232. Dolina Młynicka (słow. Mlynická dolina) – Bystra Ławka (słow. Bystrá lávka) – Dolina Furkotna (słow. Furkotská dolina)

Witam serdecznie :)
Kolejnego dnia wstaliśmy wcześnie rano i powróciliśmy do wędrowania tatrzańskimi szlakami :) Polskę opuściliśmy przejściem granicznym w Jurgowie i przejeżdżając przez Zdiar, Tatrzańską Kotlinę, Tatrzańską Łomnicę i Stary Smokowiec, dojechaliśmy do Szczyrbskiego Jeziora (słow. Štrbské Pleso). Było wcześnie rano, więc z zaparkowaniem nie mieliśmy żadnego problemu :)

Szczyrbskie Jezioro (słow. Štrbské Pleso) jako kurort i ośrodek sportów zimowych cieszy się dużą popularnością. Niektórzy przyjeżdżają by pospacerować po osadzie, obejść wkoło jezioro, zobaczyć skocznie narciarskie i widok Tatr z miejscowości, a od niedawna również z wieży widokowej i posilić się w restauracji lub kawiarni. Dla innych turystów Szczyrbskie Jezioro (Štrbské Pleso) jest punktem wypadowym w góry :)

Szczyrbskie Jezioro (słow. Štrbské Pleso) już kilka razy gościło na moim blogu, bo też lubimy tam jeździć by pospacerować, ale przede wszystkim traktujemy je jako bazę wypadową w wyższe partie gór :)

O poprzednich wizytach można poczytać w moich archiwalnych wpisach :)
199. Szczyrbskie Jezioro (słow. Štrbské Pleso)
187. Skrajne Solisko (słow. Predné Solisko, 2117 m n.p.m.)
87. Na tatrzańskim szlaku … Predné Solisko

Tym razem w planach była bardzo ciekawa pętelka – Szczyrbskie Jezioro (słow. Štrbské Pleso) – Dolina Młynicka (słow. Mlynická dolina) – Bystra Ławka (słow. Bystrá lávka) – Dolina Furkotna (słow. Furkotská dolina) – Schronisko pod Soliskiem (słow. Chaty pod Soliskom) – Szczyrbskie Jezioro (słow. Štrbské Pleso) :)

Po zaparkowaniu odnaleźliśmy początek szlaku żółtego, który rozpoczyna się przy południowym brzegu Szczyrbskiego Jeziora i wiedzie początkowo wzdłuż głównej asfaltowej drogi, która prowadzi do skrajnie na północ wysuniętego punktu miasteczka. Idąc mijaliśmy skocznie narciarskie i wyciąg krzesełkowy na Solisko. Wkrótce cywilizacja się skończyła – weszliśmy do wylotu Doliny Młynickiej (słow. Mlynická dolina) :)

Dolina Młynicka (słow. Mlynická dolina) należy do większych dolin tatrzańskich, jej długość to ok. 6,0 km, a powierzchnia ok. 5,8 km². Przez dolinę płynie potok Młynica (Mlynica, Mlynický potok), dopływ Popradu. W dolinie znajduje się też kilka stawów, które idąc dalej mogliśmy podziwiać :)

Dolina Młynicka (słow. Mlynická dolina) leży między Granią Soliska, a Granią Baszt. Dolny odcinek jest zalesiony, a wyżej rośnie kosodrzewina. Początkowo szlak biegnie w bliskiej odległości od wyciągu krzesełkowego na Solisko, a ponieważ wznosił się łagodnie, to wędrówka nie męczyła nas :)

Na wprost, w oddali, widać Szczyrbski Szczyt (2381 m n.p.m.), przypominający swoim kształtem piramidę, zamykającą dolinę od północy.

Po około 1,5 godziny dotarliśmy pod wodospad „Skok” :)

Wodospad Skok (słow. vodopád Skok) znajduje się powyżej równi Pośrednia Polana, a poniżej Zadniej Polany. Nazwa wodospadu pochodzi od słowa „skok”, które w języku słowackim i w gwarze podhalańskiej oznacza wodospad, w językach południowosłowiańskich próg skalny, uskok, spiętrzenie. Znajduje się on na wysokim progu skalnym przegradzającym środkową część tej doliny. Ma wysokość około 25 m. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org)

W pobliżu wodospadu stoi tablica informująca, że dalszy odcinek szlaku jest zamykany na sezon zimowy, podobnie jak inne szlaki wysokogórskie po słowackiej stronie Tatr.

Próg skalny, z którego opada kaskada Skoku, pokonujemy po lewej stronie wodospadu. W najbardziej stromym miejscu pomocą służy ciąg łańcuchów. I gdy jest mokro, ślisko, to na pewno przydają się :)

Po wyjściu na próg dotarliśmy do wyższego piętra Doliny Młynickiej (słow. Mlynická dolina). Tuż za progiem, na wysokości 1801 m n.p.m. leży Staw nad Skokiem. Wypływający z niego strumień zasila wodospad :)

Według pomiarów Józefa Szaflarskiego z 1935 staw miał powierzchnię 0,775 ha, rozmiary 160 × 78 m i głębokość 2,3 m, według pomiarów pracowników TANAP-u z lat 60. XX w. powierzchnia stawu wynosiła 0,735 ha, wymiary 158 × 80 m, głębokość ok. 1,2 m. Staw coraz bardziej się zmniejsza, ponieważ wypływający z niego potok rozcina jego próg. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org)

Porównując krajobraz przed progiem skalnym i po wejściu na niego, widać sporą różnicę. Patrząc w dół doliny widzimy gęstą kosodrzewinę i w oddali drzewa, a teraz głównie trawę i rzadkie pola kosodrzewiny :)

Po krótkim postoju ruszyliśmy w dalszą drogę, staw obchodząc lewą stroną.
Przez dłuższy czas szlak biegnie łagodnie, wygodną ścieżką wśród traw, piarżysk i zanikającej kosodrzewiny :)

Grań Baszt, Szczyrbski Szczyt – widoki zachwycające :)

Idąc mijamy miejsce katastrofy śmigłowca Mi-8, do której doszło 25 czerwca 1979 r. na terenie Doliny Młynickiej (słow. Mlynická dolina) :(

W tym dniu ok. 14.35 ratownicy Horskéj služby TANAP-u zostali wezwani do rannej turystki z NRD, która w trakcie przejścia przez Bystry Przechód po stronie Doliny Młynickiej poślizgnęła się na śniegu i poraniła. Do akcji zadysponowano śmigłowiec Mi-8, którym z heliportu w Dolnym Smokowcu wraz z 3-osobową załogą poleciało sześciu ratowników górskich – w większości wybitnych wspinaczy, którzy zaledwie kilka dni wcześniej wrócili z wyprawy w Himalaje. Podczas wypatrywania położenia rannej turystki, około godziny 15.35 w rejonie południowych stoków Szczyrbskiego Szczytu, wydarzył się wypadek: duży i ciężki śmigłowiec, operując w wąskiej dolinie, dostał się w prądy powietrzne wywołane różnicami temperatur między nagrzanymi skałami a zacienionymi fragmentami terenu, uderzył w skały i spadł na ścieżkę poniżej progu Capiego Stawu. Tu nastąpił wybuch i pożar.(Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org)

Smutny widok… idziemy dalej, a im wyżej, tym krajobraz bardziej skalisty.

Ścieżka wznosi się przez piarżyska pod kolejny próg doliny. Po prawej stronie mijamy niewidoczne ze szlaku Kozie Stawy, które leżą u podnóża Szatana (2422 m n.p.m.)

Wkrótce docieramy do najwyższego piętra Doliny Młynickiej.
Dno misy kotła polodowcowego wypełnia Capi Staw (słow. Capie pleso) :)

Capi Staw (słow. Capie pleso) znajduje się w Capim Kotle, jednym z dwóch cyrków lodowcowych w najwyższym piętrze tej doliny. Wypełnia typową misę polodowcową, a jego otoczenie to surowy, polodowcowy krajobraz. Znajduje się na wysokości 2072 m n.p.m. Według pomiarów Józefa Szaflarskiego z 1993 r. miał powierzchnię 2,426 ha, głębokość ok. 16,8 m i rozmiary 224 × 152 m, według pomiarów pracowników TANAP-u z lat 1961-67 miał powierzchnię 3,054 ha, głębokość 17,5 m i rozmiary 246 × 175 m. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org)

Jest to największy staw w Dolinie Młynickiej (słow. Mlynická dolina) :)

Powyżej Capiego Stawu (słow. Capie pleso) znajduje się jeszcze jeden, znacznie mniejszy zbiornik – Kolisty Staw. Nierzadko do późnego lata można obserwować krę pływającą po jego powierzchni.

Nad Capim Stawem (słow. Capie pleso) zrobiliśmy sobie dłuższy regenerujący odpoczynek… i w tym miejscu rozdzieliliśmy się, ja ze względów zdrowotnych zostałam nad Capim Stawem i powoli powtarzając trasę schodziłam już samotnie Doliną Młynicką (słow. Mlynická dolina), a Panowie dzielnie powędrowali dalej szlakiem żółtym :)

Dysponując ich zdjęciami i opisem wędrówki oraz moimi wspomnieniami sprzed 20 lat opisuję ciąg dalszy tego szlaku :) Moje wspomnienia dotyczą bardziej widoków, niż przebiegu szlaku, bo on w szczytowym punkcie uległ zmianie :)

Idąc dalej żółtym szlakiem w kierunku Bystrej Ławki (słow. Bystrá lávka) obchodzi się staw od południowej strony. Szlak mocno pnie się pod górę. Widać z niego w całej okazałości Capi Staw (słow. Capie pleso), a także Kolisty Staw. Pod samą przełęczą trzeba się trochę pogimnastykować i pokonać kominek ubezpieczony łańcuchem :)

Bystra Ławka (słow. Bystrá lávka) położona jest na wysokości 2315 m n.p.m.
Stanowi najniższy punkt grani pomiędzy Furkotem (Furkotský štít) a Wielkim Soliskiem (słow. Veľké Solisko) – najwyższym szczytem Grani Soliska.

Bystra Ławka (słow. Bystrá lávka) oddziela od siebie dwie grupy turni: Bystre Czuby i Bystre Turniczki, a dokładnie wierzchołki Skrajnej Bystrej Czuby (Predný bystrý hrb) na północnym zachodzie i Wielkiej Bystrej Turniczki (Veľká bystrá vežička) na południowym wschodzie.

Bystra Ławka (słow. Bystrá lávka) jest wąską szczeliną i przy większym natężeniu ruchu nie ma możliwości by tam przysiąść. By nie blokować ruchu zalecane jest też wchodzenie od strony Doliny Młynickiej (słow. Mlynická dolina), a schodzenie do Doliny Furkotnej (słow. Furkotská dolina) :)

Zejście z Bystrej Ławki (słow. Bystrá lávka) w kierunku Doliny Furkotnej (słow. Furkotská dolina) jest strome, prowadzi zakosami po niezbyt stabilnym i osuwającym się podłożu, ale dla bezpieczeństwa szlak na najtrudniejszym odcinku ubezpieczony jest łańcuchami. Niżej idzie się już wygodniej :)

Pięknie jest w Dolinie Furkotnej (słow. Furkotská dolina) :)

Wyżni Wielki Furkotny Staw (słow. Vyšné Wahlenbergovo pleso) wspaniale wygląda z Bystrej Ławki (słow. Bystrá lávka), a idąc dalej szlakiem żółtym obchodzi się go od zachodniej i południowej strony :)

Szlak biegnie też obok Niżniego Wielkiego Furkotnego Stawu (słow. Nižné Wahlenbergovo pleso). Po 1,5 godzinie dochodzi się do Rozdroża pod Soliskiem. W tym miejscu Moi Panowie odbili w szlak niebieski i po kolejnych 15 minutach dotarli do Schroniska na Solisku, zwanego też Schroniskiem pod Soliskiem (słow. chata pod Soliskom).

Schronisko położone na wysokości 1840 m n.p.m. na zboczach Skrajnego Soliska (Predné Solisko) w Tatrach Wysokich na Słowacji. Schronisko zostało oddane do użytku w 1944 r. W 2003 r. na miejscu starego schroniska powstało nowe, większe, dysponujące dzisiaj 9 miejscami noclegowymi. Chatarem schroniska jest Milan Štefánik. Do położonego w słowackiej części Tatr schroniska prowadzi nowoczesny wyciąg krzesełkowy ze Szczyrbskiego Jeziora (Štrbské Pleso). .(Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org)

Ostatnim etapem wędrówki było godzinne zejście do Szczyrbskiego Jeziora (słow. Štrbské Pleso). I gdy syn z mężem dzielnie pokonywali tą malowniczą pętelkę, ja powoli schodziłam Doliną Młynicką :) Spotkaliśmy się dopiero na parkingu :)

Podsumowując trasa:
Szczyrbskie Jezioro (słow. Štrbské Pleso) – Dolina Młynicka (słow. Mlynická dolina) – Bystra Ławka (słow. Bystrá lávka) – Dolina Furkotna (słow. Furkotská dolina) – Schronisko pod Soliskiem (słow. Chaty pod Soliskom) – Szczyrbskie Jezioro (słow. Štrbské Pleso)

To był wspaniale spędzony dzień :) Moi Panowie, ambitnie, przeszli piękną, malowniczą i ciekawą trasę, a ja spokojniej, wolniej i zdecydowanie mniej ambitnie, po delektowałam się pięknem tatrzańskiej przyrody :)

Pozdrawiam i zachęcam do wiosennego spacerowania :) :) :)

231. Koszyce (słow. Košice) i Jaskinia Jasowska (słow. Jasovská jaskyňa)

Witam serdecznie :) :) :)
Kolejny dzień wyjazdu należał do tych „odpoczynkowych” i został zaplanowany już pierwszego dnia, zaraz po odwiedzeniu Zakopanego. Spacerując po Krupówkach, zdecydowaliśmy się odwiedzić jedno z biur podróży i zakupić jednodniową wycieczkę do Koszyc (słow. i cz. Košice). Już od dawna chcieliśmy zwiedzić to miasto, a jechać tam samodzielnie samochodem, zwiedzać miasto, a następnie wracać przez zmrokiem wydawało nam się gorszą opcją, niż zapłacenie za dojazd i organizację. No cóż, na starość robimy się coraz bardziej wygodni :)

W dniu wyjazdu pospaliśmy dłużej, zjedliśmy śniadanie i spacerkiem doszliśmy do ronda w Bukowinie Tatrzańskiej. Autokar startował w Zakopanem, ale dla nas mieszkających w Bukownie Tatrzańskiej (na trasie przejazdu) wygodniej było wsiąść po drodze. Umówiliśmy się więc telefonicznie z pilotem wycieczki, że zabierze nas z Bukowiny i w drodze powrotnej wysadzi.

W planie wycieczki najpierw było zwiedzanie Jaskini Jasowskiej, a następnie Koszyc. Po drodze uregulowaliśmy wszystkie dodatkowe opłaty za wstępy (by później móc już sprawnie zwiedzać), zrobiliśmy sobie postój na kawę, toaletę i rozprostowanie nóg. Pilot bardzo ciekawie opowiadał o wszystkich mijanych miejscach, więc droga szybko mijała.

