102. Dolina Rohacka w Zachodnich Tatrach Słowackich

Następnego dnia znowu pobudka o 6.00 :) Tym razem po śniadaniu i spakowaniu plecaków jedziemy na słowacką stronę Tatr, by przejść się oglądaną poprzedniego dnia z grani Rakoń-Grześ – Doliną Rohacką :)

Dolina ta znajduje się w odległości 38 km od przejścia granicznego Chochołów – Sucha Hora. Za przejściem granicznym jedziemy drogą w kierunku Trzciany(Trstena) i Twardoszyna (Tvrdośín), przejeżdżamy przez Głodówkę (Hladovka) i w miejscowości Witanowa(Vitanová) skręcamy na lewo do Orawic (Oravice). Przejeżdżamy obok znajdujących się tam kąpielisk termalnych i w miejscowości Zuberzec (Zuberec) skręcamy znów na lewo do Zwierówki (Zverovka).

Samochód zostawiamy na dużym parkingu znajdującym się w sąsiedztwie kompleksu wyciągów narciarskich niedaleko wejścia do Doliny Rohackiej :)

Dolina Rohacka (słow. Roháčska dolina) – jedno z dwóch głównych odgałęzień górnej części Doliny Zuberskiej w słowackich Tatrach Zachodnich.
Rozpoczyna się w Zwierówce i biegnie aż pod szczyty grani głównej Tatr Zachodnich. Na odcinku od Rakonia do Wołowca sąsiaduje z polską Doliną Chochołowską, jest też doskonale widoczna z całej grani łączącej te szczyty. Po orograficznie lewej stronie ma kilka odgałęzień, największe z nich to: Dolina Salatyńska, Dolina Zadnia Salatyńska, Mała Spalona Dolina, Dolina Spalona i Dolina Smutna. Od południowej strony wznoszą się ponad nią szczyty: Rohacz Ostry, Rohacz Płaczliwy, Trzy Kopy, Hruba Kopa, Banówka, Pachoł, Spalona Kopa, Mały Salatyn, Salatyński Wierch, Brestowa. Od drugiego głównego odgałęzienia Doliny Zuberskiej – Doliny Łatanej oddzielona jest północno-zachodnią granią Rakonia. Dnem doliny płynie Rohacki Potok.

Dolina Rohacka jest najczęściej odwiedzaną przez turystów doliną w słowackiej części Tatr Zachodnich. Nie była to moja pierwsza wizyta w tej dolinie, ale ponieważ poprzednia miała miejsce już prawie 9 lat temu, to z wielką przyjemnością znowu ją odwiedziłam :)
Jest to typowa dolina polodowcowa, łatwo zauważyć można w niej duże zwały moreny i boczne dolinki zawieszone, które podcięte są stromymi skalnymi progami o wysokości 200-250 m.

Wędrując od parkingu w górę doliny minęliśmy kilka dużych polan robiąc sobie na nich króciutkie odpoczynki. Najdłuższy był na końcu drogi przy Bufecie Rohackim (Ťatliakova chata) z ławkami i stołami dla turystów, WC i obeliskiem upamiętniającym Jana Ťatliaka – zasłużonego działacza turystycznego na Orawie :)

Bufet Rohacki (słow. bývalá Ťatliakova chata) położony jest na wysokości 1380 m n.p.m. Czynny jest w sezonie letnim. Czas przejścia do bufetu: do góry – 1:15 h od Zwierówki, lub 50 min od parkingu.
Pierwsze schronisko powstało tutaj w 1883 r. dzięki staraniom piewcy Tatr, malarza i leśnika Alexiusa Demiana. Wcześniej istniały tylko starannie sklecone z kory i świerków koleby wolarskie. Schronisko to stało po przeciwnej stronie Rohackiego Potoku. W 1933 r. dobudowano drugie pomieszczenie, tak, że było tu 30-40 miejsc do spania. Staraniem Jána Ťatliaka w 1937 r. rozpoczęto budowę nowego schroniska. Podczas II wojny światowej ukrywały się w nim liczne rodziny żydowskie i schronisko zostało spalone przez Niemców. W latach 1946-47 wybudowano nowe schronisko na 100 miejsc noclegowych. Spłonęło ono 28 maja 1963 r. Ocalała tylko piętrowa narciarnia przy tym schronisku, w której od 1971 r. mieści się Bufet Rohacki. Dzięki włączeniu tego rejonu Tatr w 1987 r. do TANAP zrezygnowano z planów budowy gigantycznych inwestycji turystyczno-narciarskich w Dolinie Zuberskiej i Rohackiej.

