148. Przez Dolinę Kondratową na Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.)

Witam :) Kolejne sierpniowe, tatrzańskie wędrowanie rozpoczęliśmy w Kuźnicach, a punktem docelowym tego dnia było zdobycie Kasprowego Wierchu od strony Przełęczy pod Kopą Kondracką. Idąc z Kuźnic szlakiem niebieskim, brukowaną granitowymi kamieniami (tzw. „kocie łby”) Drogą Brata Alberta, po 35 minutach dotarliśmy do Kalatówek :)

Hotel górski PTTK Kalatówki znajduje się nieopodal Zakopanego, już na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego, na wysokości 1198 m n.p.m., w Dolinie Bystrej.
Kalatówki zostały zbudowane w okresie międzywojennym w 1938 roku w rekordowo krótkim czasie 150 dni i od początku swego istnienia stanowią ważny punkt dla narciarzy i turystów. Obecnie hotel dysponuje 44 pokojami 1, 2, 3, 5 osobowymi z umywalkami bądź łazienkami oraz apartamentami.  W hotelu jest restauracja, dwie kawiarnie, siłownia, sauna, wypożyczalnia sprzętu narciarskiego. Obok, na polanie Kalatówki zimą czynne są dwa wyciągi narciarskie Kalatówki.

Po kolejnych 35 minutach wędrówki jesteśmy już na Polanie Kondratowej i możemy odpoczywać u stóp masywu Giewontu w schronisku PTTK na Hali Kondratowej im. Władysława Krygowskiego :)

Schronisko to znajduje się na wysokości 1333 m n.p.m., na terenie byłej Hali Kondratowej. Jest to najmniejsze schronisko polskich Tatr (600 m³), dysponujące 20 miejscami w pokojach 6- i 8-osobowych. Zarządzane jest przez PTTK. Kierowaniem schroniska w latach 1947–80 zajmował się Stanisław Skupień, narciarz i olimpijczyk. Od 2003 r. jego obowiązki przejął syn – Andrzej Skupień, po którego śmierci schroniskiem zarządza jego siostrzenica.

Schronisko PTTK na Hali Kondratowej jest doskonałą bazą wypadową na Giewont lub na Czerwone Wierchy. Można z niego powędrować również (tak jak my to uczyniliśmy) na Kasprowy Wierch :)

Opuściliśmy schronisko i jesteśmy już w Dolinie Kondratowej. Zielonym szlakiem powoli podążamy, by najpierw osiągnąć Przełęcz pod Kopą Kondracką, a odwracając się takie oto widoki możemy podziwiać – masyw Giewontu jak widać wspaniale góruje nad doliną :)

Na zdjęciu był jeden niewielki, ale na południowo-wschodnich zboczach doliny znajdują się i ogromne głazy, które oderwały się od ścian Giewontu i stoczyły w dół. W 1953 r. jeden z nich, ważący ok. 30 ton, uderzył w ścianę schroniska.

Dolina Kondratowa to malownicza dolina w Tatrach Zachodnich, stanowiąca zachodnie odgałęzienie Doliny Bystrej.
Większą część doliny budują skały wapienne. Rozwinięte w nich zjawiska krasowe powodują, że dolina jest sucha. Woda płynie podziemnymi wypływami i wypływa nagle w postaci Wywierzyska Bystrej.
Dno doliny jest stosunkowo płaskie, gdyż w przeszłości było dnem stawu utworzonego przez morenę polodowcową.

Wiele lat temu Dolina Kondratowa była wypasana, a jej pasterskie tereny nazywano Halą Kondratową. Prawo do wypasania przechodziło w wyniku dziedziczenia na mieszkańców okolicznych wsi. Wypasu zaprzestano w momencie, gdy hala przeszła w posiadanie Tatrzańskiego Parku Narodowego. Nadmierny wypas niszczył, bowiem Tatry i szkodził przyrodzie, jednak jego zaprzestanie skutkowało zarastaniem hali. Obecnie duża jej część zarosła już lasem i kosówką. (Źródło informacji: http://natatry.pl )

Cały „obraz” i klimat doliny dobrze oddają słowa Tadeusza Zwolińskiego, który pisał o niej w roku 1948 tak: „Hala Kondratowa… Ileż wspomnień wiąże się dla nas, taterników i narciarzy, z tym uroczym zakątkiem tatrzańskim, drzemiącym w upalne dni lata w promieniach słońca, w usypiającym podźwięku i „turlikaniu” dzwonków owczych i krowich. Jest i była to od lat niepamiętnych brama wypadowa rozlicznych szlaków turystycznych – na Giewont, w Czerwone Wierchy, w puste, dalekie doliny Tatr Zachodnich… Tu stawiało pierwsze swe kroki przed 40 laty – narciarstwo polskie, ogarniające dziś żywiołowym ruchem całe młode nasze pokolenie… Dlatego też Hala Kondratowa miła jest sercu każdego miłośnika Tatr – zarówno pamiętającego ją od lat dziecinnych Zakopianina – jak i przybysza ze stron dolinnych”. (Źródło informacji: http://natatry.pl )

Memu sercu również miłą się stała :)

Wyczytałam w internecie, więc dodam tu jeszcze jako ciekawostkę informację iż niegdyś na Hali Kondratowej istniała skocznia narciarska. Obiekt miał drewniany rozbieg oraz naturalny zeskok. Obok stała rezerwowa skocznia – zbudowana ze śniegu. Wykorzystywano ją, gdy warunki nie sprzyjały skakaniu z większej skoczni. W roku 1936 odbyły się tutaj Mistrzostwa Polski w skokach, w których zwycięstwo odniósł Stanisław Marusarz. Skocznia była też miejscem treningów przed Igrzyskami Olimpijskimi w Cortina d’Amprezzo. Obecnie po skoczniach nie ma nawet śladu. (Źródło informacji: http://natatry.pl )

I jesteśmy już prawie na Przełęczy pod Kopą Kondracką… odwracając się możemy podziwiać całą przebytą trasę aż od małego schroniska, czyli Schroniska PTTK na Hali Kondratowej :)

Niewielki już wysiłek i dotarliśmy na Przełęcz pod Kopą Kondracką, na wysokość 1863 m n.p.m. :)

Przełęcz ta znajduje się w głównym grzbiecie Tatr pomiędzy Kopą Kondracką (2005 m n.p.m.) a Suchym Wierchem Kondrackim (1890 m n.p.m.). Przez przełęcz jak i przez wspomniane szczyty biegnie granica polsko-słowacka.
Z szerokiego siodła przełęczy można podziwiać Kopę Kondracką, Giewont oraz rozległe widoki na Tatry Wysokie.

Na zdjęciu widzimy masyw Giewontu, stąd do „Śpiącego Rycerza” jest blisko :)

Przełęcz pod Kopą Kondracką to rozległe siodło o zaokrąglonym grzbiecie. Podobnie jak i szczyty Czerwonych Wierchów porośnięte jest niską murawą, w której dominuje sit skucina.

Poniżej widok z przełęczy na Kopę Kondracką (2005 m n.p.m.) :)

Odpoczęliśmy już na Przełęczy pod Kopą Kondracką, a teraz przed nami bardzo widokowa trasa od Przełęczy pod Kopą Kondracką główną granią Tatr aż na Kasprowy Wierch.

Na następnym zdjęciu widok w kierunku Goryczkowej Czuby i Kasprowego Wierchu, w tle panorama Tatr Wysokich z dominującą Świnicą :)

„Kiedy jestem w górach nie istnieje świat zewnętrzny, zgiełk i pośpiech Jest tylko natura i życie razem z jej rytmem. Ktoś może powiedzieć, że to tylko mój wymysł, bo przed życiem się nie ucieknie. Zależy kto co nazywa życiem.” (Piotr Morawski)

Idziemy granią w kierunku Kasprowego Wierchu i Tatr Wysokich, a za naszymi plecami wspaniała panorama Tatr Zachodnich z Czerwonymi Wierchami :)

Nazwa Czerwonych Wierchów pochodzi od czerwono-brązowej barwy ich stoków, jaką nadaje im roślina o nazwie sit skucina, która jesienią, a często już w połowie lata przebarwia się na czerwono 😉

„Szczyt góry zmusza do podniesienia wzroku. Jest jakby palcem wskazującym na niebo, odsyła do zenitu, a więc do światła, do niedostępności, do transcendencji w stosunku do horyzontu w jakim poruszamy się na co dzień. Góra wraz ze swym szczytem niemal przeszywającym niebo, odwzorowuje wyprostowaną postawę człowieka, który podniósł się z nicości ziemi. Jest pewnego rodzaju symbolem zwycięstwa nad siłą ciążenia.” (Gianfranco Ravasi)

Dalsza droga biegnąca granią wzdłuż granicy polsko-słowackiej to mieszanka podejść i zejść. Strona polska cechuje się przepaścistością, dużą ilością urwisk i jest o wiele bardziej stroma niż porośnięta trawą część słowacka, która wydaje się łagodniejsza. Momentami grań robiła się bardzo wąska, a teren opadał niemal pionowo co gwarantowało ciekawe przeżycia. Znalazło się też kilka fragmentów, w których wypadało użyć rąk aby zejść czy podejść po skałach.

Widoki wspaniałe, przyjemnie się szło, ale góry znowu pokazały nam kto tu rządzi, bo dosłownie 15 minut przed szczytem Kasprowego Wierchu dogoniła nas burza, która już wcześniej szalała za naszymi placami w Tatrach Zachodnich. Schowałam więc aparat, powkładaliśmy płaszcze przeciwdeszczowe i na szóstym biegu, z trudem łapiąc już oddech uciekaliśmy by schować się bezpiecznie w budynku górnej stacji kolejki na Kasprowym Wierchu. To było na szczęście tylko chwilowe oberwanie chmur, bo po 20 minutach oczekiwania znowu słonko wyszło i mogliśmy wyjść z naszego ukrycia i nie martwić się już o schodzenie w dół.

Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.), który tym razem tak niemiło powitał nas, góruje nad trzema dolinami walnymi: Doliną Bystrej i Doliną Suchej Wody Gąsienicowej po stronie polskiej oraz Doliną Cichą po stronie słowackiej.

W 1938 roku zbudowano na jego szczycie Wysokogórskie Obserwatorium Meteorologiczne Kasprowy Wierch. Projektantami byli Aleksander Kodelski i Anna Kodelska. Od 1945 r. jest to najwyżej położony budynek w Polsce, obecnie Obserwatorium Meteorologiczne IMGW.

Nazwa Kasprowy Wierch pochodzi od leżącej u podnóży szczytu Hali Kasprowej, a ta z kolei według podań ludowych od imienia lub przezwiska jej właściciela – górala Kaspra.

Tuż poniżej wydłużonego wierzchołka Kasprowego Wierchu, na wysokości 1959 m n.p.m. stoi budynek górnej stacji kolejki w którym znajduje się bar, restauracja, kiosk, poczekalnia dla czekających na zjazd kolejką, przechowalnia nart, WC oraz zimowa stacja TOPR :)

Kasprowy Wierch należy do tzw. wyspy krystalicznej Goryczkowej i dlatego mimo położenia w młodszej części Tatr zbudowanej ze skał osadowych, zbudowany jest ze skał krystalicznych (granodioryty i pegmatyty).

Z Kasprowego Wierchu możemy zjechać do Kuźnic kolejką, ale możemy również zejść zielonym szlakiem do Kuźnic (ok. 2 godz.), żółtym na Halę Gąsienicową (ok. 1 godz.) lub kontynuować wędrówkę granią w kierunku Świnicy (na szczyt 1 godz. 50 min).

