105. Dolina Kościeliska… Smreczyński Staw, Jaskinia Mroźna

Szóstego dnia pobytu w Zakopanem (tylko noclegowo, bo dnie spędzaliśmy poza nim ;)) obudził nas intensywny deszcz i zamiast wstać jak zwykle o 6.00, w łóżkach wylegiwaliśmy się aż do godz. 8.00. Spędzić cały dzień w pokoju – to jednak nie w naszym stylu 😉 spacerowanie po Krupówkach z parasolką też nas nie kręciło, a o chodzeniu po górach mowy nie było. Co zatem robić, by dzień nie był stracony ??? W końcu, po namyśle, zdecydowaliśmy się podjechać samochodem do Kir, by przejść się Doliną Kościeliską :)

Samochód zaparkowaliśmy na jednym z licznych  parkingów. Do dolinki tej można też bez problemu dojechać busem z Zakopanego.
W drewnianej wiacie kupiliśmy bilety wstępu do Doliny Kościeliskiej, a tym samym do Tatrzańskiego Parku Narodowego i szeroką drogą, wzdłuż Potoku Kościeliskiego rozpoczęliśmy naszą wędrówkę :)

Dolina Kościeliska to dolina walna, sięgająca od podnóża Tatr do ich głównego grzbietu – grani głównej Tatr. Jest orograficznie prawą odnogą doliny Czarnego Dunajca, do której uchodzi w Kirach. Jej dnem, jak już wspomniałam,  płynie Kościeliski Potok :)

Szalejący 26 grudnia 2013 wiatr halny, podobnie jak i w Dolinie Chochołowskiej poczynił tu straszne spustoszenia :( Idąc, mogliśmy zobaczyć, jeszcze do tej pory nieusunięte, skutki tej wichury :(

Bardzo atrakcyjna Dolina Kościeliska ma ok. 9 km długości, obwód ok. 27 km, a powierzchnię ok. 35 km². Ma liczne boczne odgałęzienia, największe z nich to Dolina Miętusia, Dolina Tomanowa i Dolina Pyszniańska (Pyszna). Pozostałe większe odgałęzienia to: Żleb pod Wysranki, Wąwóz Kraków, Wściekły Żleb, Dolinka Iwanowska, Dolina Smytnia.
Dolina Kościeliska tworzy długi i głęboki wąwóz skalny, ściany którego w trzech miejscach zwanych bramami zbliżają się blisko do siebie. Są to: Niżnia (Brama Kantaka), Pośrednia (Brama Kraszewskiego) i Wyżnia Kościeliska Brama (Brama Raptawicka).

Po półgodzinnym marszu, po prawej stronie zobaczyliśmy kapliczkę tzw. Kapliczkę Zbójnicką :) Idąc Doliną Kościeliską zawsze ją fotografuję, więc i tym razem oczywiście zrobiliśmy koło niej sesję fotograficzną 😉

Według legend ufundowana została przez zbójników, stąd funkcjonująca nazwa – zbójnicka. Faktycznie jednak ufundowali ją górnicy i hutnicy, którzy niegdyś pracowali w Tatrach przy wydobywaniu i przetapianiu rud żelaza. Na Starych Kościeliskach była wówczas huta, osiedle mieszkaniowe, karczma.
Kapliczka jest murowana i ma kopułę krytą gontami, napis „Ave Marya” i emblematy górnicze – dwa skrzyżowane młotki. Ogrodzona jest drewnianym płotkiem. W lewym słupku bramki wejściowej ogrodzenia rzeźbiona sylwetka zbójnika, w prawym górnika. Obok kapliczki rosną dwa modrzewie.

Wzburzony Potok Kościeliski szumiał… uroczo się szło Doliną Kościeliską, która zaprowadziła nas ostatecznie na Małą Polankę Ornaczańską. Stoi tam dosyć duże schronisko „Ornak” :)

Schronisko zostało wybudowane w latach 1947–48 w stylu zakopiańskim i stanowi własność PTTK. Wybudowano je w zastępstwie dawnego schroniska na Hali Pysznej, które w czasie II wojny światowej zostało spalone przez Niemców. W 1973 r. nadano mu imię prof. Walerego Goetla. Schronisko jest otoczone kompleksem leśnym, który jest obszarem ochrony ścisłej. Schronisko posiada 49 miejsc noclegowych w pokojach od 2- do 8-osobowych. Z okien schroniska rozlegają się widoki na Kominiarski Wierch, Bystrą, Błyszcz. W schronisku znajduje się sala jadalna, bufet oraz kuchnia. Turystom wydawany jest tradycyjnie bezpłatnie wrzątek. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Ponieważ pogoda nadal była kiepska i w wyższe parte gór iść się nie dało, postanowiliśmy zobaczyć więcej atrakcji w Dolinie Kościeliskiej.
Po regeneracyjnym posiłku i odpoczynku pod Schroniskiem „Ornak”, wróciliśmy do miejsca, gdzie odchodził szlak czarny i nim (idąc 30 minut w górę) doszliśmy do Stawu Smreczyńskiego :)

Smreczyński Staw jest jeziorem polodowcowym, położonym na wysokości 1227 m n.p.m. Jego powierzchnia wynosi 0,75 ha, głębokość dochodzi do 5,3 m, a pojemność 13 540 m³. Przeźroczystość wody wynosi zaledwie 1,5–2 m. Brzeg stawu jest zalesiony, częściowo bagnisty. Jego wody, w odróżnieniu od stawów występujących w Tatrach Wysokich, odznaczają się bogatą fauną i florą. Jest to jedno z nielicznych tatrzańskich jezior, które nie jest położone na dnie dzikiego kotła polodowcowego otoczonego stromymi ścianami, lecz na równinie w lesie.

Na pomoście ja ze starszym synem, bo oczywiście i tam sesję zdjęciową do albumu rodzinnego sobie zrobiliśmy 😉

W kotlinie, wśród kamieni
i pordzewiałych traw,
w posępny blask się mieni
ciemny i cichy staw.

Nad nim się piętrzą zwały
nagich, skrzesanych ścian,
mech pnie się osiwiały,
i kosodrzewu łan.

Niezmierna martwa głusza
zaległa skał tych kąt:
przeciągła pieśń pastusza
nigdy nie zabrzmi stąd.

Czasem się wiatr w kominie
z skalnych przetacza wrót,
po kosodrzewie płynie
i mąci ciszę wód.

Czasem się złom rozkrusza
od ryku wściekłych burz –
zresztą niezmierna głusza,
martwota pustych mórz.

Gdym się raz patrzał z góry,
błądząc po wierchach sam,
w kotliny głąb ponurej:
ujrzałem marę tam.

Z dłońmi załamanemi
u skalnych legła stóp
i kryła twarz ku ziemi,
smutna jak śmierć i grób.

Nie wiem, czy w to bezdroże
upiory schodzą śnić ?
Czy czyja dusza może
swój ból tu przyszła kryć ?…

(Kazimierz Przerwa-Tetmajer – Ciemnosmreczyński staw)

Ponad stawem widoczne są szczyty: Smreczyński Wierch (2086 m n.p.m.), Kamienista (2126 m n.p.m.), Błyszcz (2158 m n.p.m.), zbocza Starorobociańskiego Wierchu (2178 m n.p.m.), ale niestety tego dnia nie mogliśmy ich zobaczyć :(

Z mężem byliśmy już w tym miejscu kilkakrotnie, starszy syn był tylko raz, ale dla młodszego to było pierwsze spotkanie z tym „tatrzańskim lustereczkiem”. Kolejnej atrakcji Doliny Kościeliskiej – Jaskini Mroźnej, moi synowie jeszcze nie zwiedzali, więc korzystając z bliskości i czasu postanowiliśmy wracając doliną zahaczyć i o nią :)

Idąc od strony Schroniska Ornak poniżej polany Stare Kościeliska, przy drewnianym mostku zaczyna się (prowadzący do jaskini) czarny szlak turystyczny. Trasa jest jednokierunkowa, po zwiedzeniu jaskini schodzi się innym zejściem, na wprost tzw. Sowy.

Podejście czarnym szlakiem w górę (ok. 25 minut) dało nam trochę popalić 😉 Na odpoczynek nie było jednak czasu, gdyż akurat grupa była wpuszczana do jaskini i szybko kupiliśmy w budce bilety (obecnie bilet normalny kosztuje 4 zł) i dołączyliśmy do niej :)

Swoją nazwę jaskinia zawdzięcza panującej wewnątrz stałej, niskiej temperaturze (6 stopni w skali Celsjusza), powiewom zimnego powietrza, a także białym naciekom na ścianach do złudzenia przypominających szron. Jej szata naciekowa – choć uboga – jest najbogatsza wśród udostępnionych do masowego zwiedzania jaskiń Tatr Polskich. Jaskinia ta jest praktycznie pojedynczym korytarzem i w skali Tatr należy do jaskiń małych. Całkowita długość jaskini wynosi 773 m. Jest to typowa jaskinia o rozwinięciu poziomym powstała na skutek przepływu wód podziemnych Kościeliskiego Potoku :)

Jaskinia została odkryta przez Stefana Zwolińskiego i Tadeusza Zahorskiego w 1934 r. Pierwotnie znano jedynie niewielki odcinek liczący nieco ponad 60 metrów, dopiero po wojnie odkryto główny korytarz. Na początku lat 50. przystosowano ją do ruchu turystycznego i udostępniono zwiedzającym 12 lipca 1953 r. W pierwotnym stanie miała wąskie przejścia i była w znacznej części zamulona. Do 1956 zwiedzanie jaskini odbywało się przy świetle lamp karbidowych, świec i latarek. Po 3-letnim remoncie jaskinię otwarto ponownie już oświetloną elektrycznie.
29 października 2000 r. Jakub Nowak odkrył boczny korytarz jaskini, odgałęziający się w kierunku Jaskini Zimnej. Dzięki temu odkryciu długość Jaskini Mroźnej wzrosła o 60 metrów.
Między listopadem 2013 a marcem 2014 r. na zlecenie TPN wykonano ponowne pomiary jaskiń udostępnionych turystom, w tym Jaskini Mroźnej. Jej długość wzrosła z 560 do 773 m, a deniwelacja zmalała z 44,5 do 41,6 m. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Jaskinia jest udostępniona turystycznie od początku maja do końca października. Od 1959 roku jako jedyna z polskich jaskiń tatrzańskich jest oświetlana elektrycznie za pomocą agregatu spalinowego. Także jako jedyna wymaga zakupu biletu wstępu, ale myślę, że warto zapłacić te 4 zł, by móc się nią przejść 😉

Pokonanie całej trasy zajmuje od 20-40 min, a później jeszcze drewnianymi schodami stromo w dół, około 10–15 min schodzi się do drogi prowadzącej Doliną Kościeliską.

