.pl )

Lipowiec to typowy obronny zamek typu wyżynnego. Zbudowany jest on przede wszystkim z kamienia, a cegły zastosowano głównie do sklepień. W przeszłości elewacje zamku górnego były pokryte tynkiem, który zachował się w śladowych ilościach. Nie dotrwały również do naszych czasów obramowania okien i drzwi, a także inne elementy dekoracji wnętrz, co jest efektem pożarów i dewastacji przez lata opuszczenia. ( Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org/ )

I zanim wejdziemy do środka jeszcze raz ruiny zamku Lipowiec w całej swej okazałości :)

Cały obiekt składa się z trzech zasadniczych części: czteroskrzydłowego zamku górnego z wewnętrznym dziedzińcem, przedbramia oraz przedzamcza (podzamcza), które powstało u schyłku XV w.

Zamek górny tworzy dość jednolitą czteroskrzydłową bryłę wokół wewnętrznego dziedzińca niewielkich rozmiarów. Obecnie cały zamek górny pozbawiony jest zupełnie dachu (kiedyś był on dwuspadowy), a układ przestrzenny wewnątrz to efekt przebudowy z XVIII w.

Na parterze znajdowały się głównie pomieszczenia gospodarcze: jadalnia (refektarz), kuchnia, spiżarnia, magazyn, piekarnia i skarbiec.

Poniżej moje skarby w zamkowym skarbcu 😉

Cieplutko, słonecznie, nigdzie nam się nie spieszyło, więc powoli zaglądaliśmy do wszystkich pomieszczeń :)

Na parterze znajduje się również studnia, o głębokości ponad 24 m. Pochodzi ona z najwcześniejszego okresu istnienia zamku – nad nią znajdował się drewniany kołowrót z wiadrami.

Na pierwszym piętrze znajdowały się pomieszczenia mieszkalne, kaplica oraz cele więzienne. Obecnie w części mieszkalnej znajduje się stała ekspozycja obrazująca historię Lipowca. Można tam dokładnie zapoznać się z burzliwymi losami biskupiej warowni, zobaczyć przedmioty (głównie codziennego użytku) znalezione podczas prac archeologiczno-wykopaliskowych oraz zdjęcia i grafiki, przedstawiające wygląd budowli i życie jej mieszkańców. Wystawa dostępna jest w godzinach otwarcia zamku, bez dodatkowej opłaty :)

Na drugim piętrze, podobnie jak na pierwszym, znajdowały się pomieszczenia mieszkalne, z tym, że przeznaczone były one raczej dla gości, a od strony zachodniej były cele więzienne.

Najbardziej okazałą częścią całego zamku jest czterokondygnacyjna wieża na planie koła, o wysokości ok. 30 m. Pochodzi ona z drugiej połowy XIII i początku XIV i stanowi najstarszą część budowli.

W pierwszym okresie dziejów Lipowca był to typowy donżon (stołp), czyli wolno stojący element obronny, umieszczony niedaleko bramy, mający wzmocnić jej obronę, a także będąc ostatnim punktem oporu podczas zdobycia twierdzy. Jest to typowe rozwiązanie obronne szeroko stosowane w średniowiecznych fortecach i zazwyczaj jako pierwszy etap budowy tychże. Wejście do wieży znajdowało się na znacznej wysokości – w przypadku Lipowca mniej więcej w połowie jej wysokości. W XV w. wieża była rozbudowana i włączona do konstrukcji zamku górnego. Wtedy też przystosowano ją do bardziej nowoczesnych wymogów militarnych, tworząc na poszczególnych piętrach działobitnie, przeznaczone na taraśnice, a więc tym samym zamku można było bronić z wieży już na pewną odległość, poprzez ostrzał pobliskich terenów. Dolne partie wieży to więzienny loch, do którego spuszczano skazańców poprzez otwór w podłodze niedaleko do jej wejścia. Wewnątrz wieży można się przemieszczać po wąskiej i krętej klatce schodowej z kamiennymi stopniami. Najwyższa kondygnacja wieży nie zachowała się – na samym szczycie obecnej wieży widoczne są po niej ślady w postaci kamiennych wsporników, które podtrzymywały mur o znacznej grubości. Cała wieża była przykryta spadzistym stożkowym dachem.

Obecnie na szczycie wieży jest dostępny dla zwiedzających i zabezpieczony metalową poręczą taras widokowy. Można z niego podziwiać ciekawy widok okolicy :)

Jak z każdym niemal zamkiem i z tym wiążą się legendy. Jedna dotyczy uwięzionego Franciszka Stankara w 1550 r. i jego ucieczki z Lipowca, w której miała mu pomóc, zakochana w nim, córka dozorcy więzienia, dostarczając mu sznurów, po których Stankar spuścił się z okna.
Inna legenda mówi o zajeżdżającej w nocy karecie z dostojnikiem kościelnym, który wysiada na dziedzińcu i udaje się do środka. Zaraz potem oprawcy ciągną na dziedziniec skutego łańcuchami mnicha, następnie kat podnosi miecz do ścięcia skazańca i w tym momencie wraz z uderzeniem pioruna wszystkie widziadła znikają. Legenda ta związana jest w oczywisty sposób z przeznaczeniem i rolą więzienną zamku dla duchowieństwa. ( Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org/ )

U schyłku XV w. powstało tu przedzamcze (podzamcze), czyli plac otoczony odrębnym murem i z własną bramą, na którym znajdowały się drewniane budynki gospodarcze, takie jak stajnie, wozownie, domy dla służby itp. Przedzamcze było położone znacznie niżej od głównego korpusu zamku.

Ciekawa ruina, warto ją zwiedzić, a wszelkie informacje dotyczące jej, w tym również godziny otwarcia i cennik można znaleźć na stronie: http://zamek-lipowiec.republika.pl

Zwiedziliśmy zamek, odpoczęliśmy na ławeczkach, a następnie udaliśmy się na krótki spacer ścieżką wokół niego 😉

Zbocza wzgórza na którym znajdują się ruiny Zamku Lipowiec porośnięte są ponad stuletnim lasem bukowym (buczyną karpacką) oraz rzadkimi i cennymi gatunkami roślin (przylaszczka, miodunka, ziarnopłon, kopytnik, storczyk i inne) co spowodowało, że już w latach trzydziestych ubiegłego stulecia uznano ten teren za godny ochrony. W 1959 r. utworzono tu rezerwat krajobrazowy o pow. 12,5 ha zarządzany przez Nadleśnictwo w Chrzanowie i Jurajskie Parki Krajobrazowe.

Przygotowując ten wpis wyczytałam, że na obszarze tym dominują skały triasowe, a na polach u podnóża zamku tzw. arkoza kwaczalska (permokarbon). Można tu znaleźć również fragmenty skamieniałych drzew (araukarytów), zwanych w okolicy grabowymi kamieniami.

Zamek cieszy się powodzeniem szczególnie w weekendowe dni i wtedy bywa tam tłoczno, więc jeśli ktoś lubi spokojne zwiedzanie i może sobie na to pozwolić, to doradzam odwiedzenie go w tygodniu. Pospacerować wśród jego murów, poczuć ten klimat i powiew historii na pewno warto :)

Tego dnia odwiedziliśmy jeszcze jedno miejsce, ale o nim przygotuję już oddzielny wpis, a na zakończenie tego, widoki, które corocznie wiosną budzą mój zachwyt, czyli żółciutkie jurajskie rzepakowe pola :)

Wielkie żółto złote pola
I ta po między nimi goła rola
W południowym słońcu gorącem tętniąca
Coś wspólnego z żarem serca mająca

Żółto słodki zapach rzepakowy
Wiosną uderzający do głowy
Gdy nie tylko gołe obok pole leży
Gdzie rozgrzana moja myśl bieży

Połyskujące brązem nagie ciało
Rozkoszą ze słodkim zapachem się zlało
Wzrok mój nieustannie przyciąga
I od rzepakowych łanów odciąga

Jakże słodko ogarniać to wzrokiem
Delektować się rok za rokiem
Wciąż ulegać niezmiennemu zachwytowi
Nie zważając że ma się ku zachodowi
(Zbigniew Głuszczyk – „Żółto złote pola”)

Uwielbiam widok i zapach rzepaku, a jaki dobry olej będzie :)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO, a ponieważ wakacje tuż, tuż, to udanych i bezpiecznych wakacyjnych wyjazdów Wszystkim życzę :)

141. Rzędkowickie Skały – fantazyjne formacje skalne

Czasem człowiek niechcący ciągle rozmyśla o tym,
czego wciąż mu brakuje do szczęścia.
Gromadzi przedmioty, przeżycia, osoby,
ale wciąż czuje się dziwnie niespełniony,
ciągle potrzebuje jeszcze czegoś
i jeszcze czegoś, i jeszcze.

