152. Zamek Spiski (słow. Spišský Hrad) – jeden z największych kompleksów zamkowych w postaci ruin w Europie Środkowej

Witam serdecznie :) :) :) Kończąc poprzedni wpis obiecałam, że następnym razem opowiem o Zamku Spiskim, a więc obietnicy dotrzymuję i rozpoczynam moją foto opowieść z wizyty na tymże właśnie zamku 😉

Zamek Spiski znajduje się na wapiennym wzgórzu, na wysokości 634 m n.p.m. i dlatego wspaniale góruje nad okolicą :) Cały kompleks zamkowy zajmuje powierzchnię ok. 4 ha i jest jednym z największych kompleksów zamkowych w postaci ruin w Europie Środkowej :) Robi wrażenie, zachwyca i już z daleka zachęca by „zdobyć go” :)

Jadąc tam samochodem zaparkować można w Spiskim Podgrodziu na dużym, płatnym parkingu znajdującym się pomiędzy starówką a zamkiem. Można również, tak jak my to zrobiliśmy, minąć Spiskie Podgrodzie i zaraz za miejscowością skręcić w prawo (drogowskaz na Spišský hrad). Jadąc tą drogą po chwili dotarliśmy na również duży, ale bezpłatny parking. Z parkingu stromą ścieżką szybko doszliśmy pod zamkowe mury, bramą weszliśmy na jego teren, a po zakupieniu biletów mogliśmy już zwiedzać go do woli :)

Początki budowy średniowiecznego grodu na trawertynowym wzgórzu sięgają początku XII wieku. Najstarsza wzmianka pisemna o zamku pochodzi z 1120 roku. Na początku pełnił on funkcję twierdzy granicznej na północnej granicy wczesnofeudalnego państwa węgierskiego. Następnie przez kilka wieków był siedzibą żupana spiskiego, co znaczy, że stanowił centralny punkt władzy świeckiej na Spiszu.

W drugiej połowie XV wieku wykonał jego przebudowę nowy właściciel Štefan Zápoľský, który chciał tutaj stworzyć reprezentacyjną siedzibę szlachecką. W kompleksie zamkowym wybudował pałac, salę rycerską i kaplicę świętej Elżbiety. W jednej z komnat zamku urodził się jego syn Jan, który stał się później królem Węgier.

Ostatnie prace budowlane na górnym zamku wykonały rody Thurzo i Csáky.

W 1780 roku kompleks zamkowy zniszczył pożar a Zamek Spiski zamienił się z czasem w ruiny. Całkowitemu spustoszeniu zamku zapobiegli ochraniarze zabytków. W 1970 roku rozpoczęto wymagającą pod względem technicznym konserwację fortyfikacji i pałaców zagrożonych niestabilnością podłoża skalnego. (Źródło informacji: http://slovakia.travel)

Już od jakiegoś czasu chcieliśmy zwiedzić ten zamek, więc teraz z zaciekawieniem spacerowaliśmy po najstarszej części warowni, czyli tzw. górnym zamku zaglądając w niemal każdy zakamarek 😉

Może kogoś to zainteresuje, więc napiszę, że przy wejściu na zamek można wypożyczyć „Audioguide” w języku polskim, za który pobierana jest kaucja zwrotna o wartości 10 euro.

Zwiedzając kompleks zamkowy warto obejrzeć umieszczone tam ekspozycje muzealne Muzeum Spiskiego poświęcone historii zamku, broni średniowiecznej i prawu feudalnemu.

Poniżej rekonstrukcja jednej z zamkowych komnat.
Skromny, ale ładny wystrój wnętrza :)

Jest i kuchnia :) Fajnie zobaczyć jak się dawniej żyło 😉

Zwiedzając dotarliśmy i do zamkowej kaplicy – Kaplicy św. Elżbiety :)

Poniżej zbroja rycerska :) Nosić ją i walczyć w niej to było wyróżnienie, ale i wysiłek… oj dzielni ci rycerze byli, dzielni :)

A teraz uwaga!!! Żarty się skończyły – wylądowaliśmy w Izbie Tortur, gdzie znajduje się ekspozycja o nazwie „bez łaski i współczucia” 😉

Uniknęliśmy tortur ufff, więc teraz wejdziemy na zamkową wieżę :)

I już jesteśmy na tarasie widokowym zamkowej wieży i możemy podziwiać z niego całą okolicę :) Na zdjęciu widać też Pałac Romański, który na razie nie jest udostępniony do zwiedzania.

Nam aura pogodowa nie sprzyjała, ale przy dobrej pogodzie podobno można zobaczyć stąd nawet Tatry :)

Z tarasu widokowego zamkowej wieży można podziwiać okoliczne wzgórza, a także niższe partie zamku oraz jego dolny dziedziniec :)

Poniżej widać darmowy parking, na którym to zaparkowaliśmy :)

Z tarasu widokowego można zobaczyć też całe Spiskie Podgrodzie :)

Pomimo wysiłku warto było wejść na wieżę i podziwiać widoki z niej :) Teraz schodzimy z górnej części zamku, a schodząc doskonale widzimy jego niższe partie i cały dolny dziedziniec :)

I zmiana perspektywy – oglądaliśmy już z zamku dziedziniec dolny, a teraz z dziedzińca dolnego popatrzymy sobie na zamek 😉

Dolny dziedziniec zbudowany najpewniej w połowie XV wieku dawał ochronę obozującego wojska i mógł się przyczynić do ochrony dużej liczby okolicznej ludności. W jego dolnej części rzucają się w oczy fundamenty okrągłego obiektu. Była to wieża mieszkalna zbudowana w pierwszej połowie XV wieku, chroniona potężną fosą i drewnianą palisadą. Częściowo służyła jako magazyn broni. Po wybudowaniu murów dziedzińca straciła częściowo funkcję twierdzy. Po wewnętrznej stronie murów znajdowały się obiekty gospodarcze. Przez ten dziedziniec przebiega część wału grodziska puchowskiego.
(Źródło informacji: http://www.spisskyhrad.sk )

Dodatkową atrakcją tego miejsca są odbywające się latem różne imprezy historyczne i rekonstrukcyjne :)

Znajduje się tu również mała gastronomia, sklepik z pamiątkami i toalety.

Zainteresowanie budzą też armaty i podobnie jak ja, wielu turystów robi sobie przy nich sesje zdjęciowe 😉

Zamek Spiski można zwiedzać w godzinach:
Marzec, kwiecień:     Po – Nie     10.00 – 16.00
Maj – październik:     Po – Nie       9.00 – 19.00
Listopad:                    Po – Nie           10.00 – 16.00
Od grudnia do marca zamek jest zamknięty!
(Te godziny oczywiście mogą ulec zmianie, więc przed wyjazdem warto to dla pewności sprawdzić) :)

Może kogoś zainteresuje też cennik, więc udostępniam:
6 euro – dorośli
4 euro – studenci w wieku 19-26 lat oraz seniorzy (od 60 roku życia)
3 euro – dzieci w wieku 6-18 lat
dzieci do 6 lat – wstęp darmowy

Poniżej w zbliżeniu mury otaczające dolny dziedziniec i jedna z baszt obronnych :)

Wspaniała lokalizacja, dzięki której sylwetka zamku widoczna jest już z daleka i zachwyca. Z bliska przyjemne spacerowanie wśród wysokich kamiennych murów, oglądanie ciekawych wystaw muzealnych i rekonstrukcji historycznych, a także podziwianie widoków z zamkowej wieży. To wszystko sprawia, że warto udać się na słowacki Spisz, by zobaczyć i dokładnie zwiedzić malownicze ruiny Zamku Spiskiego (słow. Spišský Hrad). I ku zachęcie dodam jeszcze, że w 1993 roku w uznaniu jego znaczenia dla kultury tych ziem, został on wpisany wraz z okolicą na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Zwiedzając Zamek Spiski warto pospacerować też po pobliskim miasteczku – Spiskim Podgrodziu. Po raz pierwszy wzmiankowane w 1249 roku, prawa miejskie otrzymało w 1271 roku. W latach 1412-1769 wchodziło w skład starostwa spiskiego.

Wraz z Zamkiem Spiskim, Spiską Kapitułą i kościołem Ducha Świętego w pobliskiej miejscowości Żehra od 1993 Spiskie Podgrodzie znajduje się na liście dziedzictwa UNESCO.

Spiskie Podgrodzie (jak wskazuje nazwa) było początkowo osadą na podgrodziu Zamku Spiskiego, ale już w następnych wiekach rozwijało się niezależnie od niego.

Pohradie jest najstarszą osadą niemiecką na Spiszu, założoną przez Sasów w XII wieku za panowania Gejzy II. Do ok. 1133 kasztelania spiska miała być posagiem Judyty, córki Bolesława Krzywoustego. W średniowieczu słynęło z cechów rzemieślników, zwłaszcza sukienników i rzeźników, a w późniejszym okresie także szewców. Od 1456 miało prawo do urządzania targów, które odbywały się w czwartki aż do XX wieku. W 1667 odnotowano w mieście 16 cechów, a wyroby ze Spiskiego Podgrodzia był znane na całym Spiszu i w okolicznych krajach. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org )

Kiedyś w Spiskim Podgrodziu mieszkali liczni Niemcy (jeszcze w 1921 ok. 15%) oraz Żydzi. Obie narodowości posiadały własne świątynie i szkoły. Obecnie najliczniejsza mniejszość to Romowie.

Najważniejszymi zabytkami Spiskiego Podgrodzia są:
– rynek z XVI-wiecznym ratuszem i barokowym słupem maryjnym,
– klasycystyczny kościół katolicki Narodzenia NMP, wzniesiony na ruinach kościoła gotyckiego, z którego ocalałą wieża i portal wejściowy,
– klasycystyczny kościół ewangelicki,
– synagoga,
– zabytki Spiskiej Kapituły

I to już wszystko na dzisiaj :) Cieszę się, że mogłam zwiedzić dokładnie Zamek Spiski oraz przespacerować się uliczkami Spiskiego Podgrodzia :)

POZDRAWIAM i zachęcam do czytania mojego kolejnego wpisu, w którym planuję opowiedzieć o jeszcze jednym słowackim zamczysku :) Nazwy na razie nie zdradzam, ale obiecuję, że będzie równie ciekawie 😉 :) :) 

151. Zamek w Kieżmarku

Wędrówkę w Słowackim Raju już zakończyliśmy (poprzedni wpis), ale kraju naszych południowych sąsiadów jeszcze nie opuszczamy, gdyż chciałabym pokazać tu kilka ciekawych zamków leżących na tych właśnie terenach, a które to podczas zeszłorocznych wakacji udało mi się zwiedzić :)

Jako pierwszy przedstawiam zespół zamkowy usytuowany w mieście Kieżmark na Spiszu, w północnej Słowacji. Należy on do kategorii tzw. zamków miejskich, sytuowanych na terenach miast, połączonych z nimi murami w jeden system obronny i mających w znaczący sposób podnosić obronność tych ośrodków miejskich. W przypadku Kieżmarku jednak to właściciele zamku przez długie lata należeli do największych wrogów miasta, które chcieli pozbawić lukratywnych przywilejów wolnego miasta królewskiego i zepchnąć do rangi miasta prywatnego.

