132. Mengusovská dolina… Popradské pleso, Ostrva (1978m n.p.m.)

Góry są miejscem wyjątkowym…
Ich majestat oczarowuje, cisza uspokaja, a niedostępność stanowi wyzwanie… O cudzie, jakim są góry i emocjach, jakie one wywołują można by opowiadać bez końca…

Witam serdecznie i z wielką przyjemnością rozpoczynam relację z mojej tegorocznej, rodzinnej tatrzańskiej wędrówki :) Aura pogodowa sprzyjała, kondycja była nienajgorsza i kilka ciekawych tras udało nam się przejść :)

Za bazę noclegową i wypadową w góry, tak jak i w poprzednim roku obraliśmy sobie doskonale nam już znaną – Bukowinę Tatrzańską. Jak zwykle pojechaliśmy w ciemno, ale nawet tegoroczne oblężenie Podhala nie utrudniło nam szybkiego znalezienia noclegu. Z polecenia właścicielki domu, w którym nocowaliśmy w zeszłym roku udaliśmy się do domu jej siostry i tam zostaliśmy szybciutko zakwaterowani. Znajomości jednak przydają się :) Warunki doskonałe i jeszcze dodatkowy atut w postaci sklepu spożywczego na parterze, gdzie codziennie mogliśmy zaopatrzyć się w świeży chleb, drożdżówki na drogę oraz wszelkie inne potrzebne nam produkty :) Na obiadokolacje mieliśmy już upatrzony i sprawdzony wcześniej bar, więc w spokoju mogliśmy codziennie wyruszać na szlaki i wracać do naszej bazy na solidny posiłek i nocleg :)

Pierwszego dnia tradycyjnie już Zakopane, Krupówki i spacerowanie w tłumie. Na szlak nie opłacało sie wychodzić o tak późnej porze, tym bardziej, że pobiliśmy rekord jazdy (zamiast 3,5 jechaliśmy do Bukowiny Tatrzańskiej 5,5 h). Nie ma to jak te słynne korki na zakopiance :( No, ale przynajmniej zdjęcia z fotoradarów nie przyjdą 😉 Drugiego dnia na rozgrzewkę i by ucieszyć się górami postanowiliśmy tak jak i w poprzednim roku jechać na Słowację, w okolice miejscowości  Štrbské Pleso :)

Samochód pozostawiliśmy na parkingu obok stacji kolei elektrycznej Popradské pleso, u wylotu Mięguszowieckiej Doliny (słow. Mengusovská dolina) i asfaltem udaliśmy się do Popradzkiego Stawu (słow. Popradské pleso). W zeszłym roku naszym celem był Koprowy Wierch (Kôprovský štít, 2363 m), a teraz dla odmiany postanowiliśmy zdobyć Osterwę (Ostrva,1978m n.p.m.) :)

Dolina Mięguszowiecka (słow. Mengusovská dolina) to jedna z większych dolin walnych położonych po południowej stronie Tatr Wysokich na Słowacji o długości ok. 7,5 km i powierzchni ok. 16,0 km².

Dolina rozszerza się w części środkowej i wachlarzowato rozgałęzia na doliny boczne: w środkowej części, w kierunku południowo-wschodnim znajduje się Dolina Złomisk (Zlomisková dolina) rozgałęziona w wyższych partiach na Dolinkę Rumanową (Rumanova dolinka) i Dolinkę Smoczą (Dračia dolinka). Wyższe piętra Doliny Mięguszowieckiej to: Kotlinka pod Wagą (dolinka pod Váhou), Dolina Żabia Mięguszowiecka (Žabia dolina mengusovská) z Kotłem Żabich Stawów Mięguszowieckich (kotlina Žabích plies), Dolina Hińczowa (Hincova kotlina) i niewielka Dolinka Szatania (Satania dolinka). W ograniczającą ją od zachodu Grań Baszt wcina się licznymi żlebami: Szeroki Żleb (Široký žľab), Czerwony Żleb (Červený žľab), Szatani Żleb (Satanov žľab). (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Po godzinie wędrówki dotarliśmy do Schroniska Popradzkiego (słow. Popradská chata) :)

Schronisko nad Popradzkim Stawem, nazywane również Schroniskiem Popradzkim (słow. Popradská chata, chata pri Popradskom plese, chata kapitána Morávku) położone jest na wysokości ok. 1500 m n.p.m. Znajduje się nad północno-zachodnim brzegiem Popradzkiego Stawu (Popradské pleso). Obecnie ma 155 miejsc noclegowych :)

Schronisko Popradzkie jest ważnym węzłem komunikacyjnym. Dochodzą tu szlaki ze Szczyrbskiego Jeziora i Magistrala Tatrzańska. Odchodzi szlak na Rysy oraz do Doliny Hińczowej. 11 lat temu wędrowałam stąd niebieskim szlakiem w górę Doliny Mięguszowieckiej i przez Dolinę Żabią Mięguszowiecką i Wagę na Rysy. Rok temu przez Dolinę Mięguszowiecką i Hińczową na Wyżnią Koprową Przełęcz, a z niej na Koprowy Wierch (Kôprovský štít, 2363), a w tym roku celem była Osterwa (słow. Ostrva, 1978m n.p.m.)

Na kolejnym zdjęciu widzimy Popradzki Staw (słow. Popradské pleso) oraz Schronisko Popradzkie (słow. Popradská chata) z czerwonego szlaku na Osterwę :)

Powoli i mozolnie, biegnącą serpentynami ścieżką, gubiąc szybko rachubę kolejnych zakrętów, podążamy najpierw na Przełęcz pod Osterwą (Sedlo pod Ostrvou, 1966m n.p.m

Ciekawa trasa z fantastycznymi widokami :)

Przejście znad Popradzkiego Stawu do Przełęczy pod Osterwą (Sedlo pod Ostrvou, 1966m n.p.m.) zajmuje ok. 1:45 h, a zejście tym samym szlakiem (w dół) tylko 1:00 h :)

I już jestem na Przełęczy pod Osterwą (Sedlo pod Ostrvou, 1966m n.p.m.) :)

Góra za mną to Tępa (słow. Tupá, 2285 m n.p.m.). I choć na jej szczyt nie prowadzi żaden znakowany szlak turystyczny, to jest ona łatwo dostępna dla turystów, a najprostszym podejściem jest droga z Przełęczy pod Osterwą, ku której Tępa opada łagodnym stokiem.

Przełęcz pod Osterwą jest to szeroka przełęcz pokryta trawą położona tuż poniżej wierzchołka Osterwy, będąca dobrym punktem widokowym oraz najlepszym połączeniem Doliny Mięguszowieckiej z Doliną Wielkiej Huczawy i Doliną Batyżowiecką.
Przez przełęcz prowadzi szlak Magistrali Tatrzańskiej (Tatranská magistrála) łączący schronisko nad Popradzkim Stawem z Batyżowieckim Stawem i hotelem górskim „Śląski Dom”.

Po dojściu na Przełęcz pod Osterwą (Sedlo pod Ostrvou, 1966m n.p.m.) warto podejść jeszcze kawałek w prawo, by po kilku minutach znaleźć się na nierównym, kamienistym szczycie Osterwy (słow. Ostrva, 1978m n.p.m.) :)

Widok z Osterwy na Dolinę Mięguszowiecką zachwyca. Zamykające ją łańcuchy górskie imponują potęgą i majestatem. Widać stąd też doskonale Popradzki Staw i Schronisko Popradzkie oraz w tle Koprowy Wierch :)

Po zdobyciu Osterwy (słow. Ostrva, 1978m n.p.m.) i odpoczynku na jej szczycie do Popradzkiego Stawu schodziliśmy tym samym (czerwonym) szlakiem ponownie piękne widoki podziwiając :)

Na kolejnym zdjęciu, w tle widzimy Dolinę Złomisk :)

Jesteśmy już coraz niżej… i Popradzki Staw pięknie leży u naszych stóp :)

Warto obejść go wkoło, a obchodząc podejść wytyczoną ścieżką turystyczną (szlakiem żółtym) do Tatrzańskiego Cmentarza Symbolicznego pod Osterwą.

W zeszłym roku opowiadałam już o nim, więc by nie powtarzać się zainteresowane osoby odsyłam do mojego archiwalnego wpisu 115. Mengusovská dolina… Popradské pleso, Hincova kotlina, Kôprovský štít, (2363 m).

Tam też można dokładnie zapoznać się z trasą prowadzącą na Koprowy Szczyt i zobaczyć zdjęcia z Doliny Hińczowej :)

Podsumowując Trasa:
Stacja kolei elektrycznej Popradské pleso (parking) – Popradzki staw (Popradské pleso) – Schronisko nad Popradzkim Stawem (Popradská chata) – Przełęcz pod Osterwą (Sedlo pod Ostrvou, 1966m n.p.m.) – Osterwa (Ostrva, 1978m n.p.m.) – powrót tym samym szlakiem do Popradzki staw (Popradské pleso) – Tatrzański Cmentarz Symboliczny pod Osterwą – Stacja kolei elektrycznej Popradské pleso (parking)

Wspaniała pogoda, cudowne widoki, bezpieczna wędrówka oraz pomyślne dotarcie do zaplanowanego celu, więc reasumując to było bardzo udane rozpoczęcie tatrzańskiego łazikowania :) O kolejnych dniach i równie ciekawych widokowo trasach opowiem już w kolejnych wpisach :)

POZDRAWIAM SERDECZNIE :) :) :)

131. W Sandomierzu

Babia Góra w śniegu (poprzedni wpis) … oj, powiało tu u mnie chłodem, więc teraz na rozgrzewkę relacja z krótkiego spaceru po cieplutkim, letnim Sandomierzu :)

Sandomierz to miasto w województwie świętokrzyskim, w powiecie sandomierskim. Położone jest nad Wisłą, na siedmiu wzgórzach (dlatego niekiedy nazywane jest „małym Rzymem”), na granicy Wyżyny Sandomierskiej. Przemysłowa część miasta, zwana Nadbrzeziem, leży na prawym brzegu Wisły, w Kotlinie Sandomierskiej i graniczy z Tarnobrzegiem.

Sandomierz to jedno z najstarszych, najpiękniejszych i najważniejszych historycznie miast Polski. Początki osadnictwa na tym terenie i w jego regionie sięgają najdawniejszych czasów. Świadczą o tym dokonywane w obrębie miasta i okolic liczne odkrycia archeologiczne. Ślady pierwszej obecności człowieka na tym obszarze pochodzą z młodszej epoki kamiennej – neolitu (5200 p.n.e. – 1700 p.n.e.). Usytuowane jest na lessowych wzgórzach. Zachowało się tu ponad 120 zabytków architektury z różnych epok. Do najwyższej klasy zaliczane są: średniowieczny układ urbanistyczny miasta oraz jeden z najstarszych obiektów ceglanych na terenie Polski – kościół św. Jakuba. Sandomierz jest ściśle związany z wydarzeniami historycznymi Polski. Tu przebywali królowie, książęta i wiele innych ważnych osobistości, pozostawiając po sobie liczne pamiątki. Najważniejszym gościem we współczesnych czasach był Papież Jan Paweł II, który odwiedził miasto 12 czerwca 1999 roku. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Wokół Starego Rynku można podziwiać pięknie zachowane i odnowione renesansowe kamienice :)

A na kolejnym zdjęciu widzimy gotycki (z połowy XIV wieku) Ratusz :)

Zbudowany został na planie kwadratu z ośmioboczną wieżą. W XVI wieku rozbudowany (w planie do prostokąta), całość została zwieńczona renesansową attyką. Istniejąca obecnie wieża została postawiona w XVII wieku. W 2006 NBP wyemitował monetę kolekcjonerską o nominale 2 zł z wizerunkiem ratusza.

