142. Zamek Lipowiec

Witam serdecznie :) :) :)
Poprzednio gościły malownicze jurajskie skałki, a dzisiaj jak na prawdziwą miłośniczkę Jury przystało pokażę tu kolejny znajdujący się na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej i wybudowany w systemie tzw. Orlich Gniazd – zamek :)

Zamek Lipowiec, a obecnie to właściwie jego ruiny usytuowany jest na wysokim, wapiennym wzniesieniu zachodniej części grzbietu Tenczyńskiego. Góra zamkowa o wysokości 362 m n.p.m. piętrzy się nad wsią Babice w województwie małopolskim, w powiecie chrzanowskim. Dzięki tej lokalizacji zamek góruje nad okolicą, a zamkowa wieża widoczna jest już z daleka :)

Lipowiec został wzniesiony w końcu XIII w. przez biskupa Jana Muskatę. Wcześniej stał tu drewniany zamek zbudowany w poł. XIII w. przez biskupa Jana Prandota. Przejął on okolicę od sióstr benedyktynek w 1243 r., które otrzymały ją od rycerskiego rodu Gryfitów. Istnieją hipotezy i miejscowe opowieści iż wcześniej znajdowało się tu wczesnośredniowieczne grodzisko, drewniany zameczek rozbójników, a podczas rozbicia dzielnicowego strażnica zwolenników Konrada Mazowickciego spalona przez Bolesława Wstydliwego. ( Źródło informacji: http://zamki.res.pl )

Lipowiec to typowy obronny zamek typu wyżynnego. Zbudowany jest on przede wszystkim z kamienia, a cegły zastosowano głównie do sklepień. W przeszłości elewacje zamku górnego były pokryte tynkiem, który zachował się w śladowych ilościach. Nie dotrwały również do naszych czasów obramowania okien i drzwi, a także inne elementy dekoracji wnętrz, co jest efektem pożarów i dewastacji przez lata opuszczenia. ( Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org/ )

I zanim wejdziemy do środka jeszcze raz ruiny zamku Lipowiec w całej swej okazałości :)

Cały obiekt składa się z trzech zasadniczych części: czteroskrzydłowego zamku górnego z wewnętrznym dziedzińcem, przedbramia oraz przedzamcza (podzamcza), które powstało u schyłku XV w.

Zamek górny tworzy dość jednolitą czteroskrzydłową bryłę wokół wewnętrznego dziedzińca niewielkich rozmiarów. Obecnie cały zamek górny pozbawiony jest zupełnie dachu (kiedyś był on dwuspadowy), a układ przestrzenny wewnątrz to efekt przebudowy z XVIII w.

Na parterze znajdowały się głównie pomieszczenia gospodarcze: jadalnia (refektarz), kuchnia, spiżarnia, magazyn, piekarnia i skarbiec.

Poniżej moje skarby w zamkowym skarbcu 😉

Cieplutko, słonecznie, nigdzie nam się nie spieszyło, więc powoli zaglądaliśmy do wszystkich pomieszczeń :)

Na parterze znajduje się również studnia, o głębokości ponad 24 m. Pochodzi ona z najwcześniejszego okresu istnienia zamku – nad nią znajdował się drewniany kołowrót z wiadrami.

Na pierwszym piętrze znajdowały się pomieszczenia mieszkalne, kaplica oraz cele więzienne. Obecnie w części mieszkalnej znajduje się stała ekspozycja obrazująca historię Lipowca. Można tam dokładnie zapoznać się z burzliwymi losami biskupiej warowni, zobaczyć przedmioty (głównie codziennego użytku) znalezione podczas prac archeologiczno-wykopaliskowych oraz zdjęcia i grafiki, przedstawiające wygląd budowli i życie jej mieszkańców. Wystawa dostępna jest w godzinach otwarcia zamku, bez dodatkowej opłaty :)

Na drugim piętrze, podobnie jak na pierwszym, znajdowały się pomieszczenia mieszkalne, z tym, że przeznaczone były one raczej dla gości, a od strony zachodniej były cele więzienne.

Najbardziej okazałą częścią całego zamku jest czterokondygnacyjna wieża na planie koła, o wysokości ok. 30 m. Pochodzi ona z drugiej połowy XIII i początku XIV i stanowi najstarszą część budowli.

W pierwszym okresie dziejów Lipowca był to typowy donżon (stołp), czyli wolno stojący element obronny, umieszczony niedaleko bramy, mający wzmocnić jej obronę, a także będąc ostatnim punktem oporu podczas zdobycia twierdzy. Jest to typowe rozwiązanie obronne szeroko stosowane w średniowiecznych fortecach i zazwyczaj jako pierwszy etap budowy tychże. Wejście do wieży znajdowało się na znacznej wysokości – w przypadku Lipowca mniej więcej w połowie jej wysokości. W XV w. wieża była rozbudowana i włączona do konstrukcji zamku górnego. Wtedy też przystosowano ją do bardziej nowoczesnych wymogów militarnych, tworząc na poszczególnych piętrach działobitnie, przeznaczone na taraśnice, a więc tym samym zamku można było bronić z wieży już na pewną odległość, poprzez ostrzał pobliskich terenów. Dolne partie wieży to więzienny loch, do którego spuszczano skazańców poprzez otwór w podłodze niedaleko do jej wejścia. Wewnątrz wieży można się przemieszczać po wąskiej i krętej klatce schodowej z kamiennymi stopniami. Najwyższa kondygnacja wieży nie zachowała się – na samym szczycie obecnej wieży widoczne są po niej ślady w postaci kamiennych wsporników, które podtrzymywały mur o znacznej grubości. Cała wieża była przykryta spadzistym stożkowym dachem.

Obecnie na szczycie wieży jest dostępny dla zwiedzających i zabezpieczony metalową poręczą taras widokowy. Można z niego podziwiać ciekawy widok okolicy :)

Jak z każdym niemal zamkiem i z tym wiążą się legendy. Jedna dotyczy uwięzionego Franciszka Stankara w 1550 r. i jego ucieczki z Lipowca, w której miała mu pomóc, zakochana w nim, córka dozorcy więzienia, dostarczając mu sznurów, po których Stankar spuścił się z okna.
Inna legenda mówi o zajeżdżającej w nocy karecie z dostojnikiem kościelnym, który wysiada na dziedzińcu i udaje się do środka. Zaraz potem oprawcy ciągną na dziedziniec skutego łańcuchami mnicha, następnie kat podnosi miecz do ścięcia skazańca i w tym momencie wraz z uderzeniem pioruna wszystkie widziadła znikają. Legenda ta związana jest w oczywisty sposób z przeznaczeniem i rolą więzienną zamku dla duchowieństwa. ( Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org/ )

U schyłku XV w. powstało tu przedzamcze (podzamcze), czyli plac otoczony odrębnym murem i z własną bramą, na którym znajdowały się drewniane budynki gospodarcze, takie jak stajnie, wozownie, domy dla służby itp. Przedzamcze było położone znacznie niżej od głównego korpusu zamku.

Ciekawa ruina, warto ją zwiedzić, a wszelkie informacje dotyczące jej, w tym również godziny otwarcia i cennik można znaleźć na stronie: http://zamek-lipowiec.republika.pl

Zwiedziliśmy zamek, odpoczęliśmy na ławeczkach, a następnie udaliśmy się na krótki spacer ścieżką wokół niego 😉

Zbocza wzgórza na którym znajdują się ruiny Zamku Lipowiec porośnięte są ponad stuletnim lasem bukowym (buczyną karpacką) oraz rzadkimi i cennymi gatunkami roślin (przylaszczka, miodunka, ziarnopłon, kopytnik, storczyk i inne) co spowodowało, że już w latach trzydziestych ubiegłego stulecia uznano ten teren za godny ochrony. W 1959 r. utworzono tu rezerwat krajobrazowy o pow. 12,5 ha zarządzany przez Nadleśnictwo w Chrzanowie i Jurajskie Parki Krajobrazowe.

Przygotowując ten wpis wyczytałam, że na obszarze tym dominują skały triasowe, a na polach u podnóża zamku tzw. arkoza kwaczalska (permokarbon). Można tu znaleźć również fragmenty skamieniałych drzew (araukarytów), zwanych w okolicy grabowymi kamieniami.

Zamek cieszy się powodzeniem szczególnie w weekendowe dni i wtedy bywa tam tłoczno, więc jeśli ktoś lubi spokojne zwiedzanie i może sobie na to pozwolić, to doradzam odwiedzenie go w tygodniu. Pospacerować wśród jego murów, poczuć ten klimat i powiew historii na pewno warto :)

Tego dnia odwiedziliśmy jeszcze jedno miejsce, ale o nim przygotuję już oddzielny wpis, a na zakończenie tego, widoki, które corocznie wiosną budzą mój zachwyt, czyli żółciutkie jurajskie rzepakowe pola :)

Wielkie żółto złote pola
I ta po między nimi goła rola
W południowym słońcu gorącem tętniąca
Coś wspólnego z żarem serca mająca

Żółto słodki zapach rzepakowy
Wiosną uderzający do głowy
Gdy nie tylko gołe obok pole leży
Gdzie rozgrzana moja myśl bieży

Połyskujące brązem nagie ciało
Rozkoszą ze słodkim zapachem się zlało
Wzrok mój nieustannie przyciąga
I od rzepakowych łanów odciąga

Jakże słodko ogarniać to wzrokiem
Delektować się rok za rokiem
Wciąż ulegać niezmiennemu zachwytowi
Nie zważając że ma się ku zachodowi
(Zbigniew Głuszczyk – „Żółto złote pola”)

Uwielbiam widok i zapach rzepaku, a jaki dobry olej będzie :)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO, a ponieważ wakacje tuż, tuż, to udanych i bezpiecznych wakacyjnych wyjazdów Wszystkim życzę :)

141. Rzędkowickie Skały – fantazyjne formacje skalne

Czasem człowiek niechcący ciągle rozmyśla o tym,
czego wciąż mu brakuje do szczęścia.
Gromadzi przedmioty, przeżycia, osoby,
ale wciąż czuje się dziwnie niespełniony,
ciągle potrzebuje jeszcze czegoś
i jeszcze czegoś, i jeszcze.

Ale tak naprawdę
jedyne, czego mu potrzeba,
to umiejętność docenienia tego wszystkiego,
co już udało mu się zdobyć,
zgromadzić, przeżyć.