Początki dziejów kieżmarskiego zamku wiążą się z węgierskim rodem Zápolyów, którzy w XV w. stali się właścicielami dawnej osady skupionej wokół kościoła św. Elżbiety w widłach Popradu i Ľubicy. Prace budowlane rozpoczęły się w 1465 r., kiedy Emeryk Zápolya został żupanem Spisza. Jako pierwsza – jeszcze w tym samym roku – powstała wieża bramna. W następnych latach wzniesiono mury obronne, które połączono z istniejącymi już wówczas murami miejskimi. W ten sposób zamek uzyskał w przybliżeniu swój obecny kształt na rzucie nieregularnej elipsy. Wewnątrz, wzdłuż murów obronnych, powstały budowle mieszkalne i gospodarcze, w tym gotycki pałac. Do ich budowy użyto m.in. materiałów z rozebranego wówczas kościoła św. Elżbiety. System fortyfikacji został uzupełniony wieżą obronną po stronie północno-zachodniej, w której obecnie znajduje się kaplica. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org )

Na drugim zdjęciu wieża bramna zamku w Kieżmarku :)
Odrestaurowana pięknie się prezentuje i zachęca by wejść do środka 😉

Teraźniejszy, w większości renesansowy wizerunek zamek Kežmarok otrzymał po długotrwałej, kilkuetapowej przebudowie w latach 1572-1624. Pozostałe rekonstrukcje finansowali członkowie rodu Thököly, którzy do Kežmarku ściągnęli włoskich kamieniarzy, murarzy i malarzy, aby przerobili gród obronny na reprezentacyjną siedzibę rodzinną. Budynki na dziedzińcu otrzymały renesansowe arkady, pompatyczne sale na piętrze – ozdoby w postaci naściennych malowideł a wnętrze kaplicy zamkowej zostało odnowione w stylu wczesnego baroku. (Źródło informacji: http://slovakia.travel)

Ładny zamek i zadbany dziedziniec, więc jak widać turystów zwiedzających to miejsce nie brakuje :)

Zamek ten zasłynął historycznym wyczynem damy Beaty Laski, która w 1565 roku wyruszyła w towarzystwie kilku mieszczan z Keżmarku na wycieczkę do niedalekich gór Śnieżnych, dziś nazywanych Tatrami. Kiedy księżna po trzech dniach wróciła znad stawu Zelené pleso do domu, rozgniewany małżonek pan Albert Laský za karę uwięził ją w wieży zamkowej, gdzie w okropnych warunkach trzymał ją przez długich sześć lat. Jedynym zmiłowaniem dla nieszczęsnej księżnej były dwa małe okna, jedno z widokiem na umiłowane góry Śnieżne, drugie na podawane jedzenie. (Źródło informacji: http://slovakia.travel)

Trzy dni radości i sześć lat więzienia… kara nie adekwatna do przewinienia, oj smutny los spotkał księżną za jej umiłowanie gór, biedna kobieta… :(

W 1931 roku w części kompleksu zamkowego otworzono pierwsze ekspozycje muzeum regionalnego. Po generalnym remoncie zamku w latach  1962 – 1985 zbiory muzealne poszerzyły się, a aktualnie zwiedzający mogą sobie obejrzeć kilka ekspozycji, a latem także przedstawienia teatralne podczas nocnego zwiedzania grodu.

Sal muzealnych zamku w Kieżmarku już nie zwiedzaliśmy, a zamiast tego udaliśmy się do Żehry (słow. Žehra, jedna z najstarszych miejscowości na Spiszu), by dokładnie zwiedzić Zamek Spiski (słow. Spišský Hrad) :)

Jedno zdjęcie na zachętę, a dokładniej opowiem o nim następnym razem w o wiele dłuższym niż ten wpisie :)

POZDRAWIAM już z wielką niecierpliwością na wiosenne ocieplenie czekając :)

150. Słowacki Raj (słow. Slovenský raj) – pętla przez Wąwóz Suchá Belá i Kláštorisko

Witam :) :) :) Planując letnie górskie wędrowanie zawsze staram się by było ciekawie i różnorodnie. Tak było i w zeszłym roku gdy wędrowaliśmy po polskich Tatrach Wysokich – wpis nr.146. Przełęcz Krzyżne (2112 m n.p.m.), po słowackich Tatrach Wysokich – wpis nr.147. Schronisko Téryego (słow. Téryho chata, Térynka), po polskich Tatrach Zachodnich – wpis nr.148. Przez Dolinę Kondratową na Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.) oraz po słowackich Tatrach Zachodnich – wpis nr. 149. Goły Wierch (słow. Holý vrch, 1723 m n.p.m.). Oprócz tatrzańskiego wędrowania dla odmiany i by poszerzyć naszą znajomość gór odwiedziliśmy również znany nam do tej pory tylko z nazwy, zdjęć i opowieści – Słowacki Raj. Było ciekawie i bardzo ekscytująco, więc z przyjemnością wspominam tą eskapadę :)

Słowacki Raj (słow. Slovenský raj) to położony na terenie powiatów popradzkiego, spiskonowowiejskiego i rożniawskiego krasowy płaskowyż o średniej wysokości od 800 do 1000 m, będący częścią Słowackich Rudaw (słow. Slovenské rudohorie).

Na terenie Słowackiego Raju istnieją liczne znakowane szlaki turystyczne – piesze i rowerowe. Szczególnie ciekawymi miejscami są wąwozy o wysokich, prawie pionowych ścianach, zwane po słowacku roklinami, w których potoki (niektóre okresowe) utworzyły liczne progi skalne, wodospady i marmity. Różnice poziomów pomiędzy górnymi a dolnymi wylotami tych wąwozów wynoszą od 180 do 470 m. Najbardziej znane rokliny Słowackiego Raju to Veľký Kyseľ, Malý Kyseľ, Veľký Sokol, Malý Sokol, Kláštorská roklina, Stratenský kaňon, Kamenné vráta, Piecky, Suchá Belá i Zejmarská roklina. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org )

My, będąc tam po raz pierwszy postanowiliśmy przejść się z Podlesoka wąwozem Suchá Belá i teraz kilka kadrów z tej ekscytującej i niezapomnianej trasy pokażę :)

Zielony szlak biegnący wąwozem Suchá Belá jest jednokierunkowy i bardzo dobrze, bo jego popularność oraz duża liczba kładek, drabinek oraz wąskich przejść sprawia, że ominięcie turystów wędrujących z naprzeciwka byłoby bardzo trudne. Podobno w sezonie przechodzi go dziennie średnio po 1000 osób :)

Wędrówka rozpoczęła się niewinnie. Zgrabnie omijając powalone drzewa, szliśmy po warstwie żwiru i kamieni. Szybko jednak pojawiły się pierwsze drewniane kładki. Pokonanie ich byłoby łatwym zadaniem, gdyby nie fakt, że były one mokre i śliskie, a miejscami nawet uszkodzone. Trzeba było więc bardzo uważać, by nie wywinąć tam orła, tym bardziej, że tego dnia nie można było zakupić ubezpieczenia :)

Długość szlaku wynosi 4 km, ale pokonuje się go powoli (ok. 2 – 2,5 godz). Od czasu do czasu robią się też korki, gdy mniej sprawni turyści mają problemy z pokonaniem trudniejszych fragmentów z drabinkami, mostkami, łańcuchami i klamrami.

Drabinki najczęściej stawiane są przy wodospadach, których w wąwozie Suchá Belá jest aż pięć: Misové vodopády, Okienkový vodopád, Korytový vodopád, Bočný vodopád oraz Kaskáda.

Na mnie największe wrażenie zrobił Misowy Wodospad (słow. Misové vodopády) i odcinek wąwozu przy nim 😉

Wąwóz Suchá Belá znajduje się na terenie Parku Narodowego Słowacki Raj i w całości objęty jest rezerwatem przyrody Suchá Belá.

Kolejne zdjęcie zostało zrobione na odcinku pomiędzy Wodospadem Okienkowym  a Korytowym. Od tego skalnego okienka prawdopodobnie wywodzi się nazwa – Okienny Wodospad (słow. Okienkový vodopád)  :)

A na następnym zdjęciu widzimy Korytowy Wodospad (słow. Korytový vodopád) :) Jego nazwa pochodzi od wyżłobionego w skale koryta, którym to właśnie spływa woda.

Wąwóz Suchá Belá to jedno z najciekawszych miejsc, jakie do tej pory miałam możliwość odwiedzić. Polecam go szczególnie osobom, które lubią klimat skał, wąwozów i spływających wodospadów oraz ekscytują się pokonując liczne drabiny, łańcuchy, klamry czy mostki. Słowacki Raj polecam osobom, które uwielbiają, gdy w ich organizmie zwiększa się poziom adrenaliny. Odradzam natomiast osobom, które mają lęk wysokości i zaburzenia równowagi.

Z wąwozu wyszliśmy na asfaltową, leśną drogę, która jest zamknięta dla ruchu samochodowego. Po kolejnych 5 minutach doszliśmy do polany, na której znajduje się rozwidlenie szlaków i stąd można szybko zejść ponownie do Podlesoka. My jednak zgodnie z wcześniejszym planem, idąc najpierw żółtym szlakiem łącznikowym, a później czerwonym dotarliśmy do Klástoriska :)

Klástorisko to rozległa polana w centrum Słowackiego Raju na wypłaszczeniu między Przełomem Hornadu, a wąwozem Kyseľ, na wysokości 770 m n.p.m. To jedyny ośrodek turystyczny w Słowackim Raju, a więc skupia całą obsługę ruchu turystycznego na tym obszarze :)

Na polanie Kláštorisko znajdują się ruiny klasztoru kartuzów z przełomu XIII i XIV stulecia. W przeszłości znajdowała się tam osada zakonna, istniał też mały gród określany w dokumentach jako castrum Lethon („zamek letański”). Podczas najazdu tatarskiego w 1241 był schronieniem mieszkańców okolicznych wiosek, stąd nazwano później okolicę Lapis Refugii („Skała schronienia”). Później gród przejęli kartuzi, którzy wybudowali tam swój klasztor (ok. 1307). W XV wieku klasztor zniszczyli husyci, ale zdołano go odbudować. Położenie klasztoru, z dala od innych siedzib ludzkich, sprawiło, że obiekt ten co jakiś czas padał ofiarą napadów rabunkowych. Ostatecznie w lipcu 1543 na polecenie władz biskupich ze Spiskiej Kapituły klasztor zniszczono, a zakonnicy przenieśli się do Czerwonego Klasztoru, gdzie również mieli swoją siedzibę. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org )

Ciekawa historia klasztoru, piękne miejsce… Kartuzi cenili sobie estetyczną strony życia, lubili izolować się od świata oraz piękne widoki sprzyjające kontemplacji i dlatego właśnie zakładali klasztory zazwyczaj na górskich szczytach.

W ruinach tego klasztoru prowadzone są obecnie badania archeologiczne i wyczytałam, że  planuje się również jego odbudowę :)

Obok ruin klasztoru znajdują się ruiny dawnej kaplicy :)

Nie wiem kto wykonał  umieszczone tam postacie z drzewa, ale z pewnością miał wyobraźnię i zmysł artystyczny, bo wspaniale wkomponowały się w otoczenie :)

I jeszcze raz pozostałości dawnej kaplicy na polanie Kláštorisko :)

Oprócz ruin kaplicy i ruin klasztoru kartuzów z przełomu XIII i XIV wieku na polanie Kláštorisko można również zobaczyć symboliczny cmentarz. Powstał on w 2010 roku i poświęcony jest ofiarom Słowackiego Raju oraz ludziom związanym z tym terenem.

Pamięć jest ważna, więc dobrze, że o tym pomyślano.

Powyżej ruin i cmentarza, na sporej polanie znajduje się kilka domków drewnianych, które niegdyś służyły turystom.