Na kolejnym zdjęciu majestatyczna Świnica (2301 m n.p.m.) podziwiana z Kasprowego Wierchu, a w dole stawy w Dolinie Gąsienicowej oraz ścieżka, którą biegnie wspomniany szlak żółty na Halę Gąsienicową :)

My z Kasprowego Wierchu do Kuźnic schodziliśmy szlakiem zielonym przez Myślenickie Turnie. Ponieważ szlak ten biegnie serpentynami bezpośrednio pod trasą kolejki linowej, nad naszymi głowami kilkakrotnie oglądaliśmy jej wagoniki 😉

Jedni wchodzą szlakami, a inni wjeżdżają i zjeżdżają kolejką… Kasprowy Wierch cieszy się powodzeniem i jest najbardziej obleganym szczytem w Tatrach :)

„Chłodna uroda gór, ostra linia skał, ciemne doliny, lasy, a dalej za kryształową taflą powietrza strome dachy maleńkich domków płynące na falującym morzu Podhala”
(K. Zyskowska-Ignaciak)

Podsumowując trasa:
Kuźnice – Hotel górski PTTK Kalatówki – Schronisku PTTK na Hali Kondratowej im. Władysława Krygowskiego – Dolina Kondratowa – Przełęcz pod Kopą Kondracką (1863 m n.p.m.) – Goryczkowa Czuba (1913 m n.p.m.) – Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.) – Kuźnice

Myślę, że trasa ta jest świetnym pomysłem na spędzenie letniego pogodnego dnia, a dla bardziej ambitnych piechurów może stanowić doskonałą rozgrzewkę przed bardziej wymagającymi tatrzańskimi wyprawami 😉
 
POZDRAWIAM i życzę Wszystkim by nadchodzące święta Bożego Narodzenia
były radosne, miłe i zdrowe, a Nowy Rok przyniósł spełnienie najskrytszych marzeń i realizację wszelkich planów :) :) :)

147. Schronisko Téryego (słow. Téryho chata, Térynka)

Witam i zapraszam do kolejnej wysokogórskiej wędrówki :) :) :)
Z słowackiego Hrebienka (1285 m n.p.m.) wędrowaliśmy już do Doliny Wielickiej, na Sławkowski Szczyt (Slavkovský štít, 2452 m n.p.m.), a także Doliną Staroleśną do Zbójnickiej Chaty. W tym roku udało nam się przejść kolejny szlak w tym regionie słowackich Tatr Wysokich, a jego celem było tym razem Schronisko Téryego (słow. Téryho chata) w Dolinie Pięciu Stawów Spiskich. Zanim tam jednak dojdziemy i pokażę to miejsce – foto relacja z całej trasy :)

Samochód zaparkowaliśmy w Starym Smokowcu na naszym ulubionym parkingu przy dolnej stacji kolejki na Hrebienok. By zaoszczędzić trochę czasu i sił na Hrebienok wjechaliśmy doskonale nam już znaną kolejką :)

Piesze wędrowanie rozpoczęliśmy więc tego dnia dopiero na Hrebienoku, już na wysokości 1285 m n.p.m.

Początkowo szliśmy szlakiem czerwonym, tzw. „Magistralą Tatrzańską”. Ponieważ ta szeroka ścieżka ułożona z dużych kamieni wznosi się bardzo powoli, pokonaliśmy ją szybko i bez wysiłku.

Po półgodzinnym marszu doszliśmy do wodospadu zwanego obecnie Olbrzymim Wodospadem (słow. Obrovský vodopád). Dawniej nazywany był też Wodospadem Obrowskim lub Wielkim. Jest to dwudziestometrowa struga wody, spadająca pionowo pomiędzy skałami, a na dole leży ogromny głaz. Wodospad oglądać można bardzo wygodnie, z mostka przerzuconego tuż przed nim.

Na kolejnym zdjęciu wśród zieleni widzimy pierwsze odwiedzone tego dnia schronisko – Schronisko Zamkovskiego (słow. Zamkovského chata, Zamka). To tatrzańskie schronisko położone jest na wysokości 1475 m n.p.m. w Dolinie Małej Zimnej Wody (Malá Studená dolina) :) Dla wielu turystów bywa ono celem wędrowania – dla nas tym razem było tylko etapem pośrednim 😉

Po odpoczynku w Schronisku Zamkovskiego udaliśmy się szlakiem zielonym w górę Doliny Małej Zimnej Wody (słow. Malá Studená dolina) do Schroniska Téryego. Czas przejścia od Schroniska Zamkovskiego do Schroniska Téryego: 1:45 h, ↓ 1:20 h. Dnem tej doliny płynie potok Mała Zimna Woda (słow. Malý Studený potok) :)

Dolne piętro doliny porośnięte jest lasem i wznosi się stromo, przechodząc w części środkowej w obszar porośnięty kosodrzewiną, trawami i kwiatami :)

Pierwszą osobą znaną z nazwiska, jaka dotarła do Doliny Małej Zimnej Wody, był Robert Townson, który z przewodnikami przechodził przez nią w drodze na Łomnicę 14-18 sierpnia 1793 r. Później dolina była odwiedzana częściej w związku z rozwojem Smokowca, chodzono nią na okoliczne szczyty. Zimą dolinę przeszli jako pierwsi Theodor Wundt i przewodnik Jakob Horvay w dniach 27-28 grudnia 1891 r. Cieszę się, że w te wakacje i ja z rodziną mogłam po raz pierwszy w życiu ją odwiedzić i na własne oczy przekonać się jak niezwykle pięknym miejscem jest :)

„Kocham Tatry. Kocham ich pustkę i milczenie, ich martwość o spokój posępny. W ich mgłach błąka się myśl moja i szuka dawnych swoich wierzeń i miłości, uczuć i siły. Po ich dolinach i przełęczach chodzi myśl moja i smuci się, że nie może być ogniem w ogniu, wichrem w wichrze, światłem w świetle; że nie moża być z wami, być waszym, o duchy żywiołów! Nad potokami usiada myśl moja i smuci się…” (Kazimierz Przerwa-Tetmajer)

Byle w Tatry, bo i ja kocham je… 😉

Część górna Doliny Małej Zimnej Wody jest skalista. Oddzielona jest wysoką ścianą stawiarską – tzw. Złotymi Spadami i nazywana Doliną Pięciu Stawów Spiskich (kotlina Piatich Spišských plies), a jej piętro podchodzące pod Lodową Przełęcz (Sedielko) – Dolinką Lodową (Dolina pod Sedielkom).

Poniżej widzimy Złotą Siklawę :)
Wodospad ten spada kaskadami z nachylonej pod kątem 45° wysokiej płyty skalnej. Zachwycał się nim już w 1865 Mariusz Łomnicki, pisząc: „Prześliczny widok! Z ogromnej, więcej może niż stosążniowej wysokości, spływa miejscami w kilkoro rozdzierzgniona wstęga, bielsza od najbielszego śniegu, cudownie odbijająca od szczerniałego granitu”.

Im wyżej, tym stromiej, ale bez ekspozycji. Pnącą się mozolnie zakosami po płytach oraz usypiskach skalnych ścieżką, w końcu po prawie 2 godzinach wędrówki szczęśliwie dotarliśmy do Doliny Pięciu Stawów Spiskich (słow. kotlina Piatich Spišských plies) :)

Dolina Pięciu Stawów Spiskich jest typowym kotłem polodowcowym. Dno doliny zbudowane jest z wypukło-wklęsłych, obłych głazów polodowcowych, zwanych mutonami. Są one silnie ogładzone przez lodowiec i są to największe w całych Tatrach tego typu ogładzenia. Znajdują się tu też stawy polodowcowe, będące najwyżej usytuowanymi jeziorami w Tatrach. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Głównymi zbiornikami wodnymi doliny jest Pięć Stawów Spiskich, od których wzięła ona nazwę. Najwyżej położony z nich jest Zadni Staw Spiski (2022 m n.p.m.), największy zaś Wielki Staw Spiski. Pozostałe jeziora to Pośredni, Niżni i Mały Staw Spiski. Oprócz tych pięciu stawów w jej górnych partiach znajduje się okresowy Barani Stawek u stóp masywu Baranich Rogów, będący najwyżej położonym stawem w Tatrach (2207 m), a w sąsiedniej Dolince Lodowej – Lodowy Stawek. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Poniżej Pośredni Staw Spiski (słow. Prostredné Spišské pleso) :)

Staw ten położony jest na wysokości 2013 m n.p.m. Pomiary pracowników TANAP-u z lat 60. XX w. wykazują, że ma on powierzchnię 2,360 ha, wymiary 225 × 142 m oraz głębokość ok. 4,6 m i jest drugim co do wielkości spośród Pięciu Stawów Spiskich :)

W słowackiej Dolinie Pięciu Stawów Spiskich znajduje się Schronisko Téryego (słow. Téryho chata, Térynka).

Terinka, bo tak potocznie nazywa się to schronisko leży na wysokości 2015 m n.p.m. i jest najwyżej położonym schroniskiem w Tatrach czynnym przez cały rok (wyżej położone jest tylko Schronisko pod Wagą, ale jest ono otwarte tylko w sezonie letnim). Obiekt obecnie dysponuje 24 miejscami noclegowymi w trzech salach wieloosobowych. Po zamontowaniu baterii słonecznych schronisko jest zelektryfikowane (od 2004), ma również dostęp do zimnej wody :)

Pięknie usytuowane schronisko… w takim miejscu przyjemnie jest posiedzieć i odpocząć :)

Na następnym zdjęciu widzimy Mały Staw Spiski (słow. Malé Spišské pleso) :)

Staw ten położony jest na wysokości 2000 m n.p.m. Pomiary pracowników TANAP-u z lat 60. XX w. wykazują, że ma on powierzchnię 0,180 ha, wymiary 54 × 54 m i głębokość ok. 3,5 m. Leży tuż obok Schroniska Téryego, nad samym progiem Doliny Pięciu Stawów Spiskich i jest najmniejszy spośród wszystkich Pięciu Stawów Spiskich.

Przez Dolinę Pięciu Stawów Spiskich prowadzi szlak turystyczny na Lodową Przełęcz (Sedielko) oraz na Czerwoną Ławkę (Priečne sedlo, najtrudniejszy szlak słowacki). Ambitnie i kusząco, jednak zbyt niebezpiecznie by iść tam z dziećmi, więc oczywiście nie poszliśmy 😉

Nad doliną górują wierzchołki:
Łomnica (Lomnický štít) – 2634 m,
Durny Szczyt (Pyšný štít) – 2621 m,
Baranie Rogi (Baranie rohy) – 2526 m,
Lodowy Szczyt (Ľadový štít) – 2627 m,
Pośrednia Grań (Prostredný hrot) – 2441 m,
Żółty Szczyt (Žltá veža) – 2385 m.

Na kolejnym zdjęciu centralnie widzimy Lodowy Ząb, a po jego bokach Kopniaki (z prawej) i Pięciostawiańską Kopę (z lewej strony). Fajne nazwy, prawda 😉

„Tatry nie są zwykłym pięknem, są pięknem ponad inne piękna. Tam, gdzie piękno łączy się z tęsknotą za pięknem, rodzi się miłość. Góry trzeba ukochać, później idziemy w nie jakby oczyszczeni z trosk i problemów, hartujemy zdrowie zmaganiami fizycznymi, a silną wolą często pokonujemy samych siebie. Jeżeli kochamy góry, to wszystko w nich jest piękniejsze, miłość i przyjaźń, sami jesteśmy lepsi. Dlatego idziemy w góry młodzi i starzy i rodzice z zupełnie małymi dziećmi.” (Miro Gregor „Świat Tatr”)

Pięknie jest w Dolinie Pięciu Stawów Spiskich i nawet jeżeli nie idzie się już dalej i wyżej, to i tak jest co podziwiać 😉

Z Doliny Pięciu Stawów Spiskich wracaliśmy tą samą drogą, którą wchodziliśmy, ale mnie to nie przeszkadzało wcale, bo mogłam dostrzec to, czego nie zobaczyłam podczas marszu do góry :)

Na zdjęciu po lewej stronie Łomnicka Grań, po prawej Rywociny. W dole widzimy Wielki Łomnicki Ogród i drogę, którą to ponownie powędrujemy :)

Tracimy wysokość i jesteśmy ponownie w Dolinie Małej Zimnej Wody. Idąc mijamy jednego z nosiczów, dzięki którym możliwe jest funkcjonowanie kilku słowackich schronisk :)

„Nosicz” to inaczej tatrzański tragarz (słow. nosiče), charakterystyczny tylko dla Słowackich Tatr. Nosicze dostarczają do schronisk wszystko – od jedzenia po paliwo. Ładunek jaki wnoszą jednorazowo waży ok 60-80 kg i to niezależnie od pory roku, a więc również zimą. Najcięższy udokumentowany ładunek, jaki został dostarczony przez nosicza ważył 207 kg! Wniósł go do Chaty Zamkovského Laco Kulanga, chatar Skalnatej chaty. Nosicze znoszą również ze schronisk śmieci, warto więc zastanowić się zanim coś wyrzucimy do kosza przy schronisku w górach.
Do grupy pięciu schronisk wysokogórskich zaopatrywanych przez nosiczów należą: Téryho chata, Zamkovského chata, Rainerova chata, Zbojnícka chata oraz Chata pod Rysami :)

Dzielni ludzie… jak szerpowie w Himalajach :)

W dół o wiele szybciej się schodzi… minęliśmy Schronisko Zamkovskiego, Olbrzymi Wodospad i jesteśmy już u zbiegu Doliny Małej Zimnej Wody (Malá Studená dolina) i Doliny Staroleśnej (Veľká Studená dolina) na wysokości 1301 m n.p.m.
Za nami Rainerowa Chatka, chata Rainera (słow. Rainerova chata, chata Rainerka). Chatka jest bardzo mała – jednoizbowa, zbudowana z kamienia 😉

Dawniej było to schronisko, najstarsze ze schronisk tatrzańskich.
Obecnie kamienna Rainerowa Chatka nie oferuje już noclegów. Znajduje się w niej bufet, sklep z pamiątkami i muzeum tragarzy tatrzańskich – nosiczów (słow. nosiče), o których to opowiadałam już. W muzeum tym można zobaczyć zdjęcia i sprzęty nosiczów, poznać ich codzienność, historię oraz bite rekordy.