Nazwę miasta łączono kiedyś między innymi z tym, że niedaleko od Sandomierza San „domierza” do Wisły. Zdaniem innych miały tu ponoć miejsce sądy pokoju sudy mira. Choć imię Sudomira nie występuje zbyt często w późniejszym okresie, to we wczesnym średniowieczu było używane w Małopolsce, Morawach i Słowacji. W dawnych dokumentach i na starych mapach nazwa Sandomierza brzmiała: Zandomir, Sandomiria, Sudomir, Sędomir, Sędomierz. Obecnie przez miasto przebiegają szlaki turystyczne: cysterski, św. Jakuba, Via Jagiellonica oraz Architektury Drewnianej. (Źródło informacji: http://www.sandomierz.pl )

Kolejny kadr z Sandomierza, a na nim Brama Opatowska :)

To jedna z najlepiej zachowanych bram miejskich w Polsce. Zbudowana została w XIV-XVI w. Nieopodal pozostały fragmenty średniowiecznych murów obronnych oraz furta dominikańska tzw. „Ucho Igielne”. Gotycka brama wjazdowa do miasta. Wzniesiona w XIV wieku z fundacji Kazimierza Wielkiego. Jedyna jaka zachowała się spośród czterech istniejących. Uznawana była za największą.

W systemie obwarowań sandomierskich murów obronnych były cztery takie bramy: od północy Zawichojska i jedyna z zachowanych Opatowska, od południa Krakowska i od wschodu Lubelska. W XVI wieku Bramę Opatowską podwyższono i zwieńczono renesansową attyką. Z wysokości 30 metrów można zobaczyć fascynujący widok na miasto i okolice. Od południa rozciąga się panorama Starego Miasta, widać Wisłę, która w tym miejscu płynie w kształcie litery „S” a także kościoły św. Jakuba i św. Pawła, hutę szkła oraz Tarnobrzeg. Natomiast od strony północnej klasztor Benedyktynek, przedmieście Zawichojskie, osiedle Kruków oraz szpital. Od wschodu rozciąga się panorama Wisły i Gór Pieprzowych, od zachodu widać park miejski z wieżą ciśnień, kościołem św. Józefa oraz budynki dawnego klasztoru o.o. reformatorów. Pierwotnie poszczególne kondygnacje wieży połączone były drabinami i pomostami przy otworach strzelniczych. W 1928 roku podczas jej remontu wykonano metalowe schody. Wjazd przez bramę zamykany był żelazną kratą, spuszczaną po prowadnicy, która zachowała się do dziś na północnej ścianie bramy.
Do miasta można też było dostać się furtami Zamiejską (znajdowała się ona między Collegium Gostomianum a Domem Długosza) i Dominikańską. Zachowała się tylko furta Dominikańska nazywana „Uchem Igielnym”.

Moi panowie po raz pierwszy odwiedzili to miasto, a ja byłam w nim już wcześniej – jesienią 2003 roku. Wtedy to oprócz spacerowania po starówce i zwiedzania sandomierskich zabytków zwiedziłam również słynne sandomierskie lochy oraz przeszłam się Wąwozem Królowej Jadwigi. Ponieważ dominują w nim drzewa liściaste (lipy, klony, wiązy, akacje) jesienią było tam szczególnie pięknie. Szkoda, że tym razem zabrakło czasu, by udać się tam i zobaczyć jak wygląda w letniej szacie.

Będąc w Sandomierzu warto zobaczyć i zwiedzić zamek królewski :)

Zamek – wzniesiony w XIV w. na miejscu dawnego grodu, później przebudowany, jest w swojej obecnej postaci wyrazem przemian i nawarstwień historycznych.
Zamek zbudowano na miejscu pierwotnej warowni istniejącej na wzgórzu co najmniej od X w. Badania archeologiczne potwierdziły istnienie pierwotnego grodu. W 1139 roku – kiedy Sandomierz został stolicą księstwa dzielnicowego a gród rezydencją książęcą – musiał być rozbudowany. Ówczesny książęcy gród otoczony był drewniano-ziemnym wałem oraz systemem zasieków ze skośnie wbitych pali. Od strony wysoczyzny przekopano fosę.
Mieściła się tu kasztelania a od przełomu XII-XIII wieku – stolica księstwa dzielnicowego. W XIV wieku Kazimierz Wielki wykorzystał miejsce grodu pod budowę murowanego zamku, który prawdopodobnie w tym okresie został połączony z murami miejskimi. Wieża południowo-zachodnia, która króluje nad ulicą Zamkową została wybudowana w 1480 roku. W 1525 roku zamek przekształcony został na rezydencję renesansową według projektu Benedykta zwanego „Sandomierzaninem”. Później był jeszcze wielokrotnie przebudowywany z udziałem wybitnego architekta i rzeźbiarza Santi Gucciego. (Źródło informacji: http://www.sandomierz.pl )

Zamek składał się z czterech skrzydeł obejmujących kolumnowy dziedziniec. Niestety, w 1656 roku został wysadzony w powietrze przez wycofujących się z miasta Szwedów. Ocalało jedynie skrzydło zachodnie. Od połowy XVII wieku w zamku nie rezydowali królowie ani nawet starostowie sandomierscy. Zamek stał się przede wszystkim budynkiem użyteczności publicznej. Po 1795 roku Austriacy przeznaczyli zamek na sąd i więzienie,  natomiast dziedziniec zamkowy otoczono półkoliście biegnącym murem. Na dziedzińcu zamkowym zachowała się stara studnia a pod powierzchnią fundamenty kazimierzowskiego zamku. Więzienie zlikwidowano w 1959 roku. Obecnie zamek jest siedzibą Muzeum Okręgowego.

I ostatni już kadr z Sandomierza, a na nim ukrywająca się wśród zieleni Wisła :)

Niestety podczas tej wizyty nie miałam możliwości, by dokładnie zwiedzić całe miasto, Ojca Mateusza (ze znanego polskiego serialu kryminalnego) też nie spotkałam, więc do pięknego Sandomierza chciałabym jeszcze powrócić :)

POZDRAWIAM SERDECZNIE
I zapraszam do czytania moich kolejnych wpisów, w których przeniosę się wspomnieniami w polskie i słowackie Tatry :)

130. Babia Góra – Kapryśna Królowa Beskidów

Witam serdecznie :) :) :)

Dla ochłody i chyba również dlatego, że taka przekorna dusza ze mnie, teraz, gdy lato w pełni przygotowałam serię zdjęć ze śniegiem :) Zapraszam do czytania relacji i oglądania zdjęć z pierwszomajowego (jeszcze w śniegu) zdobywania Babiej Góry :)

Naszą wędrówkę na szczyty Babiej Góry (zwaną również Królową Beskidów, bądź Matką Niepogód) rozpoczęliśmy z Przełęczy Krowiarki :)

Przełęcz Krowiarki oddziela masyw Babiej Góry od Pasma Policy. Znajduje się w woj. małopolskim, na granicy powiatów suskiego i nowotarskiego oraz gmin Zawoja i Jabłonka. Różne źródła różnie podają jej wysokość: 986 m, 1009 m, 1012 m.
Na przełęczy znajduje się polana Krowiarki, na której dawniej wypasano krowy. Nazwa przełęczy i polany pochodzi od ludowego określenia krowiarki oznaczającego pasterki wypasające krowy. Jeszcze dawniej przełęcz nazywana była Lipnickim Siodłem lub Przełęczą Lipnicką.
Przełęcz ta stanowi najwyższą dostępną komunikacyjnie przełęcz górską Beskidów Zachodnich. Dawniej prowadziła przez nią z Zawoi na Orawę gruntowa droga zwana Orawskim Chodnikiem. Przed II wojną światową rozpoczęto budowę szosy, zrealizowano odcinek z Zubrzycy Górnej na przełęcz Krowiarki. Przy budowie tego odcinka w 1938 pracował w Junackim Hufcu Pracy Karol Wojtyła (był wówczas studentem). Upamiętnia to obelisk na polanie Krowiarki.
100 m poniżej przełęczy znajduje się płatny parking, na polanie Krowiarki jest punkt sprzedaży biletów wstępu do Babiogórskiego Parku Narodowego, punkt informacji turystycznej, bufet. Na przełęczy jest także symboliczny grób prof. Zenona Klemensiewicza, który zginął w katastrofie lotniczej na Policy w 1969.
(Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Przełęcz Krowiarki jest także ważnym węzłem szlaków turystycznych :)

My z Przełęczy Krowiarki na szczyty Babiej Góry zdecydowaliśmy się wejść czerwonym – Głównym Szlakiem Beskidzkim :)

Na samym początku idziemy świerkowym lasem, równym chodnikiem wyłożonym z dwóch stron świerkowymi balami, które pomału zamieniają się w długie schody.

Mięśnie po zimie zastane, ale dzielnie pokonujemy różnicę wzniesień :)

Po wyjściu z lasu i zdobyciu pierwszego wierzchołka Masywu Babiej Góry – Sokolicy (1367 m) naszym oczom ukazał się taki oto widok :)

Wschodnie stoki Sokolicy opadają bezpośrednio do przełęczy Krowiarki, natomiast na południowy zachód od szczytu biegnie główny grzbiet babiogórski w kierunku następnej kulminacji, jaką jest Kępa.
Sokolica nie tworzy wierzchołka, lecz wyraźne spłaszczenie (platformę). Platforma ta od północno-zachodniej strony podcięta jest skalnym urwiskiem będącym efektem potężnego obrywu sprzed kilkuset lat. Urwisko ma wysokość kilkunastu metrów, strome stoki poniżej niego są zawalone dużymi głazami i porośnięte kosodrzewiną i lasem. W drugiej połowie XIX wieku w urwisku gnieździł się orzeł przedni, przez miejscową ludność uważany za sokoła i stąd pochodzi nazwa szczytu.

Z wyjątkiem wspomnianej zerwy, stoki Sokolicy porośnięte są lasem i, częściowo, w górnych partiach, kosodrzewiną. Z powodu braku lasu na podszczytowym urwisku Sokolica jest doskonałym punktem widokowym. Platformę szczytową na której znajduje się punkt widokowy wybrukowano kamieniami i ogrodzono. Znajdują się tutaj też ławki i tablice ścieżki edukacyjnej „Śladami Wawrzyńca Szkolnika”. Panorama widokowa z Sokolicy obejmuje grzbiet Babiej Góry, szczyty Beskidu Śląskiego (Barania Góra, Skrzyczne, grupa Klimczoka), Pasmo Jałowieckie, Pasmo Polic, Beskid Mały i Beskid Makowski oraz Zawoję.

Idziemy dalej i szybciutko dochodzimy do Kępy (1521 m) – drugiej (idąc od Przełęczy Krowiarki) z kulminacji masywu Babiej Góry.
Kępa znajduje się w piętrze kosodrzewiny i jest niemal całkowicie porośnięta kosodrzewiną. Jej północne stoki są w górnej części znacznie bardziej strome niż południowo-wschodnie.

Kolejnym z tzw. pięciu szczytów grzbietowych Babiej Góry jest Gówniak (również Główniak, Głowniak, Wołowe Skałki, 1617 m). Przez turystów często jest on mylnie brany za właściwy szczyt Babiej Góry (zwłaszcza podczas mgły, kiedy ten ostatni jest niewidoczny).
Nazwa Wołowe Skałki pochodzi od tego, że dawniej wypasano tutaj woły, nazwa Gówniak od ich odchodów. Występująca na niektórych mapach nazwa Główniak jest zdaniem W. Midowicza przekręceniem nazwy Gówniak i wyrazem fałszywej skromności.