Przyjemnie się szło jaskinią, chociaż był i odcinek, gdzie trzeba było mocno się schylić, a nawet kucnąć, by zmieścić się w szczelinie skalnej 😉

Wiem, że jaskinia ta wzbudza sporo kontrowersji i dla niektórych jest przykładem udostępniania do zwiedzania „na siłę” obiektu, który w „jaskiniowych” krajach nie zwróciłby na siebie niczyjej uwagi. Opłata i opieka przewodnicka polegająca tylko na wpuszczeniu turystów do środka też może się nie podobać, no i korytarz pozbawiony nacieków porównywany do bunkra… Mimo wszystko nam się podobało i uważam, że będąc w Dolinie Kościeliskiej warto ją zwiedzić, chociażby po to, by wyrobić sobie własne zdanie na jej temat.

Ambitniejszym turystom polecam zaopatrzyć się w latarkę i wejść do Jaskini Mylnej. Byłam tam dwukrotnie, ale tym razem z dziećmi wolałam przejść się bezpieczniej oświetloną trasą :)

Po wyjściu z Jaskini Mroźnej powolutku Doliną Kościeliską wróciliśmy do Kir, stamtąd samochodem do Zakopanego. Ponieważ został nam jeszcze tylko jeden dzień i liczyliśmy na poprawę pogody i intensywne spędzenie go w górach, wieczorem udaliśmy się jeszcze na Krupówki, by zakupić prezenty i na prośbę chłopców pod Gubałówką trochę zabawić w Wesołym Miasteczku :)

Podsumowując Trasa:
Kiry- Dolina Kościeliska – Schronisko „Ornak” – Smreczyński Staw – Dolina Kościeliska – Jaskinia Mroźna – Dolina Kościeliska – Kiry

Szumiący potok, schronisko górskie o ciekawej architekturze, uroczy staw otoczony lasem i półgodzinny spacer jaskinią… biorąc pod uwagę pogodę, to był bardzo rozsądnie i ciekawie spędzony dzień, zwłaszcza dla mojego młodszego syna, który w jaskini był po raz pierwszy :)

POZDRAWIAM SERDECZNIE
i zachęcam do czytania moich wpisów
(relacji-wspomnień) z różnych wyjazdów :) :) :)

104. Park Narodowy Mała Fatra… Pakelnik, Wielki Krywań, Chleb (Słowacja)

Nasze pierwsze spotkanie z Małą Fatrą wypadło tak pozytywnie, że następnego dnia znowu tam pojechaliśmy, ale tym razem, by dla odmiany wędrować już granią i widoki podziwiać ze szczytów :)

Wędrówkę rozpoczęliśmy w Starej Dolinie (samochód pozostawiając na parkingu niedaleko Chata Vratna) i szlakiem zielonym udaliśmy się do sedlo za Kraviarskym (ok. 1,15 h).
Początkowe podejście (cały czas lasem, w górę) zmęczyło nas, ale gdy po wyjściu z lasu naszym oczom ukazał się wspaniały widoki, poczuliśmy się usatysfakcjonowani :)

Na kolejnym zdjęciu doskonale widoczny Wielki i Mały Rozsutec – charakterystyczne szczyty Małej Fatry :)

Pierwszy dłuższy odpoczynek zrobiliśmy sobie na sedlo za Kraviarskym, a następnie szklakiem niebieskim poszliśmy do Chrapaky (O,30 h). Kolejne 15 minut szlakiem żółtym i jesteśmy na sedlo Bublen. Najgorsze podejście za nami i teraz już mniej męcząc się i zarazem mając piękne widoki z każdej strony zdobywamy Pakelnik (1609 m n.p.m.) :)

Pekelnik ma długi i płaski wierzchołek o równoleżnikowym przebiegu. Stoki południowe opadają do doliny potoku Studenec, północne do Doliny za Kraviarskym.
Pekelnik jest bezleśny, trawiasty. Wskutek wielowiekowego pasterstwa naturalna granica piętra halnego została tutaj sztucznie obniżona. Dzięki temu z całej grani rozciaga się szeroka panorama widokowa. Granią Pekelnika prowadzi czerwony szlak turystyczny.

Swoją budową geologiczną Mała Fatra bardzo przypomina Tatry Zachodnie. Jest również zbudowana ze skał granitowych nakrytych czapą skał wapienno-dolomitowych. Na większości obszary Fatry Luczańskiej odsłaniają się skały granitowe tworzące trzon gór. Obok granodiorytów i granitów występują tutaj także metamorficzne łupki, fyllity oraz piaskowce arkozowe, i tylko na obrzeżach (od Medzihorskiego potoku po Domaszyński Przełom) granity przykryte są wapieniami. W Fatrze Krywańskiej natomiast większość szczytów przykryta jest czapą skał wapiennych. Na północnej stronie do wapieni przylega także strefa marglistych łupków z okresu dolnej kredy. W łupkach tych wyżłobiona jest cała Vrátna dolina i przełęcz Medziholie (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

„…Góry trzeba ukochać, później idziemy w nie jakby oczyszczeni z trosk i problemów, hartujemy zdrowie zmaganiami fizycznymi, a silną wolą często pokonujemy samych siebie. Jeżeli kochamy góry, to wszystko w nich jest piękniejsze, miłość i przyjaźń, sami jesteśmy lepsi. Dlatego idziemy w góry młodzi i starzy i rodzice z zupełnie małymi dziećmi.”

Poniżej widać, jak dzielnie szliśmy dalej czerwonym szlakiem :) w tle za nami Wielki Krywań (słow. Veľký Kriváň, 1709 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Małej Fatry :)

Widoki z grani zachwycają :)
Na zdjęciu poniżej po lewej widać Kraviarske, w tle Baraniarky, a w dole wije się wstęgą – Dolina Vratna  :)

Na kolejnym zdjęciu jeden z najwyższych i niewątpliwie najbardziej charakterystyczny szczyt w tzw. Krywańskiej części Małej Fatry – Wielki Rozsutec (słow. Veľký Rozsutec, 1610 m n.p.m) oraz jego mniejszy brat – Mały Rozsutec (słow. Malý Rozsutec, 1343 m n.p.m.) :) Imponująco wyglądają „bracia”, prawda? 😉

Bardzo chciałabym kiedyś wejść na te szczyty i móc podziwiać z nich wspaniałe widoki. Panorama z Wielkiego Rozsutca obejmuje nie tylko bliższe grupy górskie, takie jak Mała Fatra, Wielka Fatra, Góry Choczańskie czy Magura Orawska, lecz sięga aż po Przełęcz Jabłonkowską w Beskidzie Śląskim z jednej strony i po szczyt tatrzańskiego Krywania z drugiej. Rozmarzyłam się… a tymczasem naszym najbliższym celem był Wielki Krywań :)

Masyw Wielkiego Krywania znajduje się w głównej grani Małej Fatry Krywańskiej.
W grani głównej znajduje się przedwierzchołek Wielkiego Krywania, główny wierzchołek wysunięty jest ok. 200 m na południe od głównej grani. Prowadzi na niego krótka ścieżka będąca odgałęzieniem czerwonego szlaku grzbietowego.
Trzon Wielkiego Krywania zbudowany jest ze skał krystalicznych (granity), ale przykryty jest czapą wapieni i dolomitów serii wierchowej. Wierzchołek jest skalisto-trawiasty, w zboczach występują gołoborza i żleby. Występuje tutaj naturalne piętro halne (sztucznie obniżone przez wypas) i piętro kosodrzewiny, regiel górny i regiel dolny. Północno-wschodnie stoki Wielkiego Krywania to obszar ochrony ścisłej o nazwie rezerwat przyrody Chleb.

Na kolejnym zdjęciu – ja ze starszym synem u podnóża szczytu Wielki Krywań :)

Wielki Krywań wznosi się nad kilkoma dolinami; od południowej strony jest to Snilovská dolina i dolina potoku Studenec, od północnej Dolina za Kraviarskym i Stará dolina.
Szczyt jest doskonałym punktem widokowym. Panorama widokowa z niego obejmuje niemal całe pasmo Małej Fatry, jedynie szczyt Suchý jest zasłonięty przez Mały Krywań. Widoczna jest także Kysucká vrchovina, szczyty Beskidu Żywieckiego (Wielka Racza i Babia Góra), Wielki Chocz, Tatry, Niżne Tatry i Wielka Fatra.

Szczyt zdobyty!!!  Można więc zdjąć plecaki i odpocząć 😉

By nikt już nie miał wątpliwości wyjaśnię teraz (mogące wprowadzić w błąd) nazewnictwo :)
Otóż my (przypominam) dotarliśmy do Wielkiego Krywania (słow. Veľký Kriváň, 1709 m n.p.m.) – najwyższego szczytu pasma górskiego Mała Fatra w Centralnych Karpatach Zachodnich na Słowacji, ale jest też na Słowacji drugi Krywań (słow. Kriváň) – wyniosły (2494 m n.p.m.). To szczyt w południowo-zachodniej części Tatr Wysokich, o charakterystycznym, zakrzywionym wierzchołku, od którego wziął swoją nazwę (nadal spotykana jest wśród starszych górali wymowa „Krzywań”). Góra ta ma dla Słowaków specjalne znaczenie, jest uznawana przez nich za symbol narodowy. Na jej szczyt organizowane są już od połowy XIX w. pielgrzymki. :)

I ponownie jestem na szczycie Wielkiego Krywania Fatrzańskiego – tym razem jednak w towarzystwie mojego męża 😉

Miło odpoczywało się na wysokości podziwiając wspaniałe widoki, jednak komu w drogę temu czas :) Teraz znajdujący się na wschód od Wielkiego Krywania – Chleb zapraszał nas. Jednak po dotarciu do Przełęczy Snilowskiej (Snilovské sedlo) zdecydowaliśmy się najpierw (szlakiem zielonym) podejść do schroniska o nazwie Chata pod Chlebom, a na Chleb wejść dopiero później :)

Na zdjęciu Chata pod Chlebom, a w tle za nią Wielki Krywań :)

Chata pod Chlebom znajduje się na wysokości 1423 m n.p.m., na południowym grzbiecie szczytu Chleb. Jest to najwyżej położone schronisko górskie w Małej Fatrze. Jest ono dogodnym punktem wypadowym na szczyty głównego grzbietu Małej Fatry i do Wodospadu Szutowskiego. Łatwy dostęp do schroniska zapewnia kolejka gondolowa Vrátna – Chleb (od chaty Vrátna) na Snilovské sedlo. Nieopodal schroniska znajduje się wyciąg narciarski.
Pierwsza wzmianka o Chacie pod Chlebem pochodzi z czasów Pierwszej Republiki Słowackiej. Schronisko zostało spalone w 1945 roku przez uciekające niemieckie wojska. Zostało odbudowane, lecz spłonęło ponownie w 1982 roku. Dzisiejszy budynek powstał po tamtym pożarze przez przebudowę i rozbudowę dawniejszych zabudowań gospodarczych. Ślady fundamentów dawnego schroniska są widoczne do dziś tuż obok.
Schronisko ma bufet oraz trzy pokoje noclegowe, których nazwy pochodzą od nazw szczytów widocznych z ich okien: Magura, Krywań i Chleb. Oferuje 23 miejsca noclegowe na trzypiętrowych łóżkach. Przed schroniskiem znajdują się stoły i ławki :)

Poniżej Chleb fotografowany spod Chaty pod Chlebom :)

Po odpoczynku przy schronisku szlakiem żółtym dotarliśmy do Sedlo za Hromovým. I tam, na wysokości, spotkała nas niemiła niespodzianka – załamanie pogody :( Rozpadało się strasznie, wiatr szalał :( … i w takich warunkach zdobyliśmy Chleb – trzeci co do wysokości szczyt Małej Fatry.

