12. Park Miniatur Zabytków Dolnego Śląska w KOWARACH

WITAM GORĄCO !!!

Ten wpis jest kontynuacją poprzedniego, a więc drugą częścią mojej fotorelacji z naszego wakacyjnego ( rodzinnego ) wyjazdu na Dolny Śląsk. W poprzednim opisywałam i pokazywałam Wam wszystkie ciekawe miejsca w Karpaczu (w którym mieszkaliśmy). A dzisiaj przejdę do przedstawienia różnych atrakcyjnych miejsc w jego okolicy (które udało mi się zobaczyć).

I jak już napomknęłam w poprzednim wpisie- drugiego dnia pobytu wybraliśmy się do Kowar- do Parku Miniatur Zabytków Dolnego Śląska. I teraz najchętniej opisałabym Wam i pokazała na zdjęciach każdą ze znajdujących się tam miniatur, ale w ten sposób powstałaby książka, więc ograniczę się tylko do pokazania kilku wybranych i opowiedzenia  tak ogólnie o tym parku. Jego twórcą jest Marian Piasecki- z zawodu elektronik-informatyk, specjalista od zabezpieczeń systemów reaktorów atomowych……a z zamiłowania miłośnik architektury i sztuki. Wiele lat podróżował po świecie, oglądając cuda natury….. aż pewnego dnia postanowił powrócić do krainy swojego dzieciństwa i zrealizować ( wraz z żoną) pomysł swojego życia. Wydzierżawił halę w Fabryce Dywanów w Kowarach i wraz ze specjalistami zabrał się do pracy. I jak sam przyznaje, miejscowa społeczność z humorem przyglądała się temu przedsięwzięciu, aż do pierwszych widocznych efektów. A efekty te robią wrażenie !!!!!!!! Mnie mówiąc językiem podwórkowym-”opadła kopara” jak zobaczyłam te wszystkie miniaturki. Uroczyste otwarcie parku odbyło się14.08.2003 r. podczas otwarcia Festiwalu Filmów Komediowych w Lubomierzu. Dzisiaj po 8 latach Park odwiedza rocznie ponad 200 tysięcy turystów. Koszty utrzymania jednej miniatury wynoszą od 20 do 200 tysięcy złotych. W ciągu tych 8 lat powstało 40 miniatur, ale to jeszcze nie koniec, bo ciągle powstają nowe (dokładnie 2 tygodnie przed naszą wizytą powitano w Parku Wrocławski Ratusz i jest on obecnie najnowszą miniaturą). Miniatury zabytków znajdujących się w regionie są pomniejszone dokładnie 25 razy, a te które stoją w górach 50-krotnie. Materiały, z których powstają modele są odporne na warunki atmosferyczne (zimą są demontowane i przechowywane w hali). Każda miniatura jest co roku restaurowana.

Po Parku oprowadziła nas sympatyczna pani przewodniki, od niej dowiedzieliśmy się mnóstwo interesujących rzeczy o każdej miniaturze (zabytku). To było takie ekspresowe pokonywanie wielu dziesiątków km, by zwiedzić najciekawsze miejsca na Dolnym Śląsku. Później jeszcze raz sami przeszliśmy się po całym parku, by już na spokojnie obejrzeć i obfotografować sobie każdą miniaturkę……i przy okazji zobaczyć, co udało nam się zapamiętać o niej. Ale się rozpisałam….. ufff……przejdę więc teraz do zdjęć.

I tak na pierwszym zdjęciu (poniżej) Zamek Książ- stanowi on jeden z hitów wśród miniatur, ze względu na wielkość i rozmach budowli. Aktualnie w Książu jest organizowanych wiele atrakcyjnych wystaw i imprez plenerowych( ja niestety jeszcze nigdy nie byłam na tym zamku):

Drugie zdjęcie przedstawia Pałac Myśliwski w Bożkowie ( jest to najwspanialsza posiadłość całego regionu kłodzkiego), a w tle wystaje Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego w Jeleniej Górze ( o naszym zwiedzaniu Jeleniej Góry opowiem Wam dokładniej w którymś z kolejnych wpisów):

Następnie mamy Młyn Papierniczy w Dusznikach-Zdroju. Obecnie znajduje się tam muzeum produkcji papieru, posiadające liczne i cenne eksponaty obrazujące rozwój papiernictwa na całym świecie np. cenne egipskie papirusy. Ciekawostką jest stylowy dach, którego otwierane lufciki służyły do suszenia papieru na strychu budynku:

A na kolejnym zdjęciu- ja z moimi synami przysiadłam sobie przed Zamkiem Czocha. Twierdza ta była wielokrotnie sceną produkcji filmowych, na dziedzińcu zamkowym odbywają się coroczne turnieje rycerskie. Z wieży roztacza się przepiękny widok na Góry i Pogórze Izerskie:

Oprócz miniatur zamków, pałaców, kościołów i innych tego typu obiektów w Parku znajdują się też miniatury schronisk- na zdjęciu poniżej Schronisko “Szwajcarka”. Należy ono do najstarszych obiektów turystycznych w Sudetach i jest jedynym obiektem tego typu w Sudetach, wykonanym wyłącznie z drewna. Leży w Górach Sokolich na wys. 520m, na skrzyżowaniu licznych szlaków turystycznych i tras rowerowych. My odwiedziliśmy je w ostatnim dniu naszego wyjazdu…..oj było warto:

A  skoro już jestem przy tematyce górskiej, to powiem Wam, że w parku jest też miniaturowa Śnieżka….. a nawet dwie Śnieżki- gdyż na przestrzeni ostatnich stuleci masyw ten przeszedł wiele zmian- kiedyś Śnieżka miała charakter romantyczny, a obecnie na jej szczycie znajduje się Obserwatorium Meteorologiczne . Na razie nie będę opowiadała  Wam więcej o Śnieżce, gdyż o niej planuję przygotować oddzielny wpis:

Mnie bardzo podobało się w tym miniaturowym miasteczku ( moim Panom zresztą też) i byłam pod tak wielkim wrażeniem, że od tej pory chciałam tylko poszukiwać oryginałów w okolicy i porównywać je z tymi miniaturkami. I pochwalę się Wam, że w ciągu tych kilku dni udało nam się zobaczyć na własne oczy aż 15 zabytków. Jedyne co mi mogło przeszkadzać ( gdybym tak chciała się czegoś czepić) to mnóstwo zwiedzających……tym bardziej, że aura pogodowa nie pozwoliła na pójście w góry. I naprawdę sporo cierpliwości i gimnastyki wymagało ode mnie zrobienie kilku zdjęć, na których przypadkowi ludzie nie wchodziliby mi w kadr.

Na koniec jeszcze taka mała składanka i już opuszczam to piękne miejsce:

A po zwiedzeniu Parku Miniatur udaliśmy się na mały spacerek po Kowarach, by nieco zorientować się w jego topografii i zobaczyć Ratusz ( którego miniaturkę podziwialiśmy wcześniej w Parku). I na zdjęciu już nie miniatura- tylko oryginał:

W Kowarach warto też zwiedzić Sztolnie- My akurat tam nie dotarliśmy, gdyż wspólnie zadecydowaliśmy, że zamiast Sztolni podjedziemy do Miasteczka Western City w pobliskich Ścięgnach. Tam na terenie 5 ha znajduje się 12 drewnianych chat np.”Biuro Szeryfa”, “Bank”, czy “Saloon”, tworzących razem miasteczko rodem z Dzikiego Zachodu. Można tam też zobaczyć prawdziwego szeryfa, a przy odrobinie szczęścia być świadkiem widowiska pod tytułem”Napad na Bank” lub “Najazd Indian”. My załapaliśmy się na “Pokaz Rewolwerowca “. W tym Miasteczku również bardzo nam się podobało, a byłoby jeszcze fajniej, gdyby nie padał deszcz…. no cóż, na pogodę to już nic nie można poradzić.