Obok Bufetu Rohackiego znajduje się płytki staw tzw.  Czarna Młaka (Ťatliakove pleso) :) Oczywiście podeszliśmy go zobaczyć i obfotografować 😉

I jeszcze jeden kadr z tego uroczego miejsca :)

Jeden staw to jednak dla nas za mało – idziemy więc dalej szlakiem zielonym do Rezerwatu Rohackie Stawy :)

Niestety pogoda znowu zaczęła kaprysić i płaszcze przeciwdeszczowe poszły w ruch :( cieszył nas jedynie fakt, że nie były to opady ciągłe i szliśmy sobie co kawałek płaszcze wkładając i ściągając 😉 Po godzinie dotarliśmy do pierwszego z czterech stawów, który nosi nazwę – Niżni Staw Rohacki (Wielki Staw Rohacki) :)

Oczywiście aparat poszedł w ruch i nawet dwie serie zdjęć zrobiliśmy, bo jedną zaraz po przybyciu w płaszczach przeciwdeszczowych, a gdy po kilku minutach padać przestało to jeszcze drugą, już bez płaszczy 😉

Rohackie Stawy to cztery leżące na trzech poziomach stawy w Dolinie Rohackiej. Znajdują się w górnej części tej doliny, po orograficznie lewej stronie Rohackiego Potoku, od którego oddziela je wałowate wzniesienie Przednie Zielone.
Stawy te są różnego pochodzenia. Najniższy powstał na dnie kotła polodowcowego.

Na kolejnym zdjęciu mój młodszy syn – Fabianek nad Niżnim Stawem Rohackim (Wielkim Stawem Rohackim) :)

Od dawna uroda tych stawów i okolicy przyciąga turystów.

Niżni Staw nazywany był nawet przez dawnych turystów Orawskim Morskim Okiem :)

Pośrednie Stawy Rohackie (Pośredni i Mały Staw Rohacki) powstały w korycie wyżłobionym przez lodowiec spływający do Rohackiej Doliny :)

I ponownie Pośredni Staw Rohacki :)

TANAP wykonał ścieżkę dydaktyczną z dobrze przygotowanym szlakiem turystycznym, ławkami, stołami i wiatami dla turystów oraz tablicami informującymi o przyrodzie tych okolic. Grunt to dobra informacja i wygoda 😉

Według tych tablic w okolicy stawów żyją 22 gatunki ssaków i 46 gatunków ptaków, m.in. kozica, świstak, nornik tatrzański, jeleń szlachetny, siwerniak, strzyżyk, drozd obrożny, głuszec, cietrzew, jarząbek, zagląda tu niedźwiedź brunatny, wilk, ryś. Kozicę, czy świstaka to chciałabym spotkać, ale niedźwiadka to już raczej nie 😉
Stawy upodobało sobie również kilka par kaczek krzyżówek, która dokarmiane i oswojone przez turystów podpływają do brzegów o czym przekonaliśmy się tego dnia na własne oczy.
Z roślin górskich rosną tu pospolicie: miłosna górska, ciemiężyca zielona, omieg górski, jaskier platanolistny, prosienicznik jednogłówkowy, sasanka alpejska, pięciornik złoty, modrzyk górski, tojad mocny, goryczka kropkowana.