Zachodni grzbiet Chleba łagodnie opada ku siodłu Przełęczy Snilowskiej, północno-wschodni-– równie łagodnie obniża się na Hromové (1636 m).

Na zdjęciu Hromové, w tle oczywiście Wielki Rozsutec 😉

Całe północne a także górna część południowych zboczy Chleba to obszar ochrony ścisłej – rezerwat przyrody Chleb. My zrobiliśmy tego dnia ambitną trasę i Chleb nie był jedynym zdobytym szczytem, ale dzięki kolejce gondolowej Vrátna – Chleb można szybciej i mniej męcząc się na niego wejść :)

Do bufetu znajdującego się przy górnej stacji kolejki nie weszliśmy z powodu zbyt brudnych butów :( Na szczęście padać przestało i chwilę mogliśmy odpocząć przed budynkiem. Ostrożnie, bo po deszczu było bardzo ślisko, zielonym szlakiem turystycznym biegnącym wzdłuż trasy kolejki zeszliśmy do górnej części Vrátnej doliny. Tam znajduje się dolna stacja kolejki i Chata Vratna :)

Mimo załamania pogody, które spotkało nas na szczycie Chleba i tak mieliśmy sporo szczęścia i udało nam się bezpiecznie przejść cały szlak… a 4 dni później, 21 lipca po silnej burzy Dolinę Vratną nawiedziła gwałtowna powódź. Woda podmyła drogę w kierunku Terchovej i częściowo ją zniszczyła, odcinając dolinę od reszty kraju. Ponad 120 turystów zostało ewakuowanych z górnej stacji kolejki na Snilovské sedlo oraz z Chaty Vratna. Zniszczone też zostały liczne pojazdy, zaparkowane pod schroniskiem. Jeszcze do tej pory trwają prace remontowe, a kolejka jest nieczynna.

Na ostatnim już, zrobionym tego dnia zdjęciu ponownie Chata Vratna :)

Podsumowując Trasa:
Stara Dolina – sedlo za Kraviarskym – Chrapaky – sedlo Bublen – Pakelnik (1609 m n.p.m.) – Wielki Krywań (1709 m n.p.m.) – Snilovské sedlo – Chata pod Chlebom – Sedlo za Hromovým – Chleb – Snilovské sedlo – Lanovka horna stanica – Chata Vratna – Stara Dolina

Mała Fatra oczarowała nas :) Mam nadzieję, podobnie zresztą jak i moim panowie, że jeszcze kiedyś powrócę w te góry i będzie mi dane wędrować dalej fatrzańskimi szlakami :)

POZDRAWIAM SERDECZNIE :) a ponieważ Piękna Polska Złota Jesień przybyła,
zachęcam do korzystania z niej i spacerowania :)

103. Park Narodowy Mała Fatra… Janosikowe Diery (Słowacja)

Kolejnego dnia (by uciec przed deszczową aurą w Tatrach) pokonaliśmy samochodem prawie 100 km. Dotarliśmy do Parku Narodowego Mała Fatra na Słowacji. Ponieważ to było nasze pierwsze spotkanie z tymi górami nie wiedzieliśmy na jaki szlak się zdecydować. W końcu postanowiliśmy, że na „dzień dobry” zrobimy sobie wycieczkę po Janosikowych Dierach.
Samochód zaparkowaliśmy w Białym Potoku (Biely potok, niedaleko Terchovej), tuż obok Hotelu Diery i szlakiem niebieskim ruszyliśmy oglądać te cuda natury :)

Diery (w języku słowackim „dziury”) to przepiękne wąwozy skalne znajdujące się w Małej Fatrze Krywańskiej. Znajdują się w pobliżu miasteczka Terchova, a że to miasteczko jest związane legendą z postacią Janosika, więc Dolne i Nowe Diery nazwano jego imieniem :)

Cały system wąskich, krętych wąwozów głęboko wyciętych w wapiennym podłożu tworzą: Dolné diery, Horné diery, Nové diery i Tesná rizňa. Przepływa nimi Dierowy potok, który je uformował :)

Wszystkie kaniony są udostępnione turystycznie i zachęcam, by wszystkie je poznać. W trudniejszych miejscach zainstalowano system schodków, drabinek, pomostów i poręczy, pierwotnie drewnianych, obecnie w większości stalowych. Wiodą nimi znakowane szlaki turystyczne.

My najpierw pokonaliśmy fragment Dolné diery, a jak tylko pojawił się szlak żółty to odbiliśmy na Nové diery i przeszliśmy je całe, a następnie powróciliśmy na szlak niebieski, którym dotarliśmy do wąwozu Horné diery. W tym momencie pojawił się dylemat – jaki szlak wybrać? Jednak po odpoczynku i namyśle postanowiliśmy nie szaleć i szlakiem zielonym doszliśmy do miejsca – Sedlo Vrchpodziar, a stamtąd żółtym do niebieskiego, czyli znowu do wąwozu Dolné diery  … dzięki temu zatoczyliśmy pętlę i poznaliśmy całą trasę :)

Moi synowie dzielnie radzili sobie z jej pokonywaniem, a momentami przyznaję                  – mogło być trudno, zwłaszcza dla dzieci :)

Ponad dwadzieścia wodospadów – to niezwykle ciekawy teren. Dna wąwozów poprzegradzane są ciągami skalnych progów i większych wodospadów. Wszystkie wodospady jako pomniki przyrody są pod ochroną :)

Ze względu na stosunkowo niskie temperatury, panujące tu w okresie wegetacyjnym, znaczne zacienienie i wilgotność, można tu zaobserwować zjawisko odwrócenia pięter roślinnych. W niżej położonych obszarach (650–850 m n.p.m.) znajdziemy tu szereg gatunków roślin górskich i alpejskich. Jednocześnie na turniach i skalnych półkach, wysoko ponad dnem wąwozów, rosną tu reliktowe okazy sosny zwyczajnej.

Całość obszaru Dier znajduje się na terenie Parku Narodowego Mała Fatra, w granicach rezerwatu przyrody Rozsutec.
Dobrym punktem wyjścia do Janosikowych Dier jest również przysiółek -Štefanova.

Na ostatnim już zdjęciu wybranym do tego wpisu – Mały Rozsutec widziany z polany Podziar. Przyznaję – chciałabym kiedyś na niego wejść 😉

Diery to naprawdę urokliwy zakątek i z czystym sumieniem każdemu mogę go polecić. Widoki to raj dla oczu i radość dla uszu, a wędrówka wytyczonymi trasami turystycznymi to prawdziwa przygoda :)

Trasa:
Biały Potok (Hotel Diery) – Dolné diery – Nové diery – Horné diery – Sedlo Vrchpodziar – Dolné diery – Biały Potok (Hotel Diery)

POZDRAWIAM zachęcając do odkrywania uroków Parku Narodowego Mała Fatra :)

102. Dolina Rohacka w Zachodnich Tatrach Słowackich

Następnego dnia znowu pobudka o 6.00 :) Tym razem po śniadaniu i spakowaniu plecaków jedziemy na słowacką stronę Tatr, by przejść się oglądaną poprzedniego dnia z grani Rakoń-Grześ – Doliną Rohacką :)

Dolina ta znajduje się w odległości 38 km od przejścia granicznego Chochołów – Sucha Hora. Za przejściem granicznym jedziemy drogą w kierunku Trzciany(Trstena) i Twardoszyna (Tvrdośín), przejeżdżamy przez Głodówkę (Hladovka) i w miejscowości Witanowa(Vitanová) skręcamy na lewo do Orawic (Oravice). Przejeżdżamy obok znajdujących się tam kąpielisk termalnych i w miejscowości Zuberzec (Zuberec) skręcamy znów na lewo do Zwierówki (Zverovka).

Samochód zostawiamy na dużym parkingu znajdującym się w sąsiedztwie kompleksu wyciągów narciarskich niedaleko wejścia do Doliny Rohackiej :)

Dolina Rohacka (słow. Roháčska dolina) – jedno z dwóch głównych odgałęzień górnej części Doliny Zuberskiej w słowackich Tatrach Zachodnich.
Rozpoczyna się w Zwierówce i biegnie aż pod szczyty grani głównej Tatr Zachodnich. Na odcinku od Rakonia do Wołowca sąsiaduje z polską Doliną Chochołowską, jest też doskonale widoczna z całej grani łączącej te szczyty. Po orograficznie lewej stronie ma kilka odgałęzień, największe z nich to: Dolina Salatyńska, Dolina Zadnia Salatyńska, Mała Spalona Dolina, Dolina Spalona i Dolina Smutna. Od południowej strony wznoszą się ponad nią szczyty: Rohacz Ostry, Rohacz Płaczliwy, Trzy Kopy, Hruba Kopa, Banówka, Pachoł, Spalona Kopa, Mały Salatyn, Salatyński Wierch, Brestowa. Od drugiego głównego odgałęzienia Doliny Zuberskiej – Doliny Łatanej oddzielona jest północno-zachodnią granią Rakonia. Dnem doliny płynie Rohacki Potok.