Nie chodzi o to, żeby przestać pragnąć.
Chodzi jedynie o to,
żeby nauczyć się cieszyć tym wszystkim,
co było upragnione i jest już twoje…
(Beata Pawlikowska)

Cenna umiejętność, mądrze pani Beata Pawlikowska powiedziała :) Ja osobiście również staram się do niej stosować, a od lat prowadząc mojego fotobloga wielokrotnie już opisując jakieś miejsce pisałam, że cieszę się z możliwości jego poznania. I cieszę się, gdy odkrywam i po raz pierwszy w życiu coś zwiedzam, ale cieszę się również, gdy do pięknych, znanych mi już miejsc powracam :)

Poznajecie??? To malownicze jurajskie pasmo Skał Rzędkowickich – jedno z najczęściej odwiedzanych przeze mnie, a tu już kilkakrotnie opisywanych miejsc :)

Pasmo to znajduje się na wschód od wsi Rzędkowice w gminie Włodowice (obecnie województwo śląskie) na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej :)

Nie lubię tu powtarzać się, więc po wszelkie merytoryczne informacje dotyczące tych skał odsyłam do moich archiwalnych wpisów: nr. 6 Rzędkowickie Skały, nr. 16 Rzędkowickie Skały jesienią, nr. 27 Ruiny Cegielni w Mrzygłodzie, nr. 39. Rzędkowickie Skały – miejsce, do którego lubię powracać… oraz nr. 94. W krainie białych ostańców – Rzędkowickie Skały :)

Tam oczywiście można również zobaczyć mnóstwo archiwalnych zdjęć z Rzędkowickimi Skałami w roli głównej :)

I może teraz kogoś zastanowi – dlaczego znowu te skały? Czy ona nie ma już czego opisywać? Nic nowego nie zwiedza? Otóż zwiedzam i ciągle nowe fotki strzelam, ale do tego miejsca mam taką szczególną słabość i nie mogłam się powstrzymać, by znowu tych fantastycznych jurajskich ostańców nie pokazać 😉

Pięknie prezentują się wśród zieleni, a błękitne niebo dodaje im jeszcze uroku :)

I ten zestaw – błękit nieba, zielona roślinność i biel skał – chyba już zawsze będzie mnie zachwycał :)

Natura wspaniale wyrzeźbiła – jurajskich widoków nigdy dosyć :)

Poszczególnym skałom nadano tam indywidualne nazwy :)
Poniżej w otoczeniu zieleni widzimy Skałę Zegarową :)

Nie wiem dlaczego „zegarowa”, ale patrząc i pobudzając wyobraźnię można dostrzec hełm rycerski i jak dla mnie to bardziej pasuje do niej nazwa „wojenna” 😉

Bohaterka kolejnego zdjęcia to skała o nazwie – Wysoka :) Ze względu na swoje położenie, wysokość i strzelistość jest jedną z najbardziej charakterystycznych skał wśród tych Rzędkowickich :)

Piękny wytwór natury :)

Z każdej strony prezentuje się inaczej, ale moim zdaniem równie wspaniale :)

Ze względu na usytuowanie, ciekawą skałą jest również skała, której nadano nazwę – Kamień pod Wysoką :) Zobaczcie zresztą i oceńcie sami 😉

I ostatni już kadr z tego miejsca – odwiedzam je często, więc pewnie za jakiś czas znowu wspomnieniami tu powrócę 😉

Na zakończenie wpisu tym razem zachód słońca w polach oraz melancholijny wiersz o polnych drogach Marii Gawlikowskiej zostawiam i udanych plenerowych wyjazdów Wszystkim życzę :) :) :)

Smagane wichrami wieków
Palone przez słońce
Nie skarżą się
Nie krzyczą
I wciąż biegną przed siebie
Cichutko
I tak skromnie…
Potrzebne i niezauważane
Skąd się wzięły?
Dokąd biegną drogi polne?
W szarym pyle historia ludzkości
Zapisana stopami przeszłych pokoleń
Mknie do nikąd.
Tylko zadumane drzewa
Są niemymi świadkami ich wytrwałości
I cichutko
Szemrzą im do snu
Pieśń pisaną przez wieczność
(Maria Gawlikowska – Polne drogi)

140. Zbiornik Włodowice w moich letnich wspomnieniach

„Kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy, trochę lata” – tegoroczny kwiecień zgodnie ze znanym powiedzeniem okazał się być bardzo kapryśnym miesiącem. Było co prawda kilka w pełni wiosennych dni, ale częściej bywało jednak zimno i wietrznie. Wiele szkód w niektórych regionach kraju wyrządził też nagły i silny atak zimy. Ponieważ nie udało mi się skorzystać z tych cieplejszych dni i wyruszyć z aparatem w plener, zrobiłam małe porządki w moim komputerze i w ich efekcie przygotowałam kolejny wspomnieniowy wpis :)

Zapraszam dzisiaj do miejsca, które było wielokrotnie celem moich wycieczek rowerowych i gdzie na pstrykałam już mnóstwo zdjęć, a część z nich teraz pokażę tu :)

Zbiornik (zalew) Włodowice, bo o nim dzisiaj mowa znajduje się w województwie śląskim, powiecie zawierciańskim, gminie Włodowice, pomiędzy Włodowicami, a Rudnikami.

Ten sztuczny zbiornik o powierzchni ok. 2 ha położony jest przy drodze do Zawiercia i pięknie otoczony przez lasy.

Zaglądając do moich archiwalnych wpisów w kategorii „Jura Krakowsko-Częstochowska” można znaleźć wpis 38. Zbiornik Włodowice. Relacjonuję w nim moją pierwszą wycieczkę rowerową do tego miejsca, która odbyła się dokładnie 22 września 2011 roku. Zauroczona, od tej pory byłam tam wielokrotnie, a w moim komputerze (jak już wspomniałam na wstępie) można znaleźć mnóstwo zdjęć zrobionych właśnie tam. Dzisiejszy wpis traktuję jako taką kontynuację tego archiwalnego i dlatego osoby, które zajrzały tu po raz pierwszy zachęcam do zapoznania się z nim, a osobom czytającym mnie regularnie – przypomnienie go sobie :) Znajdziecie tam różne informacje o tym zbiorniku i kilka (moim zdaniem) ciekawych zdjęć 😉

Nad wodą tak mi tutaj fajnie,
Tak mi tu dobrze.
Tak mi tutaj Krainie,
Jak nigdzie nie było dobrze.

Ziemia pachnie i trawa
Dookoła wody, trzciny,
A przy niej kaczek wrzawa,
I ja tutaj wesoł jedyny.

Nikt na mnie nie krzyczy,
Nikt mnie nie woła.
Las wszędzie dziewiczy,
A nad nim lot sokoła.

Kocham to miejsce uwielbienia,
Jak życie, choć k a l e k i e.
Tutaj nigdy nie mówię do widzenia,
Bo wszystko jest bliskie, a nie dalekie.

Słońce wyszło spoza chmur,
Łuskając czoła sosen.
Mamże tutaj leśny mur,
Z pięćdziesięciu trzech, jedenaście wiosen.

Ogrodzony jestem wodą, Puszczą,
A chroniony mgłą i ciszą.
Żyć tutaj tylko wieszczom,
Skoro Natury tętna, myśli wieszczy słyszą.

Więc nie trzeba sympatyków,
Skoro żywioł to docenia.
Tutaj tańczę z Naturą, nie dla wybryków,
A wraz z ciszą do uśpienia…
(Mieczysław Borys)

Oj, fajnie tam, fajnie i dobrze jak tym wierszu powyżej :) I dlatego właśnie tak bardzo lubię jeździć tam na rowerze i w ciszy i w spokoju wpatrywać się w wodę :)

Wiatr pieści cicho powierzchnię jeziora.
Słońce ozłaca aksamitne fale.
Nadeszła późna popołudniowa pora.
Uroczo tak, po prostu wspaniale.

Gdzieś tam mała rybka błyśnie w głębinie.
Stado kaczek płynie dumną flotą.
Drzemią zegary, więc czas wolno płynie.
Przytuliłbym jakąś rusałkę z ochotą.

Lecz jest już pusto bo sezon się kończy.
Rusałki bikini zamienią znów w spodnie.
Z tęsknotą któraś na jezioro spojrzy…
Zabierze wspomnienia miłosne i pogodne.
(Nad jeziorem – Oskar Wizard)

Urok tego miejsca doceniają wędkarze, miłośnicy spacerów, jazdy na rowerze, kąpieli wodnych oraz biwakowania.

Pod widocznymi na kolejnym zdjęciu zadaszeniami można w razie deszczu schronić się, a na paleniskach upichcić coś na ząb :)

Ziemio nasza, Ziemio miła
Tyś nas wszystkich wykarmiła,
Twe powietrze, lasy, wody,
To największa Twa uroda.
Więc człowieku, pilnuj srodze,
By nie padło wszystko w trwodze,
Bo gdy zniszczysz wszystko wszędzie
To i ciebie też nie będzie!

Człowiek przez wieki ujarzmiał przyrodę,
uzyskując z niej zasoby niezbędne do tworzenia
nowych cywilizacji.
I oto nastały czasy, kiedy w wielu regionach
kuli ziemskiej pod naciskiem człowieka
przyroda zaczęła ustępować,
cofać się, a nawet ginąć.
(N. Fiedorenko)

Aż strach pomyśleć jak wyglądałby nasz świat, gdybyśmy dopuścili do całkowitego zniszczenia przyrody :( Z niej czerpiemy tak wiele korzyści, które pozwalają nam na funkcjonowanie. To przecież przyroda dostarcza nam pożywienia i tlenu niezbędnego do życia…

„Mamy tylko jedną Ziemię, a jej przyszłość zależy od każdego na pozór niewielkiego ludzkiego działania, zależy od każdego z nas” (Florian Plit)

Rozmyślając o ochronie przyrody obchodzimy jeszcze raz wkoło zbiornik włodowicki :)

Ponieważ Ziemia opiekuje się nami,
zaopiekujmy się Ziemią.
Odwzajemniajmy miłość jaką nas obdarza,
utrzymując ją w czystości i w szczęściu…

Lubię, gdy słońce mnie woła,
Nad wodę z tysiącem fal.
Gdzie piękna zieleń dokoła,
A dusza wyrywa się w dal (…).

Lubię patrzeć na trzciny,
Wietrzyk w nich sobie hasa.
W tych wodach bywają liny,
Trzeba je tylko złapać.

Na takim łonie natury,
Człowiek odżywa na nowo.
Z życia odpływają chmury,
Nie złości nawet złe słowo.
(Dzień nad wodą – autor: jarmolstan)

Każdy ma swój sposób na wyciszenie się.
Zaglądamy w swój umysł, szybujemy wśród wspomnień.
Żeby zanurkować w tych najprzyjemniejszych.
Im ich więcej, tym dłużej trwa cisza i spokój (…)
(Magda M.)