Skoro pokazuję wszystkie atrakcje polany Kláštorisko, to muszę również pokazać znajdujące się tam schronisko – jedyne na terenie Słowackiego Raju :)

W 1922 r. oddział Karpathenvereinu ze Spiskiej Nowej Wsi wybudował pierwsze, dość prymitywne schronisko na Klasztorzysku, nazwane następnie schroniskiem Béli Hajtsa. W krótkim czasie Klasztorzysko stało się głównym ośrodkiem ruchu turystycznego w Słowackim Raju. 16 maja 1926 r. przy udziale delegacji turystów z całej Czechosłowacji i wielu mieszkańców okolicznych miejscowości położony został na Klasztorzysku kamień węgielny pod nowe schronisko górskie KČST, które zostało oddane do użytku pod koniec 1929 r. Spłonęło ono podczas słowackiego powstania narodowego 14 października 1944 r., ostrzelane przez hitlerowców. Odbudowano je po wojnie. Dzisiaj znajduje się tam także dyżurka ratowników Horskej záchrannej služby – słowackiej górskiej służby ratowniczej (słowacki odpowiednik TOPR/GOPR) oraz węzeł szlaków turystycznych.
(Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org )

Na zdjęciu, przed schroniskiem widać rowery, a to dlatego, że cieszą się one tam sporym zainteresowaniem. Do Kláštoriska można dotrzeć tylko pieszo lub właśnie rowerem. Niektórzy turyści dzięki rowerom w ciągu jednego dnia zaliczają dwa, a nawet trzy wąwozy jednokierunkowe idąc nimi w górę, a po przejściu w dół zjeżdżając rowerem. My jednak woleliśmy delektować się tylko jednym wąwozem i pieszą wędrówką :) Z Kláštoriska do Podlesoka schodziliśmy najpierw szlakiem zielonym, później żółtym, a na koniec jeszcze czerwonym 😉

Podsumowując trasa:
Podlesok – Wąwóz Suchá Belá – Klástorisko – Podlesok

Naszą „rajską” przygodę rozpoczęliśmy na parkingu w Podlesoku i robiąc bardzo fajną pętelkę po kilku godzinach w tym samym miejscu zakończyliśmy. Trasa bardzo interesująca, momentami niebezpieczna i wymagająca sporej zręczności, ale po przejściu jej satysfakcja murowana, a wrażenia niezapomniane :) Cieszę się, że udało nam się bezkolizyjnie ją przejść i mam nadzieję, że do Słowackiego Raju jeszcze kiedyś powrócimy by poznać i inne atrakcje tej niezwykłej krainy.

POZDRAWIAM CIEPLUTKO :) :) :)

149. Goły Wierch (słow. Holý vrch, 1723 m m n.p.m.)

Witam serdecznie :) :) :) Nowy Rok zawitał już, a ja nadal wspominam zeszłoroczne tatrzańskie wędrowanie 😉

Tego dnia udaliśmy się do Doliny Żarskiej w słowackich Tatrach Zachodnich i szlakiem żółtym pragnęliśmy zdobyć Baraniec (słow. Baranec, Veľký vrch) – trzeci co do wysokości szczyt Tatr Zachodnich :)

Nasze podejście (jak już wspomniałam) rozpoczęliśmy u wylotu Doliny Żarskiej, ale nie wchodząc w jej obszar. Obierając szlak żółty odbiliśmy w prawo, w wąską asfaltową drogę, a po mniej więcej 5 minutach opuściliśmy ją skręcając w lewo leśną ścieżką. Przez kolejne 2 godziny, najpierw lasem, a później idąc wśród kosodrzewiny mozolnie podchodziliśmy stromo pod górę lewym ramieniem grani opadającej z Gołego Wierchu, które zwane jest Starą Stawką (słow. Stará Stávka).

Na szczyt Gołego Wierchu (słow. Holý vrch, 1723 m m n.p.m.) dotarliśmy już nieco zmęczeni, ale mimo wszystko zadowoleni. Znajduje się tam rozdroże szlaków, gdyż z prawej strony dochodzi ścieżka znakowana na niebiesko, która prowadzi z dołu prawym (wschodnim) ramieniem Gołego Wierchu.

Słowacka tabliczka informacyjna podaje wysokość tego miejsca na 1715 m n.p.m., gdyż rozdroże znajduje się nieco poniżej szczytu Gołego Wierchu 😉

Obecnie Goły Wierch jest całkowicie zalesiony (tylko wierzchołkowe partie porasta kosodrzewina), jednak dawniej musiał być trawiasty, gdyż Gołymi Wierchami nazywano bezleśne, trawiaste wierzchołki gór. Pasterstwo w tym rejonie miało wielowiekową tradycję i było bardzo intensywne. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org/)

Pogoda tego dnia była niepewna, a po opuszczeniu Gołego Wierchu (słow. Holý vrch) nadciągnęły czarne chmury i widoczność straciła się. Na szczyt Barańca wchodziliśmy więc w takich oto warunkach pogodowych :(

Pomimo niesprzyjającej aury i braku widoczności dzielnie jednak szliśmy ku szczytowi, ale niestety, tym razem nie udało nam się go zdobyć. Dosłownie 15 minut przed szczytem Barańca rozpętała się bardzo gwałtowna burza z piorunami i jedyne co mogliśmy zrobić w tej sytuacji, to jak najszybciej uciekać z grani :(

Szkoda, bo przy dobrej pogodzie z Barańca roztacza się piękna panorama na grań główną od Rohaczy po Banówkę, Otargańce i praktycznie cały Liptów. Widoczny jest również masyw Bystrej, Krywań oraz inne szczyty należące do Tatr Wysokich. Po wielu latach chciałam to sobie przypomnieć, a synom po raz pierwszy pokazać, ale niestety – tego dnia mogliśmy podziwiać jedynie nasze przemoczone buty 😉

Co się odwlecze, to nie uciecze i dlatego czując pewien niedosyt już teraz myślę, by w przyszłym roku ponownie zaatakować Baraniec lub zrobić jakąś inną trasę w tym regionie słowackich Tatr Zachodnich :)

Podsumowując trasa:
Parking u wylotu Doliny Żarskiej (słow. Žiarska dolina) – Stara Stawka (słow. Stará Stávka) – Goły Wierch (słow. Holý vrch, 1715 m n.p.m.) – powrót tą sama trasą – Parking u wylotu Doliny Żarskiej (słow. Žiarska dolina)

Króciutki wpis, mało zdjęć, ale za to zapadająca w pamięć i bardzo emocjonująca wędrówka, która niestety, ale ze względu na załamanie pogody w Tatrach była dla nas już pożegnaniem z nimi. Z ciekawym, wakacyjnym zwiedzaniem jednak jeszcze nie pożegnaliśmy się, więc zapraszam do czytania moich kolejnych wpisów :)

POZDRAWIAM SERDECZNIE :) :) :)
pozytywnie patrzmy w przyszłość i niech nam Wszystkim zawsze szczęście dopisuje 😉

148. Przez Dolinę Kondratową na Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.)

Witam :) Kolejne sierpniowe, tatrzańskie wędrowanie rozpoczęliśmy w Kuźnicach, a punktem docelowym tego dnia było zdobycie Kasprowego Wierchu od strony Przełęczy pod Kopą Kondracką. Idąc z Kuźnic szlakiem niebieskim, brukowaną granitowymi kamieniami (tzw. „kocie łby”) Drogą Brata Alberta, po 35 minutach dotarliśmy do Kalatówek :)

Hotel górski PTTK Kalatówki znajduje się nieopodal Zakopanego, już na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego, na wysokości 1198 m n.p.m., w Dolinie Bystrej.
Kalatówki zostały zbudowane w okresie międzywojennym w 1938 roku w rekordowo krótkim czasie 150 dni i od początku swego istnienia stanowią ważny punkt dla narciarzy i turystów. Obecnie hotel dysponuje 44 pokojami 1, 2, 3, 5 osobowymi z umywalkami bądź łazienkami oraz apartamentami.  W hotelu jest restauracja, dwie kawiarnie, siłownia, sauna, wypożyczalnia sprzętu narciarskiego. Obok, na polanie Kalatówki zimą czynne są dwa wyciągi narciarskie Kalatówki.

Po kolejnych 35 minutach wędrówki jesteśmy już na Polanie Kondratowej i możemy odpoczywać u stóp masywu Giewontu w schronisku PTTK na Hali Kondratowej im. Władysława Krygowskiego :)

Schronisko to znajduje się na wysokości 1333 m n.p.m., na terenie byłej Hali Kondratowej. Jest to najmniejsze schronisko polskich Tatr (600 m³), dysponujące 20 miejscami w pokojach 6- i 8-osobowych. Zarządzane jest przez PTTK. Kierowaniem schroniska w latach 1947–80 zajmował się Stanisław Skupień, narciarz i olimpijczyk. Od 2003 r. jego obowiązki przejął syn – Andrzej Skupień, po którego śmierci schroniskiem zarządza jego siostrzenica.

Schronisko PTTK na Hali Kondratowej jest doskonałą bazą wypadową na Giewont lub na Czerwone Wierchy. Można z niego powędrować również (tak jak my to uczyniliśmy) na Kasprowy Wierch :)

Opuściliśmy schronisko i jesteśmy już w Dolinie Kondratowej. Zielonym szlakiem powoli podążamy, by najpierw osiągnąć Przełęcz pod Kopą Kondracką, a odwracając się takie oto widoki możemy podziwiać – masyw Giewontu jak widać wspaniale góruje nad doliną :)

Na zdjęciu był jeden niewielki, ale na południowo-wschodnich zboczach doliny znajdują się i ogromne głazy, które oderwały się od ścian Giewontu i stoczyły w dół. W 1953 r. jeden z nich, ważący ok. 30 ton, uderzył w ścianę schroniska.

Dolina Kondratowa to malownicza dolina w Tatrach Zachodnich, stanowiąca zachodnie odgałęzienie Doliny Bystrej.
Większą część doliny budują skały wapienne. Rozwinięte w nich zjawiska krasowe powodują, że dolina jest sucha. Woda płynie podziemnymi wypływami i wypływa nagle w postaci Wywierzyska Bystrej.
Dno doliny jest stosunkowo płaskie, gdyż w przeszłości było dnem stawu utworzonego przez morenę polodowcową.

Wiele lat temu Dolina Kondratowa była wypasana, a jej pasterskie tereny nazywano Halą Kondratową. Prawo do wypasania przechodziło w wyniku dziedziczenia na mieszkańców okolicznych wsi. Wypasu zaprzestano w momencie, gdy hala przeszła w posiadanie Tatrzańskiego Parku Narodowego. Nadmierny wypas niszczył, bowiem Tatry i szkodził przyrodzie, jednak jego zaprzestanie skutkowało zarastaniem hali. Obecnie duża jej część zarosła już lasem i kosówką. (Źródło informacji: http://natatry.pl )

Cały „obraz” i klimat doliny dobrze oddają słowa Tadeusza Zwolińskiego, który pisał o niej w roku 1948 tak: „Hala Kondratowa… Ileż wspomnień wiąże się dla nas, taterników i narciarzy, z tym uroczym zakątkiem tatrzańskim, drzemiącym w upalne dni lata w promieniach słońca, w usypiającym podźwięku i „turlikaniu” dzwonków owczych i krowich. Jest i była to od lat niepamiętnych brama wypadowa rozlicznych szlaków turystycznych – na Giewont, w Czerwone Wierchy, w puste, dalekie doliny Tatr Zachodnich… Tu stawiało pierwsze swe kroki przed 40 laty – narciarstwo polskie, ogarniające dziś żywiołowym ruchem całe młode nasze pokolenie… Dlatego też Hala Kondratowa miła jest sercu każdego miłośnika Tatr – zarówno pamiętającego ją od lat dziecinnych Zakopianina – jak i przybysza ze stron dolinnych”. (Źródło informacji: http://natatry.pl )

Memu sercu również miłą się stała :)

Wyczytałam w internecie, więc dodam tu jeszcze jako ciekawostkę informację iż niegdyś na Hali Kondratowej istniała skocznia narciarska. Obiekt miał drewniany rozbieg oraz naturalny zeskok. Obok stała rezerwowa skocznia – zbudowana ze śniegu. Wykorzystywano ją, gdy warunki nie sprzyjały skakaniu z większej skoczni. W roku 1936 odbyły się tutaj Mistrzostwa Polski w skokach, w których zwycięstwo odniósł Stanisław Marusarz. Skocznia była też miejscem treningów przed Igrzyskami Olimpijskimi w Cortina d’Amprezzo. Obecnie po skoczniach nie ma nawet śladu. (Źródło informacji: http://natatry.pl )

I jesteśmy już prawie na Przełęczy pod Kopą Kondracką… odwracając się możemy podziwiać całą przebytą trasę aż od małego schroniska, czyli Schroniska PTTK na Hali Kondratowej :)

Niewielki już wysiłek i dotarliśmy na Przełęcz pod Kopą Kondracką, na wysokość 1863 m n.p.m. :)

Przełęcz ta znajduje się w głównym grzbiecie Tatr pomiędzy Kopą Kondracką (2005 m n.p.m.) a Suchym Wierchem Kondrackim (1890 m n.p.m.). Przez przełęcz jak i przez wspomniane szczyty biegnie granica polsko-słowacka.
Z szerokiego siodła przełęczy można podziwiać Kopę Kondracką, Giewont oraz rozległe widoki na Tatry Wysokie.