Masyw Babiej Góry rozciąga się od Przełęczy Jałowieckiej Północnej po przełęcz Krowiarki. Wyróżniają się w nim dwa wybitne wierzchołki; Diablak i Mała Babia Góra (1517 m), ale w głównej grani topografowie wyróżniają jeszcze wiele pomniejszych wierzchołków, grzbietów i przełęczy. W kierunku od zachodu na wschód są to:
– Jałowcowy Garb (1017 m),
– Przełęcz Jałowiecka Południowa (993 m),
– Mała Babia Góra (inaczej zwana Cylem, 1517 m),
– Niższy Cyl (ok. 1490 m)
– przełęcz Brona (1408 m)
– Złotnica,
– Kościółki (1620 m),
– Lodowa Przełęcz (1606 m),
– Pośredni Grzbiet,
– Diablak (1725 m),
– Siodło Bończy
– Gówniak (inaczej Wołowe Skały, 1617 m),
– Kępa (1521 m),
– Sokolica (1367 m).

Ślicznie w tej zimowej szacie :)

Idąc tym szlakiem można obserwować zmieniające się piętra roślinności – począwszy od leśnych kompleksów regla dolnego i górnego poprzez pasmo kosodrzewiny aż do skalistego piętra alpejskiego.

Im wyżej, tym oczywiście widoki piękniejsze :)
Przy dobrej pogodzie Jezioro Orawskie i Tatry zachwycają :)
Ale tego dnia Babia, jak na prawdziwą kapryśną babę przystało pokazała i swoje chmurne oblicze i niestety, ale Tatry w tle były słabo widoczne :(

Dzielnie maszerując w końcu dochodzimy do Diablaka – najwyższego szczytu masywu Babiej Góry, zwanego również Babią Górą (słow. Babia hora). Całe podejście od Przełęczy Krowiarki zajęło nam około 2.30 godz.

Najbardziej charakterystycznym obiektem na szczycie Diablaka jest kamienny mur, stanowiący ochronę przed wiatrem. W obrębie kopuły szczytowej znajduje się jeszcze obelisk upamiętniający wejście na szczyt arcyksięcia Jóżefa Habsburga, tablica pamiątkowa poświęcona Janowi Pawłowi II, a także kamienny ołtarz.

Pochodzenie nazwy tłumaczą legendy. Według jednej z nich dawniej na szczycie Babiej Góry diabeł budował zamek dla zbójnika, który podpisał z nim umowę. Jednak gdy zapiał kur, niemal już ukończony zamek zawalił się, grzebiąc w ruinach zbójnika. Podczas burzy można podobno usłyszeć spod głazów brzęk jego ciupagi. Stąd też dla tego szczytu w ludowym nazewnictwie używano nazwy Diablak, Diabli Zamek lub Diable Zamczysko. Na dawnych niemieckich mapach szczyt ten opisany był jako Teufelspitze, czyli Góra diabła. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Diablak jest najwyższym szczytem całych Beskidów Zachodnich, poza Tatrami najwyższym szczytem w Polsce i drugim co do wybitności (po Śnieżce).
Szczytowe partie Diablaka znajdują się w piętrze halnym i pokrywa je rumowisko skalne zwane rumowiskiem Babiej Góry.
Całkowicie odsłonięty i wysoko wznoszący się nad okolicznymi górami szczyt jest doskonałym punktem widokowym. Dookólna (360°) panorama widokowa obejmuje Beskid Żywiecki, Śląski, Mały, Makowski, Wyspowy, Gorce, Kotlinę Orawsko-Nowotarską, Tatry, Wielką Fatrę, Małą Fatrę, Góry Choczańskie, przy dobrej widoczności widoczny jest Kraków.
Diablak może być szczytem niebezpiecznym. Charakterystyczna dla niego bardzo zmienna pogoda była przyczyną wielu wypadków, w tym śmiertelnych. Największy zdarzył się w lutym 1935. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

W 1954 w masywie Babiej Góry (wraz ze szczytem Diablak) utworzono Babiogórski Park Narodowy. W uznaniu niezwykłych walorów przyrodniczych Babiogórski Park Narodowy został wpisany w 1977 przez UNESCO na listę światowych rezerwatów biosfery :)

Dawniej na licznych polanach wytworzonych w lasach Babiej Góry wypasano owce, zaś w najwyższych, naturalnie bezleśnych partiach (w piętrze halnym) woły, Dla powiększenia pastwisk wycięto znaczne ilości kosodrzewiny. Po utworzeniu parku narodowego wypas zniesiono, wiele polan już zarosło lasem, inne zarastają, kosodrzewina odnowiła się i zajmuje znaczne obszary. Obecnie wypasa się owce jeszcze tylko na polanie Liniarka i Hali Śmietanowej Lipnickiej, nad Czarną Orawą w Lipnicy Wielkiej oraz w słowackim Bobrowie. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Turyści już w XVIII wieku zaczęli wychodzić na jej szczyt. W 1995 roku gminy po polskiej i słowackiej stronie Babiej Góry utworzyły Stowarzyszenie Gmin Babiogórskich, którego celem jest zachowanie ludowej kultury, folkloru i tradycji tego obszaru i mieszkających tu Babiogórców (Górali Babiogórskich), a także rozwój turystyki pod Babią Górą.
Wyższe partie masywu znane są z bardzo zmiennej i kapryśnej pogody, która była wśród turystów i narciarzy przyczyną wielu zabłądzeń i wypadków, w tym śmiertelnych. Latem szczególnie niebezpieczne są gwałtowne burze na jej szczycie, zimą śnieżne huragany, w niektórych partiach szlaków turystycznych istnieje zagrożenie lawinowe, a na odkrytych szczytach i przełęczach często wieją silne wiatry. Nad bezpieczeństwem turystów i narciarzy czuwa placówka GOPR w Schronisku PTTK na Markowych Szczawinach. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Teraz na Babiej Górze oczywiście śniegu nie ma, ale 1 maja, gdy rodzinnie zdobywaliśmy ją, jak widać na zdjęciach, było go jeszcze sporo :)

Wejście na szczyt nie było problemem, natomiast wyślizgany śnieg bardzo utrudniał nam schodzenie, a momentami było nawet bardzo niebezpiecznie :(

Przed upadkiem ratowały nas pędy kosodrzewiny 😉

Na północnych stokach Babiej Góry, na polanie Markowe Szczawiny na wysokości 1180 m n.p.m. znajduje się Schronisko PTTK na Markowych Szczawinach i w nim to właśnie postanowiliśmy dłużej odpocząć :)

Schronisko zostało wybudowane z inicjatywy prezesa Oddziału Babiogórskiego Towarzystwa Tatrzańskiego (później PTT) dr. Hugona Zapałowicza. Jego otwarcie nastąpiło 15 września 1906. Składało się wówczas z kuchni, jadalni, pięcioosobowej izby dla panów i trzyosobowej izby dla pań. Powstałe schronisko miało być odpowiedzią strony polskiej na silną ekspansję na tych terenach niemieckiego Beskidenverein (posiadało m.in. schronisko pod Babią Górą).
W 1922 odbyła się pierwsza rozbudowa schroniska. Kolejne rozbudowy w latach 1925, 1926, 1931 i 1934 uczyniły obiekt przestronnym i nowoczesnym.
Po wojnie budynek nadal był użytkowany jako schronisko przez PTT i w 1950 po połączeniu PTT z PTK jego właścicielem został spadkobierca obu towarzystw – PTTK.
Na przełomie maja i czerwca 2007 dokonano całkowitej rozbiórki pierwszego schroniska. Na miejscu rozebranego schroniska powstał nowy obiekt otwarty dla turystów 21 listopada 2009. Jest to dwukondygacyjny budynek murowany z cegły, a od zewnątrz wykończony kamieniem. Posiada 12 kolektorów słonecznych. Dysponuje 40 miejscami noclegowymi, posiada jadalnię kuchnię turystyczną, suszarnię odzieży i przystosowany jest do obsługi osób niepełnosprawnych. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Zregenerowani, od schroniska do zaparkowanego na Przełęczy Krowiarki samochodu, powróciliśmy szlakiem niebieskim :)

Na zakończenie wędrówki po Babiogórskim Parku Narodowym jeszcze kadr znad Mokrego Stawku :)

Mokry Stawek leży na lokalnym wypłaszczeniu zbocza we wschodniej części masywu Babiej Góry, u północnych podnóży Sokolicy, na wysokości 1025 m n.p.m., nieco poniżej Górnego Płaju.
Kiedyś uważany był za zbiornik wodny pochodzenia lodowcowego (jezioro polodowcowe). Jednak przeprowadzona analiza pyłkowa jego osadów dennych określiła wiek stawu na około 6 tys. lat. Obecnie powszechnie uznaje się go za typowe jeziorko osuwiskowe, powstałe w wyniku lokalnych ruchów masowych (osuwisko) na podłożu fliszu karpackiego.
Jeszcze w połowie XIX wieku Mokry Stawek nazywany był Rybnym Stawem, chociaż najprawdopodobniej w zbiorniku tym ryby nigdy nie występowały. Próba sztucznego zarybienia jeziorka na początku XX wieku nie powiodła się. Jedynymi przedstawicielami kręgowców w faunie stawu są płazy. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

To był ciekawie spędzony dzień, a Babia Góra w śnieżnej szacie zachwyciła nas. Ja na jej szczycie byłam wcześniej dwukrotnie – 28 czerwca 2003 roku idąc dokładnie tym samym szlakiem, co teraz i 19 czerwca 2004 wchodząc od słowackiej strony i kończąc trasę w Zawoi. Moi Panowie z Królową Beskidów zetknęli się po raz pierwszy i mam nadzieję, że nie ostatni :) Fajnie byłoby kiedyś wejść na Diablaka tzw. „Percią Akademicką”, czyli szlakiem żółtym (najtrudniejszym). Jako jedyny w masywie ma on charakter szlaku wysokogórskiego – wspinaczkę ułatwiają tam klamry i łańcuchy. W słoneczne i suche dni z podejściem nie powinno być żadnych problemów, ale po opadach deszczu lub podczas mgły należy zachować szczególną ostrożność, a nawet zrezygnować z wyprawy. 1 maja, gdy zdobywaliśmy szczyty Babiej, szlak ten był jeszcze zamknięty dla turystów.

POZDRAWIAM miłych wakacyjnych wyjazdów życząc, a miłośnikom górskich szlaków bezpiecznych wędrówek :)

129. Jurajskie rzepakowe pola…

Rzepakowe pola, łany słońcem malowane…

Odkąd w kwietniu wsiadłam na rower i regularnie co tydzień przemierzam na nim tereny Jury Krakowsko-Częstochowskiej, bądź Wyżyny Śląskiej odwiedziłam już kilka ciekawych miejsc. Niektóre z nich już tu wcześniej pokazywałam, a te nowe też zapewne przedstawię, ale póki co zapraszam do obejrzenia serii zdjęć z rzepakowymi polami w roli głównej :)

Zachwycam się nimi co roku i ku mojej radości, podczas tegorocznych wiosennych wycieczek rowerowych znowu je podziwiałam i fotografowałam :)

Pożółkłe pola, rzepaków łany
tak jak błękity niebiańskich bram.
Ścielą się majem złocistych mórz,
pośród zapachów kwitnących bzów.
Wśród unoszonych przez wiatr płatków kwiatów
i porannego słowików śpiewów.
Podążam śladem płonących barw,
pachnących majem łanów rzepaku.
(Małgorzata Karolewska – Pola rzepaku)

Świetliste łany rzepakowe,
pola przepojone słodyczą,
spływają nektarem do słoików,
rozlane w słońcu miodowe zapachy.