Zrobiliśmy tam też mnóstwo zdjęć- ale do wpisu wybrałam tylko jedno:

To był bardzo intensywnie i mile spędzony dzień, zresztą jak każdy podczas tego wyjazdu.

POZDRAWIAM WSZYSTKICH czytających moje wpisy, a w szczególności te osoby, które odwiedzają mnie regularnie i komentując mobilizują do dalszego pisania

– Buziaczki dla WAS :*

Wpis archiwalny – sierpień 2010

11. Wakacje w Karpaczu

WITAM SERDECZNIE po krótkiej przerwie – przerwie spowodowanej intensywnością moich wyjazdów – i to zarówno rowerowych jak i samochodowym na moją ukochaną Jurę, a także kilkudniowym, wakacyjnym wyjazdem na Dolny Śląsk. Zaczynając pisać tego bloga obawiałam się, że z braku wyjazdów nie będę miała o czym pisać……a tymczasem tak dużo zwiedzam, że nie mam kiedy usiąść przy komputerze i podzielić się z Wami wrażeniami. Pozostawię więc na razie w mojej pamięci wszystkie jurajskie wycieczki i opiszę Wam ten kilkudniowy – bardzo dla mnie atrakcyjny wypad na Dolny Śląsk.

Zanim to jednak zrobię, to wyjaśnię dlaczego akurat ten region Polski wybrałam na tegoroczne wakacje…….bo przecież wszystkie znające mnie bliżej osoby doskonale wiedzą, że szczególną sympatią darzę Tatry i Zakopane i to tam najbardziej lubię jeździć i tamtymi szklakami wędrować. Otóż w zeszłym roku byliśmy kilka dni w Zakopanem (właśnie w sezonie wakacyjnym) i obeszliśmy praktycznie wszystko co się da obejść z dziećmi i dlatego w tym roku nie było za bardzo sensu ponownie tam jechać. A po za tym wielkie tłumy turystów zarówno w mieście, jak i na szlakach ( zwane złośliwie na forach górskich “stonką wakacyjną” ) zniechęciły mnie do ponownego wyjazdu tam.

I wymyśliłam sobie Karpacz, w którym ostatnim razem byłam 15 lat temu i to jeszcze przelotem ( w drodze na Śnieżkę zwiedziłam w nim tylko Świątynię Wang ). W tej decyzji umocniły mnie jeszcze dodatkowo zdjęcia wstawiane na pewnym forum fotograficznym przez moją znajomą, bo okazało się ,że zarówno Karpacz, jak i jego okolica mają do zaoferowania turystom więcej atrakcji niż do tej pory myślałam. Początkowo miałam w planie w tym jednym wpisie opisać Wam cały mój wyjazd- a więc wszystko co zwiedziłam zarówno w samym Karpaczu, jak i jego okolicy……ale po dłuższym namyśle stwierdziłam, że albo ten wpis byłby strasznie długi ( i chyba nikt nie dobrnąłby z czytaniem do końca ), albo o każdym miejscu musiałabym wspomnieć tylko jednym zdaniem- dlatego przygotuję kilka wpisów ( sama jeszcze nie wiem ile mi ich wyjdzie ).

W tym pierwszym – dzisiejszym opowiem Wam o wszystkich atrakcjach Karpacza, które udało mi się zobaczyć. I tak pierwszym miejscem do którego udaliśmy się zaraz pierwszego dnia po ulokowaniu w pokoju ( a pokoju szukaliśmy dopiero na miejscu, bo postanowiliśmy jechać tam zupełnie w ciemno) była Świątynia Wang:

Jest ona największą atrakcją Karpacza i mieści się w jego górnej części, tuż przy wejściu na teren Karkonoskiego Parku Narodowego.  Zbudowana na przełomie XII i XIII w., pochodzi z południowej Norwegii z miejscowości Vang, położonej nad jeziorem o tej samej nazwie. Ten cenny zabytek wzniesiony na wzór najlepszych przykładów skandynawskiego, drewnianego budownictwa sakralnego (nasycona żywicą, wykazująca niezwykłą trwałość sosna norweska) kupił król pruski Fryderyk Wilhelm IV, za namową hrabiny von Reden z Bukowca. Wpłynęła ona na króla by ten podarował Wang gminie Bruckenberg (Karpacz Górny). Obok kościółka Wang znajduje się parafia ewangelicko – augsburska.

Kościółek faktycznie piękny i pięknie usytuowany, tylko zupełnie nie wiem dlaczego w mojej pamięci wydawał się większy ???

Drugiego dnia po zwiedzeniu Parku Miniatur Zabytków Dolnego Śląska w Kowarach, spacerze po Kowarach i wizycie w Miasteczku Western City w Ścięgnach ( o tym będzie osobny wpis ) dalej zwiedzamy Karpacz. Najpierw udajemy się na tzw. Krucze Skały. Znajdują się one pomiędzy Osiedlem Skalnym, a Wilczą Porębą i stanowią grupę skalną z jasnego granitognejsu o maksymalnej wysokości 25 m. Są doskonałym terenem do uprawiania wspinaczki skałkowej. Z ich górnej części roztacza się jeden z najpiękniejszych widoków na Karkonosze i Śnieżkę (niestety w tym dniu widoczność była kiepska ).

Ta mróweczka na zdjęciu to mój starszy syn Marceli -wkomponowany w kadr, doskonale pokazuje ogrom tych bloków skalnych:

Po obejściu Kruczych Skał podjeżdżamy do centrum miasta – zwiedzamy tam dwa kościoły i udajemy się na słynną Zaporę na Łomnicy. Została ona zbudowana w ramach programu przeciwpowodziowego w latach 1910-1915 i tworzy niewielkie jeziorko zaporowe. Koroną zapory poprowadzony jest szlak turystyczny :

I pomimo padającego deszczyku spacerujemy sobie po zaporze i wokół jeziorka. Muszę przyznać, że to bardzo malownicze miejsce. W pobliżu wypatrzyłam też takie oto skały:

Wracając do miasta przechodzimy obok tzw. Lipy Sądowej.  Stanowi ona pomnik przyrody, bowiem wiek drzewa wynosi przeszło 250 lat, obwód ponad 5 m a wysokość przekracza 22 m. Lipa to drzewo przyjaźni i społeczności lokalnej.Właśnie do tej lipy przylgnęła nazwa “sądowa”, gdyż pod nią sądzono przestępców naruszających prawo osady. Kary były surowe i niezależne od pochodzenia. Na skwerku obok lipy rosną inne ciekawe gatunki drzew jak np.: wierzba płacząca, świerk kłujący czy tulipanowiec amerykański. Na ławeczkach pod drzewami chętnie odpoczywają mieszkańcy i turyści ( my też sobie odpoczęliśmy chwilkę ):

W Karpaczu znajdują się dwa muzea, które koniecznie trzeba odwiedzić – Muzeum Zabawek i Muzeum sportu i Turystyki Regionu Karkonoszy. My mieliśmy tak napięty program wyjazdu, że do pierwszego z nich- Muzeum Zabawek udaliśmy się dopiero ostatniego dnia, tuż przed wyjazdem z Karpacza. Prezentuje ono unikalną w skali światowej kolekcję lalek i zabawek z całego świata- zbiór liczy ponad 2 tysiące ( powstałych na przestrzeni 200 lat) eksponatów. Najliczniejszą część ekspozycji stanowi podarowana Karpaczowi kolekcja Henryka Tomaszewskiego- wybitnego artysty i twórcy Wrocławskiego Teatru Pantomimy.

