141. Rzędkowickie Skały – fantazyjne formacje skalne

Czasem człowiek niechcący ciągle rozmyśla o tym,
czego wciąż mu brakuje do szczęścia.
Gromadzi przedmioty, przeżycia, osoby,
ale wciąż czuje się dziwnie niespełniony,
ciągle potrzebuje jeszcze czegoś
i jeszcze czegoś, i jeszcze.

Ale tak naprawdę
jedyne, czego mu potrzeba,
to umiejętność docenienia tego wszystkiego,
co już udało mu się zdobyć,
zgromadzić, przeżyć.

Nie chodzi o to, żeby przestać pragnąć.
Chodzi jedynie o to,
żeby nauczyć się cieszyć tym wszystkim,
co było upragnione i jest już twoje…
(Beata Pawlikowska)

Cenna umiejętność, mądrze pani Beata Pawlikowska powiedziała :) Ja osobiście również staram się do niej stosować, a od lat prowadząc mojego fotobloga wielokrotnie już opisując jakieś miejsce pisałam, że cieszę się z możliwości jego poznania. I cieszę się, gdy odkrywam i po raz pierwszy w życiu coś zwiedzam, ale cieszę się również, gdy do pięknych, znanych mi już miejsc powracam :)

Poznajecie??? To malownicze jurajskie pasmo Skał Rzędkowickich – jedno z najczęściej odwiedzanych przeze mnie, a tu już kilkakrotnie opisywanych miejsc :)

Pasmo to znajduje się na wschód od wsi Rzędkowice w gminie Włodowice (obecnie województwo śląskie) na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej :)

Nie lubię tu powtarzać się, więc po wszelkie merytoryczne informacje dotyczące tych skał odsyłam do moich archiwalnych wpisów: nr. 6 Rzędkowickie Skały, nr. 16 Rzędkowickie Skały jesienią, nr. 27 Ruiny Cegielni w Mrzygłodzie, nr. 39. Rzędkowickie Skały – miejsce, do którego lubię powracać… oraz nr. 94. W krainie białych ostańców – Rzędkowickie Skały :)

Tam oczywiście można również zobaczyć mnóstwo archiwalnych zdjęć z Rzędkowickimi Skałami w roli głównej :)

I może teraz kogoś zastanowi – dlaczego znowu te skały? Czy ona nie ma już czego opisywać? Nic nowego nie zwiedza? Otóż zwiedzam i ciągle nowe fotki strzelam, ale do tego miejsca mam taką szczególną słabość i nie mogłam się powstrzymać, by znowu tych fantastycznych jurajskich ostańców nie pokazać 😉

Pięknie prezentują się wśród zieleni, a błękitne niebo dodaje im jeszcze uroku :)

I ten zestaw – błękit nieba, zielona roślinność i biel skał – chyba już zawsze będzie mnie zachwycał :)

Natura wspaniale wyrzeźbiła – jurajskich widoków nigdy dosyć :)

Poszczególnym skałom nadano tam indywidualne nazwy :)
Poniżej w otoczeniu zieleni widzimy Skałę Zegarową :)

Nie wiem dlaczego „zegarowa”, ale patrząc i pobudzając wyobraźnię można dostrzec hełm rycerski i jak dla mnie to bardziej pasuje do niej nazwa „wojenna” 😉

Bohaterka kolejnego zdjęcia to skała o nazwie – Wysoka :) Ze względu na swoje położenie, wysokość i strzelistość jest jedną z najbardziej charakterystycznych skał wśród tych Rzędkowickich :)

Piękny wytwór natury :)

Z każdej strony prezentuje się inaczej, ale moim zdaniem równie wspaniale :)

Ze względu na usytuowanie, ciekawą skałą jest również skała, której nadano nazwę – Kamień pod Wysoką :) Zobaczcie zresztą i oceńcie sami 😉

I ostatni już kadr z tego miejsca – odwiedzam je często, więc pewnie za jakiś czas znowu wspomnieniami tu powrócę 😉

Na zakończenie wpisu tym razem zachód słońca w polach oraz melancholijny wiersz o polnych drogach Marii Gawlikowskiej zostawiam i udanych plenerowych wyjazdów Wszystkim życzę :) :) :)

Smagane wichrami wieków
Palone przez słońce
Nie skarżą się
Nie krzyczą
I wciąż biegną przed siebie
Cichutko
I tak skromnie…
Potrzebne i niezauważane
Skąd się wzięły?
Dokąd biegną drogi polne?
W szarym pyle historia ludzkości
Zapisana stopami przeszłych pokoleń
Mknie do nikąd.
Tylko zadumane drzewa
Są niemymi świadkami ich wytrwałości
I cichutko
Szemrzą im do snu
Pieśń pisaną przez wieczność
(Maria Gawlikowska – Polne drogi)

140. Zbiornik Włodowice w moich letnich wspomnieniach

„Kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy, trochę lata” – tegoroczny kwiecień zgodnie ze znanym powiedzeniem okazał się być bardzo kapryśnym miesiącem. Było co prawda kilka w pełni wiosennych dni, ale częściej bywało jednak zimno i wietrznie. Wiele szkód w niektórych regionach kraju wyrządził też nagły i silny atak zimy. Ponieważ nie udało mi się skorzystać z tych cieplejszych dni i wyruszyć z aparatem w plener, zrobiłam małe porządki w moim komputerze i w ich efekcie przygotowałam kolejny wspomnieniowy wpis :)

Zapraszam dzisiaj do miejsca, które było wielokrotnie celem moich wycieczek rowerowych i gdzie na pstrykałam już mnóstwo zdjęć, a część z nich teraz pokażę tu :)

Zbiornik (zalew) Włodowice, bo o nim dzisiaj mowa znajduje się w województwie śląskim, powiecie zawierciańskim, gminie Włodowice, pomiędzy Włodowicami, a Rudnikami.

Ten sztuczny zbiornik o powierzchni ok. 2 ha położony jest przy drodze do Zawiercia i pięknie otoczony przez lasy.

Zaglądając do moich archiwalnych wpisów w kategorii „Jura Krakowsko-Częstochowska” można znaleźć wpis 38. Zbiornik Włodowice. Relacjonuję w nim moją pierwszą wycieczkę rowerową do tego miejsca, która odbyła się dokładnie 22 września 2011 roku. Zauroczona, od tej pory byłam tam wielokrotnie, a w moim komputerze (jak już wspomniałam na wstępie) można znaleźć mnóstwo zdjęć zrobionych właśnie tam. Dzisiejszy wpis traktuję jako taką kontynuację tego archiwalnego i dlatego osoby, które zajrzały tu po raz pierwszy zachęcam do zapoznania się z nim, a osobom czytającym mnie regularnie – przypomnienie go sobie :) Znajdziecie tam różne informacje o tym zbiorniku i kilka (moim zdaniem) ciekawych zdjęć 😉

Nad wodą tak mi tutaj fajnie,
Tak mi tu dobrze.
Tak mi tutaj Krainie,
Jak nigdzie nie było dobrze.

Ziemia pachnie i trawa
Dookoła wody, trzciny,
A przy niej kaczek wrzawa,
I ja tutaj wesoł jedyny.

Nikt na mnie nie krzyczy,
Nikt mnie nie woła.
Las wszędzie dziewiczy,
A nad nim lot sokoła.

Kocham to miejsce uwielbienia,
Jak życie, choć k a l e k i e.
Tutaj nigdy nie mówię do widzenia,
Bo wszystko jest bliskie, a nie dalekie.

Słońce wyszło spoza chmur,
Łuskając czoła sosen.
Mamże tutaj leśny mur,
Z pięćdziesięciu trzech, jedenaście wiosen.

Ogrodzony jestem wodą, Puszczą,
A chroniony mgłą i ciszą.
Żyć tutaj tylko wieszczom,
Skoro Natury tętna, myśli wieszczy słyszą.

Więc nie trzeba sympatyków,
Skoro żywioł to docenia.
Tutaj tańczę z Naturą, nie dla wybryków,
A wraz z ciszą do uśpienia…
(Mieczysław Borys)

Oj, fajnie tam, fajnie i dobrze jak tym wierszu powyżej :) I dlatego właśnie tak bardzo lubię jeździć tam na rowerze i w ciszy i w spokoju wpatrywać się w wodę :)

Wiatr pieści cicho powierzchnię jeziora.
Słońce ozłaca aksamitne fale.
Nadeszła późna popołudniowa pora.
Uroczo tak, po prostu wspaniale.

Gdzieś tam mała rybka błyśnie w głębinie.
Stado kaczek płynie dumną flotą.
Drzemią zegary, więc czas wolno płynie.
Przytuliłbym jakąś rusałkę z ochotą.

Lecz jest już pusto bo sezon się kończy.
Rusałki bikini zamienią znów w spodnie.
Z tęsknotą któraś na jezioro spojrzy…
Zabierze wspomnienia miłosne i pogodne.
(Nad jeziorem – Oskar Wizard)

Urok tego miejsca doceniają wędkarze, miłośnicy spacerów, jazdy na rowerze, kąpieli wodnych oraz biwakowania.

Pod widocznymi na kolejnym zdjęciu zadaszeniami można w razie deszczu schronić się, a na paleniskach upichcić coś na ząb :)

Ziemio nasza, Ziemio miła
Tyś nas wszystkich wykarmiła,
Twe powietrze, lasy, wody,
To największa Twa uroda.
Więc człowieku, pilnuj srodze,
By nie padło wszystko w trwodze,
Bo gdy zniszczysz wszystko wszędzie
To i ciebie też nie będzie!

Człowiek przez wieki ujarzmiał przyrodę,
uzyskując z niej zasoby niezbędne do tworzenia
nowych cywilizacji.
I oto nastały czasy, kiedy w wielu regionach
kuli ziemskiej pod naciskiem człowieka
przyroda zaczęła ustępować,
cofać się, a nawet ginąć.
(N. Fiedorenko)

Aż strach pomyśleć jak wyglądałby nasz świat, gdybyśmy dopuścili do całkowitego zniszczenia przyrody :( Z niej czerpiemy tak wiele korzyści, które pozwalają nam na funkcjonowanie. To przecież przyroda dostarcza nam pożywienia i tlenu niezbędnego do życia…

„Mamy tylko jedną Ziemię, a jej przyszłość zależy od każdego na pozór niewielkiego ludzkiego działania, zależy od każdego z nas” (Florian Plit)

Rozmyślając o ochronie przyrody obchodzimy jeszcze raz wkoło zbiornik włodowicki :)

Ponieważ Ziemia opiekuje się nami,
zaopiekujmy się Ziemią.
Odwzajemniajmy miłość jaką nas obdarza,
utrzymując ją w czystości i w szczęściu…

Lubię, gdy słońce mnie woła,
Nad wodę z tysiącem fal.
Gdzie piękna zieleń dokoła,
A dusza wyrywa się w dal (…).

Lubię patrzeć na trzciny,
Wietrzyk w nich sobie hasa.
W tych wodach bywają liny,
Trzeba je tylko złapać.

Na takim łonie natury,
Człowiek odżywa na nowo.
Z życia odpływają chmury,
Nie złości nawet złe słowo.
(Dzień nad wodą – autor: jarmolstan)

Każdy ma swój sposób na wyciszenie się.
Zaglądamy w swój umysł, szybujemy wśród wspomnień.
Żeby zanurkować w tych najprzyjemniejszych.
Im ich więcej, tym dłużej trwa cisza i spokój (…)
(Magda M.)

I kolejny kadr z miejsca, gdzie wspaniale można się zresetować i naładować akumulatory :)

życie …
życie nie jest jak staw ze stojącą wodą –
ale jak płynąca rzeka …
a rzeka …
nurt jej w różny sposób się zmienia
i nic tu nie jest do odgadnienia …
(Zeatix Lens)  

Cudny zielony zakątek, prawda?

Lubię obrazy odbijające się w lustrze wody
– zachwycają mnie i intrygują :)

Powietrze, światło, odpoczynek uzdrawiają,
lecz największe ukojenie
płynie z kochającego serca.
(Theodor Fontane)

Przyroda bez człowieka może żyć,
ale człowiek bez przyrody ZGINIE!