Ale tak naprawdę
jedyne, czego mu potrzeba,
to umiejętność docenienia tego wszystkiego,
co już udało mu się zdobyć,
zgromadzić, przeżyć.

Nie chodzi o to, żeby przestać pragnąć.
Chodzi jedynie o to,
żeby nauczyć się cieszyć tym wszystkim,
co było upragnione i jest już twoje…
(Beata Pawlikowska)

Cenna umiejętność, mądrze pani Beata Pawlikowska powiedziała :) Ja osobiście również staram się do niej stosować, a od lat prowadząc mojego fotobloga wielokrotnie już opisując jakieś miejsce pisałam, że cieszę się z możliwości jego poznania. I cieszę się, gdy odkrywam i po raz pierwszy w życiu coś zwiedzam, ale cieszę się również, gdy do pięknych, znanych mi już miejsc powracam :)

Poznajecie??? To malownicze jurajskie pasmo Skał Rzędkowickich – jedno z najczęściej odwiedzanych przeze mnie, a tu już kilkakrotnie opisywanych miejsc :)

Pasmo to znajduje się na wschód od wsi Rzędkowice w gminie Włodowice (obecnie województwo śląskie) na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej :)

Nie lubię tu powtarzać się, więc po wszelkie merytoryczne informacje dotyczące tych skał odsyłam do moich archiwalnych wpisów: nr. 6 Rzędkowickie Skały, nr. 16 Rzędkowickie Skały jesienią, nr. 27 Ruiny Cegielni w Mrzygłodzie, nr. 39. Rzędkowickie Skały – miejsce, do którego lubię powracać… oraz nr. 94. W krainie białych ostańców – Rzędkowickie Skały :)

Tam oczywiście można również zobaczyć mnóstwo archiwalnych zdjęć z Rzędkowickimi Skałami w roli głównej :)

I może teraz kogoś zastanowi – dlaczego znowu te skały? Czy ona nie ma już czego opisywać? Nic nowego nie zwiedza? Otóż zwiedzam i ciągle nowe fotki strzelam, ale do tego miejsca mam taką szczególną słabość i nie mogłam się powstrzymać, by znowu tych fantastycznych jurajskich ostańców nie pokazać 😉

Pięknie prezentują się wśród zieleni, a błękitne niebo dodaje im jeszcze uroku :)

I ten zestaw – błękit nieba, zielona roślinność i biel skał – chyba już zawsze będzie mnie zachwycał :)

Natura wspaniale wyrzeźbiła – jurajskich widoków nigdy dosyć :)

Poszczególnym skałom nadano tam indywidualne nazwy :)
Poniżej w otoczeniu zieleni widzimy Skałę Zegarową :)

Nie wiem dlaczego „zegarowa”, ale patrząc i pobudzając wyobraźnię można dostrzec hełm rycerski i jak dla mnie to bardziej pasuje do niej nazwa „wojenna” 😉

Bohaterka kolejnego zdjęcia to skała o nazwie – Wysoka :) Ze względu na swoje położenie, wysokość i strzelistość jest jedną z najbardziej charakterystycznych skał wśród tych Rzędkowickich :)

Piękny wytwór natury :)

Z każdej strony prezentuje się inaczej, ale moim zdaniem równie wspaniale :)

Ze względu na usytuowanie, ciekawą skałą jest również skała, której nadano nazwę – Kamień pod Wysoką :) Zobaczcie zresztą i oceńcie sami 😉

I ostatni już kadr z tego miejsca – odwiedzam je często, więc pewnie za jakiś czas znowu wspomnieniami tu powrócę 😉

Na zakończenie wpisu tym razem zachód słońca w polach oraz melancholijny wiersz o polnych drogach Marii Gawlikowskiej zostawiam i udanych plenerowych wyjazdów Wszystkim życzę :) :) :)

Smagane wichrami wieków
Palone przez słońce
Nie skarżą się
Nie krzyczą
I wciąż biegną przed siebie
Cichutko
I tak skromnie…
Potrzebne i niezauważane
Skąd się wzięły?
Dokąd biegną drogi polne?
W szarym pyle historia ludzkości
Zapisana stopami przeszłych pokoleń
Mknie do nikąd.
Tylko zadumane drzewa
Są niemymi świadkami ich wytrwałości
I cichutko
Szemrzą im do snu
Pieśń pisaną przez wieczność
(Maria Gawlikowska – Polne drogi)

140. Zbiornik Włodowice w moich letnich wspomnieniach

„Kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy, trochę lata” – tegoroczny kwiecień zgodnie ze znanym powiedzeniem okazał się być bardzo kapryśnym miesiącem. Było co prawda kilka w pełni wiosennych dni, ale częściej bywało jednak zimno i wietrznie. Wiele szkód w niektórych regionach kraju wyrządził też nagły i silny atak zimy. Ponieważ nie udało mi się skorzystać z tych cieplejszych dni i wyruszyć z aparatem w plener, zrobiłam małe porządki w moim komputerze i w ich efekcie przygotowałam kolejny wspomnieniowy wpis :)

Zapraszam dzisiaj do miejsca, które było wielokrotnie celem moich wycieczek rowerowych i gdzie na pstrykałam już mnóstwo zdjęć, a część z nich teraz pokażę tu :)

Zbiornik (zalew) Włodowice, bo o nim dzisiaj mowa znajduje się w województwie śląskim, powiecie zawierciańskim, gminie Włodowice, pomiędzy Włodowicami, a Rudnikami.

Ten sztuczny zbiornik o powierzchni ok. 2 ha położony jest przy drodze do Zawiercia i pięknie otoczony przez lasy.

Zaglądając do moich archiwalnych wpisów w kategorii „Jura Krakowsko-Częstochowska” można znaleźć wpis 38. Zbiornik Włodowice. Relacjonuję w nim moją pierwszą wycieczkę rowerową do tego miejsca, która odbyła się dokładnie 22 września 2011 roku. Zauroczona, od tej pory byłam tam wielokrotnie, a w moim komputerze (jak już wspomniałam na wstępie) można znaleźć mnóstwo zdjęć zrobionych właśnie tam. Dzisiejszy wpis traktuję jako taką kontynuację tego archiwalnego i dlatego osoby, które zajrzały tu po raz pierwszy zachęcam do zapoznania się z nim, a osobom czytającym mnie regularnie – przypomnienie go sobie :) Znajdziecie tam różne informacje o tym zbiorniku i kilka (moim zdaniem) ciekawych zdjęć 😉

Nad wodą tak mi tutaj fajnie,
Tak mi tu dobrze.
Tak mi tutaj Krainie,
Jak nigdzie nie było dobrze.

Ziemia pachnie i trawa
Dookoła wody, trzciny,
A przy niej kaczek wrzawa,
I ja tutaj wesoł jedyny.

Nikt na mnie nie krzyczy,
Nikt mnie nie woła.
Las wszędzie dziewiczy,
A nad nim lot sokoła.

Kocham to miejsce uwielbienia,
Jak życie, choć k a l e k i e.
Tutaj nigdy nie mówię do widzenia,
Bo wszystko jest bliskie, a nie dalekie.

Słońce wyszło spoza chmur,
Łuskając czoła sosen.
Mamże tutaj leśny mur,
Z pięćdziesięciu trzech, jedenaście wiosen.

Ogrodzony jestem wodą, Puszczą,
A chroniony mgłą i ciszą.
Żyć tutaj tylko wieszczom,
Skoro Natury tętna, myśli wieszczy słyszą.

Więc nie trzeba sympatyków,
Skoro żywioł to docenia.
Tutaj tańczę z Naturą, nie dla wybryków,
A wraz z ciszą do uśpienia…
(Mieczysław Borys)

Oj, fajnie tam, fajnie i dobrze jak tym wierszu powyżej :) I dlatego właśnie tak bardzo lubię jeździć tam na rowerze i w ciszy i w spokoju wpatrywać się w wodę :)

Wiatr pieści cicho powierzchnię jeziora.
Słońce ozłaca aksamitne fale.
Nadeszła późna popołudniowa pora.
Uroczo tak, po prostu wspaniale.