Mój starszy syn był zachwycony eksponatami, natomiast młodszy jak zwykle wolał wszędzie biegać niż podziwiać zabawki ( aż dziwne!!!!!! ), a ja oczywiście chciałam wszystko obfotografować :

Drugim muzeum w Karpaczu jest Muzeum Sportu i Turystyki. Znajduje się ono przy ulicy Kopernika w zabytkowej górskiej chacie o konstrukcji przysłupowej.  Można tu obejrzeć eksponaty podzielone tematycznie na kilka działów: historia turystyki karkonoskiej, dzieje sportu zimowego w Karkonoszach, środowisko przyrodnicze Karkonoszy. Organizowane są również wystawy czasowe:

Niestety z braku czasu nie zwiedziliśmy go w środku….nie mogę tego przeboleć, więc chyba będę musiała jeszcze powrócić do Karpacza.

A jeszcze jako ciekawostkę wspomnę, że obok tego muzeum znajduje się najkrótsza ulica w Polsce.

Czwartego dnia wjeżdżamy kolejką na Kopę i stamtąd idziemy na Śnieżkę ( o tym też opowiem Wam dokładnie innym razem ), dzisiaj tylko powiem, że niedaleko tej dolnej stacji kolejki znajduje się tzw. Wodospad Dziki. Powstał on w wyniku spiętrzenia wód rzeki Łomnicy. Ta spadająca z kilkumetrowej wysokości górska woda, rozpryskując się na kamieniach daje doskonałą ochłodę w upalne dni:

Niedaleko tego wodospadu na ulicy Strażackiej jest takie miejsce- miejsce zaburzenia grawitacji.  Zjawisko to polega na tym, że gdy zatrzymamy samochód i wyłączymy silnik, samochód zaczyna toczyć się pod górę wbrew prawom grawitacji. My akurat tego nie próbowaliśmy, bo przechodziliśmy tamtędy pieszo.

Oprócz tych opisywanych i pokazywanych przeze mnie atrakcji w Karpaczu znajduje się również Letni Tor Saneczkowy( Kolorowa), Park Linowy, Karkonoskie Drezyny, mnóstwo restauracji, barów i kawiarni. Karpacz jest również doskonałą bazą wypadową w Karkonosze- ułatwia to też wspominany przeze mnie wyciąg linowy ( kolej linowa) na Kopę. I myślę, że grzechem byłoby będąc w Karpaczu nie zaliczyć Śnieżki- 1602 m npm – najwyższy szczyt Sudetów ( o naszym zdobywaniu Śnieżki opowiem Wam innym razem )…. czy też wybrać się szlakiem do Słonecznika i Pielgrzymów ( my widzieliśmy je tylko z daleka ). Na miłośników rowerów czekają też w Karpaczu liczne trasy rowerowe.

Sami więc widzicie jak atrakcyjnym miasteczkiem jest teraz Karpacz – cieszę się, że to akurat w nim spędziłam tegoroczne wakacje !!!!!!!!!!!!!

POZDRAWIAM WSZYSTKICH i zapraszam na moje kolejne wpisy !!!

Wpis archiwalny – sierpień 2010

10. Park w Świerklańcu

WITAM  SERDECZNIE !!!

Ostatnio zachwycałam się nowo powstałym Parkiem Zamków Jurajskich-OGRODZIENIEC ……a dzisiaj zapraszam Wam na spacer do zupełnie innego parku, a mianowicie- pięknego, malowniczego Parku w Świerklańcu. Do jurajskich klimatów oczywiście jeszcze powrócę i to wielokrotnie, bo ciągle coś nowego tam zwiedzam- samochodem, bądź na rowerze, tylko brakuje mi czasu na pisanie relacji ( chyba dopiero w długie jesienne wieczory ponadrabiam te zaległości ).

Park w Świerklańcu ( niedaleko Tarnowskich Gór, przy głównej szosie do Piekar Śląskich ) to idealne miejsce na weekendowy spacer , i to nie tylko dla mieszkańców najbliższej okolicy. Sama mam do niego ponad 20 km, a staram się  odwiedzać go przynajmniej raz w roku.

Ten piękny park z bogatym starodrzewiem założyli już w XVIII wieku Donnersmarckowie, obok istniejącego wówczas zamku (niestety obecnie już go nie ma).

W roku 1865 berliński architekt Gustaw Mayer opracował projekt nowego założenia parkowego. Kompozycja w stylu angielskim wzorowana na angielskim Hyde Parku objęła polany i swobodnie rozłożone grupy drzew i krzewów.

Dziś, ten prawie 200-letni park krajobrazowy, zakwalifikowany został do zabytków pierwszej kategorii. Sam park ma 154 hektary i można tutaj podziwiać stuletnie dęby, kasztanowce, sosny wejmutki i wiele innych cennych drzew.

Niestety dzisiaj ten zespół pałacowo-parkowy nie przypomina już dawnej, jednej z najpiękniejszych rezydencji magnackich Europy, ale i tak cieszy oko i ducha…….a o utrzymanie parku w jak najlepszym stanie dba obecny gospodarz – GOSiR (Gminny Ośrodek Sportu i Rekreacji).

Ja bardzo lubię tam jeździć i spacerować. Tym razem było szczególnie miło, gdyż umówiłam się tam ze znajomą-  my spacerując mogłyśmy sobie porozmawiać i pofotografować, a nasze dzieci wybiegały się za wszystkie czasy. A pogoda była wprost wymarzona na taką wycieczkę, tym bardziej, że  było to dokładnie 2 miesiące temu i był to jeden z pierwszych takich ładnych dni.

Poniżej zdjęcie zrobione podczas obchodzenia wkoło znajdującego się w parku stawu wodnego:

Jak już napomknęłam, dawniej na terenie parku stał piastowski zamek, który był pierwszą siedzibą Donnersmarcków na Górnym Śląsku. Wcześniej jednym z jego właścicieli był książę opolski Jan II Dobry, po nim Hohenzollernowie. Zamek ten spalono w 1945 r.

Obecnie na terenie parku stoi Pałac Kawalera (dawniej Dom Kawalera).

Wybudowany został w latach 1903-1906 wg projektu Ernsta von Ihne. Powstał on jako pałac dla gości księcia Guido.

Jednym z pierwszych przybyłych tu gości był cesarz niemiecki Wilhelm II. W latach 1924-1937 mieszkał tu wcześniejszy prezydent Szwajcarii, który miał dopilnować przestrzegania praw mniejszości.

Później mieszkała tam rodzina syna Guido – księcia Guidotta. Nad wejściem głównym znajduje się herb książąt Donnersmarcków.                                                              Obecnie mieści się tutaj restauracja i hotel :

Wśród wielu ciekawostek na terenie parku znajduje się wspomniany już przeze mnie Pałac Kawalera i staw wodny ,a także amfiteatr z początku XX wieku – fragment dawnej muszli koncertowej oraz kamienne mosty (i nie tylko kamienne), rzeźby pozostałe z czasów świetności, kordegarda stojąca przy wejściu do parku i śliczny kościółek.

Na zdjęciu jedna z rzeźb i fontanna :

W słoneczne dni można po parku przyjemnie pospacerować ( to właśnie uwielbiam tam robić ),pojeździć na rowerze, bądź na rolach a nawet  poopalać się na kocyku …………… ale zimą też jest pięknie i przy tym spokojnie ( chociaż ja tam jeszcze zimą nie byłam ).