„A mroki gęstniały
i coraz ciszej, coraz było ciemniej,
coraz uroczej i coraz tajemniej”
(K. Tetmajer)

Idąc znowu mogliśmy zachwycać się pięknem gór i tak jak poprzedniego dnia – ich parowaniem :)

Dla takich widoków warto żyć :)

Apogeum zachwytu przeżyliśmy nad Wyżnim Stawem Rohackim (Zadnim Stawem Rohackim) :)

Trzeba przyznać, że szlaki w Tatrach słowackich są doskonale oznakowane. Słowacy dbają o swoich turystów i dzięki im za to :)

Na kolejnym zdjęciu jeszcze raz Wyżni Staw Rohacki (Zadni Staw Rohacki) :)

Staw ten położony jest na wysokości 1718 m n.p.m., na dnie zniszczonego przez erozję zbiornika firnowego. Jego wody odpływają w kierunku Doliny Spalonej. Staw ma skaliste brzegi. Przy ładnej pogodzie widać pięknie stamtąd Wołowiec, Rakoń i jego północno-zachodnia grań – my na zdjęciu widzimy jedynie tajemniczą mgłę 😉

„Kto w górach cierpiał i był szczęśliwy,
ten z nimi się nie rozłączy.”
(Julu Kurek)

Z Rezerwatu Rohackie Stawy – Doliną Spaloną już bez wysiłku, w dół do Doliny Rohackiej zeszliśmy szlakiem niebieskim. Widoki po drodze nadal zachwycały :)

Ostatnią atrakcją w Dolinie Spalonej, która jest bocznym odgałęzieniem Doliny Rohackiej były dwa wodospady na Spalonym Potoku tzw. Rohackie Wodospady (słow. Roháčsky vodopád).

Poniżej Wyżni Rohacki Wodospad lub Wyżnia Spaleńska Siklawa (Vyšný Roháčsky vodopád). Ładniejszy i większy. Znajduje się na wysokości 1340 m n.p.m. w głębokim korycie potoku w lesie. Łączna jego długość wynosi 23 m. W górnej jego części woda spada z szumem z pionowego progu skalnego, niżej rozbija się na kamieniach stromego koryta. Do wodospadu prowadzi oznakowana ścieżka o długości ok. 100 m, będąca odgałęzieniem szlaku z Doliny Rohackiej na Banikowską Przełęcz.

A na ostatnim już zdjęciu Niżni Rohacki Wodospad lub Niżnia Spaleńska Siklawa (Nižný Roháčsky vodopád).

Podsumowując Trasa:
Dolina Rohacka (parking) – Roháčska dolina – Bufet Rohacki, Bývalá Ťatliakova chata (1380 m n.p.m.) – Czarna Młaka (Ťatliakove pleso) – Niżni Staw Rohacki – Mały Rohacki Staw – Pośredni Rohacki Staw – Wyżni Staw Rohacki – Zielony Stawek, Zelené pliesko (1472 m n.p.m.) – Wyżni Rohacki Wodospad, Vyšný Roháčsky vodopád (1340 m n.p.m.) – Niżni Rohacki Wodospad, Nižný Roháčsky vodopád – Adamcula (1189 m n.p.m.) – Roháčska dolina – Dolina Rohacka (parking)

Wspaniale wspomina się wakacyjną wędrówkę po górach… a tymczasem wakacje dobiegły końca. Mnie jak zwykle czasu brakuje i relacje wstawiam z opóźnieniem 😉 Młodszy syn powitał kolegów w zerówce, a starszy rozpoczął edukację w gimnazjum, w zupełnie nowym środowisku. Te zmiany bardzo przeżywam razem z nimi, ale mam nadzieję, że wpajana moim synom umiejętność pokonywania własnych słabości w górach i wytrwałe dążenie do celu pozwoli im również szczęśliwie przebrnąć przez ten nowy rok szkolny 😉 Dadzą radę, w końcu potrafią zdobywać szczyty!!! :)

POZDRAWIAM SERDECZNIE :) :) :)

101. Dolina Chochołowska… Rakoń, Grześ

Hermann Buhl, pierwszy zdobywca Nanga Parbat i Broad Peak powiedział: „W górach znajdowałem chwile szczęścia i radości, jakie daje twarda walka i wytrwałe dążenie. Otoczony morzem szczytów i grani czułem się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Moim największym życzeniem jest, aby los pozwolił mi przez długie jeszcze lata cieszyć się tym cudownym światem, z dala od gorączki i niepokojów dnia codziennego”.