Dolina Rohacka jest najczęściej odwiedzaną przez turystów doliną w słowackiej części Tatr Zachodnich. Nie była to moja pierwsza wizyta w tej dolinie, ale ponieważ poprzednia miała miejsce już prawie 9 lat temu, to z wielką przyjemnością znowu ją odwiedziłam :)
Jest to typowa dolina polodowcowa, łatwo zauważyć można w niej duże zwały moreny i boczne dolinki zawieszone, które podcięte są stromymi skalnymi progami o wysokości 200-250 m.

Wędrując od parkingu w górę doliny minęliśmy kilka dużych polan robiąc sobie na nich króciutkie odpoczynki. Najdłuższy był na końcu drogi przy Bufecie Rohackim (Ťatliakova chata) z ławkami i stołami dla turystów, WC i obeliskiem upamiętniającym Jana Ťatliaka – zasłużonego działacza turystycznego na Orawie :)

Bufet Rohacki (słow. bývalá Ťatliakova chata) położony jest na wysokości 1380 m n.p.m. Czynny jest w sezonie letnim. Czas przejścia do bufetu: do góry – 1:15 h od Zwierówki, lub 50 min od parkingu.
Pierwsze schronisko powstało tutaj w 1883 r. dzięki staraniom piewcy Tatr, malarza i leśnika Alexiusa Demiana. Wcześniej istniały tylko starannie sklecone z kory i świerków koleby wolarskie. Schronisko to stało po przeciwnej stronie Rohackiego Potoku. W 1933 r. dobudowano drugie pomieszczenie, tak, że było tu 30-40 miejsc do spania. Staraniem Jána Ťatliaka w 1937 r. rozpoczęto budowę nowego schroniska. Podczas II wojny światowej ukrywały się w nim liczne rodziny żydowskie i schronisko zostało spalone przez Niemców. W latach 1946-47 wybudowano nowe schronisko na 100 miejsc noclegowych. Spłonęło ono 28 maja 1963 r. Ocalała tylko piętrowa narciarnia przy tym schronisku, w której od 1971 r. mieści się Bufet Rohacki. Dzięki włączeniu tego rejonu Tatr w 1987 r. do TANAP zrezygnowano z planów budowy gigantycznych inwestycji turystyczno-narciarskich w Dolinie Zuberskiej i Rohackiej.

Obok Bufetu Rohackiego znajduje się płytki staw tzw.  Czarna Młaka (Ťatliakove pleso) :) Oczywiście podeszliśmy go zobaczyć i obfotografować 😉

I jeszcze jeden kadr z tego uroczego miejsca :)

Jeden staw to jednak dla nas za mało – idziemy więc dalej szlakiem zielonym do Rezerwatu Rohackie Stawy :)

Niestety pogoda znowu zaczęła kaprysić i płaszcze przeciwdeszczowe poszły w ruch :( cieszył nas jedynie fakt, że nie były to opady ciągłe i szliśmy sobie co kawałek płaszcze wkładając i ściągając 😉 Po godzinie dotarliśmy do pierwszego z czterech stawów, który nosi nazwę – Niżni Staw Rohacki (Wielki Staw Rohacki) :)

Oczywiście aparat poszedł w ruch i nawet dwie serie zdjęć zrobiliśmy, bo jedną zaraz po przybyciu w płaszczach przeciwdeszczowych, a gdy po kilku minutach padać przestało to jeszcze drugą, już bez płaszczy 😉

Rohackie Stawy to cztery leżące na trzech poziomach stawy w Dolinie Rohackiej. Znajdują się w górnej części tej doliny, po orograficznie lewej stronie Rohackiego Potoku, od którego oddziela je wałowate wzniesienie Przednie Zielone.
Stawy te są różnego pochodzenia. Najniższy powstał na dnie kotła polodowcowego.

Na kolejnym zdjęciu mój młodszy syn – Fabianek nad Niżnim Stawem Rohackim (Wielkim Stawem Rohackim) :)

Od dawna uroda tych stawów i okolicy przyciąga turystów.

Niżni Staw nazywany był nawet przez dawnych turystów Orawskim Morskim Okiem :)

Pośrednie Stawy Rohackie (Pośredni i Mały Staw Rohacki) powstały w korycie wyżłobionym przez lodowiec spływający do Rohackiej Doliny :)

I ponownie Pośredni Staw Rohacki :)

TANAP wykonał ścieżkę dydaktyczną z dobrze przygotowanym szlakiem turystycznym, ławkami, stołami i wiatami dla turystów oraz tablicami informującymi o przyrodzie tych okolic. Grunt to dobra informacja i wygoda 😉

Według tych tablic w okolicy stawów żyją 22 gatunki ssaków i 46 gatunków ptaków, m.in. kozica, świstak, nornik tatrzański, jeleń szlachetny, siwerniak, strzyżyk, drozd obrożny, głuszec, cietrzew, jarząbek, zagląda tu niedźwiedź brunatny, wilk, ryś. Kozicę, czy świstaka to chciałabym spotkać, ale niedźwiadka to już raczej nie 😉
Stawy upodobało sobie również kilka par kaczek krzyżówek, która dokarmiane i oswojone przez turystów podpływają do brzegów o czym przekonaliśmy się tego dnia na własne oczy.
Z roślin górskich rosną tu pospolicie: miłosna górska, ciemiężyca zielona, omieg górski, jaskier platanolistny, prosienicznik jednogłówkowy, sasanka alpejska, pięciornik złoty, modrzyk górski, tojad mocny, goryczka kropkowana.

„A mroki gęstniały
i coraz ciszej, coraz było ciemniej,
coraz uroczej i coraz tajemniej”
(K. Tetmajer)

Idąc znowu mogliśmy zachwycać się pięknem gór i tak jak poprzedniego dnia – ich parowaniem :)

Dla takich widoków warto żyć :)

Apogeum zachwytu przeżyliśmy nad Wyżnim Stawem Rohackim (Zadnim Stawem Rohackim) :)

Trzeba przyznać, że szlaki w Tatrach słowackich są doskonale oznakowane. Słowacy dbają o swoich turystów i dzięki im za to :)

Na kolejnym zdjęciu jeszcze raz Wyżni Staw Rohacki (Zadni Staw Rohacki) :)

Staw ten położony jest na wysokości 1718 m n.p.m., na dnie zniszczonego przez erozję zbiornika firnowego. Jego wody odpływają w kierunku Doliny Spalonej. Staw ma skaliste brzegi. Przy ładnej pogodzie widać pięknie stamtąd Wołowiec, Rakoń i jego północno-zachodnia grań – my na zdjęciu widzimy jedynie tajemniczą mgłę 😉

„Kto w górach cierpiał i był szczęśliwy,
ten z nimi się nie rozłączy.”
(Julu Kurek)

Z Rezerwatu Rohackie Stawy – Doliną Spaloną już bez wysiłku, w dół do Doliny Rohackiej zeszliśmy szlakiem niebieskim. Widoki po drodze nadal zachwycały :)

Ostatnią atrakcją w Dolinie Spalonej, która jest bocznym odgałęzieniem Doliny Rohackiej były dwa wodospady na Spalonym Potoku tzw. Rohackie Wodospady (słow. Roháčsky vodopád).

Poniżej Wyżni Rohacki Wodospad lub Wyżnia Spaleńska Siklawa (Vyšný Roháčsky vodopád). Ładniejszy i większy. Znajduje się na wysokości 1340 m n.p.m. w głębokim korycie potoku w lesie. Łączna jego długość wynosi 23 m. W górnej jego części woda spada z szumem z pionowego progu skalnego, niżej rozbija się na kamieniach stromego koryta. Do wodospadu prowadzi oznakowana ścieżka o długości ok. 100 m, będąca odgałęzieniem szlaku z Doliny Rohackiej na Banikowską Przełęcz.

A na ostatnim już zdjęciu Niżni Rohacki Wodospad lub Niżnia Spaleńska Siklawa (Nižný Roháčsky vodopád).

Podsumowując Trasa:
Dolina Rohacka (parking) – Roháčska dolina – Bufet Rohacki, Bývalá Ťatliakova chata (1380 m n.p.m.) – Czarna Młaka (Ťatliakove pleso) – Niżni Staw Rohacki – Mały Rohacki Staw – Pośredni Rohacki Staw – Wyżni Staw Rohacki – Zielony Stawek, Zelené pliesko (1472 m n.p.m.) – Wyżni Rohacki Wodospad, Vyšný Roháčsky vodopád (1340 m n.p.m.) – Niżni Rohacki Wodospad, Nižný Roháčsky vodopád – Adamcula (1189 m n.p.m.) – Roháčska dolina – Dolina Rohacka (parking)

Wspaniale wspomina się wakacyjną wędrówkę po górach… a tymczasem wakacje dobiegły końca. Mnie jak zwykle czasu brakuje i relacje wstawiam z opóźnieniem 😉 Młodszy syn powitał kolegów w zerówce, a starszy rozpoczął edukację w gimnazjum, w zupełnie nowym środowisku. Te zmiany bardzo przeżywam razem z nimi, ale mam nadzieję, że wpajana moim synom umiejętność pokonywania własnych słabości w górach i wytrwałe dążenie do celu pozwoli im również szczęśliwie przebrnąć przez ten nowy rok szkolny 😉 Dadzą radę, w końcu potrafią zdobywać szczyty!!! :)

POZDRAWIAM SERDECZNIE :) :) :)

101. Dolina Chochołowska… Rakoń, Grześ

Hermann Buhl, pierwszy zdobywca Nanga Parbat i Broad Peak powiedział: „W górach znajdowałem chwile szczęścia i radości, jakie daje twarda walka i wytrwałe dążenie. Otoczony morzem szczytów i grani czułem się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Moim największym życzeniem jest, aby los pozwolił mi przez długie jeszcze lata cieszyć się tym cudownym światem, z dala od gorączki i niepokojów dnia codziennego”.