Spacerując i obserwując przyrodę zawsze można coś interesującego zobaczyć- tym razem wpadła mi tam w oko taka żółciutka huba :

A jeden z odpoczynków zrobiliśmy sobie pod takim malowniczym wodospadem ( i mało brakowało, a nasze rozbrykane pociechy powpadały by do niego ):

Oprócz wspomnianego już stawu wodnego na końcu parku znajduje się duży sztuczny zbiornik wodny. Gdy byłam małym dzieckiem (i tata zabrał mnie tam po raz pierwszy) stanęłam na jego brzegu….. i wtedy wydawało mi się, że jest to morze i takie wspomnienie pielęgnowałam w mojej pamięci przed wiele lat . Chociaż podobno podczas obchodzenia go wkoło można natknąć się na taki punkt, gdzie woda praktycznie zlewa się z niebem ( chyba muszę to kiedyś sprawdzić) :

I jest też w parku nowa atrakcja dla dzieci, a mianowicie minizoo ( nasze,  jak tylko o nim usłyszały to od razu chciały tam pędzić ) :

Jako ciekawostkę wspomnę jeszcze, że pierwotnie stała przy wejściu do parku efektowna, potężna brama, która obecnie zdobi główne wejście do chorzowskiego zoo.

Mam nadzieję, że chociaż trochę udało mi się oddać klimat tego pięknego, malowniczego miejsca i zachęcić Was do jego odwiedzenia.

Wpis ten dedykuję w szczególności mojej sympatycznej, anonimowej znajomej, która dzielnie mi towarzyszyła podczas spaceru…….myślę, że jeśli kiedyś przeczyta go,  to zgodzi się ze mną, że jest to miejsce warte odwiedzenia.

A na koniec zgodnie ze słowami Alberta Einsteina : “Wpatrz się głęboko, głęboko w przyrodę, a wtedy wszystko lepiej zrozumiesz.”……………………

ZACHĘCAM WAS DO SPACEROWANIA , OBSERWOWANIA PRZYRODY , KONTAKTU Z NATURĄ – I W TYM TO CELU POLECAM WAM TEN OPISYWANY PRZEZE MNIE PARK W ŚWIERKLAŃCU  :) :) :)

~~ ~~ ~~ POZDRAWIAM WSZYSTKICH ~~ ~~ ~~

Wpis archiwalny – lipiec 2010

9. Park Zamków Jurajskich – OGRODZIENIEC

WITAM SERDECZNIE !!! ZAPRASZAM NA MÓJ KOLEJNY WPIS !!!

Jak już pewnie zauważyliście szczególną sympatią darzę jurajskie zamki -3 z nich już przedstawiłam bliżej tu na moim blogu, a pozostałe ( mam nadzieję !!!) też wkrótce tu zagoszczą.

Dzisiaj jednak nie będę przedstawiała szczegółowo kolejnego zamku, tylko opowiem Wam o nowo powstałym (otwarcie było 19 czerwca) Parku Zamków Jurajskich- OGRODZIENIEC. Park ten znajduje się w miejscowości Podzamcze, tuż u stóp malowniczo położonych ruin Zamku Ogrodzienieckiego. Jest to prawdziwy “rarytas” dla wszystkich miłośników jurajskich zamków, gdyż w jednym miejscu można zobaczyć makiety wszystkich zamków znajdujących się na “Szlaku Orlich Gniazd” w skali 1:25. Makiety te odtworzone zostały zgodnie z prawdą historyczną, a ich wykonanie poprzedziły wielomiesięczne poszukiwania i opracowania dokumentacji historycznej. Można sobie fajnie porównać wygląd każdego zamku w czasach jego największej świetności z wyglądem obecnych ruin …….i tu przyznam Wam się szczerze, że sama miałam problemy ze skojarzeniem niektórych- tak imponująco wtedy wyglądały i tak niewiele teraz z nich zostało (niestety!!!). Ja jak tylko usłyszałam o planach powstania tego parku, postanowiłam sobie, że koniecznie go odwiedzę. Przeczekałam aż tłum pierwszych zainteresowanych przerzedzi się i wraz z moimi chłopcami wybrałam się tam. I muszę przyznać, że to był bardzo dobry pomysł.Zrobiłam  mnóstwo zdjęć, ale tu do wpisu wybrałam tylko kilka.

Pierwsze z nich przedstawia wejście do tego parku…..specjalnym mostem zwodzonym:

I już jesteśmy na terenie parku…… na pierwszym planie makieta Zamku w Mirowie wraz z opisem i zdjęciem jego obecnego wyglądu, nieco dalej Smoleń, w tle zaś ogrodzenie wraz z mostem zwodzonym ( to samo co na poprzednim zdjęciu, tylko od drugiej strony ) i ruiny wspaniałego Zamku Ogrodzieniec:

Tu jeszcze raz Zamek w Mirowie, tylko w zbliżeniu i od innej strony. Zdradzę Wam, że niedawno też tam byłam wraz z moimi synami i jak tylko znajdę trochę więcej czasu, to też go tu dokładnie opiszę, bo warto :

A tu mój starszy syn zapozował mi przed makietą zamku w Smoleniu (to ten opisywany przeze mnie w poprzednim wpisie). Wspaniały był nieprawdaż ??? I niestety tak niewiele z niego zostało !!!

Kolejne zdjęcie przedstawia Zamek Tęczyn ( używa się też nazwy Tenczyn) znajduje się on na terenie wsi Rudno/Krzeszowic woj. małopolskie. Szkoda, że z każdym rokiem popada on w coraz większą ruinę :

Następnie mamy Zamek Babice – zwany inaczej Lipowcem  (oj dawno  tam już nie byłam):

Oraz Zamek w  Będzinie- zrekonstruowany po II Wojnie Światowej do dzisiaj wspaniale góruje nad miastem:

Ostatnim zamkiem, którego zdjęcie wybrałam jest Zamek w Siewierzu ( opisywałam go dokładnie w jednym z pierwszych wpisów, więc można sobie przy okazji porównać jego wygląd kiedyś i dziś ):

Oprócz podziwiania makiet w parku można też zobaczyć repliki maszyn oblężniczych z okresu średniowiecza m. in. katapultę miotającą pociski, balistę – rodzaj kuszy na kołach, a także trebusz – efektowną machinę miotającą pociski, przypominającą mechaniczną procę ( w ich oryginalnych rozmiarach ) :

Na dzieci czeka tam też atrakcyjny plac zabaw ( te atrakcje są wliczone w cenę biletu, który wynosi 14- zł dla dorosłych, 10zł- dla dzieci …..z tym, że jak ja tam byłam to była promocyjna cena 10 zł dla wszystkich powyżej 3 roku życia ). Zestaw atrakcji ma się jeszcze z czasem powiększyć- niebawem ma przyjechać Wawel i będzie to największa makieta w parku.

Jako ciekawostkę i zarazem ważną informację wspomnę jeszcze, że na terenie Jury powstał niedawno (otwarcie było 4 lipca) jeszcze jeden tego typu park- Park Miniatur Zamków w Piasku/Janowa (na terenie restauracji Gościniec). Tam przedstawione są miniatury zamków w ich obecnym stanie i są w skali 1:20, więc zameczki są nieco większe niż te w Ogrodzieńcu. Myślę, że warto będzie się tam też wybrać.

Po dokładnym zwiedzeniu parku i zabawie na placu zabaw zrobiliśmy sobie małą wycieczkę wokoło ruin Zamku Ogrodzieniec, niestety na wejście do środka brakło nam już czasu ( głównie dlatego, że z moim zbuntowanym 2-latkiem wszystko trwa 5 razy dłużej niż normalnie). Ale ponieważ mój starszy syn nie może tego przeboleć, wybieramy się tam wkrótce ponownie i po tej wizycie przygotuję wpis poświęcony już tylko temu wspaniałemu zamkowi.