I kolejny kadr z miejsca, gdzie wspaniale można się zresetować i naładować akumulatory :)

życie …
życie nie jest jak staw ze stojącą wodą –
ale jak płynąca rzeka …
a rzeka …
nurt jej w różny sposób się zmienia
i nic tu nie jest do odgadnienia …
(Zeatix Lens)  

Cudny zielony zakątek, prawda?

Lubię obrazy odbijające się w lustrze wody
– zachwycają mnie i intrygują :)

Powietrze, światło, odpoczynek uzdrawiają,
lecz największe ukojenie
płynie z kochającego serca.
(Theodor Fontane)

Przyroda bez człowieka może żyć,
ale człowiek bez przyrody ZGINIE!

No niestety, człowiek to chyba największy szkodnik natury :(

Kończąc, jak zwykle zachęcam do odwiedzenia pokazywanego przeze mnie miejsca, miejsca gdzie wspaniale można wypocząć i wyciszyć się. By było tam jednak nadal tak pięknie i czysto podkreślam znaczenie edukacji ekologicznej i apeluję:
W obecnych czasach, gdy coraz częściej słyszy się o większych i mniejszych katastrofach ekologicznych – bądźmy „świadomymi” użytkownikami środowiska !!!

Dziękuję za wizytę i wszystkim sympatykom mojego blogowania                 serdeczne pozdrowienia posyłam :) :) :)

139. Ruiny zamku w Bydlinie

Witam serdecznie :) Zanim wyruszę na pierwsze pozimowe wycieczki jeszcze trochę wspomnień z zeszłego roku :) Zastanawiając się, co tym razem pokazać wygrzebałam serię zdjęć przedstawiającą ruiny zamku w Bydlinie, bo większość jurajskich warowni już tu pokazywałam, a tak się złożyło, że tych ruin jeszcze nie. Zachęcam gorąco do obejrzenia zdjęć z tego miejsca na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej :)

Ruiny zamku rycerskiego Bydlin leżą 7 km od pobliskiego Wolbromia i około 10 km na północny wschód od Olkusza (powiat olkuski, województwo małopolskie). Ruina ta stoi w północnej części wsi Bydlin, niedaleko od cmentarza, po lewej stronie drogi prowadzącej do Dłużca. Znajduje się niecałe 6 km od warowni w Smoleniu i Ryczowie, więc będąc tam warto wygospodarować sobie więcej czasu i jeszcze dodatkowo coś innego zwiedzić.

Zamek w Bydlinie został wybudowanego w systemie tzw. Orlich Gniazd i obecnie ruina ta leży również na Szlaku Orlich Gniazd (zarówno pieszym jak i rowerowym).

Pierwsze wzmianki na temat zamku sięgają końca XIV w. Na wysokim, skalistym wzgórzu wzniesiono wtedy warownię – wieżę obronną. Swoją pierwotną funkcję pełniła przez około dwieście lat. Początkowym właścicielem był syn Niemierzy z Gołczy. To właśnie temu drugiemu przypisuje się często budowę warowni.
Do czasu, kiedy w XVI w. przeszedł na własność Bonerów, a następnie Firlejów, zamek miał około dwudziestu właścicieli. Na początku XVI w. Firlejowie dokonali przebudowy murów zamku na kościół. W okresie reformacji ok. 1570 r. Jan Firlej (ówczesny właściciel Bydlina) na krótki czas zamienił kościół na zbór ariański. W 1594 r. jego syn Mikołaj ponownie przeobraził świątynię na kościół katolicki pw. Świętego Krzyża, od którego nazwę przejęło obecnie całe wzgórze. W 1655 r. kościół zburzyli Szwedzi idący na Częstochowę. Kilkadziesiąt lat później został odbudowany przez Męcińskich. Pod koniec XVIII w. zamek został stopniowo opuszczony i uległ ruinie. Pod koniec XIX w. na stokach góry zamkowej istniała kopalnia galeny.
Na początku I wojny światowej, 17 listopada 1914 r., legioniści pod dowództwem komendanta Trojanowskiego okopali się, zajmując pozycje na wzgórzu zamkowym, a następnie ruszyli na stojące w Załężu wojska rosyjskie, rozpoczynając w ten sposób bitwę pod Krzywopłotami. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Do czasów współczesnych zachowały się jedynie resztki murów i fosy. Ruiny mają kształt prostokąta o długości 24 m i szerokości 11 m. Budynek wzniesiony z miejscowego wapienia był oskarpowany na narożach. Średnia grubość murów wynosiła nieco ponad 2 m, a przeciętna wysokość ok. 7 m. W murach widnieją ślady zabudowanych okienek strzelniczych.

Niewiele zostało z tego zamku ale zwiedzić warto 😉

W 2009 roku mur południowy budynku mieszkalnego zawalił się, jednak już w 2012 odbudowano go w ramach prac obejmujących między innymi oczyszczenie pod ciśnieniem murów, osadzenie obluzowanych kamieni z powrotem w murze i uzupełnienie spoin oraz usunięcie roślinności porastającej koronę murów i wewnętrzny obrys kamienicy. Wyremontowano wtedy także schody prowadzące do ruin wraz z towarzyszącą im balustradą.

Obecnie zamek jest dostępny do zwiedzania, a u podnóża wzniesienia, na którym stoi, znajduje się drewniana tablica z opisem jego historii :)

Będąc w Bydlinie warto również zobaczyć położony u podnóża góry zamkowej niewielki cmentarz, na którym znajduje się zabytkowa kaplica cmentarna oraz zbiorowa mogiła 46 legionistów poległych w bitwie pod Krzywopłotami.

Na terenie cmentarza parafialnego w Bydlinie znajduje się murowana kaplica. Została ona wzniesiona na miejscu starej pustelni i jak podają źródła stała już przy końcu XVIII wieku. Rozbudowana została w roku 1884 przez ks. A. Paprockiego, który został pochowany pod jej posadzką.
W ołtarzu znajduje się figura Matki Boskiej z Dzieciątkiem z pierwszej połowy XV wieku, przeniesiona z dawnej pustelni. W aktach kościoła parafialnego znaleźć można spis cudów za pośrednictwem M. B. w cudownej figurze doznanych, prowadzony od roku 1764. Obecnie miejscowa ludność również otacza kultem tę gotycką figurkę.
Wewnątrz kaplicy znajdują się także posąg św. Jana Nepomucena na rokokowym postumencie, oraz rzeźba Chrystusa Frasobliwego.

Niestety tego dnia kaplica była zamknięta, więc mogłam ją oglądać i fotografować jedynie z zewnątrz.

Z Bydlina niedaleko jest do Olkusza, więc tego dnia podjechaliśmy jeszcze na lody, kawę oraz mały spacer do tego uroczego małopolskiego miasta.

Olkusz to miasto w województwie małopolskim, w powiecie olkuskim, siedziba gminy miejsko-wiejskiej Olkusz. Położone jest na zachodnich rubieżach Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej nad rzeką Babą, przy drodze krajowej nr 94 i przy drogach wojewódzkich: nr 783 i nr 791.

Ładny, czysty rynek, z mnóstwem kwiatów i fontanną oraz ciekawymi kamienicami wokół niego :)

Tuż obok runku znajduje się Bazylika kolegiacka św. Andrzeja – kościół halowy z malowidłami ściennymi i organami renesansowymi autorstwa Hansa Hummla z lat 1612-1623 (jedne z najstarszych w Europie organów, zachowanych w stopniu bliskim oryginalnemu). Warto obejść ją wkoło, zwiedzić w środku i chociaż chwilę pomodlić się :)

Wiele wskazuje na to, że Olkusz może się szczycić wielokulturową i wielonarodową historią, początki której sięgają… starożytności. Genealogię pierwszej nazwy – Elkusz najłatwiej, ponoć, objaśnić na gruncie języka … fenickiego. „El” znaczy w nim pan, Bóg, „Kusz” natomiast to – kuć, krajać. Elkusz mogłoby więc znaczyć – pan, który kuje lub miejsce kucia. Fenicjanie, w te odległe od ich ojczyzny strony, mogli przywędrować w poszukiwaniu skarbów, którymi okazały się pokłady rud ołowiu zawierające sporo srebra. Ich eksploatacja być może dała początek historii tutejszego górnictwa i hutnictwa kruszcowego. (Źródło informacji: http://www.umig.olkusz.pl)

Powstania i carskie represje nie zahamowały rozwoju przemysłu w mieście. Zintensyfikowało go przeprowadzenie w latach 1883-85 przez Olkusz lwanogrodzko-Dąbrowskiej linii kolejowej. W kilkanaście lat później – w 1907 roku Peter Westen założył Fabrykę Naczyń Blaszanych.
Wielu olkuszan wzięło udział w I wojnie światowej, wielu zaciągnęło się do Legionów, gdzie istniał nawet oddział Strzelców Olkuskich.
Po odzyskaniu niepodległości liczba mieszkańców Olkusza w ciągu niespełna 20 lat prawie podwoiła się. Zbudowano m.in. nową szkołę, elektrownię i kanalizację. Ważną inicjatywą było stworzenie przez władze Olkusza uzdrowiska w Bukownie.
W okresie II wojny światowej, po zajęciu Polski, Niemcy włączyli miasto do III Rzeszy (granica z Generalną Gubernią przebiegała przez pobliski Rabsztyn). W dniu 16 lipca 1940 r. hitlerowcy rozstrzelali w Olkuszu dwudziestu Polaków. Ofiarami egzekucji byli więźniowie polityczni przywiezieni z Mysłowic i Sosnowca oraz pięciu olkuszan. 31 lipca 1940 roku, w dniu nazwanym potem Krwawą Środą, Niemcy przez cały dzień torturowali setki mieszkańców miasta na olkuskich placach. II wojna światowa przyniosła także kres wielowiekowej bytności Żydów w Olkuszu. W czerwcu i lipcu 1942 r. niemal wszystkich wywieziono do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu i zgładzono. (Źródło informacji: http://www.umig.olkusz.pl)

Na zdjęciu rekonstrukcja baszty :)

W okresie powojennym nastąpił rozwój miasta generowany inwestycjami przemysłowymi zarówno w mieście jak i w pobliskim Górnośląskim Okręgu Przemysłowym. Unowocześniana, państwowa olkuska „Emalia” znalazła się w czołówce krajowych producentów naczyń emaliowanych, wanien i zlewozmywaków. Zelektryfikowano linię kolejową. Wybudowano od podstaw kopalnię rud metali nieżelaznych „Olkusz”. Przez miasto przeprowadzona została szerokotorowa linia kolejowa łącząca Sławków, Olkusz, Hrubieszów, Moskwę i Magnitogorsk. Zbudowana została by zaopatrywać Hutę Katowice w rudę żelaza. Rozwojowi przemysłu towarzyszył szybki przyrost liczby mieszkańców miasta. Z 12 tys. przed wojną, z czasem przekroczyła 40 tysięcy. Rozwinęło się budownictwo mieszkaniowe. Olkusz otoczyły osiedla bloków. Wybudowane zostały Miejski Dom Kultury, szpital, hotel miejski, hala sportowo- widowiskowa, miasto połączono dwupasmową trasą ze Śląskiem.
Przejęcie zarządzania sprawami gminy przez samorząd lokalny, zapoczątkowane w 1990 roku pierwszymi wyborami do Rady Miasta dało efekty – Olkusz zyskał na wyglądzie, remontuje się ulice, kończy się kanalizowanie miasta, jego ulice są lepiej oświetlone. W 1999 roku po kolejnej reformie administracyjnej Srebrny Gród ponownie stał się siedzibą władz powiatowych, tym razem w granicach nowego województwa małopolskiego.
(Źródło informacji: http://www.umig.olkusz.pl)

Ponownie baszta wraz z odrestaurowanym fragmentem muru obronnego :)

Będąc w Olkuszu warto pospacerować jego ulicami zwracając uwagę na liczne pomniki.