No niestety, człowiek to chyba największy szkodnik natury :(

Kończąc, jak zwykle zachęcam do odwiedzenia pokazywanego przeze mnie miejsca, miejsca gdzie wspaniale można wypocząć i wyciszyć się. By było tam jednak nadal tak pięknie i czysto podkreślam znaczenie edukacji ekologicznej i apeluję:
W obecnych czasach, gdy coraz częściej słyszy się o większych i mniejszych katastrofach ekologicznych – bądźmy „świadomymi” użytkownikami środowiska !!!

Dziękuję za wizytę i wszystkim sympatykom mojego blogowania                 serdeczne pozdrowienia posyłam :) :) :)

139. Ruiny zamku w Bydlinie

Witam serdecznie :) Zanim wyruszę na pierwsze pozimowe wycieczki jeszcze trochę wspomnień z zeszłego roku :) Zastanawiając się, co tym razem pokazać wygrzebałam serię zdjęć przedstawiającą ruiny zamku w Bydlinie, bo większość jurajskich warowni już tu pokazywałam, a tak się złożyło, że tych ruin jeszcze nie. Zachęcam gorąco do obejrzenia zdjęć z tego miejsca na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej :)

Ruiny zamku rycerskiego Bydlin leżą 7 km od pobliskiego Wolbromia i około 10 km na północny wschód od Olkusza (powiat olkuski, województwo małopolskie). Ruina ta stoi w północnej części wsi Bydlin, niedaleko od cmentarza, po lewej stronie drogi prowadzącej do Dłużca. Znajduje się niecałe 6 km od warowni w Smoleniu i Ryczowie, więc będąc tam warto wygospodarować sobie więcej czasu i jeszcze dodatkowo coś innego zwiedzić.

Zamek w Bydlinie został wybudowanego w systemie tzw. Orlich Gniazd i obecnie ruina ta leży również na Szlaku Orlich Gniazd (zarówno pieszym jak i rowerowym).

Pierwsze wzmianki na temat zamku sięgają końca XIV w. Na wysokim, skalistym wzgórzu wzniesiono wtedy warownię – wieżę obronną. Swoją pierwotną funkcję pełniła przez około dwieście lat. Początkowym właścicielem był syn Niemierzy z Gołczy. To właśnie temu drugiemu przypisuje się często budowę warowni.
Do czasu, kiedy w XVI w. przeszedł na własność Bonerów, a następnie Firlejów, zamek miał około dwudziestu właścicieli. Na początku XVI w. Firlejowie dokonali przebudowy murów zamku na kościół. W okresie reformacji ok. 1570 r. Jan Firlej (ówczesny właściciel Bydlina) na krótki czas zamienił kościół na zbór ariański. W 1594 r. jego syn Mikołaj ponownie przeobraził świątynię na kościół katolicki pw. Świętego Krzyża, od którego nazwę przejęło obecnie całe wzgórze. W 1655 r. kościół zburzyli Szwedzi idący na Częstochowę. Kilkadziesiąt lat później został odbudowany przez Męcińskich. Pod koniec XVIII w. zamek został stopniowo opuszczony i uległ ruinie. Pod koniec XIX w. na stokach góry zamkowej istniała kopalnia galeny.
Na początku I wojny światowej, 17 listopada 1914 r., legioniści pod dowództwem komendanta Trojanowskiego okopali się, zajmując pozycje na wzgórzu zamkowym, a następnie ruszyli na stojące w Załężu wojska rosyjskie, rozpoczynając w ten sposób bitwę pod Krzywopłotami. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Do czasów współczesnych zachowały się jedynie resztki murów i fosy. Ruiny mają kształt prostokąta o długości 24 m i szerokości 11 m. Budynek wzniesiony z miejscowego wapienia był oskarpowany na narożach. Średnia grubość murów wynosiła nieco ponad 2 m, a przeciętna wysokość ok. 7 m. W murach widnieją ślady zabudowanych okienek strzelniczych.

Niewiele zostało z tego zamku ale zwiedzić warto 😉

W 2009 roku mur południowy budynku mieszkalnego zawalił się, jednak już w 2012 odbudowano go w ramach prac obejmujących między innymi oczyszczenie pod ciśnieniem murów, osadzenie obluzowanych kamieni z powrotem w murze i uzupełnienie spoin oraz usunięcie roślinności porastającej koronę murów i wewnętrzny obrys kamienicy. Wyremontowano wtedy także schody prowadzące do ruin wraz z towarzyszącą im balustradą.

Obecnie zamek jest dostępny do zwiedzania, a u podnóża wzniesienia, na którym stoi, znajduje się drewniana tablica z opisem jego historii :)

Będąc w Bydlinie warto również zobaczyć położony u podnóża góry zamkowej niewielki cmentarz, na którym znajduje się zabytkowa kaplica cmentarna oraz zbiorowa mogiła 46 legionistów poległych w bitwie pod Krzywopłotami.

Na terenie cmentarza parafialnego w Bydlinie znajduje się murowana kaplica. Została ona wzniesiona na miejscu starej pustelni i jak podają źródła stała już przy końcu XVIII wieku. Rozbudowana została w roku 1884 przez ks. A. Paprockiego, który został pochowany pod jej posadzką.
W ołtarzu znajduje się figura Matki Boskiej z Dzieciątkiem z pierwszej połowy XV wieku, przeniesiona z dawnej pustelni. W aktach kościoła parafialnego znaleźć można spis cudów za pośrednictwem M. B. w cudownej figurze doznanych, prowadzony od roku 1764. Obecnie miejscowa ludność również otacza kultem tę gotycką figurkę.
Wewnątrz kaplicy znajdują się także posąg św. Jana Nepomucena na rokokowym postumencie, oraz rzeźba Chrystusa Frasobliwego.

Niestety tego dnia kaplica była zamknięta, więc mogłam ją oglądać i fotografować jedynie z zewnątrz.

Z Bydlina niedaleko jest do Olkusza, więc tego dnia podjechaliśmy jeszcze na lody, kawę oraz mały spacer do tego uroczego małopolskiego miasta.

Olkusz to miasto w województwie małopolskim, w powiecie olkuskim, siedziba gminy miejsko-wiejskiej Olkusz. Położone jest na zachodnich rubieżach Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej nad rzeką Babą, przy drodze krajowej nr 94 i przy drogach wojewódzkich: nr 783 i nr 791.

Ładny, czysty rynek, z mnóstwem kwiatów i fontanną oraz ciekawymi kamienicami wokół niego :)

Tuż obok runku znajduje się Bazylika kolegiacka św. Andrzeja – kościół halowy z malowidłami ściennymi i organami renesansowymi autorstwa Hansa Hummla z lat 1612-1623 (jedne z najstarszych w Europie organów, zachowanych w stopniu bliskim oryginalnemu). Warto obejść ją wkoło, zwiedzić w środku i chociaż chwilę pomodlić się :)

Wiele wskazuje na to, że Olkusz może się szczycić wielokulturową i wielonarodową historią, początki której sięgają… starożytności. Genealogię pierwszej nazwy – Elkusz najłatwiej, ponoć, objaśnić na gruncie języka … fenickiego. „El” znaczy w nim pan, Bóg, „Kusz” natomiast to – kuć, krajać. Elkusz mogłoby więc znaczyć – pan, który kuje lub miejsce kucia. Fenicjanie, w te odległe od ich ojczyzny strony, mogli przywędrować w poszukiwaniu skarbów, którymi okazały się pokłady rud ołowiu zawierające sporo srebra. Ich eksploatacja być może dała początek historii tutejszego górnictwa i hutnictwa kruszcowego. (Źródło informacji: http://www.umig.olkusz.pl)

Powstania i carskie represje nie zahamowały rozwoju przemysłu w mieście. Zintensyfikowało go przeprowadzenie w latach 1883-85 przez Olkusz lwanogrodzko-Dąbrowskiej linii kolejowej. W kilkanaście lat później – w 1907 roku Peter Westen założył Fabrykę Naczyń Blaszanych.
Wielu olkuszan wzięło udział w I wojnie światowej, wielu zaciągnęło się do Legionów, gdzie istniał nawet oddział Strzelców Olkuskich.
Po odzyskaniu niepodległości liczba mieszkańców Olkusza w ciągu niespełna 20 lat prawie podwoiła się. Zbudowano m.in. nową szkołę, elektrownię i kanalizację. Ważną inicjatywą było stworzenie przez władze Olkusza uzdrowiska w Bukownie.
W okresie II wojny światowej, po zajęciu Polski, Niemcy włączyli miasto do III Rzeszy (granica z Generalną Gubernią przebiegała przez pobliski Rabsztyn). W dniu 16 lipca 1940 r. hitlerowcy rozstrzelali w Olkuszu dwudziestu Polaków. Ofiarami egzekucji byli więźniowie polityczni przywiezieni z Mysłowic i Sosnowca oraz pięciu olkuszan. 31 lipca 1940 roku, w dniu nazwanym potem Krwawą Środą, Niemcy przez cały dzień torturowali setki mieszkańców miasta na olkuskich placach. II wojna światowa przyniosła także kres wielowiekowej bytności Żydów w Olkuszu. W czerwcu i lipcu 1942 r. niemal wszystkich wywieziono do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu i zgładzono. (Źródło informacji: http://www.umig.olkusz.pl)

Na zdjęciu rekonstrukcja baszty :)

W okresie powojennym nastąpił rozwój miasta generowany inwestycjami przemysłowymi zarówno w mieście jak i w pobliskim Górnośląskim Okręgu Przemysłowym. Unowocześniana, państwowa olkuska „Emalia” znalazła się w czołówce krajowych producentów naczyń emaliowanych, wanien i zlewozmywaków. Zelektryfikowano linię kolejową. Wybudowano od podstaw kopalnię rud metali nieżelaznych „Olkusz”. Przez miasto przeprowadzona została szerokotorowa linia kolejowa łącząca Sławków, Olkusz, Hrubieszów, Moskwę i Magnitogorsk. Zbudowana została by zaopatrywać Hutę Katowice w rudę żelaza. Rozwojowi przemysłu towarzyszył szybki przyrost liczby mieszkańców miasta. Z 12 tys. przed wojną, z czasem przekroczyła 40 tysięcy. Rozwinęło się budownictwo mieszkaniowe. Olkusz otoczyły osiedla bloków. Wybudowane zostały Miejski Dom Kultury, szpital, hotel miejski, hala sportowo- widowiskowa, miasto połączono dwupasmową trasą ze Śląskiem.
Przejęcie zarządzania sprawami gminy przez samorząd lokalny, zapoczątkowane w 1990 roku pierwszymi wyborami do Rady Miasta dało efekty – Olkusz zyskał na wyglądzie, remontuje się ulice, kończy się kanalizowanie miasta, jego ulice są lepiej oświetlone. W 1999 roku po kolejnej reformie administracyjnej Srebrny Gród ponownie stał się siedzibą władz powiatowych, tym razem w granicach nowego województwa małopolskiego.
(Źródło informacji: http://www.umig.olkusz.pl)

Ponownie baszta wraz z odrestaurowanym fragmentem muru obronnego :)

Będąc w Olkuszu warto pospacerować jego ulicami zwracając uwagę na liczne pomniki.

Na zdjęciu poniżej pomnik upamiętniający ofiary komunizmu, który stoi u wylotu ul. Augustiańskiej. Na trzymetrowym krzyżu widnieje płaskorzeźba przedstawiająca Chrystusa wyciągającego z wody „do świętości” księdza Jerzego Popiełuszkę.