PODSUMOWUJĄC – Warto było odwiedzić ten Park Zamków Jurajskich……teraz już nie będę sobie musiała wyobrażać jak kiedyś wyglądały wszystkie jurajskie zamki. Mój starszy syn dowiedział się sporo nowych rzeczy na temat zamków i Jury ( a więc dla niego ta wycieczka miała również charakter edukacyjny). A młodszy…..no cóż jego interesowały tylko zjeżdżalnie, piaskownica i bieganie wśród makiet……mam jednak cichą nadzieję, że z czasem polubi też zwiedzanie i doceni piękno Jury.

POZDRAWIAM  WSZYSTKICH  MIŁOŚNIKÓW  JURAJSKICH  ZAMKÓW I PARKÓW MINIATUR !!! A TAKŻE WSZYSTKIE OSOBY CZYTAJĄCE MOJE WPISY  ***

Wpis archiwalny – lipiec 2010

8. Zamek w Smoleniu

WITAM  SERDECZNIE  WSZYSTKICH  CZYTAJĄCYCH  MOJE  WPISY !!!!!!!!!!

Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam kolejny jurajski zamek- ZAMEK W SMOLENIU – znajduje się on we wspomnianej wsi Smoleń w województwie śląskim, na “Szlaku Orlich Gniazd” oraz “Jurajskim Rowerowym Szlaku Orlich Gniazd”.

Na początek przytoczę troszkę informacji o tym zamku zaczerpniętych z internetu, bo wydały mi się one interesujące :

Zamek został wzniesiony w połowie XIV wieku, najprawdopodobniej przez Ottona z Pilczy herbu Topór i zastąpił istniejącą tu wcześniej strażnicę. Z początku był to mały, wieloboczny, kamienny obiekt zwężający się przy wysokiej, cylindrycznej wieży. W późniejszych latach u stóp skały dobudowano dwa zamki dolne, otoczone grubymi murami z bramą wjazdową, która zachowała się do dziś. Na dziedzińcu zamkowym znajduje się studnia, którą według tradycji wykuć mieli jeńcy tatarscy, a jej głębokość miała wynosić 200 m.

W XVI wieku zamek nabył Seweryn Boner i przekształcił go w renesansową rezydencję. Później warownia przeszła w ręce Padniewskich, jednakże pomimo modernizacji bardzo szybko przestała wystarczać rosnącym w potęgę i bogactwo właścicielom. Ograniczona powierzchnia wzgórza utrudniała dalszą rozbudowę, zaś kiepskie połączenia komunikacyjne spowodowały, że Padniewscy postanowili przenieść się do Pilicy, gdzie było dość miejsca, by wybudować nową, okazalszą siedzibę.

Zamek pozostawiony zaczął niszczeć, zaś jego los przypieczętowali Szwedzi, dewastując go w 1655 roku.

W okresie letnim z daleka można zobaczyć jedynie mały fragment wieży nieśmiało wyłaniający się z jednego ze wzgórz :)

Ze znajdującego się u podnóża zamku parkingu, na jego szczyt prowadzi specjalnie wytyczona dla turystów ścieżka.W czasach swojej świetności z pewnością wspaniale górował nad okolicą- teraz niestety pozostały jedynie fragmenty murów porośnięte drzewami i krzakami :

Od czasu mojej ostatniej wizyty 7 lat temu nic się tu praktycznie nie zmieniło ( obejrzałam sobie nawet zdjęcia zrobione wtedy, by nabrać tej pewności ). I o ile inne jurajskie zamki są remontowane bądź rozbudowywane ten został potraktowany raczej po macoszemu. Mam wrażenie, że turyści też wolą raczej odwiedzić rozreklamowany i wspaniały Ogrodzieniec, czy Mirów i Bobolice ( wkrótce też zagoszczą na moim blogu ) niż ruiny tego zapuszczonego wśród drzew zamku. Mnie jednak tym razem właśnie tam poniosło i wcale tego nie żałuję. W ciszy i spokoju ( mimo, że był to piękny wakacyjny dzień) przespacerowałam się wśród tych historycznych ruin, zajrzałam w każdy zakamarek, zrobiłam sporo zdjęć:

Niestety nie da się ująć go ( zamku) na jednym zdjęciu – trzeba fotografować go fragmentarycznie ( ewentualnie można zrobić panoramę ):

Kolejne ujęcie- widok z okna :

I jeszcze jedno- tym razem na wieżę ( niestety nie ma możliwości na nią wejść….. co prawda śmiałkowie to robią, ale ja z dwójką małych dzieci nie porywałam się na takie szaleństwo ) 😉

Tyle na temat zamku-myślę, że chociaż troszkę zachęciłam Was do jego odwiedzenia.

A skoro już wybrałam się w tą okolicę , to zatrzymałam się również w niedaleko znajdującej się od Smolenia PILICY. I teraz pokrótce opowiem Wam co warto w niej zobaczyć. Po pierwsze – Sanktuarium Matki Bożej Śnieżnej – Opiekunki Rodzin wraz z pięknie zadbanym przez franciszkanów otoczeniem. Jako ciekawostkę powiem, że w tym kościele i klasztorze pracował jako gwardian w latach 1924- 1930 bł. ojciec Narcyz Turchan z grona 108 polskich męczenników II Wojny Światowej:

Następnie warto zobaczyć w Pilicy Kościół- Św. Jana Chrzciciela i Św. Jana Ewangelisty, zabytkowy zamek z parkiem , ruiny klasztoru oo augustianów ( tym razem czas mi nie pozwolił podjechać tam ), historyczny drewniany kościół św. apostołów Piotra i Pawła ……a odpocząć po zwiedzaniu można sobie na Rynku, zajadając pyszne lody- właśnie to zrobiłam wraz z moimi dziećmi.

Ten wyjazd to była taka typowa samochodowa objazdówka. Zatrzymałam się jeszcze w Biskupicach, gdzie znajduje się cmentarz wojenny poległych w czasie I Wojny Światowej, a także w Gieble, gdzie z kolei zwiedziłam kościół Św. Jakuba Apostoła i dworek szlachecki . Obecnie w tym dworku znajduje się biblioteka ( nawet w wakacje odbywają się tam zajęcia dla dzieci ) i właśnie od przemiłych pań bibliotekarek dowiedziałam się kilku interesujących rzeczy…….między innymi o nowościach turystycznych w Gminie Ogrodzieniec. Zachęcona wybiorę się tam wkrótce, a później i Wam o tym opowiem.

Na koniec jeszcze raz zachęcam do odwiedzenia Smolenia i Pilicy, oraz odkrywania uroków Jury Krakowsko- Częstochowskiej !!!

~~ ~~ ~~ POZDRAWIAM ~~ ~~ ~~

Wpis archiwalny – lipiec 2010

7. W Żarkach

WITAM SERDECZNIE !!!    ZAPRASZAM NA KOLEJNY WPIS !!!

Eric- Emmanuel Schmitt powiedział, że ” Piękno […] jest wszędzie. Gdziekolwiek zwrócisz oczy “.  Mnie zaś nie pozostaje nic innego jak tylko zgodzić się z tymi jego słowami. I ja ostatnio zwróciłam moje oczy ( a właściwie to rower ) w kierunku Sanktuarium Matki Bożej Leśniowskiej Patronki Rodzin ( Leśniów- dzielnica Żarek, powiat myszkowski, woj. śląskie ):

Już od czasu wyprawy do Rzędkowickich Skał ( poprzedni wpis ) marzyło mi się pojechać tam na rowerze………ale albo pogoda, albo fakt, że nie miał mi kto zostać z młodszym synem na dłużej sprawiało,że wyjazd ten był ciągle odkładany. I w końcu, pomimo wiszącego w powietrzu deszczu zdecydowałam, że jadę !!!!!!!

