19. Skansen w Chorzowie

WITAM CIEPLUTKO, chociaż za oknem sroga zima !!!!!!!!!!!

Opowiadałam już o kilku zamkach, pokazywałam różne skałki jurajskie i jedną strażnicę, zabrałam Was na górski szlak oraz na spacery po parkach miniatur, a także zachęcałam do wycieczek rowerowych powiązanych ze zwiedzaniem…… a dzisiaj dla odmiany proponuję wycieczkę do skansenu- do skansenu w Chorzowie.

Dla mnie ten wyjazd to kolejne wspomnienie lata – zresztą już po pierwszym zdjęciu można się o tym doskonale przekonać:

Skansen w Chorzowie, czyli Górnośląski Park Etnograficzny położony jest na terenie malowniczego parku miejskiego, rozciągającego się między Katowicami, Siemianowicami i Chorzowem. Pierwotną lokalizacją muzeum, z lat 30. XX wieku, miał być katowicki Park Kościuszki. Tu zresztą przeniesiono pierwsze obiekty – kościół z Syryni (z XV w.) i spichlerz dworski z Gołkowic (z XVII w.). Niestety prace nad stworzeniem śląskiego muzeum na wolnym powietrzu przerwano. Do idei powrócono dopiero w 1952 roku. Wówczas podczas Zjazdu Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego nie tylko wskazano potrzebę powołania takiej jednostki na Śląsku, ale także wskazano jej lokalizację – Park Kultury i Wypoczynku. Inicjatywę tę poparli wiceprzewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej, płk Jerzy Ziętek oraz wojewódzki konserwator zabytków, Mieczysław Romański. Ostatecznie w 1959 r. podjęto decyzję o stworzeniu Górnośląskiego Parku Etnograficznego w Chorzowie (GPE). Do momentu jego otwarcia, tj. do 1975 roku na terenie przeznaczonym dla muzeum trwały prace związane z jego przygotowaniem – wyrównywanie powierzchni, nasadzanie nowej roślinności, tworzenie stawów.

Dzisiaj spacerując po tym skansenie można podziwiać około 100 obiektów dużej i małej architektury, a w tym: 14 zagród chłopskich, wolno stojące spichlerze, kapliczki, kuźnie, piece, studnie, płoty, mostki, oraz ule.

Znakomita większość obiektów prezentuje tradycyjną architekturę ludową (tę wiejską i małomiasteczkową), zróżnicowaną nie tylko regionalnie, ale także pod względem statusu społecznego i profesji wykonywanej przez jej dawnych mieszkańców.

I kolejne zdjęcie zrobione podczas tego miłego spaceru ( stylizowane na starą fotografię):

Oprócz tego, że można się super przespacerować po tym parku, zobaczyć wiele ciekawych obiektów i  mnóstwo interesujących rzeczy, to również można wziąć udział w licznych warsztatach, pokazach muzealnych czy imprezach plenerowych. Muzeum zaprasza na coroczne wydarzenia, takie jak: Wielkanoc na Śląsku, Dzień Rzemiosła, Wojewódzki Przegląd Folklorystyczny „WICI”, Dzień Miodu, Dożynki, Jarmark Produktów Tradycyjnych, Wigilia i wiele innych.

Na terenie parku znajduje się także piękny osiemnastowieczny drewniany kościół św. Józefa Robotnika. Wieś Nieboczowy, z której został przeniesiony została całkowicie wysiedlona, a jej teren przeznaczono na budowę zbiornika retencyjnego. Kościół jest więc jedynym materialnym znakiem przypominającym o tej wsi. Wewnątrz kościoła uwagę zwraca droga krzyżowa zapisana w dialekcie morawskim języka czeskiego.

I właśnie na zdjęciu poniżej ten piękny kościółek:

I jeszcze jedno jego ujęcie- tylko z innej strony:

Jako ciekawostkę wspomnę, że jest to jedyny park etnograficzny w Polsce, w którym pewnego wakacyjnego dnia można było spotkać fokę – z racji niewielkiej odległości, jaka dzieli Górnośląski Park Etnograficzny i zoo, pewnego dnia postanowiła odwiedzić to miejsce i była w nim gościem :)

My co prawda foki nie spotkaliśmy, ale za to na progu jednej z licznych tu zagród czekał na nas taki sympatyczny komitet powitalny:

Ja podczas tego spaceru oczywiście obejrzałam i obfotografowałam prawie każdy obiekt……… i oczywiście zajrzałam też do każdego wnętrza:

Bardzo lubię zwiedzać skanseny- ten w Chorzowie z racji tego, że znajduje się najbliżej mojego miejsca zamieszkania jest najczęściej przeze mnie odwiedzanym, ale miałam też możliwość zwiedzić kilka innych, bo w jakimkolwiek regionie Polski bym się nie znalazła, to zwiedzam je. I Was również do tego zachęcam.

Na koniec wyjaśnię jeszcze, że większość zawartych tu informacji o skansenie wyczytałam w internecie, natomiast wszystkie zdjęcia są tylko i wyłącznie mojego autorstwa. I to już wszystko na dzisiaj.

POZDRAWIAM WSZYSTKICH SERDECZNIE !!!!!!!!!!!!!

A ponieważ jest to mój ostatni wpis przed Świętami i prawdopodobnie w tym roku też, to życzę Wam Wszystkim- zdrowia, szczęścia, pomyślności, w sercu dużo radości, a magia Świąt Bożego Narodzenia niech wypełnia ciepłem te wszystkie mroźne dni….. a także życzę udanej zabawy sylwestrowej i w Nowym 2011 Roku spełnienia wielu marzeń oraz wielu, wielu ciekawych wyjazdów (również zainspirowanych moimi wpisami).

Wpis archiwalny – grudzień 2010

18. Strażnica w Łutowcu

WITAM SERDECZNIE I MIŁEJ LEKTURY ŻYCZĘ !!!!!!!!!!!!

Za oknem pochmurno, deszczowo- taka typowa jesienna, listopadowa szarówka, a mnie (chyba właśnie dla kontrastu) wzięło na takie piękne i ciepłe letnie wspomnienia. Opowiem Wam o jednej z moich wycieczek rowerowych. Jak już niektóre osoby wiedzą przez cały okres letni regularnie co tydzień ruszałam gdzieś w teren na moim rowerku. To był dla mnie wspaniały relaks !!! Niestety już w październiku musiałam z tego zrezygnować, gdyż po pierwsze dzień się bardzo skrócił, a po drugie zrobiło się już za zimno na takie wycieczki (ostatnią z nich odchorowałam)…… i przyznam szczerze, że coraz bardziej mi ich brakuje……. a do wiosny hmmm daleko.

Ta wycieczka miała miejsce dokładnie 5 sierpnia  (tuż po tym jak zobaczyłam na Rynku w Siewierzu przejazd kolaży Rajdu TourdePologne- etap 2  i ich kondycja wjechała mi na ambicję), a że byłam już w nie najgorszej formie, jeśli chodzi o moją jazdę na rowerze, a i dzień był słoneczny, piękny- zdecydowałam się pojechać gdzieś dalej. Zerkłam na mapę i stwierdziłam, że pojadę zobaczyć Strażnicę w Łutowcu. Ponieważ nigdy wcześniej tam nie byłam (chyba, że w dzieciństwie z moim tatą i teraz tego nie pamiętam), zajrzałam sobie przed wyjazdem do internetu, zorientować się, czego mam się tam spodziewać. Okazało się, że ta Strażnica to tylko niewielki fragment muru(dosłownie kilka kamieni) na jednej ze skał we wsi Łutowiec- nie zniechęciło mnie to jednak do zobaczenia jej na własne oczy i ruszyłam w drogę.

Całą drogę do Łutowca jechało mi się bardzo fajnie. I tu dla zorientowanych w terenie streszczam trasę: Poręba/Zawiercia- Mrzygłód- Kopaniny- Włodowice- Kotowice- Mirów- Łutowiec. Po drodze minęłam malownicze ruiny Zamku w Mirowie- dzisiaj pokażę Wam tylko jedno zdjęcie, a o zamku tym planuję przygotować oddzielny wpis i wtedy opiszę go Wam dokładnie.

A po minięciu tego zamku trasa była już dla mnie zupełnie nieznana, ale miałam mapę w plecaku, wiadomości wyczytane w internecie i koniec języka za przewodnika, więc bez obaw ruszyłam w kierunku Łutowca. Z szosy Mirów- Niegowa odbiłam w lewo tuż za murowaną kapliczką stojącą przy tej szosie i dalej już jechałam drogą szutrową. Wyjaśnię może jeszcze, że nazwa tej miejscowości niekiedy jest też pisana przez L, więc na mapach może występować jako Łutowiec, bądź Lutowiec (gmina Niegowa, powiat myszkowski, województwo śląskie).

Zanim jednak dotarłam do strażnicy, obeszłam inne znajdujące się we wsi skałki, które rzuciły mi się w oczy jak tylko wjechałam do tej wsi:

A dostać się do nich z drogi wcale nie było tak łatwo- musiałam przeprawić się z moim rowerem przez zarośniętą po kolana chaszczami łąkę. Ale było warto, tym bardziej, że po wspięciu się na nie, okazało się, że można z nich podziwiać bardzo rozległą panoramę Jury- właściwie to najpiękniejszą panoramę z tych, które możemy zobaczyć na obszarze całej Jury.

I właśnie na następnym zdjęciu ( zrobionym tam) widok na Zamki Mirów i Bobolice wraz z pionowym grzebieniem skalnym łączącym obie te warownie. W rzeczywistości wyglądało to fantastycznie, mimo sporej odległości- długo stałam zafascynowana, a zdjęcie no cóż nie jest najlepsze jakościowo, robione na wielokrotnym przybliżeniu. Dodam jeszcze tylko, że oprócz tych dwóch zamków z tego miejsca można również zobaczyć Górę Zborów i Rzędkowickie Skały- na prawdę świetny punkt widokowy:

Wszystko super, pięknie….. jedynie troszkę ciśnienia podniosła mi jaszczurka, która przepełzła pod moimi nogami, a ja tak się wystraszyłam, że nawet nie zrobiłam jej jednego zdjęcia. Ponownie przeprawiłam się przez “ulubioną” łąkę  i ruszyłam na poszukiwanie tej docelowej strażnicy. Czytając o niej w internecie, natknęłam się na informację, że jest ona tak mało znana, że nawet miejscowi nie znają jej i nie wiedzą, gdzie się znajduje. I stwierdziłam, że nie będę jej szukała sama, tylko zrobię taką małą ankietę tzn. popytam ludzi i tym samym sprawdzę, czy jest faktycznie tak, jak napisali w internecie. I niestety ( a właściwie, to bardzo dobrze), że moja ankieta spaliła na panewce, bo już pierwsza zaczepiona osoba udzieliła mi bardzo dokładnej informacji na temat położenia tej strażnicy. I znowu potwierdziło się powiedzenie, że nie wszystko co piszą w internecie jest prawdą- ja oczywiście staram się zamieszczać tu tylko sprawdzone informacje.