… i spojrzenie na ulicę Krakowską :)

Warto odwiedzić Olkusz i zwiedzić wszystkie jego zabytki oraz liczne muzea. Na uwagę zasługuje Muzeum Pożarnictwa Ziemi Olkuskiej, Muzeum PTTK-Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze, Muzeum Wody, które mieści w budynku Stacji Uzdatniania Wody przy ulicy Wspólnej, Muzeum Afrykanistyczne w Olkuszu prezentujące zbiory dr. Bogdana Szczygła – jedyne tego typu w Polsce oraz Muzeum Twórczości Władysława Wołkowskiego w Dworku Machnickich. Kilka lat temu byłam w Muzeum Afrykanistycznym i bardzo mi się tam podobało, ale tym razem korzystając z ładnej pogody woleliśmy spacerować po mieście i ciesząc oczy bujną zielenią odpoczywać w parku :)

Miło powspominać, a tymczasem wiosna nadeszła i już zdecydowanie cieplej się zrobiło :) Zachęcam więc do aktywnego wypoczynku w plenerze i ładowania akumulatorów na łonie natury :)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO :) :) :)

138. U stóp Gerlacha – Batyżowiecki Staw (słow. Batizovské pleso)

Uwielbiam Tatry, więc z wielką przyjemnością przedstawiam jeszcze jedno miejsce w słowackich Tatrach Wysokich – Dolinę Batyżowiecką (słow. Batizovská dolina) oraz leżący u stóp najwyższego szczytu Tatr Gerlacha (Gerlachovský štít, 2655 m n.p.m.) oraz Kończystej (Končistá, 2535 m) – Batyżowiecki Staw (Batizovské pleso) :)

To był już ostatni dzień wakacyjnego wyjazdu i my po tych kilku dniach codziennej intensywnej wędrówki tatrzańskimi szlakami byliśmy już nieco zmęczeni, ale Tatrami jeszcze ciągle nienasyceni, więc postanowiliśmy udać się na jeszcze jeden (już krótszy) szlak. Znowu pojechaliśmy na Słowację, zaparkowaliśmy tym razem w Vyšné Hágy i idąc szlakiem żółtym przez Dolinę Stwolską po 2 godzinach dotarliśmy do Doliny Batyżowieckiej nad Batyżowiecki Staw :)

Upalnie, cały czas pod górę, więc odpoczynki na trasie były mile widziane 😉

Młodszy syn również na postojach odpoczywał :)

Gdy w końcu dotarliśmy do celu, to bardzo się ucieszyliśmy :)

Batyżowiecki Staw (słow. Batizovské pleso) położony jest w Tatrach Wysokich w środkowej części Doliny Batyżowieckiej (Batizovská dolina) na wysokości 1884 m. n.p.m.
Według pomiarów pracowników TANAP-u z lat 1961–67 ma powierzchnię 3,48 ha, wymiary 288 × 160 m i głębokość ok. 8,7 m. Starsze pomiary Josefa Schaffera z 1928 r. dały rezultaty odpowiednio 2,7792 ha, 234 × 160 m i 11,2 m głębokości :)

Batyżowiecki Staw to jezioro polodowcowe o półksiężycowatym kształcie, zamknięte potężnym i typowym ryglem skalnym o wysokości 11 m. Z rygla tego rozciągają się widoki na groźne filary Kończystej, ściany Gerlachu, Batyżowiecki Szczyt, Kościółek, Kaczy Szczyt i Zmarzły Szczyt.

Ze stawu wypływa Batyżowiecki Potok (Batizovský potok), który, spadając z progu skalnego, tworzy liczne kaskady – Batyżowieckie Wodospady (Batizovské vodopády) :)

W dolinie znajduje się jeszcze kilka mniejszych stawków. Są to: Czarny Staw Batyżowiecki (Čierne pleso, ok. 1230 m), Mały Batyżowiecki Stawek (Malé Batizovské pliesko, ok. 1920 m), Stawek pod Kościołkiem (Pliesko pod Kostolíkom, ok. 2075 m) oraz trzy niewielkie Batyżowieckie Oka (Batizovské oká, ok. 2200 m). Czarny Staw Batyżowiecki jest najniżej położonym naturalnym, stałym zbiornikiem wodnym na terenie Tatr Wysokich. My do nich  nie dotarliśmy, więc pretekst by w przyszłości ponownie odwiedzić to miejsce już jest 😉

„Góry są miejscem szczególnym, gdzie wraz ze wzrostem wysokości stopniowo zanika życie. Moment, w którym życie zanika, lub odwrotnie – w którym się ono pojawia, jest źródłem szczególnego objawienia, a zatem pewnego zdumienia i refleksji.(…)” (Wojciech Kurtyka)

„Wobec potęgi gór prościej odkrywa się siebie, a przynajmniej to, że większość granic i lęków to tylko ułomność naszego umysłu, poza którą zaczyna się wolność…” (Jacek Teler)

„Kto chce naprawdę odnaleźć samego siebie, musi nauczyć się obcowania z przyrodą, bo oczarowanie jej pięknem wprowadza bezpośrednio w ciszę kontemplacji…” (Jan Paweł II)

Urocze i skłaniające do refleksji miejsce… byliśmy tam po raz pierwszy, ale ze względu na piękno i spokój miejsce to urzekło nas :)

Obok Batyżowieckiego Stawu poprowadzona jest trasa Magistrali Tatrzańskiej, łącząca doliny: Wielicką, Batyżowiecką i Mięguszowiecką. W głąb doliny nie poprowadzono znakowanych tras turystycznych, zatem tylko z przewodnikiem tatrzańskim można dotrzeć do jej wnętrza lub wyżej na Gerlach.

Dolina Batyżowiecka jest stosunkowo stroma. W dolnej części jest pokryta lasami i kosodrzewiną, wyżej wznosi się tarasami. Główna część doliny oddzielona jest skalnym progiem, Batyżowieckimi Spadami. W górnej części doliny sterczy samotna turnia zwana Kościołkiem (Kostolík), która dzieli ją na dwie części.

Dolina Batyżowiecka sąsiaduje:
* od wschodu z doliną Stos oraz z Doliną Wielicką
* od północy z Doliną Białej Wody, a dokładniej z jej górnym piętrem – Doliną Kaczą
* od zachodu z Doliną Złomisk, odnogą Doliny Mięguszowieckiej oraz z Doliną Stwolską

Dawniej w Dolinie Batyżowieckiej istniało pasterstwo, ale w dość skromnym zakresie. Próbowano tu także wydobywać złoto. Od długiego czasu dolinę odwiedzali myśliwi ze Stwoły i innych miejscowości. Do najlepszych znawców tych okolic należeli Ján Ruman Driečny młodszy i Ján Pastrnák. Pierwszymi znanymi osobami, które przeszły przez dolinę, byli B. Łoś z przewodnikiem Jędrzejem Walą starszym w 1860 r. Zimą dotarł tu jako pierwszy Miklós Szontagh senior w latach 1873-1880.

Cieszę się, że i mnie w sierpniu 2016 po raz pierwszy udało się tu dotrzeć i na własne oczy zobaczyć piękno tego miejsca :)

„Góry to zamienione w skały wykrywacze kłamstw, pozwalające człowiekowi poznać samego siebie, a także innych. Każdy musi kiedyś zrzucić maskę. Wszystkie cechy charakteru tworzące osobowość, w ekstremalnych warunkach wychodzą na światło dzienne w skoncentrowanej formie.” (Stefan Głowacz)

Mój młodszy syn Fabianek w Batyżowieckiej Dolinie
– z tyłu za nim masyw Kończystej (słow. Končistá) :)

Uważam, że jeśli dziecko od małego przyzwyczaja się do chodzenia po górach, to z każdym rokiem jest ono w stanie więcej przejść i wyżej wejść. A jak tak patrzę na mojego Fabianka, to jestem z niego dumna – kondycję ma, chęci do chodzenia również, nazwy zapamiętuje, szczyty coraz lepiej odróżnia, nie ma lęku wysokości i ekspozycji – czyżby młody taternik rósł?? 😉 I tak go cieszy zdobycie każdego szczytu :) Tylko jest jeden problem – nie ma się z kim tą radością cieszyć, bo gdy po powrocie z wakacji opowiada, że był na Krywaniu, Wrotach Chałubińskiego, czy Sławkowskim Szczycie, to nikt nie wie gdzie to jest i co to jest, hehehe 😉

Góry to piękno, źródło siły twórczej, poczucie wolności i szczęścia…  i ostatni już kadr z Doliny Batyżowieckiej i zarazem zakończenie moich wspomnień z zeszłorocznej tatrzańskiej wędrówki :) Mnóstwo radości i niezapomnianych wrażeń dostarczyła nam wszystkim ta wyprawa, a wspominanie jej tu i zachęcanie do wędrowania naszymi śladami było dla mnie równie przyjemne i chyba dlatego też tak długo trwało 😉

Podsumowując trasa:
Vyšné Hágy – Batyżowiecki Staw (Batizovské pleso) – Vyšné Hágy

POZDRAWIAM SERDECZNIE :) :) :)

137. Kriváň (2494 m n.p.m.) – narodowa góra Słowaków

Szlak na Krywań (2494 m n.p.m.), czyli narodową górę Słowaków warto odwiedzić ze względu na wspaniałą panoramę. Ja odwiedziłam go w moim życiu już dwukrotnie – po raz pierwszy 19 września 2003 roku, a ponownie 19 sierpnia 2016 roku. Z przyjemnością zachęcam teraz do przeczytania relacji i obejrzenia zdjęć z tego zeszłorocznego zdobywania go :)

Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy z Trzech Źródeł (Tri studničky) gdzie znajduje się rozdroże szlaków turystycznych, przystanek autobusowy i płatny parking. Miejsce to leży przy Tatrzańskiej Drodze Młodości w słowackich Tatrach, pomiędzy miejscowością Szczyrbskie Jezioro (8,5 km) a osadą Podbańska (4,5 km).

Z Trzech Źródeł szlakiem zielonym przez Gronik (słow. Grúnik, 1576 m n.p.m.) doszliśmy do Rozdroża pod Krywaniem (słow. Rázcestie w Krivanskom žľabe, 2120 m n.p.m.).

Rozdroże pod Krywaniem lub Rozdroże w Krywańskim Żlebie (słow. Rázcestie w Krivanskom žľabe) położone jest na wysokości 2120 m n.p.m. Przy dosłownym tłumaczeniu słowackiej nazwy powinno się nazywać Rozdroże w Krywańskim Żlebie, jednak bardziej przyjęło się w Polsce określenie Rozdroże pod Krywaniem :)

Od Rozdroża pod Krywaniem przez Mały Krywań i Krywańską Przełączkę na szczyt Krywania prowadzi już tylko jedna (znakowana na niebiesko) ścieżka :)

Od tego momentu droga robi się coraz bardziej stroma, a otaczający nas krajobraz coraz bardziej skalisty.

Najbardziej wymagający był ostatni odcinek (tuż pod szczytem), gdyż musieliśmy wspinać się po stromym skalnym stoku i wspomagać rękoma.

Utrudnieniem był również tłok, brak jednej, jednoznacznie wyznaczonej ścieżki oraz sztucznych ułatwień w postaci klamr, bądź łańcuchów i dlatego musieliśmy zachować dużą ostrożność.

Krywań zbudowany jest ze skał krystalicznych, głównie z granitów. Położony jest w grani bocznej, na zakończeniu długiej, mającej około 10 km grani odchodzącej od głównej grani tatrzańskiej w Cubrynie (Čubrina). Cała odnoga jest nazywana główną granią odnogi Krywania (Hlavná os hrebeňa Kriváňa).

Szczyt Krywania wznosi się na około 1400 m powyżej dna Doliny Koprowej, co jest największą wysokością względną w Tatrach. Północne ściany ramienia Krywania opadają w kierunku doliny Niewcyrki (Nefcerská dolina).

Od strony wschodniej pod ściany Krywania podchodzi Dolina Ważecka (Važecká dolina), w której na wysokości 2017 m n.p.m. znajduje się duży (pow. 5,16 ha i 23,1 m głębokości) Zielony Staw Ważecki (Zelené pleso pod Kriváňom) :)

16 sierpnia 1841 na Krywań weszli słowaccy działacze odrodzenia narodowego Ľudovít Štúr i Michal Miloslav Hodža. Od tego właśnie roku na jego szczyt urządza się patriotyczne národné výlety, w których najpierw brali udział zwolennicy niepodległości, od nazwiska Štúra nazywani štúrowcami, potem patrioci i twórcy słowackiej kultury. Obecnie narodowe wejścia są organizowane w weekend około 16 sierpnia każdego roku, kiedy na szczyt wchodzi po 500 osób jednocześnie.