Niesamowite są te rzepakowe pola i tylko szkoda, że oglądając zdjęcia nie można poczuć tego miodowego zapachu, jaki towarzyszył mi podczas ich robienia :)

Żółcienie złota przeplatane słońcem,
kwiecisty kobierzec uderza falami,
pachnące w słońcu słodkie nektary,
płyną po niebie złotymi smugami.

Zacisze pól czarowne, niezwykłe zarazem,
żółcieniami różnymi rozmalowane,
sielankowa wioska roztacza powaby,
tak wyglądają majowe czary…

Doskonały materiał dla fotografa, źródło inspiracji dla malarza :)

Żółto złote pola

Wielkie żółto złote pola
I ta po między nimi goła rola
W południowym słońcu gorącem tętniąca
Coś wspólnego z żarem serca mająca

Żółto słodki zapach rzepakowy
Wiosną uderzający do głowy
Gdy nie tylko gołe obok pole leży
Gdzie rozgrzana moja myśl bieży

Połyskujące brązem nagie ciało
Rozkoszą ze słodkim zapachem się zlało
Wzrok mój nieustannie przyciąga
I od rzepakowych łanów odciąga

Jakże słodko ogarniać to wzrokiem
Delektować się rok za rokiem
Wciąż ulegać niezmiennemu zachwytowi
Nie zważając że ma się ku zachodowi
(Zbigniew Głuszczyk)

I znowu rzepak hen po horyzont i do tego śliczne chmurki na błękitnym niebie :)

Rzepakowe pole
żółte oczy mruży,
w blasku słońca
nawet ono
upałem się nuży.

Słodki zapach
małych kwiatków
uwodzi, odurza
i prowadzi polną ścieżką
w zieleń traw zanurza.

Niepoprawnym marzycielem
zostań choć przez chwilę,
sięgnij nieba tu na ziemi …
proszę… tylko tyle..
(Anna Jelak-Bogusz)

Rzepakowe pola pięknie kwitną i już z daleka rzucają się w oczy :)

Żółto mi w oczach, choć nie morze,
frymuśnych kształtów złote kwiaty,
niezwykły podziw, Tobie Boże,
za fundamentów świat bogaty.
(autor: Renatabond)

„…Więc chodź, pomaluj mój świat, na żółto i na niebiesko…”

Wspaniale wyglądają rzepakowe pola i jadąc nie mogłam nasycić oczu kolorami. Oczywiście co chwilę schodziłam z roweru, by zrobić nowe zdjęcia :) Z uzbieranej w ten sposób kolekcji powstał właśnie ten wpis. Znając siebie, w przyszłym roku na wiosnę znowu będę podziwiała te słoneczne rzepakowe łany, wdychała ich słodki, miodowy zapach i fotografowała, fotografowała je na potęgę… 😉

Kończę, a ponieważ lubię kończyć wpisy zachodami słońca i jestem dzisiaj w refleksyjnym nastroju, na zakończenie zamiast jednego wstawiam aż trzy widoki zachodzącego nad wodą słoneczka.

Do tego króciutka, poparta cytatami refleksja na temat szczęścia…

„Szczęście jest nadpobudliwe. Dziś jest tu, jutro gdzie indziej. Przysiądzie w jakimś miejscu, potem leci dalej. Trzeba je łapać na każdym kroku, łowić najmniejsze okruszki w każdej chwili życia. Żeby potem nie żałować. Kto raz się nauczy jak szukać powodów do radości, potem widzi je wszędzie.” (K. Mirek)

„Każdy ranek daje szansę na to, by wieczorem móc powiedzieć: to był szczęśliwy dzień.” (Małgorzata Stolarska)

POZDRAWIAM GORĄCO :) :) :)
I jak najwięcej szczęśliwych dni życzę :)

128. Zalew Siamoszyce

Kolejna wyprawa rowerowa i dzięki niej po raz pierwszy na moim blogu zdjęcia z zalewu w Siamoszycach/Zawiercia :)

Sztuczny zalew Siamoszyce znajduje się na terenie wsi Siamoszyce w województwie śląskim, w powiecie zawierciańskim, gminie Kroczyce. W latach 1975-1998 miejscowość ta administracyjnie należała do województwa częstochowskiego.

Zalew zlokalizowany jest na rzece Krztyni, która źródła ma w okolicach Sulin (Zawiercie Suliny).

Ten  przepływowy zbiornik ma powierzchnię 20 ha.

Istnieje możliwość wędkowania nad zalewem i to zarówno z brzegu, jak i z łodzi. Zbiornik jest ogólnodostępny, woda nizinna. Połów ryb odbywa się zgodnie z regulaminem amatorskiego połowu ryb. Obowiązuje zakaz wstępu na wyspy i połowu ryb z wysp. W zbiorniku dominuje karp, płoć, szczupak, leszcz, okoń, jaż, lin.

Te malutkie mróweczki przy brzegu to właśnie miłośnicy wędkowania 😉

Pięknie tam – można godzinami siedzieć, czekać na rybkę i rozkoszować się widokami :)

Nad brzegiem zalewu powstał Ośrodek Wypoczynkowy „Ciechan Zdrój”, na obszarze którego mieszczą się camping, pole namiotowe, plaża z wydzielonym strzeżonym kąpieliskiem, a także molo i wypożyczalnia kajaków, łodzi oraz rowerów wodnych. Wstęp na teren Ośrodka jest płatny. Nieopodal niego znajduje się również Ośrodek Harcerski.
Ośrodki te bywają świetną bazą wypadową do pobliskich miejscowości, takich jak Ogrodzieniec, Podzamcze, Kroczyce, Mokrus, Pilica lub na Górę Birów, Górę Zborów czy Okiennik Duży.

Tego dnia pogoda dopisała – słonko świeciło i w wodzie pięknie się odbijało :)

Obok zalewu przebiega żółty Szlak Zamonitu.

Dno zbiornika jest piaszczyste, a woda w nim posiada potwierdzoną badaniami I klasę czystości. Wspaniale, bo czysta woda w dzisiejszych czasach to rzadkość :)

Tego dnia wody było niewiele, za to pewna urocza modelka chętnie mi pozowała 😉

Kolejny kadr i ponownie srebrna poświata na wodzie :)

Cieszę się, że tak bardzo polubiłam jazdę na rowerze i w zasięgu mojego rumaka mam tak piękne widoki :)

I ostatnie już spojrzenie na otoczony lasami malowniczy Zalew Siamoszyce :)
Dla osób lubiących odpoczynek nad wodą, to moim zdaniem miejsce godne polecenia :)

Jak już wspomniałam, zbiornik ten jest zasilany przez rzekę Krztynię :)

Życie jak rzeka – płynie tylko w jedną stronę
i nie da się go zawrócić…

Malownicza sceneria, przed sezonem błogi spokój, więc warto było pedałować, by chociaż chwilę posiedzieć i odpocząć nad tym zalewem. Moją radość z wyjazdu dodatkowo jeszcze spotęgował towarzyszący mi po drodze widok zachwycających rzepakowych pól :)

Tej wiosny na pstrykałam mnóstwo takich  żółto-niebiesko-zielonych zdjęć i kolejny wpis właśnie im poświęcę :)

„Życie jest dziwne. Nigdy nie wiesz, co przyniesie. Ja wiem jedno: masz marzenie, to walcz o nie, dąż do jego realizacji. Masz jedno życie, więcej mieć nie będziesz. Kiedy, jak nie teraz. Nie zwlekaj do jutra.” (A. Kucharska)

POZDRAWIAM GORĄCO :) :) :)
i spełnienia wakacyjnych marzeń życzę :)

127. Otwarcie sezonu rowerowego – Łazy, Zalew Mitręga

Gdy od rana słońce świeci
marzę, by wyjechać w plener
zabrać tylko mały plecak
i rowerem mknąć przed siebie…

Jak nie deszczowa aura pogodowa, to z kolei problemy zdrowotne i na rozpoczęcie tegorocznego sezonu rowerowego (ku mojej radości już na nowym rowerze) musiałam czekać aż do 28 kwietnia. Regularnie, co tydzień wsiadając na rower od tej pory odwiedziłam już kilka miejsc, ale teraz tu na blogu opowiem o tym pierwszym pozimowym wyjeździe. Na rozgrzewkę postanowiłam odwiedzić doskonale mi już znane i często przeze mnie odwiedzane – Łazy w powiecie zawierciańskim, a za ostateczny cel wyprawy obrałam sobie leżący pomiędzy Łazami, a Niegowonicami – Zbiornik Mitręga :)

Zanim jednak pokażę więcej zdjęć znad tego akwenu opowiem króciutko o Łazach ( ponownie, bo wspominałam już wcześniej – wpis nr. 107 Zalew Mitręga i wpis. nr. 26 Wzgórze Kromołowiec).

Łazy to miasto w województwie śląskim, w powiecie zawierciańskim, siedziba władz gminy miejsko-wiejskiej Łazy. Do 1947 r. miejscowość była siedzibą gminy Rokitno-Szlacheckie. W latach 1975-1998 miasto administracyjnie należało do woj. katowickiego. Będąc tam warto zobaczyć: zabudowania lokomotywowni z końca XIX w., parowóz Ty45 – 421, budynki fabryki materiałów ogniotrwałych z końca XIXw., drewniane budynki z końca XIX w., cmentarz wojenny – cmentarz założony w 1914 r. na os. Podlesie, kościół św. Michała Archanioła z lat 1934-1949 oraz zabytkową wieżę ciśnień :)

Tego dnia do miasta wjechałam od strony Zawiercia jadąc drogą wzdłuż torów kolejowych.

I od razu po znalezieniu się na terenie miasta – pojawia się pierwszy zabytek :)

Zbudowana w 1898 r. wieża ciśnień była obiektem zasilającym w wodę parowozy stacji rozrządowej Łazy i samą stację. Na szczycie budowli są umieszczone dwa stalowe zbiorniki, każdy o pojemności ok. 130m3, na niższych piętrach znajdowały się pomieszczenia wykorzystywane na mieszkania służbowe PKP.  Wieża ciśnień zwaną „Królewską” to taki wysoki 24 – metrowy ceglany budynek, który obecnie niestety popada w coraz większą ruinę.

Miejscowość Łazy prawdopodobnie po raz pierwszy na mapach pojawiła się około roku 1790 i była wówczas niewielkim przysiółkiem Rokitna Szlacheckiego. Swój dynamiczny rozwój zawdzięczała powstaniu linii kolejowej – Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej, którą uruchomiono w 1848 roku.