Kolejną atrakcją na trasie tego dnia były Wodospady Zimnej Wody (słow. Studenovodské vodopády, Vodopády Studeného Potoka). Co prawda nie są tak wysokie i ogromne jak polska Wielka Siklawa, ale bardzo malownicze. Wodospady te były jednym z najstarszych celów turystyki tatrzańskiej, a rozsławione zostały przez kuracjuszy i turystów wypoczywających w Starym Smokowcu. W okresie letnim bywa tam bardzo tłoczno i kontemplowanie ich naturalnego piękna jest zakłócone. Wchodzenie na mokre kamienie z aparatem bywa niebezpieczne czego przykładem niech będzie kilka wypadków śmiertelnych, do których doszło w przeszłości właśnie w tym miejscu podczas robienia zdjęć.

Niedaleko Wodospadów Zimnej Wody (Studenovodské vodopády) na wysokości 1255 m n.p.m., 5 minut poniżej górnej stacji kolejki terenowej na Smokowieckie Siodełko, znajduje się Schronisko pod Siodełkiem (Bilíkova chata, Bilíčka).

W miejscu obecnego schroniska stała od roku 1875 prosta chata Rużenina. W roku 1884 dostawiono do niej większe schronisko. Po pożarze obydwóch obiektów (w roku 1893)cwłaściciele spółki leśnej ze Spiskiej Soboty postawili dwa nowe hotele, które jednak w roku 1927 spłonęły. Tę turystyczną osadę ze względu na bliskie sąsiedztwo potoku Zimna Woda nazywano Sanatoriami Studenopotockimi (błędnie Studenovodskými).
Obecne schronisko Bilikowa Chata oddano do użytku w roku 1934 (pierwotnie nazywaną Guhrową Chatą). Schronisko oznaczono tablicą pamiątkową na cześć Pawła Bilika (1916 – 1944), funkcjonariusza straży granicznej, narciarza, sportowca, którego podczas II Wojny Światowej Niemcy wzięli do niewoli w czasie akcji zbrojnej nad Górnym Smokowcem i stracili na zamku w Kieżmarku. (Źródło informacji: http://www.vysoketatry.com )

Z Bilikowej Chaty do Starego Smokowca schodziliśmy szlakiem zielonym.

Podsumowując trasa:
Stary Smokowiec – Siodełko (Hrebienok) – Olbrzymi Wodospad (słow. Obrovský vodopád) – Schronisko Zamkovskiego (słow. Zamkovského chata – Dolina Małej Zimnej Wody (słow. Malá Studená dolina) – Schronisko Téryego (słow. Téryho chata, Térynka) – Dolina Pięciu Stawów Spiskich (słow. kotlina Piatich Spišských plies) – Dolina Małej Zimnej Wody (słow. Malá Studená dolina) – Schronisko Zamkovskiego (słow. Zamkovského chata) – Rainerowa Chatka (słow. Rainerova chata) – Wodospady Zimnej Wody (słow. Studenovodské vodopády) – Schronisko pod Siodełkiem (Bilíkova chata) – Siodełko (Hrebienok) – Stary Smokowiec

Po ambitnym zdobywaniu Przełęczy Krzyżne ta trasa miała być spokojniejsza, ale po dotarciu do samochodu okazało się, że wcale ulgowo nie było. Biorąc pod uwagę oglądane tego dnia szczyty, wodospady, stawy i aż cztery schroniska to było bardzo, bardzo ciekawie :)

POZDRAWIAM miło to wędrowanie wspominając :) :) :)

146. Przełęcz Krzyżne (2112 m n.p.m.)

Witam :) Naszą pierwszą tegoroczną tatrzańską wędrówkę rozpoczęliśmy na parkingu w miejscu Wierch Poroniec i szlakami przez Rusinową Polanę, Gęsią szyję, Rówień Waksmundzką zdobywaliśmy Przełęcz Krzyżne :) Było długo, ciekawie i jak na pierwszy dzień w górach – ambitnie :)

Startując szlakiem zielonym i idąc głównie lasem iglastym po godzinie dotarliśmy do Rusinowej Polany :) Polana ta położona jest na wysokości około 1180-1300 m n.p.m., a całkowita jej powierzchnia wynosi obecnie około 20 ha. Polana graniczy od północnego zachodu z odnogą doliny Filipki – Doliną Złotą (oddziela je Złoty Potok) i od południa z Doliną Waksmundzką.

Nazwę hali i polany wywodzi się od nazwiska Rusinów, sołtysów z Gronia, którym została nadana przez króla Zygmunta III Wazę w roku 1628.
Poza nazwą „Rusinowa Polana” nosiła ona i nosi szereg innych nazw, jak np. Rusinowa Jaworzyna, Rusinka, Rusinówka i Polana.

W czasie przedostatniego zlodowacenia lodowiec z Doliny Waksmundzkiej przewalił się przez Rusinową Polanę, pozostawiając na niej granitowe bloki. Dziełem lodowca jest także wyraźne podcięcie stoku na dolnym skraju polany.

W okolicy polany żyją podobno jelenie, sarny, zające, lisy, czarne wiewiórki i kruki. Bywają tu także niedźwiedzie. Wyczytałam, że w 1946 r. niedźwiedź podkopał się pod szałas i zabił dwie owce. My żadnego z przedstawicieli wyżej wymienionych gatunków nie spotkaliśmy 😉

Od początku ruchu turystycznego w Tatrach przez Rusinową Polanę przebiegały szlaki turystyczne. Walory widokowe tej polany „odkryli” Eugeniusz Janota w 1867 r. i Walery Eljasz-Radzikowski, który w swoim przewodniku Tatry z 1875 r. opisuje ją jako dogodne miejsce dla dłuższego wypoczynku. Pisze: „Widok stąd na Tatry – jeden z najpiękniejszych”.

Faktycznie – widok wspaniały :)

Walery Eljasz-Radzikowski w swoim przewodniku pisze również, że w okolicy Rusinowej Polany straż leśna rozbiła bandę zbójników i zabiła ich herszta. Potwierdzają to ustne przekazy wśród mieszkańców Bukowiny Tatrzańskiej mówiące o zbójniku Stokfiszu zastrzelonym pod Łysą Skałką.
Podobno w 1953 r. planowano budowę na polanie schroniska mającego obsługiwać wycieczki z Bukowiny Tatrzańskiej. Pomysł ten, jak pisze Józef Nyka „na szczęście upadł”.
Ciekawostką jest również, że na polanie tej bywał kardynał Karol Wojtyła.

Po krótkim odpoczynku „ceprostradą” ruszyliśmy w kierunku Gęsiej Szyi :)
Podejście strome, męczące i dodatkowo jeszcze gorąco było tego dnia, więc często przystawaliśmy i zerkaliśmy za siebie 😉

I jeszcze jedno spojrzenie na „schody” :)

Tego dnia było sucho, ale po opadach deszczu na drewnianych częściach bywa ślisko i wtedy to szczególnie trzeba tam uważać.

50 minut po opuszczeniu Rusinowej Polany dotarliśmy do Gęsiej Szyi :)

Gęsia Szyja (1489 m n.p.m.) to szczyt w reglowej części Tatr Wysokich. Jest najwyższy w grupie masywu o tej samej nazwie.
Gęsia Szyja znajduje się pomiędzy dwiema dużymi dolinami walnymi: Doliną Suchej Wody (od zachodu) oraz Doliną Białki (od wschodu) i jej odnogami: Doliną Waksmundzką (od południa), doliną Filipką (od północnego zachodu), a od północy z jej odnogą – Doliną Złotą.

Wierzchołkowa część grzbietu Gęsiej Szyi zbudowana jest z dolomitowych skałek wypiętrzonych na ok. 15 m (tzw. Waksmundzkie Skałki).

I na tle skałek ja wraz z moim młodszym synem 😉

Komu w drogę, temu czas, więc idziemy dalej…
Pomiędzy Gęsią Szyją, a Małą Koszystą na wysokości 1400-1440 m n.p.m. położona jest szeroka i trawiasta rówień na Waksmundzkiej Przełęczy. Przez Rówień Waksmundzką przebiega dział wodny pomiędzy dorzeczami Białki i Białego Dunajca. Najciekawszy widok z równi rozpościera się w kierunku Tatr Bielskich.

Dawniej polana ta i przylegające do niej serwitutowe lasy należały do terenów pasterskich Hali Waksmundzkiej. Stał tutaj jeden szałas postawiony w 1929 roku przez górali z Maruszyny. Po zaprzestaniu użytkowania polana zarasta lasem. W 1955 miała powierzchnię ok. 5 ha, ale w 2004 w wyniku zarośnięcia jej powierzchnia zmniejszyła się o ok. 49%.

Z Równi Waksmundzkiej (nadal szlakiem zielonym) udaliśmy się w stronę Hali Gąsienicowej, jednak do niej nie doszliśmy, gdyż w Dolinie Pańszczycy skręciliśmy na czarny szlak łącznikowy. Pół godziny później byliśmy już na szlaku żółtym i idąc nim takie oto widoki mogliśmy podziwiać :) Pięknie, prawda? 😉

Dolina Pańszczyca stanowi boczne odgałęzienie Doliny Suchej Wody Gąsienicowej. Jej powierzchnię szacuje się na ok. 5,8 km², a długości wynosi ok. 6,5 km.

Pańszczyca graniczy od wschodu z Doliną Waksmundzką (rozdziela je grzbiet Koszystej), a od zachodu z Doliną Czarną Gąsienicową (rozdziela je grań odchodząca od Skrajnego Granatu z Wierchem pod Fajki i Żółtą Turnią). Na południu dolina Pańszczyca podchodzi pod długą boczną grań Tatr, którą prowadzi szlak Orlej Perci od Skrajnego Granatu przez Buczynowe Turnie aż do przełęczy Krzyżne. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Dnem doliny płynie Pańszczycki Potok, mający początek na wysokości ok. 1600 m n.p.m. Potok ten na znacznym odcinku płynie pod powierzchnią ziemi :)

W dolinie, w jednym z cyrków polodowcowych, znajduje się Czerwony Staw Pańszczycki, znany częściej jako Czerwony Staw. Nad nim góruje Koszysta :)

Czerwony Staw położony jest na wysokości 1654 m n.p.m. Powierzchnia jeziora wynosi ok. 0,3 ha (długość 108 m, szerokość 46 m), głębokość 0,9 m. Przy niskich stanach wód jezioro dzieli się na dwa mniejsze, a czasem nawet zanika całkowicie.

Jego nazwa ma związek z sinicą Pleurocapsa aurantica, barwiącą na brunatno-czerwony kolor kamienie leżące w pobliżu i na dnie stawu.

Dawniej (w XIX wieku) Czerwony Staw nazywano Zielonym Stawem i my podziwialiśmy raczej jego zielonkawo-niebieskie zabarwienie 😉

„Góry sprzyjają pokorze, czyli prawdzie o sobie samym. Uczą jej miedzy innymi przez to, że człowiek zmęczony wspinaniem nie ma ani sił, ani chęci, by udawać, by ukrywać swoją prawdziwą twarz.” (ks. Roman Rogowski)

I kolejny zasłużony odpoczynek 😉

W górnym piętrze Doliny Pańszczycy wkraczamy już w typowo skalny teren. Zarośla kosodrzewiny powoli zanikają i towarzyszy nam jedynie roślinność trawiasta.

Na kolejnym zdjęciu doskonale widoczna grań Orlej Perci – biegnie nią szlak często uważany za najtrudniejszy i najniebezpieczniejszy w Tatrach.