Krywań od 1935 jest narodową górą Słowaków. Szczyt został umieszczony także w hymnie Słowacji, w herbie Słowackiej Republiki Socjalistycznej (wieczny ogień na tle góry), a od 1 stycznia 2009 r. znajduje się na słowackich monetach o nominale 1, 2 i 5 eurocentów.

Na zdjęciu poniżej ponownie krzyż na szczycie Krywania – znak niepodległej Słowacji :)

Widok ze szczytu jest bardzo przestrzenny, ponieważ Krywań znajduje się w samym środku Tatr, pomiędzy Tatrami Wysokimi i Zachodnimi. Widać stąd Rysy, Łomnicę, Lodowy Szczyt, Mięguszowieckie Szczyty oraz trawiaste zbocza Koprowej Doliny :)

Jeden z turystów w XIX w. pisał: „Mało jest widoków równych co do straszności przyrody”.

Według stanu z początku 2016 roku jest to drugi najwyższy (po Rysach) tatrzański szczyt dostępny dla turystów, więc tym bardziej cieszę się, że miałam możliwość oraz odwagę i kondycję, by już dwukrotnie na nim być :)

Hej Krywaniu, Krywaniu wysoki!
Płyną, lecą spod ciebie potoki!
Tak się leją moje łzy, jak one,
hej łzy moje, łzy niezapłacone…

Hej Krywaniu, Krywaniu wysoki!
Płyną, lecą nad tobą obłoki!
Tak się toczy moja myśl, jak one,
hej te myśli, te myśli stracone…

Hej Krywaniu, Krywaniu wysoki!
Idzie od cię szum lasów głęboki,
a mojemu idzie żal kochaniu,
hej Krywaniu, Krywaniu, Krywaniu!…

W latach 70. pieśń „Krywań, Krywań” weszła do repertuaru zespołu Skaldowie :)

Na kolejnym zdjęciu tablica na szczycie Krywania upamiętniająca zdobycie go przez Ľudovíta Štúra :)

Szare tło z poprzedniego zdjęcia to chmury, które nagle nadeszły zasłaniając wspaniałą panoramę i jednocześnie mobilizując nas do szybszego schodzenia, niż to pierwotnie planowaliśmy :(

Góry prezentują dumnie swoje wyprostowane, masywne sylwetki, kusząc do zdobywania ich szczytów i obiecując niezapomniane przeżycie tym, którzy się na to odważą… zachwyceni zdobyciem Krywania i panoramą widokową z niego, teraz podziwiamy widoki schodząc w dół :)

I ponownie jesteśmy i odpoczywamy na Rozdrożu pod Krywaniem – (słow. Rázcestie w Krivanskom žľabe, 2120 m n.p.m.).

Na zdjęciu poniżej widać ścieżkę, którą to biegnie zielony szlak z osady Trzech Źródeł przez Gronik do Rozdroża pod Krywaniem, którym to wchodziliśmy wcześniej, a teraz będziemy schodzić 😉 By nie powtarzać trasy można zamiast do Trzech Źródeł zejść szlakiem niebieskim (przez Pawłowy Grzbiet, Rozdroże przy Jamskim Stawie) do przystanku autobusowego Biały Wag przy Tatrzańskiej Drodze Młodości, ale na nas, no cóż, na parkingu w Trzech Źródłach czekał samochód i musieliśmy do niego powrócić :)

Wchodząc szkoda nam było na to czasu, ale w drodze powrotnej schodząc już z Gronika postanowiliśmy odbić nieco z zielonego szlaku na specjalnie wytyczoną ścieżkę, by zobaczyć zrekonstruowany w 1981 roku bunkier partyzancki oraz wmurowaną obok niego tablicę upamiętniającą nazwiska poległych tu partyzantów.

Podsumowując trasa:
Trzy Źródła (słow. Tri Studnićky) – Gronik (słow. Grúnik, 1576 m n.p.m.) – Rozdroże pod Krywaniem – (słow. Rázcestie w Krivanskom žľabe, 2120 m n.p.m.) – Mały Krywań (słow. Maly Krivań, 2335 m n.p.m.) – Krywań (słow. Krivań, 2494 m n.p.m. – Mały Krywań (słow. Maly Krivań, 2335 m n.p.m.) – Rozdroże pod Krywaniem – (słow. Rázcestie w Krivanskom žľabe, 2120 m n.p.m.) – Gronik (słow. Grúnik, 1576 m n.p.m.) – Trzy Źródła (słow. Tri Studnićky)

Ciekawa trasa :) Dla mnie i dla mojego męża powtórka sprzed 13 lat, ale ze względu na synów i ich wielką chęć zdobycia Krywania powtarzaliśmy ją z przyjemnością :)
Moi synowie dreptania godzinami po asfalcie nie lubią i dlatego „asfaltówka” do Morskiego Oka z poprzedniego dnia bardzo im się dłużyła. Zdobywanie Wrót Chałubińskiego, bądź Krywania nie stanowiło dla nich wielkiego problemu, gdyż będąc wyżej śmigali już jak prawdziwe kozice górskie 😉 Cieszę się, że pokochali góry tak jak ja i teraz już razem możemy wędrować i zdobywać kolejne tatrzańskie szczyty :)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO  :) :) :)

136. Morskie Oko – Wrota Chałubińskiego (2022 m n.p.m.)

Witam i zapraszam do kolejnej wspólnej wędrówki :)                                                 Tym razem jedziemy do Polany Palenica i Doliną Rybiego Potoku udajemy się do Morskiego Oka :) i już teraz na wstępie zdradzę, że to dopiero połowa trasy, a im wyżej będziemy, tym widoki piękniejsze będą :)

Morskie Oko to jezioro wyjątkowe z wielu względów. Ma największą powierzchnie lustra wody ze wszystkich stawów tatrzańskich (35,6 ha), a przy tym jest wspaniale położone w otoczeniu najwyższych polskich szczytów. Leży na wysokości 1395m n.p.m., mieści prawie 10 mln m3 wody, a jego maksymalna głębokość sięga 51m.
Ze względu na to, że żyły w nim ryby, co w tatrzańskich jeziorach jest zjawiskiem rzadkim, było nazywane Rybim Stawem. Pod tą nazwą zostało wymienione w 1676 roku w dokumencie dziedzicznego użytkowania dla sołtysa Białki Wojciecha Nowobilijskiego :)

O Morskim Oku rozpisywałam się już kiedyś, więc by nie powtarzać się po więcej informacji odsyłam do archiwalnego wpisu 117. Największe tatrzańskie jezioro – Morskie Oko oraz największy rezerwuar wody, czyli Dolina Pięciu Stawów Polskich

Oj, pięknie jest nad Morskim Okiem, ale komu w drogę, temu czas :)

My tego dnia ambitnie chcieliśmy zdobyć Wrota Chałubińskiego – wąską przełęcz (2022 m n.p.m.) w głównej grani Tatr pomiędzy Kopą nad Wrotami, a Szpiglasowym Wierchem.
Od schroniska PTTK nad Morskim Okiem ruszyliśmy więc najpierw szlakiem żółtym („Ceprostradą”) na Szpiglasową Przełęcz, a potem szlakiem czerwonym prowadzącym Doliną za Mnichem na Wrota Chałubińskiego :)

Kolejne zdjęcie z trasy – na środku widzimy jeden z najbardziej rozpoznawalnych szczytów Tatr – Mnicha :)

Z „Ceprostrady” jest on doskonale widoczny :)

Po godzinie wędrówki  dochodzimy do progu Doliny za Mnichem, gdzie pojawia się szlak czerwony prowadzący już bezpośrednio na Wrota Chałubińskiego :)

Dolina za Mnichem była miejscem wypasu owiec, wchodziła w skład Hali za Mnichem. Od wieków wypasali na niej Murzańscy, ostatnim wypasającym był Jan Murzański z Gronia. Prowadzono tu także poszukiwania górnicze i wydobywano w niewielkich ilościach szpiglas (antymonit). Z widokiem Doliny za Mnichem związany jest balet Karola Szymanowskiego „Harnasie”.

Zanim powędrujemy dalej  – mały odpoczynek :)  a odpoczywać w takim miejscu, to zapewniam Was – prawdziwa przyjemność :)

W dole za mną można wypatrzeć Morskie Oko, a wyżej Czarny Staw pod Rysami :)

I ponownie w kadrze Morskie Oko i Czarny Staw :)
Z tego miejsca można podziwiać je razem :)

Wędrujemy dalej Doliną za Mnichem :)
Krajobraz tworzą tam mocno zróżnicowane formy polodowcowe. Dolina składa się z kilku tarasów ukształtowanych przez lodowiec. Najniższe piętro jest położone na wysokości ok. 1785 m, w nim pojawia się okresowo wysychający i dzielący się na kilka mniejszych Staw Staszica (tego dnia zupełnie wyschnięty).

Przypatrując się dokładniej kolejnemu zdjęciu, na środku, można wypatrzeć stado kozic 😉

Cisza gór koi tu i przywraca równowagę, ostre powietrze oczyszcza zmęczone płuca i przynosi delikatny zapach szczęścia…

Na zdjęciu widzimy tarasowe pustkowie skalne w Dolinie za Mnichem oraz plamę po wysychającym okresowo Stawie Staszica :)

Dolina za Mnichem podchodzi pod Miedziane, Szpiglasowy Wierch, Cubrynę i Mnicha :)

Po lewej widzimy Mnicha – z tej perspektywy wygląda nieco dziwacznie 😉

Mnich to szczyt o wysokości 2068 m n.p.m. Obok Mięguszowieckich Szczytów stanowi drugi charakterystyczny element otoczenia Morskiego Oka.
Masyw Mnicha położony jest w górnych piętrach Doliny Rybiego Potoku, pomiędzy Doliną za Mnichem od strony północno-wschodniej a Mnichowym Żlebem, oddzielającym go na południowym wschodzie od masywu Cubryny i Mięguszowieckich Szczytów. Składa się z trzech głównych wzniesień: Mnicha, Mniszka (ok. 2045 m) i Ministranta. W ścianach Ministranta znajduje się największy w Tatrach okap, wierzchołek ten widoczny jest natomiast jedynie od strony północno-wschodniej. Z Mnichową Kopą łączy Mnicha ledwo widoczny, trawiasto-piarżysty grzbiet.
Najprostsza droga na wierzchołek prowadzi od zachodu, z Doliny za Mnichem „przez płytę” :)

Poniżej widzimy jak na tle Mnicha, w Dolinie za Mnichem, odpoczywa przed dalszą wędrówką, czyli zdobyciem Wrót Chałubińskiego mój młodszy syn – Fabianek :)

Zanim powędrujemy dalej jeszcze kilka ciekawostek związanych z Mnichem :)

Na jego wierzchołek nie prowadzi żaden szlak turystyczny. Jednak pod okiem przewodnika mogą na niego wejść nie tylko doświadczeni taternicy, ale także bardzo wprawni turyści o pewnych umiejętnościach wspinaczkowych.
Najprostsza droga na wierzchołek prowadzi od zachodu z Doliny za Mnichem „przez płytę”. Najtrudniejsze są drogi biegnące ścianą północno-wschodnią, zwaną również wschodnią, widoczną najlepiej od strony Morskiego Oka. Choć początkowo Mnicha uważano za szczyt niedostępny, później za jeden z najtrudniej w Tatrach dostępnych, dziś wśród taterników należy do najpopularniejszych celów wspinaczkowych. Kilka z łatwiejszych dróg (Przez płytę, Klasyczna, Orłowskiego) często pełni funkcję dróg kursowych.