Ja również w górach znajduję chwile szczęścia i radości i jeszcze przez długie lata chciałabym móc tam jeździć, podziwiać piękne widoki, pokonywać swoje słabości i cieszyć się ze zdobywania szczytów. Przez kilka lat nie było mi dane chodzić po Tatrach, bardzo mi tego brakowało, tęskniłam… W zeszłym roku ku mojej radości powróciłam na tatrzańskie szlaki i w tym roku również mogłam doświadczyć tej przyjemności :) Co prawda z dziećmi na niebezpieczne odcinki nie wybieram się, ale i tak cieszy mnie możliwość chodzenia tymi łatwiejszymi :)

Ten wpis to pierwsza część relacji z tegorocznego, wakacyjnego, rodzinnego wyjazdu w Tatry. Pierwotnie chciałam, by naszą bazą wypadową w góry było Kościelisko, ale szukając odpowiadającej nam kwatery koniec końców wylądowaliśmy w Zakopanem i to w jego centrum, na ulicy Kościeliskiej 😉 Pierwszy dzień po przyjeździe i ulokowaniu się w pokoju to typowe wakacyjne leniuchowanie: spacer w tłumie po Krupówkach, lody, gofry, frytki, ławka w parku :)

Pogoda cudna: błękitne niebo i doskonale widoczne szczyty gór zapraszały nas do wędrówki…  i co prawda ja ze starszym synem tęskno na nie zerkaliśmy i przebieraliśmy już nogami w miejscu, ale niestety za późno było by ruszać w drogę, dodatkowo podróż trochę nas zmęczyła, cierpliwie musieliśmy więc czekać do następnego dnia. A następnego dnia 6.00 rano pobudka, śniadanie, pakowanie plecaków i kierunek – Dolina Chochołowska :)

Dolina Chochołowska to najdłuższa i największa dolina w polskich Tatrach. Znajduje się na zachodnim skraju polskich Tatr Zachodnich i stanowi orograficznie lewą odnogę doliny Czarnego Dunajca. Zajmuje obszar ponad 35 km² i ma długość ok. 10 km. Jest doliną walną. Od południa i zachodu graniczy ze Słowacją. Administracyjnie leży na terenie wsi Witów :)

Na zdjęciu Chochołowski Potok :)

26 grudnia 2013 szalejący wiatr halny przewrócił w Tatrach kilkadziesiąt tysięcy metrów sześciennych drzew. Do dzisiaj zamknięte są niektóre szlaki jak np. w Dolinie Lejowej, czy odcinek Drogi nad Reglami pomiędzy Dolinami Kościeliską, a Chochołowską.

W Dolinie Chochołowskiej pod naporem wiatru padło około 600 drzew – idąc nią mogliśmy zobaczyć (jeszcze do tej pory nie usunięte) skutki tej strasznej wichury :(

Smutny obraz… jednak na szalejący żywioł nic nie poradzimy :(

Wracając do charakterystyki Doliny Chochołowskiej, dolnej części, o długości ok. 4 km tworzy ona głęboki wąwóz, na którym podobnie jak w Dolinie Kościeliskiej występują przewężenia, zwane bramami. Są dwa takie przewężenia: Niżnia Brama Chochołowska i Wyżnia Brama Chochołowska. Górna część doliny rozdziela się na trzy główne ramiona: Dolinę Starorobociańską, Dolinę Chochołowską Wyżnią i Dolinę Jarząbczą. Oprócz tych głównych odgałęzień Dolina Chochołowska posiada jeszcze wiele mniejszych dolin: Mała Sucha Dolina, Wielka Sucha Dolina, Dolina Huciańska, Dudowa, Trzydniowiańska, Głębowiec, Długa, Kryta, Wielkie Koryciska, Małe Koryciska oraz wiele żlebów.