Na zdjęciu poniżej pomnik upamiętniający ofiary komunizmu, który stoi u wylotu ul. Augustiańskiej. Na trzymetrowym krzyżu widnieje płaskorzeźba przedstawiająca Chrystusa wyciągającego z wody „do świętości” księdza Jerzego Popiełuszkę.

… i spojrzenie na ulicę Krakowską :)

Warto odwiedzić Olkusz i zwiedzić wszystkie jego zabytki oraz liczne muzea. Na uwagę zasługuje Muzeum Pożarnictwa Ziemi Olkuskiej, Muzeum PTTK-Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze, Muzeum Wody, które mieści w budynku Stacji Uzdatniania Wody przy ulicy Wspólnej, Muzeum Afrykanistyczne w Olkuszu prezentujące zbiory dr. Bogdana Szczygła – jedyne tego typu w Polsce oraz Muzeum Twórczości Władysława Wołkowskiego w Dworku Machnickich. Kilka lat temu byłam w Muzeum Afrykanistycznym i bardzo mi się tam podobało, ale tym razem korzystając z ładnej pogody woleliśmy spacerować po mieście i ciesząc oczy bujną zielenią odpoczywać w parku :)

Miło powspominać, a tymczasem wiosna nadeszła i już zdecydowanie cieplej się zrobiło :) Zachęcam więc do aktywnego wypoczynku w plenerze i ładowania akumulatorów na łonie natury :)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO :) :) :)

129. Jurajskie rzepakowe pola…

Rzepakowe pola, łany słońcem malowane…

Odkąd w kwietniu wsiadłam na rower i regularnie co tydzień przemierzam na nim tereny Jury Krakowsko-Częstochowskiej, bądź Wyżyny Śląskiej odwiedziłam już kilka ciekawych miejsc. Niektóre z nich już tu wcześniej pokazywałam, a te nowe też zapewne przedstawię, ale póki co zapraszam do obejrzenia serii zdjęć z rzepakowymi polami w roli głównej :)

Zachwycam się nimi co roku i ku mojej radości, podczas tegorocznych wiosennych wycieczek rowerowych znowu je podziwiałam i fotografowałam :)

Pożółkłe pola, rzepaków łany
tak jak błękity niebiańskich bram.
Ścielą się majem złocistych mórz,
pośród zapachów kwitnących bzów.
Wśród unoszonych przez wiatr płatków kwiatów
i porannego słowików śpiewów.
Podążam śladem płonących barw,
pachnących majem łanów rzepaku.
(Małgorzata Karolewska – Pola rzepaku)

Świetliste łany rzepakowe,
pola przepojone słodyczą,
spływają nektarem do słoików,
rozlane w słońcu miodowe zapachy.

Niesamowite są te rzepakowe pola i tylko szkoda, że oglądając zdjęcia nie można poczuć tego miodowego zapachu, jaki towarzyszył mi podczas ich robienia :)

Żółcienie złota przeplatane słońcem,
kwiecisty kobierzec uderza falami,
pachnące w słońcu słodkie nektary,
płyną po niebie złotymi smugami.

Zacisze pól czarowne, niezwykłe zarazem,
żółcieniami różnymi rozmalowane,
sielankowa wioska roztacza powaby,
tak wyglądają majowe czary…

Doskonały materiał dla fotografa, źródło inspiracji dla malarza :)

Żółto złote pola

Wielkie żółto złote pola
I ta po między nimi goła rola
W południowym słońcu gorącem tętniąca
Coś wspólnego z żarem serca mająca

Żółto słodki zapach rzepakowy
Wiosną uderzający do głowy
Gdy nie tylko gołe obok pole leży
Gdzie rozgrzana moja myśl bieży

Połyskujące brązem nagie ciało
Rozkoszą ze słodkim zapachem się zlało
Wzrok mój nieustannie przyciąga
I od rzepakowych łanów odciąga

Jakże słodko ogarniać to wzrokiem
Delektować się rok za rokiem
Wciąż ulegać niezmiennemu zachwytowi
Nie zważając że ma się ku zachodowi
(Zbigniew Głuszczyk)

I znowu rzepak hen po horyzont i do tego śliczne chmurki na błękitnym niebie :)

Rzepakowe pole
żółte oczy mruży,
w blasku słońca
nawet ono
upałem się nuży.

Słodki zapach
małych kwiatków
uwodzi, odurza
i prowadzi polną ścieżką
w zieleń traw zanurza.

Niepoprawnym marzycielem
zostań choć przez chwilę,
sięgnij nieba tu na ziemi …
proszę… tylko tyle..
(Anna Jelak-Bogusz)

Rzepakowe pola pięknie kwitną i już z daleka rzucają się w oczy :)

Żółto mi w oczach, choć nie morze,
frymuśnych kształtów złote kwiaty,
niezwykły podziw, Tobie Boże,
za fundamentów świat bogaty.
(autor: Renatabond)

„…Więc chodź, pomaluj mój świat, na żółto i na niebiesko…”

Wspaniale wyglądają rzepakowe pola i jadąc nie mogłam nasycić oczu kolorami. Oczywiście co chwilę schodziłam z roweru, by zrobić nowe zdjęcia :) Z uzbieranej w ten sposób kolekcji powstał właśnie ten wpis. Znając siebie, w przyszłym roku na wiosnę znowu będę podziwiała te słoneczne rzepakowe łany, wdychała ich słodki, miodowy zapach i fotografowała, fotografowała je na potęgę… 😉

Kończę, a ponieważ lubię kończyć wpisy zachodami słońca i jestem dzisiaj w refleksyjnym nastroju, na zakończenie zamiast jednego wstawiam aż trzy widoki zachodzącego nad wodą słoneczka.

Do tego króciutka, poparta cytatami refleksja na temat szczęścia…

„Szczęście jest nadpobudliwe. Dziś jest tu, jutro gdzie indziej. Przysiądzie w jakimś miejscu, potem leci dalej. Trzeba je łapać na każdym kroku, łowić najmniejsze okruszki w każdej chwili życia. Żeby potem nie żałować. Kto raz się nauczy jak szukać powodów do radości, potem widzi je wszędzie.” (K. Mirek)

„Każdy ranek daje szansę na to, by wieczorem móc powiedzieć: to był szczęśliwy dzień.” (Małgorzata Stolarska)

POZDRAWIAM GORĄCO :) :) :)
I jak najwięcej szczęśliwych dni życzę :)

128. Zalew Siamoszyce

Kolejna wyprawa rowerowa i dzięki niej po raz pierwszy na moim blogu zdjęcia z zalewu w Siamoszycach/Zawiercia :)

Sztuczny zalew Siamoszyce znajduje się na terenie wsi Siamoszyce w województwie śląskim, w powiecie zawierciańskim, gminie Kroczyce. W latach 1975-1998 miejscowość ta administracyjnie należała do województwa częstochowskiego.

Zalew zlokalizowany jest na rzece Krztyni, która źródła ma w okolicach Sulin (Zawiercie Suliny).

Ten  przepływowy zbiornik ma powierzchnię 20 ha.

Istnieje możliwość wędkowania nad zalewem i to zarówno z brzegu, jak i z łodzi. Zbiornik jest ogólnodostępny, woda nizinna. Połów ryb odbywa się zgodnie z regulaminem amatorskiego połowu ryb. Obowiązuje zakaz wstępu na wyspy i połowu ryb z wysp. W zbiorniku dominuje karp, płoć, szczupak, leszcz, okoń, jaż, lin.

Te malutkie mróweczki przy brzegu to właśnie miłośnicy wędkowania 😉

Pięknie tam – można godzinami siedzieć, czekać na rybkę i rozkoszować się widokami :)

Nad brzegiem zalewu powstał Ośrodek Wypoczynkowy „Ciechan Zdrój”, na obszarze którego mieszczą się camping, pole namiotowe, plaża z wydzielonym strzeżonym kąpieliskiem, a także molo i wypożyczalnia kajaków, łodzi oraz rowerów wodnych. Wstęp na teren Ośrodka jest płatny. Nieopodal niego znajduje się również Ośrodek Harcerski.
Ośrodki te bywają świetną bazą wypadową do pobliskich miejscowości, takich jak Ogrodzieniec, Podzamcze, Kroczyce, Mokrus, Pilica lub na Górę Birów, Górę Zborów czy Okiennik Duży.

Tego dnia pogoda dopisała – słonko świeciło i w wodzie pięknie się odbijało :)

Obok zalewu przebiega żółty Szlak Zamonitu.