Podczas II wojny światowej, w 1941 roku, hitlerowcy umieścili na widocznej znad Morskiego Oka ścianie Mnicha drewnianą swastykę. Miał to być symbol oznaczający dominację państwa niemieckiego. W odpowiedzi, polscy taternicy, Łapiński i Paszucha, nocą obluzowali mocowanie. Podczas wichury znak mający świadczyć o panowaniu Niemców nad Tatrami spadł. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Zarys góry jest symbolem umieszczonym na odznakach przewodników tatrzańskich. Sylwetka tego szczytu jest charakterystycznym elementem panoramy Tatr Wysokich. Kształtem przypomina postać siedzącego mnicha w kapturze. Z górą tą wiążą się ludowe podania o wędrującym po Tatrach mnichu. Po raz pierwszy nazwę Mnicha zapisał w 1721 roku Gabriel Rzączyński. Szczyt opisywany był również przez poetów (m.in. w Sobótce Seweryna Goszczyńskiego czy w wierszach Kazimierza Jaworskiego), występował też w filmach (np. Prowokator Krzysztofa Langa z 1995 r.). Wejście na Mnicha drogą Długosza i Pietscha zostało ukazane w filmie krótkometrażowym Wariant R w reżyserii Sergiusza Sprudina w marcu 1961 roku. W 2008 r. kręcone były tu zdjęcia do filmu „Deklaracja nieśmiertelności” przedstawiającego sylwetkę Piotra Korczaka, autora wielu przejść na tej górze, będącego jednym z „Kustoszy Mnicha”.

Warto zwrócić również uwagę na roślinność – w Dolinie za Mnichem występuje turzyca Lachenala i wiechlina tatrzańska – gatunki roślin Polsce występujące tylko w Tatrach na nielicznych stanowiskach, a także turzyca tęga w Tatrach występująca tylko w 4 miejscach

Idziemy dalej… po przejściu płaskiego dna Doliny za Mnichem ścieżka zaczyna piąć się ostro w górę licznymi zakosami. Górny fragment szlaku robi się skalisty, ale biorąc pod uwagę wysokość, na której już jesteśmy nie przysparza on trudności technicznych. Trzeba jedynie uważać na piargi wyścielające ścieżkę, bo na nich można łatwo pojechać.

Na zdjęciu Dolina za Mnichem widziana z Wrót Chałubińskiego, czyli spojrzenie na polską stronę 😉

Wrota Chałubińskiego są wąską przełęczą usytuowaną w głównej grani Tatr na wysokości 2022 m n.p.m. pomiędzy Kopą nad Wrotami a Szpiglasowym Wierchem. Nazwa przełęczy pochodzi od nazwiska Tytusa Chałubińskiego; lekarza, wybitnego badacza przyrody tatrzańskiej, współzałożyciela Towarzystwa Tatrzańskiego.
Z daleka przypominają wyrazisty portal, wręcz bramę, „wejście do Nieba” i wydają się być niezwykle tajemnicze… nie dziwmy się więc, że przyciągają tak wielu turystów 😉

Na zdjęciu moi synowie – dzielni zdobywcy Wrót Chałubińskiego :)

Pierwsze turystyczne wejścia letnie nie zostały odnotowane, natomiast zimą pierwsi na przełęczy byli 7 lutego 1914 r. na nartach W. Skórczewski i przewodnik Stanisław Gąsienica Byrcyn. W rejonie tej przełęczy zginęła we wrześniu 1994 roku Maria Chałubińska (z domu Berger) – żona wnuka Tytusa Chałubińskiego Stefana.

Niegdyś przez Wrota Chałubińskiego prowadził szlak z Doliny Rybiego Potoku do Doliny Piarżystej – górnego piętra Doliny Ciemnosmreczyńskiej (Temnosmrečinská dolina). Ścieżka została przebudowana w latach 1889–1890 w łatwo dostępny szlak. Na wniosek Walerego Eljasza-Radzikowskiego zmieniono nazwę przełęczy, dla uczczenia zmarłego w 1889 r. Tytusa Chałubińskiego.
Po II wojnie światowej zlikwidowano szlak po słowackiej stronie (Dolina Piarżysta jest rezerwatem przyrody, szlak prowadzi tylko do Ciemnosmreczyńskiego Stawu). Po stronie polskiej Wrota Chałubińskiego dostępne są znakowanym szlakiem znad Morskiego Oka przez Dolinę za Mnichem. Szlak ten po wielu latach zamknięcia został otwarty w 1972 r., a w 1996 r. został wyremontowany. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Panorama z Wrót Chałubińskiego nie jest może bardzo rozległa, ale moim zdaniem niezwykle interesująca. Szczególnie pięknie prezentuje się stąd Wyżni  Ciemnosmreczyński Staw po słowackiej stronie. Nad Doliną Ciemnosmreczyńską można podziwiać grań Koprowego Wierchu (tzw. Pośredni Wierszyk), Grań Hrubego powyżej oraz Kopy Liptowskie i Tatry Zachodnie w oddali :) Szkoda, że istniejący kiedyś szlak na słowacką stronę po II wojnie światowej został zlikwidowany :(

Zadowoleni ze zdobycia Wrót Chałubińskiego schodzimy już w dół :)

Skały opowiadają tu o tym jak ludzie przezwyciężają własne słabości i lęki, jak  przekraczają granice wytrzymałości, bólu oraz zmęczenia… Nagrodą jest wolność, którą, tak naprawdę można poczuć tylko tutaj – w uśpionych górską ciszą Tatrach :)

Ponownie wędrujemy przez cudną Dolinę za Mnichem :)

„Góry mają swoją filozofię, w górach „wysoki” nie zawsze znaczy „trudny (…)”. Góry są tajemnicą. Stanowią wielkie misterium. Z jednej strony pasjonują i pociągają, z drugiej – wywołują lęk i budzą trwogę.” (ks. Roman Twardowski)

24 lutego 2013 r. ze zboczy szczytu Miedziane (2233 m n.p.m.) do Doliny za Mnichem zeszła lawina. W tym rejonie znajdowało się wówczas pięć osób – dwie z nich samodzielnie wydostały się spod śniegu i zawiadomiły o wypadku centralę TOPR, które przeprowadziło natychmiastową akcję ratunkową. W wyniku zdarzenia śmierć na miejscu poniosła jedna osoba, druga w stanie ciężkim została przetransportowana helikopterem do szpitala w Zakopanem :(

Pięknie było w Dolinie za Mnichem oraz na Wrotach Chałubińskiego i mam nadzieję, że udowodniłam to :)

Trasę można by jeszcze wydłużyć i uatrakcyjnić wracając do Polany Palenica przez Szpiglasową Przełęcz, Dolinę Pięciu Stawów Polskich oraz Doliną Roztoki. My jednak ze względów czasowych i dlatego, że nie lubimy biegać po górach zaliczając w ekspresowym tempie kolejne szczyty, tylko chodzimy delektując się ich pięknem, wracaliśmy „ceprostradą” jeszcze raz tego dnia ciesząc oczy wspaniałym widokiem Morskiego Oka :)

Pogodne ,ciche jak duch, co tonąc w marzeniu
leci w sfery spokojne, burzliwe ominie:
lśni jezioro zamknięte w granitów kotlinie,
jak błyszczący dyjament w stalowym pierścieniu.

Słońce nad obłokami po nieba sklepieniu
jak orzeł nad żurawi lotnym stadem płynie;
granity się malują w przejrzystej głębinie,
niby obraz przeszłości odbity w wspomnieniu.

Widziałem to jezioro, gdy po nieba sklepie
wicher gnał czarne chmury, wyjąc w skalnej głuszy,
podobny lwu, co ściga bawoły po stepie:

skrami spod kopyt błyski z chmur wylatywały,
grzmot zdał się rykiem. Woda bijąca o skały
była jak duch, co więzy targa, a nie ruszy.
( Kazimierz Przerwa-Tetmajer )

I ostatnie spojrzenie na taflę Morskiego Oka, jako zakończenie spokojnej wędrówki, bo podążanie „asfaltówką”, w tłumie do Polany Palenica do spokojnej wędrówki już nie należało, zresztą pewnie niejeden z Was doskonale wie, jak to wygląda w sezonie wakacyjnym 😉

Podsumowując trasa:
Polana Palenica – Dolina Rybiego Potoku – Morskie Oko – Dolina za Mnichem – Wrota Chałubińskiego (2022 m n.p.m.) – Dolina za Mnichem – Morskie Oko – Dolina Rybiego Potoku – Polana Palenica

Niedawno powitaliśmy Nowy Rok 2017!!!

Mój cel – BYĆ SZCZĘŚLIWĄ !!!!!!!
Środki wiodące do celu: uśmiechać się do siebie samej, kiedy rano staję przed lustrem; skupić się na tym, co mi wychodzi i sprawia radość, a przestać zamartwiać tym, co nie wyszło; dostrzegać drobiazgi, które życie rzuca pod nogi, a nie być zbyt skupioną na sobie; przestać narzekać, bo to i tak niczego nie zmieni, a jedynie tylko dolewa goryczy do życia, które i tak jest słodko-gorzkie; zacząć rozpieszczać siebie i dlatego od czasu do czasu kupić sobie prezent bez okazji; nadal rozwijać turystyczno-fotograficzną pasję i zwiedzać, jak najwięcej zwiedzać… 😉

POZDRAWIAM i w Nowym Roku zdrówka, szczęścia i pomyślnej realizacji wytyczonych celów Wszystkim zaglądającym tu do mnie osobom życzę :)

135. Chata Plesnivec – jedyne schronisko w Tatrach Bielskich

Witam serdecznie :) Zima zaatakowała, a ja nadal, powoli wspominam sobie letnie, tatrzańskie łazikowanie 😉

Następnego dnia obudziła nas ulewa :( Usprawiedliwieni więc tak niekorzystną aurą pogodową porzuciliśmy ambitniejsze plany, zrezygnowaliśmy ze zdobywania wysokich szczytów, a zamiast tego postanowiliśmy dłużej pospać i zregenerować siły na kolejne dni.
Po późnym śniadaniu i dylemacie jak spędzić ten dzień w końcu zdecydowaliśmy się pojechać na Słowację licząc na to, że tam mniej pada. Niestety, też mocno padało i wobec tego nie było sensu iść wyżej w góry. Wysiedliśmy więc w Tatrzańskiej Kotlinie – miejscowości położonej u wschodniego krańca Tatr Bielskich, powkładaliśmy płaszcze przeciwdeszczowe i szlakiem zielonym udaliśmy się do Chaty Plesnivec – jedynego schroniska w Tatrach Bielskich :)

Ścieżka szlakowa do schroniska biegła cały czas lasem i w związku z tym jedynie w kilku miejscach można było dostrzec przeciwległe zbocze Doliny Rakuskiej, a poza tym przez 1,5 h wkoło tylko las i las. Nie narzekaliśmy jednak, tym bardziej, że po pół godzinie rozpogodziło się i mogliśmy wędrować już bez płaszczy przeciwdeszczowych :)

Dotarcie do celu nie sprawiło nam żadnych trudności :)

Schronisko pod Szarotką (Chata Plesnivec) leży na wysokości 1290 m n.p.m. w Dolinie Siedmiu Źródeł u stóp Bujaczego Wierchu. Położenie faktycznie malownicze i jak już wspominałam jest to jedyne tatrzańskie schronisko położone na zboczach Tatr Bielskich.

Schronisko powstało w 1932 roku i było pierwotnie prywatnym domem Timora Grescha. Do roku 1955, budynek był udostępniony dla ruchu turystycznego jako schronisko. W 1953 roku budynek przeszedł na własność TANAP-u jako stacja badawcza. Funkcję schroniska zaczął ponownie pełnić w roku 1997, kiedy to TANAP przekazał schronisko miastu Biała Spiska.
Schronisko oferuje 20 miejsc noclegowych w przystępnych cenach i jest czynne przez cały rok. (Źródło informacji: http://natatry.pl )

Spod schroniska można wędrować dalej szlakiem zielonym do Doliny Białej Wody Kieżmarskiej – Wielkiego Białego Stawu, ale my po regenerującym odpoczynku wracaliśmy do Tatrzańskiej Kotliny (słow. Tatranská Kotlina), gdzie na parkingu grzecznie czekał na nas samochód :)

Dla odmiany schodziliśmy szlakiem żółtym, dnem Doliny Czarnej Rakuskiej (słow. Čierna dolina Rakúska), a od rozgałęzienia szlaków przy Czarnej Wodzie – niebieskim (od rozdroża zwanego „Sumivom prameni” towarzyszyć mu zaczął również szlak zielony, którym to już tego dnia wędrowaliśmy).