Dolina Pańszczyca swoją nazwę wywodzi od góralskiej rodziny Pańszczyków z Białego Dunajca. Dawniej była wypasana (wchodziła w skład Hali Pańszczyca).

Wysoko w górach aura pogodowa kapryśna i zmienna jest, a przez to dodatkowo jeszcze – niebezpieczna. Piękne niebo (z poprzednich zdjęć) nagle pokryły chmury i dalej wędrowaliśmy już w zupełnie innych warunkach, ale dzielnie i ostrożnie do celu :)

Cały szlak od Wierchu Poroniec aż na Przełęcz Krzyżne jest długi i przez to męczący, ale nie zawiera trudności technicznych, więc nawet mniej doświadczone w górskich wędrówkach osoby mogą doskonale sobie na nim radzić. Oczywiście cały czas należy trzymać się znaków określających przebieg szlaku i uważać na obsuwające się miejscami kamienie.

Jesteśmy już blisko celu 😉 Po kamiennych stopniach wygodnie się szło, trudniej było przez rumowiska skalne. Był również moment, gdy wspomaganie się we wspinaczce rękoma okazało się koniecznością.

Zaletą tego szlaku jest z pewnością fakt, że jest on jedną z najrzadziej uczęszczanych przez turystów tras w tym rejonie i dzięki temu nawet w szczycie sezonu uniknąć tu można tłumów.

Największą nagrodą za trudy wędrówki jest zawsze wspaniała, rozległa panorama :) Po osiągnięciu Przełęczy Krzyżne (2112 m. n.p.m.) mieliśmy co podziwiać 😉

Szczególnie pięknie prezentuje się Dolina Pięciu Stawów Polskich i położona nieco niżej Wielka Siklawa – największy polski wodospad :)

Poniżej ponownie widok z Krzyżnego na Dolinę Pięciu Stawów Polskich :)

Z przełęczy Krzyżne można zejść właśnie do „Piątki” lub do Doliny Pańszczycy (żółty szlak, którym to wędrowaliśmy) :)

Przełęcz Krzyżne to końcowy odcinek Orlej Perci. Będąc więc na przełęczy odpowiednio wcześnie można powędrować nią dalej.  Decydując się jednak na to, należy pamiętać, że aż do Skrajnego Granatu, czyli przez 2 godziny nie będzie możliwości opuszczenia grani, no i tam już jest trudno technicznie. Na Orlej Perci dominują trawersy oraz liczne ekspozycje, dlatego też jest ona zdecydowanie odradzana osobom z lękiem wysokości.

Nazwa „Krzyżne” związana jest położeniem przełęczy. Znajduje się bowiem ona w miejscu, w którym krzyżują się trzy różne grzbiety (Buczynowych Turni (2184 m i 2172 m), Koszystej (2193 m) i Wołoszyna (2150 m)). Czasami przełęcz bywa nazywana Krzyżnem Polskim lub Krzyżnem Wołoszyńskim, aby odróżnić ją od szczytu Krzyżne Liptowskie.

Dawniej można było iść jeszcze przez Wołoszyn do Wodogrzmotów Mickiewicza, ale po 1932 roku odcinek ten został zamknięty i nie planuje się jego ponownego otwarcia.
W latach 1880-1915 nieco powyżej przełęczy znajdowała się chatka wybudowana przez Towarzystwo Tatrzańskie i popularne były wówczas wycieczki połączone z oglądaniem tu  wschodu słońca.

Będąc na Krzyżnym mieliśmy wielką ochotę, by zrobić „pętelkę” i zejść do „Piątki”, ale ze względu na pozostawiony w Wierchu Poroniec samochód musieliśmy wracać tą sama trasą.

Na koniec ponownie Dolina Pańszczyca i Żółta Turnia ze szlaku na Krzyżne :)
Latem jest tam raczej bezpiecznie, natomiast zimą, gdy schodzą liczne lawiny dolina ta bywa bardzo niebezpiecznym miejscem, a dowodem na to jest kilka śmiertelnych wypadów, do których tam doszło.

Podsumowując trasa:
Wierch Poroniec – Rusinowa Polana – Gęsia Szyja (1489 m n.p.m.) – Waksmundzka Rówień – Dolina Pańszczyca – Czerwony Staw – Przełęcz Krzyżne (2112 m. n.p.m.) – powrót tą sama trasą – Wierch Poroniec

Długi wpis mi wyszedł, ale biorąc pod uwagę długość szlaku i ilość zrobionych przeze mnie zdjęć inaczej być nie mogło :)

POZDRAWIAM już jesiennie :) :) :)

145. W Popradzie

„Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego czego nie zrobiłeś, niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj. ( Mark Twain)

Witam serdecznie :) :) :)
Dla większości wakacyjne podróże dobiegły już końca :)  Mój kilkudniowy wyjazd w Tatry też już jest dla mnie tylko wspomnieniem – pięknym wspomnieniem, którym chciałabym się tu podzielić. Przy okazji oczywiście jak zwykle pragnę Wszystkich zachęcić do podążania moimi śladami oraz odkrywania nowych miejsc.

Zakwaterowaliśmy się (tak jak i w poprzednich latach ) w Bukowinie Tatrzańskiej jadąc tam w ciemno. Po zajechaniu do domu, w którym nocowaliśmy 4 lata temu okazało się, że są jeszcze wolne pokoje, mało tego nawet pokój, w którym już byliśmy, a że warunki doskonałe, gospodarze bardzo sympatyczni, cena przystępna, to właśnie tam szybciutko ulokowaliśmy się :) Pogoda różna i jednego dnia potrafiło cały dzień przepadać, a następnego był już upał. Kombinowaliśmy więc, ale koniec końców kilka ciekawych i długich tatrzańskich tras przeszliśmy (w Polsce i na Słowacji). Byliśmy też w Słowackim Raju, zwiedziliśmy Poprad, 3 zamki na Słowacji i skansen, a ostatniego dnia (już w drodze powrotnej) zamek w Niedzicy, w Czorsztynie i płynęliśmy statkiem po Jeziorze Czorsztyńskim. Wyjazd niezwykle atrakcyjny i ja jestem z niego bardzo zadowolona, zdjęć ponad 1000 zrobiłam 😉 Powolutku będę tu, na blogu o tym wszystkim opowiadała i chyba do następnych wakacji mam materiały na nowe wpisy 😉

Pierwszego dnia tradycyjnie już Zakopane i Krupówki 😉 Spacerując nimi w tłumie straciłam jednak ochotę, by robić tam jakiekolwiek zdjęcia 😉

Następnego dnia miały być już Tatry i jeden z zaplanowanych szlaków, ale niestety od rana mocno padało, niebo czarne, góry zamglone i w takich warunkach nie było sensu ruszać na jakikolwiek tatrzański szlak. Mając jednak w planach również Słowacki Raj wsiedliśmy w samochód i pełni nadziei, że tam aura pogodowa będzie korzystniejsza pojechaliśmy do Podleska. Niestety i tam nieciekawie, a by chodzić z dziećmi po drabinkach, śliskich kładkach i skałach zbyt niebezpiecznie. Kupiliśmy więc tylko mapę i obiecując sobie, że jeszcze tu powrócimy, by przejść którąś z tras, pojechaliśmy do Popradu :)

Poprad jest największym miastem w historycznym regionie Spisz na Słowacji. Leży on na wysokości 672 m n.p.m. nad rzeką Poprad.

Okolice dzisiejszego Popradu, już wtedy zasiedlone, do połowy XIII wieku znajdowały się w granicach Polski. Prawdopodobnie po najazdach tatarskich w I połowie XIII wieku wkroczyli tam Węgrzy, którzy na zniszczone przez najazdy tereny sprowadzili osadników narodowości niemieckiej. Zakładali oni nowe osiedla, często sąsiadujące z dawnymi słowiańskimi, jak również zaludniali osady już istniejące, nierzadko tworząc w nich większość. Na terenie dzisiejszego Popradu istniało kilka takich osad: właściwy Poprad, Maciejowce, Spiska Sobota, Wielka, Straże, Kwietnica.
Miejscowości te, z wyjątkiem Kvetnicy (Kwietnica), w 1412 zostały zastawione królowi polskiemu w ramach tzw. zastawu spiskiego, co przyczyniło się do ich rozwoju. Stanowiły część polskiego starostwa spiskiego. W granicach Polski znajdowały się formalnie do 1772, choć teren ten został zajęty przez Austriaków już 1769. Później zostały włączone do Węgier. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org )

Podczas II wojny światowej w Popradzie mieścił się niewielki obóz koncentracyjny. W 1944 Niemcy zamieszkujący te tereny uciekli na zachód przed zbliżającą się Armią Czerwoną, która wkroczyła na tereny w styczniu 1945. W 1946 połączono Poprad ze Spiską Sobotą i z Wielką, w 1960 przyłączono Straże, w 1974 Maciejowce.

W centrum Popradu zwraca uwagę pięknie odrestaurowany rynek o soczewkowatym planie, otoczony barokowymi i klasycystycznymi domami, stawianymi na średniowiecznych jeszcze parcelach.

Nad rynkiem dominuje kościół pw. św. Idziego z końca XIII w. (zachowana część starych murów wieży i nawy), przebudowany w XV w. Z okresu tej przebudowy pochodzą cenne malowidła ścienne, w tym malowidło na łuku tęczowym, będące najstarszą znaną panoramą Tatr Wysokich. Wystrój wnętrza w większości jest rokokowy.

Poprad jest centrum turystyki, przede wszystkim tatrzańskiej, oraz sportu i wypoczynku. W 2004 w mieście otwarto aquapark AquaCity napełniany wodami ze źródeł termalnych. Cały kompleks jest ekologiczny – zasilany wodą geotermalną i energią słoneczną. Okolice miasta przecinają liczne ścieżki rowerowe, a w samym mieście (w Kwietnicy) i w najbliższej okolicy działa wiele ośrodków narciarskich.
W mieście tym zaczyna się Tatranská elektrická železnica – linia wąskotorowej kolejki, łączącej Poprad z osiedlami wchodzącymi w skład miasta Wysokie Tatry.

Ponieważ miasto zaciekawiło nas, a padać przestało, to z przyjemnością przespacerowaliśmy się jego ulicami, w jednej z licznych tam kawiarni przysiedliśmy przy kawie, ciastku i lodach, a na koniec wizyty zrobiliśmy zakupy w galerii handlowej. Wieczorem powróciliśmy do Bukowiny Tatrzańskiej mając nadzieję, że prognozy pogody zapowiadające bezdeszczową i  słoneczną aurę sprawdzą się i następnego dnia już będzie nam dane wyruszyć na tatrzański szlak 😉

POZDRAWIAM już powakacyjnie, ale jak zwykle serdecznie :)
i zachęcam do czytania kolejnych wpisów, w których będę relacjonowała kolejne dni tego wyjazdu :)

144. Zamek Rabsztyn

Kolejnym interesującym zabytkiem na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej są leżące we wsi Rabsztyn, w województwie małopolskim, w powiecie olkuskim – ruiny zamku. Niedawno odwiedziłam je, a ponieważ uwielbiam spacerować z aparatem wśród zamkowych ruin, to na pstrykałam tam sporo zdjęć i teraz z wielką przyjemnością zapraszam na foto relację z tego miejsca :)

Zacznę może od historii, bo ciekawe i burzliwe są dzieje tej warowni. Powstała ona na wzgórzu wapiennym, najprawdopodobniej w XIII wieku. Rozbudowana została w czasach panowania Kazimierza Wielkiego i złożona była wtedy z czterech części. Do czasów współczesnych najlepiej zachowane są fragmenty murów znajdujące się w części pałacowej.

W XV wieku z nadania króla Władysława Jagiełły zamek trafił w ręce Spytka Melszyńskiego herbu Leliwa i później jego syna. Majątek tego drugiego wraz z zamkiem skonfiskowano w 1441 r. i jako wiano Jadwigi z Książa stał się własnością Andrzeja Tęczyńskiego.
Na początku XVI w. trafił do Bonerów – starostów rabsztyńskich i później do Mikołaja Wolskiego a także Zygmunta Myszkowskiego – marszałka wielkiego koronnego. I ten ostatni w XVII wieku rozbudował zamek w stylu renesansowym. Zatracił on wówczas częściowo charakter obronny. U podnóża góry powstał natomiast zamek dolny z 40 pokojami, oddzielony od wzgórza fosą.
W czasie potopu wycofujące się wojska szwedzkie splądrowały i zniszczyły zamek, którego już nie odbudowano. Częściowo był jeszcze używany do początków XIX w., potem został opuszczony. W drugiej połowie XIX w. poszukiwacze skarbów wysadzili jedyną zachowaną część zamku – basztę oraz mury zamku dolnego. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org/ )

W 2000 roku powstało Stowarzyszenie Zamek Rabsztyn mające na celu ratowanie tej wspaniałej budowli od całkowitego zniszczenia. Obecnie budowla jest już częściowo zrekonstruowana. W 2009 r. oddano do użytku odbudowany budynek bramny wraz z odtworzonym nad fosą drewnianym mostem, a niedawno „powstał” jeszcze zamek górny. Od maja 2015 roku zamek Rabsztyn jest dostępny do zwiedzania.