To był ryzykowny wyjazd, bo po przejechaniu zaledwie 3 km zaczęło siąpić, a do docelowego punktu miałam ich do przejechania ponad 20. No cóż stwierdziłam jednak, że z cukru nie jestem i nie rozpuszczę się, a na siedzenie w domu nie miałam jakoś ochoty.

Ten deszczyk nie przeszkadzał mi nawet w fotografowaniu napotkanych po drodze roślinek :

Kila dni wcześniej podczas robienia takich zdjęć usłyszałam ( od obserwującej mnie osoby ), że jestem “nienormalna “- “bo ja rozumię, że można robić zdjęcia dzieciom, czy jakimś widokom, ale żeby robić zdjęcia jakimś badylom ??? Ty to chyba jesteś nienormalna??? “.

No cóż ja fotografuję wszystko , co moim zdaniem zasługuje na uwiecznienie i wcale nie uważam, że jestem z tego powodu “nienormalna” :

Całą drogę do Sanktuarium towarzyszyły mi emocje- bo jak już przestał padać deszczyk, to zaczęło mi coś skrzypieć w rowerze, a na koniec zorientowałam się, że nie zabrałam z domu portfela z pieniędzmi i dokumentami ( cała ja !!! – pieniędzy nie wzięłam, ale za to w plecaku wiozłam aż 2 aparaty fotograficzne !!! ).

Po ponad 2 godzinach jazdy dojechałam do Żarek. Zanim jednak udałam się do Sanktuarium zwiedziłam co nieco w miasteczku. I muszę stwierdzić, że miło mnie zaskoczyły zmiany jakie tu zaszły od czasu mojej ostatniej wizyty kilka lat temu.

Przed kościołem Świętych Szymona i Judy Tadeusza ( zbudowany w latach 1518- 1522 kosztem i staraniem kasztelana wieluńskiego Marcina myszkowskiego) znajduje się bardzo ładnie utrzymany plac Ojca Świętego Jana Pawła II :

Następnie podjechałam do zabytkowego kościółka Św. Barbary, który odnowiony z zewnątrz jest teraz remontowany w środku ( akurat był otwarty i mogłam na własne oczy zobaczyć  przebieg tych prac). Myślę, że za jakiś czas warto będzie odwiedzić go ponownie.

W Żarkach jest sporo ciekawych i zabytkowych obiektów. Na uwagę zasługuje również kompleks zabytkowych stodół- tu pomiędzy nimi odbywają się co środę i sobotę słynne żareckie jarmarki ( wielu spośród moich znajomych tam jeździ ).

I w końcu docieram do Sanktuarium Matki Bożej Leśniowkiej- sanktuarium składa się z następujących budynków: kościoła p.w. Nawiedzenia NMP, ołtarza polowego, kaplicy nad źródłem, klasztoru, dzwonnicy, domu pielgrzyma.Pochodząca z 1559 r., najstarsza część kościoła ma charakter gotycko- renesansowy.Po północnej stronie kościoła znajduje się klasztor składający się z czterech skrzydeł.

Na uwagę zasługuje zarówno Sanktuarium, jak i jego pięknie zadbane otoczenie. Zmęczona po podróży, przysiadłam sobie na ławeczce, posłuchałam odbywającej się akurat mszy św. i nabożeństwa czerwcowego, a nst. obeszłam cały teren:

Można tu też nabyć wodę ( podobno o właściwościach leczniczych).

Według legendy – w 1382 r. zmierzający do Opola z Rusi książę Władysław Opolczyk postanowił zrobić postój na polanie opodal drewnianego kościółka. Wiózł on ze sobą ikonę Matki Boskiej Bełzkiej, obraz, który miał się stać ośrodkiem kultu maryjnego na Jasnej Górze lepiej znanego jako Obraz Matki Boskiej Częstochowskiej oraz figurę Maryi z Dzieciątkiem na ręku. Jako że wędrowcy nie mieli picia przeto modlili się przed wyruszeniem o siły na drogę i szczęśliwy powrót do Opola. Nagle stał się cud: Wtem rzeźba Maryji jakby złotą łuną się okryła. Z miejsca wskazanego ręka Dzieciątka, spod omszałego kamienia, wybiła krystaliczna struga wody, mieniąca się w słońcu srebrem i błękitem. Woda miała przy tym właściwości niezwykłe. Znużeni odzyskiwali siły, przemyte wodą rany natychmiast się goiły, chorzy odzyskiwali zdrowie… Wdzięczny za łaskę Maryji książę Władysław Opolski pozostawił świętą figurę w małym drewnianym kościółku Leśniowskim (  znalezione w internecie ).

Obok głównego wejścia do sanktuarium znajduje się taka pamiątkowa tablica:

Zajrzałam też dyskretnie do środka ( ciągle odbywało się tam nabożeństwo, a ja nie mogłam już czekać aż się skończy). Tak szczerze to w moim sportowym stroju i z obłoconym rowerem to raczej wyróżniałam się w tłumie. I tu nastąpiło ciekawe zjawisko, a mianowicie wyjęłam aparat i zrobiłam zdjęcie……a wszystkie stojące obok mnie osoby najpierw obrzuciły mnie karcącym wzrokiem, a następnie też powyciągały aparaty i robiły zdjęcia ( woooooo !!! ).

Ostatnie spojrzenie na sanktuarium…….chwila refleksji…….bo ostatnim razem byłam tu w towarzystwie mojej nieżyjącej już mamy, a pierwszy raz zaraz po komunii na takiej specjalnej pielgrzymce dzieci komunijnych.

Droga do domu upłynęła mi bezkolizyjnie, szybko, chociaż nie byłam zachwycona trasą, bo większą jej część jechałam dosyć ruchliwą drogą, bez wyznaczonego pobocza i musiałam uważać na śmigające obok mnie samochody.

Wyprawę zaliczam jednak do udanych !!!

I znowu na koniec zachęcam Wszystkich do aktywności ruchowej oraz dostrzegania piękna wokół nas !!!

~~ * ~~ POZDRAWIAM ~~ * ~~

Wpis archiwalny – czerwiec 2010

6. Rzędkowickie Skały

Rzędkowickie Skały to grupa skał wapiennych, położona na wschód od wsi Rzędkowice w gminie Włodowice na Wyżynie Krakowsko- Częstochowskiej. Wraz ze Skałami Kroczyckimi i Podlesickimi są jednym z największych i najpiękniejszych skupisk ostańców na Jurze ( Wyżynie Krakowsko- Częstochowskiej ).

Mnie już od dawna korciło, by wybrać się tam, ale jakoś ciągle nie było mi po drodze.

Aż pewnego dnia……..przyszła do mnie do południa znajoma na kawkę i tak siedząc i  zajadając się ciasteczkami wymyśliłyśmy, że fajnie byłoby wybrać się razem gdzieś na rower ( a pogoda póki co nie sprzyjała za bardzo takim rowerowym wycieczkom ). I w ten sposób narodził się pomysł na ten wyjazd. A popołudniu ( o dziwo !!! ) nie padało, nie wiało i nawet słonko nieśmiało zaczęło się przebijać.  Idąc więc za ciosem zapakowałyśmy plecaki, mapę, wsiadłyśmy na rowery i z uśmiechami na twarzy ruszyłyśmy na nasz rowerowy podbój Jury.