Dno zbiornika jest piaszczyste, a woda w nim posiada potwierdzoną badaniami I klasę czystości. Wspaniale, bo czysta woda w dzisiejszych czasach to rzadkość :)

Tego dnia wody było niewiele, za to pewna urocza modelka chętnie mi pozowała 😉

Kolejny kadr i ponownie srebrna poświata na wodzie :)

Cieszę się, że tak bardzo polubiłam jazdę na rowerze i w zasięgu mojego rumaka mam tak piękne widoki :)

I ostatnie już spojrzenie na otoczony lasami malowniczy Zalew Siamoszyce :)
Dla osób lubiących odpoczynek nad wodą, to moim zdaniem miejsce godne polecenia :)

Jak już wspomniałam, zbiornik ten jest zasilany przez rzekę Krztynię :)

Życie jak rzeka – płynie tylko w jedną stronę
i nie da się go zawrócić…

Malownicza sceneria, przed sezonem błogi spokój, więc warto było pedałować, by chociaż chwilę posiedzieć i odpocząć nad tym zalewem. Moją radość z wyjazdu dodatkowo jeszcze spotęgował towarzyszący mi po drodze widok zachwycających rzepakowych pól :)

Tej wiosny na pstrykałam mnóstwo takich  żółto-niebiesko-zielonych zdjęć i kolejny wpis właśnie im poświęcę :)

„Życie jest dziwne. Nigdy nie wiesz, co przyniesie. Ja wiem jedno: masz marzenie, to walcz o nie, dąż do jego realizacji. Masz jedno życie, więcej mieć nie będziesz. Kiedy, jak nie teraz. Nie zwlekaj do jutra.” (A. Kucharska)

POZDRAWIAM GORĄCO :) :) :)
i spełnienia wakacyjnych marzeń życzę :)

127. Otwarcie sezonu rowerowego – Łazy, Zalew Mitręga

Gdy od rana słońce świeci
marzę, by wyjechać w plener
zabrać tylko mały plecak
i rowerem mknąć przed siebie…

Jak nie deszczowa aura pogodowa, to z kolei problemy zdrowotne i na rozpoczęcie tegorocznego sezonu rowerowego (ku mojej radości już na nowym rowerze) musiałam czekać aż do 28 kwietnia. Regularnie, co tydzień wsiadając na rower od tej pory odwiedziłam już kilka miejsc, ale teraz tu na blogu opowiem o tym pierwszym pozimowym wyjeździe. Na rozgrzewkę postanowiłam odwiedzić doskonale mi już znane i często przeze mnie odwiedzane – Łazy w powiecie zawierciańskim, a za ostateczny cel wyprawy obrałam sobie leżący pomiędzy Łazami, a Niegowonicami – Zbiornik Mitręga :)

Zanim jednak pokażę więcej zdjęć znad tego akwenu opowiem króciutko o Łazach ( ponownie, bo wspominałam już wcześniej – wpis nr. 107 Zalew Mitręga i wpis. nr. 26 Wzgórze Kromołowiec).

Łazy to miasto w województwie śląskim, w powiecie zawierciańskim, siedziba władz gminy miejsko-wiejskiej Łazy. Do 1947 r. miejscowość była siedzibą gminy Rokitno-Szlacheckie. W latach 1975-1998 miasto administracyjnie należało do woj. katowickiego. Będąc tam warto zobaczyć: zabudowania lokomotywowni z końca XIX w., parowóz Ty45 – 421, budynki fabryki materiałów ogniotrwałych z końca XIXw., drewniane budynki z końca XIX w., cmentarz wojenny – cmentarz założony w 1914 r. na os. Podlesie, kościół św. Michała Archanioła z lat 1934-1949 oraz zabytkową wieżę ciśnień :)

Tego dnia do miasta wjechałam od strony Zawiercia jadąc drogą wzdłuż torów kolejowych.

I od razu po znalezieniu się na terenie miasta – pojawia się pierwszy zabytek :)

Zbudowana w 1898 r. wieża ciśnień była obiektem zasilającym w wodę parowozy stacji rozrządowej Łazy i samą stację. Na szczycie budowli są umieszczone dwa stalowe zbiorniki, każdy o pojemności ok. 130m3, na niższych piętrach znajdowały się pomieszczenia wykorzystywane na mieszkania służbowe PKP.  Wieża ciśnień zwaną „Królewską” to taki wysoki 24 – metrowy ceglany budynek, który obecnie niestety popada w coraz większą ruinę.

Miejscowość Łazy prawdopodobnie po raz pierwszy na mapach pojawiła się około roku 1790 i była wówczas niewielkim przysiółkiem Rokitna Szlacheckiego. Swój dynamiczny rozwój zawdzięczała powstaniu linii kolejowej – Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej, którą uruchomiono w 1848 roku.

Na kolejnym zdjęciu pięknie odnowiony dworzec PKP oraz plac dworcowy w Łazach :)

Tuż obok niego można i z pewnością warto zobaczyć zabytkowy parowóz Ty45 – 421 :)

Parowóz Ty45 został skonstruowany w oparciu o ulepszoną dokumentację polskiego przedwojennego parowozu Ty37. Zmieniono przede wszystkim budkę maszynisty na zamkniętą i tender na większy, półbeczkowego kształtu, zaadaptowane z budowanych podczas wojny niemieckich lokomotyw Ty2. Produkcję rozpoczęto od 1946 w zakładach Cegielskiego (258 sztuk) i Fabloku w Chrzanowie (170 sztuk). PKP odebrała 428 lokomotyw, 20 trafiło na koleje przemysłowe. Tendry dla nich budował Pafawag. Parowóz Ty45 służył początkowo do prowadzenia ciężkich pociągów z węglem kamiennym i rudą żelaza na magistrali węglowej Śląsk-Porty. Z powodzeniem zastępował słabsze maszyny serii Ty37, a zwłaszcza Ty23. Jednakże podczas eksploatacji okazało się, iż w wielu przypadkach moc kotłowa Ty45 była niedostateczna, jak na potrzeby i możliwości posiadanej maszyny parowej. Skutkowało to spadkami ciśnienia w kotle i obniżało osiągi. Zaletą było wyposażenie części egzemplarzy w mechaniczny podajnik węgla – stoker, co ułatwiało pracę załogi. Część parowozów stacjonujących w lokomotywowniach Zajączkowo Tczewskie, Toruń i Białystok została w latach 1964-65 przystosowana do opalania mazutem. Już w 1947 roku część ciężkiej pracy przewozowej przejęły amerykańskie, bardzo dobre w ciężkiej pracy trakcyjnej maszyny Ty246. Na podstawie rozwiązań konstrukcyjnych Ty246 i wniosków płynących z eksploatacji Ty45 zbudowano serię najmocniejszych polskich parowozów Ty51. (Bogdan Pokropiński, Parowozy normalnotorowe produkcji polskiej dla PKP i przemysłu, Warszawa, WKiŁ, 1987)

Kręcąc się po mieście moją uwagę przykuły ruiny Starej Cementowni:

Polska należy do nielicznych krajów, które jako pierwsze na świecie rozpoczęły w skali przemysłowej produkcję cementu. Należy zaznaczyć, że historia przemysłu cementowego zaczyna się w okresie, kiedy ziemie polskie objęte były trzema zaborami. Pierwszą fabrykę cementu uruchomiono na ziemiach polskich w 1857 r. w Grodźcu koło Będzina. W 1872 roku na ziemiach zaboru pruskiego wybudowano mały zakład produkcji cementu w Wejherowie z piecami szybowymi, które zastąpiono w 1906 r. piecem obrotowym.
Jako trzecia, uruchomiona została na terenie zaboru rosyjskiego cementownia „Wysoka” w roku 1885 w Łazach koło Zawiercia. Produkowała ona cement metodą suchą. Początkowa produkcja cementu, wynosząca 6 tys. ton cementu na rok wzrosła do 65 tys., kiedy w roku 1892 zastąpiono dotychczasowe piece piecami nowszego typu. (Źródło informacji: http://www.polskicement.pl)

I w końcu, po przejechaniu 20 km docieram nad znajdujący się w granicach administracyjnych miasta Łazy – Zalew Mitręga :)

„Zalew Mitręga” to sztuczny zbiornik wodny o powierzchni ok. 8 ha. Pełni on funkcję rekreacyjną jako niestrzeżone kąpielisko miejskie. Przy zalewie znajduje się boisko do siatkówki plażowej, dwie wiaty oraz palenisko :)

Wspaniałe miejsce do odpoczynku i rekreacji :)

Na zbiorniku „Mitręga” organizowane są różne zawody wędkarskie :)

Oprócz imprez wędkarskich nad Zalewem Mitręga organizowane są także plenerowe imprezy kulturalne jak np. Dni Łaz :)

Obcowanie z przyrodą i przebywanie w tak pięknej scenerii wyzwala we mnie pozytywne spojrzenie na świat, więc jeszcze raz to samo ujęcie, tylko w różowej tonacji kolorystycznej :)

To miejsce zachwyca  i skłania do refleksji :)

Nad moim jeziorem czas się zatrzymał
i zrobił miejsce nowym dniom,
tu ptakiem pachnie nawet zima
i śpiewa lipa, szumi dąb

Nad moim jeziorem chodzę boso,
we mgle spowita czasem śnię,
zabieram szyszki śpiącym sosnom
i fal muzykę słyszę miłosną.

Wylana szklanka wody żywej
wypełnia noce aż po brzask
i ciągle żyję, żyję tak,
jak by miał zginąć zaraz świat.

Od nocy czarnej aż po świt,
dzień też inaczej każdy witam
i miodem płynie to co biorę
pod moim drzewem, nad jeziorem.                                                                            (Maria Krajewska – Nad moim jeziorem)

Będąc tam zawsze obchodzę ten zbiornik wkoło – i tym razem też tak było :)

Budowę tego 8,5 ha zalewu w dolinie Mitręgi rozpoczęto w 1971 roku.

Piękne, zaciszne miejsce :)

Na jeziorze fale grają
tętniąc jak Fidiasza konie,
o brzegi się odbijają
rozczesując melancholię.

W rytm muzyki Vivaldiego
księżyc smykiem gra po niebie,
pięciolinią gwiazdy płyną
wiatr w ciemnościach je kolebie.

Węgorz grubą wstęgą wije
wplecioną miedzy szuwary,
pianissimo, mezzo piano
pomrukuje szczupak stary.

Ryba łuską pobrzękuje
niesie echo topielami,
muzyka sitowiem leci,
słychać wtóry nad brzegami.
(Teresa Rutkowska-Wojciechowska – Koncert na jeziorze)

Zauroczył mnie ten zbiornik wodny, więc wygrzebałam z szuflady jeszcze kilka zdjęć zrobionych tam jesienią zeszłego roku i przy okazji pokażę :)

Latem wiadomo – tłumy, ale poza sezonem wakacyjnym, to cudowna oaza zieleni, ciszy i spokoju.