Ja również w górach znajduję chwile szczęścia i radości i jeszcze przez długie lata chciałabym móc tam jeździć, podziwiać piękne widoki, pokonywać swoje słabości i cieszyć się ze zdobywania szczytów. Przez kilka lat nie było mi dane chodzić po Tatrach, bardzo mi tego brakowało, tęskniłam… W zeszłym roku ku mojej radości powróciłam na tatrzańskie szlaki i w tym roku również mogłam doświadczyć tej przyjemności :) Co prawda z dziećmi na niebezpieczne odcinki nie wybieram się, ale i tak cieszy mnie możliwość chodzenia tymi łatwiejszymi :)

Ten wpis to pierwsza część relacji z tegorocznego, wakacyjnego, rodzinnego wyjazdu w Tatry. Pierwotnie chciałam, by naszą bazą wypadową w góry było Kościelisko, ale szukając odpowiadającej nam kwatery koniec końców wylądowaliśmy w Zakopanem i to w jego centrum, na ulicy Kościeliskiej 😉 Pierwszy dzień po przyjeździe i ulokowaniu się w pokoju to typowe wakacyjne leniuchowanie: spacer w tłumie po Krupówkach, lody, gofry, frytki, ławka w parku :)

Pogoda cudna: błękitne niebo i doskonale widoczne szczyty gór zapraszały nas do wędrówki…  i co prawda ja ze starszym synem tęskno na nie zerkaliśmy i przebieraliśmy już nogami w miejscu, ale niestety za późno było by ruszać w drogę, dodatkowo podróż trochę nas zmęczyła, cierpliwie musieliśmy więc czekać do następnego dnia. A następnego dnia 6.00 rano pobudka, śniadanie, pakowanie plecaków i kierunek – Dolina Chochołowska :)

Dolina Chochołowska to najdłuższa i największa dolina w polskich Tatrach. Znajduje się na zachodnim skraju polskich Tatr Zachodnich i stanowi orograficznie lewą odnogę doliny Czarnego Dunajca. Zajmuje obszar ponad 35 km² i ma długość ok. 10 km. Jest doliną walną. Od południa i zachodu graniczy ze Słowacją. Administracyjnie leży na terenie wsi Witów :)

Na zdjęciu Chochołowski Potok :)

26 grudnia 2013 szalejący wiatr halny przewrócił w Tatrach kilkadziesiąt tysięcy metrów sześciennych drzew. Do dzisiaj zamknięte są niektóre szlaki jak np. w Dolinie Lejowej, czy odcinek Drogi nad Reglami pomiędzy Dolinami Kościeliską, a Chochołowską.

W Dolinie Chochołowskiej pod naporem wiatru padło około 600 drzew – idąc nią mogliśmy zobaczyć (jeszcze do tej pory nie usunięte) skutki tej strasznej wichury :(

Smutny obraz… jednak na szalejący żywioł nic nie poradzimy :(

Wracając do charakterystyki Doliny Chochołowskiej, dolnej części, o długości ok. 4 km tworzy ona głęboki wąwóz, na którym podobnie jak w Dolinie Kościeliskiej występują przewężenia, zwane bramami. Są dwa takie przewężenia: Niżnia Brama Chochołowska i Wyżnia Brama Chochołowska. Górna część doliny rozdziela się na trzy główne ramiona: Dolinę Starorobociańską, Dolinę Chochołowską Wyżnią i Dolinę Jarząbczą. Oprócz tych głównych odgałęzień Dolina Chochołowska posiada jeszcze wiele mniejszych dolin: Mała Sucha Dolina, Wielka Sucha Dolina, Dolina Huciańska, Dudowa, Trzydniowiańska, Głębowiec, Długa, Kryta, Wielkie Koryciska, Małe Koryciska oraz wiele żlebów.

Przyjemnie wędrowało się dolinką, a wzburzony Potok Chochołowski szumiał i nas zachwycał :)

Nazwę swą dolina zawdzięcza oddalonej o kilkanaście kilometrów wsi Chochołów. Wieś ta już w XVI wieku zajmowała obszar Tatr pomiędzy Wołowcem a Bobrowcem (bardziej użyteczne dla rolnictwa i pasterstwa obszary doliny już wcześniej zostały przydzielone nadaniami królewskimi innym wsiom starszym od Chochołowa). Dzięki występowaniu w dolinie dużej powierzchni polan i hal, stała się ona największym ośrodkiem pasterstwa w Tatrach. W 1930 r. 70 juhasów wypasało na niej ok. 4000 owiec, ponadto 280 pastuchów wypasało bydło. Ogromna też była liczba szałasów, bacówek i szop.

Po dwóch godzinach wędrówki dotarliśmy do Polany Chochołowskiej i mogliśmy zobaczyć stojące tam bacówki :)

Dolina znajduje się na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego, ale nie jest jego własnością, lecz należy do Wspólnoty Leśnej Uprawnionych Ośmiu Wsi z siedzibą w Witowie. W 1983 r. górale odzyskali sądownie prawo do gospodarowania swoją własnością. TPN jedynie nadzoruje ich działalność. Na terenie Doliny Chochołowskiej prowadzona jest gospodarka leśna i wycinane są drzewa. Istnieje też pasterstwo, choć nie w takich rozmiarach, jak dawniej. Dzięki temu, że polany są wypasane, a niektóre również koszone, nie ulegają one zarastaniu lasem, jak dzieje się to na polanach będących własnością TPN.

A na kolejnym zdjęciu już nie bacówka tylko Schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej 😉

Główna baza noclegowa w rejonie Doliny Chochołowskiej, czyli schronisko PTTK znajduje się na wysokości 1146 m n.p.m.
Pierwsze schronisko wybudowane zostało przez Warszawski Klub Narciarski w latach 1930–32. W styczniu 1945 r. spalone zostało przez Niemców. Obecny budynek został wybudowany w latach 1951–1953. Podczas swojej drugiej pielgrzymki do ojczyzny 23 czerwca 1983 r. przebywał w Dolinie Chochołowskiej papież Jan Paweł II. Pobyt ten został upamiętniony tablicą pamiątkową przy wejściu do schroniska, a także wytyczeniem szlaku papieskiego w Dolinie Jarząbczej. W schronisku znajduje się również rzeźba – podarunek dla papieża od Lecha Wałęsy.
W Dolinie Chochołowskiej nakręcono do filmu Potop scenę z kuligiem, a także 7 odcinek Janosika. Tutaj również przeprowadzane były szkolenia komandosów i zawody ratowników tatrzańskich.

Schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej to świetna baza wypadowa w Tatry Zachodnie :)  Jest to największe schroniskiem w Tatrach Polskich, czynne przez cały rok. Turystom oferuje 121 miejsc noclegowe w pokojach 2-, 3-, 4-, 6-, 8- i 14-osobowych. Posiada także świetlicę, przechowalnię całoroczną nart, kuchnię turystyczną i suszarnię ubrań. Obok schroniska znajduje się dyżurka, w której okresowo dyżurują ratownicy TOPR. W schronisku można bezpłatnie zagotować sobie wodę w czajniku elektrycznym w kuchni turystycznej. Administracyjnie schronisko znajduje się na terenie wsi Witów.

Po solidnym posiłku i regeneracji sił ambitnie szlakiem zielonym udaliśmy się  Wyżnią Doliną Chochołowską na Wołowiec :)

Widoki cudne … idąc zachwycamy się, a ja strzelam fotki 😉

„Tu w górach przyjeżdża się, by stanąć przed pewną rzeczywistością geograficzną, która nas przewyższa i pobudza do zaakceptowania tej postawy, do pokonania samych siebie. I widać tych piechurów, turystów, alpinistów, tych wspinających się nierzadko, jak bohaterowie, którzy podążając za milczącym słowem, słowem majestatycznym, odwieczną wymową gór idą, wspinają się i pokonują samych siebie, aby dotrzeć na szczyty”…
(Jan Paweł II)

Dolina Chochołowska była jednym z ulubionych miejsc turystycznych Karola Wojtyły, bywał tutaj wielokrotnie :)

Po ponad 2 godzinach wędrówki (cały czas idąc pod górę) stanęliśmy pod szczytem Wołowca z zamiarem wejścia na niego. Plany były ambitne, bo dalej miał być Jarząbczy Wierch, Kończysty Wierch i przez Trzydniowiański Wierch zejście do Doliny Chochołowskiej. Niestety, jak to w górach często bywa –  pogoda gwałtownie załamała się :(  W takiej sytuacji, dodatkowo jeszcze będąc z dziećmi postanowiliśmy z mężem, że idziemy w drugą stronę, na lżejszy i krótszy szlak tzn. na Rakonia, Grzesia i ponownie schodzimy do schroniska na Chochołowskiej Polanie :)

Po odpoczynku idziemy więc na Rakonia podziwiając Zachodnie Tatry Słowackie :)
Na zdjęciu można wypatrzeć jedno z jezior w Dolinie Rohackiej 😉

Na kolejnym zdjęciu ponownie widzimy Dolinę Rohacką :)
– uwielbiam takie widoki i to dla nich pokonuję trud wędrówki oraz mój lęk ekspozycji (wysokości, przestrzeni) 😉

Popędzani błyskawicami, grzmotami i coraz bardziej zacinającym deszczem po godzinie dotarliśmy do Grzesia :) Na szybkensa zrobiliśmy zdjęcia i dalej w drogę 😉

A wkrótce, tuż pod Grzesiem, ku naszej wielkiej radości – rozpogodziło się 😉

Naszym oczom ukazał się wspaniały widok parujących gór :)

Ciekawe i urokliwe zjawisko …ja oczywiście strzelałam fotki jak szalona 😉


„Góry dają człowiekowi, poprzez zdobywanie wzniesień nieograniczony kontakt z przyrodą – poczucie wewnętrznego wyzwolenia, oczyszczenia, niezależności.” (Jan Paweł II)

Osobom lubiącym chodzić po Tatrach i podziwiać piękne widoki, ale jednocześnie bojącym się wyeksponowanych odcinków, przepaści, łańcuchów i klamr, bądź tak jak my rodzinom z dziećmi – gorąco polecam ten szlak :)

Trasa: Siwa Polana – Dolina Chochołowska – Schronisko na Polanie Chochołowskiej – Wyżnia Dolina Chochołowska – Rakoń – Grześ – Schronisko na Polanie Chochołowskiej – Dolina Chochołowska – Siwa Polana :)

Każdy, kto chodzi po górach doskonale wie jak zmienna potrafi być tam pogoda.       Dolinę Chochołowską przeszliśmy w słońcu i sprzyjająca aura towarzyszyła nam aż do wejścia na grań. Pod Wołowcem zrobiło się czarno i zagrzmiało :( i to załamanie pogody towarzyszyło nam aż do Grzesia, po czym padać przestało i nawet słonko wyszło :) A w drodze powrotnej, w połowie Doliny Chochołowskiej kolejne oberwanie chmury i zanim doszliśmy do Siwej Polany, do samochodu to byliśmy cali mokrzy, ale co tam, grunt, że zadowoleni 😉