Na zdjęciu widzimy masyw Giewontu, stąd do „Śpiącego Rycerza” jest blisko :)

Przełęcz pod Kopą Kondracką to rozległe siodło o zaokrąglonym grzbiecie. Podobnie jak i szczyty Czerwonych Wierchów porośnięte jest niską murawą, w której dominuje sit skucina.

Poniżej widok z przełęczy na Kopę Kondracką (2005 m n.p.m.) :)

Odpoczęliśmy już na Przełęczy pod Kopą Kondracką, a teraz przed nami bardzo widokowa trasa od Przełęczy pod Kopą Kondracką główną granią Tatr aż na Kasprowy Wierch.

Na następnym zdjęciu widok w kierunku Goryczkowej Czuby i Kasprowego Wierchu, w tle panorama Tatr Wysokich z dominującą Świnicą :)

„Kiedy jestem w górach nie istnieje świat zewnętrzny, zgiełk i pośpiech Jest tylko natura i życie razem z jej rytmem. Ktoś może powiedzieć, że to tylko mój wymysł, bo przed życiem się nie ucieknie. Zależy kto co nazywa życiem.” (Piotr Morawski)

Idziemy granią w kierunku Kasprowego Wierchu i Tatr Wysokich, a za naszymi plecami wspaniała panorama Tatr Zachodnich z Czerwonymi Wierchami :)

Nazwa Czerwonych Wierchów pochodzi od czerwono-brązowej barwy ich stoków, jaką nadaje im roślina o nazwie sit skucina, która jesienią, a często już w połowie lata przebarwia się na czerwono 😉

„Szczyt góry zmusza do podniesienia wzroku. Jest jakby palcem wskazującym na niebo, odsyła do zenitu, a więc do światła, do niedostępności, do transcendencji w stosunku do horyzontu w jakim poruszamy się na co dzień. Góra wraz ze swym szczytem niemal przeszywającym niebo, odwzorowuje wyprostowaną postawę człowieka, który podniósł się z nicości ziemi. Jest pewnego rodzaju symbolem zwycięstwa nad siłą ciążenia.” (Gianfranco Ravasi)

Dalsza droga biegnąca granią wzdłuż granicy polsko-słowackiej to mieszanka podejść i zejść. Strona polska cechuje się przepaścistością, dużą ilością urwisk i jest o wiele bardziej stroma niż porośnięta trawą część słowacka, która wydaje się łagodniejsza. Momentami grań robiła się bardzo wąska, a teren opadał niemal pionowo co gwarantowało ciekawe przeżycia. Znalazło się też kilka fragmentów, w których wypadało użyć rąk aby zejść czy podejść po skałach.

Widoki wspaniałe, przyjemnie się szło, ale góry znowu pokazały nam kto tu rządzi, bo dosłownie 15 minut przed szczytem Kasprowego Wierchu dogoniła nas burza, która już wcześniej szalała za naszymi placami w Tatrach Zachodnich. Schowałam więc aparat, powkładaliśmy płaszcze przeciwdeszczowe i na szóstym biegu, z trudem łapiąc już oddech uciekaliśmy by schować się bezpiecznie w budynku górnej stacji kolejki na Kasprowym Wierchu. To było na szczęście tylko chwilowe oberwanie chmur, bo po 20 minutach oczekiwania znowu słonko wyszło i mogliśmy wyjść z naszego ukrycia i nie martwić się już o schodzenie w dół.

Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.), który tym razem tak niemiło powitał nas, góruje nad trzema dolinami walnymi: Doliną Bystrej i Doliną Suchej Wody Gąsienicowej po stronie polskiej oraz Doliną Cichą po stronie słowackiej.

W 1938 roku zbudowano na jego szczycie Wysokogórskie Obserwatorium Meteorologiczne Kasprowy Wierch. Projektantami byli Aleksander Kodelski i Anna Kodelska. Od 1945 r. jest to najwyżej położony budynek w Polsce, obecnie Obserwatorium Meteorologiczne IMGW.

Nazwa Kasprowy Wierch pochodzi od leżącej u podnóży szczytu Hali Kasprowej, a ta z kolei według podań ludowych od imienia lub przezwiska jej właściciela – górala Kaspra.

Tuż poniżej wydłużonego wierzchołka Kasprowego Wierchu, na wysokości 1959 m n.p.m. stoi budynek górnej stacji kolejki w którym znajduje się bar, restauracja, kiosk, poczekalnia dla czekających na zjazd kolejką, przechowalnia nart, WC oraz zimowa stacja TOPR :)

Kasprowy Wierch należy do tzw. wyspy krystalicznej Goryczkowej i dlatego mimo położenia w młodszej części Tatr zbudowanej ze skał osadowych, zbudowany jest ze skał krystalicznych (granodioryty i pegmatyty).

Z Kasprowego Wierchu możemy zjechać do Kuźnic kolejką, ale możemy również zejść zielonym szlakiem do Kuźnic (ok. 2 godz.), żółtym na Halę Gąsienicową (ok. 1 godz.) lub kontynuować wędrówkę granią w kierunku Świnicy (na szczyt 1 godz. 50 min).

Na kolejnym zdjęciu majestatyczna Świnica (2301 m n.p.m.) podziwiana z Kasprowego Wierchu, a w dole stawy w Dolinie Gąsienicowej oraz ścieżka, którą biegnie wspomniany szlak żółty na Halę Gąsienicową :)

My z Kasprowego Wierchu do Kuźnic schodziliśmy szlakiem zielonym przez Myślenickie Turnie. Ponieważ szlak ten biegnie serpentynami bezpośrednio pod trasą kolejki linowej, nad naszymi głowami kilkakrotnie oglądaliśmy jej wagoniki 😉

Jedni wchodzą szlakami, a inni wjeżdżają i zjeżdżają kolejką… Kasprowy Wierch cieszy się powodzeniem i jest najbardziej obleganym szczytem w Tatrach :)

„Chłodna uroda gór, ostra linia skał, ciemne doliny, lasy, a dalej za kryształową taflą powietrza strome dachy maleńkich domków płynące na falującym morzu Podhala”
(K. Zyskowska-Ignaciak)

Podsumowując trasa:
Kuźnice – Hotel górski PTTK Kalatówki – Schronisku PTTK na Hali Kondratowej im. Władysława Krygowskiego – Dolina Kondratowa – Przełęcz pod Kopą Kondracką (1863 m n.p.m.) – Goryczkowa Czuba (1913 m n.p.m.) – Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.) – Kuźnice

Myślę, że trasa ta jest świetnym pomysłem na spędzenie letniego pogodnego dnia, a dla bardziej ambitnych piechurów może stanowić doskonałą rozgrzewkę przed bardziej wymagającymi tatrzańskimi wyprawami 😉
 
POZDRAWIAM i życzę Wszystkim by nadchodzące święta Bożego Narodzenia
były radosne, miłe i zdrowe, a Nowy Rok przyniósł spełnienie najskrytszych marzeń i realizację wszelkich planów :) :) :)

147. Schronisko Téryego (słow. Téryho chata, Térynka)

Witam i zapraszam do kolejnej wysokogórskiej wędrówki :) :) :)
Z słowackiego Hrebienka (1285 m n.p.m.) wędrowaliśmy już do Doliny Wielickiej, na Sławkowski Szczyt (Slavkovský štít, 2452 m n.p.m.), a także Doliną Staroleśną do Zbójnickiej Chaty. W tym roku udało nam się przejść kolejny szlak w tym regionie słowackich Tatr Wysokich, a jego celem było tym razem Schronisko Téryego (słow. Téryho chata) w Dolinie Pięciu Stawów Spiskich. Zanim tam jednak dojdziemy i pokażę to miejsce – foto relacja z całej trasy :)

Samochód zaparkowaliśmy w Starym Smokowcu na naszym ulubionym parkingu przy dolnej stacji kolejki na Hrebienok. By zaoszczędzić trochę czasu i sił na Hrebienok wjechaliśmy doskonale nam już znaną kolejką :)

Piesze wędrowanie rozpoczęliśmy więc tego dnia dopiero na Hrebienoku, już na wysokości 1285 m n.p.m.

Początkowo szliśmy szlakiem czerwonym, tzw. „Magistralą Tatrzańską”. Ponieważ ta szeroka ścieżka ułożona z dużych kamieni wznosi się bardzo powoli, pokonaliśmy ją szybko i bez wysiłku.

Po półgodzinnym marszu doszliśmy do wodospadu zwanego obecnie Olbrzymim Wodospadem (słow. Obrovský vodopád). Dawniej nazywany był też Wodospadem Obrowskim lub Wielkim. Jest to dwudziestometrowa struga wody, spadająca pionowo pomiędzy skałami, a na dole leży ogromny głaz. Wodospad oglądać można bardzo wygodnie, z mostka przerzuconego tuż przed nim.

Na kolejnym zdjęciu wśród zieleni widzimy pierwsze odwiedzone tego dnia schronisko – Schronisko Zamkovskiego (słow. Zamkovského chata, Zamka). To tatrzańskie schronisko położone jest na wysokości 1475 m n.p.m. w Dolinie Małej Zimnej Wody (Malá Studená dolina) :) Dla wielu turystów bywa ono celem wędrowania – dla nas tym razem było tylko etapem pośrednim 😉

Po odpoczynku w Schronisku Zamkovskiego udaliśmy się szlakiem zielonym w górę Doliny Małej Zimnej Wody (słow. Malá Studená dolina) do Schroniska Téryego. Czas przejścia od Schroniska Zamkovskiego do Schroniska Téryego: 1:45 h, ↓ 1:20 h. Dnem tej doliny płynie potok Mała Zimna Woda (słow. Malý Studený potok) :)

Dolne piętro doliny porośnięte jest lasem i wznosi się stromo, przechodząc w części środkowej w obszar porośnięty kosodrzewiną, trawami i kwiatami :)

Pierwszą osobą znaną z nazwiska, jaka dotarła do Doliny Małej Zimnej Wody, był Robert Townson, który z przewodnikami przechodził przez nią w drodze na Łomnicę 14-18 sierpnia 1793 r. Później dolina była odwiedzana częściej w związku z rozwojem Smokowca, chodzono nią na okoliczne szczyty. Zimą dolinę przeszli jako pierwsi Theodor Wundt i przewodnik Jakob Horvay w dniach 27-28 grudnia 1891 r. Cieszę się, że w te wakacje i ja z rodziną mogłam po raz pierwszy w życiu ją odwiedzić i na własne oczy przekonać się jak niezwykle pięknym miejscem jest :)

„Kocham Tatry. Kocham ich pustkę i milczenie, ich martwość o spokój posępny. W ich mgłach błąka się myśl moja i szuka dawnych swoich wierzeń i miłości, uczuć i siły. Po ich dolinach i przełęczach chodzi myśl moja i smuci się, że nie może być ogniem w ogniu, wichrem w wichrze, światłem w świetle; że nie moża być z wami, być waszym, o duchy żywiołów! Nad potokami usiada myśl moja i smuci się…” (Kazimierz Przerwa-Tetmajer)

Byle w Tatry, bo i ja kocham je… 😉

Część górna Doliny Małej Zimnej Wody jest skalista. Oddzielona jest wysoką ścianą stawiarską – tzw. Złotymi Spadami i nazywana Doliną Pięciu Stawów Spiskich (kotlina Piatich Spišských plies), a jej piętro podchodzące pod Lodową Przełęcz (Sedielko) – Dolinką Lodową (Dolina pod Sedielkom).