Lubię tam spacerować i uważam, że to bardzo fotogeniczne miejsce :)

Wiatr w szuwarach

gdy w twoim głosie słyszę drwinę
i krzywy uśmiech masz na twarzy
czuję się jak złodziej
schwytany we własnym sadzie
biorę niedokończony szal
myśląc z żalem
że dzierganie na drutach
ma realny wymiar
a pisanie wierszy
no cóż
to wiatr w szuwarach
(Halina Markowska Budniak)

Cudny zakątek, ale niestety już pora by zakończyć wpis :)

Nowy rower spisał się na medal, a 42 km na liczniku, to był moim zdaniem dobry początek sezonu :) Teraz już rozruszana, planuję tak jak i w poprzednich latach, raz w tygodniu  spędzać popołudnie na rowerze i zwiedzać, fotografować :) Was Wszystkich również do takiej formy aktywnego relaksu gorąco zachęcam :)

Życie jest jak jazda na rowerze.
Żeby utrzymać równowagę,
musisz się poruszać naprzód…
(Albert Einstein)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO :) :) :)

126. Andrzej Stróżecki – niepokorna dusza Jury

Z przykrością informuję, że w czwartek, 12 maja zmarł Andrzej Stróżecki – prezes Polskiego Towarzystwa Turystyczno – Krajoznawczego Oddziału w Zawierciu. Był również członkiem wojewódzkich komisji turystyki narciarskiej i pieszej, ochrony przyrody, biegów na orientację oraz członkiem Zarządu Wojewódzkiego PTTK i przewodniczącym Zespołu ds. Zagospodarowania Jury przy Zarządzie Wojewódzkim PTTK w Katowicach. W latach 2006-2010 był radnym miasta Zawiercie.

Andrzej Stróżecki posiadał wiele dyplomów i odznaczeń. Najcenniejsze z nich to Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski oraz tytuł Członka Honorowego PTTK, którym został wyróżniony jako jedyny zawiercianin w historii PTTK. Posiadał tytuły honorowego przodownika w czterech dyscyplinach turystyki: górskiej, narciarskiej i pieszej oraz biegów na orientację.

Niedawno, 1 maja podczas Zawierciańskiej Majówki u źródeł rzeki Warty został uhonorowany Statuetką „Zasłużony dla Miasta Zawiercie”. Otrzymał ją z rąk prezydenta Zawiercia – Witolda Grima. Wyróżnienie to jest wyrazem uznania dla zasług osób fizycznych, prawnych i jednostek organizacyjnych nie posiadających osobowości prawnej za działalność i zasługi dla miasta godne szczególnego uznania.

„Odkąd pamiętam Andrzej był stale obecny w zawierciańskim Oddziale PTTK. Ciągle coś organizował, ustalał, załatwiał, a przede wszystkim był obecny na jurajskich szlakach. Rajdy i wycieczki połączone z historią regionu to była prawdziwa pasja i tak jest właściwie do dziś. Andrzej Stróżecki urodził się 23.03.1937 w Zawierciu. Członkiem naszego Towarzystwa został 5.04.01957 r. wstępując do Oddziału Międzyuczelnianego w Krakowie, gdzie studiował na Wydziale Budownictwa Wodnego Politechniki Krakowskiej. W latach 1958 – 1959 działał w tym oddziale w Komisji Turystyki Górskiej. W 1959 r. pełnił funkcję z – cy kierownika obozu wędrownego w Tatrach. Po studiach w 1960 r. podjął pracę w katowickiej „Hydrobudowie – 3”. W latach 1960 – 1962 należał do Koła PTTK przy Zakładach Chemicznych w Oświęcimiu, a w okresie 1962 – 1963, pracując przy budowie zapory w Solinie do  oddziału „Bieszczady” w Lesku.
Od 23.11.1963 r. jest członkiem oddziału PTTK w Zawierciu. Od marca 1965 r. pełnił
funkcje sekretarza trzech oddziałowych komisji: turystyki pieszej, górskiej, narciarskiej. W czerwcu 1965 r. powołano do życia Klub Turystyki Pieszej „Ostańce”, którego był współzałożycielem, a od 1967 r. do chwili obecnej prezesem. Z czasem zaczął rozwijać w nim różne formy turystyki i w chwili, gdy klub zajmował się także narciarstwem, kajakarstwem, wędrówkami górskimi, krajoznawstwem i imprezami na orientację przekształcił go w Klub Turystyczny „Ostańce”, w którym byli obecni doświadczeni działacze jak i uczniowie zawierciańskich szkół. Z czasem klub stał się wiodącą jednostką zawierciańskiego oddziału. Wychowało się w nim kilka pokoleń działaczy i do dzisiaj skupia większość naszej kadry. Od kwietnia 1967 r. Andrzej wchodzi w skład Zarządu Oddziału PTTK w Zawierciu.
W latach 1970 – 1976 pełnił funkcję wiceprezesa oddziału, a w latach 1983 – 1985 i od 1996 r. do chwili obecnej był jego prezesem. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ub. wieku był członkiem wojewódzkich komisji: turystyki pieszej, narciarskiej, imprez na orientację, ochrony przyrody. W latach 1981 – 1985 był członkiem Zarządu Wojewódzkiego PTTK. W latach 1982 – 1985 był przewodniczącym Zespołu ds. Zagospodarowania Jury przy ZW PTTK w Katowicach. W 1993 r. został członkiem Prezydium Komisji Turystyki Narciarskiej ZG PTTK, a od 2001 r. pełnił funkcję wiceprzewodniczącego tej komisji, a w kolejnej kadencji jej przewodniczącego. Od 1997 r. jest wybierany do Komisji Turystyki Pieszej ZG PTTK. Mimo absorbującej działalności, w naszej organizacji przez 12 lat był prezesem Oddziału Miejskiego Ligi Ochrony Przyrody w Zawierciu, a w 1993 r. założycielem koła Polskiego Klubu Ekologicznego.
Jego, zdolności organizatorskie pozwoliły mu realizować ważne dla naszego towarzystwa przedsięwzięcia. Obok A. Wasilewskiego z Lublina był głównym organizatorem obchodów 50 – lecia PTTK na Zamku Ogrodzieniec w 2000 r., a 2006 r. ogrodzienieckiej części ogólnopolskich obchodów 100 – lecia PTK. Był komandorem Ogólnopolskiego Wysokokwalifikowanego Rajdu Pieszego „Jura 2001” i „Jura 2009”, kierownikiem trasy na XXXIV OWRP „Górny Śląsk” w 1993 r. oraz komandorem 50. Ogólnopolskiego Zlotu Przodowników Turystyki Pieszej. Od 25 lat Andrzej kieruje jedną z tras Ogólnopolskiego Rajdu Narciarskiego „Wędrówki Północy” na Suwalszczyźnie, prowadził też trasy na wrocławskim rajdzie narciarskim „Sudety”. Początkowo pasjonował się narciarstwem turystycznym na nartach zjazdowych, zostając nawet Instruktorem Narciarstwa Zjazdowego PZN, prowadził trasy na Narciarskim  Rajdzie Tatrzańskim, następnie jednak zaraził się narciarstwem śladowym, które propaguje do dzisiaj. Od 1965 r. jest głównym organizatorem Rajdu Narciarskiego Po Jurze – oczywiście na nartach śladowych.
22 lata kieruje już jedną z tras Złazu Spółdzielczości Mieszkaniowej Województwa Katowickiego ( Śląskiego).
Od lat sześćdziesiątych ub. wieku Andrzej Stróżecki jest członkiem kadry naszego towarzystwa. Posiada uprawnienia przodownika turystyki: górskiej,  pieszej, narciarskiej, imprez na orientację. W tych dyscyplinach przyznano mu również tytuły Przodownika Honorowego przy czym w INO z zaszczytnym numerem 001. Jest także Instruktorem Krajoznawstwa Polski i Instruktorem Ochrony Przyrody. Od 1993 r. posiada tytuł Zasłużonego Instruktora Krajoznawstwa. Jest przewodnikiem terenowym na woj. śląskie oraz przewodnikiem beskidzkim. Od 1982 r. jest Instruktorem Przewodnictwa oraz Instruktorem Kształcenia Kadr PTTK. Pełnił też, aż do chwili likwidacji funkcję Kierownika Grupy Rejonowej Straży Ochrony Przyrody.
Od 1965 r. Andrzej zajmuje się pracami znakarskimi w środkowej części Jury, systematycznie odnawiając znaki szlaków, drogowskazy, tablice informacyjne, jednocześnie kształcąc młodą kadrę w tym zakresie. Jest autorem drugiego pod względem ważności na Jurze szlaku niebieskiego „Warowni Jurajskich”, a także większości znakowanych szlaków w tej części Wyżyny Krakowsko – Częstochowskiej. W latach 70. ub. wieku tworzył także szlaki w Leśnym Pasie Ochronnym GOP. Dużym zainteresowaniem ze strony Andrzeja cieszyły się zawsze imprezy na orientację. Wielokrotnie uczestniczył w biegach na orientację, co zaowocowało dużymi sukcesami – kilkakrotnym zdobyciu Pucharu Weteranów w biegach na orientację i w ciągu 19. lat od 1981 do 1999 r. trzynastokrotne zdobycie pierwszego miejsca i sześciokrotne drugiego w krajowym rankingu w swojej kategorii wiekowej. Kolejną już pasją Andrzeja jest turystyka kajakowa. Od 21 lat jest on organizatorem spływów kajakowych po różnych rzekach Polski takich jak Drawa, Brda, Narew i Biebrza, Bug i San.  Od początku swojej obecności w zawierciańskim oddziale PTTK jest inspiratorem rajdów oddziałowych. Projektuje i prowadzi ich trasy. Organizuje też i odbywa rocznie 50 ogólnodostępnych wycieczek. Każdego lata organizuje obóz wędrowny dla młodzieży. Olbrzymie zaangażowanie w działalność turystyczną spowodowało brak czasu nawet na małżeństwo. Andrzej ożenił się dopiero w wieku 52 lat.
Znaczącą rolę w działalności Andrzeja odgrywają publikacje. W 1972 r. był współautorem ( z L. Galliną ) opisu szlaków ziemi zawierciańskiej, następnie jednym z autorów „100 tras dla ciebie”. W 1988 r. wyszedł wydany przez COIT Warszawa jego przewodnik „Jura krakowsko – Częstochowska”. W latach dziewięćdziesiątych jest autorem dwu przewodników „Ścieżka rowerowa” – rejon Zawiercie i rejon Dąbrowa Górnicza. Wydanych przez ZJPK, a w 1994 współautorem ( z Broniszem i Puckiem ) wydanego przez Ekograf przewodnika „Wyżyna Krakowsko – Częstochowska”. Potem aktualizował przewodnik Pascala „Jura krakowsko – Częstochowska”, był też autorem kilku lokalnych folderów. Jest autorem treści turystycznej prawie wszystkich map dotyczących Jury.  Przez wszystkie lata swojej działalności opublikował tysiące artykułów na temat turystyki i ochrony przyrody w prasie lokalnej i turystycznej – „IMT Światowid”, dawny i obecny „Gościniec”, „Na Szlaku”, „Poznaj Swój Kraj”, „Gazeta Zawierciańska – Jura”, „Dziennik Zachodni”.
Za swoją pracę społeczną na polu turystyki Andrzej Stróżecki był wielokrotnie wyróżniany i odznaczany. Już po 5 latach działalności w 1970 r. został odznaczony srebrną honorową odznaką PTTK, a w 1977 złotą. W 1975 otrzymał Brązowy Krzyż Zasługi oraz srebrną odznakę „Za zasługi dla turystyki”, a w 1981 złotą. Odznaki „Zasłużony w rozwoju woj. Katowickiego” przyznano mu w 1974 srebrną i w 1981 złotą. Również w 1981 „Krzyż Zasługi dla ZHP”. W 1998 wyróżniony został medalem „125 – lecia PTT – PTK – PTTK, a 2000 „Medalem 50 – lecia PTTK”. W roku 1989 otrzymał „Złoty Krzyż Zasługi”, a na XV Walnym Zjeździe PTTK w 2001 r. został odznaczony „Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski”. Ponadto Radio Katowice nadało mu honorowy tytuł „Jurala” zarezerwowany dla osób szczególnie zasłużonych w promocji Jury na antenie Radia Katowice.” (autor tekstu: Lesław Romanek )

Na zdjęciu poniżej Andrzej Stróżecki i Lesław Romanek.