Gdzieś tam mała rybka błyśnie w głębinie.
Stado kaczek płynie dumną flotą.
Drzemią zegary, więc czas wolno płynie.
Przytuliłbym jakąś rusałkę z ochotą.

Lecz jest już pusto bo sezon się kończy.
Rusałki bikini zamienią znów w spodnie.
Z tęsknotą któraś na jezioro spojrzy…
Zabierze wspomnienia miłosne i pogodne.
(Nad jeziorem – Oskar Wizard)

Urok tego miejsca doceniają wędkarze, miłośnicy spacerów, jazdy na rowerze, kąpieli wodnych oraz biwakowania.

Pod widocznymi na kolejnym zdjęciu zadaszeniami można w razie deszczu schronić się, a na paleniskach upichcić coś na ząb :)

Ziemio nasza, Ziemio miła
Tyś nas wszystkich wykarmiła,
Twe powietrze, lasy, wody,
To największa Twa uroda.
Więc człowieku, pilnuj srodze,
By nie padło wszystko w trwodze,
Bo gdy zniszczysz wszystko wszędzie
To i ciebie też nie będzie!

Człowiek przez wieki ujarzmiał przyrodę,
uzyskując z niej zasoby niezbędne do tworzenia
nowych cywilizacji.
I oto nastały czasy, kiedy w wielu regionach
kuli ziemskiej pod naciskiem człowieka
przyroda zaczęła ustępować,
cofać się, a nawet ginąć.
(N. Fiedorenko)

Aż strach pomyśleć jak wyglądałby nasz świat, gdybyśmy dopuścili do całkowitego zniszczenia przyrody :( Z niej czerpiemy tak wiele korzyści, które pozwalają nam na funkcjonowanie. To przecież przyroda dostarcza nam pożywienia i tlenu niezbędnego do życia…

„Mamy tylko jedną Ziemię, a jej przyszłość zależy od każdego na pozór niewielkiego ludzkiego działania, zależy od każdego z nas” (Florian Plit)

Rozmyślając o ochronie przyrody obchodzimy jeszcze raz wkoło zbiornik włodowicki :)

Ponieważ Ziemia opiekuje się nami,
zaopiekujmy się Ziemią.
Odwzajemniajmy miłość jaką nas obdarza,
utrzymując ją w czystości i w szczęściu…

Lubię, gdy słońce mnie woła,
Nad wodę z tysiącem fal.
Gdzie piękna zieleń dokoła,
A dusza wyrywa się w dal (…).

Lubię patrzeć na trzciny,
Wietrzyk w nich sobie hasa.
W tych wodach bywają liny,
Trzeba je tylko złapać.

Na takim łonie natury,
Człowiek odżywa na nowo.
Z życia odpływają chmury,
Nie złości nawet złe słowo.
(Dzień nad wodą – autor: jarmolstan)

Każdy ma swój sposób na wyciszenie się.
Zaglądamy w swój umysł, szybujemy wśród wspomnień.
Żeby zanurkować w tych najprzyjemniejszych.
Im ich więcej, tym dłużej trwa cisza i spokój (…)
(Magda M.)

I kolejny kadr z miejsca, gdzie wspaniale można się zresetować i naładować akumulatory :)

życie …
życie nie jest jak staw ze stojącą wodą –
ale jak płynąca rzeka …
a rzeka …
nurt jej w różny sposób się zmienia
i nic tu nie jest do odgadnienia …
(Zeatix Lens)  

Cudny zielony zakątek, prawda?

Lubię obrazy odbijające się w lustrze wody
– zachwycają mnie i intrygują :)

Powietrze, światło, odpoczynek uzdrawiają,
lecz największe ukojenie
płynie z kochającego serca.
(Theodor Fontane)

Przyroda bez człowieka może żyć,
ale człowiek bez przyrody ZGINIE!

No niestety, człowiek to chyba największy szkodnik natury :(

Kończąc, jak zwykle zachęcam do odwiedzenia pokazywanego przeze mnie miejsca, miejsca gdzie wspaniale można wypocząć i wyciszyć się. By było tam jednak nadal tak pięknie i czysto podkreślam znaczenie edukacji ekologicznej i apeluję:
W obecnych czasach, gdy coraz częściej słyszy się o większych i mniejszych katastrofach ekologicznych – bądźmy „świadomymi” użytkownikami środowiska !!!

Dziękuję za wizytę i wszystkim sympatykom mojego blogowania                 serdeczne pozdrowienia posyłam :) :) :)

139. Ruiny zamku w Bydlinie

Witam serdecznie :) Zanim wyruszę na pierwsze pozimowe wycieczki jeszcze trochę wspomnień z zeszłego roku :) Zastanawiając się, co tym razem pokazać wygrzebałam serię zdjęć przedstawiającą ruiny zamku w Bydlinie, bo większość jurajskich warowni już tu pokazywałam, a tak się złożyło, że tych ruin jeszcze nie. Zachęcam gorąco do obejrzenia zdjęć z tego miejsca na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej :)

Ruiny zamku rycerskiego Bydlin leżą 7 km od pobliskiego Wolbromia i około 10 km na północny wschód od Olkusza (powiat olkuski, województwo małopolskie). Ruina ta stoi w północnej części wsi Bydlin, niedaleko od cmentarza, po lewej stronie drogi prowadzącej do Dłużca. Znajduje się niecałe 6 km od warowni w Smoleniu i Ryczowie, więc będąc tam warto wygospodarować sobie więcej czasu i jeszcze dodatkowo coś innego zwiedzić.

Zamek w Bydlinie został wybudowanego w systemie tzw. Orlich Gniazd i obecnie ruina ta leży również na Szlaku Orlich Gniazd (zarówno pieszym jak i rowerowym).

Pierwsze wzmianki na temat zamku sięgają końca XIV w. Na wysokim, skalistym wzgórzu wzniesiono wtedy warownię – wieżę obronną. Swoją pierwotną funkcję pełniła przez około dwieście lat. Początkowym właścicielem był syn Niemierzy z Gołczy. To właśnie temu drugiemu przypisuje się często budowę warowni.
Do czasu, kiedy w XVI w. przeszedł na własność Bonerów, a następnie Firlejów, zamek miał około dwudziestu właścicieli. Na początku XVI w. Firlejowie dokonali przebudowy murów zamku na kościół. W okresie reformacji ok. 1570 r. Jan Firlej (ówczesny właściciel Bydlina) na krótki czas zamienił kościół na zbór ariański. W 1594 r. jego syn Mikołaj ponownie przeobraził świątynię na kościół katolicki pw. Świętego Krzyża, od którego nazwę przejęło obecnie całe wzgórze. W 1655 r. kościół zburzyli Szwedzi idący na Częstochowę. Kilkadziesiąt lat później został odbudowany przez Męcińskich. Pod koniec XVIII w. zamek został stopniowo opuszczony i uległ ruinie. Pod koniec XIX w. na stokach góry zamkowej istniała kopalnia galeny.
Na początku I wojny światowej, 17 listopada 1914 r., legioniści pod dowództwem komendanta Trojanowskiego okopali się, zajmując pozycje na wzgórzu zamkowym, a następnie ruszyli na stojące w Załężu wojska rosyjskie, rozpoczynając w ten sposób bitwę pod Krzywopłotami. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Do czasów współczesnych zachowały się jedynie resztki murów i fosy. Ruiny mają kształt prostokąta o długości 24 m i szerokości 11 m. Budynek wzniesiony z miejscowego wapienia był oskarpowany na narożach. Średnia grubość murów wynosiła nieco ponad 2 m, a przeciętna wysokość ok. 7 m. W murach widnieją ślady zabudowanych okienek strzelniczych.

Niewiele zostało z tego zamku ale zwiedzić warto 😉

W 2009 roku mur południowy budynku mieszkalnego zawalił się, jednak już w 2012 odbudowano go w ramach prac obejmujących między innymi oczyszczenie pod ciśnieniem murów, osadzenie obluzowanych kamieni z powrotem w murze i uzupełnienie spoin oraz usunięcie roślinności porastającej koronę murów i wewnętrzny obrys kamienicy. Wyremontowano wtedy także schody prowadzące do ruin wraz z towarzyszącą im balustradą.