Poniżej widzimy Złotą Siklawę :)
Wodospad ten spada kaskadami z nachylonej pod kątem 45° wysokiej płyty skalnej. Zachwycał się nim już w 1865 Mariusz Łomnicki, pisząc: „Prześliczny widok! Z ogromnej, więcej może niż stosążniowej wysokości, spływa miejscami w kilkoro rozdzierzgniona wstęga, bielsza od najbielszego śniegu, cudownie odbijająca od szczerniałego granitu”.

Im wyżej, tym stromiej, ale bez ekspozycji. Pnącą się mozolnie zakosami po płytach oraz usypiskach skalnych ścieżką, w końcu po prawie 2 godzinach wędrówki szczęśliwie dotarliśmy do Doliny Pięciu Stawów Spiskich (słow. kotlina Piatich Spišských plies) :)

Dolina Pięciu Stawów Spiskich jest typowym kotłem polodowcowym. Dno doliny zbudowane jest z wypukło-wklęsłych, obłych głazów polodowcowych, zwanych mutonami. Są one silnie ogładzone przez lodowiec i są to największe w całych Tatrach tego typu ogładzenia. Znajdują się tu też stawy polodowcowe, będące najwyżej usytuowanymi jeziorami w Tatrach. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Głównymi zbiornikami wodnymi doliny jest Pięć Stawów Spiskich, od których wzięła ona nazwę. Najwyżej położony z nich jest Zadni Staw Spiski (2022 m n.p.m.), największy zaś Wielki Staw Spiski. Pozostałe jeziora to Pośredni, Niżni i Mały Staw Spiski. Oprócz tych pięciu stawów w jej górnych partiach znajduje się okresowy Barani Stawek u stóp masywu Baranich Rogów, będący najwyżej położonym stawem w Tatrach (2207 m), a w sąsiedniej Dolince Lodowej – Lodowy Stawek. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Poniżej Pośredni Staw Spiski (słow. Prostredné Spišské pleso) :)

Staw ten położony jest na wysokości 2013 m n.p.m. Pomiary pracowników TANAP-u z lat 60. XX w. wykazują, że ma on powierzchnię 2,360 ha, wymiary 225 × 142 m oraz głębokość ok. 4,6 m i jest drugim co do wielkości spośród Pięciu Stawów Spiskich :)

W słowackiej Dolinie Pięciu Stawów Spiskich znajduje się Schronisko Téryego (słow. Téryho chata, Térynka).

Terinka, bo tak potocznie nazywa się to schronisko leży na wysokości 2015 m n.p.m. i jest najwyżej położonym schroniskiem w Tatrach czynnym przez cały rok (wyżej położone jest tylko Schronisko pod Wagą, ale jest ono otwarte tylko w sezonie letnim). Obiekt obecnie dysponuje 24 miejscami noclegowymi w trzech salach wieloosobowych. Po zamontowaniu baterii słonecznych schronisko jest zelektryfikowane (od 2004), ma również dostęp do zimnej wody :)

Pięknie usytuowane schronisko… w takim miejscu przyjemnie jest posiedzieć i odpocząć :)

Na następnym zdjęciu widzimy Mały Staw Spiski (słow. Malé Spišské pleso) :)

Staw ten położony jest na wysokości 2000 m n.p.m. Pomiary pracowników TANAP-u z lat 60. XX w. wykazują, że ma on powierzchnię 0,180 ha, wymiary 54 × 54 m i głębokość ok. 3,5 m. Leży tuż obok Schroniska Téryego, nad samym progiem Doliny Pięciu Stawów Spiskich i jest najmniejszy spośród wszystkich Pięciu Stawów Spiskich.

Przez Dolinę Pięciu Stawów Spiskich prowadzi szlak turystyczny na Lodową Przełęcz (Sedielko) oraz na Czerwoną Ławkę (Priečne sedlo, najtrudniejszy szlak słowacki). Ambitnie i kusząco, jednak zbyt niebezpiecznie by iść tam z dziećmi, więc oczywiście nie poszliśmy 😉

Nad doliną górują wierzchołki:
Łomnica (Lomnický štít) – 2634 m,
Durny Szczyt (Pyšný štít) – 2621 m,
Baranie Rogi (Baranie rohy) – 2526 m,
Lodowy Szczyt (Ľadový štít) – 2627 m,
Pośrednia Grań (Prostredný hrot) – 2441 m,
Żółty Szczyt (Žltá veža) – 2385 m.

Na kolejnym zdjęciu centralnie widzimy Lodowy Ząb, a po jego bokach Kopniaki (z prawej) i Pięciostawiańską Kopę (z lewej strony). Fajne nazwy, prawda 😉

„Tatry nie są zwykłym pięknem, są pięknem ponad inne piękna. Tam, gdzie piękno łączy się z tęsknotą za pięknem, rodzi się miłość. Góry trzeba ukochać, później idziemy w nie jakby oczyszczeni z trosk i problemów, hartujemy zdrowie zmaganiami fizycznymi, a silną wolą często pokonujemy samych siebie. Jeżeli kochamy góry, to wszystko w nich jest piękniejsze, miłość i przyjaźń, sami jesteśmy lepsi. Dlatego idziemy w góry młodzi i starzy i rodzice z zupełnie małymi dziećmi.” (Miro Gregor „Świat Tatr”)

Pięknie jest w Dolinie Pięciu Stawów Spiskich i nawet jeżeli nie idzie się już dalej i wyżej, to i tak jest co podziwiać 😉

Z Doliny Pięciu Stawów Spiskich wracaliśmy tą samą drogą, którą wchodziliśmy, ale mnie to nie przeszkadzało wcale, bo mogłam dostrzec to, czego nie zobaczyłam podczas marszu do góry :)

Na zdjęciu po lewej stronie Łomnicka Grań, po prawej Rywociny. W dole widzimy Wielki Łomnicki Ogród i drogę, którą to ponownie powędrujemy :)

Tracimy wysokość i jesteśmy ponownie w Dolinie Małej Zimnej Wody. Idąc mijamy jednego z nosiczów, dzięki którym możliwe jest funkcjonowanie kilku słowackich schronisk :)

„Nosicz” to inaczej tatrzański tragarz (słow. nosiče), charakterystyczny tylko dla Słowackich Tatr. Nosicze dostarczają do schronisk wszystko – od jedzenia po paliwo. Ładunek jaki wnoszą jednorazowo waży ok 60-80 kg i to niezależnie od pory roku, a więc również zimą. Najcięższy udokumentowany ładunek, jaki został dostarczony przez nosicza ważył 207 kg! Wniósł go do Chaty Zamkovského Laco Kulanga, chatar Skalnatej chaty. Nosicze znoszą również ze schronisk śmieci, warto więc zastanowić się zanim coś wyrzucimy do kosza przy schronisku w górach.
Do grupy pięciu schronisk wysokogórskich zaopatrywanych przez nosiczów należą: Téryho chata, Zamkovského chata, Rainerova chata, Zbojnícka chata oraz Chata pod Rysami :)

Dzielni ludzie… jak szerpowie w Himalajach :)

W dół o wiele szybciej się schodzi… minęliśmy Schronisko Zamkovskiego, Olbrzymi Wodospad i jesteśmy już u zbiegu Doliny Małej Zimnej Wody (Malá Studená dolina) i Doliny Staroleśnej (Veľká Studená dolina) na wysokości 1301 m n.p.m.
Za nami Rainerowa Chatka, chata Rainera (słow. Rainerova chata, chata Rainerka). Chatka jest bardzo mała – jednoizbowa, zbudowana z kamienia 😉

Dawniej było to schronisko, najstarsze ze schronisk tatrzańskich.
Obecnie kamienna Rainerowa Chatka nie oferuje już noclegów. Znajduje się w niej bufet, sklep z pamiątkami i muzeum tragarzy tatrzańskich – nosiczów (słow. nosiče), o których to opowiadałam już. W muzeum tym można zobaczyć zdjęcia i sprzęty nosiczów, poznać ich codzienność, historię oraz bite rekordy.

Kolejną atrakcją na trasie tego dnia były Wodospady Zimnej Wody (słow. Studenovodské vodopády, Vodopády Studeného Potoka). Co prawda nie są tak wysokie i ogromne jak polska Wielka Siklawa, ale bardzo malownicze. Wodospady te były jednym z najstarszych celów turystyki tatrzańskiej, a rozsławione zostały przez kuracjuszy i turystów wypoczywających w Starym Smokowcu. W okresie letnim bywa tam bardzo tłoczno i kontemplowanie ich naturalnego piękna jest zakłócone. Wchodzenie na mokre kamienie z aparatem bywa niebezpieczne czego przykładem niech będzie kilka wypadków śmiertelnych, do których doszło w przeszłości właśnie w tym miejscu podczas robienia zdjęć.

Niedaleko Wodospadów Zimnej Wody (Studenovodské vodopády) na wysokości 1255 m n.p.m., 5 minut poniżej górnej stacji kolejki terenowej na Smokowieckie Siodełko, znajduje się Schronisko pod Siodełkiem (Bilíkova chata, Bilíčka).

W miejscu obecnego schroniska stała od roku 1875 prosta chata Rużenina. W roku 1884 dostawiono do niej większe schronisko. Po pożarze obydwóch obiektów (w roku 1893)cwłaściciele spółki leśnej ze Spiskiej Soboty postawili dwa nowe hotele, które jednak w roku 1927 spłonęły. Tę turystyczną osadę ze względu na bliskie sąsiedztwo potoku Zimna Woda nazywano Sanatoriami Studenopotockimi (błędnie Studenovodskými).
Obecne schronisko Bilikowa Chata oddano do użytku w roku 1934 (pierwotnie nazywaną Guhrową Chatą). Schronisko oznaczono tablicą pamiątkową na cześć Pawła Bilika (1916 – 1944), funkcjonariusza straży granicznej, narciarza, sportowca, którego podczas II Wojny Światowej Niemcy wzięli do niewoli w czasie akcji zbrojnej nad Górnym Smokowcem i stracili na zamku w Kieżmarku. (Źródło informacji: http://www.vysoketatry.com )

Z Bilikowej Chaty do Starego Smokowca schodziliśmy szlakiem zielonym.

Podsumowując trasa:
Stary Smokowiec – Siodełko (Hrebienok) – Olbrzymi Wodospad (słow. Obrovský vodopád) – Schronisko Zamkovskiego (słow. Zamkovského chata – Dolina Małej Zimnej Wody (słow. Malá Studená dolina) – Schronisko Téryego (słow. Téryho chata, Térynka) – Dolina Pięciu Stawów Spiskich (słow. kotlina Piatich Spišských plies) – Dolina Małej Zimnej Wody (słow. Malá Studená dolina) – Schronisko Zamkovskiego (słow. Zamkovského chata) – Rainerowa Chatka (słow. Rainerova chata) – Wodospady Zimnej Wody (słow. Studenovodské vodopády) – Schronisko pod Siodełkiem (Bilíkova chata) – Siodełko (Hrebienok) – Stary Smokowiec

Po ambitnym zdobywaniu Przełęczy Krzyżne ta trasa miała być spokojniejsza, ale po dotarciu do samochodu okazało się, że wcale ulgowo nie było. Biorąc pod uwagę oglądane tego dnia szczyty, wodospady, stawy i aż cztery schroniska to było bardzo, bardzo ciekawie :)

POZDRAWIAM miło to wędrowanie wspominając :) :) :)

146. Przełęcz Krzyżne (2112 m n.p.m.)

Witam :) Naszą pierwszą tegoroczną tatrzańską wędrówkę rozpoczęliśmy na parkingu w miejscu Wierch Poroniec i szlakami przez Rusinową Polanę, Gęsią szyję, Rówień Waksmundzką zdobywaliśmy Przełęcz Krzyżne :) Było długo, ciekawie i jak na pierwszy dzień w górach – ambitnie :)

Startując szlakiem zielonym i idąc głównie lasem iglastym po godzinie dotarliśmy do Rusinowej Polany :) Polana ta położona jest na wysokości około 1180-1300 m n.p.m., a całkowita jej powierzchnia wynosi obecnie około 20 ha. Polana graniczy od północnego zachodu z odnogą doliny Filipki – Doliną Złotą (oddziela je Złoty Potok) i od południa z Doliną Waksmundzką.