I faktycznie z tej dawnej, wybudowanej w XIV w strażnicy prawie nic nie zostało.Długo wpatrywałam się w tą skałę (tym bardziej, że mi słońce świeciło w oczy) i nie mogłam dopatrzeć się jakiegokolwiek fragmentu muru na niej:

Ponieważ, jak do tej pory nie przeprowadzono tam dokładnych badań archeologicznych i nie ma dokumentów na ten temat- nie wiemy za wiele o jej historii. Istnieją dwie hipotezy o jej pochodzeniu. Pierwsza z nich głosi, że była to strażnica obronna w systemie obronnym zachodniej granicy królestwa, stworzonym przez Kazimierza Wielkiego. Druga mówi, że był to zamek wybudowany w latach 1370- 1391 przez Księcia Władysława Opolczyka. I jeszcze jedno zdjęcie tej skały- Strażnicy:

Mnie osobiście bardziej zachwyciły inne skałki znajdujące się w pobliżu tej Strażnicy:

Jest to miejsce godne polecenia wspinaczom, nie poszukującym ekstremalnych trudności, ale raczej wyalienowania i relaksu. Można tam znaleźć parę domostw, jeden sklepo- bar, ale przede wszystkim ciszę i spokój- atrybuty, których coraz częściej brakuje w innych, bardziej popularnych miejscach do uprawiania wspinaczki skałkowej na Jurze i w Polsce.

I kolejne ujęcie zrobione w tym pięknym miejscu:

I jeszcze jedno zdjęcie- zrobione w kierunku Niegowej. W tle widoczna charakterystyczna wieża telewizyjna w Niegowej- obecnie wykorzystywana jako wieża przekaźnikowa telefonii komórkowej:

Trochę mi tam zeszło z robieniem zdjęć, bo zrobiłam tam mnóstwo ujęć i ani się nie obejrzałam, jak zrobiło się późno….. więc zjadłam szybciutko batonika, napiłam się wody i zamiast dłużej odpocząć, to wsiadłam znowu na rower i ruszyłam szybko w kierunku Żarek, a stamtąd już znajomą drogą do domu.

Po drodze podziwiałam jeszcze wspaniały spektakl na niebie, gdyż słońce tego dnia wyjątkowo pięknie zachodziło….. co chwilę przystawałam, by zrobić jakieś zdjęcie:

Do domu wróciłam już po ciemku- zmęczona, ale jakże szczęśliwa.

TO BYŁ NIEZAPOMNIANY DZIEŃ– jeden z moich atrakcyjniejszych i ambitniejszych tegorocznych wyjazdów rowerowych.Dostarczył mi super relaksu (chociaż muszę przyznać, że był to męczący relaks- nieźle się napedałowałam na tym rowerze), dostarczył pięknych wrażeń i sporo nowych zdjęć. I nasunęła mi się taka refleksja- że jest na Jurze dużo miejsc znanych, rozreklamowanych, tłumnie odwiedzanych przez turystów, ale są też miejsca takie mniej znane, lub nawet zupełnie nieznane, gdzie również jest pięknie….. a przy tym cicho i spokojnie…… i bardzo się cieszę, że mnie na rowerze udało się dotrzeć w jedno z takich miejsc.

POZDRAWIAM !!!!!!!!!!!!!!!!!

Wpis archiwalny – listopad 2010

17. Zamek w Olsztynie/Częstochowy

WITAM SERDECZNIE WSZYSTKICH CZYTAJĄCYCH MÓJ BLOG !!!!!!

Od czasu opisywanych przeze mnie w poprzednim wpisie Rzędkowickich Skałek niestety nie udało mi się nic nowego zwiedzić, ale to nic nie szkodzi, bo opowiem Wam o miejscu, które odwiedziłam wcześniej ( ten wyjazd miał miejsce dokładnie 25.09)- opowiem wam pokrótce i pokażę malownicze ruiny Zamku w Olsztynie/Częstochowy:

Jest to jeden z moich ulubionych i najczęściej przeze mnie odwiedzanych zamków jurajskich. Znajduje się na tzw. Szlaku Orlich Gniazd, Szlaku Warowni Jurajskich, Jurajskim Rowerowym Szlaku Orlich Gniazd i jeszcze kilku innych mniej znanych.

Historia zamku sięga XI w. kiedy to istniał w tym miejscu drewniany gród. W XII wieku spłonął a na jego miejscu wybudowano drewniano-murowaną warownię. I jak to często bywało na początku XIV w. przyjechał król Kazimierz Wielki i kazał go rozbudować i przerobić do największego w okolicy zamku obronnego. W 1396 r. zamek został zabrany z rąk księcia opolskiego przez króla Władysława Jagiełłę, który zdobył go po tygodniowym oblężeniu. W XV wieku był wielokrotnie najeżdżany przez wojska książąt śląskich a w 1587 r przez arcyksięcia Maksymiliana Habsburga jednak nigdy nie zdobyty, padł dopiero w roku 1656 pod naporem wojsk Szwedzkich i od tego czasu zaczął podupadać w ruinę służąc jako źródło budulca dla okolicznych mieszkańców.

Z dawnych murów zamkowych pozostało do dzisiaj niewiele. W latach sześćdziesiątych, po prowadzonych tutaj badaniach archeologicznych, zostały utrwalone zarysy fortyfikacji obwodowych. W latach 1958-1960 natrafiono tutaj na ślady około 60 dymarek, a w obrębie wielkiego dziedzińca gospodarczego odkryto wówczas pozostałości kuźni. Zamek w Olsztynie, składał się z trzech części oddzielonych od siebie murami; z zamku dolnego, średniego i górnego. Ten ostatni z okrągłą basztą i kaplicą stanowił właściwą warownię. Poza obrębem właściwego zamku stoi kwadratowa baszta obserwacyjna. W najwyżej położonym pomieszczeniu zamkowym, na szczycie murów znajdowały się różne machiny wojenne. (informacje zaczerpnięte z internetu).

O zamku tym krąży kilka ciekawych legend, ale ponieważ opowiadanie ich strasznie wydłużyło by mi ten wpis- nie będę ich opowiadała…… tylko zainteresowane osoby odsyłam na stronę Zamku Olsztyn

A ja tymczasem pokażę Wam kolejne zdjęcie -przedstawia ono charakterystyczną, ponad 20-o metrową wieżę – stołp, pod którą osadzano więźniów skazanych na śmierć głodową. Główną jej funkcją była oczywiście obrona i obserwacja okolicy. Nie ma do niej wejścia, więc do wnętrza dostawano się albo za pomocą kołowrotu albo pomostem z części mieszkalnej, którą stanowiły gotycki dom i dwa trzykondygnacyjna budynki – wieże mieszkalne. Razem z dwoma dziedzińcami tworzyły one zamek górny.

Natomiast od kilku lat jest możliwość wejścia na drugą zachowaną wieżę- tzw. Wieżę Starościńską/Sołtysią (za niewielką opłatą 2 zł) i z niej można podziwiać malownicze widoki okolicy. I teraz na zdjęciu poniżej właśnie ta wieża (zdjęcie stylizowane na starą fotografię):

Nam (tzn. mnie i moim synom) podczas tej wycieczki pogoda pięknie dopisała i mogliśmy sobie dokładnie i powoli poobchodzić cały ten teren- tzn. pozostałości zamku z wszystkimi przyległymi do niego skałkami:

Znajdujące się tu skałki są wykorzystywane przez miłośników wspinaczki skałkowej ( zresztą tak samo jak w każdym innym miejscu na Jurze), ale wzgórze zamkowe jest również wykorzystywane przez miłośników paralotni ( tak się składa, że za każdym razem będąc tam spotykam ich). A tym razem natknęliśmy się jeszcze dodatkowo na jeźdźców na koniach ( nie tych mechanicznych). A więc jak widzicie jurajskie plenery przyciągają wszystkich.

Zainteresowanie tym zamkiem wzrosło, gdy w latach 90-tych zaczęto organizować tu Międzynarodowe Pokazy Sztucznych Ogni i Laserów, zaliczane do największych tego typu imprez w Europie. Jednak zakaz konserwatora zabytków, wprowadzony po zawaleniu się fragmentu muru, spowodował, że zrezygnowano z tego- i teraz te pokazy odbywają się na Zamku Ogrodzieniec w Podzamczu.

Ciekawostką jest również to, że na Zamku w Olsztynie kręcono sceny do kilku znanych polskich filmów np. “Hrabiny Cosel”, “Demony wojny” wg. Goi, czy “Rękopis znaleziony w Saragossie”. Na zamku tym kręcono również teledysk do piosenki “Nie pokonasz miłości” wykonywanej przez Ciechowskiego i Gawlińskiego.

My, jak już wspomniałam obeszliśmy cały teren zamku i przyległych do niego skałek, ale będąc tam i mając do dyspozycji więcej czasu ( ja zwiedzając z moim 2-latkiem, mam go zawsze mniej niż przeciętny człowiek) można też udać się do pobliskich rezerwatów: “Sokole Góry”, Góry Towarne”, czy “Zielona Góra”. Ja ograniczyłam tą wycieczkę tylko do zamku, a te wspomniane rezerwaty planuję odwiedzić w przyszłym roku……. i jeśli tylko to mi się uda, to zaraz Wam o nich tu opowiem. Kolejne zdjęcie to taka panorama:

I już powoli kończę- mam nadzieję, że udało mi się zachęcić Was do odwiedzenia tego zamku. Dzisiaj dla odmiany żegnam się z Wami zdjęciem, na którym ja odpoczywam wśród tej pięknej, malowniczej, jurajskiej scenerii……. bo im piękniejszy świat wokół mnie- tym wspanialej się czuję !!!!!!

