135. Chata Plesnivec – jedyne schronisko w Tatrach Bielskich

Witam serdecznie :) Zima zaatakowała, a ja nadal, powoli wspominam sobie letnie, tatrzańskie łazikowanie 😉

Następnego dnia obudziła nas ulewa :( Usprawiedliwieni więc tak niekorzystną aurą pogodową porzuciliśmy ambitniejsze plany, zrezygnowaliśmy ze zdobywania wysokich szczytów, a zamiast tego postanowiliśmy dłużej pospać i zregenerować siły na kolejne dni.
Po późnym śniadaniu i dylemacie jak spędzić ten dzień w końcu zdecydowaliśmy się pojechać na Słowację licząc na to, że tam mniej pada. Niestety, też mocno padało i wobec tego nie było sensu iść wyżej w góry. Wysiedliśmy więc w Tatrzańskiej Kotlinie – miejscowości położonej u wschodniego krańca Tatr Bielskich, powkładaliśmy płaszcze przeciwdeszczowe i szlakiem zielonym udaliśmy się do Chaty Plesnivec – jedynego schroniska w Tatrach Bielskich :)

Ścieżka szlakowa do schroniska biegła cały czas lasem i w związku z tym jedynie w kilku miejscach można było dostrzec przeciwległe zbocze Doliny Rakuskiej, a poza tym przez 1,5 h wkoło tylko las i las. Nie narzekaliśmy jednak, tym bardziej, że po pół godzinie rozpogodziło się i mogliśmy wędrować już bez płaszczy przeciwdeszczowych :)

Dotarcie do celu nie sprawiło nam żadnych trudności :)

Schronisko pod Szarotką (Chata Plesnivec) leży na wysokości 1290 m n.p.m. w Dolinie Siedmiu Źródeł u stóp Bujaczego Wierchu. Położenie faktycznie malownicze i jak już wspominałam jest to jedyne tatrzańskie schronisko położone na zboczach Tatr Bielskich.

Schronisko powstało w 1932 roku i było pierwotnie prywatnym domem Timora Grescha. Do roku 1955, budynek był udostępniony dla ruchu turystycznego jako schronisko. W 1953 roku budynek przeszedł na własność TANAP-u jako stacja badawcza. Funkcję schroniska zaczął ponownie pełnić w roku 1997, kiedy to TANAP przekazał schronisko miastu Biała Spiska.
Schronisko oferuje 20 miejsc noclegowych w przystępnych cenach i jest czynne przez cały rok. (Źródło informacji: http://natatry.pl )

Spod schroniska można wędrować dalej szlakiem zielonym do Doliny Białej Wody Kieżmarskiej – Wielkiego Białego Stawu, ale my po regenerującym odpoczynku wracaliśmy do Tatrzańskiej Kotliny (słow. Tatranská Kotlina), gdzie na parkingu grzecznie czekał na nas samochód :)

Dla odmiany schodziliśmy szlakiem żółtym, dnem Doliny Czarnej Rakuskiej (słow. Čierna dolina Rakúska), a od rozgałęzienia szlaków przy Czarnej Wodzie – niebieskim (od rozdroża zwanego „Sumivom prameni” towarzyszyć mu zaczął również szlak zielony, którym to już tego dnia wędrowaliśmy).

Poniżej jeszcze jedno spojrzenie na otoczone skałami i bujną roślinnością Schronisko pod Szarotką :) Uwielbiam takie malownicze miejsca :)

Dolina do Siedmiu Źródeł, w którą to przechodzi w swej górnej partii Dolina Czarna Rakuska (słow. Čierna dolina Rakúska) porośnięta jest bujną roślinnością. Wśród samych tylko roślin naczyniowych stwierdzono występowanie ponad 550 gatunków.

Podziw wzbudzają w niej również malownicze wywierzyska, głazy porośnięte mchem, a pomiędzy nimi spadająca kaskadami woda :)

Dnem Doliny Czarnej Rakuskiej (słow. Čierna dolina Rakúska) płynie potok – Czarna Woda Rakuska :)

Podsumowując trasa:
Tatrzańska Kotlina (słow. Tatranská Kotlina) – (szlakiem zielonym) Schronisko pod Szarotką (Chata Plesnivec) – (szlakiem żółtym) Dolina do Siedmiu Źródeł oraz Dolina Czarna Rakuska (słow. Čierna dolina Rakúska) – Tatrzańska Kotlina (słow. Tatranská Kotlina)

Trasa krótka, to i relacja z niej króciutka :)
Podsumowując powiem jedynie, że warto było ją przejść i zobaczyć na własne oczy wspaniale usytuowane Schronisko pod Szarotką (słow. Chata Plesnivec) :)

POZDROWIONKA :) :) :)

134. W Tatrach Zachodnich – Bystrá (2248 m n.p.m.) i Błyszcz (słow. Blyšť, 2159 m n.p.m.)

Witam cieplutko :) :) :)

Dwie piękne trasy w słowackich Tatrach Wysokich zaliczyliśmy, więc kolejnego dnia, dla odmiany postanowiliśmy wyruszyć w polskie Tatry Zachodnie :) Było równie ciekawie – zapewniam i zapraszam do czytania relacji z tego dnia :)

Samochodem dojechaliśmy do Siwej Polany u wylotu Doliny Chochołowskiej, następnie „Rakoniem” podjechaliśmy do Polany Huciska i jeszcze pół godziny wędrowaliśmy Doliną Chochołowską. Przejazd kolejką turystyczną „Rakoń” polecam szczególnie tym osobom, które mają w planach daleką i długą wycieczkę.

Na zdjęciu płynący dnem Doliny Chochołowskiej – Chochołowski Potok :)

Gdy pojawił się czarny szlak odbiliśmy nim do Doliny Starorobociańskiej :) Wcześniej, tuż za Polaną Huciska minęliśmy z lewej strony również czarny szlak, ale to było wejście na Ścieżkę nad Reglami 😉

I może już na wstępie zdradzę, że naszym ostatecznym celem była tego dnia Bystra (słow. Bystrá) – szczyt w słowackich Tatrach Zachodnich :)

Początek leśnego szlaku zabłocony, ale tam często tak bywa. Gdy osiągnęliśmy piętro kosodrzewiny podejście stało się zdecydowanie bardziej strome i forsowne, jednak dzielnie daliśmy sobie z nim radę. Wspaniałe widoki wynagradzały nam trud tej wędrówki :)

Dolina Starorobociańska (Dolina Starej Roboty) to największe, orograficznie prawe odgałęzienie Doliny Chochołowskiej. Odchodzi od niej na wysokości 1035 m n.p.m., w okolicy Leśniczówki TPN (dawnego schroniska Blaszyńskich). Górna część doliny opiera się na północnych zboczach Kończystego Wierchu (2002 m n.p.m.), Starorobociańskiego Wierchu (2176 m n.p.m.) i Siwego Zwornika (1965 m n.p.m.). Dolina jest pochodzenia glacjalnego, wykształciła się wskutek działalności lodowców, czego dowodem jest jej U – kształtny przekrój.
Dnem doliny spływa Starorobociański Potok.
W dolinie zamieszkują liczne gatunki zwierząt, takie jak świstaki, jelenie, a górne partie odwiedzają kozice. Do doliny potrafią zaglądać także niedźwiedzie.
Nazwa „Stara Robota” udokumentowana już w 1646 – odnosi się do porzuconych kopalni. Wydobywano tutaj niegdyś rudę żelaza.

Idąc od Doliny Chochołowskiej, poprzez Dolinę Starorobociańską doszliśmy najpierw do Siwej Przełęczy (1812 m n.p.m.) :)

Po odpoczynku i kolejnych 20 minutach wędrówki stanęliśmy na Siwym Zworniku :)

Dobrze, że mapa w plecaku zawsze jest, bo niestety, ale z tablic informacyjnych niewiele już można było odczytać 😉

Jak podaje Wikipedia – Siwy Zwornik (słow. Sivá veža) – to szczyt w Tatrach Zachodnich leżący w grani głównej Tatr Zachodnich. Przebiega przez niego granica polsko-słowacka. Zbudowany jest ze skał krystalicznych. Na zachód od niego znajduje się Gaborowa Przełęcz (na niektórych mapach nazywana Gaborową Przełęczą Niżnią) i wznosi wyniosła piramida Starorobociańskiego Wierchu, na południowy wschód zaś przełęcz Liliowy Karb i niska, postrzępiona grań Liliowych Turni :)

Poniżej widzimy Starorobociański Wierch :)
Na jego szczycie byłam 3 września 1999 roku, ach jak te lata szybko lecą 😉

Siwy Zwornik wznosi się nad trzema dolinami: Starorobociańską, Pyszniańską (górna część Doliny Kościeliskiej) i Gaborową. Od północnej i zachodniej strony jego zbocza są skaliste i dość stromo podcięte. Pozostałe zbocza porośnięte są niską murawą z sitem skuciną o czerwieniejących pędach.

Dla takich widoków warto się męczyć, prawda? :)

Na kolejnym zdjęciu, na pierwszym planie widzimy szlak biegnący granią przez Liliowe Turnie, a w tle z prawej strony górują dwa szczyty: Błyszcz i Bystra, które to były ostatecznym celem tej naszej wędrówki :)

Liliowe Turnie mają silnie postrzępioną grań, w której występuje wiele skalnych czub, buli i przełączek między nimi. Grań ta na znacznej długości pociętą jest głębokimi rowami tektonicznymi z rumowiskiem głazów na dnie. Po polskiej stronie wysokie na ok. 170 m i urwiste zbocza grani (tzw. Baniste) opadają do Doliny Pyszniańskiej. W niektórych miejscach są to prawie pionowe ściany. Po słowackiej, południowo-zachodniej stronie znacznie łagodniejsze i niskie zbocza grani opadają do Doliny Gaborowej.
Liliowe Turnie mają średnią wysokość ok. 1965 m n.p.m. Zbudowane są ze skał krystalicznych i w większości porośnięte niską murawką z sitem skuciną, którego przebarwiające się pędy już w połowie lata zabarwiają stoki na czerwonawy kolor. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Idąc postrzępioną granią Liliowych Turni po 25 minutach stanęliśmy na Banistej Przełęczy (słow. Bystré sedno, 1946 m n.p.m.).

Mając do dyspozycji wytyczony czerwony szlak na Błyszcza i niebieski na Bystrą – my ambitnie ruszyliśmy tym niebieskim – stokami Błyszcza na szczyt Bystrej :)

Po 40 minutach najfajniejszy moment dnia – szczytowanie :)

Bystra (słow. Bystrá) jest to najwyższy szczyt Tatr Zachodnich, wznoszący się na wysokość 2248 m n.p.m. ponad trzema dolinami: Gaborową, Kamienistą i Bystrą :)

„…wobec potęgi gór prościej odkrywa się siebie, a przynajmniej to, że większość granic i lęków to tylko ułomność naszego umysłu, poza którą zaczyna się wolność…” (Jacek Teler)

Pod południowymi ścianami Bystrej znajduje się kilka Bystrych Stawów (słow. Bystré plesá) :)

„Wszystko chciałoby się zapamiętać… Bo też widok z Bystrej jest tak wspaniały, że nie tylko geografa, ale i zwykłego turystę zdoła poruszyć.”
(Jerzy Młodziejowski)

Ze szczytu rozpościera się wyśmienita panorama Tatr Zachodnich. Wyraziście prezentują się takie góry jak: Starorobociański Wierch, Wołowiec, Kończysty Wierch, Jarząbczy Wierch, Kominiarski Wierch oraz Ornak. W pogodne dni można podziwiać również rozległą panoramę Tatr Wysokich.

Bystra zbudowana jest z łupków krystalicznych i przewarstwień z białego granitu. W przeszłości jej strome zbocza były wypasane i to aż pod wierzchołek. Rudziejący już w połowie lata sit skucina przebarwia je na czerwonawo. Ze zboczy tych, o bardzo dużej wysokości względnej i niemal w całości trawiastych zsuwają się ogromne lawiny, jedne z największych w Tatrach.