POZDRAWIAM SERDECZNIE
zapraszając do czytania moich kolejnych relacji z górskich tras :)

100. Pierwsze Zrównoważone Miasto w Polsce Siewierz Jeziorna

Setny wpis :) :) :) , więc chciałabym pokazać coś wyjątkowego. Zastanawiając się, co wybrać i sugerując faktem, że moją realną i wirtualną podróż, czyli fotoblog rozpoczęłam wpisem z Siewierza zataczam koło i ponownie będę o nim pisała :) Ponieważ jednak zabytki i ruiny były ostatnio w mega dawce, zamek, choć piękny daruję sobie i dla kontrastu pokażę coś nowoczesnego – kilka kadrów z pierwszego powstającego w Polsce Miasta Zrównoważonego Siewierz Jeziorna :) Odwiedziłam je niedawno dwukrotnie i przyznaję – jestem pod wielkim wrażeniem :)

Miasto zaprojektowali czołowi urbaniści świata – Duany, Plater- Zyberk, Mycielski Architecture & Urbanism. Wykorzystali swoje unikalne know-how oraz doświadczenie, po to aby dobrze się tu mieszkało. Inspiracją stało się miasto Poundbury w Wielkiej Brytanii oraz Seaside – pierwszy projekt w USA zrealizowany według zasad Nowego Urbanizmu :)

Wyjątkowa lokalizacja to główny czynnik, który zadecydował o wyborze właśnie tego miejsca do powstania pierwszego w Polsce miasta zrównoważonego. Miasto powstaje na skraju aglomeracji śląskiej – dojazd do centrum Katowic zajmuje tylko 20 minut, a do lotniska w Pyrzowicach 12 minut. Siewierz znajduje się również przy trasach, pozwalających na szybki dojazd do Warszawy i Krakowa.

Zrównoważona urbanistyka kładzie nacisk na tworzenie publicznych i pół publicznych przestrzeni wspólnych oraz rozwiązania przyjazne dla wszystkich uczestników ruchu – pieszych, rowerzystów i samochodów. Położone na 120 ha miasto Siewierz Jeziorna będzie zabudowane w sposób wielofunkcyjny. Domy jedno i wielorodzinne nie wyższe jednak niż 3 piętra sąsiadować będą z parkami, sklepami i przestrzenią biurową. Kwartały mieszkalne zostały również zaprojektowane tak, aby mieszkańcy mogli bez trudu dotrzeć pieszo do swoich miejsc pracy czy obszarów usługowych.

Podział na wewnętrzne i zewnętrzne ulice zapewni bezpieczeństwo mieszkańców. Dzięki temu, najmłodsi będą mogli bezpiecznie spędzać czas jeżdżąc na rowerach i rolkach. Brak ślepych ulic, przejścia dla pieszych pomiędzy domami, podział na wewnętrzne i zewnętrzne, do tego sieć ulic technicznych, sprawi, że sprawnie będzie można dojechać lub dotrzeć w każde miejsce.

Przestrzenie miejskie są potrzebne w mieście po to aby tworzyć więzi sąsiedzkie. Po to zaprojektowano skwery i placyki, aby dzieci miały się gdzie razem bawić, a sąsiedzi spotkać się i poznać.

Budowę miasta rozpoczęto od zapewnienia pełnej infrastruktury (kanalizacja, kanały technologiczne, media), a dopiero potem przystąpiono do budowy domów. Mieszkańcy wprowadzają się więc do gotowego fragmentu miasta :)

Teren Jeziorna Centrum jest objęty Miejskim Planem Zagospodarowania Przestrzennego. Pozostała część jest objęta studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. Dzięki temu, każdy mieszkaniec wie, jaki jest plan rozwoju dzielnicy, a co za tym idzie, nie zaskoczą go nieprzewidziane budowle.

Spisany kodeks architektoniczny określa styl zabudowy Siewierza Jeziornej. Dzięki temu mieszkańcy mogą mieć pewność, że przed domem nie powstanie coś co wygląda inaczej niż się spodziewali. ( Źródło informacji: http://www.siewierzjeziorna.pl )

Na terenie miasta zaplanowano kilkunastohektarowy, przepiękny park z atrakcjami dla osób lubiących aktywny wypoczynek, m.in. boiskami, ścieżkami biegowymi i innymi elementami infrastruktury rekreacyjnej. Ale to jeszcze nie wszystko – Zrównoważone Miasto Siewierz Jeziorna powstaje w pobliżu Zalewu Przeczycko-Siewierskiego, jego mieszkańcy będą więc mogli w kilka minut dotrzeć nad brzeg zalewu i korzystać z jego walorów: popływać żaglówką, kajakiem czy po prostu poleżeć na leżaku na plaży. Ma powstać też nowa marina.

Malowniczo położony wśród zalesionych pagórków Zalew Przeczycko-Siewierski przyciąga miłośników rekreacji i wędkarstwa. Zalew powstał w 1961 r. i ma 430 ha. Przy średnim stanie wody jego głębokość waha się od 1 – 2 m przy wpływie Przemszy do 10 – 12 m w okolicy zapory czołowej w Przeczycach.

Zieleń i woda cieszą oczy :)


Myślę, że mieszkańcy powstającego Miasta Zrównoważonego Siewierz Jeziorna będą zachwyceni mieszkając w pobliżu tego zalewu :)

Od czasu do czasu bywam tam samochodem, bądź na rowerze.

Wpis o tym zbiorniku wodnym też już kiedyś przygotowywałam – wpis nr. 5 „Nad Zalewem Przeczyce” i osobom zainteresowanym polecam go do przeczytania :)

A wracając do Miasta Zrównoważonego Siewierz Jeziorna to 31 maja ruszyła sprzedaż domów i kamienic zrównoważonej inwestycji w Siewierzu przy ul. Jeziornej. Pierwszy kwartał miasta ma powstać już w 2014 roku, a ostateczny termin zakończenia inwestycji nie jest jeszcze znany (prawdopodobnie będzie to 2020 r.). Podobno pierwsi mieszkańcy mają się już wprowadzić we wrześniu 2014 :)

Mieszkańcy będą sami zarządzać swoimi przestrzeniami wspólnymi. W tym celu powstało już Stowarzyszenie mieszkańców Miasto Zrównoważone, które będzie dbać o utrzymanie terenów, ustalać zasady dobrego sąsiedztwa, a także wspierać inicjatywy społeczne :)

Na razie to ostatnie zdjęcie z tego miejsca, jednak zainteresowana i zaintrygowana projektem powstawania pierwszego zrównoważonego miasta w Polsce zamierzam od czasu do czasu tam zaglądać i śledzić postępy w jego realizacji, a mam do niego tak blisko, że mogę podjechać nawet na rowerze 😉 Za powodzenie tego przyszłościowego projektu trzymam kciuki :)

☼ POZDRAWIAM CIEPLUTKO ☼                                                                                       w drugim tygodniu wakacji :) :) :)

99. Ruiny Zamku w Lanckoronie

Dawno nie było żadnego zamku, więc poszperałam w mojej szufladzie i dzisiaj pokażę ruiny zamku w Lanckoronie. Zanim to jednak nastąpi kilka słów o samej miejscowości :)

Lanckorona to wieś w Polsce, w województwie małopolskim, w powiecie wadowickim, siedziba gminy Lanckorona.
Wieś leży w Beskidzie Makowskim, 30 km na południe od Krakowa, nad rzeką Skawinką, na wysokości 545 m n.p.m, na południowo-wschodnim stoku Lanckorońskiej Góry.
Miejscowość ta została założona przez Kazimierza III Wielkiego.
Z zapisów wiadomo, że pierwszym burgrabią fortecy był Orzeszko, który pełnił tę funkcję w latach 1366-1375. Poza tym na zamku często pojawiali się królowie: fundator zamku i miasta Kazimierz III Wielki i Władysław Jagiełło, którzy wykorzystywali niewielką odległość Lanckorony od Wawelu i bogate w zwierzynę tereny łowieckie. Pierwszym tenutariuszem Lanckorony (od 1391) był Mikołaj Strasz herbu Odrowąż.

Obecnie Lanckorona słynie z unikatowego małomiasteczkowego układu urbanistycznego.
Do miejscowości przyciąga swoisty mikroklimat, czyste powietrze oraz cisza i spokój, które dają możliwość dobrego wypoczynku w malowniczym krajobrazie. Lanckorona jest też dobrym punktem wypadowym do wycieczek – w Beskid Makowski, Dróżki Kalwaryjskie, do Wadowic i Krakowa. Koło ruin zamku biegnie niebieski szlak turystyczny z Brzeźnicy do Łopusznej oraz żółty szlak turystyczny z Myślenic do Chełmu Wschodniego.

Na zdjęciu zabytkowa zabudowa rynku :)

Jedną z głównych atrakcji Lanckorony są oczywiście ruiny zamku :)

Zamek na Lanckorońskiej Górze na północ od Lanckorony został zbudowany przez Kazimierza Wielkiego w połowie XIV wieku. Strzegł granicy między ziemią krakowską a Księstwem Oświęcimskim, którego władca Mieszko I Cieszyński w 1291 roku złożył hołd lenny królowi czeskiemu Wacławowi II. Granica ta przebiegała wówczas u stóp Lanckorońskiej Góry.

Pierwsza wzmianka o zamku pochodzi z 1366 roku. Zamek stanowił rezydencję starostów lanckorońskich i kilkakrotnie zmieniał właścicieli. W 1579 roku, za panowania Stefana Batorego, znalazł się na krótko w posiadaniu Kaspra Biekiesza, pretendenta do tronu w Siedmiogrodzie i dowódcy wojsk węgierskich w służbie Rzeczypospolitej, w latach 80. XVI wieku przeszedł w ręce Mikołaja Zebrzydowskiego, późniejszego marszałka wielkiego koronnego i wojewody krakowskiego, który przygotował tu tzw. rokosz Zebrzydowskiego, wzniecony w 1606 roku przeciwko Zygmuntowi III Wazie. Zamek znajdował się w rękach Zebrzydowskich do XVIII wieku, gdy starostwo lanckorońskie przeszło na Czartoryskich, a następnie Wielopolskich. Ostatnim starostą lanckorońskim przed zajęciem zamku przez wojska austriackie 6 czerwca 1772 roku w wyniku I rozbioru Polski był hrabia Józef Wielopolski.