Poniżej jeszcze jedno spojrzenie na otoczone skałami i bujną roślinnością Schronisko pod Szarotką :) Uwielbiam takie malownicze miejsca :)

Dolina do Siedmiu Źródeł, w którą to przechodzi w swej górnej partii Dolina Czarna Rakuska (słow. Čierna dolina Rakúska) porośnięta jest bujną roślinnością. Wśród samych tylko roślin naczyniowych stwierdzono występowanie ponad 550 gatunków.

Podziw wzbudzają w niej również malownicze wywierzyska, głazy porośnięte mchem, a pomiędzy nimi spadająca kaskadami woda :)

Dnem Doliny Czarnej Rakuskiej (słow. Čierna dolina Rakúska) płynie potok – Czarna Woda Rakuska :)

Podsumowując trasa:
Tatrzańska Kotlina (słow. Tatranská Kotlina) – (szlakiem zielonym) Schronisko pod Szarotką (Chata Plesnivec) – (szlakiem żółtym) Dolina do Siedmiu Źródeł oraz Dolina Czarna Rakuska (słow. Čierna dolina Rakúska) – Tatrzańska Kotlina (słow. Tatranská Kotlina)

Trasa krótka, to i relacja z niej króciutka :)
Podsumowując powiem jedynie, że warto było ją przejść i zobaczyć na własne oczy wspaniale usytuowane Schronisko pod Szarotką (słow. Chata Plesnivec) :)

POZDROWIONKA :) :) :)

134. W Tatrach Zachodnich – Bystrá (2248 m n.p.m.) i Błyszcz (słow. Blyšť, 2159 m n.p.m.)

Witam cieplutko :) :) :)

Dwie piękne trasy w słowackich Tatrach Wysokich zaliczyliśmy, więc kolejnego dnia, dla odmiany postanowiliśmy wyruszyć w polskie Tatry Zachodnie :) Było równie ciekawie – zapewniam i zapraszam do czytania relacji z tego dnia :)

Samochodem dojechaliśmy do Siwej Polany u wylotu Doliny Chochołowskiej, następnie „Rakoniem” podjechaliśmy do Polany Huciska i jeszcze pół godziny wędrowaliśmy Doliną Chochołowską. Przejazd kolejką turystyczną „Rakoń” polecam szczególnie tym osobom, które mają w planach daleką i długą wycieczkę.

Na zdjęciu płynący dnem Doliny Chochołowskiej – Chochołowski Potok :)

Gdy pojawił się czarny szlak odbiliśmy nim do Doliny Starorobociańskiej :) Wcześniej, tuż za Polaną Huciska minęliśmy z lewej strony również czarny szlak, ale to było wejście na Ścieżkę nad Reglami 😉

I może już na wstępie zdradzę, że naszym ostatecznym celem była tego dnia Bystra (słow. Bystrá) – szczyt w słowackich Tatrach Zachodnich :)

Początek leśnego szlaku zabłocony, ale tam często tak bywa. Gdy osiągnęliśmy piętro kosodrzewiny podejście stało się zdecydowanie bardziej strome i forsowne, jednak dzielnie daliśmy sobie z nim radę. Wspaniałe widoki wynagradzały nam trud tej wędrówki :)

Dolina Starorobociańska (Dolina Starej Roboty) to największe, orograficznie prawe odgałęzienie Doliny Chochołowskiej. Odchodzi od niej na wysokości 1035 m n.p.m., w okolicy Leśniczówki TPN (dawnego schroniska Blaszyńskich). Górna część doliny opiera się na północnych zboczach Kończystego Wierchu (2002 m n.p.m.), Starorobociańskiego Wierchu (2176 m n.p.m.) i Siwego Zwornika (1965 m n.p.m.). Dolina jest pochodzenia glacjalnego, wykształciła się wskutek działalności lodowców, czego dowodem jest jej U – kształtny przekrój.
Dnem doliny spływa Starorobociański Potok.
W dolinie zamieszkują liczne gatunki zwierząt, takie jak świstaki, jelenie, a górne partie odwiedzają kozice. Do doliny potrafią zaglądać także niedźwiedzie.
Nazwa „Stara Robota” udokumentowana już w 1646 – odnosi się do porzuconych kopalni. Wydobywano tutaj niegdyś rudę żelaza.

Idąc od Doliny Chochołowskiej, poprzez Dolinę Starorobociańską doszliśmy najpierw do Siwej Przełęczy (1812 m n.p.m.) :)

Po odpoczynku i kolejnych 20 minutach wędrówki stanęliśmy na Siwym Zworniku :)

Dobrze, że mapa w plecaku zawsze jest, bo niestety, ale z tablic informacyjnych niewiele już można było odczytać 😉

Jak podaje Wikipedia – Siwy Zwornik (słow. Sivá veža) – to szczyt w Tatrach Zachodnich leżący w grani głównej Tatr Zachodnich. Przebiega przez niego granica polsko-słowacka. Zbudowany jest ze skał krystalicznych. Na zachód od niego znajduje się Gaborowa Przełęcz (na niektórych mapach nazywana Gaborową Przełęczą Niżnią) i wznosi wyniosła piramida Starorobociańskiego Wierchu, na południowy wschód zaś przełęcz Liliowy Karb i niska, postrzępiona grań Liliowych Turni :)

Poniżej widzimy Starorobociański Wierch :)
Na jego szczycie byłam 3 września 1999 roku, ach jak te lata szybko lecą 😉

Siwy Zwornik wznosi się nad trzema dolinami: Starorobociańską, Pyszniańską (górna część Doliny Kościeliskiej) i Gaborową. Od północnej i zachodniej strony jego zbocza są skaliste i dość stromo podcięte. Pozostałe zbocza porośnięte są niską murawą z sitem skuciną o czerwieniejących pędach.

Dla takich widoków warto się męczyć, prawda? :)

Na kolejnym zdjęciu, na pierwszym planie widzimy szlak biegnący granią przez Liliowe Turnie, a w tle z prawej strony górują dwa szczyty: Błyszcz i Bystra, które to były ostatecznym celem tej naszej wędrówki :)

Liliowe Turnie mają silnie postrzępioną grań, w której występuje wiele skalnych czub, buli i przełączek między nimi. Grań ta na znacznej długości pociętą jest głębokimi rowami tektonicznymi z rumowiskiem głazów na dnie. Po polskiej stronie wysokie na ok. 170 m i urwiste zbocza grani (tzw. Baniste) opadają do Doliny Pyszniańskiej. W niektórych miejscach są to prawie pionowe ściany. Po słowackiej, południowo-zachodniej stronie znacznie łagodniejsze i niskie zbocza grani opadają do Doliny Gaborowej.
Liliowe Turnie mają średnią wysokość ok. 1965 m n.p.m. Zbudowane są ze skał krystalicznych i w większości porośnięte niską murawką z sitem skuciną, którego przebarwiające się pędy już w połowie lata zabarwiają stoki na czerwonawy kolor. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Idąc postrzępioną granią Liliowych Turni po 25 minutach stanęliśmy na Banistej Przełęczy (słow. Bystré sedno, 1946 m n.p.m.).

Mając do dyspozycji wytyczony czerwony szlak na Błyszcza i niebieski na Bystrą – my ambitnie ruszyliśmy tym niebieskim – stokami Błyszcza na szczyt Bystrej :)

Po 40 minutach najfajniejszy moment dnia – szczytowanie :)

Bystra (słow. Bystrá) jest to najwyższy szczyt Tatr Zachodnich, wznoszący się na wysokość 2248 m n.p.m. ponad trzema dolinami: Gaborową, Kamienistą i Bystrą :)

„…wobec potęgi gór prościej odkrywa się siebie, a przynajmniej to, że większość granic i lęków to tylko ułomność naszego umysłu, poza którą zaczyna się wolność…” (Jacek Teler)

Pod południowymi ścianami Bystrej znajduje się kilka Bystrych Stawów (słow. Bystré plesá) :)

„Wszystko chciałoby się zapamiętać… Bo też widok z Bystrej jest tak wspaniały, że nie tylko geografa, ale i zwykłego turystę zdoła poruszyć.”
(Jerzy Młodziejowski)

Ze szczytu rozpościera się wyśmienita panorama Tatr Zachodnich. Wyraziście prezentują się takie góry jak: Starorobociański Wierch, Wołowiec, Kończysty Wierch, Jarząbczy Wierch, Kominiarski Wierch oraz Ornak. W pogodne dni można podziwiać również rozległą panoramę Tatr Wysokich.

Bystra zbudowana jest z łupków krystalicznych i przewarstwień z białego granitu. W przeszłości jej strome zbocza były wypasane i to aż pod wierzchołek. Rudziejący już w połowie lata sit skucina przebarwia je na czerwonawo. Ze zboczy tych, o bardzo dużej wysokości względnej i niemal w całości trawiastych zsuwają się ogromne lawiny, jedne z największych w Tatrach.

Na zdjęciu poniżej Bystra widziana ze ścieżki łączącej ją z Błyszczem (15 min, ↓ 10 min).

I chociaż często przemierzana jest przez turystów (my również pokusiliśmy się, by nią pójść), to jednak nie stanowi ona oficjalnego szlaku turystycznego :)

„Góry dają człowiekowi, poprzez zdobywanie wzniesień nieograniczony kontakt z przyrodą – poczucie wewnętrznego wyzwolenia, oczyszczenia, niezależności.” (Jan Paweł II)

No dobrze, Bystra (słow. Bystrá, 2248 m n.p.m.) zaliczona, a teraz jesteśmy na Błyszczu (słow. Blyšť) :) Z formalnego punktu widzenia sam nie jest szczytem, ponieważ ma zerową minimalną deniwelację względną, czyli nie istnieje żadne obniżenie grani pomiędzy nim a Bystrą. Ma wysokość 2159 m n.p.m. i zbudowany jest z granitów i gnejsów :)

Błyszcz leży w głównym grzbiecie Tatr, którym biegnie tu granica polsko-słowacka; pomiędzy dwoma wybitnymi szczytami: Kamienistą i Starorobociańskim Wierchem. Od położonej na wschód Kamienistej oddzielony jest Pyszniańską Przełęczą. Ze Starorobociańskim Wierchem łączy go niska, poszarpana grań, w której wyróżnia się jeszcze jeden niewybitny szczyt – Siwy Zwornik i grań Liliowych Turni, ograniczona dwoma niewielkimi przełęczami: Liliowym Karbem i Banistą Przełęczą. Od północnej, polskiej strony jego stroma, 400-metrowa ściana opada do Doliny Pyszniańskiej, tworząc w niższych partiach skalne żebra, tzw. Grzędy. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Poniżej widok z Błyszcza na Starorobociański Wierch (po lewej stronie) i biegnącą na niego poprzez Siwy Zwornik i grań Liliowych Turni ścieżkę :)

Skaliste zbocze Błyszcza często błyszczy się w promieniach światła, stąd jego nazwa. Nazwę tę upowszechnił Walery Eljasz-Radzikowski – twórca jednego z pierwszych przewodników po Tatrach. Szczyt wcześniej nazywany był Pyszną z racji swojego położenia nad halą o tej nazwie :)

Pogoda w górach często zmienną jest i jak widać było na zdjęciu – nagle groźnie się zrobiło :( Usatysfakcjonowani zdobytymi szczytami szybciutko więc uciekamy w dół 😉

Na środku Ornak, a za nim Kominiarski Wierch :)

Dodam jeszcze, że rejon Błyszcza porasta ciekawa flora. Występują tutaj m.in. mietlica alpejska, ukwap karpacki i saussurea wielkogłowa, występujące w Polsce tylko w Tatrach i to na nielicznych stanowiskach.