Obecnie zamek jest dostępny do zwiedzania, a u podnóża wzniesienia, na którym stoi, znajduje się drewniana tablica z opisem jego historii :)

Będąc w Bydlinie warto również zobaczyć położony u podnóża góry zamkowej niewielki cmentarz, na którym znajduje się zabytkowa kaplica cmentarna oraz zbiorowa mogiła 46 legionistów poległych w bitwie pod Krzywopłotami.

Na terenie cmentarza parafialnego w Bydlinie znajduje się murowana kaplica. Została ona wzniesiona na miejscu starej pustelni i jak podają źródła stała już przy końcu XVIII wieku. Rozbudowana została w roku 1884 przez ks. A. Paprockiego, który został pochowany pod jej posadzką.
W ołtarzu znajduje się figura Matki Boskiej z Dzieciątkiem z pierwszej połowy XV wieku, przeniesiona z dawnej pustelni. W aktach kościoła parafialnego znaleźć można spis cudów za pośrednictwem M. B. w cudownej figurze doznanych, prowadzony od roku 1764. Obecnie miejscowa ludność również otacza kultem tę gotycką figurkę.
Wewnątrz kaplicy znajdują się także posąg św. Jana Nepomucena na rokokowym postumencie, oraz rzeźba Chrystusa Frasobliwego.

Niestety tego dnia kaplica była zamknięta, więc mogłam ją oglądać i fotografować jedynie z zewnątrz.

Z Bydlina niedaleko jest do Olkusza, więc tego dnia podjechaliśmy jeszcze na lody, kawę oraz mały spacer do tego uroczego małopolskiego miasta.

Olkusz to miasto w województwie małopolskim, w powiecie olkuskim, siedziba gminy miejsko-wiejskiej Olkusz. Położone jest na zachodnich rubieżach Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej nad rzeką Babą, przy drodze krajowej nr 94 i przy drogach wojewódzkich: nr 783 i nr 791.

Ładny, czysty rynek, z mnóstwem kwiatów i fontanną oraz ciekawymi kamienicami wokół niego :)

Tuż obok runku znajduje się Bazylika kolegiacka św. Andrzeja – kościół halowy z malowidłami ściennymi i organami renesansowymi autorstwa Hansa Hummla z lat 1612-1623 (jedne z najstarszych w Europie organów, zachowanych w stopniu bliskim oryginalnemu). Warto obejść ją wkoło, zwiedzić w środku i chociaż chwilę pomodlić się :)

Wiele wskazuje na to, że Olkusz może się szczycić wielokulturową i wielonarodową historią, początki której sięgają… starożytności. Genealogię pierwszej nazwy – Elkusz najłatwiej, ponoć, objaśnić na gruncie języka … fenickiego. „El” znaczy w nim pan, Bóg, „Kusz” natomiast to – kuć, krajać. Elkusz mogłoby więc znaczyć – pan, który kuje lub miejsce kucia. Fenicjanie, w te odległe od ich ojczyzny strony, mogli przywędrować w poszukiwaniu skarbów, którymi okazały się pokłady rud ołowiu zawierające sporo srebra. Ich eksploatacja być może dała początek historii tutejszego górnictwa i hutnictwa kruszcowego. (Źródło informacji: http://www.umig.olkusz.pl)

Powstania i carskie represje nie zahamowały rozwoju przemysłu w mieście. Zintensyfikowało go przeprowadzenie w latach 1883-85 przez Olkusz lwanogrodzko-Dąbrowskiej linii kolejowej. W kilkanaście lat później – w 1907 roku Peter Westen założył Fabrykę Naczyń Blaszanych.
Wielu olkuszan wzięło udział w I wojnie światowej, wielu zaciągnęło się do Legionów, gdzie istniał nawet oddział Strzelców Olkuskich.
Po odzyskaniu niepodległości liczba mieszkańców Olkusza w ciągu niespełna 20 lat prawie podwoiła się. Zbudowano m.in. nową szkołę, elektrownię i kanalizację. Ważną inicjatywą było stworzenie przez władze Olkusza uzdrowiska w Bukownie.
W okresie II wojny światowej, po zajęciu Polski, Niemcy włączyli miasto do III Rzeszy (granica z Generalną Gubernią przebiegała przez pobliski Rabsztyn). W dniu 16 lipca 1940 r. hitlerowcy rozstrzelali w Olkuszu dwudziestu Polaków. Ofiarami egzekucji byli więźniowie polityczni przywiezieni z Mysłowic i Sosnowca oraz pięciu olkuszan. 31 lipca 1940 roku, w dniu nazwanym potem Krwawą Środą, Niemcy przez cały dzień torturowali setki mieszkańców miasta na olkuskich placach. II wojna światowa przyniosła także kres wielowiekowej bytności Żydów w Olkuszu. W czerwcu i lipcu 1942 r. niemal wszystkich wywieziono do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu i zgładzono. (Źródło informacji: http://www.umig.olkusz.pl)

Na zdjęciu rekonstrukcja baszty :)

W okresie powojennym nastąpił rozwój miasta generowany inwestycjami przemysłowymi zarówno w mieście jak i w pobliskim Górnośląskim Okręgu Przemysłowym. Unowocześniana, państwowa olkuska „Emalia” znalazła się w czołówce krajowych producentów naczyń emaliowanych, wanien i zlewozmywaków. Zelektryfikowano linię kolejową. Wybudowano od podstaw kopalnię rud metali nieżelaznych „Olkusz”. Przez miasto przeprowadzona została szerokotorowa linia kolejowa łącząca Sławków, Olkusz, Hrubieszów, Moskwę i Magnitogorsk. Zbudowana została by zaopatrywać Hutę Katowice w rudę żelaza. Rozwojowi przemysłu towarzyszył szybki przyrost liczby mieszkańców miasta. Z 12 tys. przed wojną, z czasem przekroczyła 40 tysięcy. Rozwinęło się budownictwo mieszkaniowe. Olkusz otoczyły osiedla bloków. Wybudowane zostały Miejski Dom Kultury, szpital, hotel miejski, hala sportowo- widowiskowa, miasto połączono dwupasmową trasą ze Śląskiem.
Przejęcie zarządzania sprawami gminy przez samorząd lokalny, zapoczątkowane w 1990 roku pierwszymi wyborami do Rady Miasta dało efekty – Olkusz zyskał na wyglądzie, remontuje się ulice, kończy się kanalizowanie miasta, jego ulice są lepiej oświetlone. W 1999 roku po kolejnej reformie administracyjnej Srebrny Gród ponownie stał się siedzibą władz powiatowych, tym razem w granicach nowego województwa małopolskiego.
(Źródło informacji: http://www.umig.olkusz.pl)

Ponownie baszta wraz z odrestaurowanym fragmentem muru obronnego :)

Będąc w Olkuszu warto pospacerować jego ulicami zwracając uwagę na liczne pomniki.

Na zdjęciu poniżej pomnik upamiętniający ofiary komunizmu, który stoi u wylotu ul. Augustiańskiej. Na trzymetrowym krzyżu widnieje płaskorzeźba przedstawiająca Chrystusa wyciągającego z wody „do świętości” księdza Jerzego Popiełuszkę.