Na zdjęciu poniżej Bystra widziana ze ścieżki łączącej ją z Błyszczem (15 min, ↓ 10 min).

I chociaż często przemierzana jest przez turystów (my również pokusiliśmy się, by nią pójść), to jednak nie stanowi ona oficjalnego szlaku turystycznego :)

„Góry dają człowiekowi, poprzez zdobywanie wzniesień nieograniczony kontakt z przyrodą – poczucie wewnętrznego wyzwolenia, oczyszczenia, niezależności.” (Jan Paweł II)

No dobrze, Bystra (słow. Bystrá, 2248 m n.p.m.) zaliczona, a teraz jesteśmy na Błyszczu (słow. Blyšť) :) Z formalnego punktu widzenia sam nie jest szczytem, ponieważ ma zerową minimalną deniwelację względną, czyli nie istnieje żadne obniżenie grani pomiędzy nim a Bystrą. Ma wysokość 2159 m n.p.m. i zbudowany jest z granitów i gnejsów :)

Błyszcz leży w głównym grzbiecie Tatr, którym biegnie tu granica polsko-słowacka; pomiędzy dwoma wybitnymi szczytami: Kamienistą i Starorobociańskim Wierchem. Od położonej na wschód Kamienistej oddzielony jest Pyszniańską Przełęczą. Ze Starorobociańskim Wierchem łączy go niska, poszarpana grań, w której wyróżnia się jeszcze jeden niewybitny szczyt – Siwy Zwornik i grań Liliowych Turni, ograniczona dwoma niewielkimi przełęczami: Liliowym Karbem i Banistą Przełęczą. Od północnej, polskiej strony jego stroma, 400-metrowa ściana opada do Doliny Pyszniańskiej, tworząc w niższych partiach skalne żebra, tzw. Grzędy. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Poniżej widok z Błyszcza na Starorobociański Wierch (po lewej stronie) i biegnącą na niego poprzez Siwy Zwornik i grań Liliowych Turni ścieżkę :)

Skaliste zbocze Błyszcza często błyszczy się w promieniach światła, stąd jego nazwa. Nazwę tę upowszechnił Walery Eljasz-Radzikowski – twórca jednego z pierwszych przewodników po Tatrach. Szczyt wcześniej nazywany był Pyszną z racji swojego położenia nad halą o tej nazwie :)

Pogoda w górach często zmienną jest i jak widać było na zdjęciu – nagle groźnie się zrobiło :( Usatysfakcjonowani zdobytymi szczytami szybciutko więc uciekamy w dół 😉

Na środku Ornak, a za nim Kominiarski Wierch :)

Dodam jeszcze, że rejon Błyszcza porasta ciekawa flora. Występują tutaj m.in. mietlica alpejska, ukwap karpacki i saussurea wielkogłowa, występujące w Polsce tylko w Tatrach i to na nielicznych stanowiskach.

Wspaniała wędrówka, a oprócz podziwiania widoków i flory tatrzańskiej tego dnia ucieszyliśmy się również spotykając kozicę :)

Po zdobyciu Bystrej i Błyszcza do pozostawionego na parkingu samochodu powracaliśmy tym samym szlakiem przez Liliowe Turnie, Siwy Zwornik, Siwą Przełęcz, Dolinę Starorobociańską oraz Dolinę Chochołowską. Można by zmienić drogę powrotną schodząc przez Ornak lub nawet ambitnie zaliczyć jeszcze w drodze powrotnej Starorobociański Wierch. Nam jednak niepewna pogoda oraz obawa, że nie wyjdziemy z lasu przed zmrokiem uniemożliwiły ten wyczyn. Nie szkodzi… i tak było ambitnie i pięknie :) A sięgając wspomnieniami wstecz dodam jeszcze na koniec, że dokładnie taką samą trasę przeszliśmy z mężem 16 lat temu – 2 czerwca 2000 roku :) Po tylu latach miło było przypomnieć ją sobie :)

„Świat wartości w górach jest prosty i przejrzysty dla każdego. Ale jest to absolut piękna i estetycznych doznań. Nie chcesz, nie jedziesz. Nie jedziesz, nie widzisz. Nie widzisz, nie przeżywasz. Wybór należy do ciebie.” (Piotr Pustelnik)

Podsumowując trasa:
Siwa Polana u wylotu Doliny Chochołowskiej – Polana Huciska – Dolina Starorobociańska – Siwa Przełęcz (1812 m n.p.m.) – Siwy Zwornik (1965 m n.p.m.) – Liliowy Karb – Liliowe Turnie – Banista Przełęcz (słow. Bystré sedlo, 1946 m n.p.m.) – Bystra (słow. Bystrá, 2248 m n.p.m.) – Błyszcz (słow. Blyšť, 2159 m n.p.m. ) – Banista Przełęcz (słow. Bystré sedlo, 1946 m n.p.m.) – dalej powrót szlakiem wejściowym

POZDRAWIAM SERDECZNIE :) :) :)

133. W Dolinie Kieżmarskiej

Witam serdecznie :) :) :)

Przy Drodze Wolności w Tatrach na Słowacji, pomiędzy osadami Matlary i Kieżmarskie Żłoby (na wysokości 915 m n.p.m.), w wylocie Doliny Kieżmarskiej znajduje się płatny parking samochodowy i przystanek autobusowy – Biała Woda (słow. Biela voda). Z tego to miejsca (szlakiem żółtym) przez Zbójnicką Polanę, rozdroża przy Rzeżuchowej Polanie i na Folwarskiej Polanie, wzdłuż Białej Wody Kieżmarskiej (słow. Kežmarská Biela voda) powędrowaliśmy do schroniska nad Zielonym Stawem (słow. Chata pri Zelenom plese). Przyjemna trasa… zachęcam więc do przeczytania relacji z tej wędrówki :)

Biała Woda Kieżmarska (słow. Kežmarská Biela voda) to uroczy potok płynący Doliną Kieżmarską. Jest głównym ciekiem wodnym tej doliny. Tworzy się na wysokości ok. 1320 m n.p.m. z połączenia dwóch potoków: Zielonego Potoku Kieżmarskiego (płynącego z Zielonego Stawu Kieżmarskiego) i Potoku spod Kopy (płynącego z Doliny Przednich Koperszadów). Wpada on do Popradu tuż poniżej Kieżmarku.

Wzdłuż potoku i jego dwóch górnych odnóg biegną dwa szlaki turystyczne prowadzące z okolic Kieżmarskich Żłobów i Matlar do górnych pięter doliny: Doliny Zielonej Kieżmarskiej i Doliny Białych Stawów.

Potok płynie korytem wypełnionym wielkimi i obrobionymi przez wodę okrąglakami granitowymi. Jego średni spadek wynosi 105 m/km :)

Po prawie trzech godzinach wędrówki Doliną Kieżmarską dotarliśmy do schroniska nad Zielonym Stawem Kieżmarskim (słow. Chata pri Zelenom plese) :)

I chociaż tego dnia było pochmurno, to i tak miejsce to – zachwyciło nas :)

Ponad taflą Zielonego Stawu Kieżmarskiego widzimy Czarny Szczyt (słow. Čierny štít) i Jastrzębią Turnię (słow. Jastrabia veža) :)

Zielony Staw Kieżmarski lub po prostu Zielony Staw, a w części literatury tatrzańskiej Zielony Staw Kiezmarski, dawniej Zielony Staw pod Łomnicą (słow. Zelené pleso, Zelené pleso Kežmarské, Zelené pleso pod Jastrabou vežou, Zelené pleso pod Lomnickým štítom) jest największym ze stawów znajdujących się w Dolinie Kieżmarskiej, w północno-wschodniej części Tatr Wysokich na Słowacji :)

Staw znajduje się w odgałęzieniu doliny o nazwie Dolina Zielona Kieżmarska, a konkretniej jeszcze w Kotlinie Zielonego Stawu. Położony jest na poziomie 1545 m n.p.m. Jego powierzchnia według pomiarów przeprowadzonych przez TANAP w latach 1961–67 wynosi 1,77 ha, starsze pomiary Józefa Szaflarskiego podają 1,492 ha. Zielony Staw ma 188 m długości i 136 m szerokości (według Szaflarskiego odpowiednio 198 m i 110 m) oraz 4,5 m (4,3 m) głębokości. Poziom wody został sztucznie podniesiony pod koniec XIX wieku – przy wypływającym potoku umieszczono niewielką zaporę. Zwiększyło to o ok. 1/3 powierzchnię jeziora. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Na zdjęciu mój młodszy syn – Fabianek :)

Nazwa stawu pochodzi od zabarwienia :)

Moi synowie odwiedzili to miejsce po raz pierwszy, a ja z mężem byłam tu już wcześniej,  dokładnie 25.09.2004 roku. Z przyjemnością jednak przypomnieliśmy sobie jego urok :)

Oprócz wspomnianych już szczytów: Czarnego Szczytu (2429 m n.p.m.) i Jastrzębiej Turni (2137 m n.p.m.) możemy tu również zobaczyć: Durny Szczyt (2621 m n.p.m.), Baranie Rogi (2526 m n.p.m.) i potężną ścianę Małego Kieżmarskiego Szczytu (2514 m n.p.m.)

I na zdjęciu poniżej widać jak szczyty majestatycznie górują nad stawem, a mgła dodaje miejscu tajemniczości..

Nad brzegiem Zielonego Stawu Kieżmarskiego, na wysokości 1551 m n.p.m znajduje się Schronisko nad Zielonym Stawem Kieżmarskim (słow. Chata pri Zelenom Plese, Brnčalova Chata) :)

Za schroniskiem w tle (patrząc od lewej strony) widzimy szczyty: Kozia Kopka, Kozi Mnich, Kozia Turnia, Rzeżuchowe Turnie :)

Pierwsze schronisko w tej dolinie zostało przeniesione w 1880 roku z Koperszadów Przednich, gdzie 4 lata wcześniej je postawiono, głównie na użytek pasterzy. Spłonęło w 1883 roku. Odbudowano je w następnym roku, lecz pożar strawił je znów w 1890r. Cztery lata później MKE (Węgierskie Towarzystwo Turystyczne) rozpoczęło stawiać pierwszy budynek murowany, który ukończono po 3 latach.
Po rozbudowie i modernizacji w 1926 roku schronisko Fridricha nazwane tak na cześć protektora – arcyksięcia mogło przyjmować turystów przez cały rok.
Kiedy w sierpniu 1950 roku Albert Brnčal, taternik, zginął górską śmiercią pod Jastrzębią Przełęczą, obrano go za patrona schroniska. Mimo iż od 1990 roku wrócono do poprzedniej oficjalnej nazwy, wielu turystów nadal nazywa chatę „Brynczalką” ( słow. Brnčalką lub Brnčalovą chatą).

Bufet schroniska dysponuje jadalnią oraz tarasem na powietrzu, jest tu też druga jadalnia z panoramicznymi oknami, obok której znajduje się kuchnia turystyczna – można tu przyrządzać posiłki we własnym zakresie na schroniskowym palniku gazowym. Specjalnością schroniska jest „Nosičsky čaj” (Herbata Tragarzy) sporządzany z ziół zbieranych na okolicznych stokach górskich. Niemniej schronisko nie jest zaopatrywane przez nosiczów, ale w sposób zmechanizowany.
Na poziomie piwnicy, od strony stawu, znajduje się taras z ławeczkami i wejście do vyčapu, czyli pijalni piwa. Warto zwrócić tu uwagę na wiszące na ścianach dowcipy rysunkowe z życia taterników.
Pokoje mają różną wielkość – od 2 do 12 łóżek, można też nocować we własnym śpiworze na poddaszu, gdzie do dyspozycji turystów są poukładane na podłodze materace. (Źródło informacji: http://www.tatry.info )

Tego dnia przed schroniskiem trwały prace remontowe :)

Będąc nad Zielonym Stawem Kieżmarskim doświadczeni turyści mogą stamtąd wejść na Jagnięcy Szczyt (słow. Jahňací štít, 2230 m n.p.m.). Tym mniej doświadczonym, a lubiącym tatrzańskie wędrówki polecam udać się szlakiem czerwonym do Doliny Białych Stawów (słow. dolina Bielych plies).