POZDRAWIAM i oczywiście zapraszam do dalszego wędrowania ze mną !!!!!!

Wpis archiwalny – październik 2010

16. Rzędkowickie Skały jesienią

WITAM JESIENNĄ PORĄ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Moje wakacyjne wspomnienia już dobiegły końca i dzisiaj zapraszam Was ponownie na “moją” ukochaną Jurę. Pięknie jest na Jurze wiosną, pięknie latem, ale jesienią Jura też jest cudna…….. aż brak słów by to opisać- ja postaram się Wam to pokazać:

Zacznę może od tego, że ten wyjazd miał miejsce dokładnie 14 października, w Dzień Nauczyciela……. kiedy to mój starszy syn nie miał zajęć w szkole i postanowiłam zrobić chłopcom i sobie taką małą wycieczkę na Jurę w poszukiwaniu jesieni. Dzień wcześniej planując wyjazd, planowałam jechać w zupełnie inne, nieznane mi i bardziej odległe od domu miejsce na Jurze. Tymczasem pogoda spłatała figla, bo rano okazało się, że jest  przymrozek i straszna, ale to straszna mgła- aż do godziny 11 zastanawiałam się, czy przy takiej pogodzie jest w ogóle sens gdziekolwiek jechać. Jednak moja “niespokojna dusza”, a także chęć nowym wrażeń i zdjęć pognały mnie w teren. A patrząc na tą pogodę za oknem stwierdziłam, że najwyżej zamiast fotografować Piękną Polską Złotą Jesień na Jurze- będę fotografowała Jurę we mgle. Zmieniłam tylko plan wyjazdu, bo zamiast jechać gdzieś dalej, w nieznane- pojechałam już po raz kolejny w tym roku na Rzędkowickie Skały. Poprzednie trzy wyjazdy to były moje rowerowe wypady- o pierwszym z nich opowiadałam Wam już w wpisie 6- zainteresowanych odsyłam tam.

No dobrze- koniec planowania……….JEDZIEMY !!!!!!!!! I wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy dojechałam na miejsce, wysiadłam z auta i zobaczyłam słoneczko i piękne, błękitne niebo, oczywiście zero jakiejkolwiek mgły (CUD !!!!!!). Więc (wiem, wiem, nie zaczyna się zdania od “więc”, ale ja tak lubię !!!) zadowoleni i zaopatrzeni w prowiant ruszamy na spacerek wśród skał. Pierwszą napotkaną na naszej trasie jest tzw. Wysoka- jedna z bardziej charakterystycznych skał wśród tych Rzędkowickich, głównie ze względu na swoje położenie, wysokość i strzelistość:

A u podnóża tej skały- Wysokiej, znajduje się taki oto ołtarz polowy (niestety nie wiem kiedy odbywają się tam msze):

Idziemy dalej……… mijając po drodze kolejne ciekawe formacje skalne:

Czasami to naprawdę nie trzeba nigdzie daleko jechać, by zobaczyć coś pięknego, a te Rzędkowickie Skały potrafią zachwycić:

I odniosłam nawet wrażenie, że jesienią jest tam piękniej niż wiosną i latem, gdyż te białe skały w otoczeniu kolorowych liści wyglądają niezwykle malowniczo. I to dotyczy nie tylko tych Rzędkowickich Skał, ale ogólnie całej Jury.

Spacerujemy więc powoli………. podziwiamy widoki, obserwujemy nielicznych już o tej porze roku pasjonatów wspinaczki skałkowej, a także przysiadamy, by odpocząć i zjeść słodkie bułeczki.

O Rzędkowickich Skałach już opowiadałam w wpisie 6 i nie chciałabym się powtarzać. Przypomnę jedynie (osobom, którym nie chce się tam zerkać), że jest to jedno z największych i najpiękniejszych pasm skalnych Jury Krakowsko- Częstochowskiej. Na Skały Rzędkowickie składają się wzniesienia: Wysoka, Studnisko, Brzuchata, Okiennik i Leśna Turnia. Jest to jedno z najbardziej znanych i uczęszczanych terenów przez miłośników wspinaczki. Znajduje się tutaj wiele tras wspinaczkowych o zróżnicowanej trudności począwszy od najłatwiejszych tras aż do takich, które wymagają sporych umiejętności. W pobliskiej wiosce Rzędkowice znajduje się szkółka wspinaczkowa oraz od niedawna otwarta filia Jurajskiej Grupy GOPR, której główna baza znajduje się w Podlesicach. Skały Rzędkowickie są bardzo dobrym miejscem dla początkujących wspinaczy.

Jedną z najpiękniejszych Rzędkowickich Skał (moim zdaniem), a także na całej Jurze jest znajdujący się tam Okiennik Rzędkowicki. Zanim go jednak pokażę wyjaśnię niezorientowanym, że na całej Jurze mamy 3 ogólnie znane duże Okienniki: OKIENNIK WIELKI (Skarżycki)- największy i najbardziej znany (o nim opowiadałam Wam już dokładnie w wpisie 3), następnie OKIENNIK MAŁY (Morski), mniej znana skałka w lasku nad Morskiem (obecnie trudno się do niego dostać, bo znajduje się na prywatnym terenie i jest ogrodzony), a także OKIENNIK RZĘDKOWICKI. Poza tą “wielką trójcą” jest jeszcze sporo innych skał z oknami skalnymi i od czasu do czasu pojawiają się kolejne okienniki. Nawet wśród Skał Rzędkowickich jest też Mały Okiennik Rzędkowicki, zwany Lechworem. To tyle dygresji……. zobaczcie sobie teraz jak wygląda ten Okiennik Rzędkowicki:

I to już ostatnie zdjęcie jakie wybrałam tu do wpisu, a miałam z czego wybierać, bo zrobiłam ich tam sporo……. mam nadzieję, że udało mi się pokazać jak pięknie jest na Jurze jesienią:

PODSUMOWUJĄC :

Cieszę się, że odwiedziłam to miejsce ponownie i mogłam podziwiać te piękne skały w jesiennej scenerii. Znane z pewnością wszystkim miłośnikom Jury……. ale mam nadzieję, że osoby nie znające Jury i tych skał po przeczytaniu tego wpisu i zobaczeniu moich zdjęć też uznają, że jest to miejsce warte odwiedzenia. Sama chciałabym się tam jeszcze raz wybrać w tym roku- zimą, a czy mi się uda to czas pokaże.

Na razie żegnam się i zapraszam do dalszego wędrowania ze mną- prawdopodobnie dalej po Jurze .

POZDRAWIAM SERDECZNIE !!!!!!!!!!!!!!!!!!

Wpis archiwalny – październik 2010

15. Zamek w Bolkowie

WITAM SERDECZNIE !!!!!!!!!!!!

I jak to zazwyczaj w życiu bywa- wszystko co miłe szybko się kończy…..więc i ten nasz wakacyjny wyjazd już dobiega końca- ten wpis jest ostatnią (piątą) częścią mojej fotorelacji z niego. Nazwałam go “Zamek w Bolkowie”, ale oprócz tego tytułowego zamku, w tym ostatnim dniu zwiedziliśmy jeszcze kilka innych ciekawych miejsc.

I tak zaraz po wykwaterowaniu udaliśmy się jeszcze do Muzeum Zabawek i Muzeum Sportu i Turystyki w Karpaczu (ale o tym już opowiadałam dokładnie w wpisie 11 poświęconym Karpaczowi, więc nie będę się teraz powtarzać- zainteresowanych odsyłam tam). I po zwiedzeniu ich (Muzeum Sportu i Turystyki tylko z zewnątrz), opuszczamy już definitywnie Karpacz i ruszamy w kierunku domu.  Najpierw zatrzymaliśmy się po drodze w Karpnikach, gdzie znajdują się ruiny pałacu- prawdziwe ruiny….trawa po kolana i pełno śmieci. Zdecydowanie bardziej podobała mi się jego makieta w Parku Miniatur w Kowarach. Zwiedzamy go szybciutko i jedziemy dalej do Przełęczy Karpnickiej. Zostawiamy samochód na parkingu i idziemy do Schroniska “Szwajcarka”.

Schronisko to położone jest na wysokości 520 m n.p.m., na południowo-wschodnim stoku Krzyżnej Góry (654 m n.p.m.) na terenie Rudawskiego Parku Krajobrazowego. Mieści się w drewnianym zabytkowym budynku, wybudowanym w 1823 roku w stylu tyrolskim. Początek historii schroniska sięga roku 1823. Wtedy to właściciel zamku w niedalekich Karpnikach Wilhelm von Hohenzollern (1783-1851), brat króla Prus Fryderyka Wilhelma III, wydał polecenie zbudowania na Krzyżnej Górze domku myśliwskiego na wzór budynku z Wyżyny Berneńskiej w Szwajcarii. Na parterze znajdowały się pomieszczenia leśniczego, a na piętrze urządzony był gabinet księcia (sala z ogromnym kominkiem zachowała się w schronisku do dnia dzisiejszego). W niedługim czasie obiekt stał się miejscem bardzo popularnym. W kilka lat po wybudowaniu domku, na parterze urządzono gospodę. Funkcję schroniska “Szwajcarka” (Schweizerei) zaczęła pełnić dopiero w okresie międzywojennym. Po II wojnie światowej budynek był niezagospodarowany i niszczał. W 1950 roku obiekt przejęło PTTK i uruchomiło w nim schronisko turystyczne. Jest ono świetną bazą wypadową w Góry Sokole (informacje z Wikipedii).

W wpisie 12 wstawiałam już zdjęcie makiety tego schroniska z Parku Miniatur Zabytków Dolnego Śląska w Kowarach, więc dla porównania wyglądu można sobie tam zerknąć.