Nazwę hali i polany wywodzi się od nazwiska Rusinów, sołtysów z Gronia, którym została nadana przez króla Zygmunta III Wazę w roku 1628.
Poza nazwą „Rusinowa Polana” nosiła ona i nosi szereg innych nazw, jak np. Rusinowa Jaworzyna, Rusinka, Rusinówka i Polana.

W czasie przedostatniego zlodowacenia lodowiec z Doliny Waksmundzkiej przewalił się przez Rusinową Polanę, pozostawiając na niej granitowe bloki. Dziełem lodowca jest także wyraźne podcięcie stoku na dolnym skraju polany.

W okolicy polany żyją podobno jelenie, sarny, zające, lisy, czarne wiewiórki i kruki. Bywają tu także niedźwiedzie. Wyczytałam, że w 1946 r. niedźwiedź podkopał się pod szałas i zabił dwie owce. My żadnego z przedstawicieli wyżej wymienionych gatunków nie spotkaliśmy 😉

Od początku ruchu turystycznego w Tatrach przez Rusinową Polanę przebiegały szlaki turystyczne. Walory widokowe tej polany „odkryli” Eugeniusz Janota w 1867 r. i Walery Eljasz-Radzikowski, który w swoim przewodniku Tatry z 1875 r. opisuje ją jako dogodne miejsce dla dłuższego wypoczynku. Pisze: „Widok stąd na Tatry – jeden z najpiękniejszych”.

Faktycznie – widok wspaniały :)

Walery Eljasz-Radzikowski w swoim przewodniku pisze również, że w okolicy Rusinowej Polany straż leśna rozbiła bandę zbójników i zabiła ich herszta. Potwierdzają to ustne przekazy wśród mieszkańców Bukowiny Tatrzańskiej mówiące o zbójniku Stokfiszu zastrzelonym pod Łysą Skałką.
Podobno w 1953 r. planowano budowę na polanie schroniska mającego obsługiwać wycieczki z Bukowiny Tatrzańskiej. Pomysł ten, jak pisze Józef Nyka „na szczęście upadł”.
Ciekawostką jest również, że na polanie tej bywał kardynał Karol Wojtyła.

Po krótkim odpoczynku „ceprostradą” ruszyliśmy w kierunku Gęsiej Szyi :)
Podejście strome, męczące i dodatkowo jeszcze gorąco było tego dnia, więc często przystawaliśmy i zerkaliśmy za siebie 😉

I jeszcze jedno spojrzenie na „schody” :)

Tego dnia było sucho, ale po opadach deszczu na drewnianych częściach bywa ślisko i wtedy to szczególnie trzeba tam uważać.

50 minut po opuszczeniu Rusinowej Polany dotarliśmy do Gęsiej Szyi :)

Gęsia Szyja (1489 m n.p.m.) to szczyt w reglowej części Tatr Wysokich. Jest najwyższy w grupie masywu o tej samej nazwie.
Gęsia Szyja znajduje się pomiędzy dwiema dużymi dolinami walnymi: Doliną Suchej Wody (od zachodu) oraz Doliną Białki (od wschodu) i jej odnogami: Doliną Waksmundzką (od południa), doliną Filipką (od północnego zachodu), a od północy z jej odnogą – Doliną Złotą.

Wierzchołkowa część grzbietu Gęsiej Szyi zbudowana jest z dolomitowych skałek wypiętrzonych na ok. 15 m (tzw. Waksmundzkie Skałki).

I na tle skałek ja wraz z moim młodszym synem 😉

Komu w drogę, temu czas, więc idziemy dalej…
Pomiędzy Gęsią Szyją, a Małą Koszystą na wysokości 1400-1440 m n.p.m. położona jest szeroka i trawiasta rówień na Waksmundzkiej Przełęczy. Przez Rówień Waksmundzką przebiega dział wodny pomiędzy dorzeczami Białki i Białego Dunajca. Najciekawszy widok z równi rozpościera się w kierunku Tatr Bielskich.

Dawniej polana ta i przylegające do niej serwitutowe lasy należały do terenów pasterskich Hali Waksmundzkiej. Stał tutaj jeden szałas postawiony w 1929 roku przez górali z Maruszyny. Po zaprzestaniu użytkowania polana zarasta lasem. W 1955 miała powierzchnię ok. 5 ha, ale w 2004 w wyniku zarośnięcia jej powierzchnia zmniejszyła się o ok. 49%.

Z Równi Waksmundzkiej (nadal szlakiem zielonym) udaliśmy się w stronę Hali Gąsienicowej, jednak do niej nie doszliśmy, gdyż w Dolinie Pańszczycy skręciliśmy na czarny szlak łącznikowy. Pół godziny później byliśmy już na szlaku żółtym i idąc nim takie oto widoki mogliśmy podziwiać :) Pięknie, prawda? 😉

Dolina Pańszczyca stanowi boczne odgałęzienie Doliny Suchej Wody Gąsienicowej. Jej powierzchnię szacuje się na ok. 5,8 km², a długości wynosi ok. 6,5 km.

Pańszczyca graniczy od wschodu z Doliną Waksmundzką (rozdziela je grzbiet Koszystej), a od zachodu z Doliną Czarną Gąsienicową (rozdziela je grań odchodząca od Skrajnego Granatu z Wierchem pod Fajki i Żółtą Turnią). Na południu dolina Pańszczyca podchodzi pod długą boczną grań Tatr, którą prowadzi szlak Orlej Perci od Skrajnego Granatu przez Buczynowe Turnie aż do przełęczy Krzyżne. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Dnem doliny płynie Pańszczycki Potok, mający początek na wysokości ok. 1600 m n.p.m. Potok ten na znacznym odcinku płynie pod powierzchnią ziemi :)

W dolinie, w jednym z cyrków polodowcowych, znajduje się Czerwony Staw Pańszczycki, znany częściej jako Czerwony Staw. Nad nim góruje Koszysta :)

Czerwony Staw położony jest na wysokości 1654 m n.p.m. Powierzchnia jeziora wynosi ok. 0,3 ha (długość 108 m, szerokość 46 m), głębokość 0,9 m. Przy niskich stanach wód jezioro dzieli się na dwa mniejsze, a czasem nawet zanika całkowicie.

Jego nazwa ma związek z sinicą Pleurocapsa aurantica, barwiącą na brunatno-czerwony kolor kamienie leżące w pobliżu i na dnie stawu.

Dawniej (w XIX wieku) Czerwony Staw nazywano Zielonym Stawem i my podziwialiśmy raczej jego zielonkawo-niebieskie zabarwienie 😉

„Góry sprzyjają pokorze, czyli prawdzie o sobie samym. Uczą jej miedzy innymi przez to, że człowiek zmęczony wspinaniem nie ma ani sił, ani chęci, by udawać, by ukrywać swoją prawdziwą twarz.” (ks. Roman Rogowski)

I kolejny zasłużony odpoczynek 😉

W górnym piętrze Doliny Pańszczycy wkraczamy już w typowo skalny teren. Zarośla kosodrzewiny powoli zanikają i towarzyszy nam jedynie roślinność trawiasta.

Na kolejnym zdjęciu doskonale widoczna grań Orlej Perci – biegnie nią szlak często uważany za najtrudniejszy i najniebezpieczniejszy w Tatrach.

Dolina Pańszczyca swoją nazwę wywodzi od góralskiej rodziny Pańszczyków z Białego Dunajca. Dawniej była wypasana (wchodziła w skład Hali Pańszczyca).

Wysoko w górach aura pogodowa kapryśna i zmienna jest, a przez to dodatkowo jeszcze – niebezpieczna. Piękne niebo (z poprzednich zdjęć) nagle pokryły chmury i dalej wędrowaliśmy już w zupełnie innych warunkach, ale dzielnie i ostrożnie do celu :)

Cały szlak od Wierchu Poroniec aż na Przełęcz Krzyżne jest długi i przez to męczący, ale nie zawiera trudności technicznych, więc nawet mniej doświadczone w górskich wędrówkach osoby mogą doskonale sobie na nim radzić. Oczywiście cały czas należy trzymać się znaków określających przebieg szlaku i uważać na obsuwające się miejscami kamienie.

Jesteśmy już blisko celu 😉 Po kamiennych stopniach wygodnie się szło, trudniej było przez rumowiska skalne. Był również moment, gdy wspomaganie się we wspinaczce rękoma okazało się koniecznością.

Zaletą tego szlaku jest z pewnością fakt, że jest on jedną z najrzadziej uczęszczanych przez turystów tras w tym rejonie i dzięki temu nawet w szczycie sezonu uniknąć tu można tłumów.

Największą nagrodą za trudy wędrówki jest zawsze wspaniała, rozległa panorama :) Po osiągnięciu Przełęczy Krzyżne (2112 m. n.p.m.) mieliśmy co podziwiać 😉

Szczególnie pięknie prezentuje się Dolina Pięciu Stawów Polskich i położona nieco niżej Wielka Siklawa – największy polski wodospad :)

Poniżej ponownie widok z Krzyżnego na Dolinę Pięciu Stawów Polskich :)

Z przełęczy Krzyżne można zejść właśnie do „Piątki” lub do Doliny Pańszczycy (żółty szlak, którym to wędrowaliśmy) :)

Przełęcz Krzyżne to końcowy odcinek Orlej Perci. Będąc więc na przełęczy odpowiednio wcześnie można powędrować nią dalej.  Decydując się jednak na to, należy pamiętać, że aż do Skrajnego Granatu, czyli przez 2 godziny nie będzie możliwości opuszczenia grani, no i tam już jest trudno technicznie. Na Orlej Perci dominują trawersy oraz liczne ekspozycje, dlatego też jest ona zdecydowanie odradzana osobom z lękiem wysokości.

Nazwa „Krzyżne” związana jest położeniem przełęczy. Znajduje się bowiem ona w miejscu, w którym krzyżują się trzy różne grzbiety (Buczynowych Turni (2184 m i 2172 m), Koszystej (2193 m) i Wołoszyna (2150 m)). Czasami przełęcz bywa nazywana Krzyżnem Polskim lub Krzyżnem Wołoszyńskim, aby odróżnić ją od szczytu Krzyżne Liptowskie.

Dawniej można było iść jeszcze przez Wołoszyn do Wodogrzmotów Mickiewicza, ale po 1932 roku odcinek ten został zamknięty i nie planuje się jego ponownego otwarcia.
W latach 1880-1915 nieco powyżej przełęczy znajdowała się chatka wybudowana przez Towarzystwo Tatrzańskie i popularne były wówczas wycieczki połączone z oglądaniem tu  wschodu słońca.

Będąc na Krzyżnym mieliśmy wielką ochotę, by zrobić „pętelkę” i zejść do „Piątki”, ale ze względu na pozostawiony w Wierchu Poroniec samochód musieliśmy wracać tą sama trasą.

Na koniec ponownie Dolina Pańszczyca i Żółta Turnia ze szlaku na Krzyżne :)
Latem jest tam raczej bezpiecznie, natomiast zimą, gdy schodzą liczne lawiny dolina ta bywa bardzo niebezpiecznym miejscem, a dowodem na to jest kilka śmiertelnych wypadów, do których tam doszło.