Na kolejnym zdjęciu pięknie odnowiony dworzec PKP oraz plac dworcowy w Łazach :)

Tuż obok niego można i z pewnością warto zobaczyć zabytkowy parowóz Ty45 – 421 :)

Parowóz Ty45 został skonstruowany w oparciu o ulepszoną dokumentację polskiego przedwojennego parowozu Ty37. Zmieniono przede wszystkim budkę maszynisty na zamkniętą i tender na większy, półbeczkowego kształtu, zaadaptowane z budowanych podczas wojny niemieckich lokomotyw Ty2. Produkcję rozpoczęto od 1946 w zakładach Cegielskiego (258 sztuk) i Fabloku w Chrzanowie (170 sztuk). PKP odebrała 428 lokomotyw, 20 trafiło na koleje przemysłowe. Tendry dla nich budował Pafawag. Parowóz Ty45 służył początkowo do prowadzenia ciężkich pociągów z węglem kamiennym i rudą żelaza na magistrali węglowej Śląsk-Porty. Z powodzeniem zastępował słabsze maszyny serii Ty37, a zwłaszcza Ty23. Jednakże podczas eksploatacji okazało się, iż w wielu przypadkach moc kotłowa Ty45 była niedostateczna, jak na potrzeby i możliwości posiadanej maszyny parowej. Skutkowało to spadkami ciśnienia w kotle i obniżało osiągi. Zaletą było wyposażenie części egzemplarzy w mechaniczny podajnik węgla – stoker, co ułatwiało pracę załogi. Część parowozów stacjonujących w lokomotywowniach Zajączkowo Tczewskie, Toruń i Białystok została w latach 1964-65 przystosowana do opalania mazutem. Już w 1947 roku część ciężkiej pracy przewozowej przejęły amerykańskie, bardzo dobre w ciężkiej pracy trakcyjnej maszyny Ty246. Na podstawie rozwiązań konstrukcyjnych Ty246 i wniosków płynących z eksploatacji Ty45 zbudowano serię najmocniejszych polskich parowozów Ty51. (Bogdan Pokropiński, Parowozy normalnotorowe produkcji polskiej dla PKP i przemysłu, Warszawa, WKiŁ, 1987)

Kręcąc się po mieście moją uwagę przykuły ruiny Starej Cementowni:

Polska należy do nielicznych krajów, które jako pierwsze na świecie rozpoczęły w skali przemysłowej produkcję cementu. Należy zaznaczyć, że historia przemysłu cementowego zaczyna się w okresie, kiedy ziemie polskie objęte były trzema zaborami. Pierwszą fabrykę cementu uruchomiono na ziemiach polskich w 1857 r. w Grodźcu koło Będzina. W 1872 roku na ziemiach zaboru pruskiego wybudowano mały zakład produkcji cementu w Wejherowie z piecami szybowymi, które zastąpiono w 1906 r. piecem obrotowym.
Jako trzecia, uruchomiona została na terenie zaboru rosyjskiego cementownia „Wysoka” w roku 1885 w Łazach koło Zawiercia. Produkowała ona cement metodą suchą. Początkowa produkcja cementu, wynosząca 6 tys. ton cementu na rok wzrosła do 65 tys., kiedy w roku 1892 zastąpiono dotychczasowe piece piecami nowszego typu. (Źródło informacji: http://www.polskicement.pl)

I w końcu, po przejechaniu 20 km docieram nad znajdujący się w granicach administracyjnych miasta Łazy – Zalew Mitręga :)

„Zalew Mitręga” to sztuczny zbiornik wodny o powierzchni ok. 8 ha. Pełni on funkcję rekreacyjną jako niestrzeżone kąpielisko miejskie. Przy zalewie znajduje się boisko do siatkówki plażowej, dwie wiaty oraz palenisko :)

Wspaniałe miejsce do odpoczynku i rekreacji :)

Na zbiorniku „Mitręga” organizowane są różne zawody wędkarskie :)

Oprócz imprez wędkarskich nad Zalewem Mitręga organizowane są także plenerowe imprezy kulturalne jak np. Dni Łaz :)

Obcowanie z przyrodą i przebywanie w tak pięknej scenerii wyzwala we mnie pozytywne spojrzenie na świat, więc jeszcze raz to samo ujęcie, tylko w różowej tonacji kolorystycznej :)

To miejsce zachwyca  i skłania do refleksji :)

Nad moim jeziorem czas się zatrzymał
i zrobił miejsce nowym dniom,
tu ptakiem pachnie nawet zima
i śpiewa lipa, szumi dąb

Nad moim jeziorem chodzę boso,
we mgle spowita czasem śnię,
zabieram szyszki śpiącym sosnom
i fal muzykę słyszę miłosną.

Wylana szklanka wody żywej
wypełnia noce aż po brzask
i ciągle żyję, żyję tak,
jak by miał zginąć zaraz świat.

Od nocy czarnej aż po świt,
dzień też inaczej każdy witam
i miodem płynie to co biorę
pod moim drzewem, nad jeziorem.                                                                            (Maria Krajewska – Nad moim jeziorem)

Będąc tam zawsze obchodzę ten zbiornik wkoło – i tym razem też tak było :)

Budowę tego 8,5 ha zalewu w dolinie Mitręgi rozpoczęto w 1971 roku.

Piękne, zaciszne miejsce :)

Na jeziorze fale grają
tętniąc jak Fidiasza konie,
o brzegi się odbijają
rozczesując melancholię.

W rytm muzyki Vivaldiego
księżyc smykiem gra po niebie,
pięciolinią gwiazdy płyną
wiatr w ciemnościach je kolebie.

Węgorz grubą wstęgą wije
wplecioną miedzy szuwary,
pianissimo, mezzo piano
pomrukuje szczupak stary.

Ryba łuską pobrzękuje
niesie echo topielami,
muzyka sitowiem leci,
słychać wtóry nad brzegami.
(Teresa Rutkowska-Wojciechowska – Koncert na jeziorze)

Zauroczył mnie ten zbiornik wodny, więc wygrzebałam z szuflady jeszcze kilka zdjęć zrobionych tam jesienią zeszłego roku i przy okazji pokażę :)

Latem wiadomo – tłumy, ale poza sezonem wakacyjnym, to cudowna oaza zieleni, ciszy i spokoju.

Lubię tam spacerować i uważam, że to bardzo fotogeniczne miejsce :)

Wiatr w szuwarach

gdy w twoim głosie słyszę drwinę
i krzywy uśmiech masz na twarzy
czuję się jak złodziej
schwytany we własnym sadzie
biorę niedokończony szal
myśląc z żalem
że dzierganie na drutach
ma realny wymiar
a pisanie wierszy
no cóż
to wiatr w szuwarach
(Halina Markowska Budniak)

Cudny zakątek, ale niestety już pora by zakończyć wpis :)

Nowy rower spisał się na medal, a 42 km na liczniku, to był moim zdaniem dobry początek sezonu :) Teraz już rozruszana, planuję tak jak i w poprzednich latach, raz w tygodniu  spędzać popołudnie na rowerze i zwiedzać, fotografować :) Was Wszystkich również do takiej formy aktywnego relaksu gorąco zachęcam :)

Życie jest jak jazda na rowerze.
Żeby utrzymać równowagę,
musisz się poruszać naprzód…
(Albert Einstein)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO :) :) :)

126. Andrzej Stróżecki – niepokorna dusza Jury

Z przykrością informuję, że w czwartek, 12 maja zmarł Andrzej Stróżecki – prezes Polskiego Towarzystwa Turystyczno – Krajoznawczego Oddziału w Zawierciu. Był również członkiem wojewódzkich komisji turystyki narciarskiej i pieszej, ochrony przyrody, biegów na orientację oraz członkiem Zarządu Wojewódzkiego PTTK i przewodniczącym Zespołu ds. Zagospodarowania Jury przy Zarządzie Wojewódzkim PTTK w Katowicach. W latach 2006-2010 był radnym miasta Zawiercie.

Andrzej Stróżecki posiadał wiele dyplomów i odznaczeń. Najcenniejsze z nich to Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski oraz tytuł Członka Honorowego PTTK, którym został wyróżniony jako jedyny zawiercianin w historii PTTK. Posiadał tytuły honorowego przodownika w czterech dyscyplinach turystyki: górskiej, narciarskiej i pieszej oraz biegów na orientację.

Niedawno, 1 maja podczas Zawierciańskiej Majówki u źródeł rzeki Warty został uhonorowany Statuetką „Zasłużony dla Miasta Zawiercie”. Otrzymał ją z rąk prezydenta Zawiercia – Witolda Grima. Wyróżnienie to jest wyrazem uznania dla zasług osób fizycznych, prawnych i jednostek organizacyjnych nie posiadających osobowości prawnej za działalność i zasługi dla miasta godne szczególnego uznania.