Bogata biografia, gdyż Pan Andrzej był wspaniałym i niezwykle aktywnym człowiekiem. Rozpierała go energia, chęć życia i poznawania nowych miejsc. Swoją wiedzą imponował, a pasjami zarażał (oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu).

Cieszę się, że poznałam go osobiście. Przyjemnie było przebywać w jego towarzystwie, uczestniczyć w organizowanych przez niego wycieczkach, obozach, rajdach i wraz z nim zwiedzać oraz przemierzać różne szlaki. Ze szczególnym sentymentem wspominam wyjazdy, których celem było odnawianie szlaków turystycznych na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. I trudno mi cokolwiek więcej dodać, gdyż teraz taki smutek w sercu czuję…

Msza pogrzebowa za duszę zmarłego Andrzeja Stróżeckiego odbyła się w sobotę, 14 maja o godzinie 15:00 w kościele p.w. św. Stanisława Kostki w Zawierciu. Pochowany został na cmentarzu parafialnym w Zawierciu. Miał 79 lat.

125. Wiosenny spacer po Krakowie

Witam serdecznie :) :) :)

Tego miejsca chyba nikomu nie trzeba przedstawiać – zachwycający Rynek w Krakowie :) Niedawno odwiedziłam Kraków – to niezwykle piękne, owiane duchem historii miasto i korzystając z pięknej wiosennej aury przespacerował się jego uliczkami :) Dzisiaj z przyjemnością zapraszam do oglądania zdjęć z tego wyjazdu :)

Za mną oczywiście Sukiennice :) Przez wieki podlegały one wielu przemianom i ich obecny kształt w niczym nie przypomina tych dawnych sukiennic. Już w roku 1257 książę Bolesław Wstydliwy przy lokacji Krakowa zobowiązał się postawić kramy sukienne. Stanowiły one podwójny rząd kramów kamiennych, tworzących jakby uliczkę pośrodku Rynku. Sukiennice w tej postaci przetrwały do połowy XIV stulecia.

Rynek oblężony, ale zazwyczaj właśnie tak tam bywa 😉

Na kolejnym zdjęciu kościół archiprezbiterialny pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, zwany także kościołem Mariackim – jeden z największych i najważniejszych, po Katedrze Wawelskiej, kościół Krakowa. Od 1962 posiada tytuł bazyliki mniejszej i należy on do najbardziej znanych zabytków Krakowa i Polski.
Jest kościołem gotyckim, budowanym w XIV i XV wieku. Położony jest przy północno-wschodnim narożniku Rynku Głównego, na Placu Mariackim 5. Kościół znajduje się na trasie Małopolskiej Drogi św. Jakuba z Sandomierza do Tyńca.
W Kościele Mariackim można podziwiać arcydzieło rzeźbiarskie późnego gotyku – Ołtarz Wielki – dzieło Wita Stwosza.

Na Rynku Głównym w Krakowie można również podziwiać wieżę ratuszową – gotycką wieżę z XIV wieku, o wysokości 70 m. Ocalała ona ze zburzonego w 1820 roku ratusza – wówczas głównego gmachu administracyjnego Krakowa.

Wśród budynków na Rynku, ratusz wyróżniał się swoją sylwetką: wysoka wieża, zwieńczona kiedyś gotyckim hełmem z zegarem, z przylegającym korpusem zamkniętym trójkątnym szczytem i spichlerz. Dawniej znajdowały się w nim Izba Pańska, Izba Ławnicza i w podziemiach więzienie z izbą tortur.
Obecnie wejścia do wieży strzeże para lwów, które powstały na początku XIX wieku. U wejścia zachował się gotycki portal z herbem Krakowa i godłem Polski. Na parterze znajduje się zestaw 14 gmerków z 1444 roku, będący europejskim unikatem. W wieży, będącej filią Muzeum Historycznego miasta Krakowa, eksponowane są pamiątki dotyczące historii miasta. W podziemiach znajduje się natomiast „Scena pod Ratuszem” krakowskiego Teatru Ludowego. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org/ )

Na wschód od Rynku Głównego, na tyłach kościoła Mariackiego, między ulicą Mikołajską i ulicą Sienną znajduje się Mały Rynek.
Dawniej na Małym Rynku handlowano mięsem, później także starzyzną (od XVI w.); znajdowały się na nim jatki rzeźnicze, a także kuchnia dla ubogich.
Do ok. 1812 roku rynek zamykał budynek szkoły mariackiej, po jego zburzeniu i zlikwidowaniu jatek, plac uporządkowano tworząc targ owocowo-warzywny.
Do 2007 płyta Małego Rynku służyła przede wszystkim jako parking samochodowy oraz postój taxi, jednak z okazji 750-lecia lokacji Miasta Krakowa postanowiono go całkowicie zmodernizować, nadając mu dzisiejszy charakter – przywrócono zabytkowy bruk, latarnie, ławki, wybudowano iluminowaną fontannę i ograniczono ruch samochodowy do minimum. Mały Rynek stał się miejscem wspomagającym Rynek Główny w organizacji występów artystycznych, ekspozycji i obchodów różnych wydarzeń.
Mały Rynek znajduje się na trasie Małopolskiej Drogi św. Jakuba z Sandomierza do Tyńca.

Na zdjęciu kamienice przy Małym Rynku w Krakowie :)

Będąc w Krakowie podziwiam zawsze wspaniały budynek Teatru Juliusza Słowackiego :) Więcej o nim w moim archiwalnym wpisie nr.73. Spacerem po Krakowie

Spacerując po Krakowie – magicznym mieście królów, w końcu dotarliśmy na Wzgórze Wawelskie :)

Wawel ma charakter zrębu tektonicznego, który powstał w miocenie i zbudowany jest z liczących 161–155 mln lat górnojurajskich wapieni wieku oksfordzkiego. Wzgórze wznosi się na wysokość ok. 228 m n.p.m.
Na wzgórzu znajdują się dwa zabytkowe zespoły budowlane:
– Zamek Królewski na Wawelu
– bazylika archikatedralna św. Stanisława i św. Wacława
W 1978 Wawel wraz ze Starym Miastem, Kazimierzem i Stradomiem został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, w 1994 razem ze Starym Miastem, Stradomiem, Kazimierzem, Podgórzem, Nowym Światem i Piaskiem został uznany za pomnik historii.
Częścią tego kompleksu są także fortyfikacje Wawelu. Odnalezione zostały relikty innych budowli, pochodzących z różnych epok. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org/ )

Poniżej Bazylika archikatedralna św. Stanisława i św. Wacława – kościół archikatedralny, położony na Wawelu stanowiący własność archidiecezji krakowskiej. Miejsce koronacji królów Polski i ich pochówku. Pochowani są tutaj między innymi św. Stanisław ze Szczepanowa i inni biskupi krakowscy aż po czasy współczesne, prawie wszyscy królowie od Władysława I Łokietka do Stanisława Leszczyńskiego (łącznie 17 królów wliczając Jadwigę i Annę Jagiellonkę) i członkowie rodzin królewskich oraz wodzowie, przywódcy polityczni i wieszcze narodowi.

I Kuchnie Królewskie – pierwotnie jednopiętrowy ceglany budynek na planie kwadratu zbudowany do 1518 roku pomiędzy Wieżą Lubranką a Rotundą św. Feliksa i Adaukta na wzgórzu wawelskim w Krakowie. Obecnie określa się tak zespół budynków połączonych ze sobą w 1806 roku i kilkukrotnie potem przekształcanych. Kuchnie znajdowały się na zachód od Wieży Lubranki przy Zamku Królewskim.

Kuchnie królewskie wzniesiono w latach 1516–1517 przygotowując wesele Zygmunta I Starego z Boną Sforza. Jednopiętrowy ceglany budynek Kuchni miał na parterze 4 izby z wielkimi piecami kuchennymi, a na piętrze okapy pieców i mieszkania kucharzy. Na północ od Kuchni znajdowały się też Rotunda NMP, mieszkanie podrzęczego wielkorządcy krakowskiego („Podrzęctwo”) oraz mieszkanie klucznika (przy bramie wjazdowej). W XVIII wieku powstała w pobliżu także jednopiętrowa Wozownia Królewska. W 1806 roku Austriacy zburzyli Podrzęctwo i scalili ze sobą Kuchnie, Wozownię królewską i Rotundę Najświętszej Marii Panny), nadbudowując je o wspólne drugie piętro i przeznaczając całość na lazaret wojskowy. W połowie XIX wieku zbudowano dwupiętrową loggię od południa. W 1918 roku od strony dziedzińca arkadowego przekształcono elewacje Kuchni wg proj. Szyszko-Bohusza, która to forma przetrwała do dzisiaj. W czasie okupacji niemieckiej, przebudowano Kuchnie od strony dziedzińca zewnętrznego w latach 1940-1943 na biura generalnego gubernatora Hansa Franka. Część z lat okupacji niemieckiej przebudowano w latach 2005-2007 wg projektu arch. dr Jan Wrana, Piotra Stępnia i Marii Kowalczyk likwidując balkon na ryzalicie zachodnim, wysokie zachodnie i wschodnie okna w ryzalicie wschodnim, zmieniając tynk i jego fakturę. Obecnie mieści się tu wystawa Wawel Zaginiony oraz biura dyrekcji muzeum i pracownie naukowo-konserwacyjne, a także Sklep Firmowy Mennicy Polskiej.