Podsumowując trasa:
Wierch Poroniec – Rusinowa Polana – Gęsia Szyja (1489 m n.p.m.) – Waksmundzka Rówień – Dolina Pańszczyca – Czerwony Staw – Przełęcz Krzyżne (2112 m. n.p.m.) – powrót tą sama trasą – Wierch Poroniec

Długi wpis mi wyszedł, ale biorąc pod uwagę długość szlaku i ilość zrobionych przeze mnie zdjęć inaczej być nie mogło :)

POZDRAWIAM już jesiennie :) :) :)

145. W Popradzie

„Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego czego nie zrobiłeś, niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj. ( Mark Twain)

Witam serdecznie :) :) :)
Dla większości wakacyjne podróże dobiegły już końca :)  Mój kilkudniowy wyjazd w Tatry też już jest dla mnie tylko wspomnieniem – pięknym wspomnieniem, którym chciałabym się tu podzielić. Przy okazji oczywiście jak zwykle pragnę Wszystkich zachęcić do podążania moimi śladami oraz odkrywania nowych miejsc.

Zakwaterowaliśmy się (tak jak i w poprzednich latach ) w Bukowinie Tatrzańskiej jadąc tam w ciemno. Po zajechaniu do domu, w którym nocowaliśmy 4 lata temu okazało się, że są jeszcze wolne pokoje, mało tego nawet pokój, w którym już byliśmy, a że warunki doskonałe, gospodarze bardzo sympatyczni, cena przystępna, to właśnie tam szybciutko ulokowaliśmy się :) Pogoda różna i jednego dnia potrafiło cały dzień przepadać, a następnego był już upał. Kombinowaliśmy więc, ale koniec końców kilka ciekawych i długich tatrzańskich tras przeszliśmy (w Polsce i na Słowacji). Byliśmy też w Słowackim Raju, zwiedziliśmy Poprad, 3 zamki na Słowacji i skansen, a ostatniego dnia (już w drodze powrotnej) zamek w Niedzicy, w Czorsztynie i płynęliśmy statkiem po Jeziorze Czorsztyńskim. Wyjazd niezwykle atrakcyjny i ja jestem z niego bardzo zadowolona, zdjęć ponad 1000 zrobiłam 😉 Powolutku będę tu, na blogu o tym wszystkim opowiadała i chyba do następnych wakacji mam materiały na nowe wpisy 😉

Pierwszego dnia tradycyjnie już Zakopane i Krupówki 😉 Spacerując nimi w tłumie straciłam jednak ochotę, by robić tam jakiekolwiek zdjęcia 😉

Następnego dnia miały być już Tatry i jeden z zaplanowanych szlaków, ale niestety od rana mocno padało, niebo czarne, góry zamglone i w takich warunkach nie było sensu ruszać na jakikolwiek tatrzański szlak. Mając jednak w planach również Słowacki Raj wsiedliśmy w samochód i pełni nadziei, że tam aura pogodowa będzie korzystniejsza pojechaliśmy do Podleska. Niestety i tam nieciekawie, a by chodzić z dziećmi po drabinkach, śliskich kładkach i skałach zbyt niebezpiecznie. Kupiliśmy więc tylko mapę i obiecując sobie, że jeszcze tu powrócimy, by przejść którąś z tras, pojechaliśmy do Popradu :)

Poprad jest największym miastem w historycznym regionie Spisz na Słowacji. Leży on na wysokości 672 m n.p.m. nad rzeką Poprad.

Okolice dzisiejszego Popradu, już wtedy zasiedlone, do połowy XIII wieku znajdowały się w granicach Polski. Prawdopodobnie po najazdach tatarskich w I połowie XIII wieku wkroczyli tam Węgrzy, którzy na zniszczone przez najazdy tereny sprowadzili osadników narodowości niemieckiej. Zakładali oni nowe osiedla, często sąsiadujące z dawnymi słowiańskimi, jak również zaludniali osady już istniejące, nierzadko tworząc w nich większość. Na terenie dzisiejszego Popradu istniało kilka takich osad: właściwy Poprad, Maciejowce, Spiska Sobota, Wielka, Straże, Kwietnica.
Miejscowości te, z wyjątkiem Kvetnicy (Kwietnica), w 1412 zostały zastawione królowi polskiemu w ramach tzw. zastawu spiskiego, co przyczyniło się do ich rozwoju. Stanowiły część polskiego starostwa spiskiego. W granicach Polski znajdowały się formalnie do 1772, choć teren ten został zajęty przez Austriaków już 1769. Później zostały włączone do Węgier. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org )

Podczas II wojny światowej w Popradzie mieścił się niewielki obóz koncentracyjny. W 1944 Niemcy zamieszkujący te tereny uciekli na zachód przed zbliżającą się Armią Czerwoną, która wkroczyła na tereny w styczniu 1945. W 1946 połączono Poprad ze Spiską Sobotą i z Wielką, w 1960 przyłączono Straże, w 1974 Maciejowce.

W centrum Popradu zwraca uwagę pięknie odrestaurowany rynek o soczewkowatym planie, otoczony barokowymi i klasycystycznymi domami, stawianymi na średniowiecznych jeszcze parcelach.

Nad rynkiem dominuje kościół pw. św. Idziego z końca XIII w. (zachowana część starych murów wieży i nawy), przebudowany w XV w. Z okresu tej przebudowy pochodzą cenne malowidła ścienne, w tym malowidło na łuku tęczowym, będące najstarszą znaną panoramą Tatr Wysokich. Wystrój wnętrza w większości jest rokokowy.

Poprad jest centrum turystyki, przede wszystkim tatrzańskiej, oraz sportu i wypoczynku. W 2004 w mieście otwarto aquapark AquaCity napełniany wodami ze źródeł termalnych. Cały kompleks jest ekologiczny – zasilany wodą geotermalną i energią słoneczną. Okolice miasta przecinają liczne ścieżki rowerowe, a w samym mieście (w Kwietnicy) i w najbliższej okolicy działa wiele ośrodków narciarskich.
W mieście tym zaczyna się Tatranská elektrická železnica – linia wąskotorowej kolejki, łączącej Poprad z osiedlami wchodzącymi w skład miasta Wysokie Tatry.

Ponieważ miasto zaciekawiło nas, a padać przestało, to z przyjemnością przespacerowaliśmy się jego ulicami, w jednej z licznych tam kawiarni przysiedliśmy przy kawie, ciastku i lodach, a na koniec wizyty zrobiliśmy zakupy w galerii handlowej. Wieczorem powróciliśmy do Bukowiny Tatrzańskiej mając nadzieję, że prognozy pogody zapowiadające bezdeszczową i  słoneczną aurę sprawdzą się i następnego dnia już będzie nam dane wyruszyć na tatrzański szlak 😉

POZDRAWIAM już powakacyjnie, ale jak zwykle serdecznie :)
i zachęcam do czytania kolejnych wpisów, w których będę relacjonowała kolejne dni tego wyjazdu :)

144. Zamek Rabsztyn

Kolejnym interesującym zabytkiem na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej są leżące we wsi Rabsztyn, w województwie małopolskim, w powiecie olkuskim – ruiny zamku. Niedawno odwiedziłam je, a ponieważ uwielbiam spacerować z aparatem wśród zamkowych ruin, to na pstrykałam tam sporo zdjęć i teraz z wielką przyjemnością zapraszam na foto relację z tego miejsca :)

Zacznę może od historii, bo ciekawe i burzliwe są dzieje tej warowni. Powstała ona na wzgórzu wapiennym, najprawdopodobniej w XIII wieku. Rozbudowana została w czasach panowania Kazimierza Wielkiego i złożona była wtedy z czterech części. Do czasów współczesnych najlepiej zachowane są fragmenty murów znajdujące się w części pałacowej.

W XV wieku z nadania króla Władysława Jagiełły zamek trafił w ręce Spytka Melszyńskiego herbu Leliwa i później jego syna. Majątek tego drugiego wraz z zamkiem skonfiskowano w 1441 r. i jako wiano Jadwigi z Książa stał się własnością Andrzeja Tęczyńskiego.
Na początku XVI w. trafił do Bonerów – starostów rabsztyńskich i później do Mikołaja Wolskiego a także Zygmunta Myszkowskiego – marszałka wielkiego koronnego. I ten ostatni w XVII wieku rozbudował zamek w stylu renesansowym. Zatracił on wówczas częściowo charakter obronny. U podnóża góry powstał natomiast zamek dolny z 40 pokojami, oddzielony od wzgórza fosą.
W czasie potopu wycofujące się wojska szwedzkie splądrowały i zniszczyły zamek, którego już nie odbudowano. Częściowo był jeszcze używany do początków XIX w., potem został opuszczony. W drugiej połowie XIX w. poszukiwacze skarbów wysadzili jedyną zachowaną część zamku – basztę oraz mury zamku dolnego. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org/ )

W 2000 roku powstało Stowarzyszenie Zamek Rabsztyn mające na celu ratowanie tej wspaniałej budowli od całkowitego zniszczenia. Obecnie budowla jest już częściowo zrekonstruowana. W 2009 r. oddano do użytku odbudowany budynek bramny wraz z odtworzonym nad fosą drewnianym mostem, a niedawno „powstał” jeszcze zamek górny. Od maja 2015 roku zamek Rabsztyn jest dostępny do zwiedzania.

Na turystów w budynku bramnym czeka niewielka ekspozycja poświęcona historii zamku, zaprezentowano tu przestrzenną makietę zamku, kopie rycin przedstawiających zamek, repliki średniowiecznej broni i uzbrojenia oraz kamienne detale architektoniczne odnalezione podczas prac archeologicznych na zamku.

Poniżej przestrzenna makieta zamku :)

Jego nazwa wywodzi się od niemieckiego słowa „Rabenstein”, oznaczającego „kruczą skałę”.

Kolejny kadr został już wykonany na zamkowym dziedzińcu i widać na nim odbudowaną niedawno wieżę zamkową.

Metalowymi schodami bezpiecznie wchodzimy na wieżę zamkową, na której dumnie powiewa flaga z herbem Olkusza :)

Podczas prac na terenie zamku górnego archeolodzy odnaleźli m.in. dobrze zachowane fragmenty podstawy ołtarza z zamkowej kaplicy, posadzkę z glazurowanych płytek ceramicznych oraz pozostałości pieca hypokaustycznego, którym ogrzewano zamek.

Wchodząc zapoznajemy się z planszami, które informują i pokazują jak na przestrzeni lat zmieniało się to miejsce :)

Potwierdzam, bo odwiedzałam to miejsce co kilka lat i na własne oczy mogłam to zobaczyć 😉

I już jestem na zamkowej wieży :)

Kolejne zdjęcie przestawia widok z wieży na dziedziniec, fragment zachowanych murów oraz najbliższą okolicę :)

Poniżej oprócz dziedzińca, fragmentu zachowanych murów oraz najbliższej okolicy widzimy jeszcze budynek bramny :)

Jak głoszą legendy ruiny zamku są niczym szczyt góry lodowej, bo pod nimi, głęboko pod ziemią znajduje się drugi zamek – zaklęty. W jego komnatach śpią skamieniali: chłopiec z pierścieniem z brylantów na palcu, dziewczynka z naszyjnikiem pereł na szyi natomiast w sąsiednich salach snem zaklętych śpią szeregi żelaznych rycerzy. Ponoć raz do roku, a ma to miejsce w Niedzielę Palmową, kiedy z miejscowego kościoła wychodzi procesja, pierścień, który ma na palcu chłopiec obraca się. Wtedy rycerze budzą się ze swego snu i ucztują do nocy w zamkowych komnatach. Gdy wybija północ na powrót zapadają w kamienny sen. Tak powtarza się co roku, dopóki pierścień skamieniałego chłopca nie zsunie mu się z palca. Gdy to nastąpi rycerze zostaną uwolnieni z zaklęcia. Przebudzeni staną pod wodzą chłopca do boju z wrogami Polski. Pomogą im również przebudzone inne zaklęte wojska. Po zwycięstwie dziewczynka z perłami ofiaruje każdemu rycerzowi jedna perłę na pamiątkę wybawienia Ojczyzny.
Sądząc po zakończeniu legendy, musiała ona powstać w czasach, gdy Polska była pod zaborami.
Kim jest chłopiec i cóż to za dziewczę z naszyjnikiem z pereł i cóż za rycerze spoczywają w zaklętym zamku, tego legenda nie precyzuje. (Źródło informacji http://www.zamkipolskie.net.pl )