„Odkąd pamiętam Andrzej był stale obecny w zawierciańskim Oddziale PTTK. Ciągle coś organizował, ustalał, załatwiał, a przede wszystkim był obecny na jurajskich szlakach. Rajdy i wycieczki połączone z historią regionu to była prawdziwa pasja i tak jest właściwie do dziś. Andrzej Stróżecki urodził się 23.03.1937 w Zawierciu. Członkiem naszego Towarzystwa został 5.04.01957 r. wstępując do Oddziału Międzyuczelnianego w Krakowie, gdzie studiował na Wydziale Budownictwa Wodnego Politechniki Krakowskiej. W latach 1958 – 1959 działał w tym oddziale w Komisji Turystyki Górskiej. W 1959 r. pełnił funkcję z – cy kierownika obozu wędrownego w Tatrach. Po studiach w 1960 r. podjął pracę w katowickiej „Hydrobudowie – 3”. W latach 1960 – 1962 należał do Koła PTTK przy Zakładach Chemicznych w Oświęcimiu, a w okresie 1962 – 1963, pracując przy budowie zapory w Solinie do  oddziału „Bieszczady” w Lesku.
Od 23.11.1963 r. jest członkiem oddziału PTTK w Zawierciu. Od marca 1965 r. pełnił
funkcje sekretarza trzech oddziałowych komisji: turystyki pieszej, górskiej, narciarskiej. W czerwcu 1965 r. powołano do życia Klub Turystyki Pieszej „Ostańce”, którego był współzałożycielem, a od 1967 r. do chwili obecnej prezesem. Z czasem zaczął rozwijać w nim różne formy turystyki i w chwili, gdy klub zajmował się także narciarstwem, kajakarstwem, wędrówkami górskimi, krajoznawstwem i imprezami na orientację przekształcił go w Klub Turystyczny „Ostańce”, w którym byli obecni doświadczeni działacze jak i uczniowie zawierciańskich szkół. Z czasem klub stał się wiodącą jednostką zawierciańskiego oddziału. Wychowało się w nim kilka pokoleń działaczy i do dzisiaj skupia większość naszej kadry. Od kwietnia 1967 r. Andrzej wchodzi w skład Zarządu Oddziału PTTK w Zawierciu.
W latach 1970 – 1976 pełnił funkcję wiceprezesa oddziału, a w latach 1983 – 1985 i od 1996 r. do chwili obecnej był jego prezesem. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ub. wieku był członkiem wojewódzkich komisji: turystyki pieszej, narciarskiej, imprez na orientację, ochrony przyrody. W latach 1981 – 1985 był członkiem Zarządu Wojewódzkiego PTTK. W latach 1982 – 1985 był przewodniczącym Zespołu ds. Zagospodarowania Jury przy ZW PTTK w Katowicach. W 1993 r. został członkiem Prezydium Komisji Turystyki Narciarskiej ZG PTTK, a od 2001 r. pełnił funkcję wiceprzewodniczącego tej komisji, a w kolejnej kadencji jej przewodniczącego. Od 1997 r. jest wybierany do Komisji Turystyki Pieszej ZG PTTK. Mimo absorbującej działalności, w naszej organizacji przez 12 lat był prezesem Oddziału Miejskiego Ligi Ochrony Przyrody w Zawierciu, a w 1993 r. założycielem koła Polskiego Klubu Ekologicznego.
Jego, zdolności organizatorskie pozwoliły mu realizować ważne dla naszego towarzystwa przedsięwzięcia. Obok A. Wasilewskiego z Lublina był głównym organizatorem obchodów 50 – lecia PTTK na Zamku Ogrodzieniec w 2000 r., a 2006 r. ogrodzienieckiej części ogólnopolskich obchodów 100 – lecia PTK. Był komandorem Ogólnopolskiego Wysokokwalifikowanego Rajdu Pieszego „Jura 2001” i „Jura 2009”, kierownikiem trasy na XXXIV OWRP „Górny Śląsk” w 1993 r. oraz komandorem 50. Ogólnopolskiego Zlotu Przodowników Turystyki Pieszej. Od 25 lat Andrzej kieruje jedną z tras Ogólnopolskiego Rajdu Narciarskiego „Wędrówki Północy” na Suwalszczyźnie, prowadził też trasy na wrocławskim rajdzie narciarskim „Sudety”. Początkowo pasjonował się narciarstwem turystycznym na nartach zjazdowych, zostając nawet Instruktorem Narciarstwa Zjazdowego PZN, prowadził trasy na Narciarskim  Rajdzie Tatrzańskim, następnie jednak zaraził się narciarstwem śladowym, które propaguje do dzisiaj. Od 1965 r. jest głównym organizatorem Rajdu Narciarskiego Po Jurze – oczywiście na nartach śladowych.
22 lata kieruje już jedną z tras Złazu Spółdzielczości Mieszkaniowej Województwa Katowickiego ( Śląskiego).
Od lat sześćdziesiątych ub. wieku Andrzej Stróżecki jest członkiem kadry naszego towarzystwa. Posiada uprawnienia przodownika turystyki: górskiej,  pieszej, narciarskiej, imprez na orientację. W tych dyscyplinach przyznano mu również tytuły Przodownika Honorowego przy czym w INO z zaszczytnym numerem 001. Jest także Instruktorem Krajoznawstwa Polski i Instruktorem Ochrony Przyrody. Od 1993 r. posiada tytuł Zasłużonego Instruktora Krajoznawstwa. Jest przewodnikiem terenowym na woj. śląskie oraz przewodnikiem beskidzkim. Od 1982 r. jest Instruktorem Przewodnictwa oraz Instruktorem Kształcenia Kadr PTTK. Pełnił też, aż do chwili likwidacji funkcję Kierownika Grupy Rejonowej Straży Ochrony Przyrody.
Od 1965 r. Andrzej zajmuje się pracami znakarskimi w środkowej części Jury, systematycznie odnawiając znaki szlaków, drogowskazy, tablice informacyjne, jednocześnie kształcąc młodą kadrę w tym zakresie. Jest autorem drugiego pod względem ważności na Jurze szlaku niebieskiego „Warowni Jurajskich”, a także większości znakowanych szlaków w tej części Wyżyny Krakowsko – Częstochowskiej. W latach 70. ub. wieku tworzył także szlaki w Leśnym Pasie Ochronnym GOP. Dużym zainteresowaniem ze strony Andrzeja cieszyły się zawsze imprezy na orientację. Wielokrotnie uczestniczył w biegach na orientację, co zaowocowało dużymi sukcesami – kilkakrotnym zdobyciu Pucharu Weteranów w biegach na orientację i w ciągu 19. lat od 1981 do 1999 r. trzynastokrotne zdobycie pierwszego miejsca i sześciokrotne drugiego w krajowym rankingu w swojej kategorii wiekowej. Kolejną już pasją Andrzeja jest turystyka kajakowa. Od 21 lat jest on organizatorem spływów kajakowych po różnych rzekach Polski takich jak Drawa, Brda, Narew i Biebrza, Bug i San.  Od początku swojej obecności w zawierciańskim oddziale PTTK jest inspiratorem rajdów oddziałowych. Projektuje i prowadzi ich trasy. Organizuje też i odbywa rocznie 50 ogólnodostępnych wycieczek. Każdego lata organizuje obóz wędrowny dla młodzieży. Olbrzymie zaangażowanie w działalność turystyczną spowodowało brak czasu nawet na małżeństwo. Andrzej ożenił się dopiero w wieku 52 lat.
Znaczącą rolę w działalności Andrzeja odgrywają publikacje. W 1972 r. był współautorem ( z L. Galliną ) opisu szlaków ziemi zawierciańskiej, następnie jednym z autorów „100 tras dla ciebie”. W 1988 r. wyszedł wydany przez COIT Warszawa jego przewodnik „Jura krakowsko – Częstochowska”. W latach dziewięćdziesiątych jest autorem dwu przewodników „Ścieżka rowerowa” – rejon Zawiercie i rejon Dąbrowa Górnicza. Wydanych przez ZJPK, a w 1994 współautorem ( z Broniszem i Puckiem ) wydanego przez Ekograf przewodnika „Wyżyna Krakowsko – Częstochowska”. Potem aktualizował przewodnik Pascala „Jura krakowsko – Częstochowska”, był też autorem kilku lokalnych folderów. Jest autorem treści turystycznej prawie wszystkich map dotyczących Jury.  Przez wszystkie lata swojej działalności opublikował tysiące artykułów na temat turystyki i ochrony przyrody w prasie lokalnej i turystycznej – „IMT Światowid”, dawny i obecny „Gościniec”, „Na Szlaku”, „Poznaj Swój Kraj”, „Gazeta Zawierciańska – Jura”, „Dziennik Zachodni”.
Za swoją pracę społeczną na polu turystyki Andrzej Stróżecki był wielokrotnie wyróżniany i odznaczany. Już po 5 latach działalności w 1970 r. został odznaczony srebrną honorową odznaką PTTK, a w 1977 złotą. W 1975 otrzymał Brązowy Krzyż Zasługi oraz srebrną odznakę „Za zasługi dla turystyki”, a w 1981 złotą. Odznaki „Zasłużony w rozwoju woj. Katowickiego” przyznano mu w 1974 srebrną i w 1981 złotą. Również w 1981 „Krzyż Zasługi dla ZHP”. W 1998 wyróżniony został medalem „125 – lecia PTT – PTK – PTTK, a 2000 „Medalem 50 – lecia PTTK”. W roku 1989 otrzymał „Złoty Krzyż Zasługi”, a na XV Walnym Zjeździe PTTK w 2001 r. został odznaczony „Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski”. Ponadto Radio Katowice nadało mu honorowy tytuł „Jurala” zarezerwowany dla osób szczególnie zasłużonych w promocji Jury na antenie Radia Katowice.” (autor tekstu: Lesław Romanek )

Na zdjęciu poniżej Andrzej Stróżecki i Lesław Romanek.

Bogata biografia, gdyż Pan Andrzej był wspaniałym i niezwykle aktywnym człowiekiem. Rozpierała go energia, chęć życia i poznawania nowych miejsc. Swoją wiedzą imponował, a pasjami zarażał (oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu).

Cieszę się, że poznałam go osobiście. Przyjemnie było przebywać w jego towarzystwie, uczestniczyć w organizowanych przez niego wycieczkach, obozach, rajdach i wraz z nim zwiedzać oraz przemierzać różne szlaki. Ze szczególnym sentymentem wspominam wyjazdy, których celem było odnawianie szlaków turystycznych na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. I trudno mi cokolwiek więcej dodać, gdyż teraz taki smutek w sercu czuję…

Msza pogrzebowa za duszę zmarłego Andrzeja Stróżeckiego odbyła się w sobotę, 14 maja o godzinie 15:00 w kościele p.w. św. Stanisława Kostki w Zawierciu. Pochowany został na cmentarzu parafialnym w Zawierciu. Miał 79 lat.

125. Wiosenny spacer po Krakowie

Witam serdecznie :) :) :)

Tego miejsca chyba nikomu nie trzeba przedstawiać – zachwycający Rynek w Krakowie :) Niedawno odwiedziłam Kraków – to niezwykle piękne, owiane duchem historii miasto i korzystając z pięknej wiosennej aury przespacerował się jego uliczkami :) Dzisiaj z przyjemnością zapraszam do oglądania zdjęć z tego wyjazdu :)

Za mną oczywiście Sukiennice :) Przez wieki podlegały one wielu przemianom i ich obecny kształt w niczym nie przypomina tych dawnych sukiennic. Już w roku 1257 książę Bolesław Wstydliwy przy lokacji Krakowa zobowiązał się postawić kramy sukienne. Stanowiły one podwójny rząd kramów kamiennych, tworzących jakby uliczkę pośrodku Rynku. Sukiennice w tej postaci przetrwały do połowy XIV stulecia.

Rynek oblężony, ale zazwyczaj właśnie tak tam bywa 😉

Na kolejnym zdjęciu kościół archiprezbiterialny pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, zwany także kościołem Mariackim – jeden z największych i najważniejszych, po Katedrze Wawelskiej, kościół Krakowa. Od 1962 posiada tytuł bazyliki mniejszej i należy on do najbardziej znanych zabytków Krakowa i Polski.
Jest kościołem gotyckim, budowanym w XIV i XV wieku. Położony jest przy północno-wschodnim narożniku Rynku Głównego, na Placu Mariackim 5. Kościół znajduje się na trasie Małopolskiej Drogi św. Jakuba z Sandomierza do Tyńca.
W Kościele Mariackim można podziwiać arcydzieło rzeźbiarskie późnego gotyku – Ołtarz Wielki – dzieło Wita Stwosza.

Na Rynku Głównym w Krakowie można również podziwiać wieżę ratuszową – gotycką wieżę z XIV wieku, o wysokości 70 m. Ocalała ona ze zburzonego w 1820 roku ratusza – wówczas głównego gmachu administracyjnego Krakowa.

Wśród budynków na Rynku, ratusz wyróżniał się swoją sylwetką: wysoka wieża, zwieńczona kiedyś gotyckim hełmem z zegarem, z przylegającym korpusem zamkniętym trójkątnym szczytem i spichlerz. Dawniej znajdowały się w nim Izba Pańska, Izba Ławnicza i w podziemiach więzienie z izbą tortur.
Obecnie wejścia do wieży strzeże para lwów, które powstały na początku XIX wieku. U wejścia zachował się gotycki portal z herbem Krakowa i godłem Polski. Na parterze znajduje się zestaw 14 gmerków z 1444 roku, będący europejskim unikatem. W wieży, będącej filią Muzeum Historycznego miasta Krakowa, eksponowane są pamiątki dotyczące historii miasta. W podziemiach znajduje się natomiast „Scena pod Ratuszem” krakowskiego Teatru Ludowego. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org/ )

Na wschód od Rynku Głównego, na tyłach kościoła Mariackiego, między ulicą Mikołajską i ulicą Sienną znajduje się Mały Rynek.
Dawniej na Małym Rynku handlowano mięsem, później także starzyzną (od XVI w.); znajdowały się na nim jatki rzeźnicze, a także kuchnia dla ubogich.
Do ok. 1812 roku rynek zamykał budynek szkoły mariackiej, po jego zburzeniu i zlikwidowaniu jatek, plac uporządkowano tworząc targ owocowo-warzywny.
Do 2007 płyta Małego Rynku służyła przede wszystkim jako parking samochodowy oraz postój taxi, jednak z okazji 750-lecia lokacji Miasta Krakowa postanowiono go całkowicie zmodernizować, nadając mu dzisiejszy charakter – przywrócono zabytkowy bruk, latarnie, ławki, wybudowano iluminowaną fontannę i ograniczono ruch samochodowy do minimum. Mały Rynek stał się miejscem wspomagającym Rynek Główny w organizacji występów artystycznych, ekspozycji i obchodów różnych wydarzeń.
Mały Rynek znajduje się na trasie Małopolskiej Drogi św. Jakuba z Sandomierza do Tyńca.