Po przejechaniu Koszyc dotarliśmy do Jaskini Jasowskiej (słow. Jasovská jaskyňa) :)

Jaskinia Jasowska (słow. Jasovská jaskyňa) to jaskinia krasowa na pograniczu północno-wschodniego skraju Krasu Słowacko-Węgierskiego i Kotliny Koszyckiej na Słowacji. Leży na terenie wsi Jasov (tuż na południe od centrum jej zabudowy) w powiecie Koszyce-okolice w kraju koszyckim.
Jaskinia Jasowska należy do najbardziej znanych jaskiń Parku Narodowego Kras Słowacki. Słynna jest głównie z bogatej szaty naciekowej, interesującej rzeźby i genezy podziemnych sal i korytarzy, a także z występowania wielu gatunków nietoperzy, cennych znalezisk archeologicznych oraz z bogatej historii. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org)

Jaskinia powstała na pięciu poziomach, w środkowotriasowych szarych dolomitach oraz jasnych wapieniach i dolomitach typu Steinalm, których wiek szacuje się na 220 milionów lat. Wnętrze odkrytej w XII wieku jaskini zdobią pagodowe stalagmity, kolumny naciekowe, kalcytowe wodospady, tarcze, bębny oraz stalaktyty rurkowe. Temperatura w jaskini waha się w granicach od 8,8 do 9,4 °C.
W jaskini znajdowano liczne szczątki zwierząt dawniej ją zamieszkujących, jak kości niedźwiedzia jaskiniowego (Ursus spelaeus) i hieny jaskiniowej (Crocuta spelaea). Obecnie jaskinia jest znanym stanowiskiem występowania nietoperzy. Stwierdzono w niej obecność 19 gatunków nietoperzy (z 24 gatunków występujących na Słowacji), przebywających tam głównie zimą. Najczęściej występują podkowiec duży i podkowiec mały. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org)

Jaskinia jest czynna od 1 kwietnia do 31 października. Dla turystów udostępniono odcinek korytarzy o długości 550. Długość trasy zwiedzania (w formie pętli) wynosi 720 m, czas zwiedzania ok. 45 min.
Ponieważ nie zdecydowałam się na dodatkowe opłacenie fotografowania w środku (7 € ), to mogę jedynie pokazać jak wygląda pawilon wejściowy, opowiedzieć o tym miejscu i zachęcić do jego odwiedzenia :) Jaskinia Jasowska należy do najmniej licznie odwiedzanych słowackich jaskiń, więc tym bardziej cieszę się, że miałam możliwość zwiedzić ją :)

Po dotarciu do Koszyc (słow. Košice), zaparkowaliśmy w pobliżu Mostu Zakochanych i rozpoczęliśmy zwiedzanie miasta z naszym pilotem-przewodnikiem :)

Koszyce (słow. Košice) leżą w Kotlinie Koszyckiej (Košická kotlina) nad rzeką Hornad. Od strony wschodniej miasto ograniczają Góry Tokajsko-Slańskie (Slanské vrchy), a od strony zachodniej – Góry Wołowskie. Położone są w historycznym regionie Abov.

Koszyce (słow. Košice) to drugie co do wielkości miasto Słowacji pod względem liczby ludności i trzecie – po Bratysławie i Wysokich Tatrach (Vysoké Tatry) – pod względem powierzchni oraz największe miasto wschodniej Słowacji. Koszyce (słow. Košice) to siedziba władz kraju koszyckiego (Košický kraj) i powiatu Koszyce-okolice (Košice-okolie), a także centralny ośrodek metropolitalny aglomeracji koszycko-preszowskiej (Košicko-prešovská aglomerácia). Stanowią one również centrum kulturowe, edukacyjne, rekreacyjno-turystyczne, gospodarcze.

W ciągu kilku godzin oczywiście nie da się zwiedzić całego miasta, ale można poczuć jego klimat i zobaczyć chociaż kilka najważniejszych zabytków i obiektów :)

Poniżej widzimy Pałac Jakaba (Jakabov palác) z 1899 r. :) Pałac wzniesiono z materiałów porzuconych po remoncie katedry. W 1945 r. przez dwa miesiące była to nawet siedziba prezydenta Czechosłowacji.

Najważniejszym zabytkiem miasta jest katedra pw. św. Elżbiety :)
Stoi ona przy reprezentacyjnej Hlavná námesti, dominuje nad miastem i jest największą świątynią katolicką na Słowacji :) Wooow :)

Świątynia wzniesiona została w latach 1378-1508 w stylu późnogotyckim w miejscu wcześniejszego kościoła parafialnego, który spłonął w pożarze w 1370 roku. Katedra koszycka często ponosiła uszczerbek wskutek katastrof, dlatego też w swej historii przechodziła liczne odbudowy. Najważniejsze prace renowacyjne przeprowadzono w latach 1877-1896. Podczas tych prac kościół przebudowano, próbując powrócić do pierwotnego pięcionawowego planu, wg projektu Imre Steindla i konsultacji Friedricha von Schmidta. W tym czasie została zburzona kaplica św. Józefa. W końcowym etapie przebudowy, poniżej północnej nawy wybudowano kryptę, gdzie w 1906 roku pochowano szczątki Franciszka II Rakoczego oraz jego towarzyszy z Turcji. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org)

Koszycka katedra jest budowlą gotycką, złożoną z pięcionawowego korpusu bazylikowego z transeptem oraz z prezbiterium zamkniętego pięciobocznie. Korpus poprzedza od zachodu potężna fasada, zwieńczona w środkowej części trójkątnym szczytem, ujętym po bokach dwiema wieżami. Wyższa wieża północna nakryta jest barokowym hełmem, niższą wieże południową nakrywa dach namiotowy. Prezbiterium, nawę główną i transept nakrywają dachy dwuspadowe z wieżyczką na sygnaturkę na skrzyżowaniu naw, zaś nawy boczne nakryte są dachami pulpitowymi. Ściany katedry na zewnątrz opięte są uskokowymi przyporami, które zwieńczone są pinaklami. Do wnętrza prowadzi kilka gotyckich portali, z których najcenniejszy jest północny, ozdobiony płaskorzeźbami Sądu Ostatecznego, Żywotu św. Elżbiety i Ukrzyżowania. Interesujące są też portale od zachodu i południa Równie duże wrażenie robi przestronne wnętrze katedry, nakryte sklepieniami gwiaździstymi, wspartymi na masywnych filarach. Arkady międzynawowe, podobnie jak łuk tęczy są ostrołukowe. (Źródło informacji: https://www.zabytkowekoscioly.net )

Z zewnątrz katedra robi wrażenie, ale warto też wejść do środka i zobaczyć jej wnętrze – niezwykle cenne pod względem artystycznym i historycznym :)

Do najwspanialszych zabytków świątyni należy ołtarz główny św. Elżbiety oraz podwieszona pod sklepieniem statua Maryi Niepokalanie Poczętej, późnogotycki ołtarz Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny, epitafium rodziny Reinerów, drewniana rzeźba Matki Boskiej, fragmenty fresków wyobrażających Ostatnią Wieczerzę, ołtarz św. Antoniego, fresk przedstawiający Zmartwychwstanie, brązowa chrzcielnica, ołtarz z wizerunkiem św. Anny, gotycka kalwaria, lampion króla Macieja, drewniane polichromowane posągi, ołtarz Pokłonu Trzech Króli, neogotycki kamienny pulpit. Najcenniejsze dzieła oraz relikwie strzeżone są w skarbcu. (Źródło informacji: https://www.zabytkowekoscioly.net )

Warto też dodać, że w kościele tym znajduje się krypta Franciszka II Rakoczego. Był on największym węgierskim magnatem początku XVIII w., w latach 1703-1711 przywódcą wielkiego powstania antyhabsburskiego na Węgrzech (tzw. powstanie Rakoczego), a od 1704 do 1711 r. księciem Siedmiogrodu.

Poniżej widzimy ołtarz główny św. Elżbiety oraz wejście do krypty.

Po zobaczeniu wnętrza z dołu, zobaczyliśmy też wnętrze katedry z góry :)

A ponieważ schody jeszcze nas nie zmęczyły, to weszliśmy i na wieżę widokową Zygmunta :)

Po pokonaniu 160 krętych i wąskich schodków – nagroda – rozległy i piękny widok na miasto :)

Można było pozachwycać się, a także lepiej poznać topografię Koszyc :)

Zaprezentowałam już katedrę i pokazałam widok z wieży katedralnej :)

W skład zespołu katedralnego oprócz katedry, wchodzą również dwie sąsiednie budowle, a mianowicie gotycka kaplica św. Michała z XIV w., zbudowana jako kostnica na ówczesnym cmentarzu oraz XIV-wieczna wieża św. Urbana, pełniąca dawniej funkcję dzwonnicy.

Poniżej katedra wraz kaplicą św. Michała :)

Kościół św. Michała (słow. Kostol sv. Michala), do 2006 zwany kaplicą św. Michała (słow. Kaplnka sv. Michala), to dawna gotycka kaplica cmentarna :)

Świątynię wzniesiono prawdopodobnie w XIV wieku, za panowania Andegawenów, jako kaplicę cmentarną poświęconą św. Michałowi, patronowi zmarłych. Jej górny poziom służył jako kostnica, a dolny jako ossuarium. W następnych latach służyła ona miejscowej ludności słowiańskiej, w przeciwieństwie do katedry, którą użytkowali Niemcy i Węgrzy. W 1771 ze względów sanitarnych zakazano chowania ciał na cmentarzach w centrum miasta oraz zmieniono standardy użytkowania ossuariów, tym samym w roku 1778 przebudowano dolny poziom. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org)

Wieża Urbana (słow. Urbanova veža) to gotycka kampanila pokryta czterospadowym dachem. Wzniesiona w XIV wieku pełniła funkcję wolnostojącej dzwonnicy dla Katedry św. Elżbiety.

Dach został skonstruowany w 1775 roku w stylu barokowym; jest zwieńczony żelaznym krzyżem lotaryńskim. W 1912 roku wokół wieży wybudowano arkadowy pasaż. W ściany zewnętrzne budowli wmurowano 36 nagrobków pochodzących głównie z XIV-XV wieku. Jeden z nich datowany jest na IV wiek, przypisuje mu się pochodzenie z czasów Cesarstwa Rzymskiego. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org)

W 1966 r. w pożarze spłonął dach wieży, zaś zabytkowy dzwon „Urban” został zniszczony. Zrekonstruowaną budowlę otwarto ponownie w 1971 r. W 1994 r. wieża wróciła w posiadanie pierwotnego właściciela, tj. Kościoła. Poskładany z kawałków dzwon „Urban” w 1989 r. umieszczono przed wieżą. Jego funkcjonalną kopię, wykonaną przez pracowników koszyckiej huty (wówczas Východoslovenské železiarné) jako dar miasta Koszyce, zawieszono w 1996 r. w środku kampanili. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org)

Kolejnym punktem zwiedzania w Koszycach była tzw. Dolna Brama :)

Dolna Brama w Koszycach jest obszarem o wartości historycznej i archeologicznej. W tym miejscu utworzono małe muzeum archeologii, które można zwiedzać i w którym można oglądać oryginalne fortyfikacje miasta.

Moją uwagę przyciągają makiety i tak też było podczas zwiedzania tego muzeum :)

O licznych zmianach, toczonych bitwach i pożarach, jakie nawiedziły Koszyce dowiedzieliśmy się z interaktywnych wyświetlanych plansz :)

Dolna Brama (dawne wejście do miasta) oprócz tego, że ma wartość historyczną i archeologiczną, jest też miejscem wielu ciekawych wydarzeń, między innymi wrześniowego Święta Wina.

Po opuszczeniu podziemi powróciliśmy na ulicę Hlavną (Główną) :)

Poniżej Herb Koszyc, który postawiono niedaleko katedry pw. św. Elżbiety. Warto zwrócić uwagę na połowę polskiego orła, który został dodany tutaj przez Władysława II Jagiellończyka (był to król Czech i syn króla Polski, Kazimierza IV Jagiellończyka).

Ulica Hlavna (Główna) jest deptakiem bez ruchu samochodowego. Dzisiaj w wielu miastach tak jest, ale w czasach gdy Rudolf Szuster wymyślił sobie i wprowadził taką zmianę w Koszycach, było to coś niespotykanego i innowacyjnego :)

Na ulicy Hlavnej znajduje się mnóstwo zabytków i wiele ciekawych kamienic: renesansowych, gotyckich i secesyjnych.

Na kolejnym zdjęciu gmach Teatru Narodowego :)

Poniżej na pierwszym planie przed teatrem śpiewająca fontanna :)
Woda tryska tu w rytm muzyki, a wieczorem dołączają do tego efekty świetlne :)

Przed teatrem fontanna, a za teatrem kolumna – Immaculata. To słup morowy z XVIII wieku – wzniesiony w podzięce Matce Bożej za pomoc w walce z epidemiami. Prawdopodobnie znajdują się w nim szczątki świętego Walentego.

Budynek w tle za kolumną morową to Pałac Andrássyego :)
Pochodzi z końca XIX wieku, łączy elementy neorenesansu i neobaroku.
Początkowo pełnił funkcję reprezentacyjnej rezydencji znamienitego rodu Andrássy, a dziś dzięki bogatym zdobieniom zachwyca i przywołuje złoty wiek Koszyc :)

W pobliżu Pałacu Andrássyego znajduje się kanał – artefakt pokazujący, że kiedyś przez środek miasta płynął strumyk :)

Oprócz pięknych, kolorowych i zabytkowych kamienic na ulicy tej znajdują się też obiekty sakralne.

Poniżej widzimy Kościół Jezuitów :)

Niedaleko stoi kościół Św. Antoniego z Padwy, będący drugim najstarszym kościołem w mieście.


Spacerując i oglądając architekturę zwracam też uwagę na detale i tablice pamiątkowe i w oko wpadła mi taka oto tablica upamiętniająca wizytę papieża Jana Pawła II na Słowacji 2 lipca 1995 roku :)

Po wspólnym zwiedzaniu dostaliśmy 2 godziny czasu wolnego :) Można było pójść do jednej z licznych restauracji lub kawiarni by coś zjeść, kupić pamiątki lub jeszcze raz już samodzielnie pospacerować ulicą Hlavną. Nam udało się zrealizować ten plan w 100 % :)

Nie pokazałam na zdjęciach, ale polecam zobaczyć też Muzeum Wschodniej Słowacji z Koszyckim Złotym Skarbem (Košický zlatý poklad), Pałac Rakoczego, w którym mieści się Muzeum Techniki z mnóstwem eksponatów z różnych dziedzin, synagogę oraz przespacerować się też innymi uliczkami np. ulicą Rzemiosł (Hrnčiarska). Mnie Koszyce oczarowały i z wielką przyjemnością pojechałabym tam jeszcze raz, by pospacerować Ulicą Hlavną (Główna) i zwiedzić te wszystkie atrakcje miasta, których tego dnia nie zwiedzaliśmy. W mieście tak bogatym w zabytki i tak atrakcyjnym turystycznie nie da się wszystkiego zobaczyć w ciągu kilku godzin.