I w tym miejscu rozdzieliliśmy się – mąż ambitnie poszedł zdobywać Jagnięcy Szczyt, a ja z chłopcami powędrowałam wspomnianym już – czerwonym szlakiem (Magistralą) do Doliny Białych Stawów :)

Po pół godzinie znaleźliśmy się na płaszczyźnie porośniętej trawą i płatami kosówki.

Po prawej stronie szlaku zobaczyliśmy nieduży staw – Stręgacznik, zwany też Trójkątnym Stawem lub Wyżnim Białym Stawem (słow. Trojuholníkové pleso, Trojrohé pleso). W tle za nim dostrzegliśmy Bielskie Jatki lub po prostu Jatki (słow. Jatky) – skalisty grzbiet znajdujący się w głównej grani Tatr Bielskich na Słowacji :)

Stręgacznik znajduje się na poziomie 1620 m n.p.m. Jego powierzchnia według pomiarów przeprowadzonych przez TANAP w latach 1961–66 wynosi 0,170 ha, starsze pomiary Józefa Szaflarskiego podają 0,198 ha. Powierzchnia jeziora zmniejsza się wskutek postępującego zatorfienia. Ma on 85 m długości i 70 m szerokości (według Szaflarskiego odpowiednio 102 m i 44 m) oraz 1,2 m głębokości. Jest otoczony osadami morenowymi.

Kilka zdjęć na pamiątkę i ruszamy dalej… :)

Po kilku minutach dotarliśmy nad Wielki Biały Staw, zwany również Białym Stawem Kieżmarskim (słow. Veľké Biele pleso, Kežmarské Biele pleso, Biele pleso). To największy ze stawów znajdujących się w Dolinie Białych Stawów w północno-wschodniej części Tatr Wysokich na Słowacji.

Staw znajduje się w dolnej części doliny, na poziomie 1613 m n.p.m. Jego powierzchnia według pomiarów przeprowadzonych przez TANAP w latach 1961–66 wynosi niecały hektar (0,95 ha), starsze pomiary Józefa Szaflarskiego podają 1,056 ha. Wielki Biały Staw ma 195 m długości i 70 m szerokości (według Szaflarskiego odpowiednio 227 m i 82 m) oraz 1 m głębokości. Nad staw opadają z północy zbocza Bielskiej Kopy, od wschodu góruje nad nim sylwetka Jagnięcego Szczytu. Z jeziora wypływa Biały Potok Kieżmarski, będący głównym dopływem Zielonego Potoku Kieżmarskiego, do którego wpada w Dolinie Kieżmarskiej na wysokości ok. 1350 m n.p.m.

Niestety, ale tego dnia otaczające staw szczyty utonęły we mgle…

Wielki Biały Staw jest otoczony osadami morenowymi. Jego dno od południowej strony jest muliste, odpływ zaś zaścielony dużymi kamieniami. Wskutek małej głębokości poziom wody w stawie i jej temperatura ulegają dużym wahaniom, co odróżnia to jezioro od innych tatrzańskich jezior tej wielkości.

Na brzegu Wielkiego Białego Stawu (słow. Veľké Biele pleso) tym razem mój starszy syn – Marceli :)

Dziś nad Wielkim Białym Stawem znajduje się koniec najdłuższego szlaku w Tatrach – znakowanej czerwono Magistrali Tatrzańskiej. Dawniej ścieżka prowadziła dalej granią Tatr Bielskich, końcowy odcinek został jednak zamknięty pod pretekstem ochrony przyrody i funkcjonował jako teren polowań dla dygnitarzy rządu czechosłowackiego. Przy stawie widać obecnie jeszcze fundamenty Schroniska Kieżmarskiego, które istniało do 1974 r., kiedy to zostało zniszczone w wyniku pożaru.

Z Doliny Białych Stawów (słow. dolina Bielych plies) do pozostawionego na parkingu Biała Woda (słow. Biela voda) samochodu powracaliśmy najpierw szlakiem niebieskim, od rozwidlenia Razcestie-Salviovy pramen niebieskim i żółtym, a od rozwidlenia-Razcestie nad Matliarami już tylko samym szlakiem żółtym.

Na kolejnym zdjęciu potok Biała Woda Kieżmarska (słow. Kežmarská Biela voda), który szumiąc ponownie umilał nam wędrówkę :)

Z naszym dzielnym zdobywcą Jagnięcego Szczytu spotkaliśmy się na rozwidleniu szlaków, zwanym Razcestie-Salviovy pramen (1200m n.p.m.) i wspólnie już powróciliśmy do pozostawionego na parkingu Biela Voda samochodu :)

Uwielbiam górskie potoki, więc na zakończenie wpisu jeszcze raz kadr znad Białej Wody Kieżmarskiej :)

Podsumowując Trasa:
Biała Woda (słow. Biela voda) – Schronisko nad Zielonym Stawem (słow. Chata pri Zelenom plese) – (Jagnięcy Szczyt (słow. Jahňací štít, 2230 m n.p.m.)) – Stręgacznik, zwany też Trójkątnym Stawem (słow. Trojuholníkové pleso, Trojrohé pleso) – Wielki Biały Staw (słow. Veľké Biele pleso) – Biała Woda (słow. Biela voda)

To był bardzo przyjemnie spędzony dzień, chociaż niestety, ale słoneczko o nas zapomniało. Mąż zdobywając Jagnięcy Szczyt ginął we mgle i niestety, ale widoków nie podziwiał. Szkoda, bo przy pięknej pogodzie widać stamtąd bardzo rozległą panoramę Tatr. Z jednej strony wzrok przyciąga alpejski widok Tatr Wysokich , a z drugiej dla kontrastu można podziwiać trawiaste zbocza Tatr Bielskich. Tego dnia tylko nieliczni wyruszyli na Jagnięcy Szczyt. Mąż jednak na samotność nie narzekał, bo towarzyszyło mu w tej wędrówce urocze stado kozic :) Doświadczonych i niemających lęku ekspozycji turystów zachęcam więc do zdobycia Jagnięcego Szczytu, a pozostałym osobom polecam szlak do schroniska nad Zielonym Stawem Kieżmarskim, bądź do Doliny Białych Stawów :)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO, bo za oknem niestety, ale robi się już coraz zimniej :( jesień nadeszła :)

132. Mengusovská dolina… Popradské pleso, Ostrva (1978m n.p.m.)

Góry są miejscem wyjątkowym…
Ich majestat oczarowuje, cisza uspokaja, a niedostępność stanowi wyzwanie… O cudzie, jakim są góry i emocjach, jakie one wywołują można by opowiadać bez końca…

Witam serdecznie i z wielką przyjemnością rozpoczynam relację z mojej tegorocznej, rodzinnej tatrzańskiej wędrówki :) Aura pogodowa sprzyjała, kondycja była nienajgorsza i kilka ciekawych tras udało nam się przejść :)

Za bazę noclegową i wypadową w góry, tak jak i w poprzednim roku obraliśmy sobie doskonale nam już znaną – Bukowinę Tatrzańską. Jak zwykle pojechaliśmy w ciemno, ale nawet tegoroczne oblężenie Podhala nie utrudniło nam szybkiego znalezienia noclegu. Z polecenia właścicielki domu, w którym nocowaliśmy w zeszłym roku udaliśmy się do domu jej siostry i tam zostaliśmy szybciutko zakwaterowani. Znajomości jednak przydają się :) Warunki doskonałe i jeszcze dodatkowy atut w postaci sklepu spożywczego na parterze, gdzie codziennie mogliśmy zaopatrzyć się w świeży chleb, drożdżówki na drogę oraz wszelkie inne potrzebne nam produkty :) Na obiadokolacje mieliśmy już upatrzony i sprawdzony wcześniej bar, więc w spokoju mogliśmy codziennie wyruszać na szlaki i wracać do naszej bazy na solidny posiłek i nocleg :)

Pierwszego dnia tradycyjnie już Zakopane, Krupówki i spacerowanie w tłumie. Na szlak nie opłacało sie wychodzić o tak późnej porze, tym bardziej, że pobiliśmy rekord jazdy (zamiast 3,5 jechaliśmy do Bukowiny Tatrzańskiej 5,5 h). Nie ma to jak te słynne korki na zakopiance :( No, ale przynajmniej zdjęcia z fotoradarów nie przyjdą 😉 Drugiego dnia na rozgrzewkę i by ucieszyć się górami postanowiliśmy tak jak i w poprzednim roku jechać na Słowację, w okolice miejscowości  Štrbské Pleso :)

Samochód pozostawiliśmy na parkingu obok stacji kolei elektrycznej Popradské pleso, u wylotu Mięguszowieckiej Doliny (słow. Mengusovská dolina) i asfaltem udaliśmy się do Popradzkiego Stawu (słow. Popradské pleso). W zeszłym roku naszym celem był Koprowy Wierch (Kôprovský štít, 2363 m), a teraz dla odmiany postanowiliśmy zdobyć Osterwę (Ostrva,1978m n.p.m.) :)

Dolina Mięguszowiecka (słow. Mengusovská dolina) to jedna z większych dolin walnych położonych po południowej stronie Tatr Wysokich na Słowacji o długości ok. 7,5 km i powierzchni ok. 16,0 km².

Dolina rozszerza się w części środkowej i wachlarzowato rozgałęzia na doliny boczne: w środkowej części, w kierunku południowo-wschodnim znajduje się Dolina Złomisk (Zlomisková dolina) rozgałęziona w wyższych partiach na Dolinkę Rumanową (Rumanova dolinka) i Dolinkę Smoczą (Dračia dolinka). Wyższe piętra Doliny Mięguszowieckiej to: Kotlinka pod Wagą (dolinka pod Váhou), Dolina Żabia Mięguszowiecka (Žabia dolina mengusovská) z Kotłem Żabich Stawów Mięguszowieckich (kotlina Žabích plies), Dolina Hińczowa (Hincova kotlina) i niewielka Dolinka Szatania (Satania dolinka). W ograniczającą ją od zachodu Grań Baszt wcina się licznymi żlebami: Szeroki Żleb (Široký žľab), Czerwony Żleb (Červený žľab), Szatani Żleb (Satanov žľab). (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Po godzinie wędrówki dotarliśmy do Schroniska Popradzkiego (słow. Popradská chata) :)

Schronisko nad Popradzkim Stawem, nazywane również Schroniskiem Popradzkim (słow. Popradská chata, chata pri Popradskom plese, chata kapitána Morávku) położone jest na wysokości ok. 1500 m n.p.m. Znajduje się nad północno-zachodnim brzegiem Popradzkiego Stawu (Popradské pleso). Obecnie ma 155 miejsc noclegowych :)

Schronisko Popradzkie jest ważnym węzłem komunikacyjnym. Dochodzą tu szlaki ze Szczyrbskiego Jeziora i Magistrala Tatrzańska. Odchodzi szlak na Rysy oraz do Doliny Hińczowej. 11 lat temu wędrowałam stąd niebieskim szlakiem w górę Doliny Mięguszowieckiej i przez Dolinę Żabią Mięguszowiecką i Wagę na Rysy. Rok temu przez Dolinę Mięguszowiecką i Hińczową na Wyżnią Koprową Przełęcz, a z niej na Koprowy Wierch (Kôprovský štít, 2363), a w tym roku celem była Osterwa (słow. Ostrva, 1978m n.p.m.)