Pogoda wspaniała- słonecznie, cieplutko, więc decydujemy się na spacerek na Krzyżną Górę. Gdybyśmy mieli troszkę więcej czasu, to zaliczylibyśmy też pobliski Sokolik, ale my mamy jeszcze inne plany na ten dzień. Widok z Krzyżnej Góry fantastyczny- warto było tam wejść- na zdjęciu poniżej- ja zdobywczyni Krzyżnej Góry….. hihihi:

I ponownie powoli wracamy do “Szwajcarki”, a stamtąd na parking, gdzie czeka samochód. Z mapą w ręce jedziemy do Bolkowa, by zwiedzić tam zamek, przespacerować się po mieście i posilić przed powrotem do domu. Już kiedyś (a dokładnie 15 lat temu) byliśmy tam z mężem (wtedy jeszcze nie mężem) i bardzo nam się podobał zarówno zamek, jak i miasteczko. Chcemy więc cofnąć się wspomnieniami wstecz, przypomnieć sobie wygląda zamku, a dzieciom pokazać go.

Na zdjęciu poniżej- brama wejściowa do zamku- zachęcająca nieprawdaż ???

Zachęceni więc- wchodzimy …….. i już jesteśmy na terenie zamku:

I teraz dla niezorientowanych przytoczę z internetu troszkę informacji o zamku i jego historii: Zamek w Bolkowie położony jest na wysokiej górze (396 m n.p.m.), której zbocze urywa się od strony Nysy Szalonej ostrym urwiskiem. Zamek został założony prawdopodobnie przez księcia legnickiego Bolesława II Rogatkę zwanego Łysym, później rozbudowany przez jego syna Bolka I Surowego, księcia świdnicko-jaworskiego.W latach 1301-1368 za panowania książąt Bernarda świdnickiego i Bolka II Małego zamek został powiększony, dostał się w ręce wdowy po Bolku II, księżnej Agnieszki Habsburżanki, a po jej śmierci przeszedł na własność królów czeskich (1392 r.). Pierwsza poważna rozbudowa zamku miała miejsce w 1540 roku pod kierunkiem Jakuba Parra – znanego śląskiego architekta, rozbudowano fortyfikacje a warownia otrzymała renesansową szatę. Kolejna przebudowa to początek XVIII wieku kiedy zamek został zakupiony przez cystersów z Krzeszowa. Gdy zamek stał się własnością państwa pruskiego w XIX wieku, zaczęto go stopniowo rozbierać. Obecnie Zamek w Bolkowie jest jednym z najbardziej znanych zabytków śląskiej architektury średniowiecznej.

A teraz UWAGA !!!!!!!!!!!  STRZELAM Z ARMATY !!!!!!!!!!!!!! – żartowałam, przecież Wiecie, że nie jestem aż taka groźna 😉

Zamek zwiedzamy dokładnie. Wchodzimy też na jego wieżę-  wieżę dziobową (klinową). Jest ona jedynym przykładem tego typu budowli w Polsce, jej wysokość wynosi obecnie 25 m. W przyziemiu wieży znajduje się tzw. loch głodowy. A z wieży podziwiamy malownicze widoki okolicy:

I jeszcze raz widok z wieży- tylko tym razem w kierunku centrum miasta Bolków:

Zamek w Bolkowie słynny jest nie tylko za sprawą swej urody, ale także dzięki prestiżowym turniejom rycerskim, które odbywają się tu kilka razy w roku. Działa tu też prężnie Bractwo Rycerskie, a na przełomie lipca i sierpnia odbywa się festiwal muzyki gotyckiej pod nazwą “Castle Party”. Na terenie zamku czynne jest również Muzeum Regionalne zarządzane przez stowarzyszenie “Bractwo Rycerskie Zamku Bolków”. Zamek faktycznie piękny i atrakcyjny turystycznie- z pewnością warto go odwiedzić będąc w tamtym regionie Polski.

I już ostatnie ujęcie zamku- wiem……ten samochód psuje kadr, ale niestety nie udało mi się go wyeliminować- potraktujcie go z przymrużeniem oka lub spójrzcie na to zdjęcie jako na takie zderzenie przeszłości z teraźniejszością:

Po zwiedzeniu zamku udajemy się na spacer po mieście, zajadamy coś pożywniejszego przed drogą i zaopatrzeni w reklamówkę słodkich bułeczek wracamy do domu. Planowo to Bolków miał być naszym ostatnim postojem, ale przejeżdżając obok Strzegomia nie mogłam się powstrzymać, by chociaż na chwilkę tam nie zajrzeć.

Miasto Strzegom położone jest w południowej części województwa dolnośląskiego w powiecie świdnickim nad Strzegomką. Miasto leży na terenie Przedgórza Sudeckiego. Strzegom otaczają Wzgórza Strzegomskie. Nieopodal miasta znajduje się najwyższe wzniesienie tychże wzgórz – góra Krzyżowa o wysokości 354 m n.p.m. Strzegom jest ważnym ośrodkiem przemysłu kamieniarskiego. W mieście istnieje kilkadziesiąt firm zajmujących się wyrobami z granitu i bazaltu. Wiele obiektów w Europie jest wyłożonych strzegomskim granitem. W mieście również obecny jest przemysł maszynowy, spożywczy, papierniczy, odzieżowy.W Strzegomiu znajduje się kilka ciekawych zabytków- jak Bazylika pw. śś. Apostołów Piotra i Pawła ( to właśnie jej wieża zachęciła mnie do zatrzymania się tam i to ją jako pierwszą zwiedziliśmy), Kościół i klasztor pokarmelitański, Kościół św. Barbary, Kaplica św. Antoniego, Kaplica św. Jadwigi, wieża targowa, czy mury obronne. To bardzo zadbane miasto…… z wielką przyjemnością się po nim przespacerowałam (na zdjęciu pięknie pomalowany Ratusz w Strzegomiu):

I to już koniec naszego zwiedzania Dolnego Śląska- autostradą szybciutko pokonujemy dziesiątki km i wracamy na Górny Śląsk.

PODSUMOWUJĄC:  To był bardzo udany i atrakcyjny wakacyjny wyjazd !!!!!!!!!!!!!!!!!! Powróciliśmy wspomnieniami do już nam znanych miejsc, poznaliśmy nowe, sporo zwiedziliśmy, zaliczyliśmy również malowniczy górski szlak……. a ja zapalona fotografka-amatorka przywiozłam do domu ponad 700 nowych ujęć.

Dzisiaj to już wszystko- zapraszam na nowy wpis…… a o czym on będzie to na razie sama jeszcze nie wiem. Może uda mi się wyskoczyć gdzieś na Jurę w poszukiwaniu Pięknej Polskiej Złotej Jesieni, a jeśli nie, to opiszę wam któryś z moich letnich rowerowych, bądź samochodowych wypadów, a mam ich w zanadrzu kilka.

POZDRAWIAM WSZYSTKICH !!!!!!!!!!!!!

Wpis archiwalny – październik 2010

14. Idę w góry !!!!!!!!!!!!!!!!!

“Idę w góry, tam gdzie moja dusza, gdzie głos serca nic nie zagłusza, gdzie mam wszystko, nic mi nie potrzeba, gdzie mogę poczuć kawałeczek nieba…..”- dzisiaj ZAPRASZAM WAS NA GÓRSKI SZLAK !!!!!! Opowiem Wam o naszym zdobywaniu Śnieżki, pokażę kilka zdjęć i przy okazji postaram się wyjaśnić- czym są dla mnie góry.

GÓRY ???………hmmm…….dla każdego znaczą one co innego. Pięknie o górach powiedział ich wielki miłośnik Jan Paweł II: “Góry są wyzwaniem, prowokują istotę ludzką do przezwyciężania samych siebie. Są zachętą, by wznosić się coraz wyżej. Ku Stwórcy”. Z kolei ks. Roman Twardowski mówi: “Góry mają swoją filozofię, w górach”wysoki” nie zawsze znaczy”trudny” (…) Góry są tajemnicą. Stanowią wielkie misterium. Z jednej strony pasjonują i pociągają, z drugiej- wywołują lęk i budzą trwogę.” Ja zgadzając się w 100% z księdzem Tischnerem powiem, że “w górach jest wszystko to ,co kocham…”. To tam zostawiłam moje serce i to tam zawsze ładuję moje akumulatory- wracam z nich odmłodzona i pełna życia. Zachwycają mnie swoim pięknem, skłaniają do refleksji, sprawiają, że czuję się w pełni szczęśliwa. Kiedyś zdecydowanie częściej jeździłam w góry, wędrowałam różnymi szlakami, zdobywałam szczyty (i tu pochwalę się Wam, że moim największym osiągnięciem są Rysy od strony słowackiej, Krywań i Świnica).Teraz niestety mam taki okres posuchy, gdyż nie ma mi kto zostać z młodszym synem i o takich wędrówkach mogę sobie jedynie pomarzyć, a za górami strasznie tęsknię !!! Osoby, które kochają góry, a nie mogą z jakichś powodów tam jechać- wiedzą doskonale co to oznacza. I dlatego właśnie ten jeden dzień na karkonoskim szlaku miał dla mnie tak wielkie znaczenie i dał mi tyle radości.

Już pierwszego dnia naszego pobytu w Karpaczu, ustaliliśmy wspólnie z mężem, że jeden dzień przeznaczymy na zdobywanie Śnieżki i wędrówkę po górach. Niestety pogoda temu nie sprzyjała. Codziennie z niepokojem słuchaliśmy prognozy pogody i zerkaliśmy za okno……i ciągle pogoda była kiepska, aż w końcu 4 dnia pobytu- mimo, że pogoda nadal nie była rewelacyjna (ale nie padało) stwierdziliśmy, że “dzisiaj ruszamy w góry !!!!!!”

Docieramy więc do dolnej stacji kolejki linowej na Kopę (1375 m n.p.m.) i wjeżdżamy na nią. Kolej tą wybudowano w 1959r, aby ułatwić turystom zdobywanie najwyższego szczytu Karkonoszy.Długość kolei to 2229 m, różnica wzniesień 530 m, zdolność przewozowa 600 osób/godzinę. Mój młodszy syn po raz pierwszy w życiu jechał taką kolejką i miałam nieco obaw, jak on to zniesie, ale na szczęście mąż tak go zabajerował, że grzecznie dojechał na górę. Po opuszczeniu kolejki udajemy się szlakiem w kierunku Śnieżki, podziwiając po drodze piękne widoki:

U podnóża Śnieżki znajduje się schronisko- “Dom Śląski”…..i w nim to właśnie robimy sobie pierwszy postój na gorącą herbatkę z cytryną (nigdzie mi tak nie smakuje herbata z cytryną jak właśnie w  schroniskach).