Z wycieczki wracaliśmy bardzo zadowoleni – pogoda dopisała, zobaczyliśmy mnóstwo pięknych i ciekawych zabytków, zwiedzanie przebiegało sprawnie i na dodatek mieliśmy jeszcze możliwość dwukrotnie przejeżdżać Tunelem Branisko (4 975 m). Jeszcze niedawno napisałabym, że najdłuższym tunelem drogowym na Słowacji, ale 22 grudnia 2025 roku otwarto tunel Višňovétunel Višňové i teraz on jest rekordzistą (7445 metrów, a według niektórych źródeł ok. 7500 m).

Pozdrawiam serdecznie :) :) :)
I zachęcam do czytania kolejnych wpisów :)

230. Dolina Żarska (słow. Žiarska dolina) – Rohacz Płaczliwy (słow. Plačlivé, Plačlivô, 2125 m n.p.m.)

Witam po dwumiesięcznej przerwie spowodowanej totalnym brakiem czasu na blogowanie :) Z wielką przyjemnością powracam, by opisać kolejny dzień zeszłorocznej „tatrzańskiej wyprawy”. Coś nowego i coś starego dla przypomnienia i powspominania – tak mogłabym już na wstępie podsumować ten dzień :)

Zapowiadała się długa trasa do przejścia i prawie dwugodzinny dojazd samochodem, więc wstaliśmy wcześnie rano. Pojedzeni i spakowani pojechaliśmy na Słowację, do wsi Žiar (8 km na północ od Liptowskiego Mikułasza), a właściwie to jeszcze dalej, bo aż do parkingu u wylotu Doliny Żarskiej (słow. Žiarska dolina) :)

Poprzednim razem naszym celem po przejściu doliny był Baraniec (słow. Baranec, 2182 m n.p.m.), a teraz chcieliśmy zdobyć od tej strony Rohacz Płaczliwy (słow. Plačlivé, Plačlivô, 2125 m n.p.m.) i przy okazji przypomnieć sobie widoki z tej części słowackich Tatr Zachodnich :)

Dolina Żarska (słow. Žiarska dolina) ma 17,5 km² powierzchni i 7 km długości i jest jedną z najmniejszych walnych dolin tatrzańskich. Dolina ta sięga po szczyty grani głównej od Banówki poprzez Hrubą Kopę, Trzy Kopy po Rohacz Płaczliwy. Jej orograficznie prawe obramowanie stanowi grań Rosochy, lewe grań Barańców i Gołego Wierchu.

Dnem doliny spływa potok Smreczanka (dopływ Wagu) :)

W dolinie prowadzono kiedyś prace górnicze. Ich pozostałością jest dobrze zachowana kopalnia rud powyżej wylotu doliny, Niedźwiedzia Sztolnia, jedyna w całych Tatrach zachowana w całości. Jej korytarze wykuto w łupkach chlorytowo-amfibolowych, prawdopodobnie wydobywano w niej złotonośny piryt. Nie wiadomo, kiedy trwały prace wydobywcze, w kopalni jest wyryta data 1832. Od kwietnia 2012 r. sztolnia udostępniona jest do zwiedzania. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Od wylotu Doliny Żarskiej wzdłuż Smreczanki do Schroniska Żarskiego (słow. Žiarska chata) wędrowaliśmy szlakiem niebieskim.

Po 1:30 h dotarliśmy do Schroniska Żarskiego (słow. Žiarska chata), które znajduje się w środkowej części Doliny Żarskiej (słow. Žiarska dolina), na wysokości 1280 m n.p.m.

W schronisku znajdziemy ponad 65 miejsc noclegowych. 40 w pokojach i apartamentach 2 i 4osobowych. Pozostałe miejsca znajdują się na poddaszu dla osób z własnym śpiworem. Schronisko dysponuje jadalnią, bufetem, oświetleniem elektrycznym.

Historia Żarskiej Chaty sięga 1937 roku, kiedy rozpoczęto jej budowę. Po dwóch latach pracy budynek ukończono i oddano do użytku z 50 miejscami noclegowymi, umywalnią i oświetleniem za pomocą lamp naftowych. Ówcześnie, było to najnowocześniejsze schronisko na Słowacji.
Podczas II wojny światowej budynek służył jako schronienie dla ludzi prześladowanych przez reżim hitlerowski. Partyzanci, których sztab mieścił się tu w 1944 roku, organizowali wypady na Liptów i w Dolinę Rohacką, gdzie toczyły się walki. 10 grudnia 1944 roku doszło do dramatycznego wydarzenia – Niemcy wysadzili w powietrze schronisko, a także spalili okoliczne zabudowania.
Do odbudowy schroniska przystąpiono w latach 1947–1950. W następnej dekadzie zostało ono dodatkowo powiększone. 30 kwietnia 2006 roku budynek został ponownie zburzony, na jego miejscu powstało dzisiejsze schronisko, o powierzchni użytkowej o 325 m2 większej od poprzedniego budynku. 25 marca 2009 roku ze stoków między Jałowiecką Kopą a Jałowieckim Przysłopem zeszła lawina, która była tak potężna, że zapisała się w pamięci Słowaków jako lawina „stulecia” – uszkadzając schronisko oraz pobliski Symboliczny Cmentarz Ofiar Tatr Zachodnich. (Źródło informacji: http://portaltatrzanski.pl)

O historii schroniska i kolejnych przebudowach można poczytać na umieszczonych w środku planszach.

Poprzednie schronisko pamiętam z wcześniejszych wizyt, czasów, kiedy robiłam jeszcze zdjęcia aparatem na kliszę i nie miałam internetu :)

W 2018 roku spod Schroniska Żarskiego (słow. Žiarska chata) powędrowaliśmy dalej szlakiem zielonym na Banówkę (słow. Baníkov) Opis tego szlaku można przeczytać w moim archiwalnym wpisie nr. 157. Dolina Żarska (słow. Žiarska dolina) – Banówka (słow. Baníkov, 2178 m n.p.m.).

W 2020 roku szliśmy na Baraniec (słow. Baranec, 2182 m n.p.m.) – wpis nr. 180. Dolina Żarska (słow. Žiarska dolina) – Baraniec (słow. Baranec, 2182 m n.p.m.) :)

Obok budynku schroniska znajduje się stróżówka THS (odpowiednik polskiego TOPR-u), a w pobliżu nowy Symboliczny Cmentarz Ofiar Tatr Zachodnich.

Po regenerującym, samotnym odpoczynku, a samotnym, bo o tej wczesnej, porannej porze schronisko było dopiero otwierane i my byliśmy pierwszymi tego dnia w bufecie turystami – ruszyliśmy w dalszą drogę :)

Dolina Żarska przywitała nas porannym chłodem, ale po opuszczeniu Schroniska Żarskiego (słow. Žiarska chata) zrobiło się ciepło :)

Pogoda sprzyjała i do wędrówki zachęcała :)

Po godzinie marszu szlakiem zielonym (któremu towarzyszył niebieski), dotarliśmy do rozdroża – Rozdroże pod Bulą (słow. Rázcestie pod Homôlkou ) :)

Pożegnaliśmy szlak niebieski i aż do Żarskiej Przełęczy (słow. Žiarske sedlo) szliśmy już tylko zielonym :)

Przeszliśmy w pobliżu Żarskiego Stawku, zwanego też Stawkiem pod Żarską Przełęczą (słow. Pliesko pod Žiarskom sedlom) i po 30 minutach osiągnęliśmy Żarską Przełęcz (słow. Žiarske sedlo) :)

Żarska Przełęcz (słow. Žiarske sedlo) znajduje się na wysokości 1917 m n.p.m. :)

Przełęcz ta znajduje się pomiędzy Rohaczem Płaczliwym (2125 m n.p.m.), a odbiegającą na południe od niego granią z wierzchołkiem Smreka (2072 m n.p.m.).

Na kolejnym zdjęciu oprócz Żarskiej Przełęczy (słow. Žiarske sedlo) po lewej stronie Rohacz Płaczliwy (słow. Plačlivé), a po prawej Rohacz Ostry (słow. Ostrý Roháč) :)

Żarska Przełęcz (słow. Žiarske sedlo) łączy dwie sąsiadujące z sobą doliny: Żarską i Jamnicką. Wschodnie stoki spod przełęczy opadają do wysoko położonego górnego piętra Doliny Żarskiej, tzw. Małych Zawratów.

Poniżej widać Żarski Stawek (słow. Pliesko pod Žiarskom sedlom) koło którego widoczną na zdjęciu ścieżką przechodziliśmy :)

Żarska Przełęcz (słow. Žiarske sedlo) to bardzo widokowe miejsce :)

Rozciąga się stąd wspaniały widok na polodowcowe krajobrazy górnych pięter Doliny Żarskiej i Doliny Jamnickiej. Można podziwiać strome ściany Rohaczy, Trzech Kop, Hrubej Kopy, Banówki. We wschodnim kierunku widoczne są Łopata, Jarząbczy Wierch i grzbiet Otargańców z Raczkową Czubą na czele :)

Poprzednim razem z Żarskiej Przełęczy (słow. Žiarske sedlo) szliśmy szlakiem żółtym, granią, by poprzez Smreka zdobyć Baraniec (słow. Baranec), o czym można poczytać w moim archiwalnym wpisie – wpis nr. 180. Dolina Żarska (słow. Žiarska dolina) – Baraniec (słow. Baranec, 2182 m n.p.m.) :)

Teraz po regenerującym odpoczynku i długiej sesji zdjęciowej w każdym kierunku, udaliśmy się na Rohacza Płaczliwego (2125 m n.p.m.) :)

Szlak nie był trudny technicznie, pokonanie go zajęło nam 30 minut i jedynym utrudnieniem były małe, sypkie kamienie pod butami, na które musieliśmy uważać wchodząc :)

Rohacz Płaczliwy (słow. Plačlivé, 2125 m n.p.m.) jest jednym z dwóch szczytów Rohaczy – wyższym od Rohacza Ostrego, ale o nieco łagodniejszych kształtach.

Znajduje się w grani głównej Tatr Zachodnich pomiędzy Rohaczem Ostrym (2088 m n.p.m.), oddzielony od niego Rohacką Przełęczą (1955 m n.p.m.), a Trzema Kopami (2136 m n.p.m.), od których dzieli go Smutna Przełęcz (1963 m n.p.m.).

Poniżej próbuję pokazać, że to już moje 3 zdobycie tego szczytu :)

Szczyt Rohacza Płaczliwego (słow. Plačlivé, 2125 m n.p.m.) jest doskonałym punktem widokowym :)

Pięknie widać stąd Dolinę Rohacką (słow. Roháčska dolina) oraz Rohackie Stawy (słow. Roháčske plesá ) :)

Rohacza Ostrego (słow. Ostrý Roháč, 2088 m n.p.m.) podziwialiśmy już z Żarskiej Przełęczy (słow. Žiarske sedlo), a teraz możemy zobaczyć jak prezentuje się ze szczytu Rohacza Płaczliwego (słow. Plačlivé, 2125 m n.p.m.). Za nim widać Wołowca, a w tle Kominiarski Wierch i Czerwone Wierchy :)

I widok w kierunku zachodnim z Trzema Kopami (słow. Tri kopy, 2136 m n.p.m.), Hrubą Kopą (słow. Hrubá kopa, 2166 m n.p.m.) i Banówką (słow. Baníkov, 2178 m n.p.m.) :)

Tatrzańskie szczyty zachwycają …oj, żal było opuszczać to widokowe miejsce… :)

Wejście na Rohacza od Żarskiej Przełęczy (słow. Žiarske sedlo) nie sprawiało trudności, za to zejście ze szczytu po blokach skalnych szlakiem graniowym w kierunku Smutnej Przełęczy było trudniejsze i początkowo wymagało użycia do pomocy rąk :)

„Uwielbiam siedzieć na szczycie góry i patrzeć.
Nie myślę o niczym innym, jak tylko o ludziach,
na których mi zależy i o widoku” (Julian Lennon)

Oglądając się za siebie mogliśmy podziwiać kopułę Rohacza Płaczliwego (słow. Plačlivé, 2125 m n.p.m.), a po lewej Wołowca (2064 m n.p.m.).

Przejście odcinka pomiędzy Rohaczem Płaczliwym (słow. Plačlivé, 2125 m n.p.m.), a Smutną Przełęczą (słow. Smutné sedlo) zajmuje około 35 minut. Nam ze względu na robienie zdjęć zajęło trochę więcej :)

Smutna Przełęcz (słow. Smutné sedlo) znajduje się na wysokości 1962 m n.p.m., pomiędzy Rohaczem Płaczliwym (2125 m n.p.m.) a Przednią Kopą (pierwszy ze szczytów Trzech Kop, 2136 m n.p.m ), w grani głównej słowackich Tatr Zachodnich.

I obowiązkowa sesja zdjęciowa obok słupka :)

Bracia Rohacze też się załapali :)

Ze Smutnej Przełęczy można podziwiać piękne i różnorodne widoki :)

Po północnej stronie zbocza grani opadają do ciemnego, zawalonego granitowym gruzowiskiem kotła lodowcowego Doliny Smutnej, ograniczonej od wschodu stromymi ścianami Rohaczy. Jest to obszar prawdziwie alpejski, niemal pozbawiony roślin. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org/ )

W południowym kierunku rozpościera się widok na rozległą i zieloną, bo porośniętą lasem, kosówką lub trawami Dolinę Żarską ze Schroniskiem Żarskim.

Na zdjęciu pięknie prezentujący się Baraniec (słow. Baranec, 2185 m n.p.m.) :)

Przez Smutną Przełęcz (słow. Smutné sedlo) przebiega czerwony szlak prowadzący główną granią od Banikowskiej Przełęczy przez Banówkę, Hrubą Kopę i Trzy Kopy na Smutną Przełęcz, a następnie przez Rohacze na Jamnicką Przełęcz.

Po odpoczynku, ze Smutnej Przełęczy (słow. Smutné sedlo) schodziliśmy niebieskim szlakiem, przez Pośredni Groń do Schroniska Żarskiego, a następnie do wylotu Doliny Żarskiej.