Na turystów w budynku bramnym czeka niewielka ekspozycja poświęcona historii zamku, zaprezentowano tu przestrzenną makietę zamku, kopie rycin przedstawiających zamek, repliki średniowiecznej broni i uzbrojenia oraz kamienne detale architektoniczne odnalezione podczas prac archeologicznych na zamku.

Poniżej przestrzenna makieta zamku :)

Jego nazwa wywodzi się od niemieckiego słowa „Rabenstein”, oznaczającego „kruczą skałę”.

Kolejny kadr został już wykonany na zamkowym dziedzińcu i widać na nim odbudowaną niedawno wieżę zamkową.

Metalowymi schodami bezpiecznie wchodzimy na wieżę zamkową, na której dumnie powiewa flaga z herbem Olkusza :)

Podczas prac na terenie zamku górnego archeolodzy odnaleźli m.in. dobrze zachowane fragmenty podstawy ołtarza z zamkowej kaplicy, posadzkę z glazurowanych płytek ceramicznych oraz pozostałości pieca hypokaustycznego, którym ogrzewano zamek.

Wchodząc zapoznajemy się z planszami, które informują i pokazują jak na przestrzeni lat zmieniało się to miejsce :)

Potwierdzam, bo odwiedzałam to miejsce co kilka lat i na własne oczy mogłam to zobaczyć 😉

I już jestem na zamkowej wieży :)

Kolejne zdjęcie przestawia widok z wieży na dziedziniec, fragment zachowanych murów oraz najbliższą okolicę :)

Poniżej oprócz dziedzińca, fragmentu zachowanych murów oraz najbliższej okolicy widzimy jeszcze budynek bramny :)

Jak głoszą legendy ruiny zamku są niczym szczyt góry lodowej, bo pod nimi, głęboko pod ziemią znajduje się drugi zamek – zaklęty. W jego komnatach śpią skamieniali: chłopiec z pierścieniem z brylantów na palcu, dziewczynka z naszyjnikiem pereł na szyi natomiast w sąsiednich salach snem zaklętych śpią szeregi żelaznych rycerzy. Ponoć raz do roku, a ma to miejsce w Niedzielę Palmową, kiedy z miejscowego kościoła wychodzi procesja, pierścień, który ma na palcu chłopiec obraca się. Wtedy rycerze budzą się ze swego snu i ucztują do nocy w zamkowych komnatach. Gdy wybija północ na powrót zapadają w kamienny sen. Tak powtarza się co roku, dopóki pierścień skamieniałego chłopca nie zsunie mu się z palca. Gdy to nastąpi rycerze zostaną uwolnieni z zaklęcia. Przebudzeni staną pod wodzą chłopca do boju z wrogami Polski. Pomogą im również przebudzone inne zaklęte wojska. Po zwycięstwie dziewczynka z perłami ofiaruje każdemu rycerzowi jedna perłę na pamiątkę wybawienia Ojczyzny.
Sądząc po zakończeniu legendy, musiała ona powstać w czasach, gdy Polska była pod zaborami.
Kim jest chłopiec i cóż to za dziewczę z naszyjnikiem z pereł i cóż za rycerze spoczywają w zaklętym zamku, tego legenda nie precyzuje. (Źródło informacji http://www.zamkipolskie.net.pl )

I jeszcze raz fragment zachowanych murów widziany z zamkowej wieży :)

Legendy mówią również, że wśród okolicznych skał mieszkała piękna dziewica imieniem Sobótka. Pewnego dnia, gdy w lesie odbywał się jej ślub z Sieciechem, napadła na nich zgraja zbójców. Dzielna dziewczyna dobyła miecza i rozprawiła się z nimi. Dla uczczenia bohaterstwa Sobótki co roku w dzień św. Jana rozpala się ogniska zwane sobótkami.
Według innej legendy zamek był połączony podziemnym przejściem z pobliską Januszkową Górą a wg innej z kościołem w Olkuszu.
Druga z nich, mówiąca o podziemnym korytarzu mającym prowadzić z zamczyska aż do kościoła w Olkuszu, zwabiła tu poszukiwaczy skarbów, którzy w połowie XIX wieku wysadzili w powietrze potężną cylindryczną wieżę, która znajdowała się w zachodniej części zamku.
Co ciekawe, amatorów znalezisk zamek kusi i w czasach współczesnych. W połowie lat 90-tych XX wieku  konserwator zabytków podczas rutynowej kontroli ruin, natrafił na świeży otwór wykopany w ziemi na dolnym zamku. Wykopalisko kończyło się na sklepieniu podziemnej komnaty, do której nie udało się na szczęście dotrzeć amatorowi skarbów. Archeolodzy natychmiast zabezpieczyli otwór i sami zaczęli wykopaliska, odnajdując po pewnym czasie komnatę a w niej fragmenty posadzki i ceramiczne kafle z XVII wieku.
Kolejna legenda mówi że z okolicznych wsi uciekł niegdyś rój pszczół. Mieszkańcy wsi ruszyli za nimi i dotarli do resztek rabsztyńskiego zamku. Pszczoły obsiadły wierzchołek wzgórza, jednak nikt nie mógł się tam dostać ponieważ dostępu bronił czarodziejski kozioł z wielką brodą. (Źródło informacji http://www.zamkipolskie.net.pl )

Najbardziej spodobała mi się legenda z walczącą Sobótką. Dzielna kobietka z niej była 😉

A teraz powrót do rzeczywistości i ciąg dalszy zwiedzania :)

W ostatnich latach faktycznie bardzo się tu zmieniło, a to jeszcze nie koniec prac, dzięki którym ruiny zmieniają się nie do poznania i wzrasta wiedza o nich.

Co roku w lipcu organizowane są na zamku Turnieje Rycerskie, działa tu również Bractwo Rycerskie „Kruk”. Administratorem obiektu jest Miejski Ośrodek Kultury w Olkuszu i na jego stronie można znaleźć bieżący cennik, godziny otwarcia oraz informacje o odbywających się tu wydarzeniach kulturalno-rozrywkowych.

Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że ruiny zamku w Rabsztynie pojawiły się w filmie w reż. Giacomo Battiato “Karol. Człowiek, który został papieżem”.

Będąc w Rabsztynie warto również zwiedzić „Chatę Kocjana” – rodzinny dom Antoniego Kocjana, wybitnego konstruktora szybowcowego i szefa wywiadu lotniczego AK, który odkrył tajemnice niemieckich broni V1 i V2.

My tej chaty nie zwiedzaliśmy, tylko udaliśmy się na kolejny spacer po pobliskim Olkuszu. Piękne małopolskie miasto – polecam do zwiedzania i spacerowania jego ulicami :)

POZDRAWIAM SERDECZNIE
miłych wakacyjnych wyjazdów życząc 😉

143. Nadwiślański Park Etnograficzny w Wygiełzowie

Witam i szybciutko rozpoczynam promocję kolejnego (moim zdaniem) ciekawego miejsca. Będzie nim tym razem znajdujący się u stóp ruin zamku Lipowiec – Nadwiślański Park Etnograficzny :)

Nadwiślański Park Etnograficzny w Wygiełzowie został udostępniony zwiedzającym 15 października 1973 roku (projekt powstał w 1965 r., początek realizacji – 1968 r.) i prezentuje kulturę Krakowiaków Zachodnich. Można w nim podziwiać architekturę i ekspozycje związane z ich życiem codziennym.

Po otwarciu były tu zaledwie 3 obiekty, a obecnie skansen zajmuje ponad 5 hektarów powierzchni o zróżnicowanej rzeźbie terenu, na którym zgromadzono 25 obiektów budownictwa drewnianego oraz liczne przykłady małej architektury.

Całość podzielona jest na bloki tematyczne. Tuż przy wejściu na teren skansenu znajduje się zespół małomiasteczkowy. Obiekty charakterystyczne dla zabudowy małego miasteczka zgrupowane są wokół czworobocznego rynku z publiczną studnią pośrodku. Jest to studnia z Aleksandrowic z II. poł. XIX w.

Do tej części skansenu należą: dom podcieniowy z Alwerni (1825 r.), w którym aktualnie znajduje się sklep z pamiątkami, dom z Chrzanowa (1804 r.) z warsztatem garncarskim, spichlerz dworski z Kościelca (1789 r.) oraz karczma z Minogi (XIX w.), w której można skosztować kuchni regionalnej :)

W sektorze wiejskim usytuowane są zagrody jedno oraz wielobudynkowe, a także przykłady wiejskiego budownictwa przemysłowego jak olejarnia z Dąbrowy Szlacheckiej, kuźnia z Liszek oraz młyn wodny z Sadka.

Wszystkich obiektów pokazywać tu nie będę, a jedynie te, które szczególnie przykuły moją uwagę i zachwyciły mnie pod kątem fotograficznym :) Do takich obiektów należy niewątpliwie chałupa modrzewiowa sołtysa M.Marchewki z Przegini Duchownej z 1862 r. z oryginalnym wyposażeniem wnętrza :)

Piękna sołtysówka… Fajnie sołtys Marchewka sobie żył 😉
Zdecydowanie skromniej wygląda biedniacka chałupa z Płazy z końca XIX w., w której znajduje się gospodarstwo zielarki i warsztat do szycia koszyków z korzenia sosny. Jej wnętrze prezentuje wystrój typowy dla biedoty wiejskiej.

Kolejny ciekawy muzealny obiekt to dwuizbowa chałupa z Przeciszowa z 1837 r.

Wewnątrz niej można zobaczyć wystawę „W szkole naszych dziadków”, a także sprzęty do obróbki lnu i warsztat wikliniarski.

Na ławkach „tablety”, na biurku nauczyciela „kalkulator”, a wszystko napędzane energią ręczną 😉 Dobrze, że są takie miejsca, gdzie można młodym pokazać, jak to się kiedyś żyło.

A poniżej obiekt małej architektury – gołębnik. Jest to rekonstrukcja na podstawie zachowanych dokumentów niestety nieistniejącego już gołębnika z Brzeszcz – Jawiszowic.

Interesującym obiektem jest również chałupa z Rozkochowa z 1813 r., stanowiąca zagrodę jednobudynkową, łączącą wspólnym dachem część mieszkalną i stajnię. W chałupie eksponowany jest warsztat do lania świec.

„Jeśli więc ktoś zechce zapoznać się ze starymi domami, stodołami, jeśli chce zbliżyć się do prawdziwego piękna, które odchodzi, winien zjechać z gładkiego traktu na boczną, mniej uczęszczaną i zazwyczaj bardziej wyboistą drogę. Tam nowoczesność nie zdążyła jeszcze rozprawić się z dniem wczorajszym”. Wiktor Zin

Lubię atmosferę takich miejsc… miło jest przysiąść i złapać oddech od pogoni dnia codziennego :)

Jednym z najciekawszych obiektów w parku jest Kościół z Ryczowa z pocz. XVII w. o konstrukcji zrębowej, w typie budowli gotyckiej, z oryginalnym wyposażeniem. Wnętrze kościoła p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego zdobi polichromia z 1930 r. wykonana według projektu Jerzego Fedkowicza ucznia Józefa Mehoffera. Co roku na przełomie sierpnia i września w tym drewnianym kościółku odbywa się Festiwal Muzyki Kameralnej i Organowej :)

Tuż obok kościoła stoi dzwonnica alarmowa z Nowej Góry z 1778 r. Uważam, że razem tworzą zgraną całość :)

Kompleks sakralno-plebański dopełniają chałupa z Benczyna, spichlerz z Tenczynka (1726 r.) oraz ośmioboczna stodoła z Regulic (II poł. XIX w.).

Wspaniale prezentuje się chałupa z Benczyna (1875 r.) .W jej wnętrzu można zobaczyć ekspozycję kancelarii plebańskiej.