… i spojrzenie na ulicę Krakowską :)

Warto odwiedzić Olkusz i zwiedzić wszystkie jego zabytki oraz liczne muzea. Na uwagę zasługuje Muzeum Pożarnictwa Ziemi Olkuskiej, Muzeum PTTK-Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze, Muzeum Wody, które mieści w budynku Stacji Uzdatniania Wody przy ulicy Wspólnej, Muzeum Afrykanistyczne w Olkuszu prezentujące zbiory dr. Bogdana Szczygła – jedyne tego typu w Polsce oraz Muzeum Twórczości Władysława Wołkowskiego w Dworku Machnickich. Kilka lat temu byłam w Muzeum Afrykanistycznym i bardzo mi się tam podobało, ale tym razem korzystając z ładnej pogody woleliśmy spacerować po mieście i ciesząc oczy bujną zielenią odpoczywać w parku :)

Miło powspominać, a tymczasem wiosna nadeszła i już zdecydowanie cieplej się zrobiło :) Zachęcam więc do aktywnego wypoczynku w plenerze i ładowania akumulatorów na łonie natury :)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO :) :) :)

138. U stóp Gerlacha – Batyżowiecki Staw (słow. Batizovské pleso)

Uwielbiam Tatry, więc z wielką przyjemnością przedstawiam jeszcze jedno miejsce w słowackich Tatrach Wysokich – Dolinę Batyżowiecką (słow. Batizovská dolina) oraz leżący u stóp najwyższego szczytu Tatr Gerlacha (Gerlachovský štít, 2655 m n.p.m.) oraz Kończystej (Končistá, 2535 m) – Batyżowiecki Staw (Batizovské pleso) :)

To był już ostatni dzień wakacyjnego wyjazdu i my po tych kilku dniach codziennej intensywnej wędrówki tatrzańskimi szlakami byliśmy już nieco zmęczeni, ale Tatrami jeszcze ciągle nienasyceni, więc postanowiliśmy udać się na jeszcze jeden (już krótszy) szlak. Znowu pojechaliśmy na Słowację, zaparkowaliśmy tym razem w Vyšné Hágy i idąc szlakiem żółtym przez Dolinę Stwolską po 2 godzinach dotarliśmy do Doliny Batyżowieckiej nad Batyżowiecki Staw :)

Upalnie, cały czas pod górę, więc odpoczynki na trasie były mile widziane 😉

Młodszy syn również na postojach odpoczywał :)

Gdy w końcu dotarliśmy do celu, to bardzo się ucieszyliśmy :)

Batyżowiecki Staw (słow. Batizovské pleso) położony jest w Tatrach Wysokich w środkowej części Doliny Batyżowieckiej (Batizovská dolina) na wysokości 1884 m. n.p.m.
Według pomiarów pracowników TANAP-u z lat 1961–67 ma powierzchnię 3,48 ha, wymiary 288 × 160 m i głębokość ok. 8,7 m. Starsze pomiary Josefa Schaffera z 1928 r. dały rezultaty odpowiednio 2,7792 ha, 234 × 160 m i 11,2 m głębokości :)

Batyżowiecki Staw to jezioro polodowcowe o półksiężycowatym kształcie, zamknięte potężnym i typowym ryglem skalnym o wysokości 11 m. Z rygla tego rozciągają się widoki na groźne filary Kończystej, ściany Gerlachu, Batyżowiecki Szczyt, Kościółek, Kaczy Szczyt i Zmarzły Szczyt.

Ze stawu wypływa Batyżowiecki Potok (Batizovský potok), który, spadając z progu skalnego, tworzy liczne kaskady – Batyżowieckie Wodospady (Batizovské vodopády) :)

W dolinie znajduje się jeszcze kilka mniejszych stawków. Są to: Czarny Staw Batyżowiecki (Čierne pleso, ok. 1230 m), Mały Batyżowiecki Stawek (Malé Batizovské pliesko, ok. 1920 m), Stawek pod Kościołkiem (Pliesko pod Kostolíkom, ok. 2075 m) oraz trzy niewielkie Batyżowieckie Oka (Batizovské oká, ok. 2200 m). Czarny Staw Batyżowiecki jest najniżej położonym naturalnym, stałym zbiornikiem wodnym na terenie Tatr Wysokich. My do nich  nie dotarliśmy, więc pretekst by w przyszłości ponownie odwiedzić to miejsce już jest 😉

„Góry są miejscem szczególnym, gdzie wraz ze wzrostem wysokości stopniowo zanika życie. Moment, w którym życie zanika, lub odwrotnie – w którym się ono pojawia, jest źródłem szczególnego objawienia, a zatem pewnego zdumienia i refleksji.(…)” (Wojciech Kurtyka)

„Wobec potęgi gór prościej odkrywa się siebie, a przynajmniej to, że większość granic i lęków to tylko ułomność naszego umysłu, poza którą zaczyna się wolność…” (Jacek Teler)

„Kto chce naprawdę odnaleźć samego siebie, musi nauczyć się obcowania z przyrodą, bo oczarowanie jej pięknem wprowadza bezpośrednio w ciszę kontemplacji…” (Jan Paweł II)

Urocze i skłaniające do refleksji miejsce… byliśmy tam po raz pierwszy, ale ze względu na piękno i spokój miejsce to urzekło nas :)

Obok Batyżowieckiego Stawu poprowadzona jest trasa Magistrali Tatrzańskiej, łącząca doliny: Wielicką, Batyżowiecką i Mięguszowiecką. W głąb doliny nie poprowadzono znakowanych tras turystycznych, zatem tylko z przewodnikiem tatrzańskim można dotrzeć do jej wnętrza lub wyżej na Gerlach.

Dolina Batyżowiecka jest stosunkowo stroma. W dolnej części jest pokryta lasami i kosodrzewiną, wyżej wznosi się tarasami. Główna część doliny oddzielona jest skalnym progiem, Batyżowieckimi Spadami. W górnej części doliny sterczy samotna turnia zwana Kościołkiem (Kostolík), która dzieli ją na dwie części.

Dolina Batyżowiecka sąsiaduje:
* od wschodu z doliną Stos oraz z Doliną Wielicką
* od północy z Doliną Białej Wody, a dokładniej z jej górnym piętrem – Doliną Kaczą
* od zachodu z Doliną Złomisk, odnogą Doliny Mięguszowieckiej oraz z Doliną Stwolską

Dawniej w Dolinie Batyżowieckiej istniało pasterstwo, ale w dość skromnym zakresie. Próbowano tu także wydobywać złoto. Od długiego czasu dolinę odwiedzali myśliwi ze Stwoły i innych miejscowości. Do najlepszych znawców tych okolic należeli Ján Ruman Driečny młodszy i Ján Pastrnák. Pierwszymi znanymi osobami, które przeszły przez dolinę, byli B. Łoś z przewodnikiem Jędrzejem Walą starszym w 1860 r. Zimą dotarł tu jako pierwszy Miklós Szontagh senior w latach 1873-1880.

Cieszę się, że i mnie w sierpniu 2016 po raz pierwszy udało się tu dotrzeć i na własne oczy zobaczyć piękno tego miejsca :)

„Góry to zamienione w skały wykrywacze kłamstw, pozwalające człowiekowi poznać samego siebie, a także innych. Każdy musi kiedyś zrzucić maskę. Wszystkie cechy charakteru tworzące osobowość, w ekstremalnych warunkach wychodzą na światło dzienne w skoncentrowanej formie.” (Stefan Głowacz)

Mój młodszy syn Fabianek w Batyżowieckiej Dolinie
– z tyłu za nim masyw Kończystej (słow. Končistá) :)

Uważam, że jeśli dziecko od małego przyzwyczaja się do chodzenia po górach, to z każdym rokiem jest ono w stanie więcej przejść i wyżej wejść. A jak tak patrzę na mojego Fabianka, to jestem z niego dumna – kondycję ma, chęci do chodzenia również, nazwy zapamiętuje, szczyty coraz lepiej odróżnia, nie ma lęku wysokości i ekspozycji – czyżby młody taternik rósł?? 😉 I tak go cieszy zdobycie każdego szczytu :) Tylko jest jeden problem – nie ma się z kim tą radością cieszyć, bo gdy po powrocie z wakacji opowiada, że był na Krywaniu, Wrotach Chałubińskiego, czy Sławkowskim Szczycie, to nikt nie wie gdzie to jest i co to jest, hehehe 😉

Góry to piękno, źródło siły twórczej, poczucie wolności i szczęścia…  i ostatni już kadr z Doliny Batyżowieckiej i zarazem zakończenie moich wspomnień z zeszłorocznej tatrzańskiej wędrówki :) Mnóstwo radości i niezapomnianych wrażeń dostarczyła nam wszystkim ta wyprawa, a wspominanie jej tu i zachęcanie do wędrowania naszymi śladami było dla mnie równie przyjemne i chyba dlatego też tak długo trwało 😉

Podsumowując trasa:
Vyšné Hágy – Batyżowiecki Staw (Batizovské pleso) – Vyšné Hágy

POZDRAWIAM SERDECZNIE :) :) :)

137. Kriváň (2494 m n.p.m.) – narodowa góra Słowaków

Szlak na Krywań (2494 m n.p.m.), czyli narodową górę Słowaków warto odwiedzić ze względu na wspaniałą panoramę. Ja odwiedziłam go w moim życiu już dwukrotnie – po raz pierwszy 19 września 2003 roku, a ponownie 19 sierpnia 2016 roku. Z przyjemnością zachęcam teraz do przeczytania relacji i obejrzenia zdjęć z tego zeszłorocznego zdobywania go :)

Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy z Trzech Źródeł (Tri studničky) gdzie znajduje się rozdroże szlaków turystycznych, przystanek autobusowy i płatny parking. Miejsce to leży przy Tatrzańskiej Drodze Młodości w słowackich Tatrach, pomiędzy miejscowością Szczyrbskie Jezioro (8,5 km) a osadą Podbańska (4,5 km).