Na zdjęciu kamienice przy Małym Rynku w Krakowie :)

Będąc w Krakowie podziwiam zawsze wspaniały budynek Teatru Juliusza Słowackiego :) Więcej o nim w moim archiwalnym wpisie nr.73. Spacerem po Krakowie

Spacerując po Krakowie – magicznym mieście królów, w końcu dotarliśmy na Wzgórze Wawelskie :)

Wawel ma charakter zrębu tektonicznego, który powstał w miocenie i zbudowany jest z liczących 161–155 mln lat górnojurajskich wapieni wieku oksfordzkiego. Wzgórze wznosi się na wysokość ok. 228 m n.p.m.
Na wzgórzu znajdują się dwa zabytkowe zespoły budowlane:
– Zamek Królewski na Wawelu
– bazylika archikatedralna św. Stanisława i św. Wacława
W 1978 Wawel wraz ze Starym Miastem, Kazimierzem i Stradomiem został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, w 1994 razem ze Starym Miastem, Stradomiem, Kazimierzem, Podgórzem, Nowym Światem i Piaskiem został uznany za pomnik historii.
Częścią tego kompleksu są także fortyfikacje Wawelu. Odnalezione zostały relikty innych budowli, pochodzących z różnych epok. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org/ )

Poniżej Bazylika archikatedralna św. Stanisława i św. Wacława – kościół archikatedralny, położony na Wawelu stanowiący własność archidiecezji krakowskiej. Miejsce koronacji królów Polski i ich pochówku. Pochowani są tutaj między innymi św. Stanisław ze Szczepanowa i inni biskupi krakowscy aż po czasy współczesne, prawie wszyscy królowie od Władysława I Łokietka do Stanisława Leszczyńskiego (łącznie 17 królów wliczając Jadwigę i Annę Jagiellonkę) i członkowie rodzin królewskich oraz wodzowie, przywódcy polityczni i wieszcze narodowi.

I Kuchnie Królewskie – pierwotnie jednopiętrowy ceglany budynek na planie kwadratu zbudowany do 1518 roku pomiędzy Wieżą Lubranką a Rotundą św. Feliksa i Adaukta na wzgórzu wawelskim w Krakowie. Obecnie określa się tak zespół budynków połączonych ze sobą w 1806 roku i kilkukrotnie potem przekształcanych. Kuchnie znajdowały się na zachód od Wieży Lubranki przy Zamku Królewskim.

Kuchnie królewskie wzniesiono w latach 1516–1517 przygotowując wesele Zygmunta I Starego z Boną Sforza. Jednopiętrowy ceglany budynek Kuchni miał na parterze 4 izby z wielkimi piecami kuchennymi, a na piętrze okapy pieców i mieszkania kucharzy. Na północ od Kuchni znajdowały się też Rotunda NMP, mieszkanie podrzęczego wielkorządcy krakowskiego („Podrzęctwo”) oraz mieszkanie klucznika (przy bramie wjazdowej). W XVIII wieku powstała w pobliżu także jednopiętrowa Wozownia Królewska. W 1806 roku Austriacy zburzyli Podrzęctwo i scalili ze sobą Kuchnie, Wozownię królewską i Rotundę Najświętszej Marii Panny), nadbudowując je o wspólne drugie piętro i przeznaczając całość na lazaret wojskowy. W połowie XIX wieku zbudowano dwupiętrową loggię od południa. W 1918 roku od strony dziedzińca arkadowego przekształcono elewacje Kuchni wg proj. Szyszko-Bohusza, która to forma przetrwała do dzisiaj. W czasie okupacji niemieckiej, przebudowano Kuchnie od strony dziedzińca zewnętrznego w latach 1940-1943 na biura generalnego gubernatora Hansa Franka. Część z lat okupacji niemieckiej przebudowano w latach 2005-2007 wg projektu arch. dr Jan Wrana, Piotra Stępnia i Marii Kowalczyk likwidując balkon na ryzalicie zachodnim, wysokie zachodnie i wschodnie okna w ryzalicie wschodnim, zmieniając tynk i jego fakturę. Obecnie mieści się tu wystawa Wawel Zaginiony oraz biura dyrekcji muzeum i pracownie naukowo-konserwacyjne, a także Sklep Firmowy Mennicy Polskiej.

Obecnie po przekształceniach z XX wieku budynek ma 4 kondygnacje. Składa się z trzech skrzydeł z dziedzińczyka. W zachodniej elewacji skrzydła północnego znajduje się balkon na wysokości 2. piętra. W tej elewacji wyższe kondygnacje podparte są kolumnami na wysokości parteru.

Na drugim planie ponownie Kuchnie królewskie, a na pierwszym doskonale widoczne relikty kościoła św. Michała :)

W centralnej części grodu krakowskiego znajdowały się dwa wczesnośredniowieczne kościoły – św. Michała oraz św. Jerzego, wymieniane w źródłach pisanych.

Pierwsza wzmianka o kościele św. Michała pochodzi z 1148, kilkaset lat później Jan Długosz wspomina o wzniesieniu – za panowania Kazimierza Wielkiego – świątyni murowanej na miejscu wcześniejszej drewnianej. Kościół ten znajdował się na dzisiejszym zewnętrznym dziedzińcu wawelskim, gdzie dzisiaj widnieją zarysy jego fundamentów, wyprowadzone ponad poziom gruntu podczas badań archeologicznych.
Kazimierzowski kościół był budowlą jednonawową z pięciobocznym prezbiterium od wschodu oraz zakrystią od północy. Jeszcze w XVII w. był restaurowany staraniem biskupa Jakuba Zadzika. Kres istnieniu kościoła przyniosły rządy austriackie w Krakowie – zburzony został w latach 1803-1804.
Badania prowadzone na obszarze gotyckiego kościoła św. Jerzego nie doprowadziły do odkrycia murów starszej świątyni. Pozyskano jednak liczne ciosy wapienia a także detal w postaci bazy kolumny, o rzadko spotykanym, trójkątnym profilu podstawy. Pozwala to na przypuszczenie, że na Wawelu istniał romański kościół św. Jerzego, należący do opactwa benedyktynów w Tyńcu (związany z ich pierwotną siedzibą ?). (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org/ )

Wawel znajduje się na trasie Małopolskiej Drogi św. Jakuba z Lublina i Sandomierza do Tyńca. Jest to także miejsce styku Via Regia. Ze Wzgórza Wawelskiego do litewskiego Wilna, przez białoruskie Grodno prowadzi Szlak Jagielloński.

Ostatnie już spojrzenie na Wawel :)

Jeszcze kadr znad Wisły i kończę już moje wspomnienia z wiosennego Krakowa :) Mam nadzieję, że na kolejną wizytę w tym niezwykle pięknym historycznym mieście zbyt długo nie będę musiała czekać 😉

A na zakończenie wpisu zamiast tradycyjnego już „słonecznego obrazu” dzisiaj mój nowy przyjaciel – Kross Hexagon X5, na którym to zamierzam aktywnie relaksować się podczas nadchodzącego lata :)

Pozdrawiam wiosennie :) :) :)

124. XLII Rajd Świętokrzyski w Paśmie Klonowskim

Witam serdecznie :) :) :)
Zanim rozpędzę się na rowerze i odwiedzę jakieś nowe, ciekawe miejsce na pobliskiej mi Jurze, bądź Wyżynie Śląskiej, jeszcze króciutkie wspomnienia z jesiennego Rajdu Świętokrzyskiego, na którym to wraz z moimi synami byłam 18 października 2015 roku :)

Organizatorami rajdu byli: Oddział PTTK Zawiercie, Klub Turystyczny „Ostańce” i Koło Tramp. Do wyboru dwie trasy: (wariant I: Barcza – Góra Barcza – Bukowa Góra – Bodzentyn i wariant II: Łączna – Bukowa Góra – Psary – Bodzentyn).

Ekipa już gotowa do wymarszu, więc startujemy :)

My wybraliśmy wariant pierwszy – dłuższy i w miejscowości Barcza weszliśmy na teren Rezerwatu Przyrody Barcza, a następnie poprzez Górę Barcza oraz Bukową Górę powędrowaliśmy do Bodzentyna :)

Mglista jesienna aura, przeszkody pod nogami, ale na szczęście tego dnia nie padało :)

Jak widać moi synowie dzielnie maszerowali i na brak apetytu też nie narzekali 😉

Przyzwyczajeni do wędrowania tatrzańskimi szlakami nawet nie odczuliśmy zmian wysokości i bez problemu dotarliśmy do Bukowej Góry – najwyższego szczytu w Paśmie Klonowskim w Górach Świętokrzyskich. Składa się on z dwóch wierzchołków o wysokości 484 i 465 (Cerle) m n.p.m. Jest zbudowany z piaskowców dewońskich i porośnięty lasem jodłowo-bukowym.

Szlak mokry po deszczu, ale za to zapach lasu niezwykły :)

Pod szczytem od strony północnej ciągnie się pasmo skałek piaskowcowych (pomnik przyrody nieożywionej) o wysokości ok. 5 metrów i szerokości ok. 6 metrów.

Na zachodnim zboczu Bukowej Góry znajduje się kamieniołom. Na grzbiecie kapliczka wystawiona prawdopodobnie na grobie napoleońskiego żołnierza oraz mogiła partyzancka z 1943 r.

Na zdjęciu ponownie skałki piaskowcowe i moi synowie odpoczywający na nich :)

Bukowa Góra jest punktem początkowym żółtego szlaku turystycznego prowadzącego do Barczy (nim to właśnie wędrowaliśmy) :)

Przechodzi przez nią również zielony szlak turystyczny ze Starachowic do Łącznej.

Nieco ubłoceni i troszkę jednak zmęczeni naszą wędrówkę zakończyliśmy w Bodzentynie. Bodzentyn powstał w 1355 na gruntach Tarczka, który w XII i XIII wieku był ośrodkiem posiadłości biskupich. Przywilej na założenie miasta na prawie magdeburskim biskup Bodzanta otrzymał od króla Kazimierza Wielkiego. Miasto stało się ośrodkiem klucza majątkowego biskupów krakowskich. W XVIII i XIX w. Bodzentyn stał się lokalnym ośrodkiem przemysłowym. Działały tutaj kuźnice, a także fabryka luster i porcelany. Prawa miejskie Bodzentyn utracił w 1870 r., a powtórnie nadane mu zostały w 1994. Obecnie jest ośrodkiem usługowym i krajoznawczym. Znajduje się tu siedziba dyrekcji Świętokrzyskiego Parku Narodowego. W mieście działa Towarzystwo Przyjaciół Bodzentyna.
Bodzentyn jest lokalnym węzłem drogowym. Krzyżują się tu drogi wojewódzkie nr 751 i 752. Przez miasto przepływa niewielka rzeka Psarka, dopływ Świśliny.

Na zdjęciu fragment rynku i kościół parafialny Wniebowzięcia NMP i Świętego Stanisława Biskupa Męczennika z 1440 r. W strukturze kościoła rzymskokatolickiego parafia należy do metropolii krakowskiej, diecezji kieleckiej, dekanatu bodzentyńskiego.

Na kompleksowe zwiedzanie niestety, ale zabrakło już czasu i jedynie udało nam się godzinkę pospacerować po mieście i zobaczyć znajdujące się w pobliżu rynku i szkoły ruiny zamku biskupów krakowskich :)

Zamek zbudowano w II poł. XIV w. z inicjatywy biskupa krakowskiego Floriana z Mokrska herbu Jelita. Zamek był murowany i miał wysoką wieżą z więzieniem w piwnicach. Stanął na miejscu drewnianego dworu biskupa Bodzanty z Jankowa i Wrześni herbu Róża, który przeniósł tu siedzibę biskupią z pobliskiego Tarczka w w poł. XIV w. Zamek został sprzężony z fortyfikacjami miejskimi Bodzentyna. Składał się z czworobocznej wieży w płn.-zach. narożniku oraz przylegającego do niej budynku mieszkalnego. Po przejęciu budowli w 1797 r. przez władze austriackie zamek został zamieniony na spichlerz i szpital wojskowy. Opuszczony w 1815 r. zaczął popadać w ruinę, którą pozostaje do dziś.