Na kolejnym zdjęciu Dolina Żarska (słow. Žiarska dolina) :)
Wytężając wzrok można zobaczyć mały punkcik będący dachem Schroniska Żarskiego (słow. Žiarska chata) :)

Po 30 minutach, kończąc pętelkę, dotarliśmy do znajomego rozdroża – Rozdroże pod Bulą (słow. Rázcestie pod Homôlkou ) :)

Po kolejnych 45 minutach odmeldowaliśmy się ponownie przy Schronisku Żarskim (słow. Žiarska chata) :)

Przed powrotem do samochodu zrobiliśmy sobie ostatni tego dnia postój. Rano ze względu na wczesną porę było tu pusto, teraz też było spokojnie :) Schronisko na brak turystów jednak nie narzeka. Niektórzy, tak jak my traktują je jako przystanek na trasie w wyższe partie gór, a inni spacerkiem docierają tylko do niego, odpoczywają, korzystają z bufetu i wracają :) W tej części Tatr z pewnością jest potrzebne :)

Ostatnia godzina wędrówki, to był powrót do samochodu Doliną Żarską (słow. Žiarska dolina) :)

Podsumowując trasa:
Parking u wylotu Doliny Żarskiej (słow. Žiarska dolina) – Schronisko Żarskie (słow. Žiarska chata) – Rozdroże pod Bulą (słow. Rázcestie pod Homôlkou ) -Żarska Przełęcz (słow. Žiarske sedlo) – Rohacz Płaczliwy (słow. Plačlivé, Plačlivô, 2125 m n.p.m.) – Smutna Przełęcz (słow. Smutné sedlo) – Rozdroże pod Bulą (słow. Rázcestie pod Homôlkou ) – Schronisko Żarskie (słow. Žiarska chata) – Parking u wylotu Doliny Żarskiej (słow. Žiarska dolina)

Ten dzień zaliczam do bardzo udanych :) Warto było przypomnieć sobie urok i klimat Doliny Żarskiej (słow. Žiarska dolina), dwukrotnie w ciągu jednego dnia odpocząć w Schronisku Żarskim (słow. Žiarska chata), przejść ciekawą trasę, z pętelką zahaczającą o Rohacza Płaczliwego (słow. Plačlivé, Plačlivô, 2125 m n.p.m.), po raz trzeci w życiu podziwiać widoki z jego szczytu i przez cały dzień chłonąć piękno gór, oddychać, czystym, górskim powietrzem i resetować się :)

Pozdrawiam serdecznie :) :) :)

229. Środa w Spiskiej Sobocie (słow. Spišská Sobota)

Witam :) :) :)
Przygotowując się w domu do każdego „tatrzańskiego wyjazdu” planuję kilka tras wysokogórskich oraz przygotowuję listę miast i miasteczek do odwiedzenia. Tym razem na liście tej znalazł się między innymi Poprad oraz jego zabytkowa dzielnica – Spiska Sobota (słow. Spišská Sobota) :)

Poprad już kiedyś odwiedziliśmy, o czym można przeczytać w moim archiwalnym wpisie nr.145. W Popradzie. W późniejszych latach wielokrotnie przejeżdżaliśmy przez to miasto, ale nigdy nie zwiedzaliśmy Spiskiej Soboty. Uznałam więc, że warto do Popradu powrócić i to zaniedbanie nadrobić :)

Z Bukowiny Tatrzańskiej do Popradu nie jest daleko, więc kolejnego dnia pospaliśmy nieco dłużej, zjedliśmy śniadanie i pojechaliśmy na Słowację. Korków, ani zwężeń nie było, więc szybko dojechaliśmy do miasta. Samochód zaparkowaliśmy obok Stadionu Zimowego (słow. Zimný štadión Poprad) i leniwym krokiem ruszyliśmy w kierunku Rynku w Spiskiej Sobocie. W pobliżu stadionu znajduje się też aquapark AquaCity.

Spiska Sobota (słow. Spišská Sobota) usytuowana jest na lewym brzegu Popradu. W przeszłości była samodzielnym miastem z bogatą historią.

Pierwsza wzmianka o miejscowości pochodzi z XIII wieku, ale prawdopodobnie została założona wcześniej (pod koniec XII w.?), jako osada handlowa na szlaku z Węgier do Polski. Po najazdach tatarskich wyludnione okolice zajęli koloniści z Niemiec, których potomkowie aż do XVIII stanowili większość mieszkańców, a później, do II wojny światowej, najliczniejszą mniejszość (w 1921 – 43%, w 1940 – 11%). (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org )

Za patrona niemieccy koloniści przyjęli św. Jerzego (stąd niemiecka nazwa Georgenberg), pod takim wezwaniem wzniesiono też kościół, którego początki sięgają 1273 r.

Pierwszy kościół istniejący w tym miejscu pochodził z połowy XIII stulecia. Pierwotnie romański, później był kilkakrotnie przebudowany. Przebudowa w stylu gotyckim z 1464 r. oraz dobudowa późnogotyckiej kaplicy (1502-1514) uformowały aktualną bryłę świątyni, którą XVIII w. wzbogaciła jeszcze barokowa wieża z zegarem. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org )

Wystrój wnętrza jest generalnie barokowy, jednak zachowało się również wiele niezmiernie cennego, starszego wyposażenia. Wyróżniają się późnogotyckie ołtarze z drugiej połowy XV wieku oraz z początków wieku XVI. Główny ołtarz św. Jerzego z 1516 r. jest autorstwa mistrza Pawła z Lewoczy. W jego centrum znajduje się złocony, konny posąg świętego zabijającego smoka. W tle można zobaczyć modlącą się księżniczkę, klęczącą przed murami miasta. W predelli ołtarza znajduje się płaskorzeźba, przedstawiająca Ostatnią Wieczerzę. Kompozycja płaskorzeźby formą nawiązuje do tej z kościoła farnego w Lewoczy.
Przypuszcza się, że figura św. Antoniego Pustelnika w bocznym ołtarzu również pochodzi z pracowni mistrza Pawła. Kolejne ołtarze są starsze: ołtarz Najświętszej Marii Panny pochodzi prawdopodobnie z 1464 r., zaś ołtarze św. Anny i św. Mikołaja z 1480 r. W kościele znajdują się również organy z 1662 r. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org )

Opis wnętrza pochodzi z internetu, bo niestety kościół był zamknięty i nie mogliśmy tego zobaczyć.

Obok Kościóła św. Jerzego (słow. kostol sv. Juraja) stoi renesansowa dzwonnica (zvonica) z 1598 r.

To budowla charakterystyczna dla miast spiskich. Podobną widzieliśmy już w Białej Spiskiej (słow. Spišská Belá) i w Kieżmarku (słow. Kežmarok).

Zwieńczona attyką. Attyka (franc. (étage) w postaci ścianki, balustrady lub rzędu sterczyn osłania dach. Pełni dwojaką funkcję: estetyczną jako architektoniczny element dekoracyjny oraz użytkowo-konstrukcyjną jako zabezpieczenie sąsiednich budynków przed przeniesieniem się ognia w przypadku pożaru.

Dzwonnica w Spiskiej Sobocie (słow. Spišská Sobota) została przebudowana w 1728 r. w stylu barokowym, a następnie gruntownie odnowiona w 1956 r.

W pobliżu dzwonnicy i kościoła stoi barokowa kolumna z figurą Najświętszej Marii Panny, wzniesiona na pamiątkę powrotu miast spiskich do Węgier (obecnie rzeźba na szczycie kolumny to kopia, oryginał znajduje się w dzwonnicy).

Uwagę przyciąga też ratusz (radnica) pochodzący z XVIII wieku.

Na kolejnym zdjęciu widzimy jednocześnie ratusz, renesansową dzwonnicę i w tle Kościół św. Jerzego :)

Na środku wrzecionowatego rynku (námestie) oprócz pokazanych już przeze mnie zabytkowych budowli znajduje się też park.

Umieszczony poniżej kolaż przedstawia ujęcia zrobione właśnie w tym parku.

Przywileje miejskie Spiska Sobota uzyskała już w 1271, a w XVI wieku otrzymała prawo organizowania targów, które, zgodnie z nazwą, odbywały się w sobotę.

Zwiedzając rynek warto też zwrócić uwagę na barokowo-klasycystyczny kościół ewangelicki z 1777 r.

Niestety, ale był zamknięty i w środku nie mogliśmy go zwiedzić.

Ze względu na remont nieczynne było również Muzeum Podtatrzańskie. Znajduje się ono w dawnym niemieckim domu mieszczańskim (tzw. Wernerov dom).

Wracając do historii miasta, Spiska Sobota w latach 1412-1772 była jedną z miejscowości zastawu spiskiego, następnie na powrót stała się integralną częścią Królestwa Węgier. Po 1772 r. wchodziła w skład prowincji 16 spiskich miast (niem. Provinz der 16 Zipser Städte) z ograniczoną autonomią, funkcjonującej do 1876 r. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org)

W XVIII wieku nastąpił upadek miasta – powodem był spadek znaczenia lądowych szlaków handlowych oraz częste niepokoje na terenie Górnych Węgier.

W XIX wieku nastąpił dalszy spadek znaczenia Spiskiej Soboty (choć np. od 1821 r. jako jedyne miasto na Spiszu posiadała księgarnię), zwłaszcza kiedy w 1871 r. ominęła ją linia Kolei Bogumińsko-Koszyckiej (poszła przez sąsiedni Poprad). (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org )

W 1950 ogłoszono ją miejskim rezerwatem zabytków. Dobrze zachowany zespół dawnej zabudowy miejskiej Spiskiej Soboty jest dzisiaj największą atrakcją turystyczną Popradu.

Wrzecionowaty rynek (námestie) otoczony jest dwukondygnacyjnymi, renesansowymi domami mieszczańskimi z XVI i początków XVII w. (w liczbie 63), z których wiele powstało na gotyckich jeszcze fundamentach.

Szczególnie godny uwagi jest ciąg domów rzemieślników przy północnej pierzei rynku, z wysokimi dachami krytymi gontem, wysuniętymi daleko nad chodnik.

Piękna, zabytkowa architektura oraz spokojny, a nawet nieco senny klimat urzekły nas i jedyne czego nam do szczęścia zabrakło, to kawiarenki z letnim ogródkiem :)

Udaliśmy się więc spacerkiem do centrum Popradu, by tam w jednej z licznych kawiarni, napić się kawy i zjeść ciastko :)

Centrum Popradu i Spiska Sobota – jedno miasto, a jakby dwa zupełnie różne światy :)

Podobnie jak i w Spiskiej Sobocie, w centrum Popradu również znajduje się rynek o wrzecionowatym kształcie. Pięknie odrestaurowany, otoczony barokowymi i klasycystycznymi domami, stawianymi na średniowiecznych jeszcze parcelach, zachwyca i zachęca do spacerowania :)

Poniżej Plac św. Idziego :) Po prawej znajduje się renesansowa dzwonnica z 1658 r., w głębi kościół św. Idziego (XIII w.).

Fotorelacja z pierwszej wizyty w tym mieście w moim archiwalnym wpisie 145. W Popradzie.

Cieszę się, że po kilku latach znowu odwiedziłam Poprad, poczułam klimat sennej, zabytkowej Spiskiej Soboty oraz tętniącego życiem, kolorowego, ukwieconego centrum miasta  :)

Pozdrawiam serdecznie :) :) :)

228. Z Doliny Pięciu Stawów Polskich na Zawrat (2159 m n.p.m.)

Witam serdecznie :) :) :)
Z wielką przyjemnością rozpoczynam foto relację z kolejnej, sierpniowej, rodzinnej, tatrzańskiej wyprawy :) Początek był bardzo podobny do poprzedniego roku. Po dotarciu do Bukowiny Tatrzańskiej (a dzięki tunelowi i kolejnym nowym odcinkom Zakopianki dojechaliśmy tam szybciej), przywitaniu się i zostawieniu bagaży w pokoju, podjechaliśmy do Zakopanego.

Zakorkowane drogi, problem z zaparkowaniem, tłum turystów na Krupówkach, a wielu z nich to turyści z Bliskiego Wschodu… od zeszłego roku niewiele się tam zmieniło. Powoli spacerując zrobiliśmy zaplanowane zakupy, zjedliśmy obiadokolację i powróciliśmy do Bukowiny :)

Kolejny dzień również przypominał ten z poprzedniego roku. Wstaliśmy wcześnie, zjedliśmy śniadanie, spakowaliśmy plecaki i podjechaliśmy na parking na Palenicy Białczańskiej. Bilety oczywiście mieliśmy zakupione już wcześniej, podobnie jak wstęp do TPN (od zeszłego roku niestety, ale wszystko podrożało).

W poprzednim roku robiliśmy „pętelkę” Palenica Białczańska – Dolina Pięciu Stawów Polskich – Szpiglasowa Przełęcz i Szpiglasowy Wierch (2172 m n.p.m) – Morskie Oko – Palenica Białczańska, o czym można przeczytać w moim archiwalnym wpisie: 217. Z Doliny Pięciu Stawów Polskich na Szpiglasową Przełęcz i Szpiglasowy Wierch (2172 m n.p.m)

Tego dnia chcieliśmy wejść na Zawrat z Doliny Pięciu Stawów Polskich :)

Szybko przeszliśmy początkowy, asfaltowy odcinek i po 40 minutach, tuż za Wodogrzmotami Mickiewicza, odbiliśmy na szlak zielony do Doliny Roztoki.

Początek tego szlaku był męczący, ponieważ szliśmy stromo w górę po kamiennych stopniach. Później wznosiliśmy się już delikatniej, przechodziliśmy przez drewniane pomosty, więc było przyjemniej :)

Dolina Roztoki jest nam doskonale znana, już wielokrotnie nią wędrowaliśmy, ale tam jest tak pięknie, że możemy to często powtarzać :)

Dnem Doliny Roztoki płynie potok Roztoka – dopływ Białki wypływający z Wielkiego Stawu Polskiego.

Dolina Roztoki ma długość ok. 4,4 km i powierzchnię ok. 7,0 km². Razem z Doliną Pięciu Stawów Polskich długość jej wynosi ok. 7,5 km, a powierzchnia 13,6 km². Dolinę Roztoki od Doliny Pięciu Stawów Polskich oddziela próg Ściany Stawiarskiej.

Idąc przeszliśmy szeroką polanę zwaną Nową Roztoką.
Gdy las zamienił się w kosodrzewinę, a po prawej stronie na tle błękitnego nieba ukazała nam się grań Wołoszyna, to zrobiło się jeszcze piękniej :)

Minęliśmy rozwidlenie szlaków przy Rzeżuchach i powędrowaliśmy dalej szlakiem zielonym, ponieważ chcieliśmy zobaczyć i usłyszeć Siklawę :)

Wodospad Siklawa (inaczej Wielka Siklawa, kiedyś Siklawa Woda) to największy wodospad w Polsce. Ma blisko 70 m wysokości i spływa dwiema lub trzema strugami (w zależności od poziomu wód) pod kątem 35 stopni ze Ściany Stawiarskiej – progu oddzielającego Dolinę Roztoki od Doliny Pięciu Stawów. Wodospad był znany już od dawna, a od początku XIX wieku stanowi jedną z najważniejszych atrakcji turystycznych Tatr.

Od wodospadu szlak prowadził w górę, po płaskich, wygładzonych przez lodowiec skałach. Szliśmy ostrożnie, bo kamienie były mokre. Wkrótce dotarliśmy do progu Ściany Stawiarskiej i naszym oczom ukazał się Wielki Staw Polski.