Muszę przyznać, że w miłym towarzystwie, przy pięknej pogodzie  ( słonko nam świeciło- hura !!!!!!! ), wśród malowniczych rzepakowych pól ( zachwycona nimi co chwilę schodziłam z roweru, by zrobić jakieś zdjęcie) …………. jechało mi się REWELACYJNIE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Po drodze zwiedziłyśmy też kościół św. Bartłomieja we Włodowicach ( w stylu barokowym ), bo ja przecież nie przejdę obojętnie wobec żadnego obiektu, który można zwiedzić i obfotografować. Wspaniałe wnętrze tego kościoła zachwyciło mnie :

Po ponad 2 godzinach jazdy wyłoniły się na horyzoncie Rzędkowickie Skały.  Włączyłyśmy więc “5 bieg ” i w ekspresowym tempie dojechałyśmy na miejsce.

I wtedy rozejrzałam się wkoło, wyjęłam mój aparat i dosłownie poczułam się , jak w siódmym niebie:

Rzędkowickie Skały tworzą łańcuch ostańców skalnych na długości ponad 1 km – jest więc gdzie spacerować i co podziwiać :

Obecnie Rzędkowickie Skały znane są przede wszystkim z licznych tras wspinaczkowych. Znajdujące się tu drogi wspinaczkowe mają ok. 10-20 metrów, aczkolwiek niektóre z nich – np. na Okienniku Rzędkowickim– dochodzą nawet do 35 metrów .

My też  natknęłyśmy się na kilku pasjonatów wspinaczki skałkowej i mogłyśmy zobaczyć jak sobie radzą na tych ścianach skalnych:

Jedyną wadą tego miejsca są tłumy ludzi ( zwłaszcza w weekendy i wakacje ).

My akurat byłyśmy tam w środku tygodnia i oprócz wspinających się nie było turystów, więc mogłam sobie focić w spokoju :

Niestety nasze rowery i biegnący szybko czas spowodowały, że nie udało nam się obejść wszystkich skałek. A po za tym już zaczynało zachodzić słonko ( oj marzę teraz o tym, by móc kiedyś zobaczyć całkowity zachód słońca w tej fantastycznej jurajskiej scenerii)……….. i trzeba było wracać do domu, bo pokonanie 23 km zajmuje jednak trochę czasu.

Podsumowując…………

To była SUPER WYPRAWA- w końcu przejechałam się gdzieś dalej na rowerze ( i to na dodatek w miłym towarzystwie i przy sprzyjającej pogodzie ), zobaczyłam piękne miejsce, zrobiłam sporo zdjęć, troszkę schudłam………. i co najważniejsze – naładowałam moje akumulatory, by dalej zmagać się z przeciwnościami losu !!!

ZACHĘCAM WSZYSTKICH do aktywności ruchowej, a także ( o ile to jest tylko możliwe ) poznawania Jury Krakowsko-Częstochowskiej !!!

~~ *** ~~ ~~ POZDRAWIAM ~~ ~~ *** ~~

Wpis archiwalny – czerwiec 2010

5. Nad Zalewem Przeczyce

WITAM  SERDECZNIE  WSZYSTKICH  ZAGLĄDAJĄCYCH  NA  MÓJ BLOG  !!!

Zacznę może od tego, że ten wpis miał być o zupełnie innym miejscu, ale jak to często w życiu bywa nie wszystko można zawsze zaplanować i zrealizować – tak było i tym razem. Przez cały maj praktycznie padało i pogoda zupełnie nie sprzyjała wycieczkom, a ja już tak byłam spragniona jakiegoś wyjazdu, że pomimo pojawiających się na niebie groźnych chmur (słoneczko pięknie świeciło i póki co nie padało), zdecydowałam, że jadę w teren. Niestety zaplanowane miejsce było nieco odległe i dosłownie w połowie drogi złapała mnie straszna burza – sama pojechałabym z pewnością dalej, ale z dziećmi nie miało to sensu. Zawróciłam więc (z bólem serca) w kierunku domu, a żeby jeszcze do niego nie wracać postanowiłam zrobić nam taki mały spacerek nad niedaleko leżącym od domu – Zalewem Przeczyce :)

O tym, że nad tym sztucznym jeziorem może się podobać świadczą powstałe (i nadal powstające) ośrodki wypoczynkowe, domki kempingowe, zajazdy, restauracje, rozwijająca się agroturystyka, a także tłumy ludzi w sezonie letnim :)

Ja osobiście wolę tu przyjeżdżać w spokojniejszym okresie (wczesną wiosną, bądź jesienią)……by w ciszy i spokoju pospacerować sobie nad wodą, porozmyślać i oczywiście porobić zdjęcia :)

Andrzej Czesław Klimuszko powiedział                                                                     “Chcesz być zdrowy, młody, nie stroń nigdy od wody.”

No cóż….. ja nie stronię, ale będąc tam zdecydowanie wolę spacerować i wpatrywać się w wodę, niż zażywać kąpieli wodnych, a to dlatego, że ta pięknie wyglądająca na zdjęciach woda w rzeczywistości jest brudna :(

Tym razem jednak oprócz podziwiania malowniczych widoków mogłam na własne oczy przekonać się jakim strasznym żywiołem jest woda:

” Woda to żywioł płynny- nie pozwoli się tak łatwo zdominować” (P. Coelho)

Nie dokonała ona wprawdzie takich zniszczeń jak w innych częściach kraju, ale znacznie podwyższony jej poziom zalał całkowicie plażę, a także budynki znajdujące się najbliżej jeziora :(

” (…) nic nie stoi w miejscu, ani ludzie, ani woda, ani czas “ (Ian Mc Ewan)

To prawda czas biegnie nieubłaganie ……a mnie właśnie się przypomniało jak byłam nad tym jeziorem jesienią zeszłego roku. To był piękny – zwłaszcza jak na listopad dzień. Plaża obsypana kolorowymi liśćmi wyglądała bardzo malowniczo :)

A to już ostatnie zdjęcie – bywam tam jednak często, więc pewnie jeszcze nie raz podzielę się z Wami widokami znad tego jeziora :)

A na koniec żegnając się zostawiam Wam piosenkę Czerwonych Gitar w wykonaniu Krzysztofa Klenczona -” Wróćmy nad jeziora” ……myślę,że będzie ona świetnym uzupełnieniem moich zdjęć 😉

http://youtu.be/2Ue-bsqQtAA

POZDRAWIAM :) :) :)

Wpis archiwalny – maj 2011

4. Zamek “Bąkowiec”

Kolejnym miejscem na Jurze Krakowsko- Częstochowskiej,  które chciałabym przedstawić tu na moim blogu jest ZAMEK  “BĄKOWIEC”  W  MORSKU.  W zeszłym roku byłam tam na rowerze i była to jedna z moich ambitniejszych samotnych wycieczek rowerowych, a w tym roku będąc w pobliżu – zwiedzając przedstawiony w poprzednim wpisie Okiennik Wielki podjechałam tam ponownie samochodem.

To zamek rycerski z przełomu XIV i XVII – dokładna data jego powstania nie jest znana. Obecnie używane określenie „Zamek Morsko”, pojawiło się dopiero w XIX w. – w średniowieczu zamek „Bąkowiec” leżał poza granicami wsi Morsko. Pierwsza wzmianka o Bąkowcu (Bancowecz) pochodzi z 1390 r. i wymienia jako jego dziedzica Mikołaja Strzałę. Wiadomo, że następnie burgrabią zamku był Piotr herbu Lis, a w latach 1413-1434 klucz bąkowiecki należał do Jana z Sieciechowic. W 1435 roku zamek wraz z przynależnymi dobrami przejął kasztelan sądecki Krystyn z Koziegłów i jego potomni. Na przełomie XV i XVI wiekuXVI Morsko posiadali Włodkowie i im przypisuje się wybudowanie nowego murowanego zamku. Wspomina o nim dokument z 1531 roku, kiedy jego właścicielem był Piotr Zborowski. Następnie przeszedł w posiadanie rodziny Brzeskich, a po nich w ręce rodu Giebułtowskich. W czasie najazdu szwedzkiego podzielił los większości zamków na Jurze i opuszczony stopniowo zaczął popadać w ruinę.