I jeszcze raz fragment zachowanych murów widziany z zamkowej wieży :)

Legendy mówią również, że wśród okolicznych skał mieszkała piękna dziewica imieniem Sobótka. Pewnego dnia, gdy w lesie odbywał się jej ślub z Sieciechem, napadła na nich zgraja zbójców. Dzielna dziewczyna dobyła miecza i rozprawiła się z nimi. Dla uczczenia bohaterstwa Sobótki co roku w dzień św. Jana rozpala się ogniska zwane sobótkami.
Według innej legendy zamek był połączony podziemnym przejściem z pobliską Januszkową Górą a wg innej z kościołem w Olkuszu.
Druga z nich, mówiąca o podziemnym korytarzu mającym prowadzić z zamczyska aż do kościoła w Olkuszu, zwabiła tu poszukiwaczy skarbów, którzy w połowie XIX wieku wysadzili w powietrze potężną cylindryczną wieżę, która znajdowała się w zachodniej części zamku.
Co ciekawe, amatorów znalezisk zamek kusi i w czasach współczesnych. W połowie lat 90-tych XX wieku  konserwator zabytków podczas rutynowej kontroli ruin, natrafił na świeży otwór wykopany w ziemi na dolnym zamku. Wykopalisko kończyło się na sklepieniu podziemnej komnaty, do której nie udało się na szczęście dotrzeć amatorowi skarbów. Archeolodzy natychmiast zabezpieczyli otwór i sami zaczęli wykopaliska, odnajdując po pewnym czasie komnatę a w niej fragmenty posadzki i ceramiczne kafle z XVII wieku.
Kolejna legenda mówi że z okolicznych wsi uciekł niegdyś rój pszczół. Mieszkańcy wsi ruszyli za nimi i dotarli do resztek rabsztyńskiego zamku. Pszczoły obsiadły wierzchołek wzgórza, jednak nikt nie mógł się tam dostać ponieważ dostępu bronił czarodziejski kozioł z wielką brodą. (Źródło informacji http://www.zamkipolskie.net.pl )

Najbardziej spodobała mi się legenda z walczącą Sobótką. Dzielna kobietka z niej była 😉

A teraz powrót do rzeczywistości i ciąg dalszy zwiedzania :)

W ostatnich latach faktycznie bardzo się tu zmieniło, a to jeszcze nie koniec prac, dzięki którym ruiny zmieniają się nie do poznania i wzrasta wiedza o nich.

Co roku w lipcu organizowane są na zamku Turnieje Rycerskie, działa tu również Bractwo Rycerskie „Kruk”. Administratorem obiektu jest Miejski Ośrodek Kultury w Olkuszu i na jego stronie można znaleźć bieżący cennik, godziny otwarcia oraz informacje o odbywających się tu wydarzeniach kulturalno-rozrywkowych.

Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że ruiny zamku w Rabsztynie pojawiły się w filmie w reż. Giacomo Battiato “Karol. Człowiek, który został papieżem”.

Będąc w Rabsztynie warto również zwiedzić „Chatę Kocjana” – rodzinny dom Antoniego Kocjana, wybitnego konstruktora szybowcowego i szefa wywiadu lotniczego AK, który odkrył tajemnice niemieckich broni V1 i V2.

My tej chaty nie zwiedzaliśmy, tylko udaliśmy się na kolejny spacer po pobliskim Olkuszu. Piękne małopolskie miasto – polecam do zwiedzania i spacerowania jego ulicami :)

POZDRAWIAM SERDECZNIE
miłych wakacyjnych wyjazdów życząc 😉

143. Nadwiślański Park Etnograficzny w Wygiełzowie

Witam i szybciutko rozpoczynam promocję kolejnego (moim zdaniem) ciekawego miejsca. Będzie nim tym razem znajdujący się u stóp ruin zamku Lipowiec – Nadwiślański Park Etnograficzny :)

Nadwiślański Park Etnograficzny w Wygiełzowie został udostępniony zwiedzającym 15 października 1973 roku (projekt powstał w 1965 r., początek realizacji – 1968 r.) i prezentuje kulturę Krakowiaków Zachodnich. Można w nim podziwiać architekturę i ekspozycje związane z ich życiem codziennym.

Po otwarciu były tu zaledwie 3 obiekty, a obecnie skansen zajmuje ponad 5 hektarów powierzchni o zróżnicowanej rzeźbie terenu, na którym zgromadzono 25 obiektów budownictwa drewnianego oraz liczne przykłady małej architektury.

Całość podzielona jest na bloki tematyczne. Tuż przy wejściu na teren skansenu znajduje się zespół małomiasteczkowy. Obiekty charakterystyczne dla zabudowy małego miasteczka zgrupowane są wokół czworobocznego rynku z publiczną studnią pośrodku. Jest to studnia z Aleksandrowic z II. poł. XIX w.

Do tej części skansenu należą: dom podcieniowy z Alwerni (1825 r.), w którym aktualnie znajduje się sklep z pamiątkami, dom z Chrzanowa (1804 r.) z warsztatem garncarskim, spichlerz dworski z Kościelca (1789 r.) oraz karczma z Minogi (XIX w.), w której można skosztować kuchni regionalnej :)

W sektorze wiejskim usytuowane są zagrody jedno oraz wielobudynkowe, a także przykłady wiejskiego budownictwa przemysłowego jak olejarnia z Dąbrowy Szlacheckiej, kuźnia z Liszek oraz młyn wodny z Sadka.

Wszystkich obiektów pokazywać tu nie będę, a jedynie te, które szczególnie przykuły moją uwagę i zachwyciły mnie pod kątem fotograficznym :) Do takich obiektów należy niewątpliwie chałupa modrzewiowa sołtysa M.Marchewki z Przegini Duchownej z 1862 r. z oryginalnym wyposażeniem wnętrza :)

Piękna sołtysówka… Fajnie sołtys Marchewka sobie żył 😉
Zdecydowanie skromniej wygląda biedniacka chałupa z Płazy z końca XIX w., w której znajduje się gospodarstwo zielarki i warsztat do szycia koszyków z korzenia sosny. Jej wnętrze prezentuje wystrój typowy dla biedoty wiejskiej.

Kolejny ciekawy muzealny obiekt to dwuizbowa chałupa z Przeciszowa z 1837 r.

Wewnątrz niej można zobaczyć wystawę „W szkole naszych dziadków”, a także sprzęty do obróbki lnu i warsztat wikliniarski.

Na ławkach „tablety”, na biurku nauczyciela „kalkulator”, a wszystko napędzane energią ręczną 😉 Dobrze, że są takie miejsca, gdzie można młodym pokazać, jak to się kiedyś żyło.

A poniżej obiekt małej architektury – gołębnik. Jest to rekonstrukcja na podstawie zachowanych dokumentów niestety nieistniejącego już gołębnika z Brzeszcz – Jawiszowic.

Interesującym obiektem jest również chałupa z Rozkochowa z 1813 r., stanowiąca zagrodę jednobudynkową, łączącą wspólnym dachem część mieszkalną i stajnię. W chałupie eksponowany jest warsztat do lania świec.

„Jeśli więc ktoś zechce zapoznać się ze starymi domami, stodołami, jeśli chce zbliżyć się do prawdziwego piękna, które odchodzi, winien zjechać z gładkiego traktu na boczną, mniej uczęszczaną i zazwyczaj bardziej wyboistą drogę. Tam nowoczesność nie zdążyła jeszcze rozprawić się z dniem wczorajszym”. Wiktor Zin

Lubię atmosferę takich miejsc… miło jest przysiąść i złapać oddech od pogoni dnia codziennego :)

Jednym z najciekawszych obiektów w parku jest Kościół z Ryczowa z pocz. XVII w. o konstrukcji zrębowej, w typie budowli gotyckiej, z oryginalnym wyposażeniem. Wnętrze kościoła p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego zdobi polichromia z 1930 r. wykonana według projektu Jerzego Fedkowicza ucznia Józefa Mehoffera. Co roku na przełomie sierpnia i września w tym drewnianym kościółku odbywa się Festiwal Muzyki Kameralnej i Organowej :)

Tuż obok kościoła stoi dzwonnica alarmowa z Nowej Góry z 1778 r. Uważam, że razem tworzą zgraną całość :)

Kompleks sakralno-plebański dopełniają chałupa z Benczyna, spichlerz z Tenczynka (1726 r.) oraz ośmioboczna stodoła z Regulic (II poł. XIX w.).

Wspaniale prezentuje się chałupa z Benczyna (1875 r.) .W jej wnętrzu można zobaczyć ekspozycję kancelarii plebańskiej.

Najokazalszym obiektem Skansenu jest Dwór z Drogini z 1730 r. Wnętrze dworu zostało zaadaptowane na potrzeby działalności muzealnej i administracyjnej. Część muzealną zaaranżowano na „Mieszkanie zamożnej rodziny szlacheckiej” pokazane na przestrzeni wieku – od I poł. XIX wieku do 1945 roku. Program ekspozycji obejmuje pięć sal: salon, pokój pani, pokój rezydentki, sypialnię i gabinet pana. I tak się zajęłam zwiedzaniem tego obiektu, że ups zapomniałam, by zrobić mu chociaż jedno zdjęcie (z zewnątrz, bo w środku i tak był zakaz fotografowania).

Przygotowując ten wpis, na stronie http://www.skanseny.net wyczytałam ciekawą i moim zdaniem ważną informację i teraz pozwolę ją sobie zacytować: „Za sprawą dr Hanny Pieńkowskiej, krakowskiej konserwatorki zabytków, Małopolska stała się regionem o jednym z największych skupisk muzeów na wolnym powietrzu w Polsce. Ta miłośniczka małopolskiej architektury drewnianej przez 26 lat – od 1951 roku do śmierci w 1976 – pełniła funkcję wojewódzkiego konserwatora zabytków. Przyczyniła się do uratowania wsi Chochołów, założenia Nadwiślańskiego Parku Etnograficznego w Wygiełzowie oraz Orawskiego Parku Etnograficznego w Zubrzycy Górnej, a także odtworzenia ogrodów renesansowych w Mogilanach. Jako konserwatorka działała na rzecz ratowania zabytkowych szałasów tatrzańskich, które podziwiała wraz z mężem – Tadeuszem Staichem, podczas wspólnych wędrówek w Tatry. Ochrona wyjątkowej małomiasteczkowej drewnianej zabudowy rynku w Lanckoronie to także jej zasługa. Warto również dodać, że większość obiektów, które były poddawane przez panią Hannę Pieńkowską konserwacji nadal pełni swoje pierwotne funkcje – jest użytkowana.”

Wielkie zasługi dla ratowania i odnowy zabytków Małopolski, a szczególnie zabytków architektury drewnianej… Ja, gdy tylko mam możliwość, to chętnie zwiedzam Małopolskę i wędruję tatrzańskimi szlakami. Bardzo podoba mi się w Chochołowie i w Lanckoronie. Zachwycił mnie również Orawski Park Etnograficznego w Zubrzycy Górnej, a teraz z wielką przyjemnością po prawie 16 latach odwiedziłam skansen w Wygiełzowie i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś do niego zawitam :) W Nadwiślańskim Parku Etnograficznym w Wygiełzowie oraz na pobliskim zamku Lipowiec można bardzo miło spędzić czas, a ponieważ często odbywają się tam również ciekawe wydarzenia kulturalno-rozrywkowe to, miejsce to jest szczególnie atrakcyjne dla rodzin z dziećmi.

POZDRAWIAM CIEPLUTKO  :) :) :)
i zachęcam do rodzinnego zwiedzania, a także wpajania swym pociechom zainteresowania naszą narodową tożsamością, historią, kulturą, tradycją :)