Wielki Staw Polski jest najgłębszym i najdłuższym jeziorem w Tatrach i trzecim pod względem głębokości w Polsce (najgłębsze jest jezioro Hańcza). Pojemność zbiornika wynosi ok. 13 mln m³ wody i jest to największa pojemność jeziora w Tatrach (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Przez wypływający z Wielkiego Stawu Polskiego potok Roztoka przeprowadzony jest drewniany mostek, a tuż przy nim znajduje się skrzyżowanie szlaków turystycznych. Po dotarciu do tego miejsca moglibyśmy od razu ruszyć w głąb Doliny Pięciu Stawów Polskich, a następnie wejść na Zawrat… ale zachciało nam się szarlotki, więc odbiliśmy w kierunku Schroniska PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich :)

Błękitne niebo, mgła, kwitnąca wierzbówka kiprzyca i drewniany szałas, który niegdyś był małym schroniskiem, a obecnie pełni funkcję strażnicówki TPN, to widok również godny uwiecznienia :)

Poniżej na zdjęciu mały, ale jakże uroczy Mały Staw Polski :)

To niewielkie jezioro ma powierzchnię 0,18 ha, głębokości około 2 m, długości 68 m i szerokości 34 m. W zależności od opadów zmienia swoją objętość. Tafla jeziora położona jest na wysokości 1668 m n.p.m., pomiędzy zboczami Wyżniej Kopy i Niedźwiedzia (1812 m n.p.m.). W czasie zimy jezioro, ze względu na swoją małą głębokość, zamarza do samego dna.

Mały i Wielki Staw Polski oraz drewniany szałas w otoczeniu szczytów górskich – to widok, który zawsze zachwyca mnie w Dolinie Pięciu Stawów Polskich :)

Po 10 minutach dotarliśmy nad Przedni Staw Polski :)

Lustro jeziora leży na wysokości 1668 m n.p.m., jego powierzchnia wynosi 7,7 ha, a głębokość – 34,6 m. Od południowego wschodu w jego kierunku opadają stoki Opalonego Wierchu, od północy i wschodu otaczają je kopulaste wzgórza mutonów: Wyżnia Kopa (1722 m n.p.m.) i Niżnia Kopa (1711 m n.p.m.) (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Nad Przednim Stawem Polskim, na wysokości 1671 m n.p.m., w latach 1947-1953 wybudowano schronisko.

Schronisko PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich zwane też Schroniskiem Pięciostawiańskim jest najwyżej położonym schroniskiem górskim w Polsce. Posiada 67 miejsc noclegowych w pokojach 2-, 4-, 6-, 7-, 8- i 10-osobowych.

To idealne miejsce do regeneracji sił. Regenerowaliśmy je więc posilając się kanapkami, a na deser pyszną szarlotką :)

Po odpoczynku powędrowaliśmy ponownie szlakiem niebieskim obok Przedniego i Małego Stawu Polskiego :)

Przeszliśmy wspomniany już wcześniej drewniany mostek na wypływającej z Wielkiego Stawu Polskiego – Roztoce i udaliśmy się w głąb Doliny Pięciu Stawów Polskich :)

Po chwili minęliśmy odbijający po prawej stronie szlak żółty na Krzyżne, po kolejnych 10 minutach szlak czarny na Kozi Wierch i po 5 minutach żółty na Szpiglasową Przełęcz, którym to szliśmy dokładnie rok wcześniej.

Dolina Pięciu Stawów Polskich jest bardzo atrakcyjnym celem samym w sobie, ale może też być doskonałym punktem wypadowym w wyższe partie gór.

Na trasie pojawiło się jeszcze odbicie na Kozią Przełęcz (szlak żółty) i dla nas informacja, że do Zawratu pozostało jeszcze 1 h 20 minut :)

Powoli wznosiliśmy się i podchodziliśmy w kierunku grzbietu Kołowej Czuby. Widać było urwiste, zachodnie ściany Koziego Wierchu i słynną wśród taterników południową ścianę Zamarłej Turni.

Po lewej stronie widzieliśmy Zadni Staw Polski, a tuż pod nim położone jest szóste jezioro w dolinie. Jest to maleńkie Wole Oko, które niekiedy całkowicie wysycha.

Zadni Staw Polski nazywany także Zadnim Stawem pod Kołem lub Stawem pod Kołem to owalne jezioro tatrzańskie położone w Dolince pod Kołem, górnym piętrze Doliny Pięciu Stawów Polskich. Jest to jezioro cyrkowe, powstałe na dnie kotła polodowcowego. Powierzchnia jeziora wynosi 6,47 ha, głębokość – 31,6 m.

„Kiedy życie daje Ci góry,
załóż buty i wybierz się na wędrówkę”
(autor nieznany)

Bardziej męczące podejście zaczęło się pod Przełęczą Schodki.

„Chociaż bardzo kocham oceany, pustynie i inne dzikie krajobrazy, to tylko góry wabią mnie tym rodzajem bolesnego przyciągania magnetycznego, aby wejść coraz głębiej w ich piękno. (Victoria Erikson)

Jeszcze kawałek łagodnym zboczem i osiągnęliśmy Przełęcz Zawrat :)

Zawrat (słow. Závrat) to położona na wysokości 2159 m n.p.m. wąska przełęcz w długiej wschodniej grani Świnicy w Tatrach Wysokich, oddzielająca Zawratową Turnię (2247 m n.p.m.) od Małego Koziego Wierchu (2226 m n.p.m.).

Zawrat jest jednym z dwóch skrajnych punktów szlaku Orlej Perci (zachodnim).

Na Zawrat można wejść łatwiejszym szlakiem z Doliny Pięciu Stawów Polskich lub trudniejszym z Doliny Gąsienicowej.

Z Doliny Gąsienicowej mąż z synem wchodzili w zeszłym roku i opis tego szlaku można znaleźć w moim archiwalnym wpisie 224. Dolina Gąsienicowa… Czarny Staw Gąsienicowy, Zawrat, Świnica

Z Zawratu można powędrować dalej w kierunku Świnicy (szlak jednokierunkowy), rozpocząć wędrówkę Orlą Percią (szlak jednokierunkowy) lub zejść do Doliny Gąsienicowej lub z powrotem do Doliny Pięciu Stawów Polskich :)

My w tym widokowym miejscu zrobiliśmy sobie dłuższy postój :)

Z Zawratu szczególnie pięknie prezentuje się Dolina Pięciu Stawów Polskich i jej majestatyczne otoczenie :)

Na zdjęciu widać między innymi szlak, którym wchodziliśmy, a także schodziliśmy, Zadni Staw Polski, Gładki Wierch, Gładką Przełęcz, a w tle kopułę Krywania :)

Uwielbiam takie malownicze widoki w górach :)

Tego dnia oprócz pięknych widoków cieszyła nas też słoneczna aura sprzyjająca ich podziwianiu i fotografowaniu :)

„Góry uczą smaku rzeczy prostych,
takich, których nie doceniamy”
(Stanisław Biel)

Poniżej, po raz trzeci już tego dnia, Wielki Staw Polski :)

I po raz drugi dotarliśmy do Schroniska PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich :)

Przed schroniskiem urządziliśmy sobie ostatni tego dnia dłuższy postój i do rozwidlenia szlaków przy Rzeżuchach, dla odmiany, zeszliśmy szlakiem czarnym.

Następnie, powtarzając poranne wędrowanie, szliśmy Doliną Roztoki i od Wodogrzmotów Mickiewicza – asfaltówką.

Na zdjęciu jeszcze raz potok Roztoka :)

To był wspaniale i aktywnie spędzony dzień – oby każdy na górskim szlaku tak właśnie wyglądał :)

Podsumowując trasa:
Parking w Palenicy Białczańskiej – Wodogrzmoty Mickiewicza – Dolina Roztoki – Wodospad Siklawa – Dolina Pięciu Stawów Polskich – Schronisko PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich – Zawrat (2159 m n.p.m.) – powrót tą samą trasą – Parking w Palenicy Białczańskiej

W tym tygodniu powitaliśmy jesień, więc
POZDRAWIAM już jesiennie :) :) :)

227. Ogrody Kapias w Goczałkowicach-Zdroju

Witam serdecznie :) :) :)
Nowa „tatrzańska wyprawa” już czeka na opisanie, ale zanim się za to zabiorę, pokażę miejsce, które od kilku lat było moim turystycznym marzeniem :)

Marzenia są po to by je spełniać, a piękne miejsca by je odwiedzać. Z wielką radością odwiedziłam więc cudne Ogrody Kapias w Goczałkowicach-Zdroju i teraz pokrótce zaprezentuję :)

Ogrody Kapias to firma rodzinna sięgająca korzeniami do 1979 roku, kiedy to Bronisław i Elżbieta Kapias założyli Gospodarstwo Szkółkarskie Kapias zajmujące się produkcją drzew i krzewów ozdobnych. Pasja właścicieli do roślin przerodziła się w ideę, która zaowocowała powstaniem Pokazowych Ogrodów Kapias, mających stanowić inspirację do tworzenia własnych przestrzeni ogrodowych, będących wyjątkowymi miejscami do spędzania wolnego czasu, relaksu i odpoczynku. Ogrody Kapias zostały zaprojektowane przez Bronisława Kapias oraz jego córkę Katarzynę Kapias. W prowadzeniu firmy Ogrody Kapias pomaga również żona Elżbieta Kapias, a od kilku lat udział w życiu firmy biorą również wnuki Marysia oraz Franek. (Źródło informacji: https://ogrodykapias.pl)

W 2008 r. na powierzchni 4 ha w sąsiedztwie Starych Ogrodów rozpoczęto budowę Nowych Ogrodów (przy ul. Zimowej 24), do których dziś przylega Restauracja Kapias i Centrum Ogrodnicze Kapias.

Pojechaliśmy tam z mężem by połączyć przyjemne z pożytecznym, a więc pospacerować wśród pięknych roślin i kupić kilka elementów dekoracyjnych na taras. I gdyby nie remont tarasu, to pewnie do tej pory nie odwiedziłabym tego zachwycającego miejsca.

Poniżej zdjęcie całego kompleksu Ogrodów Kapias :)

Powoli spacerując chłonęliśmy klimat poszczególnych ogrodów tematycznych, a ja oczywiście dodatkowo wpadłam jeszcze w szał fotografowania :)

Pierwszym miejscem zachwytu był Staw z Altaną :)

Na środku naturalnego stawu wznosi się drewniana altana kryta strzechą, do której prowadzi malowniczy kamienny pomost. To magiczne miejsce zaprasza do odpoczynku, oferując niezwykłe widoki i kojący spokój.

Brzeg stawu został obsadzony różnorodnymi roślinami, które zmieniają jego charakter wraz z porami roku.

Następnie udaliśmy się do Ogrodu Ciszy :)

I wyciszaliśmy się otoczeni wysokim murem miskanta olbrzymiego :)

Wyciszeni przeszliśmy do Ogrodu Wiejskiego, który również emanował ciszą i spokojem oraz sielską atmosferą :)

Ogród Wiejski sąsiaduje z Ogrodem Zachodzącego Słońca :)

Ogród Zachodzącego Słońca w Ogrodach Kapias to wyjątkowy zakątek, który zachwyca swoją nietypową aranżacją i ciepłymi, energetycznymi barwami. W samym centrum ogrodu znajduje się metalowa kopuła porośnięta trzmieliną, która symbolicznie imituje „zachodzące słońce”.

Mimo, że miejsce to odwiedziłam latem, to i tak Ogród Zima urzekł mnie :)

Odpowiednio dobrane rośliny, dominacja bieli, ciemnej zieleni, srebra, szarości i niebieskiego, sanie, igloo, renifery… to wszystko tworzy bajkową magiczną, zimową scenerię.

Miło było przysiąść :)

W Ogrodach Kapias każda pora roku ma swój zakątek, a on swój specyficzny urok :) Oprócz Ogrodu Zima jest więc również Ogród Jesień, Ogród Lato oraz Wąwóz Wiosna :)

Dzięki Ścianie Powojników mogliśmy zobaczyć jak pięknie pnącza mogą ozdobić ogród i nadać mu wyjątkowego charakteru.

Spacerując dotarliśmy do miejsca inspirowanego Prowansją – Zaułka Śródziemnomorskiego :)

W Zaułku Śródziemnomorskim Kapias główną rolę odgrywa lawenda – roślinny symbol Prowansji, który nadaje temu miejscu niezwykłego klimatu. Jej intensywny zapach, delikatne fioletowe kwiaty oraz harmonijnie ułożone rabaty przenoszą odwiedzających w samo serce południowej Francji. Zaułek emanuje spokojem i elegancją, oferując idealne miejsce na chwilę relaksu i kontemplacji. (Źródło informacji: https://ogrodykapias.pl)

Słoneczną atmosferę Toskanii można poczuć w Zakątku Patio Włoskie :)

Patio ma formę uroczego podwórka, którego centralnym punktem jest studnia, otoczona ceglano-kamiennymi murami oraz frontową ścianą budynku. Elementy te tworzą harmonijną całość, przywołując na myśl włoskie dziedzińce. Patio Włoskie Kapias jest pełne subtelnych detali, które podkreślają jego południowy charakter – od terakotowych doniczek po malowidła wypełniające wnęki okienne, przedstawiające malownicze pejzaże Toskanii.(Źródło informacji: https://ogrodykapias.pl)

Zupełnie innych wrażeń dostarczył nam pobyt w Zakątku Tajemniczy Ogród :)

Atmosfera pełna tajemniczości, dzikości i braku formalnej elegancji, brak trawnika, niewielki, naturalny staw i nietypowe drewniane oraz kamienno-ceglane ławki – warto było tu zajrzeć :)

Kolejnym wyjątkowym zakątkiem był Ogród w Barwach Narodowych :)

Jego teren ma kształt prostokąta i został starannie podzielony na dwie części, tworząc harmonijną kompozycję pełną znaczenia i piękna.

W pierwszej części ogrodu dominują rośliny kwitnące na biało, które wprowadzają poczucie świeżości i lekkości. Są one kontrastowane przez rośliny kwitnące na czerwono, znajdujące się w drugiej części. Te dwa kolory tworzą razem spójną i wyrazistą przestrzeń, która nawiązuje do barw polskiej flagi, czyniąc ten zakątek unikalnym miejscem w Ogrodach Kapias.(Źródło informacji: https://ogrodykapias.pl)

W tylnej części ogrodu utworzono klimatyczny brzozowy lasek.
Brzozy odmiany „Doorenbos” wyróżniają się idealnie białą korą, zachwycają i dostarczają pozytywnej energii. Na pewno warto wśród nich pospacerować i „naładować baterie” :)

Energii, zachwytu i ciepła dostarcza także Ogród Lato :)

Usytuowany został nad naturalnym stawem, którego brzegi porastają lilie wodne, trytomy i irysy. Przy brzegu kamienista plaża płynnie przechodzi w drewniany podest, do którego przycumowana jest łódka, gotowa na letnią przygodę.

Kamienny mostek prowadzi do uroczego domku nazywanego „Smerfowym”. Dach tego domku porośnięty jest niskimi trawami ozdobnymi, co nadaje mu bajkowy charakter.