Wspaniała wędrówka, a oprócz podziwiania widoków i flory tatrzańskiej tego dnia ucieszyliśmy się również spotykając kozicę :)

Po zdobyciu Bystrej i Błyszcza do pozostawionego na parkingu samochodu powracaliśmy tym samym szlakiem przez Liliowe Turnie, Siwy Zwornik, Siwą Przełęcz, Dolinę Starorobociańską oraz Dolinę Chochołowską. Można by zmienić drogę powrotną schodząc przez Ornak lub nawet ambitnie zaliczyć jeszcze w drodze powrotnej Starorobociański Wierch. Nam jednak niepewna pogoda oraz obawa, że nie wyjdziemy z lasu przed zmrokiem uniemożliwiły ten wyczyn. Nie szkodzi… i tak było ambitnie i pięknie :) A sięgając wspomnieniami wstecz dodam jeszcze na koniec, że dokładnie taką samą trasę przeszliśmy z mężem 16 lat temu – 2 czerwca 2000 roku :) Po tylu latach miło było przypomnieć ją sobie :)

„Świat wartości w górach jest prosty i przejrzysty dla każdego. Ale jest to absolut piękna i estetycznych doznań. Nie chcesz, nie jedziesz. Nie jedziesz, nie widzisz. Nie widzisz, nie przeżywasz. Wybór należy do ciebie.” (Piotr Pustelnik)

Podsumowując trasa:
Siwa Polana u wylotu Doliny Chochołowskiej – Polana Huciska – Dolina Starorobociańska – Siwa Przełęcz (1812 m n.p.m.) – Siwy Zwornik (1965 m n.p.m.) – Liliowy Karb – Liliowe Turnie – Banista Przełęcz (słow. Bystré sedlo, 1946 m n.p.m.) – Bystra (słow. Bystrá, 2248 m n.p.m.) – Błyszcz (słow. Blyšť, 2159 m n.p.m. ) – Banista Przełęcz (słow. Bystré sedlo, 1946 m n.p.m.) – dalej powrót szlakiem wejściowym

POZDRAWIAM SERDECZNIE :) :) :)

133. W Dolinie Kieżmarskiej

Witam serdecznie :) :) :)

Przy Drodze Wolności w Tatrach na Słowacji, pomiędzy osadami Matlary i Kieżmarskie Żłoby (na wysokości 915 m n.p.m.), w wylocie Doliny Kieżmarskiej znajduje się płatny parking samochodowy i przystanek autobusowy – Biała Woda (słow. Biela voda). Z tego to miejsca (szlakiem żółtym) przez Zbójnicką Polanę, rozdroża przy Rzeżuchowej Polanie i na Folwarskiej Polanie, wzdłuż Białej Wody Kieżmarskiej (słow. Kežmarská Biela voda) powędrowaliśmy do schroniska nad Zielonym Stawem (słow. Chata pri Zelenom plese). Przyjemna trasa… zachęcam więc do przeczytania relacji z tej wędrówki :)

Biała Woda Kieżmarska (słow. Kežmarská Biela voda) to uroczy potok płynący Doliną Kieżmarską. Jest głównym ciekiem wodnym tej doliny. Tworzy się na wysokości ok. 1320 m n.p.m. z połączenia dwóch potoków: Zielonego Potoku Kieżmarskiego (płynącego z Zielonego Stawu Kieżmarskiego) i Potoku spod Kopy (płynącego z Doliny Przednich Koperszadów). Wpada on do Popradu tuż poniżej Kieżmarku.

Wzdłuż potoku i jego dwóch górnych odnóg biegną dwa szlaki turystyczne prowadzące z okolic Kieżmarskich Żłobów i Matlar do górnych pięter doliny: Doliny Zielonej Kieżmarskiej i Doliny Białych Stawów.

Potok płynie korytem wypełnionym wielkimi i obrobionymi przez wodę okrąglakami granitowymi. Jego średni spadek wynosi 105 m/km :)

Po prawie trzech godzinach wędrówki Doliną Kieżmarską dotarliśmy do schroniska nad Zielonym Stawem Kieżmarskim (słow. Chata pri Zelenom plese) :)

I chociaż tego dnia było pochmurno, to i tak miejsce to – zachwyciło nas :)

Ponad taflą Zielonego Stawu Kieżmarskiego widzimy Czarny Szczyt (słow. Čierny štít) i Jastrzębią Turnię (słow. Jastrabia veža) :)

Zielony Staw Kieżmarski lub po prostu Zielony Staw, a w części literatury tatrzańskiej Zielony Staw Kiezmarski, dawniej Zielony Staw pod Łomnicą (słow. Zelené pleso, Zelené pleso Kežmarské, Zelené pleso pod Jastrabou vežou, Zelené pleso pod Lomnickým štítom) jest największym ze stawów znajdujących się w Dolinie Kieżmarskiej, w północno-wschodniej części Tatr Wysokich na Słowacji :)

Staw znajduje się w odgałęzieniu doliny o nazwie Dolina Zielona Kieżmarska, a konkretniej jeszcze w Kotlinie Zielonego Stawu. Położony jest na poziomie 1545 m n.p.m. Jego powierzchnia według pomiarów przeprowadzonych przez TANAP w latach 1961–67 wynosi 1,77 ha, starsze pomiary Józefa Szaflarskiego podają 1,492 ha. Zielony Staw ma 188 m długości i 136 m szerokości (według Szaflarskiego odpowiednio 198 m i 110 m) oraz 4,5 m (4,3 m) głębokości. Poziom wody został sztucznie podniesiony pod koniec XIX wieku – przy wypływającym potoku umieszczono niewielką zaporę. Zwiększyło to o ok. 1/3 powierzchnię jeziora. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Na zdjęciu mój młodszy syn – Fabianek :)

Nazwa stawu pochodzi od zabarwienia :)

Moi synowie odwiedzili to miejsce po raz pierwszy, a ja z mężem byłam tu już wcześniej,  dokładnie 25.09.2004 roku. Z przyjemnością jednak przypomnieliśmy sobie jego urok :)

Oprócz wspomnianych już szczytów: Czarnego Szczytu (2429 m n.p.m.) i Jastrzębiej Turni (2137 m n.p.m.) możemy tu również zobaczyć: Durny Szczyt (2621 m n.p.m.), Baranie Rogi (2526 m n.p.m.) i potężną ścianę Małego Kieżmarskiego Szczytu (2514 m n.p.m.)

I na zdjęciu poniżej widać jak szczyty majestatycznie górują nad stawem, a mgła dodaje miejscu tajemniczości..

Nad brzegiem Zielonego Stawu Kieżmarskiego, na wysokości 1551 m n.p.m znajduje się Schronisko nad Zielonym Stawem Kieżmarskim (słow. Chata pri Zelenom Plese, Brnčalova Chata) :)

Za schroniskiem w tle (patrząc od lewej strony) widzimy szczyty: Kozia Kopka, Kozi Mnich, Kozia Turnia, Rzeżuchowe Turnie :)

Pierwsze schronisko w tej dolinie zostało przeniesione w 1880 roku z Koperszadów Przednich, gdzie 4 lata wcześniej je postawiono, głównie na użytek pasterzy. Spłonęło w 1883 roku. Odbudowano je w następnym roku, lecz pożar strawił je znów w 1890r. Cztery lata później MKE (Węgierskie Towarzystwo Turystyczne) rozpoczęło stawiać pierwszy budynek murowany, który ukończono po 3 latach.
Po rozbudowie i modernizacji w 1926 roku schronisko Fridricha nazwane tak na cześć protektora – arcyksięcia mogło przyjmować turystów przez cały rok.
Kiedy w sierpniu 1950 roku Albert Brnčal, taternik, zginął górską śmiercią pod Jastrzębią Przełęczą, obrano go za patrona schroniska. Mimo iż od 1990 roku wrócono do poprzedniej oficjalnej nazwy, wielu turystów nadal nazywa chatę „Brynczalką” ( słow. Brnčalką lub Brnčalovą chatą).

Bufet schroniska dysponuje jadalnią oraz tarasem na powietrzu, jest tu też druga jadalnia z panoramicznymi oknami, obok której znajduje się kuchnia turystyczna – można tu przyrządzać posiłki we własnym zakresie na schroniskowym palniku gazowym. Specjalnością schroniska jest „Nosičsky čaj” (Herbata Tragarzy) sporządzany z ziół zbieranych na okolicznych stokach górskich. Niemniej schronisko nie jest zaopatrywane przez nosiczów, ale w sposób zmechanizowany.
Na poziomie piwnicy, od strony stawu, znajduje się taras z ławeczkami i wejście do vyčapu, czyli pijalni piwa. Warto zwrócić tu uwagę na wiszące na ścianach dowcipy rysunkowe z życia taterników.
Pokoje mają różną wielkość – od 2 do 12 łóżek, można też nocować we własnym śpiworze na poddaszu, gdzie do dyspozycji turystów są poukładane na podłodze materace. (Źródło informacji: http://www.tatry.info )

Tego dnia przed schroniskiem trwały prace remontowe :)

Będąc nad Zielonym Stawem Kieżmarskim doświadczeni turyści mogą stamtąd wejść na Jagnięcy Szczyt (słow. Jahňací štít, 2230 m n.p.m.). Tym mniej doświadczonym, a lubiącym tatrzańskie wędrówki polecam udać się szlakiem czerwonym do Doliny Białych Stawów (słow. dolina Bielych plies).

I w tym miejscu rozdzieliliśmy się – mąż ambitnie poszedł zdobywać Jagnięcy Szczyt, a ja z chłopcami powędrowałam wspomnianym już – czerwonym szlakiem (Magistralą) do Doliny Białych Stawów :)

Po pół godzinie znaleźliśmy się na płaszczyźnie porośniętej trawą i płatami kosówki.

Po prawej stronie szlaku zobaczyliśmy nieduży staw – Stręgacznik, zwany też Trójkątnym Stawem lub Wyżnim Białym Stawem (słow. Trojuholníkové pleso, Trojrohé pleso). W tle za nim dostrzegliśmy Bielskie Jatki lub po prostu Jatki (słow. Jatky) – skalisty grzbiet znajdujący się w głównej grani Tatr Bielskich na Słowacji :)

Stręgacznik znajduje się na poziomie 1620 m n.p.m. Jego powierzchnia według pomiarów przeprowadzonych przez TANAP w latach 1961–66 wynosi 0,170 ha, starsze pomiary Józefa Szaflarskiego podają 0,198 ha. Powierzchnia jeziora zmniejsza się wskutek postępującego zatorfienia. Ma on 85 m długości i 70 m szerokości (według Szaflarskiego odpowiednio 102 m i 44 m) oraz 1,2 m głębokości. Jest otoczony osadami morenowymi.

Kilka zdjęć na pamiątkę i ruszamy dalej… :)

Po kilku minutach dotarliśmy nad Wielki Biały Staw, zwany również Białym Stawem Kieżmarskim (słow. Veľké Biele pleso, Kežmarské Biele pleso, Biele pleso). To największy ze stawów znajdujących się w Dolinie Białych Stawów w północno-wschodniej części Tatr Wysokich na Słowacji.

Staw znajduje się w dolnej części doliny, na poziomie 1613 m n.p.m. Jego powierzchnia według pomiarów przeprowadzonych przez TANAP w latach 1961–66 wynosi niecały hektar (0,95 ha), starsze pomiary Józefa Szaflarskiego podają 1,056 ha. Wielki Biały Staw ma 195 m długości i 70 m szerokości (według Szaflarskiego odpowiednio 227 m i 82 m) oraz 1 m głębokości. Nad staw opadają z północy zbocza Bielskiej Kopy, od wschodu góruje nad nim sylwetka Jagnięcego Szczytu. Z jeziora wypływa Biały Potok Kieżmarski, będący głównym dopływem Zielonego Potoku Kieżmarskiego, do którego wpada w Dolinie Kieżmarskiej na wysokości ok. 1350 m n.p.m.

Niestety, ale tego dnia otaczające staw szczyty utonęły we mgle…

Wielki Biały Staw jest otoczony osadami morenowymi. Jego dno od południowej strony jest muliste, odpływ zaś zaścielony dużymi kamieniami. Wskutek małej głębokości poziom wody w stawie i jej temperatura ulegają dużym wahaniom, co odróżnia to jezioro od innych tatrzańskich jezior tej wielkości.

Na brzegu Wielkiego Białego Stawu (słow. Veľké Biele pleso) tym razem mój starszy syn – Marceli :)

Dziś nad Wielkim Białym Stawem znajduje się koniec najdłuższego szlaku w Tatrach – znakowanej czerwono Magistrali Tatrzańskiej. Dawniej ścieżka prowadziła dalej granią Tatr Bielskich, końcowy odcinek został jednak zamknięty pod pretekstem ochrony przyrody i funkcjonował jako teren polowań dla dygnitarzy rządu czechosłowackiego. Przy stawie widać obecnie jeszcze fundamenty Schroniska Kieżmarskiego, które istniało do 1974 r., kiedy to zostało zniszczone w wyniku pożaru.

