22. Strażnica w Ryczowie

WITAM SERDECZNIE  na moim blogu !!!!!!!!!

Zima trzyma  (i nie odpuszcza …….wrrr), a ja na przekór tej zimie serwuję Wam kolejną dawkę pięknych, letnich, jurajskich widoków. Co prawda ja się aż tak ten zimy nie boję, ale wybrać się gdzieś dalej w plener z małymi dziećmi, to już nie jest taka prosta sprawa ……… rower też czeka w garażu na lepszą pogodę i dłuższy dzień. Ale do rzeczy – dzisiaj chciałabym opowiedzieć o jednej z moich atrakcyjniejszych, letnich wycieczek rowerowych i pokazać kolejne miejsce na Jurze, które mnie urzekło. Jedziemy do Ryczowa !!!!!!!!!!! 😉

Zacznę może od wyjaśnienia, gdzie w ogóle znajduje się ten Ryczów (bo miejscowości o tej nazwie jest w Polsce kilka). Otóż jest to wieś znajdująca się w województwie śląskim, powiecie zawierciańskim i gminie Ogrodzieniec (w latach 1975-1998 miejscowość ta położona była w województwie katowickim). Ryczów jest położony około 2 km od miejscowości Ryczów-Kolonia powstałej w wyniku rozrastania się Ryczowa. Warto też wspomnieć, że miejscowość ta leży na Jurajskim Rowerowym Szlaku Orlich Gniazd.

Jadąc tam byłam zachwycona krajobrazem i tymi pięknymi ostańcami porozsiewanymi po polach. Niestety niektóre z nich są ogrodzone i nie można zobaczyć ich z bliską – szkoda –  chociaż rozumiem, że nikt nie lubi, gdy obcy spacerują po jego prywatnym terenie 😉

Na terenie wsi też znajduje się kilka ciekawych formacji skalnych. Oczywiście obeszłam je i obfotografowałam. A pierwszy dłuższy postój zrobiłam sobie pod taką skałką:

W Ryczowie zwiedziłam również kościół (akurat miałam to szczęście i był otwarty) i zupełnie przypadkiem natknęłam się na Pomnik Pamięci Mieszkańców Ryczowa Pomordowanych Przez Hitlerowców W Dniu 21 II 1944 R.

Przyznam się szczerze, że merytorycznie nie przygotowałam się wcześniej do tego wyjazdu (jak to zazwyczaj ma miejsce w przypadku moich rowerowych wycieczek) – wiedziałam tylko, że w tej miejscowości znajdują się ruiny strażnicy. A nie przygotowałam się ponieważ przez kilka poprzednich dni pogoda była kiepska i wątpiłam, czy w ogóle uda mi się gdzieś wyruszyć, a jeśli już to będzie to blisko w znane mi miejsce. Jeszcze do południa było deszczowo i pochmurno, a popołudniu pięknie się rozpogodziło. Po przejechaniu kawałka drogi, będąc już za Zawierciem stwierdziłam, że jednak jadę do tego Ryczowa. Co prawda mogłam skrócić nieco trasę i dotrzeć do Zamku Ogrodzieniec, ale już tyle razy tam byłam, że marzyło mi się zobaczyć coś innego, nowego. Mapę miałam, więc wiedziałam którędy jechać, pogoda była cudna, a przecież zawsze można zaczepić kogoś i zapytać się o drogę. I wierzcie mi, że zanim dotarłam do tej strażnicy, to kilkakrotnie schodziłam z roweru, by zaczerpnąć informacji.

W końcu ją znalazłam – położoną  na trudno dostępnej skale, na skraju lasu, w południowej części wsi Ryczów. Prowadzą do niej szlaki: żółty z kierunku Bydlina, czarny z Udorza oraz niebieski z Podzamcza i Smolenia.

Do czasów współczesnych zachowały się niewielkie fragmenty murów magistralnych oraz otaczający skałę wysoki na 1,5 metra ziemny wał. Na teren strażnicy wstęp jest wolny, ale bez sprzętu do wspinaczki zdobycie jej może być trudne, a co najmniej ryzykowne.

Strażnica ta wzniesiona została najprawdopodobniej z inicjatywy Kazimierza Wielkiego jako ogniwo w łańcuchu strażnic królewskich, strzegących bezpieczeństwa południowej granicy Rzeczypospolitej. Ta niepozorna twierdza uzupełniała lukę pomiędzy ówczesnym zamkiem Wołków w Podzamczu, zamkiem rodowym Pileckich w Smoleniu oraz warownią w Bydlinie. Przypuszczalnie bezpośrednią przyczyną powstania strażnicy było nasilające się na początku XIV stulecia zagrożenie ze strony czeskiej.

Warownia składała się z trzech pięter i była ona zasadniczo wieżą mieszkalną, której mury były wzmocnione przyporami. Ciekawe było to, że twierdza miała charakter zamknięty, a więc wchodziło się do niej po linach lub po drabinie.

Miała ona służyć jako pomieszczenie dla dowódcy garnizonu oraz punkt ostatniej obrony. Posiadała także dziedziniec a całość założenia była otoczona fosą oraz drewniano-ziemnym wałem.

Twierdza ta została jednak już w XV wieku opuszczona i prawdopodobnie wysadzona w powietrze, więc szybko popadła w ruinę. Dodatkowo w okresie międzywojennym część skały obsunęła się, co pociągnęło za sobą spory kawałek strażnicy. To jednak nie był koniec zniszczeń. Reszty dokonali mieszkańcy Ryczowa, którzy wysadzili fragment skały, aby otrzymać materiał do budowy domów. Dopiero w latach 60. XX wieku mury dawnej strażnicy zabezpieczono.

Kolejne ujęcie – widok od strony płn:

Oczywiście obeszłam ją wkoło i obfotografowałam z każdej strony i nawet czas mi pozwolił na dłuższy odpoczynek tam – po regenerującym posiłku wsiadłam na rower i ruszyłam w drogę powrotną do domu ( tą samą, ale już doskonale mi znaną trasą).

Wspomnę może jeszcze, że na Jurze znajduje się kilka takich pozostałości po dawnych strażnicach – opowiadałam już kiedyś o Strażnicy w Łutowcu (zainteresowane osoby odsyłam do wpisu 18)…… a w tym roku chciałabym dotrzeć do Strażnicy w Suliszowicach i Strażnicy w Przewodziszowicach – mam nadzieję, że mi się to uda.

Jeszcze jeden – ostatni już rzut oka na Strażnicę w Ryczowie i kończę te wspomnienia:

Bardzo się cieszę, że udało mi się dotrzeć (na rowerze) do tego miejsca ……i bardzo się cieszę, że po sąsiedzku mam Jurę –  tą niezwykle piękną i urozmaiconą historycznie, przyrodniczo oraz kulturowo część Polski.

POZDRAWIAM  WSZYSTKICH – mam nadzieję, że nie przynudzam za bardzo :)

Wpis archiwalny – luty 2011