Z Trzech Źródeł szlakiem zielonym przez Gronik (słow. Grúnik, 1576 m n.p.m.) doszliśmy do Rozdroża pod Krywaniem (słow. Rázcestie w Krivanskom žľabe, 2120 m n.p.m.).

Rozdroże pod Krywaniem lub Rozdroże w Krywańskim Żlebie (słow. Rázcestie w Krivanskom žľabe) położone jest na wysokości 2120 m n.p.m. Przy dosłownym tłumaczeniu słowackiej nazwy powinno się nazywać Rozdroże w Krywańskim Żlebie, jednak bardziej przyjęło się w Polsce określenie Rozdroże pod Krywaniem :)

Od Rozdroża pod Krywaniem przez Mały Krywań i Krywańską Przełączkę na szczyt Krywania prowadzi już tylko jedna (znakowana na niebiesko) ścieżka :)

Od tego momentu droga robi się coraz bardziej stroma, a otaczający nas krajobraz coraz bardziej skalisty.

Najbardziej wymagający był ostatni odcinek (tuż pod szczytem), gdyż musieliśmy wspinać się po stromym skalnym stoku i wspomagać rękoma.

Utrudnieniem był również tłok, brak jednej, jednoznacznie wyznaczonej ścieżki oraz sztucznych ułatwień w postaci klamr, bądź łańcuchów i dlatego musieliśmy zachować dużą ostrożność.

Krywań zbudowany jest ze skał krystalicznych, głównie z granitów. Położony jest w grani bocznej, na zakończeniu długiej, mającej około 10 km grani odchodzącej od głównej grani tatrzańskiej w Cubrynie (Čubrina). Cała odnoga jest nazywana główną granią odnogi Krywania (Hlavná os hrebeňa Kriváňa).

Szczyt Krywania wznosi się na około 1400 m powyżej dna Doliny Koprowej, co jest największą wysokością względną w Tatrach. Północne ściany ramienia Krywania opadają w kierunku doliny Niewcyrki (Nefcerská dolina).

Od strony wschodniej pod ściany Krywania podchodzi Dolina Ważecka (Važecká dolina), w której na wysokości 2017 m n.p.m. znajduje się duży (pow. 5,16 ha i 23,1 m głębokości) Zielony Staw Ważecki (Zelené pleso pod Kriváňom) :)

16 sierpnia 1841 na Krywań weszli słowaccy działacze odrodzenia narodowego Ľudovít Štúr i Michal Miloslav Hodža. Od tego właśnie roku na jego szczyt urządza się patriotyczne národné výlety, w których najpierw brali udział zwolennicy niepodległości, od nazwiska Štúra nazywani štúrowcami, potem patrioci i twórcy słowackiej kultury. Obecnie narodowe wejścia są organizowane w weekend około 16 sierpnia każdego roku, kiedy na szczyt wchodzi po 500 osób jednocześnie.

Krywań od 1935 jest narodową górą Słowaków. Szczyt został umieszczony także w hymnie Słowacji, w herbie Słowackiej Republiki Socjalistycznej (wieczny ogień na tle góry), a od 1 stycznia 2009 r. znajduje się na słowackich monetach o nominale 1, 2 i 5 eurocentów.

Na zdjęciu poniżej ponownie krzyż na szczycie Krywania – znak niepodległej Słowacji :)

Widok ze szczytu jest bardzo przestrzenny, ponieważ Krywań znajduje się w samym środku Tatr, pomiędzy Tatrami Wysokimi i Zachodnimi. Widać stąd Rysy, Łomnicę, Lodowy Szczyt, Mięguszowieckie Szczyty oraz trawiaste zbocza Koprowej Doliny :)

Jeden z turystów w XIX w. pisał: „Mało jest widoków równych co do straszności przyrody”.

Według stanu z początku 2016 roku jest to drugi najwyższy (po Rysach) tatrzański szczyt dostępny dla turystów, więc tym bardziej cieszę się, że miałam możliwość oraz odwagę i kondycję, by już dwukrotnie na nim być :)

Hej Krywaniu, Krywaniu wysoki!
Płyną, lecą spod ciebie potoki!
Tak się leją moje łzy, jak one,
hej łzy moje, łzy niezapłacone…

Hej Krywaniu, Krywaniu wysoki!
Płyną, lecą nad tobą obłoki!
Tak się toczy moja myśl, jak one,
hej te myśli, te myśli stracone…

Hej Krywaniu, Krywaniu wysoki!
Idzie od cię szum lasów głęboki,
a mojemu idzie żal kochaniu,
hej Krywaniu, Krywaniu, Krywaniu!…

W latach 70. pieśń „Krywań, Krywań” weszła do repertuaru zespołu Skaldowie :)

Na kolejnym zdjęciu tablica na szczycie Krywania upamiętniająca zdobycie go przez Ľudovíta Štúra :)

Szare tło z poprzedniego zdjęcia to chmury, które nagle nadeszły zasłaniając wspaniałą panoramę i jednocześnie mobilizując nas do szybszego schodzenia, niż to pierwotnie planowaliśmy :(

Góry prezentują dumnie swoje wyprostowane, masywne sylwetki, kusząc do zdobywania ich szczytów i obiecując niezapomniane przeżycie tym, którzy się na to odważą… zachwyceni zdobyciem Krywania i panoramą widokową z niego, teraz podziwiamy widoki schodząc w dół :)

I ponownie jesteśmy i odpoczywamy na Rozdrożu pod Krywaniem – (słow. Rázcestie w Krivanskom žľabe, 2120 m n.p.m.).

Na zdjęciu poniżej widać ścieżkę, którą to biegnie zielony szlak z osady Trzech Źródeł przez Gronik do Rozdroża pod Krywaniem, którym to wchodziliśmy wcześniej, a teraz będziemy schodzić 😉 By nie powtarzać trasy można zamiast do Trzech Źródeł zejść szlakiem niebieskim (przez Pawłowy Grzbiet, Rozdroże przy Jamskim Stawie) do przystanku autobusowego Biały Wag przy Tatrzańskiej Drodze Młodości, ale na nas, no cóż, na parkingu w Trzech Źródłach czekał samochód i musieliśmy do niego powrócić :)

Wchodząc szkoda nam było na to czasu, ale w drodze powrotnej schodząc już z Gronika postanowiliśmy odbić nieco z zielonego szlaku na specjalnie wytyczoną ścieżkę, by zobaczyć zrekonstruowany w 1981 roku bunkier partyzancki oraz wmurowaną obok niego tablicę upamiętniającą nazwiska poległych tu partyzantów.