Z Doliny Białych Stawów (słow. dolina Bielych plies) do pozostawionego na parkingu Biała Woda (słow. Biela voda) samochodu powracaliśmy najpierw szlakiem niebieskim, od rozwidlenia Razcestie-Salviovy pramen niebieskim i żółtym, a od rozwidlenia-Razcestie nad Matliarami już tylko samym szlakiem żółtym.

Na kolejnym zdjęciu potok Biała Woda Kieżmarska (słow. Kežmarská Biela voda), który szumiąc ponownie umilał nam wędrówkę :)

Z naszym dzielnym zdobywcą Jagnięcego Szczytu spotkaliśmy się na rozwidleniu szlaków, zwanym Razcestie-Salviovy pramen (1200m n.p.m.) i wspólnie już powróciliśmy do pozostawionego na parkingu Biela Voda samochodu :)

Uwielbiam górskie potoki, więc na zakończenie wpisu jeszcze raz kadr znad Białej Wody Kieżmarskiej :)

Podsumowując Trasa:
Biała Woda (słow. Biela voda) – Schronisko nad Zielonym Stawem (słow. Chata pri Zelenom plese) – (Jagnięcy Szczyt (słow. Jahňací štít, 2230 m n.p.m.)) – Stręgacznik, zwany też Trójkątnym Stawem (słow. Trojuholníkové pleso, Trojrohé pleso) – Wielki Biały Staw (słow. Veľké Biele pleso) – Biała Woda (słow. Biela voda)

To był bardzo przyjemnie spędzony dzień, chociaż niestety, ale słoneczko o nas zapomniało. Mąż zdobywając Jagnięcy Szczyt ginął we mgle i niestety, ale widoków nie podziwiał. Szkoda, bo przy pięknej pogodzie widać stamtąd bardzo rozległą panoramę Tatr. Z jednej strony wzrok przyciąga alpejski widok Tatr Wysokich , a z drugiej dla kontrastu można podziwiać trawiaste zbocza Tatr Bielskich. Tego dnia tylko nieliczni wyruszyli na Jagnięcy Szczyt. Mąż jednak na samotność nie narzekał, bo towarzyszyło mu w tej wędrówce urocze stado kozic :) Doświadczonych i niemających lęku ekspozycji turystów zachęcam więc do zdobycia Jagnięcego Szczytu, a pozostałym osobom polecam szlak do schroniska nad Zielonym Stawem Kieżmarskim, bądź do Doliny Białych Stawów :)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO, bo za oknem niestety, ale robi się już coraz zimniej :( jesień nadeszła :)

132. Mengusovská dolina… Popradské pleso, Ostrva (1978m n.p.m.)

Góry są miejscem wyjątkowym…
Ich majestat oczarowuje, cisza uspokaja, a niedostępność stanowi wyzwanie… O cudzie, jakim są góry i emocjach, jakie one wywołują można by opowiadać bez końca…

Witam serdecznie i z wielką przyjemnością rozpoczynam relację z mojej tegorocznej, rodzinnej tatrzańskiej wędrówki :) Aura pogodowa sprzyjała, kondycja była nienajgorsza i kilka ciekawych tras udało nam się przejść :)

Za bazę noclegową i wypadową w góry, tak jak i w poprzednim roku obraliśmy sobie doskonale nam już znaną – Bukowinę Tatrzańską. Jak zwykle pojechaliśmy w ciemno, ale nawet tegoroczne oblężenie Podhala nie utrudniło nam szybkiego znalezienia noclegu. Z polecenia właścicielki domu, w którym nocowaliśmy w zeszłym roku udaliśmy się do domu jej siostry i tam zostaliśmy szybciutko zakwaterowani. Znajomości jednak przydają się :) Warunki doskonałe i jeszcze dodatkowy atut w postaci sklepu spożywczego na parterze, gdzie codziennie mogliśmy zaopatrzyć się w świeży chleb, drożdżówki na drogę oraz wszelkie inne potrzebne nam produkty :) Na obiadokolacje mieliśmy już upatrzony i sprawdzony wcześniej bar, więc w spokoju mogliśmy codziennie wyruszać na szlaki i wracać do naszej bazy na solidny posiłek i nocleg :)

Pierwszego dnia tradycyjnie już Zakopane, Krupówki i spacerowanie w tłumie. Na szlak nie opłacało sie wychodzić o tak późnej porze, tym bardziej, że pobiliśmy rekord jazdy (zamiast 3,5 jechaliśmy do Bukowiny Tatrzańskiej 5,5 h). Nie ma to jak te słynne korki na zakopiance :( No, ale przynajmniej zdjęcia z fotoradarów nie przyjdą 😉 Drugiego dnia na rozgrzewkę i by ucieszyć się górami postanowiliśmy tak jak i w poprzednim roku jechać na Słowację, w okolice miejscowości  Štrbské Pleso :)

Samochód pozostawiliśmy na parkingu obok stacji kolei elektrycznej Popradské pleso, u wylotu Mięguszowieckiej Doliny (słow. Mengusovská dolina) i asfaltem udaliśmy się do Popradzkiego Stawu (słow. Popradské pleso). W zeszłym roku naszym celem był Koprowy Wierch (Kôprovský štít, 2363 m), a teraz dla odmiany postanowiliśmy zdobyć Osterwę (Ostrva,1978m n.p.m.) :)

Dolina Mięguszowiecka (słow. Mengusovská dolina) to jedna z większych dolin walnych położonych po południowej stronie Tatr Wysokich na Słowacji o długości ok. 7,5 km i powierzchni ok. 16,0 km².

Dolina rozszerza się w części środkowej i wachlarzowato rozgałęzia na doliny boczne: w środkowej części, w kierunku południowo-wschodnim znajduje się Dolina Złomisk (Zlomisková dolina) rozgałęziona w wyższych partiach na Dolinkę Rumanową (Rumanova dolinka) i Dolinkę Smoczą (Dračia dolinka). Wyższe piętra Doliny Mięguszowieckiej to: Kotlinka pod Wagą (dolinka pod Váhou), Dolina Żabia Mięguszowiecka (Žabia dolina mengusovská) z Kotłem Żabich Stawów Mięguszowieckich (kotlina Žabích plies), Dolina Hińczowa (Hincova kotlina) i niewielka Dolinka Szatania (Satania dolinka). W ograniczającą ją od zachodu Grań Baszt wcina się licznymi żlebami: Szeroki Żleb (Široký žľab), Czerwony Żleb (Červený žľab), Szatani Żleb (Satanov žľab). (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Po godzinie wędrówki dotarliśmy do Schroniska Popradzkiego (słow. Popradská chata) :)

Schronisko nad Popradzkim Stawem, nazywane również Schroniskiem Popradzkim (słow. Popradská chata, chata pri Popradskom plese, chata kapitána Morávku) położone jest na wysokości ok. 1500 m n.p.m. Znajduje się nad północno-zachodnim brzegiem Popradzkiego Stawu (Popradské pleso). Obecnie ma 155 miejsc noclegowych :)

Schronisko Popradzkie jest ważnym węzłem komunikacyjnym. Dochodzą tu szlaki ze Szczyrbskiego Jeziora i Magistrala Tatrzańska. Odchodzi szlak na Rysy oraz do Doliny Hińczowej. 11 lat temu wędrowałam stąd niebieskim szlakiem w górę Doliny Mięguszowieckiej i przez Dolinę Żabią Mięguszowiecką i Wagę na Rysy. Rok temu przez Dolinę Mięguszowiecką i Hińczową na Wyżnią Koprową Przełęcz, a z niej na Koprowy Wierch (Kôprovský štít, 2363), a w tym roku celem była Osterwa (słow. Ostrva, 1978m n.p.m.)

Na kolejnym zdjęciu widzimy Popradzki Staw (słow. Popradské pleso) oraz Schronisko Popradzkie (słow. Popradská chata) z czerwonego szlaku na Osterwę :)

Powoli i mozolnie, biegnącą serpentynami ścieżką, gubiąc szybko rachubę kolejnych zakrętów, podążamy najpierw na Przełęcz pod Osterwą (Sedlo pod Ostrvou, 1966m n.p.m

Ciekawa trasa z fantastycznymi widokami :)

Przejście znad Popradzkiego Stawu do Przełęczy pod Osterwą (Sedlo pod Ostrvou, 1966m n.p.m.) zajmuje ok. 1:45 h, a zejście tym samym szlakiem (w dół) tylko 1:00 h :)

I już jestem na Przełęczy pod Osterwą (Sedlo pod Ostrvou, 1966m n.p.m.) :)

Góra za mną to Tępa (słow. Tupá, 2285 m n.p.m.). I choć na jej szczyt nie prowadzi żaden znakowany szlak turystyczny, to jest ona łatwo dostępna dla turystów, a najprostszym podejściem jest droga z Przełęczy pod Osterwą, ku której Tępa opada łagodnym stokiem.

Przełęcz pod Osterwą jest to szeroka przełęcz pokryta trawą położona tuż poniżej wierzchołka Osterwy, będąca dobrym punktem widokowym oraz najlepszym połączeniem Doliny Mięguszowieckiej z Doliną Wielkiej Huczawy i Doliną Batyżowiecką.
Przez przełęcz prowadzi szlak Magistrali Tatrzańskiej (Tatranská magistrála) łączący schronisko nad Popradzkim Stawem z Batyżowieckim Stawem i hotelem górskim „Śląski Dom”.

Po dojściu na Przełęcz pod Osterwą (Sedlo pod Ostrvou, 1966m n.p.m.) warto podejść jeszcze kawałek w prawo, by po kilku minutach znaleźć się na nierównym, kamienistym szczycie Osterwy (słow. Ostrva, 1978m n.p.m.) :)

Widok z Osterwy na Dolinę Mięguszowiecką zachwyca. Zamykające ją łańcuchy górskie imponują potęgą i majestatem. Widać stąd też doskonale Popradzki Staw i Schronisko Popradzkie oraz w tle Koprowy Wierch :)

Po zdobyciu Osterwy (słow. Ostrva, 1978m n.p.m.) i odpoczynku na jej szczycie do Popradzkiego Stawu schodziliśmy tym samym (czerwonym) szlakiem ponownie piękne widoki podziwiając :)

Na kolejnym zdjęciu, w tle widzimy Dolinę Złomisk :)

Jesteśmy już coraz niżej… i Popradzki Staw pięknie leży u naszych stóp :)

Warto obejść go wkoło, a obchodząc podejść wytyczoną ścieżką turystyczną (szlakiem żółtym) do Tatrzańskiego Cmentarza Symbolicznego pod Osterwą.

W zeszłym roku opowiadałam już o nim, więc by nie powtarzać się zainteresowane osoby odsyłam do mojego archiwalnego wpisu 115. Mengusovská dolina… Popradské pleso, Hincova kotlina, Kôprovský štít, (2363 m).

Tam też można dokładnie zapoznać się z trasą prowadzącą na Koprowy Szczyt i zobaczyć zdjęcia z Doliny Hińczowej :)

Podsumowując Trasa:
Stacja kolei elektrycznej Popradské pleso (parking) – Popradzki staw (Popradské pleso) – Schronisko nad Popradzkim Stawem (Popradská chata) – Przełęcz pod Osterwą (Sedlo pod Ostrvou, 1966m n.p.m.) – Osterwa (Ostrva, 1978m n.p.m.) – powrót tym samym szlakiem do Popradzki staw (Popradské pleso) – Tatrzański Cmentarz Symboliczny pod Osterwą – Stacja kolei elektrycznej Popradské pleso (parking)

Wspaniała pogoda, cudowne widoki, bezpieczna wędrówka oraz pomyślne dotarcie do zaplanowanego celu, więc reasumując to było bardzo udane rozpoczęcie tatrzańskiego łazikowania :) O kolejnych dniach i równie ciekawych widokowo trasach opowiem już w kolejnych wpisach :)

POZDRAWIAM SERDECZNIE :) :) :)