Na kolejnym zdjęciu widzimy Popradzki Staw (słow. Popradské pleso) oraz Schronisko Popradzkie (słow. Popradská chata) z czerwonego szlaku na Osterwę :)

Powoli i mozolnie, biegnącą serpentynami ścieżką, gubiąc szybko rachubę kolejnych zakrętów, podążamy najpierw na Przełęcz pod Osterwą (Sedlo pod Ostrvou, 1966m n.p.m

Ciekawa trasa z fantastycznymi widokami :)

Przejście znad Popradzkiego Stawu do Przełęczy pod Osterwą (Sedlo pod Ostrvou, 1966m n.p.m.) zajmuje ok. 1:45 h, a zejście tym samym szlakiem (w dół) tylko 1:00 h :)

I już jestem na Przełęczy pod Osterwą (Sedlo pod Ostrvou, 1966m n.p.m.) :)

Góra za mną to Tępa (słow. Tupá, 2285 m n.p.m.). I choć na jej szczyt nie prowadzi żaden znakowany szlak turystyczny, to jest ona łatwo dostępna dla turystów, a najprostszym podejściem jest droga z Przełęczy pod Osterwą, ku której Tępa opada łagodnym stokiem.

Przełęcz pod Osterwą jest to szeroka przełęcz pokryta trawą położona tuż poniżej wierzchołka Osterwy, będąca dobrym punktem widokowym oraz najlepszym połączeniem Doliny Mięguszowieckiej z Doliną Wielkiej Huczawy i Doliną Batyżowiecką.
Przez przełęcz prowadzi szlak Magistrali Tatrzańskiej (Tatranská magistrála) łączący schronisko nad Popradzkim Stawem z Batyżowieckim Stawem i hotelem górskim „Śląski Dom”.

Po dojściu na Przełęcz pod Osterwą (Sedlo pod Ostrvou, 1966m n.p.m.) warto podejść jeszcze kawałek w prawo, by po kilku minutach znaleźć się na nierównym, kamienistym szczycie Osterwy (słow. Ostrva, 1978m n.p.m.) :)

Widok z Osterwy na Dolinę Mięguszowiecką zachwyca. Zamykające ją łańcuchy górskie imponują potęgą i majestatem. Widać stąd też doskonale Popradzki Staw i Schronisko Popradzkie oraz w tle Koprowy Wierch :)

Po zdobyciu Osterwy (słow. Ostrva, 1978m n.p.m.) i odpoczynku na jej szczycie do Popradzkiego Stawu schodziliśmy tym samym (czerwonym) szlakiem ponownie piękne widoki podziwiając :)

Na kolejnym zdjęciu, w tle widzimy Dolinę Złomisk :)

Jesteśmy już coraz niżej… i Popradzki Staw pięknie leży u naszych stóp :)

Warto obejść go wkoło, a obchodząc podejść wytyczoną ścieżką turystyczną (szlakiem żółtym) do Tatrzańskiego Cmentarza Symbolicznego pod Osterwą.

W zeszłym roku opowiadałam już o nim, więc by nie powtarzać się zainteresowane osoby odsyłam do mojego archiwalnego wpisu 115. Mengusovská dolina… Popradské pleso, Hincova kotlina, Kôprovský štít, (2363 m).

Tam też można dokładnie zapoznać się z trasą prowadzącą na Koprowy Szczyt i zobaczyć zdjęcia z Doliny Hińczowej :)

Podsumowując Trasa:
Stacja kolei elektrycznej Popradské pleso (parking) – Popradzki staw (Popradské pleso) – Schronisko nad Popradzkim Stawem (Popradská chata) – Przełęcz pod Osterwą (Sedlo pod Ostrvou, 1966m n.p.m.) – Osterwa (Ostrva, 1978m n.p.m.) – powrót tym samym szlakiem do Popradzki staw (Popradské pleso) – Tatrzański Cmentarz Symboliczny pod Osterwą – Stacja kolei elektrycznej Popradské pleso (parking)

Wspaniała pogoda, cudowne widoki, bezpieczna wędrówka oraz pomyślne dotarcie do zaplanowanego celu, więc reasumując to było bardzo udane rozpoczęcie tatrzańskiego łazikowania :) O kolejnych dniach i równie ciekawych widokowo trasach opowiem już w kolejnych wpisach :)

POZDRAWIAM SERDECZNIE :) :) :)

131. W Sandomierzu

Babia Góra w śniegu (poprzedni wpis) … oj, powiało tu u mnie chłodem, więc teraz na rozgrzewkę relacja z krótkiego spaceru po cieplutkim, letnim Sandomierzu :)

Sandomierz to miasto w województwie świętokrzyskim, w powiecie sandomierskim. Położone jest nad Wisłą, na siedmiu wzgórzach (dlatego niekiedy nazywane jest „małym Rzymem”), na granicy Wyżyny Sandomierskiej. Przemysłowa część miasta, zwana Nadbrzeziem, leży na prawym brzegu Wisły, w Kotlinie Sandomierskiej i graniczy z Tarnobrzegiem.

Sandomierz to jedno z najstarszych, najpiękniejszych i najważniejszych historycznie miast Polski. Początki osadnictwa na tym terenie i w jego regionie sięgają najdawniejszych czasów. Świadczą o tym dokonywane w obrębie miasta i okolic liczne odkrycia archeologiczne. Ślady pierwszej obecności człowieka na tym obszarze pochodzą z młodszej epoki kamiennej – neolitu (5200 p.n.e. – 1700 p.n.e.). Usytuowane jest na lessowych wzgórzach. Zachowało się tu ponad 120 zabytków architektury z różnych epok. Do najwyższej klasy zaliczane są: średniowieczny układ urbanistyczny miasta oraz jeden z najstarszych obiektów ceglanych na terenie Polski – kościół św. Jakuba. Sandomierz jest ściśle związany z wydarzeniami historycznymi Polski. Tu przebywali królowie, książęta i wiele innych ważnych osobistości, pozostawiając po sobie liczne pamiątki. Najważniejszym gościem we współczesnych czasach był Papież Jan Paweł II, który odwiedził miasto 12 czerwca 1999 roku. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Wokół Starego Rynku można podziwiać pięknie zachowane i odnowione renesansowe kamienice :)

A na kolejnym zdjęciu widzimy gotycki (z połowy XIV wieku) Ratusz :)

Zbudowany został na planie kwadratu z ośmioboczną wieżą. W XVI wieku rozbudowany (w planie do prostokąta), całość została zwieńczona renesansową attyką. Istniejąca obecnie wieża została postawiona w XVII wieku. W 2006 NBP wyemitował monetę kolekcjonerską o nominale 2 zł z wizerunkiem ratusza.

Nazwę miasta łączono kiedyś między innymi z tym, że niedaleko od Sandomierza San „domierza” do Wisły. Zdaniem innych miały tu ponoć miejsce sądy pokoju sudy mira. Choć imię Sudomira nie występuje zbyt często w późniejszym okresie, to we wczesnym średniowieczu było używane w Małopolsce, Morawach i Słowacji. W dawnych dokumentach i na starych mapach nazwa Sandomierza brzmiała: Zandomir, Sandomiria, Sudomir, Sędomir, Sędomierz. Obecnie przez miasto przebiegają szlaki turystyczne: cysterski, św. Jakuba, Via Jagiellonica oraz Architektury Drewnianej. (Źródło informacji: http://www.sandomierz.pl )

Kolejny kadr z Sandomierza, a na nim Brama Opatowska :)

To jedna z najlepiej zachowanych bram miejskich w Polsce. Zbudowana została w XIV-XVI w. Nieopodal pozostały fragmenty średniowiecznych murów obronnych oraz furta dominikańska tzw. „Ucho Igielne”. Gotycka brama wjazdowa do miasta. Wzniesiona w XIV wieku z fundacji Kazimierza Wielkiego. Jedyna jaka zachowała się spośród czterech istniejących. Uznawana była za największą.

W systemie obwarowań sandomierskich murów obronnych były cztery takie bramy: od północy Zawichojska i jedyna z zachowanych Opatowska, od południa Krakowska i od wschodu Lubelska. W XVI wieku Bramę Opatowską podwyższono i zwieńczono renesansową attyką. Z wysokości 30 metrów można zobaczyć fascynujący widok na miasto i okolice. Od południa rozciąga się panorama Starego Miasta, widać Wisłę, która w tym miejscu płynie w kształcie litery „S” a także kościoły św. Jakuba i św. Pawła, hutę szkła oraz Tarnobrzeg. Natomiast od strony północnej klasztor Benedyktynek, przedmieście Zawichojskie, osiedle Kruków oraz szpital. Od wschodu rozciąga się panorama Wisły i Gór Pieprzowych, od zachodu widać park miejski z wieżą ciśnień, kościołem św. Józefa oraz budynki dawnego klasztoru o.o. reformatorów. Pierwotnie poszczególne kondygnacje wieży połączone były drabinami i pomostami przy otworach strzelniczych. W 1928 roku podczas jej remontu wykonano metalowe schody. Wjazd przez bramę zamykany był żelazną kratą, spuszczaną po prowadnicy, która zachowała się do dziś na północnej ścianie bramy.
Do miasta można też było dostać się furtami Zamiejską (znajdowała się ona między Collegium Gostomianum a Domem Długosza) i Dominikańską. Zachowała się tylko furta Dominikańska nazywana „Uchem Igielnym”.

Moi panowie po raz pierwszy odwiedzili to miasto, a ja byłam w nim już wcześniej – jesienią 2003 roku. Wtedy to oprócz spacerowania po starówce i zwiedzania sandomierskich zabytków zwiedziłam również słynne sandomierskie lochy oraz przeszłam się Wąwozem Królowej Jadwigi. Ponieważ dominują w nim drzewa liściaste (lipy, klony, wiązy, akacje) jesienią było tam szczególnie pięknie. Szkoda, że tym razem zabrakło czasu, by udać się tam i zobaczyć jak wygląda w letniej szacie.

Będąc w Sandomierzu warto zobaczyć i zwiedzić zamek królewski :)

Zamek – wzniesiony w XIV w. na miejscu dawnego grodu, później przebudowany, jest w swojej obecnej postaci wyrazem przemian i nawarstwień historycznych.
Zamek zbudowano na miejscu pierwotnej warowni istniejącej na wzgórzu co najmniej od X w. Badania archeologiczne potwierdziły istnienie pierwotnego grodu. W 1139 roku – kiedy Sandomierz został stolicą księstwa dzielnicowego a gród rezydencją książęcą – musiał być rozbudowany. Ówczesny książęcy gród otoczony był drewniano-ziemnym wałem oraz systemem zasieków ze skośnie wbitych pali. Od strony wysoczyzny przekopano fosę.
Mieściła się tu kasztelania a od przełomu XII-XIII wieku – stolica księstwa dzielnicowego. W XIV wieku Kazimierz Wielki wykorzystał miejsce grodu pod budowę murowanego zamku, który prawdopodobnie w tym okresie został połączony z murami miejskimi. Wieża południowo-zachodnia, która króluje nad ulicą Zamkową została wybudowana w 1480 roku. W 1525 roku zamek przekształcony został na rezydencję renesansową według projektu Benedykta zwanego „Sandomierzaninem”. Później był jeszcze wielokrotnie przebudowywany z udziałem wybitnego architekta i rzeźbiarza Santi Gucciego. (Źródło informacji: http://www.sandomierz.pl )

Zamek składał się z czterech skrzydeł obejmujących kolumnowy dziedziniec. Niestety, w 1656 roku został wysadzony w powietrze przez wycofujących się z miasta Szwedów. Ocalało jedynie skrzydło zachodnie. Od połowy XVII wieku w zamku nie rezydowali królowie ani nawet starostowie sandomierscy. Zamek stał się przede wszystkim budynkiem użyteczności publicznej. Po 1795 roku Austriacy przeznaczyli zamek na sąd i więzienie,  natomiast dziedziniec zamkowy otoczono półkoliście biegnącym murem. Na dziedzińcu zamkowym zachowała się stara studnia a pod powierzchnią fundamenty kazimierzowskiego zamku. Więzienie zlikwidowano w 1959 roku. Obecnie zamek jest siedzibą Muzeum Okręgowego.