W 1768 roku zamek został zajęty przez konfederatów barskich pod wodzą Maurycego Beniowskiego i stał się jednym z ich najważniejszych punktów wypadowych w Małopolsce. W listopadzie 1769 roku przywódca konfederatów, Kazimierz Pułaski, stoczył w rejonie zamku zwycięską walkę z wojskami rosyjskimi. 20 lutego 1771 roku doszło tu do nieudanej próby zdobycia zamku przez korpus rosyjski pod wodzą Aleksandra Suworowa, który poniósł ciężkie straty i musiał się wycofać. 21 maja 1771 roku pod murami zamku rozegrała się bitwa pod Lanckoroną, zakończona porażką konfederatów, choć zamek nie został zdobyty.

Władze austriackie zaadaptowały zamek  na więzienie dla przestępców kryminalnych. Więźniowie dewastowali wnętrza, a podczas licznych ucieczek wybijali nawet otwory w ścianach. Niedługo potem zlikwidowano więzienie, a obiekt opuszczono. Do ostatecznej dewastacji przyczyniła się rodzina Montlearów, która budulec zamku wykorzystała do własnych celów. Do dnia dzisiejszego z zamku zachował się jedynie zarys murów oraz fragmenty dwóch baszt. W roku 2000 ogrodzono skarpę, wycięto stare krzewy i zarośla, zbudowano też atrakcyjny punkt widokowy.

Średniowieczny zamek miał kształt zbliżony do prostokąta i posiadał dwie czworoboczne wieże narożne. Prostokątny dziedziniec wewnętrzny był zamknięty od północnego zachodu przez część mieszkalną. W XVIII wieku, po przebudowach, w narożach zamku znajdowały się bastiony armatnie, a  do głównej bramy prowadził most zwodzony. W 1770 roku konfederaci barscy dokonali napraw i wzmocnienia zamku.

Wstęp do ruin jest darmowy :)
Z zamku zachowały się jedynie większe fragmenty murów, ale w czasach swojej świetności, jak widać na planszy – robił wrażenie :)

W pobliżu zamku nie ma parkingu, więc zaparkować należy w centrum Lanckorony. Następnie kierując się tablicami informacyjnymi bez problemu można dojść do ruin. Problemem dla osób o słabej kondycji fizycznej może być jedynie strome podejście.

Lubię zwiedzać i fotografować zamki, więc miejsce to odwiedziłam z wielką przyjemnością. Miło się spacerowało wśród tych ruin, tym bardziej, że pogoda sprzyjała. Pokonywanie wysokości nie jest dla mnie problemem, więc lokalizacja też mnie zachwyciła :)

Lanckoronę  polecam na weekendowy rodzinny wypad :)

Wszystkim odwiedzającym mnie tu na blogu osobom
udanych wakacji życzę :) :) :)

98. Orawski Park Etnograficzny w Zubrzycy Górnej

Nadal pozostaję w klimacie zabytkowej architektury drewnianej i zapraszam na spacer po Orawskim Parku Etnograficznym w Zubrzycy Górnej :)
Osobom nie czytającym poprzedniego wpisu wyjaśniam, że skansen ten był drugim punktem programu wycieczki autokarowej: Orawka – Zubrzyca Górna – Wadowice

Orawski Park Etnograficzny to skansen regionalny tworzony od 1937 roku, otwarty w 1955 roku w Zubrzycy Górnej (wieś w Polsce położona w województwie małopolskim, w powiecie nowotarskim, w gminie Jabłonka).

Do Muzeum najlepiej dojechać:
– Z Krakowa drogą krajową nr 7 w kierunku Chyżnego, w miejscowości Jabłonka należy skręcić w prawo na drogę  nr 957 w kierunku Makowa Podhalańskiego. Odległość od skrzyżowania w Jabłonce do Muzeum wynosi 12 km.
– Z Zakopanego drogą nr 958 w kierunku Czarnego Dunajca i dalej należy skręcić  w  lewo na drogę nr 957 w kierunku Makowa Podhalańskiego.
– Z Nowego Targu drogą  nr 957 w kierunku Makowa Podhalańskiego.
– Ze Śląska drogą  w kierunku Zakopanego, za Makowem Podhalańskim należy  skręcić w prawo na drogę 957 w kierunku Nowego Targu przez przełęcz Krowiarki.

Na kolejnym zdjęciu przeniesiona z Podwilka żydowska karczma, zwana Czarną Karczmą. Nazwa nawiązuje do zastosowanego w niej dymnego, czyli kurnego systemu grzewczego. Polegał on na tym ze nie budowano przewodów kominowych i kominów, a dym wydostawał się przez otwór w suficie i przez dymniki umieszczone w dachu. Przy takim systemie w izbie pełno było czarnego dymu który osadzał się na ścianach. Jest to duży budynek, zbudowany w XVIII w. nakryty tzw. polskim, gontowym dachem. W swojej przeszłości budynek był karczmą z zapleczem mieszkalnym, szpitalem wiejskim, i domem opieki dla osób starszych. Po przeniesieniu do skansenu, w latach 1955 – 1957 stał się Schroniskiem Turystycznym PTTK, zwanym Moniakówką.
Obecnie w dawnej karczmie znajduje się kasa biletowa, recepcja, oraz sklepik z wydawnictwami i pamiątkami regionalnymi.

Orawski Park Etnograficzny prezentuje dzieje, architekturę, kulturę materialną, społeczną i duchową regionu Górnej Orawy. Ekspozycja jest szczególnie interesująca ze względu na oryginalność regionalnej kultury powstałej w wyniku połączenia dorobku dwóch fali osadniczych – pasterzy wołoskich przepędzających tu swoje stada z terenów Karpat Wschodnich oraz rolników napływających od północy (z Małopolski).

Poniżej pasieka orawska – ekspozycja uli kłodowych typu „stojakowego”. To typ pasieki charakterystyczny dla Górnej Orawy :)

Orawski Park Etnograficzny w Zubrzycy Górnej powstał na skutek aktu darowizny dokonanego w 1937 r. na rzecz Skarbu Państwa polskiego, w rezultacie starań ówczesnego konserwatora zabytków Bohdana Tretera, przez rodzeństwo Joannę Wilczkową i jej brata Sandora Lattyaka (Łaciaka), ostatnich spadkobierców sołtysiej rodziny Moniaków.
Na mocy powyższego aktu Skarb Państwa stał się właścicielem posesji o powierzchni ponad czterech hektarów, w skład której wchodzi zabytkowy dwór z również zabytkowymi budynkami gospodarczymi w otoczeniu parku o wspaniałym starodrzewiu. Testament ofiarodawców mówi : „Życzeniem naszym jest zabezpieczenie dla przyszłości starodawnego charakteru tego osiedla dworskiego w formie muzeum, w którym by znalazły pomieszczenie również ruchomości należące do rodziny z historią dworu i tej ziemi związane „. Po śmierci ostatniej z rodu Joanny Wilczkowej w 1951r., która zamieszkiwała starodawną siedzibę rodową na zasadzie dożywocia, zniszczony dwór wraz z zespołem budynków gospodarczych został przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków dr Hannę Pieńkowską starannie odnowiony. Cenny ten zabytek i pokaźny obszar ziemi pozwoliły na podjecie myśli zorganizowania tutaj Muzeum na wolnym powietrzu dla regionu Orawy.

Współzałożycielką i pierwszą dyrektorką parku była urodzona we Lwowie polska etnolog Wanda Jostowa :)

Na kolejnym zdjęciu Zagroda Paś-Filipka :)

W środku znajduje się wystawa tkactwa orawskiego z XIX wieku z pełnym wyposażeniem, czyli cały osprzęt pomocniczy i trzy warsztaty z założonymi na wały osnowami oraz z fragmentami utkanych płócien.

Architektura chałup zachwyca, ale równie ciekawe są ekspozycje ukazujące  wszelkiego rodzaju przedmioty i narzędzia znajdujące się w ich wnętrzach :)

Pięknie haftowana pościel na kolejnym zdjęciu :)

W Muzeum prezentowane są także cztery chłopskie zakłady przemysłowe: olejarnia pochodząca z Lipnicy Małej, kuźnia, tartak i folusz :)

Na zdjęciu koło wodne przy tartaku, tu były kręcone sceny do filmu Ogniem i mieczem :)

Na terenie parku organizowane są imprezy plenerowe oraz różne zajęcia edukacyjne z regionalizmu dla dzieci, młodzieży i dorosłych, jak również konkursy.
Orawski Park Etnograficzny był plenerem kilku filmów, kręcono tutaj m. in. Janosika oraz Ogniem i Mieczem :)

Poniżej Karczma z Podwilka z pobielonymi ścianami, na błękitno przemalowaną stolarką drzwi i okien i gontowym dachem :)

Skansen czynny jest codziennie:
listopad – marzec: 8.30 – 14.30
kwiecień, październik: 8.00 – 16.00
maj – czerwiec, wrzesień: 9.00 – 17.00
lipiec – sierpień: 9.00 – 19.00

Po skansenie oprowadza przewodnik bez dodatkowych opłat, a ostatnie wejście odbywa się najpóźniej godzinę przed zamknięciem.

Bardzo lubię zwiedzać i fotografować skanseny i jeśli tylko nadarza się ku temu okazja, to z przyjemnością z niej korzystam 😉 Moja poprzednia wizyta w tym pięknie położonym u podnóża Babiej Góry parku miała miejsce 25 lat temu, więc po wielu latach chętnie odwiedziłam go ponownie i teraz polecam :) Po informacje wykorzystane w tym wpisie sięgałam do strony http://www.orawa.eu/ , którą to również polecam Wszystkim bliżej zainteresowanym tym parkiem osobom :)

Ostatnim punktem wycieczki były Wadowice – krótki spacer po mieście i tradycyjnie już zakup kremówek :) O Wadowicach mogłabym długo opowiadać, ale to może już innym razem, po kolejnej w nich wizycie i porcji nowych zdjęć 😉

Niestety tym razem zabrakło czasu, by zwiedzić Muzeum Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II, a miałam wielką ochotę by zobaczyć go w nowej odsłonie :(

Na dzisiaj to już wszystko,                                                                                             aura letnia dopisuje i zachęca do spędzania czasu w plenerze :)

POZDRAWIAM CORĄCO !!!!!!!!!! :) :) :)

97. Kościół św. Jana Chrzciciela w Orawce

Niedawno, 13 kwietnia 2014 (Niedziela Palmowa) byłam na wycieczce autokarowej organizowanej przez PTTK w Zawierciu.