Najokazalszym obiektem Skansenu jest Dwór z Drogini z 1730 r. Wnętrze dworu zostało zaadaptowane na potrzeby działalności muzealnej i administracyjnej. Część muzealną zaaranżowano na „Mieszkanie zamożnej rodziny szlacheckiej” pokazane na przestrzeni wieku – od I poł. XIX wieku do 1945 roku. Program ekspozycji obejmuje pięć sal: salon, pokój pani, pokój rezydentki, sypialnię i gabinet pana. I tak się zajęłam zwiedzaniem tego obiektu, że ups zapomniałam, by zrobić mu chociaż jedno zdjęcie (z zewnątrz, bo w środku i tak był zakaz fotografowania).

Przygotowując ten wpis, na stronie http://www.skanseny.net wyczytałam ciekawą i moim zdaniem ważną informację i teraz pozwolę ją sobie zacytować: „Za sprawą dr Hanny Pieńkowskiej, krakowskiej konserwatorki zabytków, Małopolska stała się regionem o jednym z największych skupisk muzeów na wolnym powietrzu w Polsce. Ta miłośniczka małopolskiej architektury drewnianej przez 26 lat – od 1951 roku do śmierci w 1976 – pełniła funkcję wojewódzkiego konserwatora zabytków. Przyczyniła się do uratowania wsi Chochołów, założenia Nadwiślańskiego Parku Etnograficznego w Wygiełzowie oraz Orawskiego Parku Etnograficznego w Zubrzycy Górnej, a także odtworzenia ogrodów renesansowych w Mogilanach. Jako konserwatorka działała na rzecz ratowania zabytkowych szałasów tatrzańskich, które podziwiała wraz z mężem – Tadeuszem Staichem, podczas wspólnych wędrówek w Tatry. Ochrona wyjątkowej małomiasteczkowej drewnianej zabudowy rynku w Lanckoronie to także jej zasługa. Warto również dodać, że większość obiektów, które były poddawane przez panią Hannę Pieńkowską konserwacji nadal pełni swoje pierwotne funkcje – jest użytkowana.”

Wielkie zasługi dla ratowania i odnowy zabytków Małopolski, a szczególnie zabytków architektury drewnianej… Ja, gdy tylko mam możliwość, to chętnie zwiedzam Małopolskę i wędruję tatrzańskimi szlakami. Bardzo podoba mi się w Chochołowie i w Lanckoronie. Zachwycił mnie również Orawski Park Etnograficznego w Zubrzycy Górnej, a teraz z wielką przyjemnością po prawie 16 latach odwiedziłam skansen w Wygiełzowie i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś do niego zawitam :) W Nadwiślańskim Parku Etnograficznym w Wygiełzowie oraz na pobliskim zamku Lipowiec można bardzo miło spędzić czas, a ponieważ często odbywają się tam również ciekawe wydarzenia kulturalno-rozrywkowe to, miejsce to jest szczególnie atrakcyjne dla rodzin z dziećmi.

POZDRAWIAM CIEPLUTKO  :) :) :)
i zachęcam do rodzinnego zwiedzania, a także wpajania swym pociechom zainteresowania naszą narodową tożsamością, historią, kulturą, tradycją :)

142. Zamek Lipowiec

Witam serdecznie :) :) :)
Poprzednio gościły malownicze jurajskie skałki, a dzisiaj jak na prawdziwą miłośniczkę Jury przystało pokażę tu kolejny znajdujący się na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej i wybudowany w systemie tzw. Orlich Gniazd – zamek :)

Zamek Lipowiec, a obecnie to właściwie jego ruiny usytuowany jest na wysokim, wapiennym wzniesieniu zachodniej części grzbietu Tenczyńskiego. Góra zamkowa o wysokości 362 m n.p.m. piętrzy się nad wsią Babice w województwie małopolskim, w powiecie chrzanowskim. Dzięki tej lokalizacji zamek góruje nad okolicą, a zamkowa wieża widoczna jest już z daleka :)

Lipowiec został wzniesiony w końcu XIII w. przez biskupa Jana Muskatę. Wcześniej stał tu drewniany zamek zbudowany w poł. XIII w. przez biskupa Jana Prandota. Przejął on okolicę od sióstr benedyktynek w 1243 r., które otrzymały ją od rycerskiego rodu Gryfitów. Istnieją hipotezy i miejscowe opowieści iż wcześniej znajdowało się tu wczesnośredniowieczne grodzisko, drewniany zameczek rozbójników, a podczas rozbicia dzielnicowego strażnica zwolenników Konrada Mazowickciego spalona przez Bolesława Wstydliwego. ( Źródło informacji: http://zamki.res.pl )

Lipowiec to typowy obronny zamek typu wyżynnego. Zbudowany jest on przede wszystkim z kamienia, a cegły zastosowano głównie do sklepień. W przeszłości elewacje zamku górnego były pokryte tynkiem, który zachował się w śladowych ilościach. Nie dotrwały również do naszych czasów obramowania okien i drzwi, a także inne elementy dekoracji wnętrz, co jest efektem pożarów i dewastacji przez lata opuszczenia. ( Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org/ )

I zanim wejdziemy do środka jeszcze raz ruiny zamku Lipowiec w całej swej okazałości :)

Cały obiekt składa się z trzech zasadniczych części: czteroskrzydłowego zamku górnego z wewnętrznym dziedzińcem, przedbramia oraz przedzamcza (podzamcza), które powstało u schyłku XV w.

Zamek górny tworzy dość jednolitą czteroskrzydłową bryłę wokół wewnętrznego dziedzińca niewielkich rozmiarów. Obecnie cały zamek górny pozbawiony jest zupełnie dachu (kiedyś był on dwuspadowy), a układ przestrzenny wewnątrz to efekt przebudowy z XVIII w.

Na parterze znajdowały się głównie pomieszczenia gospodarcze: jadalnia (refektarz), kuchnia, spiżarnia, magazyn, piekarnia i skarbiec.

Poniżej moje skarby w zamkowym skarbcu 😉

Cieplutko, słonecznie, nigdzie nam się nie spieszyło, więc powoli zaglądaliśmy do wszystkich pomieszczeń :)

Na parterze znajduje się również studnia, o głębokości ponad 24 m. Pochodzi ona z najwcześniejszego okresu istnienia zamku – nad nią znajdował się drewniany kołowrót z wiadrami.

Na pierwszym piętrze znajdowały się pomieszczenia mieszkalne, kaplica oraz cele więzienne. Obecnie w części mieszkalnej znajduje się stała ekspozycja obrazująca historię Lipowca. Można tam dokładnie zapoznać się z burzliwymi losami biskupiej warowni, zobaczyć przedmioty (głównie codziennego użytku) znalezione podczas prac archeologiczno-wykopaliskowych oraz zdjęcia i grafiki, przedstawiające wygląd budowli i życie jej mieszkańców. Wystawa dostępna jest w godzinach otwarcia zamku, bez dodatkowej opłaty :)

Na drugim piętrze, podobnie jak na pierwszym, znajdowały się pomieszczenia mieszkalne, z tym, że przeznaczone były one raczej dla gości, a od strony zachodniej były cele więzienne.

Najbardziej okazałą częścią całego zamku jest czterokondygnacyjna wieża na planie koła, o wysokości ok. 30 m. Pochodzi ona z drugiej połowy XIII i początku XIV i stanowi najstarszą część budowli.

W pierwszym okresie dziejów Lipowca był to typowy donżon (stołp), czyli wolno stojący element obronny, umieszczony niedaleko bramy, mający wzmocnić jej obronę, a także będąc ostatnim punktem oporu podczas zdobycia twierdzy. Jest to typowe rozwiązanie obronne szeroko stosowane w średniowiecznych fortecach i zazwyczaj jako pierwszy etap budowy tychże. Wejście do wieży znajdowało się na znacznej wysokości – w przypadku Lipowca mniej więcej w połowie jej wysokości. W XV w. wieża była rozbudowana i włączona do konstrukcji zamku górnego. Wtedy też przystosowano ją do bardziej nowoczesnych wymogów militarnych, tworząc na poszczególnych piętrach działobitnie, przeznaczone na taraśnice, a więc tym samym zamku można było bronić z wieży już na pewną odległość, poprzez ostrzał pobliskich terenów. Dolne partie wieży to więzienny loch, do którego spuszczano skazańców poprzez otwór w podłodze niedaleko do jej wejścia. Wewnątrz wieży można się przemieszczać po wąskiej i krętej klatce schodowej z kamiennymi stopniami. Najwyższa kondygnacja wieży nie zachowała się – na samym szczycie obecnej wieży widoczne są po niej ślady w postaci kamiennych wsporników, które podtrzymywały mur o znacznej grubości. Cała wieża była przykryta spadzistym stożkowym dachem.

Obecnie na szczycie wieży jest dostępny dla zwiedzających i zabezpieczony metalową poręczą taras widokowy. Można z niego podziwiać ciekawy widok okolicy :)

Jak z każdym niemal zamkiem i z tym wiążą się legendy. Jedna dotyczy uwięzionego Franciszka Stankara w 1550 r. i jego ucieczki z Lipowca, w której miała mu pomóc, zakochana w nim, córka dozorcy więzienia, dostarczając mu sznurów, po których Stankar spuścił się z okna.
Inna legenda mówi o zajeżdżającej w nocy karecie z dostojnikiem kościelnym, który wysiada na dziedzińcu i udaje się do środka. Zaraz potem oprawcy ciągną na dziedziniec skutego łańcuchami mnicha, następnie kat podnosi miecz do ścięcia skazańca i w tym momencie wraz z uderzeniem pioruna wszystkie widziadła znikają. Legenda ta związana jest w oczywisty sposób z przeznaczeniem i rolą więzienną zamku dla duchowieństwa. ( Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org/ )

U schyłku XV w. powstało tu przedzamcze (podzamcze), czyli plac otoczony odrębnym murem i z własną bramą, na którym znajdowały się drewniane budynki gospodarcze, takie jak stajnie, wozownie, domy dla służby itp. Przedzamcze było położone znacznie niżej od głównego korpusu zamku.

Ciekawa ruina, warto ją zwiedzić, a wszelkie informacje dotyczące jej, w tym również godziny otwarcia i cennik można znaleźć na stronie: http://zamek-lipowiec.republika.pl

Zwiedziliśmy zamek, odpoczęliśmy na ławeczkach, a następnie udaliśmy się na krótki spacer ścieżką wokół niego 😉

Zbocza wzgórza na którym znajdują się ruiny Zamku Lipowiec porośnięte są ponad stuletnim lasem bukowym (buczyną karpacką) oraz rzadkimi i cennymi gatunkami roślin (przylaszczka, miodunka, ziarnopłon, kopytnik, storczyk i inne) co spowodowało, że już w latach trzydziestych ubiegłego stulecia uznano ten teren za godny ochrony. W 1959 r. utworzono tu rezerwat krajobrazowy o pow. 12,5 ha zarządzany przez Nadleśnictwo w Chrzanowie i Jurajskie Parki Krajobrazowe.

Przygotowując ten wpis wyczytałam, że na obszarze tym dominują skały triasowe, a na polach u podnóża zamku tzw. arkoza kwaczalska (permokarbon). Można tu znaleźć również fragmenty skamieniałych drzew (araukarytów), zwanych w okolicy grabowymi kamieniami.

Zamek cieszy się powodzeniem szczególnie w weekendowe dni i wtedy bywa tam tłoczno, więc jeśli ktoś lubi spokojne zwiedzanie i może sobie na to pozwolić, to doradzam odwiedzenie go w tygodniu. Pospacerować wśród jego murów, poczuć ten klimat i powiew historii na pewno warto :)

Tego dnia odwiedziliśmy jeszcze jedno miejsce, ale o nim przygotuję już oddzielny wpis, a na zakończenie tego, widoki, które corocznie wiosną budzą mój zachwyt, czyli żółciutkie jurajskie rzepakowe pola :)

Wielkie żółto złote pola
I ta po między nimi goła rola
W południowym słońcu gorącem tętniąca
Coś wspólnego z żarem serca mająca

Żółto słodki zapach rzepakowy
Wiosną uderzający do głowy
Gdy nie tylko gołe obok pole leży
Gdzie rozgrzana moja myśl bieży

Połyskujące brązem nagie ciało
Rozkoszą ze słodkim zapachem się zlało
Wzrok mój nieustannie przyciąga
I od rzepakowych łanów odciąga

Jakże słodko ogarniać to wzrokiem
Delektować się rok za rokiem
Wciąż ulegać niezmiennemu zachwytowi
Nie zważając że ma się ku zachodowi
(Zbigniew Głuszczyk – „Żółto złote pola”)

Uwielbiam widok i zapach rzepaku, a jaki dobry olej będzie :)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO, a ponieważ wakacje tuż, tuż, to udanych i bezpiecznych wakacyjnych wyjazdów Wszystkim życzę :)

141. Rzędkowickie Skały – fantazyjne formacje skalne

Czasem człowiek niechcący ciągle rozmyśla o tym,
czego wciąż mu brakuje do szczęścia.
Gromadzi przedmioty, przeżycia, osoby,
ale wciąż czuje się dziwnie niespełniony,
ciągle potrzebuje jeszcze czegoś
i jeszcze czegoś, i jeszcze.