Podsumowując trasa:
Trzy Źródła (słow. Tri Studnićky) – Gronik (słow. Grúnik, 1576 m n.p.m.) – Rozdroże pod Krywaniem – (słow. Rázcestie w Krivanskom žľabe, 2120 m n.p.m.) – Mały Krywań (słow. Maly Krivań, 2335 m n.p.m.) – Krywań (słow. Krivań, 2494 m n.p.m. – Mały Krywań (słow. Maly Krivań, 2335 m n.p.m.) – Rozdroże pod Krywaniem – (słow. Rázcestie w Krivanskom žľabe, 2120 m n.p.m.) – Gronik (słow. Grúnik, 1576 m n.p.m.) – Trzy Źródła (słow. Tri Studnićky)

Ciekawa trasa :) Dla mnie i dla mojego męża powtórka sprzed 13 lat, ale ze względu na synów i ich wielką chęć zdobycia Krywania powtarzaliśmy ją z przyjemnością :)
Moi synowie dreptania godzinami po asfalcie nie lubią i dlatego „asfaltówka” do Morskiego Oka z poprzedniego dnia bardzo im się dłużyła. Zdobywanie Wrót Chałubińskiego, bądź Krywania nie stanowiło dla nich wielkiego problemu, gdyż będąc wyżej śmigali już jak prawdziwe kozice górskie 😉 Cieszę się, że pokochali góry tak jak ja i teraz już razem możemy wędrować i zdobywać kolejne tatrzańskie szczyty :)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO  :) :) :)

136. Morskie Oko – Wrota Chałubińskiego (2022 m n.p.m.)

Witam i zapraszam do kolejnej wspólnej wędrówki :)                                                 Tym razem jedziemy do Polany Palenica i Doliną Rybiego Potoku udajemy się do Morskiego Oka :) i już teraz na wstępie zdradzę, że to dopiero połowa trasy, a im wyżej będziemy, tym widoki piękniejsze będą :)

Morskie Oko to jezioro wyjątkowe z wielu względów. Ma największą powierzchnie lustra wody ze wszystkich stawów tatrzańskich (35,6 ha), a przy tym jest wspaniale położone w otoczeniu najwyższych polskich szczytów. Leży na wysokości 1395m n.p.m., mieści prawie 10 mln m3 wody, a jego maksymalna głębokość sięga 51m.
Ze względu na to, że żyły w nim ryby, co w tatrzańskich jeziorach jest zjawiskiem rzadkim, było nazywane Rybim Stawem. Pod tą nazwą zostało wymienione w 1676 roku w dokumencie dziedzicznego użytkowania dla sołtysa Białki Wojciecha Nowobilijskiego :)

O Morskim Oku rozpisywałam się już kiedyś, więc by nie powtarzać się po więcej informacji odsyłam do archiwalnego wpisu 117. Największe tatrzańskie jezioro – Morskie Oko oraz największy rezerwuar wody, czyli Dolina Pięciu Stawów Polskich

Oj, pięknie jest nad Morskim Okiem, ale komu w drogę, temu czas :)

My tego dnia ambitnie chcieliśmy zdobyć Wrota Chałubińskiego – wąską przełęcz (2022 m n.p.m.) w głównej grani Tatr pomiędzy Kopą nad Wrotami, a Szpiglasowym Wierchem.
Od schroniska PTTK nad Morskim Okiem ruszyliśmy więc najpierw szlakiem żółtym („Ceprostradą”) na Szpiglasową Przełęcz, a potem szlakiem czerwonym prowadzącym Doliną za Mnichem na Wrota Chałubińskiego :)

Kolejne zdjęcie z trasy – na środku widzimy jeden z najbardziej rozpoznawalnych szczytów Tatr – Mnicha :)

Z „Ceprostrady” jest on doskonale widoczny :)

Po godzinie wędrówki  dochodzimy do progu Doliny za Mnichem, gdzie pojawia się szlak czerwony prowadzący już bezpośrednio na Wrota Chałubińskiego :)

Dolina za Mnichem była miejscem wypasu owiec, wchodziła w skład Hali za Mnichem. Od wieków wypasali na niej Murzańscy, ostatnim wypasającym był Jan Murzański z Gronia. Prowadzono tu także poszukiwania górnicze i wydobywano w niewielkich ilościach szpiglas (antymonit). Z widokiem Doliny za Mnichem związany jest balet Karola Szymanowskiego „Harnasie”.

Zanim powędrujemy dalej  – mały odpoczynek :)  a odpoczywać w takim miejscu, to zapewniam Was – prawdziwa przyjemność :)

W dole za mną można wypatrzeć Morskie Oko, a wyżej Czarny Staw pod Rysami :)

I ponownie w kadrze Morskie Oko i Czarny Staw :)
Z tego miejsca można podziwiać je razem :)

Wędrujemy dalej Doliną za Mnichem :)
Krajobraz tworzą tam mocno zróżnicowane formy polodowcowe. Dolina składa się z kilku tarasów ukształtowanych przez lodowiec. Najniższe piętro jest położone na wysokości ok. 1785 m, w nim pojawia się okresowo wysychający i dzielący się na kilka mniejszych Staw Staszica (tego dnia zupełnie wyschnięty).

Przypatrując się dokładniej kolejnemu zdjęciu, na środku, można wypatrzeć stado kozic 😉

Cisza gór koi tu i przywraca równowagę, ostre powietrze oczyszcza zmęczone płuca i przynosi delikatny zapach szczęścia…

Na zdjęciu widzimy tarasowe pustkowie skalne w Dolinie za Mnichem oraz plamę po wysychającym okresowo Stawie Staszica :)

Dolina za Mnichem podchodzi pod Miedziane, Szpiglasowy Wierch, Cubrynę i Mnicha :)

Po lewej widzimy Mnicha – z tej perspektywy wygląda nieco dziwacznie 😉

Mnich to szczyt o wysokości 2068 m n.p.m. Obok Mięguszowieckich Szczytów stanowi drugi charakterystyczny element otoczenia Morskiego Oka.
Masyw Mnicha położony jest w górnych piętrach Doliny Rybiego Potoku, pomiędzy Doliną za Mnichem od strony północno-wschodniej a Mnichowym Żlebem, oddzielającym go na południowym wschodzie od masywu Cubryny i Mięguszowieckich Szczytów. Składa się z trzech głównych wzniesień: Mnicha, Mniszka (ok. 2045 m) i Ministranta. W ścianach Ministranta znajduje się największy w Tatrach okap, wierzchołek ten widoczny jest natomiast jedynie od strony północno-wschodniej. Z Mnichową Kopą łączy Mnicha ledwo widoczny, trawiasto-piarżysty grzbiet.
Najprostsza droga na wierzchołek prowadzi od zachodu, z Doliny za Mnichem „przez płytę” :)

Poniżej widzimy jak na tle Mnicha, w Dolinie za Mnichem, odpoczywa przed dalszą wędrówką, czyli zdobyciem Wrót Chałubińskiego mój młodszy syn – Fabianek :)

Zanim powędrujemy dalej jeszcze kilka ciekawostek związanych z Mnichem :)

Na jego wierzchołek nie prowadzi żaden szlak turystyczny. Jednak pod okiem przewodnika mogą na niego wejść nie tylko doświadczeni taternicy, ale także bardzo wprawni turyści o pewnych umiejętnościach wspinaczkowych.
Najprostsza droga na wierzchołek prowadzi od zachodu z Doliny za Mnichem „przez płytę”. Najtrudniejsze są drogi biegnące ścianą północno-wschodnią, zwaną również wschodnią, widoczną najlepiej od strony Morskiego Oka. Choć początkowo Mnicha uważano za szczyt niedostępny, później za jeden z najtrudniej w Tatrach dostępnych, dziś wśród taterników należy do najpopularniejszych celów wspinaczkowych. Kilka z łatwiejszych dróg (Przez płytę, Klasyczna, Orłowskiego) często pełni funkcję dróg kursowych.

Podczas II wojny światowej, w 1941 roku, hitlerowcy umieścili na widocznej znad Morskiego Oka ścianie Mnicha drewnianą swastykę. Miał to być symbol oznaczający dominację państwa niemieckiego. W odpowiedzi, polscy taternicy, Łapiński i Paszucha, nocą obluzowali mocowanie. Podczas wichury znak mający świadczyć o panowaniu Niemców nad Tatrami spadł. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Zarys góry jest symbolem umieszczonym na odznakach przewodników tatrzańskich. Sylwetka tego szczytu jest charakterystycznym elementem panoramy Tatr Wysokich. Kształtem przypomina postać siedzącego mnicha w kapturze. Z górą tą wiążą się ludowe podania o wędrującym po Tatrach mnichu. Po raz pierwszy nazwę Mnicha zapisał w 1721 roku Gabriel Rzączyński. Szczyt opisywany był również przez poetów (m.in. w Sobótce Seweryna Goszczyńskiego czy w wierszach Kazimierza Jaworskiego), występował też w filmach (np. Prowokator Krzysztofa Langa z 1995 r.). Wejście na Mnicha drogą Długosza i Pietscha zostało ukazane w filmie krótkometrażowym Wariant R w reżyserii Sergiusza Sprudina w marcu 1961 roku. W 2008 r. kręcone były tu zdjęcia do filmu „Deklaracja nieśmiertelności” przedstawiającego sylwetkę Piotra Korczaka, autora wielu przejść na tej górze, będącego jednym z „Kustoszy Mnicha”.