Trasa: Orawka – Zubrzyca Górna – Wadowice

Bardzo udany i ciekawy wyjazd :) Zrobiłam też sporo zdjęć, którymi chciałabym się tu pochwalić :) Zapraszam więc na pierwszą część relacji z niego, w której opowiem o drewnianym kościółku w Orawce :)

Kościół św. Jana Chrzciciela w Orawce to zabytkowy kościół parafialny w Orawce (w województwie małopolskim), jeden z punktów szlaku architektury drewnianej województwa małopolskiego.
Kościół ten jest najstarszą świątynią i pierwszą parafią Polskiej Orawy oraz najstarszą drewnianą świątynią Górnej Orawy. Powstanie kościoła datuje się na lata 1651-1656, zbudowany został z inicjatywy ks. Jana Szczechowicza. Jest położony pośród drzew i otoczony murem, w obrębie którego mieści się cmentarz.

Drewniany, jednonawowy kościół z wieżą wzniesiono w konstrukcji zrębowej; dach i ściany obito gontem. Wydłużone prezbiterium, wielobocznie zamknięte, jest węższe od nawy. Od północy przylega do niego zakrystia, a od wschodu murowana kaplica Matki Bożej Bolesnej, wzniesiona w 1728. Po południowej stronie nawy mieści się drewniana kruchta. Kościelna wieża o pochyłych ścianach jest zwieńczona izbicą i ostrosłupowym hełmem z czterema narożnymi wieżyczkami.

Na zdjęciu mój starszy syn, który był ze mną na tej wycieczce i tak jak ja bardzo lubi zwiedzać zabytkowe, drewniane kościoły :) Jak miło jest mieć sprzymierzeńca w swoich wędrówkach 😉

Wnętrze kościoła i część wyposażenia pokryto figuralno-ornamentalną polichromią w 2. poł. XVII w. i w 1711. Autorem koncepcji wystroju był proboszcz Orawki, ks. Jan Szczechowicz. Polichromia przedstawia sceny z życia św. Jana Chrzciciela, medaliony z Chrystusem i apostołami, wizerunki świętych czczonych na Węgrzech oraz herby osób związanych z historią Orawy: cesarza Ferdynanda III Habsburga, arcybiskupa Jerzego Lippaya de Zongor oraz Moniaków. Na parapecie chóru namalowano sceny ilustrujące dziesięć przykazań.

Na belce tęczowej znajduje się barokowa grupa Ukrzyżowania oraz inskrypcje (jedna z nich to polski tekst pieśni pasyjnej). Późnobarokowy ołtarz główny i dwa boczne oraz stalle wykonano w 1. poł. XVIII w. W kaplicy znajdują się także Stacje Drogi Krzyżowej z 1857 autorstwa Szczepana Sitarskiego.

Tego dnia ołtarz główny przysłonięty był zasłoną zatytułowaną „Pieta pod krzyżem”

Kościół ten słynie z unikatowych w Polsce i w Europie Zasłon Wielkopostnych.

Na zdjęciu poniżej „Biczowanie Chrystusa”.
Zasłona ta przysłaniała zwykle Grupę Ukrzyżowania na belce tęczowej, od 2013 ma być wieszana zamiennie z „Pietą pod krzyżem” na ołtarzu głównym.

Zasłony wielkopostne służą przysłanianiu ołtarzy przez 10 dni w roku, od piątej niedzieli Wielkiego Postu do Wielkiej Środy. Orawczańskie zasłony to cztery przepiękne zabytkowe tkaniny lniane malowane temperą. Najstarsza z nich ma widoczne datowanie 1676, trzy pozostałe pochodzą z pocz. XIX wieku.

Na kolejnym zdjęciu zasłona „Matka Boska Siedmiobolesna”
– zasłonięto nią nastawę lewego ołtarza bocznego.

Tkaniny orawczańskie zostały przebadane i zakonserwowane na początku XXI wieku, kiedy proboszczem w Orawce był ks. Marek Młynarczyk. Zniszczone w stopniu znacznym, z powodu niewłaściwego przechowywania i upływu czasu, zostały odrestaurowane i naszyte na czarne cienkie płótno lniane, które zakupił proboszcz. Zapewnił on także stosowne przechowywanie nie tylko tkanin ale i innych zabytkowych przedmiotów. Renowacja płócien polegała na oczyszczeniu przy pomocy specjalnie przygotowanych odczynników roślinnych, a następnie punktowym nanoszeniu uzupełnień temperą. Dokonali tego wybitni znawcy tematu, historycy sztuki i konserwatorzy zaproszeni przez ks. Młynarczyka. W latach 90 tych XX w. wieszana była tylko zasłona „Biczowanie Chrystusa”, przesłaniając ołtarz główny. Pozostałe nie były używane, a najstarsza dodatkowo bardzo zniszczona.
(Źródło informacji: http://orawka-kosciol.pl )

Wycieczka została tak zaplanowana, byśmy mogli najpierw wziąć udział we mszy świętej, a następnie po niej zwiedzić dokładnie kościół z przewodnikiem.
Pani przewodnik spisała się na medal dokładnie i ciekawie opowiadając o historii kościoła oraz zasłonach wielkopostnych.

Na uwagę zasługuje tam niemalże każdy detal :)

Moją uwagę przykuł również wspaniały żyrandol :)

Po zwiedzaniu wnętrza, oczywiście obeszliśmy również kościół wkoło :)

Piękny zabytkowy kościół, bardzo ciekawa architektura, wspaniałe wnętrze … jestem pełna zachwytu dla tego obiektu sakralnego. Na pewno warto go zwiedzić i poczuć jego niepowtarzalny klimat (bo drewniane kościółki mają taki swój specyficzny, niepowtarzalny klimat 😉 )

POZDRAWIAM SERDECZNIE :) :) :)

Wkrótce kolejna część relacji z tej wycieczki
– wizyta w skansenie w Zubrzycy Górnej :)

96. Uroczysko w Kostkowicach/Dzibicach

Długi Weekend Majowy zbliża się wielkimi krokami!
W tym roku 1 maja wypadnie w czwartek, zaś 3 maja w sobotę. Są to dni ustawowo wolne od pracy. Można dodatkowo wziąć wolny piątek, 2 maja, dochodzi jeszcze niedziela i możemy cieszyć się aż czterema dniami wolnymi. A jeśli pracodawca wyrazi zgodę, to warto wziąć 4 dni urlopu i w ten sposób zyskujemy aż 9 dni laby. Idealnie by gdzieś wyjechać i wspaniale wypocząć :). Pięknych miejsc jest mnóstwo, tylko trzeba znaleźć coś odpowiedniego dla siebie i swojej kieszeni. Ja niestety w tym roku na żaden dłuższy wyjazd nie mogę sobie pozwolić, ale jak tylko uda się, to wskakuję na rower i odwiedzę jakieś fajne miejsce na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, a wybierać mam w czym. W zeszłym roku o tej porze byłam stałą bywalczynią w gminie Kroczyce i dzisiaj kilka zdjęć pokażę :) Osobom, które jeszcze nigdy tam nie były gorąco polecam te tereny :)

Obok wsi Kostkowice, administracyjnie już w miejscowości Dzibice (województwo śląskie, powiat zawierciański, gmina Kroczyce) znajduje się kompleks 4 zbiorników wodnych :)

Kompleks ten powstał na rzece Białce. W sumie ich powierzchnia wynosi 34 ha :)

Białka to niewielka rzeka w województwie śląskim o długości około 15 km, lewy dopływ Krztyni. Jej źródło znajduje się w okolicach wsi Zdów, w gminie Włodowice, powiecie zawierciańskim. Płynie w kierunku wschodnim przez wsie Browarek, Biała Błotna. W miejscowości Zawada Pilicka wpada do Krztyni.

Zbiorniki wodne w Dzibicach przyciągają turystów oraz osoby lubiące wypoczynek nad wodą :)

Jest to również jedno z najatrakcyjniejszych miejsc dla wędkarzy, a szczególnie karpiarzy.
Ponieważ jednak łowisko w okresie letnim zamienia się w kąpielisko i nawiedzają je wtedy tłumy turystów – sezon wakacyjny lepiej sobie odpuścić. Lecz w innych miesiącach można się zmierzyć nawet z trzydziestokilogramowym karpiem!
W łowisku znajdą się także płocie, które najchętniej łowią się na drgającą szczytówkę. Szczupaki natomiast kuszą się na blach i gumy, ale nie z brzegu tylko z łodzi.
(Źródło informacji: http://www.wedkuje.pl)

Nie wędkuję, ale myślę, że wędkowanie w takiej scenerii to prawdziwa przyjemność 😉

W zbiornikach wodnych w Dzibicach woda jest czysta. Jak już wspomniałam w sezonie letnim tłoczno i gwarno, natomiast poza sezonem jest tam cicho i spokojnie i właśnie wtedy dla mnie jest to idealne miejsce do wypoczynku na łonie przyrody :)

Krajobraz w wodzie utopiony…
kolejny kadr z miejsca, które zachwyciło mnie ciszą i spokojem :)

„Pragniesz ciszy – wybierz się na spacer
do świata zieleni i ptactwa.”
(Roman Mleczko)

„W ciszy twoje serce znajdzie odpowiedzi,
których rozum znaleźć nie potrafi.”
(Phil Bosmans)

Lubię tam jeździć poza sezonem – wspaniale można się wtedy „zresetować” :)

„Wlewajmy w serca ciszę i spokój,
które ofiarowała nam natura.”
(Mirosława Juchnik)

W tym miejscu można odpocząć, pomarzyć oraz nacieszyć oczy pięknem natury :)

A jeśli komuś woda nie wystarcza, to niedaleko znajduje się Góra Słupsko z wspaniałymi formacjami skalnymi :)

Na zdjęciu poniżej Skała o nazwie Wielbłąd :)

Skały i woda jednocześnie – cudowne miejsce na Jurze :)

Bardzo lubię tam bywać. W ostatnich latach Góra Słupsko i zbiorniki w Dzibicach były wielokrotnie celem moich wycieczek rowerowych. W zeszłym roku brałam też udział w odnawianiu zielonego szlaku pieszego Mrzygłód – Kostkowice, który biegnie przez Górę Słupsko i kończy się lub zaczyna (w zależności od kierunku wędrowania) u jej podnóża.
W moich archiwalnych wpisach można znaleźć już wpis o Górze Słupsko i więcej zdjęć z tego miejsca. O Zalewie w Kostkowicach/Dzibicach też już kiedyś opowiadałam – wpis nr. 23.

POZDRAWIAM CIEPLUTKO :)
polecając to miejsce na majową wycieczkę 😉