I ostatni już kadr z Sandomierza, a na nim ukrywająca się wśród zieleni Wisła :)

Niestety podczas tej wizyty nie miałam możliwości, by dokładnie zwiedzić całe miasto, Ojca Mateusza (ze znanego polskiego serialu kryminalnego) też nie spotkałam, więc do pięknego Sandomierza chciałabym jeszcze powrócić :)

POZDRAWIAM SERDECZNIE
I zapraszam do czytania moich kolejnych wpisów, w których przeniosę się wspomnieniami w polskie i słowackie Tatry :)

130. Babia Góra – Kapryśna Królowa Beskidów

Witam serdecznie :) :) :)

Dla ochłody i chyba również dlatego, że taka przekorna dusza ze mnie, teraz, gdy lato w pełni przygotowałam serię zdjęć ze śniegiem :) Zapraszam do czytania relacji i oglądania zdjęć z pierwszomajowego (jeszcze w śniegu) zdobywania Babiej Góry :)

Naszą wędrówkę na szczyty Babiej Góry (zwaną również Królową Beskidów, bądź Matką Niepogód) rozpoczęliśmy z Przełęczy Krowiarki :)

Przełęcz Krowiarki oddziela masyw Babiej Góry od Pasma Policy. Znajduje się w woj. małopolskim, na granicy powiatów suskiego i nowotarskiego oraz gmin Zawoja i Jabłonka. Różne źródła różnie podają jej wysokość: 986 m, 1009 m, 1012 m.
Na przełęczy znajduje się polana Krowiarki, na której dawniej wypasano krowy. Nazwa przełęczy i polany pochodzi od ludowego określenia krowiarki oznaczającego pasterki wypasające krowy. Jeszcze dawniej przełęcz nazywana była Lipnickim Siodłem lub Przełęczą Lipnicką.
Przełęcz ta stanowi najwyższą dostępną komunikacyjnie przełęcz górską Beskidów Zachodnich. Dawniej prowadziła przez nią z Zawoi na Orawę gruntowa droga zwana Orawskim Chodnikiem. Przed II wojną światową rozpoczęto budowę szosy, zrealizowano odcinek z Zubrzycy Górnej na przełęcz Krowiarki. Przy budowie tego odcinka w 1938 pracował w Junackim Hufcu Pracy Karol Wojtyła (był wówczas studentem). Upamiętnia to obelisk na polanie Krowiarki.
100 m poniżej przełęczy znajduje się płatny parking, na polanie Krowiarki jest punkt sprzedaży biletów wstępu do Babiogórskiego Parku Narodowego, punkt informacji turystycznej, bufet. Na przełęczy jest także symboliczny grób prof. Zenona Klemensiewicza, który zginął w katastrofie lotniczej na Policy w 1969.
(Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Przełęcz Krowiarki jest także ważnym węzłem szlaków turystycznych :)

My z Przełęczy Krowiarki na szczyty Babiej Góry zdecydowaliśmy się wejść czerwonym – Głównym Szlakiem Beskidzkim :)

Na samym początku idziemy świerkowym lasem, równym chodnikiem wyłożonym z dwóch stron świerkowymi balami, które pomału zamieniają się w długie schody.

Mięśnie po zimie zastane, ale dzielnie pokonujemy różnicę wzniesień :)

Po wyjściu z lasu i zdobyciu pierwszego wierzchołka Masywu Babiej Góry – Sokolicy (1367 m) naszym oczom ukazał się taki oto widok :)

Wschodnie stoki Sokolicy opadają bezpośrednio do przełęczy Krowiarki, natomiast na południowy zachód od szczytu biegnie główny grzbiet babiogórski w kierunku następnej kulminacji, jaką jest Kępa.
Sokolica nie tworzy wierzchołka, lecz wyraźne spłaszczenie (platformę). Platforma ta od północno-zachodniej strony podcięta jest skalnym urwiskiem będącym efektem potężnego obrywu sprzed kilkuset lat. Urwisko ma wysokość kilkunastu metrów, strome stoki poniżej niego są zawalone dużymi głazami i porośnięte kosodrzewiną i lasem. W drugiej połowie XIX wieku w urwisku gnieździł się orzeł przedni, przez miejscową ludność uważany za sokoła i stąd pochodzi nazwa szczytu.

Z wyjątkiem wspomnianej zerwy, stoki Sokolicy porośnięte są lasem i, częściowo, w górnych partiach, kosodrzewiną. Z powodu braku lasu na podszczytowym urwisku Sokolica jest doskonałym punktem widokowym. Platformę szczytową na której znajduje się punkt widokowy wybrukowano kamieniami i ogrodzono. Znajdują się tutaj też ławki i tablice ścieżki edukacyjnej „Śladami Wawrzyńca Szkolnika”. Panorama widokowa z Sokolicy obejmuje grzbiet Babiej Góry, szczyty Beskidu Śląskiego (Barania Góra, Skrzyczne, grupa Klimczoka), Pasmo Jałowieckie, Pasmo Polic, Beskid Mały i Beskid Makowski oraz Zawoję.

Idziemy dalej i szybciutko dochodzimy do Kępy (1521 m) – drugiej (idąc od Przełęczy Krowiarki) z kulminacji masywu Babiej Góry.
Kępa znajduje się w piętrze kosodrzewiny i jest niemal całkowicie porośnięta kosodrzewiną. Jej północne stoki są w górnej części znacznie bardziej strome niż południowo-wschodnie.

Kolejnym z tzw. pięciu szczytów grzbietowych Babiej Góry jest Gówniak (również Główniak, Głowniak, Wołowe Skałki, 1617 m). Przez turystów często jest on mylnie brany za właściwy szczyt Babiej Góry (zwłaszcza podczas mgły, kiedy ten ostatni jest niewidoczny).
Nazwa Wołowe Skałki pochodzi od tego, że dawniej wypasano tutaj woły, nazwa Gówniak od ich odchodów. Występująca na niektórych mapach nazwa Główniak jest zdaniem W. Midowicza przekręceniem nazwy Gówniak i wyrazem fałszywej skromności.

Masyw Babiej Góry rozciąga się od Przełęczy Jałowieckiej Północnej po przełęcz Krowiarki. Wyróżniają się w nim dwa wybitne wierzchołki; Diablak i Mała Babia Góra (1517 m), ale w głównej grani topografowie wyróżniają jeszcze wiele pomniejszych wierzchołków, grzbietów i przełęczy. W kierunku od zachodu na wschód są to:
– Jałowcowy Garb (1017 m),
– Przełęcz Jałowiecka Południowa (993 m),
– Mała Babia Góra (inaczej zwana Cylem, 1517 m),
– Niższy Cyl (ok. 1490 m)
– przełęcz Brona (1408 m)
– Złotnica,
– Kościółki (1620 m),
– Lodowa Przełęcz (1606 m),
– Pośredni Grzbiet,
– Diablak (1725 m),
– Siodło Bończy
– Gówniak (inaczej Wołowe Skały, 1617 m),
– Kępa (1521 m),
– Sokolica (1367 m).

Ślicznie w tej zimowej szacie :)

Idąc tym szlakiem można obserwować zmieniające się piętra roślinności – począwszy od leśnych kompleksów regla dolnego i górnego poprzez pasmo kosodrzewiny aż do skalistego piętra alpejskiego.

Im wyżej, tym oczywiście widoki piękniejsze :)
Przy dobrej pogodzie Jezioro Orawskie i Tatry zachwycają :)
Ale tego dnia Babia, jak na prawdziwą kapryśną babę przystało pokazała i swoje chmurne oblicze i niestety, ale Tatry w tle były słabo widoczne :(

Dzielnie maszerując w końcu dochodzimy do Diablaka – najwyższego szczytu masywu Babiej Góry, zwanego również Babią Górą (słow. Babia hora). Całe podejście od Przełęczy Krowiarki zajęło nam około 2.30 godz.

Najbardziej charakterystycznym obiektem na szczycie Diablaka jest kamienny mur, stanowiący ochronę przed wiatrem. W obrębie kopuły szczytowej znajduje się jeszcze obelisk upamiętniający wejście na szczyt arcyksięcia Jóżefa Habsburga, tablica pamiątkowa poświęcona Janowi Pawłowi II, a także kamienny ołtarz.

Pochodzenie nazwy tłumaczą legendy. Według jednej z nich dawniej na szczycie Babiej Góry diabeł budował zamek dla zbójnika, który podpisał z nim umowę. Jednak gdy zapiał kur, niemal już ukończony zamek zawalił się, grzebiąc w ruinach zbójnika. Podczas burzy można podobno usłyszeć spod głazów brzęk jego ciupagi. Stąd też dla tego szczytu w ludowym nazewnictwie używano nazwy Diablak, Diabli Zamek lub Diable Zamczysko. Na dawnych niemieckich mapach szczyt ten opisany był jako Teufelspitze, czyli Góra diabła. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Diablak jest najwyższym szczytem całych Beskidów Zachodnich, poza Tatrami najwyższym szczytem w Polsce i drugim co do wybitności (po Śnieżce).
Szczytowe partie Diablaka znajdują się w piętrze halnym i pokrywa je rumowisko skalne zwane rumowiskiem Babiej Góry.
Całkowicie odsłonięty i wysoko wznoszący się nad okolicznymi górami szczyt jest doskonałym punktem widokowym. Dookólna (360°) panorama widokowa obejmuje Beskid Żywiecki, Śląski, Mały, Makowski, Wyspowy, Gorce, Kotlinę Orawsko-Nowotarską, Tatry, Wielką Fatrę, Małą Fatrę, Góry Choczańskie, przy dobrej widoczności widoczny jest Kraków.
Diablak może być szczytem niebezpiecznym. Charakterystyczna dla niego bardzo zmienna pogoda była przyczyną wielu wypadków, w tym śmiertelnych. Największy zdarzył się w lutym 1935. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

W 1954 w masywie Babiej Góry (wraz ze szczytem Diablak) utworzono Babiogórski Park Narodowy. W uznaniu niezwykłych walorów przyrodniczych Babiogórski Park Narodowy został wpisany w 1977 przez UNESCO na listę światowych rezerwatów biosfery :)

Dawniej na licznych polanach wytworzonych w lasach Babiej Góry wypasano owce, zaś w najwyższych, naturalnie bezleśnych partiach (w piętrze halnym) woły, Dla powiększenia pastwisk wycięto znaczne ilości kosodrzewiny. Po utworzeniu parku narodowego wypas zniesiono, wiele polan już zarosło lasem, inne zarastają, kosodrzewina odnowiła się i zajmuje znaczne obszary. Obecnie wypasa się owce jeszcze tylko na polanie Liniarka i Hali Śmietanowej Lipnickiej, nad Czarną Orawą w Lipnicy Wielkiej oraz w słowackim Bobrowie. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Turyści już w XVIII wieku zaczęli wychodzić na jej szczyt. W 1995 roku gminy po polskiej i słowackiej stronie Babiej Góry utworzyły Stowarzyszenie Gmin Babiogórskich, którego celem jest zachowanie ludowej kultury, folkloru i tradycji tego obszaru i mieszkających tu Babiogórców (Górali Babiogórskich), a także rozwój turystyki pod Babią Górą.
Wyższe partie masywu znane są z bardzo zmiennej i kapryśnej pogody, która była wśród turystów i narciarzy przyczyną wielu zabłądzeń i wypadków, w tym śmiertelnych. Latem szczególnie niebezpieczne są gwałtowne burze na jej szczycie, zimą śnieżne huragany, w niektórych partiach szlaków turystycznych istnieje zagrożenie lawinowe, a na odkrytych szczytach i przełęczach często wieją silne wiatry. Nad bezpieczeństwem turystów i narciarzy czuwa placówka GOPR w Schronisku PTTK na Markowych Szczawinach. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Teraz na Babiej Górze oczywiście śniegu nie ma, ale 1 maja, gdy rodzinnie zdobywaliśmy ją, jak widać na zdjęciach, było go jeszcze sporo :)