Podobno to ulubione miejsce dzieci :)
A poniżej mój mąż jako Papa Smerf :)

W środku domku też uroczo :)

Ze względu na pomysłową aranżację, bajkowy charakter, różnorodność roślin porastających brzegi stawu oraz bogatą kolekcję traw ozdobnych, których jestem miłośniczką – Ogród Letni oczarował mnie :)

Zabawiliśmy tu dłużej, a ja zrobiłam całą serię zdjęć :)

Następnie udaliśmy się na tarasy widokowe, by móc podziwiać piękno ogrodów z góry :)

Z tarasów widokowych można podziwiać wiele zakątków Ogrodów Kapias, zachwycać się bogactwem roślinności i ciekawymi rozwiązaniami architektonicznymi.

I jeszcze raz widok na Ogród Letni :)

W Ogrodzie Letnim dominują trawy, za to w Ogrodzie Romantycznym królują róże :)

Centralnym punktem tego ogrodu jest Świątynia Dumania, usytuowana na skrzyżowaniu ścieżek, która podkreśla wyjątkowość tego miejsca. To idealne miejsce dla par, miłośników kwiatów oraz wszystkich, którzy pragną zanurzyć się w atmosferze spokoju i piękna.
Od wczesnej wiosny Ogród Romantyczny Kapias zachwyca obfitością kwitnących roślin cebulowych i kobierców bylin, tworzących barwne dywany. Oprócz kolistego żywopłotu z żywotnika zachodniego odmiany ‚Brabant’, w ogrodzie posadzono liczne krzewy liściaste oraz różnorodne gatunki bylin. Mieszając się ze sobą, tworzą one ciekawą grę kolorów, która zmienia się wraz z porami roku, dostarczając niezapomnianych wrażeń wizualnych. (Źródło informacji: https://ogrodykapias.pl)

Jak można wyczytać na stronie Ogrodów Kapias: „Ogród Japoński w Ogrodach Kapias to wyjątkowa przestrzeń inspirowana klasycznym stylem Karesansui, znanym jako suchy krajobraz. To miejsce, które sprzyja medytacji, wyciszeniu i harmonii, łącząc w sobie minimalistyczną estetykę z głęboką symboliką natury”.

Wszystkie elementy Ogrodu Japońskiego Kapias zostały zaprojektowane zgodnie z tradycyjną filozofią japońską:
Żwirek imituje fale oceanów i mórz, dodając ogrodowi lekkości i przestrzeni.
Duże głazy symbolizują statki pływające po wodach, co podkreśla dynamiczny, a zarazem spokojny charakter krajobrazu.
Brama wejściowa oraz pawilon herbaciany, pomalowane na czerwono, stanowią nie tylko dekoracyjny akcent, ale także nawiązują do japońskiej tradycji i kultury.
(Źródło informacji: https://ogrodykapias.pl)

Serce Ogrodu Japońskiego stanowi staw, w którym pływają kolorowe ryby, symbolizujące życie i harmonię. Do stawu wpływa wodospad, którego delikatny szum dodatkowo podkreśla spokój i medytacyjny charakter tego miejsca.

Sąsiadujący z Ogrodem Japońskim Ogród Skandynawski odzwierciedla surowe piękno krajobrazu północnych krajów, gdzie dominują brzozy, trawy ozdobne i delikatne zawilce.

Można tu poczuć dzikość i pierwotność natury.

Po wizycie w Ogrodzie Japońskim i Skandynawskim udaliśmy się do Ogrodu Angielskiego :)

Ogród Angielski tworzy 12 zielonych pokoi z których każdy wyróżnia się swoistą kolorystyką kwitnących roślin i odmienną architekturą. Znajdujemy tu bramę księżycową, tunel różany, zegar słoneczny, fontannę, ceglane murki i ruiny, lustra na ścianach, kute furtki i łuki, drewniane ławki oraz doniczkowe kompozycje.

Jeśli chodzi o rośliny, to dominują tu bylin, bukszpanowe żywopłoty, liczne odmiany róż, kwitnące krzewy oraz bluszcz pospolity .

I jeszcze zdjęcie z ceglanymi ruinami :)

W pobliżu Ogrodu Angielskiego postawiono szklarnię. Z ciekawością i do niej zajrzeliśmy, tym bardziej, że podobają nam się kaktusy :)

W tej części Ogrodów Kapias znajduje się Labirynt – miejsce, które zachwyca zarówno dzieci, jak i dorosłych :) Szukając wyjścia wśród gęstej zieleni można było poczuć w sobie radość i ekscytację :)

Labirynt sąsiaduje z Igloo, Cienistym Wzgórzem i Aleją Lipową :)

Pokazałam już taką różnorodność ogrodów tematycznych, a to jeszcze nie wszystkie atrakcje Ogrodów Kapias. Spacerując warto też zwrócić uwagę na Wrzosowiska, Zacienioną Ścieżkę, Warzywnik, Skalniak, Zakątek z fontannami, czy Ogród Zmysłów :)

Zachwyt wzbudziła też we mnie Liściasta Górka :)

Na Liściastej Górce Kapias rosną krzewy takie jak krzewuszki, berberysy i pięciorniki, które zostały dobrane w różnych odmianach, aby zapewnić bogactwo kolorów i form.

Wiosną i latem wzgórze zachwyca bujną zielenią oraz kwiatami, a jesienią mieni się ciepłymi odcieniami żółci, pomarańczu i czerwieni.

Po bardzo przyjemnym spacerze, zachwycaniu się aranżacją poszczególnych ogrodów tematycznych i zaczerpnięciu wielu inspiracji, udaliśmy się do Centrum Ogrodniczego na zaplanowane zakupy.

Jest też restauracja, kawiarnia i kilka placów zabaw, więc reasumując cały kompleks Kapias ma odwiedzających do zaoferowania naprawdę dużo atrakcji. W tym miejscu aktywnie można spędzić nawet cały dzień :)

Przygotowując ten wpis sięgałam do własnych wspomnień i zdjęć, a także posiłkowałam się informacjami zaczerpniętymi ze strony: https://ogrodykapias.pl/ :) Wszystkim osobom zainteresowanym odwiedzeniem tego miejsca, polecam ją :)

Marzyłam by odwiedzić Ogrody Kapias, a teraz będę marzyła, by powrócić tam i zobaczyć jak wyglądają o różnych porach roku :)

To miał być krótki wpis, na wstępie napisałam „pokrótce zaprezentuję”, ale okazało się, że ze względu na atrakcyjność miejsca, różnorodność poszczególnych ogrodów tematycznych i zrobioną przeze mnie ilość zdjęć, jest to niemożliwe i … o ironio padł rekord długości wpisu i ilości wstawionych do niego zdjęć  :)

POZDRIAWIAM na wakacyjnym finiszu :) :) :)

226. Zamek w Muszynie

Witam :) Ten wpis jest kontynuacją poprzedniego, a nawet dziewięciu poprzednich wpisów, w których relacjonowałam poszczególne dni zeszłorocznej „tatrzańskiej wyprawy” :)

Ostatniego dnia zawitaliśmy do malowniczej Muszyny i po spacerku w centrum uzdrowiska, wizycie w uroczej „Szarotce” i uduchowieniu w Ogrodach Biblijnych, udaliśmy się w kierunku Parku Zdrojowego Baszta.

Naszym celem było dotarcie do najnowszej atrakcji Muszyny – zrekonstruowanego na Górze Baszta zamku :)

Na wzgórze wchodziliśmy od strony ulicy Zazamcze jedną z dwóch utwardzonych ścieżek. Idąc minęliśmy kapliczkę Matki Boskiej Królowej Polski (zwaną też kapliczką Matki Boskiej Dobrej Rady) ufundowaną przez mieszkańca Muszyny, któremu przyśniła się Matka Boska stojąca na skale w parku.

Wkrótce stanęliśmy u zamkowych wrót :)

W opracowaniach dotyczących Muszyny pojawiają się rozbieżne informacje na temat czasu powstania zamku na górze Baszta. Niektóre opracowania podają, że zamek ten powstał według tradycji w 1301 roku z fundacji królewskiej, a inne, że na przełomie XV i XVI wieku, po zburzeniu najstarszej warowni znajdującej się w Muszynie w wyniku najazdu Macieja Korwina i Tomasza Tarczy z Lipian w 1474 roku. Opracowania na temat zamku zawierają również rozbieżne informacje na temat miejsca, gdzie znajdowała się ta najstarsza warownia. Niektóre źródła wskazują na szczyt góry Baszta, a inne na najwyższy szczyt Pasma Koziejówka (636 m n.p.m.). Przypuszczalnie starsza warownia poprzedzająca istniejące ruiny wznosiła się na wzgórzu sąsiadującym z ruinami zamku. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org )

Zamek na górze Baszta razem z zamkami: w Rytrze, Plavec, Kamenica strzegł granic między Polską a Węgrami.

Dzięki swej lokalizacji zapewniał doskonały widok na dolinę Popradu oraz okoliczne szlaki handlowe. Jego załoga czuwała nad bezpieczeństwem szlaku handlowego biegnącego wzdłuż Popradu na Węgry.

Warownia była siedzibą starostów muszyńskich, zarządzających tzw. Państwem Muszyńskim, które było własnością biskupów krakowskich. W XV wieku zamek został rozbudowany, jednak z czasem stracił na znaczeniu. W XVII wieku został zniszczony podczas najazdów szwedzkich i po pożarach ostatecznie popadł w ruinę. Później jego mury były wykorzystywane jako źródło kamienia na inne budowy i do czasów współczesnych niewiele z niego pozostało. Kilkanaście lat temu jako porośnięta lasem ruina raczej nie zachęcał do odwiedzin.

Sytuacja zmieniła się, gdy korzystając z funduszy unijnych gmina od grudnia 2020 do października 2023 przeprowadziła remont i częściową rekonstrukcję zamku.

Przybliżyłam pokrótce historię tego miejsca i pokazałam już kilka zdjęć, a teraz opowiem dokładniej co można zobaczyć po przeprowadzonej rekonstrukcji :)

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od dziedzińca zamkowego – tarasu widokowego :)

Umieszczono tu studnię, kilka armat i kilka ławeczek.

Znajduje się też budynek, w którym można kupić bilety wstępu na wieżę zamkową (zwiedzanie dziedzińca i tarasu widokowego jest bezpłatne).
Są tu również toalety, sklepik z pamiątkami i piwniczka z winami.

Ciekawie urządzone wnętrze :)

A poniżej na zdjęciu wspomniany budynek i fragment dziedzińca zamkowego :)

Na jego dachu utworzono taras widokowy i podobnie jak z dziedzińca, stąd również można oglądać Muszynę, jej okolicę i wijący się Poprad :)

Doskonale widać też dziedziniec zamkowy i wieżę :)

Widoki z tego tarasu zachwyciły nas, ale to nie był jeszcze koniec podziwiania, ponieważ udaliśmy się do wieży zamkowej, a na jej szczycie jest kolejny taras i znowu możliwość oglądania okolicy z wysokości :)

Wieża sięga 14 m. Powstała w miejscu dawnej, letniej rezydencji biskupów krakowskich.

Dzięki wygodnym schodom pokonywanie kolejnych kondygnacji nie sprawiało trudności.

W wieży umieszczono ciekawą wystawę historyczną, więc co chwilę przystawaliśmy, by popatrzeć i poczytać :)

Mogliśmy stopniowo poznawać historię zamku oraz legendy i ciekawostki z nim związane.

Zobaczyliśmy piękne rycerskie zbroje – z czarnym rycerzem również :)

Jedna z legend opowiada o skarbach i zaklętym wojsku:
„W zapadłych czeluściach zamkowych lochów znajdują się skarby niezmierne, ukryte tam przez muszyńskich starostów, bogatych mieszczan i kupców przed wrogiem, który ciągnął na Rzeczpospolitą z wielkim orężem. Majętności tych pilnuje dwoje skamieniałych dzieci: chłopiec i dziewczynka. Może to dzieci któregoś starosty? Chłopiec ma na palcu pierścień szczerozłoty z brylantem, dziewczynka sznur paciorków z prawdziwych pereł.
W ogromnej sali, do której prowadzą żelazne drzwi jest zaklęte wojsko, pogrążone w zaczarowanym śnie. Gdy w niedzielę Palmową podczas procesji ksiądz uderza trzy razy w zamknięte drzwi kościoła krzyżem, na palcu chłopca obraca się pierścień, otwierają się żelazne drzwi do podziemi. Zaklęci żołnierze odzyskują mowę, budzą się ze snu i zasiadają do zastawionego stołu jak na święcone. Ucztują. Usługuje im dziewczynka ze sznurem pereł na szyi. Uczta nie trwa długo. Po paru chwilach wszystko znów kamienieje. Tak to powtarza się co roku, dopóki pierścień skamieniałe-mu chłopcu nie ześlizgnie się całkiem z palca. Gdy to nastąpi, wojsko ożyje. Stanie pod dowództwem chłopca, połączy się ze „śpiącymi rycerzami” z Tatr i stoczy krwawą walkę z wrogiem, który chciałby „zdeptać” Rzeczpospolitą. Po zwycięskiej bitwie dziewczynka ofiaruje każdemu żołnierzowi jedną perłę na pamiątkę wybawienia Ojczyzny.” (Źródło informacji: https://www.zamkipolskie.net.pl )

Inna legenda opowiada o tym jak zamek stał się własnością biskupów krakowskich:
„…mieszkał w tym zamku dziedzic onego, a nazywał się Paloch; gdy się już zestarzał, a ciężką złożony chorobą, czuł śmierć zbliżającą się, opadły go jak liście z drzewa zimowym szronem sparzone wszystkie dawne nadzieje, żądze i myśli, i zapragnął widzieć raz jeszcze brata mieszkającego na Węgrzech. Godziny i dnie uchodziły unosząc z sobą ostatki sił chorego; brat nie przybywał, bo przybyć czy nie chciał czy nie mógł. I chory urażony obojętnością rodzonego brata, podniósł się z łoża, kazał zawieść do Krakowa, i tam zajechał w gościnę godną jego wieku i słabości, do klasztoru. Nie mogąc ostatniej znaleźć pociechy w uczuciach rodzinnych szukał jej w uczuciach religijnych; co mu ziemia odmawiała, tego szukał w niebie; a umierając zapisał ów zamek rodzinny klasztorowi. A później biskup jakiś krakowski zwiedzając to miejsce tak sobie je upodobał, te wszedł w ugodę z klasztorem, i inną włość dał mu w zamianę, a sam stał się panem zamku i włości. Takim to sposobem wedle podania stała się Muszyna częścią dóbr należących do dawniejszego biskupstwa krakowskiego. (Maciej Bogusz Stęczyński, Okolice Galicji, Lwów 1847)”

Oprócz rycerzy zobaczyliśmy też kilka postaci w strojach z epoki :)

Pięknie przygotowana ekspozycja, a wybór postaci też nie przypadkowy, bo figury woskowe przedstawiają osoby związane z tym zamkiem. Spotykamy np. biskupa Pawła z Przemankowa, czy biskupa Jana Konarskiego.