Schronisko to jest jednym z najpiękniej położonych schronisk w Karkonoszach.Znajduje się na Równi Pod Śnieżką (u podnóża Śnieżki), na wysokości ok. 1400m n.p.m., na rozdrożu szlaków turystycznych, tuż przy górskim przejściu granicznym z Czechami. Dzięki swojemu położeniu jest często odwiedzane przez turystów idących na Śnieżkę. Obok schroniska uruchomiono niedawno narciarskie trasy biegowe.

Następnie omatuleni w płaszcze przeciwdeszczowe, bo coś zaczęło kropić, ruszamy szlakiem czarnym na Śnieżkę (młodszy syn uczepiony męża zdobywa ją na jego ramionach):

Pogoda nas nie rozpieszcza. Dosyć, że pada deszcz, to jeszcze na dodatek wieje bardzo silny wiatr, a widoczność jest strasznie ograniczona. I tu na zdjęciu poniżej widać to doskonale- po dotarciu do Obserwatorium Meteorologicznego na Śnieżce prawie go nie widać- zupełnie w takich samych warunkach pogodowych zdobywaliśmy z mężem (wtedy jeszcze nie mężem) Śnieżkę 15 lat temu.

Śnieżka leży na wysokości 1602m n.p.m. i jest ona najwyższym szczytem Sudetów. Jej wyniosły wierzchołek zbudowany jest z hornfelsu. Północna, polska strona, opada ostro w dół, natomiast czeska strona jest bardziej pofałdowana. Rejon Śnieżki i Wysokiego Grzbietu Karkonoszy stanowią obszar czeskiego i polskiego Karkonoskiego Narodowego Parku. Masyw Śnieżki przeszedł wiele zmian na przestrzeni ostatnich stuleci. Kiedyś Śnieżka miała romantyczny charakter, a dzisiaj na jej szczycie znajduje się obserwatorium meteorologiczne, które prezentuje formę abstrakcyjnego modernizmu.

I po godzinie spędzonej na szczycie w obserwatorium, przejaśniło się (o dziwo), chociaż ten silny wiatr nadal nie ustępował…..zdecydowaliśmy się więc opuścić cieplutkie pomieszczenie i powoli schodzić w dół. Tym razem widoki były zachwycające:

Nieco przewiani znowu odpoczywamy w schronisku- “Dom Śląski”. Już rano stwierdziliśmy z mężem, że tym razem nie będziemy pędzili po górach jak szaleni, tylko będzie to powolna wędrówka, tak by dzieci nie przemęczyły się i nie zniechęciły do gór. Po pół godzinie opuszczamy to schronisko i udajemy się szlakiem niebieskim do kolejnego- “Strzechy Akademickiej”. A za nami w tle nadal majestatycznie góruje Śnieżka:

Idąc powoli po mniej więcej godzinie docieramy do “Strzechy Akademickiej”. Schronisko to leży na wysokości 1256m n.p.m. i jest jednym z najstarszych w Karkonoszach. Pierwotnie obiekt ten służył jako buda pasterska, od XIX w. został przekształcony w schronisko dla turystów. Przebywało w nim wielu sławnych ludzi m. in. W. von Goethe w 1790 r. Do okresu przedwojennego, obiekt nosił nazwy swych właścicieli: Daniel, Tanel, i Hampel. Dzisiejszą nazwę zawdzięcza licznie przebywającym w nim studentom. Obecny obiekt pochodzi z XX w.

Po króciutkim odpoczynku i kolejnej herbacie z cytryną opuszczamy progi tego schroniska i kierujemy się do następnego- “Samotni” . Schronisko “Samotnia” leży nad Stawem Małym i jest to jedno z najbardziej malowniczych miejsc w Karkonoszach- tłumnie odwiedzane przez turystów. Pierwotnie budynek był chatą służącą straznikom Małego stawu, w którym hodowano ryby dla Schaffotschów. Schronisko leży na wysokości 1183m i zostało zbudowane w 1923 r. Celem orientacji i bezpieczeństwa wędrowców strażnik trzy razy dziennie dzwonieniem wskazywał drogę. W latach 1966- 1994 gospodarzem “Samotni” był Waldemar Siemaszko, popularny ratownik i propagator turystyki w Karkonoszach. Po tragicznej śmierci w górach schronisko nosi jego imię.

Pogoda – jak to często w górach bywa była zmienna…..trochę padało, trochę wiało, a słonko to chowało się za chmury, to znowu pięknie nam świeciło. Idąc cały czas podziwialiśmy piękne widoki:

Schodząc już do Karpacza (nadal szlakiem niebieskim) mijamy Domek Myśliwski- Ośr. Dyd. KPN. Ostatni odpoczynek robimy sobie na tzw. Polanie, gdzie podziwiamy w oddali Słonecznik i Pielgrzymy (bardzo ciekawe granitowe formacje skalne). Robiąc tą trasę  bez dzieci z pewnością odskoczylibyśmy jeszcze w bok, by je dokładnie zobaczyć….my jednak schodzimy w dół (teraz już szlakiem zielonym – tzw. Droga B. Czecha). Do Karpacza schodzimy w pobliżu Wodospadu Dzikiego ( jego zdjęcie i krótki opis znajdziecie w wpisie 11).

To był wspaniale spędzony dzień !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!   I tu wielkie wyrazy uznania składam mojemu mężowi, który dzielnie ( przez prawie cały dzień) nosił młodszego syna na barana. A starszy, jak na prawdziwego turystę przystało, sam dzielnie maszerował. I bardzo mu się podobało na tym szlaku, chociaż przeżył swoją chwilę grozy, gdy silny podmuch wiatru przewrócił go na Śnieżce. Mam jednak nadzieję, że pokocha góry tak jak ja i w przyszłości jeszcze nie raz będziemy razem wędrowali. Cieszę się ogromnie, że udało nam się zdobyć Śnieżkę, pokonać całą zaplanowaną trasę, pooddychać świeżym, górskim powietrzem i chociaż trochę poczuć smak górskich wędrówek.

Dzisiaj już żegnam się z Wami i ku przestrodze zostawiam jeszcze na koniec słowa Pana Ryszarda Jaśko: “Najważniejszy chyba jest rozsądek. Zwalczanie fałszywego, niczym nieuzasadnionego [przekonania, że istnieją w górach bezpieczne drogi, że istnieją w ogóle całkowicie bezpieczne góry (…)Góry dają radość. Ale pod jednym warunkiem, że się je szanuje, że się ich nie lekceważy, że pamięta się o żywiole, w obcowaniu z którym obowiązują ściśle określone prawa. Łamanie tych praw, skracanie dróg, brak rozwagi, kosztuje bardzo drogo. Ceną jest często ludzkie życie.”

Wpis ten dedykuję Wszystkim “Miłośnikom Górskich Wędrówek”, a w szczególności dwóm osobom – Ewelince, która kocha góry tak jak ja i tęskni za nimi tak jak ja i Iwonce – której karkonoskie szlaki nie są obce.

 ~~ ~~POZDRAWIAM WSZYSTKICH ~~ ~~

i zapraszam do czytania kolejnego wpisu !!!

Wpis archiwalny – wrzesień 2010

13. Zamek Chojnik

WITAM I ZAPRASZAM do dalszego wędrowania ze mną po Dolnym Śląsku !!!

Jak już wielokrotnie pisałam uwielbiam zwiedzać zamki (i to zarówno te zachowane w doskonałym stanie, jak i ruiny) i w związku z tym w jakimkolwiek regionie Polski bym się nie znalazła, to ciągnie mnie do ich zwiedzania. Tak było i podczas tego kilkudniowego wyjazdu. Jeszcze w domu planując go, planowałam również odwiedzenie dwóch zamków- Chojnik i Bolków ( w których byłam już kiedyś -15 lat temu…..i bardzo mi się wtedy tam podobało ). A po wizycie w Parku Miniatur w Kowarach (poprzedni wpis), gdzie podziwialiśmy miniaturę Zamku Chojnik, zdecydowaliśmy wszyscy (tzn. ja z mężem i starszym synem, bo młodszy póki co nie ma jeszcze prawa głosu w takich sprawach), że zaraz następnego dnia z samego rana ruszamy na podbój tej twierdzy.

Zamek Chojnik jest jednym z piękniejszych zamków Karkonoszy ze względu na swoje położenie oraz stan techniczny. Jest on usytuowany niedaleko Jeleniej Góry- Sobieszowa, na szczycie granitowego wzgórza o wysokości 627 m n. p.m. na Pogórzu Karkonoskim.Dostać się do niego można (z Sobieszowa) trzema szlakami, z których najłatwiejsza jest trasa oznaczona kolorem czerwonym, lecz godny polecenia jest również szlak czarny przez Zbójeckie Skały lub zielony prowadzący przez Piekielną Dolinę. My wchodziliśmy szlakiem czarnym przez Zbójeckie skały(malowniczy, ale wcale nie taki łatwy do pokonania), a schodziliśmy dla odmiany czerwonym.

Na kolejnym zdjęciu to samo ujęcie co poprzednio, tylko poddałam się nieco mojej wenie twórczej, hihihi……. i powstał mi taki oto obrazek :

Od 1991 roku na zamku Chojnik odbywają się turnieje rycerskie- o Złoty Bełt Zamku Chojnik. Jest to obecnie drugi najstarszy cyklicznie rozgrywany turniej w Polsce. Zamek jest również siedzibą bractwa rycerskiego. My akurat mieliśmy takie szczęście, że po dotarciu do niego (a zajęło nam to około godziny, cały czas idąc w górę) okazało się, że za 15 minut rozpocznie się pokaz walk rycerskich. Darowaliśmy więc sobie na razie zwiedzanie zamku i wygodnie ulokowaliśmy się na ławce na dziedzińcu, by móc podziwiać to przedstawienie. Występowało zaprzyjaźnione bractwo z Czech, a także ochotnicy z widowni mogli się wykazać przy odpalaniu broni. Było więc na co popatrzeć.

Po zakończeniu przedstawienia i posiłku regeneracyjnym ruszyliśmy zwiedzić zamek. O jego historii na przestrzeni wieków można by opowiadać długo- ograniczę się tylko do kilku ważnych informacji:

Dzieje zamku sięgają XII w, gdy istniał tu dwór myśliwski. W XIV w Bolko II Świdnicki wzniósł warownię strzegącą granic jego księstwa. W późniejszych latach zamek przeszedł w ręce rycerskiego rodu Schaffgotsch. Przez długie lata był siedzibą rodową tego rodu. W czasie burzy, w roku 1675 doszło do uderzenia pioruna i pożaru obiektu. Od tego czasu budowla pozostaje w częściowej ruinie.