Wejście na szczyt nie było problemem, natomiast wyślizgany śnieg bardzo utrudniał nam schodzenie, a momentami było nawet bardzo niebezpiecznie :(

Przed upadkiem ratowały nas pędy kosodrzewiny 😉

Na północnych stokach Babiej Góry, na polanie Markowe Szczawiny na wysokości 1180 m n.p.m. znajduje się Schronisko PTTK na Markowych Szczawinach i w nim to właśnie postanowiliśmy dłużej odpocząć :)

Schronisko zostało wybudowane z inicjatywy prezesa Oddziału Babiogórskiego Towarzystwa Tatrzańskiego (później PTT) dr. Hugona Zapałowicza. Jego otwarcie nastąpiło 15 września 1906. Składało się wówczas z kuchni, jadalni, pięcioosobowej izby dla panów i trzyosobowej izby dla pań. Powstałe schronisko miało być odpowiedzią strony polskiej na silną ekspansję na tych terenach niemieckiego Beskidenverein (posiadało m.in. schronisko pod Babią Górą).
W 1922 odbyła się pierwsza rozbudowa schroniska. Kolejne rozbudowy w latach 1925, 1926, 1931 i 1934 uczyniły obiekt przestronnym i nowoczesnym.
Po wojnie budynek nadal był użytkowany jako schronisko przez PTT i w 1950 po połączeniu PTT z PTK jego właścicielem został spadkobierca obu towarzystw – PTTK.
Na przełomie maja i czerwca 2007 dokonano całkowitej rozbiórki pierwszego schroniska. Na miejscu rozebranego schroniska powstał nowy obiekt otwarty dla turystów 21 listopada 2009. Jest to dwukondygacyjny budynek murowany z cegły, a od zewnątrz wykończony kamieniem. Posiada 12 kolektorów słonecznych. Dysponuje 40 miejscami noclegowymi, posiada jadalnię kuchnię turystyczną, suszarnię odzieży i przystosowany jest do obsługi osób niepełnosprawnych. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Zregenerowani, od schroniska do zaparkowanego na Przełęczy Krowiarki samochodu, powróciliśmy szlakiem niebieskim :)

Na zakończenie wędrówki po Babiogórskim Parku Narodowym jeszcze kadr znad Mokrego Stawku :)

Mokry Stawek leży na lokalnym wypłaszczeniu zbocza we wschodniej części masywu Babiej Góry, u północnych podnóży Sokolicy, na wysokości 1025 m n.p.m., nieco poniżej Górnego Płaju.
Kiedyś uważany był za zbiornik wodny pochodzenia lodowcowego (jezioro polodowcowe). Jednak przeprowadzona analiza pyłkowa jego osadów dennych określiła wiek stawu na około 6 tys. lat. Obecnie powszechnie uznaje się go za typowe jeziorko osuwiskowe, powstałe w wyniku lokalnych ruchów masowych (osuwisko) na podłożu fliszu karpackiego.
Jeszcze w połowie XIX wieku Mokry Stawek nazywany był Rybnym Stawem, chociaż najprawdopodobniej w zbiorniku tym ryby nigdy nie występowały. Próba sztucznego zarybienia jeziorka na początku XX wieku nie powiodła się. Jedynymi przedstawicielami kręgowców w faunie stawu są płazy. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

To był ciekawie spędzony dzień, a Babia Góra w śnieżnej szacie zachwyciła nas. Ja na jej szczycie byłam wcześniej dwukrotnie – 28 czerwca 2003 roku idąc dokładnie tym samym szlakiem, co teraz i 19 czerwca 2004 wchodząc od słowackiej strony i kończąc trasę w Zawoi. Moi Panowie z Królową Beskidów zetknęli się po raz pierwszy i mam nadzieję, że nie ostatni :) Fajnie byłoby kiedyś wejść na Diablaka tzw. „Percią Akademicką”, czyli szlakiem żółtym (najtrudniejszym). Jako jedyny w masywie ma on charakter szlaku wysokogórskiego – wspinaczkę ułatwiają tam klamry i łańcuchy. W słoneczne i suche dni z podejściem nie powinno być żadnych problemów, ale po opadach deszczu lub podczas mgły należy zachować szczególną ostrożność, a nawet zrezygnować z wyprawy. 1 maja, gdy zdobywaliśmy szczyty Babiej, szlak ten był jeszcze zamknięty dla turystów.

POZDRAWIAM miłych wakacyjnych wyjazdów życząc, a miłośnikom górskich szlaków bezpiecznych wędrówek :)

129. Jurajskie rzepakowe pola…

Rzepakowe pola, łany słońcem malowane…

Odkąd w kwietniu wsiadłam na rower i regularnie co tydzień przemierzam na nim tereny Jury Krakowsko-Częstochowskiej, bądź Wyżyny Śląskiej odwiedziłam już kilka ciekawych miejsc. Niektóre z nich już tu wcześniej pokazywałam, a te nowe też zapewne przedstawię, ale póki co zapraszam do obejrzenia serii zdjęć z rzepakowymi polami w roli głównej :)

Zachwycam się nimi co roku i ku mojej radości, podczas tegorocznych wiosennych wycieczek rowerowych znowu je podziwiałam i fotografowałam :)

Pożółkłe pola, rzepaków łany
tak jak błękity niebiańskich bram.
Ścielą się majem złocistych mórz,
pośród zapachów kwitnących bzów.
Wśród unoszonych przez wiatr płatków kwiatów
i porannego słowików śpiewów.
Podążam śladem płonących barw,
pachnących majem łanów rzepaku.
(Małgorzata Karolewska – Pola rzepaku)

Świetliste łany rzepakowe,
pola przepojone słodyczą,
spływają nektarem do słoików,
rozlane w słońcu miodowe zapachy.

Niesamowite są te rzepakowe pola i tylko szkoda, że oglądając zdjęcia nie można poczuć tego miodowego zapachu, jaki towarzyszył mi podczas ich robienia :)

Żółcienie złota przeplatane słońcem,
kwiecisty kobierzec uderza falami,
pachnące w słońcu słodkie nektary,
płyną po niebie złotymi smugami.

Zacisze pól czarowne, niezwykłe zarazem,
żółcieniami różnymi rozmalowane,
sielankowa wioska roztacza powaby,
tak wyglądają majowe czary…

Doskonały materiał dla fotografa, źródło inspiracji dla malarza :)

Żółto złote pola

Wielkie żółto złote pola
I ta po między nimi goła rola
W południowym słońcu gorącem tętniąca
Coś wspólnego z żarem serca mająca

Żółto słodki zapach rzepakowy
Wiosną uderzający do głowy
Gdy nie tylko gołe obok pole leży
Gdzie rozgrzana moja myśl bieży

Połyskujące brązem nagie ciało
Rozkoszą ze słodkim zapachem się zlało
Wzrok mój nieustannie przyciąga
I od rzepakowych łanów odciąga

Jakże słodko ogarniać to wzrokiem
Delektować się rok za rokiem
Wciąż ulegać niezmiennemu zachwytowi
Nie zważając że ma się ku zachodowi
(Zbigniew Głuszczyk)

I znowu rzepak hen po horyzont i do tego śliczne chmurki na błękitnym niebie :)

Rzepakowe pole
żółte oczy mruży,
w blasku słońca
nawet ono
upałem się nuży.

Słodki zapach
małych kwiatków
uwodzi, odurza
i prowadzi polną ścieżką
w zieleń traw zanurza.

Niepoprawnym marzycielem
zostań choć przez chwilę,
sięgnij nieba tu na ziemi …
proszę… tylko tyle..
(Anna Jelak-Bogusz)

Rzepakowe pola pięknie kwitną i już z daleka rzucają się w oczy :)

Żółto mi w oczach, choć nie morze,
frymuśnych kształtów złote kwiaty,
niezwykły podziw, Tobie Boże,
za fundamentów świat bogaty.
(autor: Renatabond)

„…Więc chodź, pomaluj mój świat, na żółto i na niebiesko…”

Wspaniale wyglądają rzepakowe pola i jadąc nie mogłam nasycić oczu kolorami. Oczywiście co chwilę schodziłam z roweru, by zrobić nowe zdjęcia :) Z uzbieranej w ten sposób kolekcji powstał właśnie ten wpis. Znając siebie, w przyszłym roku na wiosnę znowu będę podziwiała te słoneczne rzepakowe łany, wdychała ich słodki, miodowy zapach i fotografowała, fotografowała je na potęgę… 😉

Kończę, a ponieważ lubię kończyć wpisy zachodami słońca i jestem dzisiaj w refleksyjnym nastroju, na zakończenie zamiast jednego wstawiam aż trzy widoki zachodzącego nad wodą słoneczka.

Do tego króciutka, poparta cytatami refleksja na temat szczęścia…

„Szczęście jest nadpobudliwe. Dziś jest tu, jutro gdzie indziej. Przysiądzie w jakimś miejscu, potem leci dalej. Trzeba je łapać na każdym kroku, łowić najmniejsze okruszki w każdej chwili życia. Żeby potem nie żałować. Kto raz się nauczy jak szukać powodów do radości, potem widzi je wszędzie.” (K. Mirek)

„Każdy ranek daje szansę na to, by wieczorem móc powiedzieć: to był szczęśliwy dzień.” (Małgorzata Stolarska)

POZDRAWIAM GORĄCO :) :) :)
I jak najwięcej szczęśliwych dni życzę :)

128. Zalew Siamoszyce

Kolejna wyprawa rowerowa i dzięki niej po raz pierwszy na moim blogu zdjęcia z zalewu w Siamoszycach/Zawiercia :)

Sztuczny zalew Siamoszyce znajduje się na terenie wsi Siamoszyce w województwie śląskim, w powiecie zawierciańskim, gminie Kroczyce. W latach 1975-1998 miejscowość ta administracyjnie należała do województwa częstochowskiego.

Zalew zlokalizowany jest na rzece Krztyni, która źródła ma w okolicach Sulin (Zawiercie Suliny).

Ten  przepływowy zbiornik ma powierzchnię 20 ha.

Istnieje możliwość wędkowania nad zalewem i to zarówno z brzegu, jak i z łodzi. Zbiornik jest ogólnodostępny, woda nizinna. Połów ryb odbywa się zgodnie z regulaminem amatorskiego połowu ryb. Obowiązuje zakaz wstępu na wyspy i połowu ryb z wysp. W zbiorniku dominuje karp, płoć, szczupak, leszcz, okoń, jaż, lin.

Te malutkie mróweczki przy brzegu to właśnie miłośnicy wędkowania 😉

Pięknie tam – można godzinami siedzieć, czekać na rybkę i rozkoszować się widokami :)

Nad brzegiem zalewu powstał Ośrodek Wypoczynkowy „Ciechan Zdrój”, na obszarze którego mieszczą się camping, pole namiotowe, plaża z wydzielonym strzeżonym kąpieliskiem, a także molo i wypożyczalnia kajaków, łodzi oraz rowerów wodnych. Wstęp na teren Ośrodka jest płatny. Nieopodal niego znajduje się również Ośrodek Harcerski.
Ośrodki te bywają świetną bazą wypadową do pobliskich miejscowości, takich jak Ogrodzieniec, Podzamcze, Kroczyce, Mokrus, Pilica lub na Górę Birów, Górę Zborów czy Okiennik Duży.

Tego dnia pogoda dopisała – słonko świeciło i w wodzie pięknie się odbijało :)

Obok zalewu przebiega żółty Szlak Zamonitu.