No i dotarliśmy do tarasu widokowego :)

To miejsce umożliwia podziwianie panoramy Muszyny i Beskidu Sądeckiego :) Podziwialiśmy więc kolejny raz  :)

I spojrzenie na dziedziniec i dolny taras widokowy :)

Schodząc ponownie zerkaliśmy na wystawę :)

Osobom zainteresowanym zwiedzaniem tego obiektu wstawiam jeszcze zdjęcie z godzinami otwarcia i cennikiem :) Cennik dotyczy zamkowej wieży, bo jak już wcześniej wspomniałam wejście na dziedziniec i taras dolny jest bezpłatne.

Lubimy zwiedzać zamki, te zrekonstruowane również, więc poznanie kolejnego bardzo nas ucieszyło. Dodatkowo pozachwycaliśmy się panoramą Muszyny i okolicznych wzgórz :)

Lokalizacja i uzdrowiskowy klimat Muszyny urzekają :) Podczas tej wizyty zwiedziliśmy Zamek w Muszynie, Ogrody Biblijne przy kościele Józefa Oblubieńca NMP, pospacerowaliśmy po Rynku i odchodzących od niego uliczkach, skosztowaliśmy pyszności w „Szarotce”, a to tylko część atrakcji jakie miasto oferuje turystom. Na pewno warto też odwiedzić Ogrody Sensoryczne i wejść na Górę Malnik – najpiękniejszy punkt widokowy w Muszynie. Tego dnia już nie zdążyliśmy, więc, no cóż, mamy powód by do Muszyny powrócić :)

Pozdrawiam serdecznie :) :) :)
I zachęcam do wakacyjnego odkrywania nowych miejsc :)

225. Muszyna w pięknej Dolinie Popradu

Witam serdecznie :) :) :)
Uzdrowiskowy klimat Piwnicznej-Zdrój tak nas urzekł, że ostatniego dnia „naszej corocznej tatrzańskiej wyprawy” postanowiliśmy podjechać do jeszcze jednej uzdrowiskowej miejscowości położonej nad Popradem, a mianowicie Muszyny :)

Muszyna znajduje się w województwie małopolskim, w powiecie nowosądeckim. Jest siedzibą gminy miejsko-wiejskiej. Leży w odległości ok. 5 km od granicy ze Słowacją oraz w odległości około 11 km od Krynicy-Zdroju. Pod względem geograficznym znajduje się w trzech mezoregionach: Beskid Sądecki, Góry Leluchowskie i Góry Lubowelskie.

Muszyna posiada status miejscowości uzdrowiskowej z licznymi odwiertami i rozlewniami wód mineralnych. Stąd pochodzi jedna z najbardziej wartościowych wód mineralnych – Muszynianka. Znajdują się tam pijalnie wody mineralnej, sanatoria uzdrowiskowe, baseny oraz parki zdrojowe.

Muszyna przywitała nas deszczem, ale na szczęście szybko się rozpogodziło i mogliśmy spacerować już w przyjemniejszych warunkach :)

Pięknie ukwiecony rynek zachwycił nas, a zwłaszcza mnie – miłośniczkę kwiatów :)

Na muszyńskim rynku „Ziemia śmieje się kwiatami”
(Ralph Waldo Emerson) :)

Miejscowość ta słynie z licznych dywanów i pięknych figur kwiatowych :)

Zwiedzanie miasta rozpoczęliśmy od rynku, który powstał w czasach lokacji miasta i ma nieregularny, trójkątny kształt. Otaczające go kamienice są raczej nowe, ponieważ z tych zabytkowych, to niewiele się zachowało.
Warto jednak zwrócić uwagę na powstałe na przełomie XVIII i XIX wieku kapliczki św. Floriana oraz św. Nepomucena.

Uwagę przyciąga też ratusz. Powstał on bardzo niedawno, bo w latach 2019 – 2021, ale wzniesiono go na kilkusetletnich piwnicach pamiętających czasy średniowiecza. W nowym ratuszu mieści się Centrum Informacji Turystycznej oraz kawiarnia.

Pod ratuszem można zwiedzić odtworzone więzienie na które natrafili archeolodzy podczas badań w 2015 r. oraz salę tortur z bogatą ekspozycją narzędzi kaźni.

Mnie zaciekawiły też dwie fontanny :)
Oto pierwsza z nich :)

I druga, bardziej nowoczesna :)

Zwiedzając, lubimy zrobić sobie chwilę przerwy przy kawce i ciasteczku :) Na rynku w Muszynie jest do tego idealne miejsce – Cukiernia-Kawiarnia „Szarotka” :)

Cukiernia-Kawiarnia „Szarotka” rozpoczęła swoją działalność w 1963 roku i od tej pory nieprzerwanie funkcjonuje do dzisiaj :) Widoczny na elewacji napis informuje o tym :)

Oprócz słodkich pyszności wrażenie robi też klimatyczne wnętrze :)

Dużo książek, winyle na ścianie, koronkowe obrusy, stare pianino i mnóstwo różnych bibelotów z poprzedniej epoki, a do tego świadomość, że właśnie w tym miejscu w 1976 roku Edward Stachura pisał listy do Danuty Pawłowskiej :) Na pewno warto tu zajrzeć :)

Po słodkim i miłym odpoczynku ruszyliśmy ulicą Kościelną w kierunku kościoła parafialnego pw Św. Józefa Oblubieńca NMP.

Domy stojące wzdłuż ulicy Kościelnej pochodzą z XIX i XX wieku. Tworzą zabytkowy zespół szeregowej zabudowy. Wiele z nich wyposażonych jest w charakterystyczne bramy wjazdowe prowadzące do sieni.

Poniżej Kościół parafialny pw Św. Józefa Oblubieńca NMP, a przed nim zaparkowała
Kolejka Muszyńska :)

Budowa obecnej świątyni rozpoczęła się w 1676 roku od poświęcenia kamienia węgielnego przez biskupa Andrzeja Trzebickiego. Prace budowlane trwały długo, a kościół został konsekrowany dopiero w 1749 roku przez biskupa krakowskiego Andrzeja Stanisława Załuskiego.

Świątynia była wielokrotnie odnawiana, m.in. w 1803 roku nadbudowano zakrystię południową oraz w 1950 roku dobudowano zakrystię północną. Kościół został wzniesiony w stylu barokowym, wybudowany z kamienia i otynkowany. Budowla jest jednonawowa, posiada wydłużoną czteroprzęsłową nawę i węższe prezbiterium, zamknięte półkoliście. Przy prezbiterium od strony południowej znajduje się kwadratowa zakrystia oraz nowa przybudówka od trony północnej. Na zewnątrz ściany są rozczłonkowane podziałami pilastrowymi i zwieńczone obiegającym gzymsem konsolkowym. We fryzie pod gzymsem są umieszczone otwory strzelnicze, świadczące o obronnej funkcji świątyni. Fasada jest zwieńczona trójkątnym przyczółkiem z podziałami ramowymi, w przyziemiu do wnętrza wchodzi się przez barokowy portal. Świątynia nakryta jest dachami dwuspadowymi z barokową wieżyczką na sygnaturkę z latarnią i baniastym dachem hełmowym. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org )

Wnętrze jest nakryte sklepieniami krzyżowymi opartymi na gurtach i spływającymi na filary przyścienne, podtrzymujące wydatny przełamujący się gzyms. Łuk tęczowy jest półkolisty i posiada belkę o ozdobnym wykroju z grupą Ukrzyżowania na globie ziemskim, w stylu późnobarokowym pochodzącą z przełomu XVII i XVIII wieku. Obraz, przedstawiający św. Józefa do ołtarza głównego namalował z końcem lat 60. XIX w. krakowski malarz Walery Eljasz (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org )

Na terenie parafii pw. św. Józefa Oblubieńca NMP w 2015 roku utworzono Ogrody Biblijne.

Pomysłodawcą ogrodów był ks. Paweł Stabach, a projektantem Zofia Włodarczyk, nauczyciel akademicki Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie i autorka książki „Rośliny biblijne”. Celem ogrodów jest ukazywanie treści biblijnych i roślin biblijnych w plenerze.

Cytując ks. Pawła Stabacha „Muszyńskie Ogrody Biblijne są miejscem szczególnego spotkania Boga z człowiekiem i człowieka z Bogiem w Jego Słowie, obrazach biblijnych i biblijnej roślinności”.

Ogrody Biblijne ukazują sceny zawarte w Starym i Nowym Testamencie. W ogrodach można spotkać kompozycje roślin znanych z kart Biblii oraz występujących w Jerozolimie lub Palestynie, od średniowiecza zwaną Ziemią Świętą.

Muszyńskie Ogrody Biblijne zostały podzielone na pięć stref tematycznych. Pierwszą z nich jest Ogród Historii Zbawienia. Ukazuje dzieje od narodzin świata aż po jego kres zawarty w apokalipsie św. Jana. Ogród Historii Zbawienia został podzielony tematycznie na cztery części: „Stary Testament”, „Życie i działalność Jezusa”, „Zmartwychwstanie Jezusa i Jego ostatnie pouczenia” oraz „Listy Apostołów”.

Drugą strefą jest Ogród Krajobrazów Biblijnych. Zawarte w nim kompozycje prezentują geografię Ziemi Świętej, a także wybrane elementy gospodarki rolnej za czasów biblijnych.

W kolejnej części ogrodu można zapoznać się z nauką proroków, których rolą było niesienie ludziom Bożego, Mesjańskiego przesłania.

Dalej urządzono zakątek dla dzieci. Ostatnią strefą jest Ogród Zakochanych. Jego kompozycja i teksty biblijne mają sprzyjać edukacji religijnej i kontemplacji połączonej z miłym spędzaniem czasu. Na terenie ogrodu znajduje się też źródło wody mineralnej „Maryja”. Odkryto je w 2016 roku na głębokości 70 metrów.

Ogrody Biblijne otwarty są codziennie od wtorku do soboty w godzinach 10.00-18.00, a w niedzielę w godzinach 9.00-19.00 – „dzień ciszy” (bez przewodnika). W poniedziałek są zamknięte.

To niezwykłe miejsce na pewno warto odwiedzić :)

Zwiedzanie ogrodów jest bezpłatne, ale można przy wejściu złożyć dobrowolną ofiarę na ich utrzymanie :)

Dzisiaj pokazałam pięknie ukwiecony rynek, ciekawą zabudowę Muszyny i opowiedziałam o Ogrodach Biblijnych, a następnym razem zaprezentuję Zamek w Muszynie :)

POZDRAWIAM i zachęcam do czytania kolejnego wpisu :) :) :)

224. Dolina Gąsienicowa… Czarny Staw Gąsienicowy, Zawrat, Świnica

Witam serdecznie :) :) :)

Kolejnego dnia odbyliśmy ostatnią wysokogórską wędrówkę :) I zacznę może od tego, że w zależności od kondycji i chęci można przejść całą opisaną trasę, ale można też zafundować sobie jej skrócone wersje :)

Samochód zaparkowaliśmy na jednym z kilku parkingów pod Nosalem i korzystając z opcji dojazdu busem, szybko znaleźliśmy się w Kuźnicach :)

Naszym pierwszym celem była Hala Gąsienicowa oraz znajdujące się tam Schronisko PTTK „Murowaniec” :)
Mając do wyboru niebieski szlak przez Boczań lub żółty Doliną Jaworzynką zdecydowaliśmy się pójść tym pierwszym (oba znane nam już z wcześniejszych wędrówek).

Po 1,5 godzinnej wędrówce i wyciskaniu pierwszych potów dotarliśmy do Przełęczy między Kopami. Żółty szlak poprowadzony Doliną Jaworzynką w tym miejscu się kończy i dalej do „Murowańca” idzie się tylko niebieskim.

Niebieski szlak, cudne niebieskie niebo nad tatrzańskimi szczytami i do tego jeszcze kwitnąca wierzbówka kiprzyca :) Widok z Królowych Rówienek oczarował nas :)

Hala Gąsienicowa to obecnie w potocznym rozumieniu północna część Doliny Gąsienicowej w Tatrach obejmującej Królowe Rówienki, Stawiańskie Rówienki i otoczenie schroniska „Murowaniec”.
W przeszłości była to hala pasterska będąca jednym z większych ośrodków pasterstwa w Tatrach. Miała powierzchnię 797,45 ha, z czego pastwiska stanowiły tylko 3,8 ha, największą zaś część nieużytki 521,2 ha, reszta to halizny (120 ha), kosodrzewina (105 ha) i las (47,45) ha. Zajmowała cały obszar Doliny Czarnej Gąsienicowej i Doliny Zielonej Gąsienicowej, a nawet górną, zalesioną część Doliny Suchej Wody. Znajdujące się na tarasie Królowe Rówienki należały do dwóch hal; mniejsza południowa część do Hali Gąsienicowej, a większa północna do Hali Królowej. Nazwa hali pochodzi od góralskiego rodu Gąsieniców z Zakopanego, którzy w XVII w. byli jej właścicielami. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Na Królowych Rówienkach stoją drewniane szopy i szałasy. Są one pamiątką po istniejących tutaj dawniej 15 szopach i szałasach pasterskich. Zostały w 1985 wyremontowane przez Muzeum Tatrzańskie :)

Na Hali Gąsienicowej, na wysokości 1500 m n.p.m. znajduje się Schronisko PTTK „Murowaniec” :)

Uroczyste otwarcie schroniska odbyło się 12 lipca 1925 roku przez prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego.
W roku 1949 powstała tutaj placówka Polskiego Towarzystwa Geograficznego oraz stacja meteorologiczna.
W latach 1950-51 powiększono schronisko dobudowując skrzydło zachodnie i modernizując wnętrze.
W roku 1963 schronisko Murowaniec uległo częściowemu spaleniu, po czym zostało odbudowane, a przy okazji nieznacznie przebudowano wnętrze.

Obecnie „Murowaniec” posiada 120 miejsc noclegowych, w pokojach od 2- do 6-osobowych oraz w pokojach wieloosobowych (8-, 10- oraz 12-osobowych).

Przy schronisku znajduje się bardzo duży węzeł szlaków turystycznych. My po posiłku i odpoczynku ruszyliśmy dalej szlakiem niebieskim :)

Pół godziny później stanęliśmy nad taflą Czarnego Stawu Gąsienicowego :)

Czarny Staw Gąsienicowy to jezioro polodowcowe z grupy Gąsienicowych Stawów w Tatrach Wysokich. Położone jest na wysokości 1624 m n.p.m. w cyrku lodowcowym i jest czwartym co do głębokości jeziorem tatrzańskim. Nad jego zachodnim brzegiem wznoszą się ściany Kościelca. Czarny Staw jest największym jeziorem Doliny Gąsienicowej i jednym z dwóch położonych w części wschodniej, nazywanej czasem Doliną Czarną Gąsienicową (drugie z nich to Zmarzły Staw Gąsienicowy).