Warto zwrócić również uwagę na roślinność – w Dolinie za Mnichem występuje turzyca Lachenala i wiechlina tatrzańska – gatunki roślin Polsce występujące tylko w Tatrach na nielicznych stanowiskach, a także turzyca tęga w Tatrach występująca tylko w 4 miejscach

Idziemy dalej… po przejściu płaskiego dna Doliny za Mnichem ścieżka zaczyna piąć się ostro w górę licznymi zakosami. Górny fragment szlaku robi się skalisty, ale biorąc pod uwagę wysokość, na której już jesteśmy nie przysparza on trudności technicznych. Trzeba jedynie uważać na piargi wyścielające ścieżkę, bo na nich można łatwo pojechać.

Na zdjęciu Dolina za Mnichem widziana z Wrót Chałubińskiego, czyli spojrzenie na polską stronę 😉

Wrota Chałubińskiego są wąską przełęczą usytuowaną w głównej grani Tatr na wysokości 2022 m n.p.m. pomiędzy Kopą nad Wrotami a Szpiglasowym Wierchem. Nazwa przełęczy pochodzi od nazwiska Tytusa Chałubińskiego; lekarza, wybitnego badacza przyrody tatrzańskiej, współzałożyciela Towarzystwa Tatrzańskiego.
Z daleka przypominają wyrazisty portal, wręcz bramę, „wejście do Nieba” i wydają się być niezwykle tajemnicze… nie dziwmy się więc, że przyciągają tak wielu turystów 😉

Na zdjęciu moi synowie – dzielni zdobywcy Wrót Chałubińskiego :)

Pierwsze turystyczne wejścia letnie nie zostały odnotowane, natomiast zimą pierwsi na przełęczy byli 7 lutego 1914 r. na nartach W. Skórczewski i przewodnik Stanisław Gąsienica Byrcyn. W rejonie tej przełęczy zginęła we wrześniu 1994 roku Maria Chałubińska (z domu Berger) – żona wnuka Tytusa Chałubińskiego Stefana.

Niegdyś przez Wrota Chałubińskiego prowadził szlak z Doliny Rybiego Potoku do Doliny Piarżystej – górnego piętra Doliny Ciemnosmreczyńskiej (Temnosmrečinská dolina). Ścieżka została przebudowana w latach 1889–1890 w łatwo dostępny szlak. Na wniosek Walerego Eljasza-Radzikowskiego zmieniono nazwę przełęczy, dla uczczenia zmarłego w 1889 r. Tytusa Chałubińskiego.
Po II wojnie światowej zlikwidowano szlak po słowackiej stronie (Dolina Piarżysta jest rezerwatem przyrody, szlak prowadzi tylko do Ciemnosmreczyńskiego Stawu). Po stronie polskiej Wrota Chałubińskiego dostępne są znakowanym szlakiem znad Morskiego Oka przez Dolinę za Mnichem. Szlak ten po wielu latach zamknięcia został otwarty w 1972 r., a w 1996 r. został wyremontowany. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Panorama z Wrót Chałubińskiego nie jest może bardzo rozległa, ale moim zdaniem niezwykle interesująca. Szczególnie pięknie prezentuje się stąd Wyżni  Ciemnosmreczyński Staw po słowackiej stronie. Nad Doliną Ciemnosmreczyńską można podziwiać grań Koprowego Wierchu (tzw. Pośredni Wierszyk), Grań Hrubego powyżej oraz Kopy Liptowskie i Tatry Zachodnie w oddali :) Szkoda, że istniejący kiedyś szlak na słowacką stronę po II wojnie światowej został zlikwidowany :(

Zadowoleni ze zdobycia Wrót Chałubińskiego schodzimy już w dół :)

Skały opowiadają tu o tym jak ludzie przezwyciężają własne słabości i lęki, jak  przekraczają granice wytrzymałości, bólu oraz zmęczenia… Nagrodą jest wolność, którą, tak naprawdę można poczuć tylko tutaj – w uśpionych górską ciszą Tatrach :)

Ponownie wędrujemy przez cudną Dolinę za Mnichem :)

„Góry mają swoją filozofię, w górach „wysoki” nie zawsze znaczy „trudny (…)”. Góry są tajemnicą. Stanowią wielkie misterium. Z jednej strony pasjonują i pociągają, z drugiej – wywołują lęk i budzą trwogę.” (ks. Roman Twardowski)

24 lutego 2013 r. ze zboczy szczytu Miedziane (2233 m n.p.m.) do Doliny za Mnichem zeszła lawina. W tym rejonie znajdowało się wówczas pięć osób – dwie z nich samodzielnie wydostały się spod śniegu i zawiadomiły o wypadku centralę TOPR, które przeprowadziło natychmiastową akcję ratunkową. W wyniku zdarzenia śmierć na miejscu poniosła jedna osoba, druga w stanie ciężkim została przetransportowana helikopterem do szpitala w Zakopanem :(

Pięknie było w Dolinie za Mnichem oraz na Wrotach Chałubińskiego i mam nadzieję, że udowodniłam to :)

Trasę można by jeszcze wydłużyć i uatrakcyjnić wracając do Polany Palenica przez Szpiglasową Przełęcz, Dolinę Pięciu Stawów Polskich oraz Doliną Roztoki. My jednak ze względów czasowych i dlatego, że nie lubimy biegać po górach zaliczając w ekspresowym tempie kolejne szczyty, tylko chodzimy delektując się ich pięknem, wracaliśmy „ceprostradą” jeszcze raz tego dnia ciesząc oczy wspaniałym widokiem Morskiego Oka :)

Pogodne ,ciche jak duch, co tonąc w marzeniu
leci w sfery spokojne, burzliwe ominie:
lśni jezioro zamknięte w granitów kotlinie,
jak błyszczący dyjament w stalowym pierścieniu.

Słońce nad obłokami po nieba sklepieniu
jak orzeł nad żurawi lotnym stadem płynie;
granity się malują w przejrzystej głębinie,
niby obraz przeszłości odbity w wspomnieniu.

Widziałem to jezioro, gdy po nieba sklepie
wicher gnał czarne chmury, wyjąc w skalnej głuszy,
podobny lwu, co ściga bawoły po stepie:

skrami spod kopyt błyski z chmur wylatywały,
grzmot zdał się rykiem. Woda bijąca o skały
była jak duch, co więzy targa, a nie ruszy.
( Kazimierz Przerwa-Tetmajer )

I ostatnie spojrzenie na taflę Morskiego Oka, jako zakończenie spokojnej wędrówki, bo podążanie „asfaltówką”, w tłumie do Polany Palenica do spokojnej wędrówki już nie należało, zresztą pewnie niejeden z Was doskonale wie, jak to wygląda w sezonie wakacyjnym 😉

Podsumowując trasa:
Polana Palenica – Dolina Rybiego Potoku – Morskie Oko – Dolina za Mnichem – Wrota Chałubińskiego (2022 m n.p.m.) – Dolina za Mnichem – Morskie Oko – Dolina Rybiego Potoku – Polana Palenica

Niedawno powitaliśmy Nowy Rok 2017!!!

Mój cel – BYĆ SZCZĘŚLIWĄ !!!!!!!
Środki wiodące do celu: uśmiechać się do siebie samej, kiedy rano staję przed lustrem; skupić się na tym, co mi wychodzi i sprawia radość, a przestać zamartwiać tym, co nie wyszło; dostrzegać drobiazgi, które życie rzuca pod nogi, a nie być zbyt skupioną na sobie; przestać narzekać, bo to i tak niczego nie zmieni, a jedynie tylko dolewa goryczy do życia, które i tak jest słodko-gorzkie; zacząć rozpieszczać siebie i dlatego od czasu do czasu kupić sobie prezent bez okazji; nadal rozwijać turystyczno-fotograficzną pasję i zwiedzać, jak najwięcej zwiedzać… 😉

POZDRAWIAM i w Nowym Roku zdrówka, szczęścia i pomyślnej realizacji wytyczonych celów Wszystkim zaglądającym tu do mnie osobom życzę :)