Czasy świetności zamku już dawno temu minęły i jedynie patrząc na  ruiny możemy wyobrażać sobie jak wspaniale kiedyś wyglądał i jak gwarno w nim było…

W czasach współczesnych mury zabezpieczono, tworząc z nich z trwałą ruinę. Na zamkowym wzgórzu pozostały jedynie fragmenty ścian, ponad otworami okiennymi widać tarcze herbowe z herbem Ślepowron biskupa Krasińskiego i wspomniany herb Nałęcz biskupa Jana Małachowskiego. Pozostał też dość wyraźny zarys całego pałacu. Od 1963 prowadzono w Bodzentynie badania pod kierunkiem Marii Brykowskiej. Oj, gdyby te mury mogły mówić to dowiedzielibyśmy się znacznie więcej niż wiedzą historycy… 😉

Z zamkiem związana jest mroczna historia. Podobno kiedy biskupstwo krakowskie objął Jakub Zadzik, zaciekły wróg reformacji, w podziemiach zamkowych więził arian i kalwinów. Jedna z mrocznych historii opowiada o więźniu, który głodzony w celi zjadł swoje „heretyckie księgi”, z którymi został zamknięty. Źródła wspominają też o księdzu Kazimierzu Bełzie, który odbywał tutaj pokutę za kradzież z kościoła myślenickiego przechowywanych w skarbcu złotych ozdób. W legendach zawsze jest okruch prawdy, hmmm…

Krążą również legendy o bogactwach krakowskich biskupów, zgromadzonych w Bodzentynie. Prace archeologiczne i zachowane dokumenty potwierdzają, że komnaty zamkowe były wyposażone z niespotykanym przepychem. Och, a ile jeszcze tajemnic ujrzy światło dzienne… :)

Na południe od zamku rozciągało się rozległe przedzamcze skupiające wozownię, młyn, magazyny, stajnie i inne budynki o charakterze gospodarczym. W XVII stuleciu przy zachodniej kurtynie muru obwodowego zbudowano drewniany dwór zwany domem pańskim służący właścicielom na czas remontów, a także odwiedzającym ich gościom. We wschodniej części zespołu założono rozpościerające się w kierunku pobliskiego kościoła okazałe ogrody, których największą atrakcją był niewątpliwie prywatny zwierzyniec.

Wejście do ruin jest bezpłatne, więc, no cóż, tym bardziej zachęcam do obejrzenia ich 😉

Chociaż deklaruję się jako wielka miłośniczka Tatr i do tej pory nie rozpisywałam się tu na blogu o Górach Świętokrzyskich, to jednak wielokrotnie wędrowałam i po nich. Doceniam urok tych najniższych i zarazem najstarszych z polskich gór. Zapewne większości Góry Świętokrzyskie kojarzą się z Pasmem Łysogór, Łysicą, Świętym Krzyżem i Nową Słupią, a  tymczasem wymienione miejsca to zaledwie skrawek gór, objęty Świętokrzyskim Parkiem Narodowym. Góry Świętokrzyskie to olbrzymia kraina rozpościerająca się od Skarżyska Kamiennej na północy, aż po Opatów, Klimontów i Staszów na południu. Warto tam wybrać się i w zależności od potrzeb i zainteresowań zwiedzać, bądź wędrować szlakami :)

POZDRAWIAM SERDECZNIE :)
kolejny „słoneczny obraz” na pożegnanie serwując :)

123. Malownicze ruiny zamku w Mirowie

Z tęsknoty za latem, słońcem, wycieczkami rowerowymi i Jurą Krakowsko-Częstochowską wygrzebałam z komputera kolejną serię letnich jurajskich zdjęć :)

Tym razem głównym bohaterem będą malownicze ruiny zamku w Mirowie :)

„Krakowska ziemia, nadzwyczaj jest bogatą w starożytne zabytki świeckiego budownictwa. Wszędzie rozsiane są zwaliska dawnych zamków obronnych lub sterczą ruiny wspaniałych niegdyś siedlisk możnowładców polskich. Do takich należą ruiny znajdujące się w Mirowie, które dosyć są charakterystyczne i wielce się przyczyniają do ozdoby smutnej skądinąd tutejszej okolicy. Ręka czasu, a bardziej jeszcze ludzka niedbałość, dopomogły do jego zniszczenia i dziś gołe tylko mury, niespożyte niczym głazy i resztki wieży jedyną są pozostałością świetnego niegdyś zamku.
(fragment z opisu w Tygodniku Ilustrowanym z 1861 r.)

Ruiny, a tak dumnie górują nad okolicą i zachwycają :)

Zamek rycerski w Mirowie (woj. śląskie, powiat myszkowski, gmina Niegowa) to jeden z najstarszych zamków na szlaku Orlich Gniazd.

Położony jest na niewielkim, pozbawionym drzew wzgórzu, dzięki czemu jest doskonale widoczny z dalszej perspektywy i należy on do grupy najbardziej malowniczych tego typu obiektów w naszym kraju. Posiada charakterystyczny strzelisty i surowy gotycki kształt.

Zamek w Mirowie wzniesiono za czasów Kazimierza Wielkiego, choć nie figuruje w wykazie zamków zbudowanych na jego polecenie. Była to tylko niewielka kamienna strażnica podlegająca zamkowi w pobliskich Bobolicach, być może pełniąca funkcję osłaniającą dla ważnej królewskiej warowni. Na podstawie ostatnich badań, można stwierdzić, iż strażnica zajmowała powierzchnię 270 m2. Więcej na temat jego dziejów na stronie: http://zamki.res.pl/mirow.htm

Wiele wojen przetrwał i jak na staruszka, to trzyma się jeszcze dziarsko 😉

O zamku tym (zresztą jak prawie o każdym zamku) krąży bardzo ciekawa legenda. Już ją kiedyś przytaczałam, ale dla zainteresowanych umieszczam ponownie:
W dawnych wiekach pobliskie Bobolice i Mirów były własnością dwóch braci. Bracia byli tak do siebie podobni, że służba nie mogła ich odróżnić. Żyli obaj dostatnio, gromadząc w podziemnym tunelu, łączącym oba zamki, skarby przywiezione z wypraw wojennych. Strzegła ich okrutna czarownica o czerwonych ślepiach oraz zły duch wcielony w złośliwego psa. Oto pewnego razu jeden z braci przywiózł z wyprawy wojennej urodziwą brankę, w której zakochał się od pierwszego wejrzenia drugi z braci Zazdrosny wojak wtrącił piękną pannę do lochu pod nadzór czarownicy. Drugi z braci ulitował się nad niedolą nieszczęsnej branki i kiedy czarownica odleciała na Łyse Górę, wszedł do podziemi, by pocieszyć nieszczęśliwą kobietę. Zazdrosny brat usłyszawszy warczenie psa, wbiegł wściekły do lochów z obnażonym mieczem. Kiedy ujrzał kochankę w objęciach brata, opanowany szatańską zawiścią, jednym ciosem miecza zadał mu śmierć. Po tej zbrodni nie mógł jednak zagłuszyć wyrzutów sumienia. Bratobójstwo ciążyło na nim jak przekleństwo. Kiedy próbował trunkiem zagłuszyć wyrzuty sumienia, rozszalała się burza i jedyny piorun, jaki wyrwał się ze skłębionych chmur poraził go śmiertelnie. Śliczna branka pozostała w lochach, gdzie nadal strzeże jej czarownica, odstraszająca każdego śmiałka, który chciałby uwolnić nieszczęsną dziewczynę.

W 2006 r. rodzina Laseckich – obecnych właścicieli zamku – rozpoczęła prace zabezpieczające mające na celu ratowanie tego zabytku. Na zlecenie przedstawicieli rodziny: senatora Jarosława W. Laseckiego i jego brata Dariusza Laseckiego rozpoczęto szereg badań, na podstawie których opracowywany jest optymalny sposób zabezpieczenia mirowskich ruin. Prace odbywają się pod nadzorem specjalistów i niedługo w takiej postaci ruiny będziemy podziwiali już tylko na fotografiach.

Obecnie nie jest możliwe zwiedzanie wnętrza zamku, który ze względu na zagrożenie jakie stwarza dla turystów, musiał zostać ogrodzony. Docelowo zamek w Mirowie zostanie udostępniony dla ruchu turystycznego, planowana jest również częściowa rekonstrukcja zawalonych ścian. W zabezpieczonych i zaadaptowanych pomieszczeniach prawdopodobnie zostanie utworzone centrum obsługi turystycznej oraz muzeum. Pożyjemy – zobaczymy :)

Na tle błękitu, z flagą podwiewającą na baszcie zamek wspaniale się prezentuje :)

Za każdym razem, gdy tam jestem podziwiam piękno tych ruin :)

Zachwyca z każdej strony :)

I ostatnie już zdjęcie z mirowskim zamkiem w roli głównej. Tego dnia pogoda wspaniale dopisała, więc na pstrykałam mnóstwo zdjęć, a zamek niczym cierpliwa modelka pięknie mi pozował :)

2 km dalej Bobolice, ale to już inny klimat i inna opowieść 😉

I jeszcze raz odrestaurowany zamek Bobolice :)                                       Zainteresowanych nim odsyłam do mojego archiwalnego wpisu 21. Zamek w Bobolicach

Pokazując mirowski zamek zachęcam też do spacerowania wśród znajdujących się w jego pobliżu skałek :)

Lepiej być delikatnym i chłonąć wszystko niż wrednym i zgorzkniałym odrzucając cały świat, delikatność łączy się z bólem, ale też niesie z sobą prawdziwą radość, skała nic nie czuje…

Tego dnia na tle błękitnego nieba i skałki szczególnie pięknie sie prezentowały :)

Jura Krakowsko-Częstochowska to mekka dla uprawiających wspinaczkę skałkową. To tu na  jurajskich skałach i w niezliczonych jaskiniach zaczynali najwybitniejsi polscy alpiniści i grotołazi. Dzięki fantastycznie ukształtowanemu terenowi jest to również doskonałe miejsce do jazdy na rowerach górskich, jazd konnych oraz uprawiania narciarstwa biegowego. Ja preferuję jazdę na rowerze oraz trekking 😉

Na kolejnym zdjęciu Kaplica pw. Stanisława Biskupa Męczennika w Mirowie.

Kaplica ta została wybudowana stosunkowo niedawno, w 2000 roku. Jest to kościół filialny parafii św. Mikołaja w Niegowej.

Na zdjęciu, w tle można wypatrzeć ruiny mirowskiego zamku :)

Miło było powspominać :) Mam nadzieję, że i w tym roku odwiedzę Mirów, Bobolice i mnóstwo innych ciekawych miejsc… czasem trzeba iść z życiem na kompromis, ale nie taki, aby wyrzec się samego siebie i tego wszystkiego, czego się pragnie i w co wierzy… a ja pragnę nadal zwiedzać, fotografować i blogować, gdyż daje mi to moc radości, zapewnia wspaniały relaks i pozwala nabierać sił, by lepiej radzić sobie z problemami życia codziennego. Dzięki mojej turystyczno-fotograficznej pasji wciąż pozostaję sobą :)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO :) :) :)