Jezioro ma kształt owalny, woda jest przezroczysta, o zabarwieniu szafirowym. Na jeziorze, w pobliżu jego północno-wschodniego brzegu znajduje się niewielka (310 m²) wysepka porośnięta kosodrzewiną. Powstała ona na dawnym mutonie. Na wysepce tej planowano w 1909 r. zbudowanie mauzoleum Juliusza Słowackiego, ale w wyniku protestów działaczy ochrony przyrody nie doszło do tego. Od północy jezioro zamyka skalny próg, z którego wypływa Czarny Potok Gąsienicowy. Czarny Staw został sztucznie zarybiony w 1881 r. (wpuszczono do niego pstrągi potokowe i źródlane).
Nazwa wywodzi się z ciemnogranatowego, a nawet czarnego odcienia wody, związanego z ocienieniem wód pobliskim szczytem i sinicami (Pleurocapsa polonica) porastającymi głazy znajdujące się na brzegach jeziora. Przezroczystość wody wynosi 12 m.
(Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

10 lat temu szliśmy stąd czarnym szlakiem na Przełęcz Karb, a teraz naszym celem był Zawrat, więc powędrowaliśmy dalej szlakiem niebieskim :)

Szlak niebieski biegnie lewym brzegiem stawu. Idąc zachwycaliśmy się nim :)

Wkrótce pojawiło się odbicie – żółty szlak na Granaty.

Idąc dalej niebieskim powoli pięliśmy się w górę, a krajobraz robił się coraz bardziej surowy.

Za plecami mieliśmy Czarny Staw Gąsienicowy i doskonale widoczny szlak, którym wcześniej szliśmy :)

Pojawiło się jeszcze jedno odbicie w lewo – tym razem w kierunku Koziego Wierchu. My jednak wierni niebieskiemu szlakowi szliśmy dalej w kierunku Zawratu :)

Po około 40 minutach dotarliśmy do znajdującego się na wysokości 1787 m n.p.m. Zmarzłego Stawu Gąsienicowego.

Zmarzły Staw Gąsienicowy lub po prostu Zmarzły Staw, czasami nazywany także Zmarzłym Stawem pod Zawratem należy do grupy Gąsienicowych Stawów.
Powierzchnia stawu wynosi 0,28 ha (długość 77 m, szerokość 50 m), głębokość – 3,7 m. Zamarznięty jest przez większą część roku, roztapia się zwykle w czerwcu – lipcu, a zamarza we wrześniu – październiku. W okresie zimowym zamarza do dna. Wody ze stawu spływają niewielkim potokiem do położonego niżej Czarnego Stawu Gąsienicowego.

Uroczy, mały staw w otoczeniu kamiennych kolosów zauroczył mnie i dlatego postanowiłam posiedzieć tu dłużej, po delektować się pięknem i ciszą tego miejsca, a następnie powoli schodzić w dół do „Murowańca”.

Zawrat oczywiście kusił, ale ponieważ wchodziłam już tym szlakiem, a na Świnicy byłam dwukrotnie postanowiłam tym razem odpuścić i nie blokować ruchu na łańcuchach :)

Zrobiliśmy sobie z mężem pamiątkowe zdjęcie i ja pozostałam, a on wraz z synem ruszyli na podbój Świnicy przez Zawrat :) Tak zresztą robi większość docierających tu turystów :)

Mając dużo czasu mogłam powoli schodzić, co chwilę przystawać, zachwycać się i robić mnóstwo zdjęć :)

Widok Czarnego Stawu Gąsienicowego oczarował mnie :) Pięknie wygląda z każdej perspektywy :)

I jeszcze jedno ujęcie „z góry” :)

Nad brzegiem tego stawu też warto dłużej posiedzieć :)

I załapałam się nawet na bardzo ciekawy plenerowy wykład o tatrzańskiej przyrodzie :)

I gdy ja powoli schodziłam szlakiem od Zmarzłego Stawu do Schroniska PTTK „Murowaniec”, to Moi Panowie dzielnie pieli się w górę, by najpierw zdobyć Zawrat, a następnie Świnicę :) Ich wędrówka wyglądała zupełnie inaczej niż moja, a właściwie wspinaczka :)

Niebieski szlak na Zawrat z Hali Gąsienicowej uważany jest za trudny i nie polecany początkującym turystom, a także osobom mającym słabą kondycję i lęk ekspozycji.

Szlak biegnie przez piarg Zawratowego Żlebu. Jest stromo i momentami ślisko, więc dla ułatwienia i bezpieczeństwa umocowano tam łańcuchy, a także klamry.

Trzeba się nagimnastykować, by pokonać ten odcinek, ale na pewno warto, bo widoki z Zawratu zapierają dech w piersiach i rekompensują trud włożony w jego zdobycie.

Widok z Zawratu na Dolinę Pięciu Stawów Polskich :) Wyróżniająca się piramida w tle to Krywań :)

Zasłużony odpoczynek :) :) :)

Zawrat (2159 m n.p.m.) to przepiękna przełęcz, oddzielająca Zawratową Turnię od Małego Koziego Wierchu. Jest jednym z dwóch skrajnych punktów szlaku Orlej Perci (zachodnim).

Dalsza wędrówka to było odbicie w prawo i wejście szlakiem czerwonym na Świnicę :)

Eksponowane odcinki oraz dość trudna skalna wspinaczka… było jeszcze trudniej.

Umieszczono ciągi łańcuchów, a także kilka drabinek zbudowanych z klamer. „Żelastwo” ułatwia wspinaczkę, chociaż niestety utrudnieniem w przypadku drabinek jest spora odległość między ich stopniami, zwłaszcza dla osób o niskim wzroście.

Mąż i syn dzielnie sobie radzili na tym trudnym i eksponowanym odcinku :)

Po godzinie zdobyli szczyt Świnicy :)

Świnica to zwornikowy szczyt w Tatrach Wysokich o dwóch wierzchołkach, różniących się wysokością o 11 metrów. Mająca kształt szerokiej piramidy skalnej Świnica jest pierwszym od zachodu wybitnym szczytem w grani głównej Tatr Wysokich (jej minimalna deniwelacja względna wynosi 356 metrów) i dobrym punktem widokowym.

Wyższy wierzchołek ma 2302 m n.p.m. i prowadzi na niego szlak turystyczny. Niższy, północno-zachodni, zwany wierzchołkiem taternickim, ma wysokość 2291 m n.p.m. i jest niedostępny turystycznie. Niektórzy za trzeci wierzchołek uznają też niewybitny garb Świnickiej Kopy. Punktem zwornikowym, przez który przebiega granica państwowa pomiędzy Polską a Słowacją, jest jej główny wierzchołek. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org )

Spojrzenie w kierunku Kasprowego Wierchu :)
W tle widać również Czerwone Wierchy i Giewont :)

Odcinek między Zawratem a szczytem Świnicy, po przejściowym zamknięciu w latach 2018-2021, został przywrócony z ograniczeniem do jednego kierunku ruchu, wyłącznie w stronę Świnicy.

Zejście ze szczytu też wymaga kondycji i zachowania ostrożności.

Po dotarciu do Świnickiej Przełęczy można kontynuować schodzenie idąc dalej granią w kierunku Kasprowego Wierchu lub tak jak zrobili to moi bliscy – odbić w prawo i czarnym szlakiem zejść do Doliny Gąsienicowej :)

Poniżej spojrzenie na majestatyczną Świnicę z kamiennej ścieżki, która ułatwia schodzenie ze Świnickiej Przełęczy.

Gdy spotkaliśmy się w Murowańcu, to odpoczęliśmy, wymieniliśmy wrażeniami i już razem schodziliśmy do zaparkowanego pod Nosalem samochodu :)

Dla Moich Panów wchodzących przez Zawrat na Świnicę to był długi i wymagający szlak, dla mnie zdecydowanie mniej męczący. Pogoda wspaniale nam dopisała i dzięki temu widoki zachwycały, a wędrówka przebiegała w bezpieczniejszych warunkach  :)

Rozpoczynając ten wpis napisałam, że można przejść całą opisaną trasę, ale można też zdecydować się na jej krótsze wersje. Zaawansowanym turystom polecam przejście całej trasy – satysfakcja gwarantowana. Osoby średniozaawansowane mogą tak jak ja spokojnie dojść sobie do Zmarzłego Stawu i wrócić. Dużo osób jako punkt docelowy obiera sobie Czarny Staw Gąsienicowy, a inni docierają do Schroniska PTTK „Murowaniec” i po odpoczynku wracają do Kuźnic. W tym regionie Tatr szlaków turystycznych jest dużo, jest więc w czym wybierać :)  Można skorzystać z mojej propozycji lub przygotować swoją własną trasę :) :) :)

Podsumowując trasa:
Parking pod Nosalem – Kuźnice – szlak przez Boczań (szlak niebieski) – Przełęcz między Kopami – Królowe Rówienki – Schronisko PTTK „Murowaniec” – Czarny Staw Gąsienicowy (szlak niebieski) – Zmarzły Staw – Zawrat (2159 m n.p.m.) – Świnica (2302 m n.p.m.) – Świnicka Przełęcz – Dolina Gąsienicowa – Schronisko PTTK „Murowaniec” – Królowe Rówienki – Przełęcz między Kopami – szlak niebieski przez Boczań – Kuźnice – Parking pod Nosalem

Pozdrawiam cieplutko :) :) :)

223. Dolný Kubín na bis

Witam serdecznie :) :) :)
Następnego dnia regenerowaliśmy siły po intensywnej wędrówce i przed kolejną planowaną. Ponieważ już przekonaliśmy się, że o późniejszej godzinie lepiej omijać przejście graniczne w Jurgowie (remont mostu w miejscowości Podspady (słow. Podspády) i spowodowane tym korki), to pojechaliśmy w innym kierunku. Nasz wybór padł na Dolný Kubín w historycznym regionie Orawa :)

Dolný Kubín leży w środkowej Słowacji, w kraju żylińskim, w historycznym regionie Orawa, w dolinie Orawy, między grupami górskimi Magury Orawskiej (na północy) i Gór Choczańskich (na południu). Jest doskonałą bazą wypadową na okoliczne pasma górskie.

Miasto to po raz pierwszy odwiedziliśmy w sierpniu 2021 roku i tak nas oczarowało, że po 3 latach zapragnęliśmy ponownie pospacerować jego uliczkami i sprawdzić co się w nim zmieniło :)

O tej pierwszej wizycie można poczytać w moim archiwalnym wpisie: 188. Dolný Kubín w historycznym regionie Orawa :) Dzisiejszy wpis oferuje głównie nowe zdjęcia wszystkich już wcześniej opisanych miejsc. Zazwyczaj gdy jedziemy do nowego miasta, to najpierw szukamy odpowiadającego nam parkingu, później wszystkich najciekawszych miejsc i oczywiście kawiarni z najlepszymi ciastami, a teraz proszę – byliśmy zorientowani we wszystkim i bezstresowo sobie zaparkowaliśmy i spacerowaliśmy :)

Wszystkie pokazane do tej pory zdjęcia pochodzą z rynku (Hviezdoslavovo námestie), który jest głównym zabytkiem urbanistycznym miasta z epoki średniowiecza.

Znajduje się tu wiele renesansowych i barokowych domów mieszczańskich. W średniowieczu rynek nie miał jednak dzisiejszego wyglądu i wielkości. Aż do XVII w. była tu tylko drewniana zabudowa. Przeniesienie siedziby żupy orawskiej z Veličnej do Dolnego Kubina po 1684 r. przyczyniły się do budowy domów kamiennych. Niektóre z nich po przebudowach zachowały się do dziś. (Źródło informacji: http://slowacja-latem.pl/zwiedzanie/miasta/dolny-kubin/ )

Poniżej Oravská galéria – Župný dom :)

Župný dom pochodzi z XVII w. Fasada została przebudowana w stylu neobarokowym, znajduje się na niej żupny herb z XVIII w.

Oravská galéria – Župný dom sąsiaduje z kościołem ewangelickim.

Pomiędzy kościołem ewangelickim, a Orawską Galerią znajduje się mały, ale pięknie zadbany Park dejateľov :)

Tworzy go osiem płaskorzeźb znanych osobistości z historii (Ivan Ballo, Pavol Bujnák, Theo Herkeľ Florin, Ladislav Jégé Nádaši, Juraj Janoška, Andrej Halaša, Peter Škrabák i Margita Figuli).

Oprócz zabytkowych budynków na rynku przyciąga wzrok i zachwyca również nowoczesna fontanna :)

Podczas pierwszej wizyty miasto to urzekło mnie spokojem :) Teraz było podobnie, jedynie ustawiona na rynku scena sugerowała, że bywają dni, gdy jest tu głośniej :)

Pierwsza pisemna wzmianka o Dolnym Kubinie pochodzi z 1323 r. Prawa miejskie uzyskał w 1632-33, a od 1683 r. była tu siedziba Żupy. (Źródło informacji: http://slowacja-latem.pl/ )

Poniżej pomnik wyzwolenia z wyrytą na nim datą wyzwolenia Dolnego Kubina :)

Najstarszym zabytkiem miasta jest Kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Został on wybudowany w latach 80-tych XIX wieku na fundamentach wcześniejszego kościoła z XIV w.

A w pobliżu tego zacnego zabytku znajduje się urocza kawiarenka, którą też zapamiętaliśmy z poprzedniej wizyty i z przyjemnością ponownie odwiedziliśmy :)

Po odpoczynku w kawiarni, posileni i zadowoleni kontynuowaliśmy nasze powolne spacerowanie :)

Udaliśmy się w kierunku dzielnicy Bysterec :)

Osiedle Bysterec i stare miasto łączy drewniany most – najdłuższy drewniany most w środkowej Europie.

Już podczas pierwszej wizyty zachwycił nas, więc chcieliśmy zobaczyć go ponownie :)

Robi wrażenie, prawda? :)

Przechodząc nim też mieliśmy co podziwiać :)

Przepływająca przez Dolný Kubín rzeka Orawa (słow. Orava) dzieli miasto na dwie części. Na jej lewym brzegu leży stare, historyczne miasto, na drugim brzegu – nowa część, Bysterec.

Jeszcze jedno spojrzenie z mostu na rzekę Orawę :)

Przechodząc dostrzegłam tablicę upamiętniającą autora tej niezwykłej konstrukcji :)

I jesteśmy na drugim brzegu rzeki i z niego również oglądamy ten interesujący cud architektury :)

W historycznej części miasta, w pobliżu rynku (Hviezdoslavovo námestie) znajduje się pomnik największego słowackiego poety, który nazywa się Pavol Országh Hviezdoslav :)

Pavol Országh Hviezdoslav został też patronem miejscowego gimnazjum.

Na pierwszym planie Urząd Miejski, a niebieski budynek w tle to właśnie gimnazjum :)

Będąc w Dolnym Kubinie warto też zwrócić uwagę na dawną synagogę, w której mieści się obecnie Kino Choč.

Przygotowując ten wpis wyczytałam w internecie, że „istnieje legenda, że kto raz odwiedził Dolný Kubín – zawsze będzie tam wracał!” No i proszę nie znając jej wcześniej – powróciliśmy :)

Do pięknych miejsc warto powracać, a po tym powrocie utwierdziłam się tylko w moich wcześniejszych odczuciach, że Dolný Kubín to urocze, malownicze, atrakcyjne turystycznie i lokalizacyjnie słowackie miasto. Dużo w nim kwiatów, zieleni i interesujących zabytków oraz co bardzo sobie cenię – spokoju :)

 
Wraz z piękną, wiosenną aurą zachęcam do spacerów i ciepło pozdrawiam :) :) :)