Zamek zbudowany był z kamienia wapiennego i został wzniesiony na wysokiej skale na planie nieregularnego wieloboku, o powierzchni około 500 m2. Od strony wschodniej położone było podzamcze zajmujące powierzchnię 800 m2. U podnóża skały, od strony zachodniej znajdowała się, obecnie zasypana, wykuta w litej skale, prostokątna studnia.

Niestety zamku tego nie zwiedza się w środku, na mury też nie wolno wchodzić i jedyne co można zrobić, to obejść go wkoło po specjalnie wytyczonej ścieżce przyrodniczej.

Na kolejnym zdjęciu doskonale widoczne zabudowania wybudowane przez Czeczota :)

Jeszcze raz to samo ujęcie co poprzednio, tylko tym razem przygotowałam je w sepii, by dodać nieco klimatu tej budowli 😉

I pozwolicie, że w tym miejscu przytoczę kilka legend jakie krążą o “Bąkowcu”, bo wydały mi się interesujące:                                                                                                          Jedna z nich opowiada o możnym panu, który zbudował zamek i ukrywał w nim ogromne bogactwa. Pewnego razu, wybrał się wraz ze swą drużyną na wojnę, z której już nie wrócił, a jego skarby nadal spoczywają gdzieś głęboko ukryte.                                         Inna legenda mówi o dwóch braciach Morskich, którzy w dawnych czasach byli panami na zamku Bąkowiec. Prowadzili oni hulaszcze życie i trudnili się rozbójnictwem, czego nie mogli już znieść okoliczni mieszkańcy. Pewnego razu przebrali miarkę – porwali żonę sołtysa. Rozwścieczony mąż postanowił się zemścić i zebrał grupę mężczyzn, aby dać nauczkę zuchwałym braciom. Za bazę wypadową obrał Okiennik Duży i tam przygotowywał swoją drużynę do ataku. Kiedy byli gotowi, uderzyli na zamek i odnieśli zwycięstwo – zamek zburzono, a załogę wybito w pień. Sam mściciel jednak zginął w czasie walki.                                                                                                                Następna legenda również mówi o zemście, która dopadła pewnego okrutnego pana. W dawnych czasach właścicielem zamku był pan Morski, który miał piękną i młodą córkę. Dziewczyna zakochała się z wzajemnością w ubogim młodzieńcu, na co nie chciał się zgodzić jej ojciec. Postanowił zamknąć ją w lochu, gdzie wkrótce zmożona głodem zmarła. Zrozpaczony kochanek postanowił się zemścić, zebrał drużynę i odtąd nękał nieustannie zamek. Nikt nie mógł się dostać do twierdzy, ale też nikt nie mógł z niej wyjść. Mieszkańcy głodowali i w akcie desperacji postanowiła wyjść do otwartej walki przed murami zamku. Kiedy miało dojść do bitwy, rozpętała się nagle potworna burza, a walące z nieba pioruny zburzyły mury zamku i pogrzebały załogę żywcem. Od tego czasu na ruinach zamku, podczas największych burz ukazuje sie czarna postać mściciela. Według innych relacji jest to postać okrutnego pana; jego duch błądzi po nocach, aż do czasu gdy pojawia się białe widmo zagłodzonej córki, która siada na skale i żałośnie płacze.

A to kolejne ujęcie zamku – tzw. mury zamku górnego:

Obchodząc go wkoło, a było to już prawie 2 miesiące temu (wczesną wiosną) natknęłam się na taki piękny dywan :

Warto wiedzieć, że obecnie zamek leży na terenie ośrodka wypoczynkowego pod nazwą Ośrodek Rekreacyjny “Morsko”, będącego od 1999 roku prywatną własnością firmy KEM z Dąbrowy Górniczej . Jedną z wielu atrakcji dla gości tego ośrodka jest m.in. stok narciarski czynny w okresie zimowym i to właśnie głównie wtedy tętni tam życie. Ja niestety w okresie zimowym jeszcze tam nie byłam, dlatego zdjęć w zimowej scenerii nie posiadam.

A to już ostatnie zdjęcie tego zamku, jakie chciałabym Wam pokazać:

Reasumując – jeśli nawet nie jest to najpiękniejszy zamek na „Szlaku Orlich Gniazd”, to  i tak warto zobaczyć go na własne oczy chociaż raz w życiu 😉

POZDRAWIAM I ZAPRASZAM DO CZYTANIA KOLEJNYCH WPISÓW !!!!!!!!!!!! :)

Wpis archiwalny – maj 2010

3. Okiennik Wielki

” Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie”- chyba każdy zna to powiedzenie.

Ja wbrew niemu postanowiłam właśnie poznać to “swoje” i “pochwalić” ….i  w tym to celu wybrałam się na pobliską mi Jurę Krakowsko- Częstochowską. Pięknych miejsc tu sporo- w wielu z nich już byłam kilkakrotnie, w innych tylko raz, a są też  i takie, w których jeszcze nigdy nie byłam. I takim właśnie miejscem był dla mnie do niedawna Okiennik Wielki.

Okiennik Wielki  właściwie znajduje się na gruntach wsi Piaseczno( niedaleko Zawiercia w woj śląskim ), ale potocznie zwie się go Okiennikiem Skarżyckim, gdyż faktycznie jest położony najbliżej tej miejscowości.

Okiennik Wielki to wyniosła i zarazem jedna z najpiękniejszych na Jurze skał jak również jedno z najbardziej ulubionych miejsc do uprawiania wspinaczki skałkowej. Koło szczytu Okiennik przebity jest charakterystycznym ok. 7 metrowym tunelem o średnicy ok. 5 metrów, który jest wymienianym w nazwie skały oknem.

Kolejne ujęcie Okiennika Wielkiego ………….tym razem z innej strony i w nieco groźniejszej odsłonie:

Jak już wspominałam jest to jedno z ulubionych miejsc do uprawiania wspinaczki skałkowej na Jurze Krakowsko- Częstochowskiej.

Miałam to szczęście będąc tam, podziwiać te zmagania człowieka ze skałą ( a to zdjęcie jest tego niezbitym dowodem ) i możecie mi wierzyć, że byłam pod wielkim wrażeniem :

I jeszcze jedna UWAGA dla zwiedzających:

Wejście do okna jest niebezpieczne! Należy uważać również, aby nie podchodzić zbyt blisko krawędzi skał. Odsłonięty teren na którym znajduje się skała powoduje, że często wieją tu silne wiatry mogące śmiałków strącić w kilkudziesięciometrową przepaść.

Wyjaśnię jeszcze, że Okiennik Wielki to nie tylko pojedyncza skała, ale cała grupa skał      ( z tym, że ta posiadająca charakterystyczne okno jest najbardziej rozpoznawalna ). Korzystając z pięknej pogody- spragniona nowych zdjęć obeszłam go z każdej strony i dokładnie obfotografowałam :

Kolejne ujęcie:

I jeszcze jedno- już ostatnie:

Ponieważ ( jak już wspominałam) to był wyjątkowo piękny- słoneczny dzień  szkoda było zbyt szybko wracać do domu i dlatego podjechałam samochodem w jeszcze jedno pobliskie i równie atrakcyjne miejsce …….ale o tym to już opowiem Wam następnym razem.

ZACHĘCAM  GORĄCO  DO  POZNAWANIA  JURY KRAKOWSKO- CZĘSTOCHOWSKIEJ !!!!!!

~~ ***~~ POZDRAWIAM ~~***~~

Wpis archiwalny – maj 2010