Z dolnego zamku dostaliśmy się na górny, w którym mieściła się zbrojownia, kaplica oraz pomieszczenia pałacowe (pozaglądaliśmy tam w każdy kąt) a następnie udaliśmy się na jego wieżę, by z niej móc podziwiać malownicze widoki okolicy:

O zamku krąży wiele legend – najpopularniejsza jest o pięknej księżniczce Kunegundzie, z bogatego rycerskiego rodu, która mieszkała na tymże zamku. Była to bardzo kapryśna i rozpuszczona panna. Jej kaprysem było, żeby kandydat na męża, objechał konno w pełnej zbroi zamkowe mury. Długo nikomu się to nie udawało, a kolejni śmiałkowie ginęli spadając w przepaść. Pewnego razu przybył na zamek rycerz z Krakowa, który dokonał tego karkołomnego wyczynu, kiedy jednak oczarowana księżniczka ofiarowała mu swoją rękę – odrzucił jej starania i odjechał. Powiedział, że nie chce tak okrutnej panny, przez którą zginęło tylu odważnych ludzi, chciał udowodnić tylko, co potrafi polskie rycerstwo. Poniżona i niechciana panna rzuciła się w przepaść z murów, z których spadali śmiałkowie wysyłani przez nią na śmierć. Do dziś podobno można zobaczyć ducha jednego z rycerzy, który konno objeżdża zamkowe mury w księżycowe noce.

Ponieważ zamek ten jest wysoko usytuowany, widok z wieży jest faktycznie zachwycający- na zdjęciu w oddali  Podgórzyńskie Stawy i stawy hodowlane:

I jeszcze jedno, już ostatnie spojrzenie w dół i schodzimy z wieży, a następnie opuszczamy zamek. Na dół jak już wspominałam wcześniej schodzimy dla odmiany szlakiem czerwonym- dużo łagodniejszym niż ten czarny, którym wchodziliśmy (no nie wszyscy schodzimy, bo młodszy syn jest całą drogę niesiony na barana przez męża).

Ponieważ zamek ten znajduje się niedaleko Jeleniej Góry- symbolicznej stolicy Kotliny Jeleniogórskiej i Karkonoszy, więc będąc tak blisko tego miasta grzechem byłoby nie zobaczyć go (ja nigdy wcześniej nie zwiedzałam go). A jeszcze dodatkowo ciągnęła mnie do niego chęć zobaczenia Starówki z pięknymi, kolorowymi kamieniczkami, której makietę widziałam poprzedniego dnia w Parku w Kowarach. Drugim obiektem jelenigórskim w tym parku jest Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego- wzniesiono go na mocy układu z 1707 r., kiedy to cesarz austriacki wyraził zgodę na budowę 6 tzw. Kościołów Łaski, przeznaczonych dla dyskryminowanych na Śląsku protestantów.

Jedziemy więc do centrum miasta, parkujemy samochód w pobliżu Starówki i idziemy sobie po niej pospacerować. To był bardzo fajny spacerek- tym bardziej, że słoneczko wyszło i zrobiło się bardzo ciepło. Zwiedziliśmy tam wspomniany Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego,  zobaczyliśmy Kościół Św. Anny, Bramę Wojanowską i piękne kamieniczki ciągnące się aż do Rynku. I mnie właśnie szczególnie zachwycił ten prostokątny Rynek z Ratuszem.

Niestety czas nam nie pozwolił na zwiedzenie całego miasta (a szkoda !!!) , ograniczyliśmy się tylko do Starówki. Ale mam nadzieję, że uda mi się jeszcze kiedyś powrócić tam i zobaczyć to wszystko, czego tym razem nie zobaczyłam. Posileni porządnym obiadem wracamy do Karpacza (osobom, które nie czytały poprzednich wpisów przypominam, że tam mieszkaliśmy). Ale zanim tam dotarliśmy to zatrzymaliśmy się po drodze w jeszcze kilku miejscach. Pierwszym z nich były Mysłakowice- znajduje się tam Pałac Królów Pruskich (obecnie mieści się w nim szkoła), Kościół Królów Pruskich oraz Domy Tyrolskie- wszystkie te obiekty można też podziwiać w miniaturze w Kowarach. Następnie chcieliśmy zobaczyć ruiny zamku ks. Henryka, niedaleko Grodna, ale niestety z braku dobrego dojazdu i możliwości bezpiecznego pozostawienia samochodu, gdzieś w pobliżu- zrezygnowaliśmy. A zamiast tego pojechaliśmy do Miłkowa, gdzie znajduje się pałac- obecnie w jego wnętrzach urządzony jest hotel oraz restauracja ( w ogóle na Dolnym Śląsku jest mnóstwo pałaców, w większości z nich są teraz hotele, restauracje, czy tak jak w tym w Mysłakowicach szkoły, a część z nich niestety popada w ruinę).

Ja jeszcze chciałam zatrzymać się przy Zbiorniku Sosnówka, ale okazało się, że jest on dookoła ogrodzony i nie ma takiej możliwości bym tam spacerować, więc musiałam go sobie odpuścić.

I tak nam upłynął kolejny dzień wyjazdu- o następnym tym razem na górskim szlaku opowiem Wam w kolejnym wpisie.

Ten wpis pozwolę sobie zadedykować pewnej bardzo sympatycznej mieszkance Jeleniej Góry- Sylwiu, oczywiście domyślasz się, że to Ciebie mam na myśli :)

POZDRAWIAM WSZYSTKICH CZYTAJĄCYCH MOJE WPISY I ZWIEDZAJĄCYCH WIRTUALNIE ZE MNĄ !!!

Wpis archiwalny – wrzesień 2010

12. Park Miniatur Zabytków Dolnego Śląska w KOWARACH

WITAM GORĄCO !!!

Ten wpis jest kontynuacją poprzedniego, a więc drugą częścią mojej fotorelacji z naszego wakacyjnego ( rodzinnego ) wyjazdu na Dolny Śląsk. W poprzednim opisywałam i pokazywałam Wam wszystkie ciekawe miejsca w Karpaczu (w którym mieszkaliśmy). A dzisiaj przejdę do przedstawienia różnych atrakcyjnych miejsc w jego okolicy (które udało mi się zobaczyć).

I jak już napomknęłam w poprzednim wpisie- drugiego dnia pobytu wybraliśmy się do Kowar- do Parku Miniatur Zabytków Dolnego Śląska. I teraz najchętniej opisałabym Wam i pokazała na zdjęciach każdą ze znajdujących się tam miniatur, ale w ten sposób powstałaby książka, więc ograniczę się tylko do pokazania kilku wybranych i opowiedzenia  tak ogólnie o tym parku. Jego twórcą jest Marian Piasecki- z zawodu elektronik-informatyk, specjalista od zabezpieczeń systemów reaktorów atomowych……a z zamiłowania miłośnik architektury i sztuki. Wiele lat podróżował po świecie, oglądając cuda natury….. aż pewnego dnia postanowił powrócić do krainy swojego dzieciństwa i zrealizować ( wraz z żoną) pomysł swojego życia. Wydzierżawił halę w Fabryce Dywanów w Kowarach i wraz ze specjalistami zabrał się do pracy. I jak sam przyznaje, miejscowa społeczność z humorem przyglądała się temu przedsięwzięciu, aż do pierwszych widocznych efektów. A efekty te robią wrażenie !!!!!!!! Mnie mówiąc językiem podwórkowym-”opadła kopara” jak zobaczyłam te wszystkie miniaturki. Uroczyste otwarcie parku odbyło się14.08.2003 r. podczas otwarcia Festiwalu Filmów Komediowych w Lubomierzu. Dzisiaj po 8 latach Park odwiedza rocznie ponad 200 tysięcy turystów. Koszty utrzymania jednej miniatury wynoszą od 20 do 200 tysięcy złotych. W ciągu tych 8 lat powstało 40 miniatur, ale to jeszcze nie koniec, bo ciągle powstają nowe (dokładnie 2 tygodnie przed naszą wizytą powitano w Parku Wrocławski Ratusz i jest on obecnie najnowszą miniaturą). Miniatury zabytków znajdujących się w regionie są pomniejszone dokładnie 25 razy, a te które stoją w górach 50-krotnie. Materiały, z których powstają modele są odporne na warunki atmosferyczne (zimą są demontowane i przechowywane w hali). Każda miniatura jest co roku restaurowana.

Po Parku oprowadziła nas sympatyczna pani przewodniki, od niej dowiedzieliśmy się mnóstwo interesujących rzeczy o każdej miniaturze (zabytku). To było takie ekspresowe pokonywanie wielu dziesiątków km, by zwiedzić najciekawsze miejsca na Dolnym Śląsku. Później jeszcze raz sami przeszliśmy się po całym parku, by już na spokojnie obejrzeć i obfotografować sobie każdą miniaturkę……i przy okazji zobaczyć, co udało nam się zapamiętać o niej. Ale się rozpisałam….. ufff……przejdę więc teraz do zdjęć.