Dno zbiornika jest piaszczyste, a woda w nim posiada potwierdzoną badaniami I klasę czystości. Wspaniale, bo czysta woda w dzisiejszych czasach to rzadkość :)

Tego dnia wody było niewiele, za to pewna urocza modelka chętnie mi pozowała 😉

Kolejny kadr i ponownie srebrna poświata na wodzie :)

Cieszę się, że tak bardzo polubiłam jazdę na rowerze i w zasięgu mojego rumaka mam tak piękne widoki :)

I ostatnie już spojrzenie na otoczony lasami malowniczy Zalew Siamoszyce :)
Dla osób lubiących odpoczynek nad wodą, to moim zdaniem miejsce godne polecenia :)

Jak już wspomniałam, zbiornik ten jest zasilany przez rzekę Krztynię :)

Życie jak rzeka – płynie tylko w jedną stronę
i nie da się go zawrócić…

Malownicza sceneria, przed sezonem błogi spokój, więc warto było pedałować, by chociaż chwilę posiedzieć i odpocząć nad tym zalewem. Moją radość z wyjazdu dodatkowo jeszcze spotęgował towarzyszący mi po drodze widok zachwycających rzepakowych pól :)

Tej wiosny na pstrykałam mnóstwo takich  żółto-niebiesko-zielonych zdjęć i kolejny wpis właśnie im poświęcę :)

„Życie jest dziwne. Nigdy nie wiesz, co przyniesie. Ja wiem jedno: masz marzenie, to walcz o nie, dąż do jego realizacji. Masz jedno życie, więcej mieć nie będziesz. Kiedy, jak nie teraz. Nie zwlekaj do jutra.” (A. Kucharska)

POZDRAWIAM GORĄCO :) :) :)
i spełnienia wakacyjnych marzeń życzę :)

127. Otwarcie sezonu rowerowego – Łazy, Zalew Mitręga

Gdy od rana słońce świeci
marzę, by wyjechać w plener
zabrać tylko mały plecak
i rowerem mknąć przed siebie…

Jak nie deszczowa aura pogodowa, to z kolei problemy zdrowotne i na rozpoczęcie tegorocznego sezonu rowerowego (ku mojej radości już na nowym rowerze) musiałam czekać aż do 28 kwietnia. Regularnie, co tydzień wsiadając na rower od tej pory odwiedziłam już kilka miejsc, ale teraz tu na blogu opowiem o tym pierwszym pozimowym wyjeździe. Na rozgrzewkę postanowiłam odwiedzić doskonale mi już znane i często przeze mnie odwiedzane – Łazy w powiecie zawierciańskim, a za ostateczny cel wyprawy obrałam sobie leżący pomiędzy Łazami, a Niegowonicami – Zbiornik Mitręga :)

Zanim jednak pokażę więcej zdjęć znad tego akwenu opowiem króciutko o Łazach ( ponownie, bo wspominałam już wcześniej – wpis nr. 107 Zalew Mitręga i wpis. nr. 26 Wzgórze Kromołowiec).

Łazy to miasto w województwie śląskim, w powiecie zawierciańskim, siedziba władz gminy miejsko-wiejskiej Łazy. Do 1947 r. miejscowość była siedzibą gminy Rokitno-Szlacheckie. W latach 1975-1998 miasto administracyjnie należało do woj. katowickiego. Będąc tam warto zobaczyć: zabudowania lokomotywowni z końca XIX w., parowóz Ty45 – 421, budynki fabryki materiałów ogniotrwałych z końca XIXw., drewniane budynki z końca XIX w., cmentarz wojenny – cmentarz założony w 1914 r. na os. Podlesie, kościół św. Michała Archanioła z lat 1934-1949 oraz zabytkową wieżę ciśnień :)

Tego dnia do miasta wjechałam od strony Zawiercia jadąc drogą wzdłuż torów kolejowych.

I od razu po znalezieniu się na terenie miasta – pojawia się pierwszy zabytek :)

Zbudowana w 1898 r. wieża ciśnień była obiektem zasilającym w wodę parowozy stacji rozrządowej Łazy i samą stację. Na szczycie budowli są umieszczone dwa stalowe zbiorniki, każdy o pojemności ok. 130m3, na niższych piętrach znajdowały się pomieszczenia wykorzystywane na mieszkania służbowe PKP.  Wieża ciśnień zwaną „Królewską” to taki wysoki 24 – metrowy ceglany budynek, który obecnie niestety popada w coraz większą ruinę.

Miejscowość Łazy prawdopodobnie po raz pierwszy na mapach pojawiła się około roku 1790 i była wówczas niewielkim przysiółkiem Rokitna Szlacheckiego. Swój dynamiczny rozwój zawdzięczała powstaniu linii kolejowej – Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej, którą uruchomiono w 1848 roku.

Na kolejnym zdjęciu pięknie odnowiony dworzec PKP oraz plac dworcowy w Łazach :)

Tuż obok niego można i z pewnością warto zobaczyć zabytkowy parowóz Ty45 – 421 :)

Parowóz Ty45 został skonstruowany w oparciu o ulepszoną dokumentację polskiego przedwojennego parowozu Ty37. Zmieniono przede wszystkim budkę maszynisty na zamkniętą i tender na większy, półbeczkowego kształtu, zaadaptowane z budowanych podczas wojny niemieckich lokomotyw Ty2. Produkcję rozpoczęto od 1946 w zakładach Cegielskiego (258 sztuk) i Fabloku w Chrzanowie (170 sztuk). PKP odebrała 428 lokomotyw, 20 trafiło na koleje przemysłowe. Tendry dla nich budował Pafawag. Parowóz Ty45 służył początkowo do prowadzenia ciężkich pociągów z węglem kamiennym i rudą żelaza na magistrali węglowej Śląsk-Porty. Z powodzeniem zastępował słabsze maszyny serii Ty37, a zwłaszcza Ty23. Jednakże podczas eksploatacji okazało się, iż w wielu przypadkach moc kotłowa Ty45 była niedostateczna, jak na potrzeby i możliwości posiadanej maszyny parowej. Skutkowało to spadkami ciśnienia w kotle i obniżało osiągi. Zaletą było wyposażenie części egzemplarzy w mechaniczny podajnik węgla – stoker, co ułatwiało pracę załogi. Część parowozów stacjonujących w lokomotywowniach Zajączkowo Tczewskie, Toruń i Białystok została w latach 1964-65 przystosowana do opalania mazutem. Już w 1947 roku część ciężkiej pracy przewozowej przejęły amerykańskie, bardzo dobre w ciężkiej pracy trakcyjnej maszyny Ty246. Na podstawie rozwiązań konstrukcyjnych Ty246 i wniosków płynących z eksploatacji Ty45 zbudowano serię najmocniejszych polskich parowozów Ty51. (Bogdan Pokropiński, Parowozy normalnotorowe produkcji polskiej dla PKP i przemysłu, Warszawa, WKiŁ, 1987)

Kręcąc się po mieście moją uwagę przykuły ruiny Starej Cementowni:

Polska należy do nielicznych krajów, które jako pierwsze na świecie rozpoczęły w skali przemysłowej produkcję cementu. Należy zaznaczyć, że historia przemysłu cementowego zaczyna się w okresie, kiedy ziemie polskie objęte były trzema zaborami. Pierwszą fabrykę cementu uruchomiono na ziemiach polskich w 1857 r. w Grodźcu koło Będzina. W 1872 roku na ziemiach zaboru pruskiego wybudowano mały zakład produkcji cementu w Wejherowie z piecami szybowymi, które zastąpiono w 1906 r. piecem obrotowym.
Jako trzecia, uruchomiona została na terenie zaboru rosyjskiego cementownia „Wysoka” w roku 1885 w Łazach koło Zawiercia. Produkowała ona cement metodą suchą. Początkowa produkcja cementu, wynosząca 6 tys. ton cementu na rok wzrosła do 65 tys., kiedy w roku 1892 zastąpiono dotychczasowe piece piecami nowszego typu. (Źródło informacji: http://www.polskicement.pl)

I w końcu, po przejechaniu 20 km docieram nad znajdujący się w granicach administracyjnych miasta Łazy – Zalew Mitręga :)

„Zalew Mitręga” to sztuczny zbiornik wodny o powierzchni ok. 8 ha. Pełni on funkcję rekreacyjną jako niestrzeżone kąpielisko miejskie. Przy zalewie znajduje się boisko do siatkówki plażowej, dwie wiaty oraz palenisko :)

Wspaniałe miejsce do odpoczynku i rekreacji :)

Na zbiorniku „Mitręga” organizowane są różne zawody wędkarskie :)

Oprócz imprez wędkarskich nad Zalewem Mitręga organizowane są także plenerowe imprezy kulturalne jak np. Dni Łaz :)

Obcowanie z przyrodą i przebywanie w tak pięknej scenerii wyzwala we mnie pozytywne spojrzenie na świat, więc jeszcze raz to samo ujęcie, tylko w różowej tonacji kolorystycznej :)

To miejsce zachwyca  i skłania do refleksji :)

Nad moim jeziorem czas się zatrzymał
i zrobił miejsce nowym dniom,
tu ptakiem pachnie nawet zima
i śpiewa lipa, szumi dąb

Nad moim jeziorem chodzę boso,
we mgle spowita czasem śnię,
zabieram szyszki śpiącym sosnom
i fal muzykę słyszę miłosną.

Wylana szklanka wody żywej
wypełnia noce aż po brzask
i ciągle żyję, żyję tak,
jak by miał zginąć zaraz świat.

Od nocy czarnej aż po świt,
dzień też inaczej każdy witam
i miodem płynie to co biorę
pod moim drzewem, nad jeziorem.                                                                            (Maria Krajewska – Nad moim jeziorem)

Będąc tam zawsze obchodzę ten zbiornik wkoło – i tym razem też tak było :)

Budowę tego 8,5 ha zalewu w dolinie Mitręgi rozpoczęto w 1971 roku.

Piękne, zaciszne miejsce :)

Na jeziorze fale grają
tętniąc jak Fidiasza konie,
o brzegi się odbijają
rozczesując melancholię.

W rytm muzyki Vivaldiego
księżyc smykiem gra po niebie,
pięciolinią gwiazdy płyną
wiatr w ciemnościach je kolebie.

Węgorz grubą wstęgą wije
wplecioną miedzy szuwary,
pianissimo, mezzo piano
pomrukuje szczupak stary.

Ryba łuską pobrzękuje
niesie echo topielami,
muzyka sitowiem leci,
słychać wtóry nad brzegami.
(Teresa Rutkowska-Wojciechowska – Koncert na jeziorze)

Zauroczył mnie ten zbiornik wodny, więc wygrzebałam z szuflady jeszcze kilka zdjęć zrobionych tam jesienią zeszłego roku i przy okazji pokażę :)

Latem wiadomo – tłumy, ale poza sezonem wakacyjnym, to cudowna oaza zieleni, ciszy i spokoju.

Lubię tam spacerować i uważam, że to bardzo fotogeniczne miejsce :)

Wiatr w szuwarach

gdy w twoim głosie słyszę drwinę
i krzywy uśmiech masz na twarzy
czuję się jak złodziej
schwytany we własnym sadzie
biorę niedokończony szal
myśląc z żalem
że dzierganie na drutach
ma realny wymiar
a pisanie wierszy
no cóż
to wiatr w szuwarach
(Halina Markowska Budniak)

Cudny zakątek, ale niestety już pora by zakończyć wpis :)

Nowy rower spisał się na medal, a 42 km na liczniku, to był moim zdaniem dobry początek sezonu :) Teraz już rozruszana, planuję tak jak i w poprzednich latach, raz w tygodniu  spędzać popołudnie na rowerze i zwiedzać, fotografować :) Was Wszystkich również do takiej formy aktywnego relaksu gorąco zachęcam :)

Życie jest jak jazda na rowerze.
Żeby utrzymać równowagę,
musisz się poruszać naprzód…
(Albert Einstein)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO :) :) :)

126. Andrzej Stróżecki – niepokorna dusza Jury

Z przykrością informuję, że w czwartek, 12 maja zmarł Andrzej Stróżecki – prezes Polskiego Towarzystwa Turystyczno – Krajoznawczego Oddziału w Zawierciu. Był również członkiem wojewódzkich komisji turystyki narciarskiej i pieszej, ochrony przyrody, biegów na orientację oraz członkiem Zarządu Wojewódzkiego PTTK i przewodniczącym Zespołu ds. Zagospodarowania Jury przy Zarządzie Wojewódzkim PTTK w Katowicach. W latach 2006-2010 był radnym miasta Zawiercie.