Obecnie po przekształceniach z XX wieku budynek ma 4 kondygnacje. Składa się z trzech skrzydeł z dziedzińczyka. W zachodniej elewacji skrzydła północnego znajduje się balkon na wysokości 2. piętra. W tej elewacji wyższe kondygnacje podparte są kolumnami na wysokości parteru.

Na drugim planie ponownie Kuchnie królewskie, a na pierwszym doskonale widoczne relikty kościoła św. Michała :)

W centralnej części grodu krakowskiego znajdowały się dwa wczesnośredniowieczne kościoły – św. Michała oraz św. Jerzego, wymieniane w źródłach pisanych.

Pierwsza wzmianka o kościele św. Michała pochodzi z 1148, kilkaset lat później Jan Długosz wspomina o wzniesieniu – za panowania Kazimierza Wielkiego – świątyni murowanej na miejscu wcześniejszej drewnianej. Kościół ten znajdował się na dzisiejszym zewnętrznym dziedzińcu wawelskim, gdzie dzisiaj widnieją zarysy jego fundamentów, wyprowadzone ponad poziom gruntu podczas badań archeologicznych.
Kazimierzowski kościół był budowlą jednonawową z pięciobocznym prezbiterium od wschodu oraz zakrystią od północy. Jeszcze w XVII w. był restaurowany staraniem biskupa Jakuba Zadzika. Kres istnieniu kościoła przyniosły rządy austriackie w Krakowie – zburzony został w latach 1803-1804.
Badania prowadzone na obszarze gotyckiego kościoła św. Jerzego nie doprowadziły do odkrycia murów starszej świątyni. Pozyskano jednak liczne ciosy wapienia a także detal w postaci bazy kolumny, o rzadko spotykanym, trójkątnym profilu podstawy. Pozwala to na przypuszczenie, że na Wawelu istniał romański kościół św. Jerzego, należący do opactwa benedyktynów w Tyńcu (związany z ich pierwotną siedzibą ?). (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org/ )

Wawel znajduje się na trasie Małopolskiej Drogi św. Jakuba z Lublina i Sandomierza do Tyńca. Jest to także miejsce styku Via Regia. Ze Wzgórza Wawelskiego do litewskiego Wilna, przez białoruskie Grodno prowadzi Szlak Jagielloński.

Ostatnie już spojrzenie na Wawel :)

Jeszcze kadr znad Wisły i kończę już moje wspomnienia z wiosennego Krakowa :) Mam nadzieję, że na kolejną wizytę w tym niezwykle pięknym historycznym mieście zbyt długo nie będę musiała czekać 😉

A na zakończenie wpisu zamiast tradycyjnego już „słonecznego obrazu” dzisiaj mój nowy przyjaciel – Kross Hexagon X5, na którym to zamierzam aktywnie relaksować się podczas nadchodzącego lata :)

Pozdrawiam wiosennie :) :) :)

123. Malownicze ruiny zamku w Mirowie

Z tęsknoty za latem, słońcem, wycieczkami rowerowymi i Jurą Krakowsko-Częstochowską wygrzebałam z komputera kolejną serię letnich jurajskich zdjęć :)

Tym razem głównym bohaterem będą malownicze ruiny zamku w Mirowie :)

„Krakowska ziemia, nadzwyczaj jest bogatą w starożytne zabytki świeckiego budownictwa. Wszędzie rozsiane są zwaliska dawnych zamków obronnych lub sterczą ruiny wspaniałych niegdyś siedlisk możnowładców polskich. Do takich należą ruiny znajdujące się w Mirowie, które dosyć są charakterystyczne i wielce się przyczyniają do ozdoby smutnej skądinąd tutejszej okolicy. Ręka czasu, a bardziej jeszcze ludzka niedbałość, dopomogły do jego zniszczenia i dziś gołe tylko mury, niespożyte niczym głazy i resztki wieży jedyną są pozostałością świetnego niegdyś zamku.
(fragment z opisu w Tygodniku Ilustrowanym z 1861 r.)

Ruiny, a tak dumnie górują nad okolicą i zachwycają :)

Zamek rycerski w Mirowie (woj. śląskie, powiat myszkowski, gmina Niegowa) to jeden z najstarszych zamków na szlaku Orlich Gniazd.

Położony jest na niewielkim, pozbawionym drzew wzgórzu, dzięki czemu jest doskonale widoczny z dalszej perspektywy i należy on do grupy najbardziej malowniczych tego typu obiektów w naszym kraju. Posiada charakterystyczny strzelisty i surowy gotycki kształt.

Zamek w Mirowie wzniesiono za czasów Kazimierza Wielkiego, choć nie figuruje w wykazie zamków zbudowanych na jego polecenie. Była to tylko niewielka kamienna strażnica podlegająca zamkowi w pobliskich Bobolicach, być może pełniąca funkcję osłaniającą dla ważnej królewskiej warowni. Na podstawie ostatnich badań, można stwierdzić, iż strażnica zajmowała powierzchnię 270 m2. Więcej na temat jego dziejów na stronie: http://zamki.res.pl/mirow.htm

Wiele wojen przetrwał i jak na staruszka, to trzyma się jeszcze dziarsko 😉

O zamku tym (zresztą jak prawie o każdym zamku) krąży bardzo ciekawa legenda. Już ją kiedyś przytaczałam, ale dla zainteresowanych umieszczam ponownie:
W dawnych wiekach pobliskie Bobolice i Mirów były własnością dwóch braci. Bracia byli tak do siebie podobni, że służba nie mogła ich odróżnić. Żyli obaj dostatnio, gromadząc w podziemnym tunelu, łączącym oba zamki, skarby przywiezione z wypraw wojennych. Strzegła ich okrutna czarownica o czerwonych ślepiach oraz zły duch wcielony w złośliwego psa. Oto pewnego razu jeden z braci przywiózł z wyprawy wojennej urodziwą brankę, w której zakochał się od pierwszego wejrzenia drugi z braci Zazdrosny wojak wtrącił piękną pannę do lochu pod nadzór czarownicy. Drugi z braci ulitował się nad niedolą nieszczęsnej branki i kiedy czarownica odleciała na Łyse Górę, wszedł do podziemi, by pocieszyć nieszczęśliwą kobietę. Zazdrosny brat usłyszawszy warczenie psa, wbiegł wściekły do lochów z obnażonym mieczem. Kiedy ujrzał kochankę w objęciach brata, opanowany szatańską zawiścią, jednym ciosem miecza zadał mu śmierć. Po tej zbrodni nie mógł jednak zagłuszyć wyrzutów sumienia. Bratobójstwo ciążyło na nim jak przekleństwo. Kiedy próbował trunkiem zagłuszyć wyrzuty sumienia, rozszalała się burza i jedyny piorun, jaki wyrwał się ze skłębionych chmur poraził go śmiertelnie. Śliczna branka pozostała w lochach, gdzie nadal strzeże jej czarownica, odstraszająca każdego śmiałka, który chciałby uwolnić nieszczęsną dziewczynę.

W 2006 r. rodzina Laseckich – obecnych właścicieli zamku – rozpoczęła prace zabezpieczające mające na celu ratowanie tego zabytku. Na zlecenie przedstawicieli rodziny: senatora Jarosława W. Laseckiego i jego brata Dariusza Laseckiego rozpoczęto szereg badań, na podstawie których opracowywany jest optymalny sposób zabezpieczenia mirowskich ruin. Prace odbywają się pod nadzorem specjalistów i niedługo w takiej postaci ruiny będziemy podziwiali już tylko na fotografiach.

Obecnie nie jest możliwe zwiedzanie wnętrza zamku, który ze względu na zagrożenie jakie stwarza dla turystów, musiał zostać ogrodzony. Docelowo zamek w Mirowie zostanie udostępniony dla ruchu turystycznego, planowana jest również częściowa rekonstrukcja zawalonych ścian. W zabezpieczonych i zaadaptowanych pomieszczeniach prawdopodobnie zostanie utworzone centrum obsługi turystycznej oraz muzeum. Pożyjemy – zobaczymy :)

Na tle błękitu, z flagą podwiewającą na baszcie zamek wspaniale się prezentuje :)

Za każdym razem, gdy tam jestem podziwiam piękno tych ruin :)

Zachwyca z każdej strony :)

I ostatnie już zdjęcie z mirowskim zamkiem w roli głównej. Tego dnia pogoda wspaniale dopisała, więc na pstrykałam mnóstwo zdjęć, a zamek niczym cierpliwa modelka pięknie mi pozował :)

2 km dalej Bobolice, ale to już inny klimat i inna opowieść 😉

I jeszcze raz odrestaurowany zamek Bobolice :)                                       Zainteresowanych nim odsyłam do mojego archiwalnego wpisu 21. Zamek w Bobolicach

Pokazując mirowski zamek zachęcam też do spacerowania wśród znajdujących się w jego pobliżu skałek :)

Lepiej być delikatnym i chłonąć wszystko niż wrednym i zgorzkniałym odrzucając cały świat, delikatność łączy się z bólem, ale też niesie z sobą prawdziwą radość, skała nic nie czuje…

Tego dnia na tle błękitnego nieba i skałki szczególnie pięknie sie prezentowały :)

Jura Krakowsko-Częstochowska to mekka dla uprawiających wspinaczkę skałkową. To tu na  jurajskich skałach i w niezliczonych jaskiniach zaczynali najwybitniejsi polscy alpiniści i grotołazi. Dzięki fantastycznie ukształtowanemu terenowi jest to również doskonałe miejsce do jazdy na rowerach górskich, jazd konnych oraz uprawiania narciarstwa biegowego. Ja preferuję jazdę na rowerze oraz trekking 😉

Na kolejnym zdjęciu Kaplica pw. Stanisława Biskupa Męczennika w Mirowie.

Kaplica ta została wybudowana stosunkowo niedawno, w 2000 roku. Jest to kościół filialny parafii św. Mikołaja w Niegowej.

Na zdjęciu, w tle można wypatrzeć ruiny mirowskiego zamku :)

Miło było powspominać :) Mam nadzieję, że i w tym roku odwiedzę Mirów, Bobolice i mnóstwo innych ciekawych miejsc… czasem trzeba iść z życiem na kompromis, ale nie taki, aby wyrzec się samego siebie i tego wszystkiego, czego się pragnie i w co wierzy… a ja pragnę nadal zwiedzać, fotografować i blogować, gdyż daje mi to moc radości, zapewnia wspaniały relaks i pozwala nabierać sił, by lepiej radzić sobie z problemami życia codziennego. Dzięki mojej turystyczno-fotograficznej pasji wciąż pozostaję sobą :)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO :) :) :)