I tak na pierwszym zdjęciu (poniżej) Zamek Książ- stanowi on jeden z hitów wśród miniatur, ze względu na wielkość i rozmach budowli. Aktualnie w Książu jest organizowanych wiele atrakcyjnych wystaw i imprez plenerowych( ja niestety jeszcze nigdy nie byłam na tym zamku):

Drugie zdjęcie przedstawia Pałac Myśliwski w Bożkowie ( jest to najwspanialsza posiadłość całego regionu kłodzkiego), a w tle wystaje Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego w Jeleniej Górze ( o naszym zwiedzaniu Jeleniej Góry opowiem Wam dokładniej w którymś z kolejnych wpisów):

Następnie mamy Młyn Papierniczy w Dusznikach-Zdroju. Obecnie znajduje się tam muzeum produkcji papieru, posiadające liczne i cenne eksponaty obrazujące rozwój papiernictwa na całym świecie np. cenne egipskie papirusy. Ciekawostką jest stylowy dach, którego otwierane lufciki służyły do suszenia papieru na strychu budynku:

A na kolejnym zdjęciu- ja z moimi synami przysiadłam sobie przed Zamkiem Czocha. Twierdza ta była wielokrotnie sceną produkcji filmowych, na dziedzińcu zamkowym odbywają się coroczne turnieje rycerskie. Z wieży roztacza się przepiękny widok na Góry i Pogórze Izerskie:

Oprócz miniatur zamków, pałaców, kościołów i innych tego typu obiektów w Parku znajdują się też miniatury schronisk- na zdjęciu poniżej Schronisko “Szwajcarka”. Należy ono do najstarszych obiektów turystycznych w Sudetach i jest jedynym obiektem tego typu w Sudetach, wykonanym wyłącznie z drewna. Leży w Górach Sokolich na wys. 520m, na skrzyżowaniu licznych szlaków turystycznych i tras rowerowych. My odwiedziliśmy je w ostatnim dniu naszego wyjazdu…..oj było warto:

A  skoro już jestem przy tematyce górskiej, to powiem Wam, że w parku jest też miniaturowa Śnieżka….. a nawet dwie Śnieżki- gdyż na przestrzeni ostatnich stuleci masyw ten przeszedł wiele zmian- kiedyś Śnieżka miała charakter romantyczny, a obecnie na jej szczycie znajduje się Obserwatorium Meteorologiczne . Na razie nie będę opowiadała  Wam więcej o Śnieżce, gdyż o niej planuję przygotować oddzielny wpis:

Mnie bardzo podobało się w tym miniaturowym miasteczku ( moim Panom zresztą też) i byłam pod tak wielkim wrażeniem, że od tej pory chciałam tylko poszukiwać oryginałów w okolicy i porównywać je z tymi miniaturkami. I pochwalę się Wam, że w ciągu tych kilku dni udało nam się zobaczyć na własne oczy aż 15 zabytków. Jedyne co mi mogło przeszkadzać ( gdybym tak chciała się czegoś czepić) to mnóstwo zwiedzających……tym bardziej, że aura pogodowa nie pozwoliła na pójście w góry. I naprawdę sporo cierpliwości i gimnastyki wymagało ode mnie zrobienie kilku zdjęć, na których przypadkowi ludzie nie wchodziliby mi w kadr.

Na koniec jeszcze taka mała składanka i już opuszczam to piękne miejsce:

A po zwiedzeniu Parku Miniatur udaliśmy się na mały spacerek po Kowarach, by nieco zorientować się w jego topografii i zobaczyć Ratusz ( którego miniaturkę podziwialiśmy wcześniej w Parku). I na zdjęciu już nie miniatura- tylko oryginał:

W Kowarach warto też zwiedzić Sztolnie- My akurat tam nie dotarliśmy, gdyż wspólnie zadecydowaliśmy, że zamiast Sztolni podjedziemy do Miasteczka Western City w pobliskich Ścięgnach. Tam na terenie 5 ha znajduje się 12 drewnianych chat np.”Biuro Szeryfa”, “Bank”, czy “Saloon”, tworzących razem miasteczko rodem z Dzikiego Zachodu. Można tam też zobaczyć prawdziwego szeryfa, a przy odrobinie szczęścia być świadkiem widowiska pod tytułem”Napad na Bank” lub “Najazd Indian”. My załapaliśmy się na “Pokaz Rewolwerowca “. W tym Miasteczku również bardzo nam się podobało, a byłoby jeszcze fajniej, gdyby nie padał deszcz…. no cóż, na pogodę to już nic nie można poradzić.

Zrobiliśmy tam też mnóstwo zdjęć- ale do wpisu wybrałam tylko jedno:

To był bardzo intensywnie i mile spędzony dzień, zresztą jak każdy podczas tego wyjazdu.

POZDRAWIAM WSZYSTKICH czytających moje wpisy, a w szczególności te osoby, które odwiedzają mnie regularnie i komentując mobilizują do dalszego pisania

– Buziaczki dla WAS :*

Wpis archiwalny – sierpień 2010

11. Wakacje w Karpaczu

WITAM SERDECZNIE po krótkiej przerwie – przerwie spowodowanej intensywnością moich wyjazdów – i to zarówno rowerowych jak i samochodowym na moją ukochaną Jurę, a także kilkudniowym, wakacyjnym wyjazdem na Dolny Śląsk. Zaczynając pisać tego bloga obawiałam się, że z braku wyjazdów nie będę miała o czym pisać……a tymczasem tak dużo zwiedzam, że nie mam kiedy usiąść przy komputerze i podzielić się z Wami wrażeniami. Pozostawię więc na razie w mojej pamięci wszystkie jurajskie wycieczki i opiszę Wam ten kilkudniowy – bardzo dla mnie atrakcyjny wypad na Dolny Śląsk.

Zanim to jednak zrobię, to wyjaśnię dlaczego akurat ten region Polski wybrałam na tegoroczne wakacje…….bo przecież wszystkie znające mnie bliżej osoby doskonale wiedzą, że szczególną sympatią darzę Tatry i Zakopane i to tam najbardziej lubię jeździć i tamtymi szklakami wędrować. Otóż w zeszłym roku byliśmy kilka dni w Zakopanem (właśnie w sezonie wakacyjnym) i obeszliśmy praktycznie wszystko co się da obejść z dziećmi i dlatego w tym roku nie było za bardzo sensu ponownie tam jechać. A po za tym wielkie tłumy turystów zarówno w mieście, jak i na szlakach ( zwane złośliwie na forach górskich “stonką wakacyjną” ) zniechęciły mnie do ponownego wyjazdu tam.

I wymyśliłam sobie Karpacz, w którym ostatnim razem byłam 15 lat temu i to jeszcze przelotem ( w drodze na Śnieżkę zwiedziłam w nim tylko Świątynię Wang ). W tej decyzji umocniły mnie jeszcze dodatkowo zdjęcia wstawiane na pewnym forum fotograficznym przez moją znajomą, bo okazało się ,że zarówno Karpacz, jak i jego okolica mają do zaoferowania turystom więcej atrakcji niż do tej pory myślałam. Początkowo miałam w planie w tym jednym wpisie opisać Wam cały mój wyjazd- a więc wszystko co zwiedziłam zarówno w samym Karpaczu, jak i jego okolicy……ale po dłuższym namyśle stwierdziłam, że albo ten wpis byłby strasznie długi ( i chyba nikt nie dobrnąłby z czytaniem do końca ), albo o każdym miejscu musiałabym wspomnieć tylko jednym zdaniem- dlatego przygotuję kilka wpisów ( sama jeszcze nie wiem ile mi ich wyjdzie ).

W tym pierwszym – dzisiejszym opowiem Wam o wszystkich atrakcjach Karpacza, które udało mi się zobaczyć. I tak pierwszym miejscem do którego udaliśmy się zaraz pierwszego dnia po ulokowaniu w pokoju ( a pokoju szukaliśmy dopiero na miejscu, bo postanowiliśmy jechać tam zupełnie w ciemno) była Świątynia Wang:

Jest ona największą atrakcją Karpacza i mieści się w jego górnej części, tuż przy wejściu na teren Karkonoskiego Parku Narodowego.  Zbudowana na przełomie XII i XIII w., pochodzi z południowej Norwegii z miejscowości Vang, położonej nad jeziorem o tej samej nazwie. Ten cenny zabytek wzniesiony na wzór najlepszych przykładów skandynawskiego, drewnianego budownictwa sakralnego (nasycona żywicą, wykazująca niezwykłą trwałość sosna norweska) kupił król pruski Fryderyk Wilhelm IV, za namową hrabiny von Reden z Bukowca. Wpłynęła ona na króla by ten podarował Wang gminie Bruckenberg (Karpacz Górny). Obok kościółka Wang znajduje się parafia ewangelicko – augsburska.

Kościółek faktycznie piękny i pięknie usytuowany, tylko zupełnie nie wiem dlaczego w mojej pamięci wydawał się większy ???

Drugiego dnia po zwiedzeniu Parku Miniatur Zabytków Dolnego Śląska w Kowarach, spacerze po Kowarach i wizycie w Miasteczku Western City w Ścięgnach ( o tym będzie osobny wpis ) dalej zwiedzamy Karpacz. Najpierw udajemy się na tzw. Krucze Skały. Znajdują się one pomiędzy Osiedlem Skalnym, a Wilczą Porębą i stanowią grupę skalną z jasnego granitognejsu o maksymalnej wysokości 25 m. Są doskonałym terenem do uprawiania wspinaczki skałkowej. Z ich górnej części roztacza się jeden z najpiękniejszych widoków na Karkonosze i Śnieżkę (niestety w tym dniu widoczność była kiepska ).

Ta mróweczka na zdjęciu to mój starszy syn Marceli -wkomponowany w kadr, doskonale pokazuje ogrom tych bloków skalnych:

Po obejściu Kruczych Skał podjeżdżamy do centrum miasta – zwiedzamy tam dwa kościoły i udajemy się na słynną Zaporę na Łomnicy. Została ona zbudowana w ramach programu przeciwpowodziowego w latach 1910-1915 i tworzy niewielkie jeziorko zaporowe. Koroną zapory poprowadzony jest szlak turystyczny :

I pomimo padającego deszczyku spacerujemy sobie po zaporze i wokół jeziorka. Muszę przyznać, że to bardzo malownicze miejsce. W pobliżu wypatrzyłam też takie oto skały:

Wracając do miasta przechodzimy obok tzw. Lipy Sądowej.  Stanowi ona pomnik przyrody, bowiem wiek drzewa wynosi przeszło 250 lat, obwód ponad 5 m a wysokość przekracza 22 m. Lipa to drzewo przyjaźni i społeczności lokalnej.Właśnie do tej lipy przylgnęła nazwa “sądowa”, gdyż pod nią sądzono przestępców naruszających prawo osady. Kary były surowe i niezależne od pochodzenia. Na skwerku obok lipy rosną inne ciekawe gatunki drzew jak np.: wierzba płacząca, świerk kłujący czy tulipanowiec amerykański. Na ławeczkach pod drzewami chętnie odpoczywają mieszkańcy i turyści ( my też sobie odpoczęliśmy chwilkę ):

W Karpaczu znajdują się dwa muzea, które koniecznie trzeba odwiedzić – Muzeum Zabawek i Muzeum sportu i Turystyki Regionu Karkonoszy. My mieliśmy tak napięty program wyjazdu, że do pierwszego z nich- Muzeum Zabawek udaliśmy się dopiero ostatniego dnia, tuż przed wyjazdem z Karpacza. Prezentuje ono unikalną w skali światowej kolekcję lalek i zabawek z całego świata- zbiór liczy ponad 2 tysiące ( powstałych na przestrzeni 200 lat) eksponatów. Najliczniejszą część ekspozycji stanowi podarowana Karpaczowi kolekcja Henryka Tomaszewskiego- wybitnego artysty i twórcy Wrocławskiego Teatru Pantomimy.