Ale tak naprawdę
jedyne, czego mu potrzeba,
to umiejętność docenienia tego wszystkiego,
co już udało mu się zdobyć,
zgromadzić, przeżyć.

Nie chodzi o to, żeby przestać pragnąć.
Chodzi jedynie o to,
żeby nauczyć się cieszyć tym wszystkim,
co było upragnione i jest już twoje…
(Beata Pawlikowska)

Cenna umiejętność, mądrze pani Beata Pawlikowska powiedziała :) Ja osobiście również staram się do niej stosować, a od lat prowadząc mojego fotobloga wielokrotnie już opisując jakieś miejsce pisałam, że cieszę się z możliwości jego poznania. I cieszę się, gdy odkrywam i po raz pierwszy w życiu coś zwiedzam, ale cieszę się również, gdy do pięknych, znanych mi już miejsc powracam :)

Poznajecie??? To malownicze jurajskie pasmo Skał Rzędkowickich – jedno z najczęściej odwiedzanych przeze mnie, a tu już kilkakrotnie opisywanych miejsc :)

Pasmo to znajduje się na wschód od wsi Rzędkowice w gminie Włodowice (obecnie województwo śląskie) na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej :)

Nie lubię tu powtarzać się, więc po wszelkie merytoryczne informacje dotyczące tych skał odsyłam do moich archiwalnych wpisów: nr. 6 Rzędkowickie Skały, nr. 16 Rzędkowickie Skały jesienią, nr. 27 Ruiny Cegielni w Mrzygłodzie, nr. 39. Rzędkowickie Skały – miejsce, do którego lubię powracać… oraz nr. 94. W krainie białych ostańców – Rzędkowickie Skały :)

Tam oczywiście można również zobaczyć mnóstwo archiwalnych zdjęć z Rzędkowickimi Skałami w roli głównej :)

I może teraz kogoś zastanowi – dlaczego znowu te skały? Czy ona nie ma już czego opisywać? Nic nowego nie zwiedza? Otóż zwiedzam i ciągle nowe fotki strzelam, ale do tego miejsca mam taką szczególną słabość i nie mogłam się powstrzymać, by znowu tych fantastycznych jurajskich ostańców nie pokazać 😉

Pięknie prezentują się wśród zieleni, a błękitne niebo dodaje im jeszcze uroku :)

I ten zestaw – błękit nieba, zielona roślinność i biel skał – chyba już zawsze będzie mnie zachwycał :)

Natura wspaniale wyrzeźbiła – jurajskich widoków nigdy dosyć :)

Poszczególnym skałom nadano tam indywidualne nazwy :)
Poniżej w otoczeniu zieleni widzimy Skałę Zegarową :)

Nie wiem dlaczego „zegarowa”, ale patrząc i pobudzając wyobraźnię można dostrzec hełm rycerski i jak dla mnie to bardziej pasuje do niej nazwa „wojenna” 😉

Bohaterka kolejnego zdjęcia to skała o nazwie – Wysoka :) Ze względu na swoje położenie, wysokość i strzelistość jest jedną z najbardziej charakterystycznych skał wśród tych Rzędkowickich :)

Piękny wytwór natury :)

Z każdej strony prezentuje się inaczej, ale moim zdaniem równie wspaniale :)

Ze względu na usytuowanie, ciekawą skałą jest również skała, której nadano nazwę – Kamień pod Wysoką :) Zobaczcie zresztą i oceńcie sami 😉

I ostatni już kadr z tego miejsca – odwiedzam je często, więc pewnie za jakiś czas znowu wspomnieniami tu powrócę 😉

Na zakończenie wpisu tym razem zachód słońca w polach oraz melancholijny wiersz o polnych drogach Marii Gawlikowskiej zostawiam i udanych plenerowych wyjazdów Wszystkim życzę :) :) :)

Smagane wichrami wieków
Palone przez słońce
Nie skarżą się
Nie krzyczą
I wciąż biegną przed siebie
Cichutko
I tak skromnie…
Potrzebne i niezauważane
Skąd się wzięły?
Dokąd biegną drogi polne?
W szarym pyle historia ludzkości
Zapisana stopami przeszłych pokoleń
Mknie do nikąd.
Tylko zadumane drzewa
Są niemymi świadkami ich wytrwałości
I cichutko
Szemrzą im do snu
Pieśń pisaną przez wieczność
(Maria Gawlikowska – Polne drogi)

140. Zbiornik Włodowice w moich letnich wspomnieniach

„Kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy, trochę lata” – tegoroczny kwiecień zgodnie ze znanym powiedzeniem okazał się być bardzo kapryśnym miesiącem. Było co prawda kilka w pełni wiosennych dni, ale częściej bywało jednak zimno i wietrznie. Wiele szkód w niektórych regionach kraju wyrządził też nagły i silny atak zimy. Ponieważ nie udało mi się skorzystać z tych cieplejszych dni i wyruszyć z aparatem w plener, zrobiłam małe porządki w moim komputerze i w ich efekcie przygotowałam kolejny wspomnieniowy wpis :)

Zapraszam dzisiaj do miejsca, które było wielokrotnie celem moich wycieczek rowerowych i gdzie na pstrykałam już mnóstwo zdjęć, a część z nich teraz pokażę tu :)

Zbiornik (zalew) Włodowice, bo o nim dzisiaj mowa znajduje się w województwie śląskim, powiecie zawierciańskim, gminie Włodowice, pomiędzy Włodowicami, a Rudnikami.

Ten sztuczny zbiornik o powierzchni ok. 2 ha położony jest przy drodze do Zawiercia i pięknie otoczony przez lasy.

Zaglądając do moich archiwalnych wpisów w kategorii „Jura Krakowsko-Częstochowska” można znaleźć wpis 38. Zbiornik Włodowice. Relacjonuję w nim moją pierwszą wycieczkę rowerową do tego miejsca, która odbyła się dokładnie 22 września 2011 roku. Zauroczona, od tej pory byłam tam wielokrotnie, a w moim komputerze (jak już wspomniałam na wstępie) można znaleźć mnóstwo zdjęć zrobionych właśnie tam. Dzisiejszy wpis traktuję jako taką kontynuację tego archiwalnego i dlatego osoby, które zajrzały tu po raz pierwszy zachęcam do zapoznania się z nim, a osobom czytającym mnie regularnie – przypomnienie go sobie :) Znajdziecie tam różne informacje o tym zbiorniku i kilka (moim zdaniem) ciekawych zdjęć 😉

Nad wodą tak mi tutaj fajnie,
Tak mi tu dobrze.
Tak mi tutaj Krainie,
Jak nigdzie nie było dobrze.

Ziemia pachnie i trawa
Dookoła wody, trzciny,
A przy niej kaczek wrzawa,
I ja tutaj wesoł jedyny.

Nikt na mnie nie krzyczy,
Nikt mnie nie woła.
Las wszędzie dziewiczy,
A nad nim lot sokoła.

Kocham to miejsce uwielbienia,
Jak życie, choć k a l e k i e.
Tutaj nigdy nie mówię do widzenia,
Bo wszystko jest bliskie, a nie dalekie.

Słońce wyszło spoza chmur,
Łuskając czoła sosen.
Mamże tutaj leśny mur,
Z pięćdziesięciu trzech, jedenaście wiosen.

Ogrodzony jestem wodą, Puszczą,
A chroniony mgłą i ciszą.
Żyć tutaj tylko wieszczom,
Skoro Natury tętna, myśli wieszczy słyszą.

Więc nie trzeba sympatyków,
Skoro żywioł to docenia.
Tutaj tańczę z Naturą, nie dla wybryków,
A wraz z ciszą do uśpienia…
(Mieczysław Borys)

Oj, fajnie tam, fajnie i dobrze jak tym wierszu powyżej :) I dlatego właśnie tak bardzo lubię jeździć tam na rowerze i w ciszy i w spokoju wpatrywać się w wodę :)

Wiatr pieści cicho powierzchnię jeziora.
Słońce ozłaca aksamitne fale.
Nadeszła późna popołudniowa pora.
Uroczo tak, po prostu wspaniale.

Gdzieś tam mała rybka błyśnie w głębinie.
Stado kaczek płynie dumną flotą.
Drzemią zegary, więc czas wolno płynie.
Przytuliłbym jakąś rusałkę z ochotą.

Lecz jest już pusto bo sezon się kończy.
Rusałki bikini zamienią znów w spodnie.
Z tęsknotą któraś na jezioro spojrzy…
Zabierze wspomnienia miłosne i pogodne.
(Nad jeziorem – Oskar Wizard)

Urok tego miejsca doceniają wędkarze, miłośnicy spacerów, jazdy na rowerze, kąpieli wodnych oraz biwakowania.

Pod widocznymi na kolejnym zdjęciu zadaszeniami można w razie deszczu schronić się, a na paleniskach upichcić coś na ząb :)

Ziemio nasza, Ziemio miła
Tyś nas wszystkich wykarmiła,
Twe powietrze, lasy, wody,
To największa Twa uroda.
Więc człowieku, pilnuj srodze,
By nie padło wszystko w trwodze,
Bo gdy zniszczysz wszystko wszędzie
To i ciebie też nie będzie!

Człowiek przez wieki ujarzmiał przyrodę,
uzyskując z niej zasoby niezbędne do tworzenia
nowych cywilizacji.
I oto nastały czasy, kiedy w wielu regionach
kuli ziemskiej pod naciskiem człowieka
przyroda zaczęła ustępować,
cofać się, a nawet ginąć.
(N. Fiedorenko)

Aż strach pomyśleć jak wyglądałby nasz świat, gdybyśmy dopuścili do całkowitego zniszczenia przyrody :( Z niej czerpiemy tak wiele korzyści, które pozwalają nam na funkcjonowanie. To przecież przyroda dostarcza nam pożywienia i tlenu niezbędnego do życia…

„Mamy tylko jedną Ziemię, a jej przyszłość zależy od każdego na pozór niewielkiego ludzkiego działania, zależy od każdego z nas” (Florian Plit)

Rozmyślając o ochronie przyrody obchodzimy jeszcze raz wkoło zbiornik włodowicki :)

Ponieważ Ziemia opiekuje się nami,
zaopiekujmy się Ziemią.
Odwzajemniajmy miłość jaką nas obdarza,
utrzymując ją w czystości i w szczęściu…

Lubię, gdy słońce mnie woła,
Nad wodę z tysiącem fal.
Gdzie piękna zieleń dokoła,
A dusza wyrywa się w dal (…).

Lubię patrzeć na trzciny,
Wietrzyk w nich sobie hasa.
W tych wodach bywają liny,
Trzeba je tylko złapać.

Na takim łonie natury,
Człowiek odżywa na nowo.
Z życia odpływają chmury,
Nie złości nawet złe słowo.
(Dzień nad wodą – autor: jarmolstan)

Każdy ma swój sposób na wyciszenie się.
Zaglądamy w swój umysł, szybujemy wśród wspomnień.
Żeby zanurkować w tych najprzyjemniejszych.
Im ich więcej, tym dłużej trwa cisza i spokój (…)
(Magda M.)

I kolejny kadr z miejsca, gdzie wspaniale można się zresetować i naładować akumulatory :)

życie …
życie nie jest jak staw ze stojącą wodą –
ale jak płynąca rzeka …
a rzeka …
nurt jej w różny sposób się zmienia
i nic tu nie jest do odgadnienia …
(Zeatix Lens)  

Cudny zielony zakątek, prawda?

Lubię obrazy odbijające się w lustrze wody
– zachwycają mnie i intrygują :)

Powietrze, światło, odpoczynek uzdrawiają,
lecz największe ukojenie
płynie z kochającego serca.
(Theodor Fontane)

Przyroda bez człowieka może żyć,
ale człowiek bez przyrody ZGINIE!