Andrzej Stróżecki posiadał wiele dyplomów i odznaczeń. Najcenniejsze z nich to Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski oraz tytuł Członka Honorowego PTTK, którym został wyróżniony jako jedyny zawiercianin w historii PTTK. Posiadał tytuły honorowego przodownika w czterech dyscyplinach turystyki: górskiej, narciarskiej i pieszej oraz biegów na orientację.

Niedawno, 1 maja podczas Zawierciańskiej Majówki u źródeł rzeki Warty został uhonorowany Statuetką „Zasłużony dla Miasta Zawiercie”. Otrzymał ją z rąk prezydenta Zawiercia – Witolda Grima. Wyróżnienie to jest wyrazem uznania dla zasług osób fizycznych, prawnych i jednostek organizacyjnych nie posiadających osobowości prawnej za działalność i zasługi dla miasta godne szczególnego uznania.

„Odkąd pamiętam Andrzej był stale obecny w zawierciańskim Oddziale PTTK. Ciągle coś organizował, ustalał, załatwiał, a przede wszystkim był obecny na jurajskich szlakach. Rajdy i wycieczki połączone z historią regionu to była prawdziwa pasja i tak jest właściwie do dziś. Andrzej Stróżecki urodził się 23.03.1937 w Zawierciu. Członkiem naszego Towarzystwa został 5.04.01957 r. wstępując do Oddziału Międzyuczelnianego w Krakowie, gdzie studiował na Wydziale Budownictwa Wodnego Politechniki Krakowskiej. W latach 1958 – 1959 działał w tym oddziale w Komisji Turystyki Górskiej. W 1959 r. pełnił funkcję z – cy kierownika obozu wędrownego w Tatrach. Po studiach w 1960 r. podjął pracę w katowickiej „Hydrobudowie – 3”. W latach 1960 – 1962 należał do Koła PTTK przy Zakładach Chemicznych w Oświęcimiu, a w okresie 1962 – 1963, pracując przy budowie zapory w Solinie do  oddziału „Bieszczady” w Lesku.
Od 23.11.1963 r. jest członkiem oddziału PTTK w Zawierciu. Od marca 1965 r. pełnił
funkcje sekretarza trzech oddziałowych komisji: turystyki pieszej, górskiej, narciarskiej. W czerwcu 1965 r. powołano do życia Klub Turystyki Pieszej „Ostańce”, którego był współzałożycielem, a od 1967 r. do chwili obecnej prezesem. Z czasem zaczął rozwijać w nim różne formy turystyki i w chwili, gdy klub zajmował się także narciarstwem, kajakarstwem, wędrówkami górskimi, krajoznawstwem i imprezami na orientację przekształcił go w Klub Turystyczny „Ostańce”, w którym byli obecni doświadczeni działacze jak i uczniowie zawierciańskich szkół. Z czasem klub stał się wiodącą jednostką zawierciańskiego oddziału. Wychowało się w nim kilka pokoleń działaczy i do dzisiaj skupia większość naszej kadry. Od kwietnia 1967 r. Andrzej wchodzi w skład Zarządu Oddziału PTTK w Zawierciu.
W latach 1970 – 1976 pełnił funkcję wiceprezesa oddziału, a w latach 1983 – 1985 i od 1996 r. do chwili obecnej był jego prezesem. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ub. wieku był członkiem wojewódzkich komisji: turystyki pieszej, narciarskiej, imprez na orientację, ochrony przyrody. W latach 1981 – 1985 był członkiem Zarządu Wojewódzkiego PTTK. W latach 1982 – 1985 był przewodniczącym Zespołu ds. Zagospodarowania Jury przy ZW PTTK w Katowicach. W 1993 r. został członkiem Prezydium Komisji Turystyki Narciarskiej ZG PTTK, a od 2001 r. pełnił funkcję wiceprzewodniczącego tej komisji, a w kolejnej kadencji jej przewodniczącego. Od 1997 r. jest wybierany do Komisji Turystyki Pieszej ZG PTTK. Mimo absorbującej działalności, w naszej organizacji przez 12 lat był prezesem Oddziału Miejskiego Ligi Ochrony Przyrody w Zawierciu, a w 1993 r. założycielem koła Polskiego Klubu Ekologicznego.
Jego, zdolności organizatorskie pozwoliły mu realizować ważne dla naszego towarzystwa przedsięwzięcia. Obok A. Wasilewskiego z Lublina był głównym organizatorem obchodów 50 – lecia PTTK na Zamku Ogrodzieniec w 2000 r., a 2006 r. ogrodzienieckiej części ogólnopolskich obchodów 100 – lecia PTK. Był komandorem Ogólnopolskiego Wysokokwalifikowanego Rajdu Pieszego „Jura 2001” i „Jura 2009”, kierownikiem trasy na XXXIV OWRP „Górny Śląsk” w 1993 r. oraz komandorem 50. Ogólnopolskiego Zlotu Przodowników Turystyki Pieszej. Od 25 lat Andrzej kieruje jedną z tras Ogólnopolskiego Rajdu Narciarskiego „Wędrówki Północy” na Suwalszczyźnie, prowadził też trasy na wrocławskim rajdzie narciarskim „Sudety”. Początkowo pasjonował się narciarstwem turystycznym na nartach zjazdowych, zostając nawet Instruktorem Narciarstwa Zjazdowego PZN, prowadził trasy na Narciarskim  Rajdzie Tatrzańskim, następnie jednak zaraził się narciarstwem śladowym, które propaguje do dzisiaj. Od 1965 r. jest głównym organizatorem Rajdu Narciarskiego Po Jurze – oczywiście na nartach śladowych.
22 lata kieruje już jedną z tras Złazu Spółdzielczości Mieszkaniowej Województwa Katowickiego ( Śląskiego).
Od lat sześćdziesiątych ub. wieku Andrzej Stróżecki jest członkiem kadry naszego towarzystwa. Posiada uprawnienia przodownika turystyki: górskiej,  pieszej, narciarskiej, imprez na orientację. W tych dyscyplinach przyznano mu również tytuły Przodownika Honorowego przy czym w INO z zaszczytnym numerem 001. Jest także Instruktorem Krajoznawstwa Polski i Instruktorem Ochrony Przyrody. Od 1993 r. posiada tytuł Zasłużonego Instruktora Krajoznawstwa. Jest przewodnikiem terenowym na woj. śląskie oraz przewodnikiem beskidzkim. Od 1982 r. jest Instruktorem Przewodnictwa oraz Instruktorem Kształcenia Kadr PTTK. Pełnił też, aż do chwili likwidacji funkcję Kierownika Grupy Rejonowej Straży Ochrony Przyrody.
Od 1965 r. Andrzej zajmuje się pracami znakarskimi w środkowej części Jury, systematycznie odnawiając znaki szlaków, drogowskazy, tablice informacyjne, jednocześnie kształcąc młodą kadrę w tym zakresie. Jest autorem drugiego pod względem ważności na Jurze szlaku niebieskiego „Warowni Jurajskich”, a także większości znakowanych szlaków w tej części Wyżyny Krakowsko – Częstochowskiej. W latach 70. ub. wieku tworzył także szlaki w Leśnym Pasie Ochronnym GOP. Dużym zainteresowaniem ze strony Andrzeja cieszyły się zawsze imprezy na orientację. Wielokrotnie uczestniczył w biegach na orientację, co zaowocowało dużymi sukcesami – kilkakrotnym zdobyciu Pucharu Weteranów w biegach na orientację i w ciągu 19. lat od 1981 do 1999 r. trzynastokrotne zdobycie pierwszego miejsca i sześciokrotne drugiego w krajowym rankingu w swojej kategorii wiekowej. Kolejną już pasją Andrzeja jest turystyka kajakowa. Od 21 lat jest on organizatorem spływów kajakowych po różnych rzekach Polski takich jak Drawa, Brda, Narew i Biebrza, Bug i San.  Od początku swojej obecności w zawierciańskim oddziale PTTK jest inspiratorem rajdów oddziałowych. Projektuje i prowadzi ich trasy. Organizuje też i odbywa rocznie 50 ogólnodostępnych wycieczek. Każdego lata organizuje obóz wędrowny dla młodzieży. Olbrzymie zaangażowanie w działalność turystyczną spowodowało brak czasu nawet na małżeństwo. Andrzej ożenił się dopiero w wieku 52 lat.
Znaczącą rolę w działalności Andrzeja odgrywają publikacje. W 1972 r. był współautorem ( z L. Galliną ) opisu szlaków ziemi zawierciańskiej, następnie jednym z autorów „100 tras dla ciebie”. W 1988 r. wyszedł wydany przez COIT Warszawa jego przewodnik „Jura krakowsko – Częstochowska”. W latach dziewięćdziesiątych jest autorem dwu przewodników „Ścieżka rowerowa” – rejon Zawiercie i rejon Dąbrowa Górnicza. Wydanych przez ZJPK, a w 1994 współautorem ( z Broniszem i Puckiem ) wydanego przez Ekograf przewodnika „Wyżyna Krakowsko – Częstochowska”. Potem aktualizował przewodnik Pascala „Jura krakowsko – Częstochowska”, był też autorem kilku lokalnych folderów. Jest autorem treści turystycznej prawie wszystkich map dotyczących Jury.  Przez wszystkie lata swojej działalności opublikował tysiące artykułów na temat turystyki i ochrony przyrody w prasie lokalnej i turystycznej – „IMT Światowid”, dawny i obecny „Gościniec”, „Na Szlaku”, „Poznaj Swój Kraj”, „Gazeta Zawierciańska – Jura”, „Dziennik Zachodni”.
Za swoją pracę społeczną na polu turystyki Andrzej Stróżecki był wielokrotnie wyróżniany i odznaczany. Już po 5 latach działalności w 1970 r. został odznaczony srebrną honorową odznaką PTTK, a w 1977 złotą. W 1975 otrzymał Brązowy Krzyż Zasługi oraz srebrną odznakę „Za zasługi dla turystyki”, a w 1981 złotą. Odznaki „Zasłużony w rozwoju woj. Katowickiego” przyznano mu w 1974 srebrną i w 1981 złotą. Również w 1981 „Krzyż Zasługi dla ZHP”. W 1998 wyróżniony został medalem „125 – lecia PTT – PTK – PTTK, a 2000 „Medalem 50 – lecia PTTK”. W roku 1989 otrzymał „Złoty Krzyż Zasługi”, a na XV Walnym Zjeździe PTTK w 2001 r. został odznaczony „Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski”. Ponadto Radio Katowice nadało mu honorowy tytuł „Jurala” zarezerwowany dla osób szczególnie zasłużonych w promocji Jury na antenie Radia Katowice.” (autor tekstu: Lesław Romanek )

Na zdjęciu poniżej Andrzej Stróżecki i Lesław Romanek.

Bogata biografia, gdyż Pan Andrzej był wspaniałym i niezwykle aktywnym człowiekiem. Rozpierała go energia, chęć życia i poznawania nowych miejsc. Swoją wiedzą imponował, a pasjami zarażał (oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu).

Cieszę się, że poznałam go osobiście. Przyjemnie było przebywać w jego towarzystwie, uczestniczyć w organizowanych przez niego wycieczkach, obozach, rajdach i wraz z nim zwiedzać oraz przemierzać różne szlaki. Ze szczególnym sentymentem wspominam wyjazdy, których celem było odnawianie szlaków turystycznych na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. I trudno mi cokolwiek więcej dodać, gdyż teraz taki smutek w sercu czuję…

Msza pogrzebowa za duszę zmarłego Andrzeja Stróżeckiego odbyła się w sobotę, 14 maja o godzinie 15:00 w kościele p.w. św. Stanisława Kostki w Zawierciu. Pochowany został na cmentarzu parafialnym w Zawierciu. Miał 79 lat.