Mój starszy syn był zachwycony eksponatami, natomiast młodszy jak zwykle wolał wszędzie biegać niż podziwiać zabawki ( aż dziwne!!!!!! ), a ja oczywiście chciałam wszystko obfotografować :

Drugim muzeum w Karpaczu jest Muzeum Sportu i Turystyki. Znajduje się ono przy ulicy Kopernika w zabytkowej górskiej chacie o konstrukcji przysłupowej.  Można tu obejrzeć eksponaty podzielone tematycznie na kilka działów: historia turystyki karkonoskiej, dzieje sportu zimowego w Karkonoszach, środowisko przyrodnicze Karkonoszy. Organizowane są również wystawy czasowe:

Niestety z braku czasu nie zwiedziliśmy go w środku….nie mogę tego przeboleć, więc chyba będę musiała jeszcze powrócić do Karpacza.

A jeszcze jako ciekawostkę wspomnę, że obok tego muzeum znajduje się najkrótsza ulica w Polsce.

Czwartego dnia wjeżdżamy kolejką na Kopę i stamtąd idziemy na Śnieżkę ( o tym też opowiem Wam dokładnie innym razem ), dzisiaj tylko powiem, że niedaleko tej dolnej stacji kolejki znajduje się tzw. Wodospad Dziki. Powstał on w wyniku spiętrzenia wód rzeki Łomnicy. Ta spadająca z kilkumetrowej wysokości górska woda, rozpryskując się na kamieniach daje doskonałą ochłodę w upalne dni:

Niedaleko tego wodospadu na ulicy Strażackiej jest takie miejsce- miejsce zaburzenia grawitacji.  Zjawisko to polega na tym, że gdy zatrzymamy samochód i wyłączymy silnik, samochód zaczyna toczyć się pod górę wbrew prawom grawitacji. My akurat tego nie próbowaliśmy, bo przechodziliśmy tamtędy pieszo.

Oprócz tych opisywanych i pokazywanych przeze mnie atrakcji w Karpaczu znajduje się również Letni Tor Saneczkowy( Kolorowa), Park Linowy, Karkonoskie Drezyny, mnóstwo restauracji, barów i kawiarni. Karpacz jest również doskonałą bazą wypadową w Karkonosze- ułatwia to też wspominany przeze mnie wyciąg linowy ( kolej linowa) na Kopę. I myślę, że grzechem byłoby będąc w Karpaczu nie zaliczyć Śnieżki- 1602 m npm – najwyższy szczyt Sudetów ( o naszym zdobywaniu Śnieżki opowiem Wam innym razem )…. czy też wybrać się szlakiem do Słonecznika i Pielgrzymów ( my widzieliśmy je tylko z daleka ). Na miłośników rowerów czekają też w Karpaczu liczne trasy rowerowe.

Sami więc widzicie jak atrakcyjnym miasteczkiem jest teraz Karpacz – cieszę się, że to akurat w nim spędziłam tegoroczne wakacje !!!!!!!!!!!!!

POZDRAWIAM WSZYSTKICH i zapraszam na moje kolejne wpisy !!!

Wpis archiwalny – sierpień 2010

10. Park w Świerklańcu

WITAM  SERDECZNIE !!!

Ostatnio zachwycałam się nowo powstałym Parkiem Zamków Jurajskich-OGRODZIENIEC ……a dzisiaj zapraszam Wam na spacer do zupełnie innego parku, a mianowicie- pięknego, malowniczego Parku w Świerklańcu. Do jurajskich klimatów oczywiście jeszcze powrócę i to wielokrotnie, bo ciągle coś nowego tam zwiedzam- samochodem, bądź na rowerze, tylko brakuje mi czasu na pisanie relacji ( chyba dopiero w długie jesienne wieczory ponadrabiam te zaległości ).

Park w Świerklańcu ( niedaleko Tarnowskich Gór, przy głównej szosie do Piekar Śląskich ) to idealne miejsce na weekendowy spacer , i to nie tylko dla mieszkańców najbliższej okolicy. Sama mam do niego ponad 20 km, a staram się  odwiedzać go przynajmniej raz w roku.

Ten piękny park z bogatym starodrzewiem założyli już w XVIII wieku Donnersmarckowie, obok istniejącego wówczas zamku (niestety obecnie już go nie ma).

W roku 1865 berliński architekt Gustaw Mayer opracował projekt nowego założenia parkowego. Kompozycja w stylu angielskim wzorowana na angielskim Hyde Parku objęła polany i swobodnie rozłożone grupy drzew i krzewów.

Dziś, ten prawie 200-letni park krajobrazowy, zakwalifikowany został do zabytków pierwszej kategorii. Sam park ma 154 hektary i można tutaj podziwiać stuletnie dęby, kasztanowce, sosny wejmutki i wiele innych cennych drzew.

Niestety dzisiaj ten zespół pałacowo-parkowy nie przypomina już dawnej, jednej z najpiękniejszych rezydencji magnackich Europy, ale i tak cieszy oko i ducha…….a o utrzymanie parku w jak najlepszym stanie dba obecny gospodarz – GOSiR (Gminny Ośrodek Sportu i Rekreacji).

Ja bardzo lubię tam jeździć i spacerować. Tym razem było szczególnie miło, gdyż umówiłam się tam ze znajomą-  my spacerując mogłyśmy sobie porozmawiać i pofotografować, a nasze dzieci wybiegały się za wszystkie czasy. A pogoda była wprost wymarzona na taką wycieczkę, tym bardziej, że  było to dokładnie 2 miesiące temu i był to jeden z pierwszych takich ładnych dni.

Poniżej zdjęcie zrobione podczas obchodzenia wkoło znajdującego się w parku stawu wodnego:

Jak już napomknęłam, dawniej na terenie parku stał piastowski zamek, który był pierwszą siedzibą Donnersmarcków na Górnym Śląsku. Wcześniej jednym z jego właścicieli był książę opolski Jan II Dobry, po nim Hohenzollernowie. Zamek ten spalono w 1945 r.

Obecnie na terenie parku stoi Pałac Kawalera (dawniej Dom Kawalera).

Wybudowany został w latach 1903-1906 wg projektu Ernsta von Ihne. Powstał on jako pałac dla gości księcia Guido.

Jednym z pierwszych przybyłych tu gości był cesarz niemiecki Wilhelm II. W latach 1924-1937 mieszkał tu wcześniejszy prezydent Szwajcarii, który miał dopilnować przestrzegania praw mniejszości.

Później mieszkała tam rodzina syna Guido – księcia Guidotta. Nad wejściem głównym znajduje się herb książąt Donnersmarcków.                                                              Obecnie mieści się tutaj restauracja i hotel :

Wśród wielu ciekawostek na terenie parku znajduje się wspomniany już przeze mnie Pałac Kawalera i staw wodny ,a także amfiteatr z początku XX wieku – fragment dawnej muszli koncertowej oraz kamienne mosty (i nie tylko kamienne), rzeźby pozostałe z czasów świetności, kordegarda stojąca przy wejściu do parku i śliczny kościółek.

Na zdjęciu jedna z rzeźb i fontanna :

W słoneczne dni można po parku przyjemnie pospacerować ( to właśnie uwielbiam tam robić ),pojeździć na rowerze, bądź na rolach a nawet  poopalać się na kocyku …………… ale zimą też jest pięknie i przy tym spokojnie ( chociaż ja tam jeszcze zimą nie byłam ).

Spacerując i obserwując przyrodę zawsze można coś interesującego zobaczyć- tym razem wpadła mi tam w oko taka żółciutka huba :

A jeden z odpoczynków zrobiliśmy sobie pod takim malowniczym wodospadem ( i mało brakowało, a nasze rozbrykane pociechy powpadały by do niego ):

Oprócz wspomnianego już stawu wodnego na końcu parku znajduje się duży sztuczny zbiornik wodny. Gdy byłam małym dzieckiem (i tata zabrał mnie tam po raz pierwszy) stanęłam na jego brzegu….. i wtedy wydawało mi się, że jest to morze i takie wspomnienie pielęgnowałam w mojej pamięci przed wiele lat . Chociaż podobno podczas obchodzenia go wkoło można natknąć się na taki punkt, gdzie woda praktycznie zlewa się z niebem ( chyba muszę to kiedyś sprawdzić) :

I jest też w parku nowa atrakcja dla dzieci, a mianowicie minizoo ( nasze,  jak tylko o nim usłyszały to od razu chciały tam pędzić ) :

Jako ciekawostkę wspomnę jeszcze, że pierwotnie stała przy wejściu do parku efektowna, potężna brama, która obecnie zdobi główne wejście do chorzowskiego zoo.

Mam nadzieję, że chociaż trochę udało mi się oddać klimat tego pięknego, malowniczego miejsca i zachęcić Was do jego odwiedzenia.

Wpis ten dedykuję w szczególności mojej sympatycznej, anonimowej znajomej, która dzielnie mi towarzyszyła podczas spaceru…….myślę, że jeśli kiedyś przeczyta go,  to zgodzi się ze mną, że jest to miejsce warte odwiedzenia.

A na koniec zgodnie ze słowami Alberta Einsteina : “Wpatrz się głęboko, głęboko w przyrodę, a wtedy wszystko lepiej zrozumiesz.”……………………

ZACHĘCAM WAS DO SPACEROWANIA , OBSERWOWANIA PRZYRODY , KONTAKTU Z NATURĄ – I W TYM TO CELU POLECAM WAM TEN OPISYWANY PRZEZE MNIE PARK W ŚWIERKLAŃCU  :) :) :)

~~ ~~ ~~ POZDRAWIAM WSZYSTKICH ~~ ~~ ~~

Wpis archiwalny – lipiec 2010