No niestety, człowiek to chyba największy szkodnik natury :(

Kończąc, jak zwykle zachęcam do odwiedzenia pokazywanego przeze mnie miejsca, miejsca gdzie wspaniale można wypocząć i wyciszyć się. By było tam jednak nadal tak pięknie i czysto podkreślam znaczenie edukacji ekologicznej i apeluję:
W obecnych czasach, gdy coraz częściej słyszy się o większych i mniejszych katastrofach ekologicznych – bądźmy „świadomymi” użytkownikami środowiska !!!

Dziękuję za wizytę i wszystkim sympatykom mojego blogowania                 serdeczne pozdrowienia posyłam :) :) :)

139. Ruiny zamku w Bydlinie

Witam serdecznie :) Zanim wyruszę na pierwsze pozimowe wycieczki jeszcze trochę wspomnień z zeszłego roku :) Zastanawiając się, co tym razem pokazać wygrzebałam serię zdjęć przedstawiającą ruiny zamku w Bydlinie, bo większość jurajskich warowni już tu pokazywałam, a tak się złożyło, że tych ruin jeszcze nie. Zachęcam gorąco do obejrzenia zdjęć z tego miejsca na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej :)

Ruiny zamku rycerskiego Bydlin leżą 7 km od pobliskiego Wolbromia i około 10 km na północny wschód od Olkusza (powiat olkuski, województwo małopolskie). Ruina ta stoi w północnej części wsi Bydlin, niedaleko od cmentarza, po lewej stronie drogi prowadzącej do Dłużca. Znajduje się niecałe 6 km od warowni w Smoleniu i Ryczowie, więc będąc tam warto wygospodarować sobie więcej czasu i jeszcze dodatkowo coś innego zwiedzić.

Zamek w Bydlinie został wybudowanego w systemie tzw. Orlich Gniazd i obecnie ruina ta leży również na Szlaku Orlich Gniazd (zarówno pieszym jak i rowerowym).

Pierwsze wzmianki na temat zamku sięgają końca XIV w. Na wysokim, skalistym wzgórzu wzniesiono wtedy warownię – wieżę obronną. Swoją pierwotną funkcję pełniła przez około dwieście lat. Początkowym właścicielem był syn Niemierzy z Gołczy. To właśnie temu drugiemu przypisuje się często budowę warowni.
Do czasu, kiedy w XVI w. przeszedł na własność Bonerów, a następnie Firlejów, zamek miał około dwudziestu właścicieli. Na początku XVI w. Firlejowie dokonali przebudowy murów zamku na kościół. W okresie reformacji ok. 1570 r. Jan Firlej (ówczesny właściciel Bydlina) na krótki czas zamienił kościół na zbór ariański. W 1594 r. jego syn Mikołaj ponownie przeobraził świątynię na kościół katolicki pw. Świętego Krzyża, od którego nazwę przejęło obecnie całe wzgórze. W 1655 r. kościół zburzyli Szwedzi idący na Częstochowę. Kilkadziesiąt lat później został odbudowany przez Męcińskich. Pod koniec XVIII w. zamek został stopniowo opuszczony i uległ ruinie. Pod koniec XIX w. na stokach góry zamkowej istniała kopalnia galeny.
Na początku I wojny światowej, 17 listopada 1914 r., legioniści pod dowództwem komendanta Trojanowskiego okopali się, zajmując pozycje na wzgórzu zamkowym, a następnie ruszyli na stojące w Załężu wojska rosyjskie, rozpoczynając w ten sposób bitwę pod Krzywopłotami. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Do czasów współczesnych zachowały się jedynie resztki murów i fosy. Ruiny mają kształt prostokąta o długości 24 m i szerokości 11 m. Budynek wzniesiony z miejscowego wapienia był oskarpowany na narożach. Średnia grubość murów wynosiła nieco ponad 2 m, a przeciętna wysokość ok. 7 m. W murach widnieją ślady zabudowanych okienek strzelniczych.

Niewiele zostało z tego zamku ale zwiedzić warto 😉

W 2009 roku mur południowy budynku mieszkalnego zawalił się, jednak już w 2012 odbudowano go w ramach prac obejmujących między innymi oczyszczenie pod ciśnieniem murów, osadzenie obluzowanych kamieni z powrotem w murze i uzupełnienie spoin oraz usunięcie roślinności porastającej koronę murów i wewnętrzny obrys kamienicy. Wyremontowano wtedy także schody prowadzące do ruin wraz z towarzyszącą im balustradą.

Obecnie zamek jest dostępny do zwiedzania, a u podnóża wzniesienia, na którym stoi, znajduje się drewniana tablica z opisem jego historii :)

Będąc w Bydlinie warto również zobaczyć położony u podnóża góry zamkowej niewielki cmentarz, na którym znajduje się zabytkowa kaplica cmentarna oraz zbiorowa mogiła 46 legionistów poległych w bitwie pod Krzywopłotami.

Na terenie cmentarza parafialnego w Bydlinie znajduje się murowana kaplica. Została ona wzniesiona na miejscu starej pustelni i jak podają źródła stała już przy końcu XVIII wieku. Rozbudowana została w roku 1884 przez ks. A. Paprockiego, który został pochowany pod jej posadzką.
W ołtarzu znajduje się figura Matki Boskiej z Dzieciątkiem z pierwszej połowy XV wieku, przeniesiona z dawnej pustelni. W aktach kościoła parafialnego znaleźć można spis cudów za pośrednictwem M. B. w cudownej figurze doznanych, prowadzony od roku 1764. Obecnie miejscowa ludność również otacza kultem tę gotycką figurkę.
Wewnątrz kaplicy znajdują się także posąg św. Jana Nepomucena na rokokowym postumencie, oraz rzeźba Chrystusa Frasobliwego.

Niestety tego dnia kaplica była zamknięta, więc mogłam ją oglądać i fotografować jedynie z zewnątrz.

Z Bydlina niedaleko jest do Olkusza, więc tego dnia podjechaliśmy jeszcze na lody, kawę oraz mały spacer do tego uroczego małopolskiego miasta.

Olkusz to miasto w województwie małopolskim, w powiecie olkuskim, siedziba gminy miejsko-wiejskiej Olkusz. Położone jest na zachodnich rubieżach Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej nad rzeką Babą, przy drodze krajowej nr 94 i przy drogach wojewódzkich: nr 783 i nr 791.

Ładny, czysty rynek, z mnóstwem kwiatów i fontanną oraz ciekawymi kamienicami wokół niego :)

Tuż obok runku znajduje się Bazylika kolegiacka św. Andrzeja – kościół halowy z malowidłami ściennymi i organami renesansowymi autorstwa Hansa Hummla z lat 1612-1623 (jedne z najstarszych w Europie organów, zachowanych w stopniu bliskim oryginalnemu). Warto obejść ją wkoło, zwiedzić w środku i chociaż chwilę pomodlić się :)

Wiele wskazuje na to, że Olkusz może się szczycić wielokulturową i wielonarodową historią, początki której sięgają… starożytności. Genealogię pierwszej nazwy – Elkusz najłatwiej, ponoć, objaśnić na gruncie języka … fenickiego. „El” znaczy w nim pan, Bóg, „Kusz” natomiast to – kuć, krajać. Elkusz mogłoby więc znaczyć – pan, który kuje lub miejsce kucia. Fenicjanie, w te odległe od ich ojczyzny strony, mogli przywędrować w poszukiwaniu skarbów, którymi okazały się pokłady rud ołowiu zawierające sporo srebra. Ich eksploatacja być może dała początek historii tutejszego górnictwa i hutnictwa kruszcowego. (Źródło informacji: http://www.umig.olkusz.pl)

Powstania i carskie represje nie zahamowały rozwoju przemysłu w mieście. Zintensyfikowało go przeprowadzenie w latach 1883-85 przez Olkusz lwanogrodzko-Dąbrowskiej linii kolejowej. W kilkanaście lat później – w 1907 roku Peter Westen założył Fabrykę Naczyń Blaszanych.
Wielu olkuszan wzięło udział w I wojnie światowej, wielu zaciągnęło się do Legionów, gdzie istniał nawet oddział Strzelców Olkuskich.
Po odzyskaniu niepodległości liczba mieszkańców Olkusza w ciągu niespełna 20 lat prawie podwoiła się. Zbudowano m.in. nową szkołę, elektrownię i kanalizację. Ważną inicjatywą było stworzenie przez władze Olkusza uzdrowiska w Bukownie.
W okresie II wojny światowej, po zajęciu Polski, Niemcy włączyli miasto do III Rzeszy (granica z Generalną Gubernią przebiegała przez pobliski Rabsztyn). W dniu 16 lipca 1940 r. hitlerowcy rozstrzelali w Olkuszu dwudziestu Polaków. Ofiarami egzekucji byli więźniowie polityczni przywiezieni z Mysłowic i Sosnowca oraz pięciu olkuszan. 31 lipca 1940 roku, w dniu nazwanym potem Krwawą Środą, Niemcy przez cały dzień torturowali setki mieszkańców miasta na olkuskich placach. II wojna światowa przyniosła także kres wielowiekowej bytności Żydów w Olkuszu. W czerwcu i lipcu 1942 r. niemal wszystkich wywieziono do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu i zgładzono. (Źródło informacji: http://www.umig.olkusz.pl)

Na zdjęciu rekonstrukcja baszty :)

W okresie powojennym nastąpił rozwój miasta generowany inwestycjami przemysłowymi zarówno w mieście jak i w pobliskim Górnośląskim Okręgu Przemysłowym. Unowocześniana, państwowa olkuska „Emalia” znalazła się w czołówce krajowych producentów naczyń emaliowanych, wanien i zlewozmywaków. Zelektryfikowano linię kolejową. Wybudowano od podstaw kopalnię rud metali nieżelaznych „Olkusz”. Przez miasto przeprowadzona została szerokotorowa linia kolejowa łącząca Sławków, Olkusz, Hrubieszów, Moskwę i Magnitogorsk. Zbudowana została by zaopatrywać Hutę Katowice w rudę żelaza. Rozwojowi przemysłu towarzyszył szybki przyrost liczby mieszkańców miasta. Z 12 tys. przed wojną, z czasem przekroczyła 40 tysięcy. Rozwinęło się budownictwo mieszkaniowe. Olkusz otoczyły osiedla bloków. Wybudowane zostały Miejski Dom Kultury, szpital, hotel miejski, hala sportowo- widowiskowa, miasto połączono dwupasmową trasą ze Śląskiem.
Przejęcie zarządzania sprawami gminy przez samorząd lokalny, zapoczątkowane w 1990 roku pierwszymi wyborami do Rady Miasta dało efekty – Olkusz zyskał na wyglądzie, remontuje się ulice, kończy się kanalizowanie miasta, jego ulice są lepiej oświetlone. W 1999 roku po kolejnej reformie administracyjnej Srebrny Gród ponownie stał się siedzibą władz powiatowych, tym razem w granicach nowego województwa małopolskiego.
(Źródło informacji: http://www.umig.olkusz.pl)

Ponownie baszta wraz z odrestaurowanym fragmentem muru obronnego :)

Będąc w Olkuszu warto pospacerować jego ulicami zwracając uwagę na liczne pomniki.

Na zdjęciu poniżej pomnik upamiętniający ofiary komunizmu, który stoi u wylotu ul. Augustiańskiej. Na trzymetrowym krzyżu widnieje płaskorzeźba przedstawiająca Chrystusa wyciągającego z wody „do świętości” księdza Jerzego Popiełuszkę.

… i spojrzenie na ulicę Krakowską :)

Warto odwiedzić Olkusz i zwiedzić wszystkie jego zabytki oraz liczne muzea. Na uwagę zasługuje Muzeum Pożarnictwa Ziemi Olkuskiej, Muzeum PTTK-Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze, Muzeum Wody, które mieści w budynku Stacji Uzdatniania Wody przy ulicy Wspólnej, Muzeum Afrykanistyczne w Olkuszu prezentujące zbiory dr. Bogdana Szczygła – jedyne tego typu w Polsce oraz Muzeum Twórczości Władysława Wołkowskiego w Dworku Machnickich. Kilka lat temu byłam w Muzeum Afrykanistycznym i bardzo mi się tam podobało, ale tym razem korzystając z ładnej pogody woleliśmy spacerować po mieście i ciesząc oczy bujną zielenią odpoczywać w parku :)

Miło powspominać, a tymczasem wiosna nadeszła i już zdecydowanie cieplej się zrobiło :) Zachęcam więc do aktywnego wypoczynku w plenerze i ładowania akumulatorów na łonie natury :)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO :) :) :)