Przyjemnie wędrowało się dolinką, a wzburzony Potok Chochołowski szumiał i nas zachwycał :)

Nazwę swą dolina zawdzięcza oddalonej o kilkanaście kilometrów wsi Chochołów. Wieś ta już w XVI wieku zajmowała obszar Tatr pomiędzy Wołowcem a Bobrowcem (bardziej użyteczne dla rolnictwa i pasterstwa obszary doliny już wcześniej zostały przydzielone nadaniami królewskimi innym wsiom starszym od Chochołowa). Dzięki występowaniu w dolinie dużej powierzchni polan i hal, stała się ona największym ośrodkiem pasterstwa w Tatrach. W 1930 r. 70 juhasów wypasało na niej ok. 4000 owiec, ponadto 280 pastuchów wypasało bydło. Ogromna też była liczba szałasów, bacówek i szop.

Po dwóch godzinach wędrówki dotarliśmy do Polany Chochołowskiej i mogliśmy zobaczyć stojące tam bacówki :)

Dolina znajduje się na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego, ale nie jest jego własnością, lecz należy do Wspólnoty Leśnej Uprawnionych Ośmiu Wsi z siedzibą w Witowie. W 1983 r. górale odzyskali sądownie prawo do gospodarowania swoją własnością. TPN jedynie nadzoruje ich działalność. Na terenie Doliny Chochołowskiej prowadzona jest gospodarka leśna i wycinane są drzewa. Istnieje też pasterstwo, choć nie w takich rozmiarach, jak dawniej. Dzięki temu, że polany są wypasane, a niektóre również koszone, nie ulegają one zarastaniu lasem, jak dzieje się to na polanach będących własnością TPN.

A na kolejnym zdjęciu już nie bacówka tylko Schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej 😉

Główna baza noclegowa w rejonie Doliny Chochołowskiej, czyli schronisko PTTK znajduje się na wysokości 1146 m n.p.m.
Pierwsze schronisko wybudowane zostało przez Warszawski Klub Narciarski w latach 1930–32. W styczniu 1945 r. spalone zostało przez Niemców. Obecny budynek został wybudowany w latach 1951–1953. Podczas swojej drugiej pielgrzymki do ojczyzny 23 czerwca 1983 r. przebywał w Dolinie Chochołowskiej papież Jan Paweł II. Pobyt ten został upamiętniony tablicą pamiątkową przy wejściu do schroniska, a także wytyczeniem szlaku papieskiego w Dolinie Jarząbczej. W schronisku znajduje się również rzeźba – podarunek dla papieża od Lecha Wałęsy.
W Dolinie Chochołowskiej nakręcono do filmu Potop scenę z kuligiem, a także 7 odcinek Janosika. Tutaj również przeprowadzane były szkolenia komandosów i zawody ratowników tatrzańskich.

Schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej to świetna baza wypadowa w Tatry Zachodnie :)  Jest to największe schroniskiem w Tatrach Polskich, czynne przez cały rok. Turystom oferuje 121 miejsc noclegowe w pokojach 2-, 3-, 4-, 6-, 8- i 14-osobowych. Posiada także świetlicę, przechowalnię całoroczną nart, kuchnię turystyczną i suszarnię ubrań. Obok schroniska znajduje się dyżurka, w której okresowo dyżurują ratownicy TOPR. W schronisku można bezpłatnie zagotować sobie wodę w czajniku elektrycznym w kuchni turystycznej. Administracyjnie schronisko znajduje się na terenie wsi Witów.

Po solidnym posiłku i regeneracji sił ambitnie szlakiem zielonym udaliśmy się  Wyżnią Doliną Chochołowską na Wołowiec :)

Widoki cudne … idąc zachwycamy się, a ja strzelam fotki 😉

„Tu w górach przyjeżdża się, by stanąć przed pewną rzeczywistością geograficzną, która nas przewyższa i pobudza do zaakceptowania tej postawy, do pokonania samych siebie. I widać tych piechurów, turystów, alpinistów, tych wspinających się nierzadko, jak bohaterowie, którzy podążając za milczącym słowem, słowem majestatycznym, odwieczną wymową gór idą, wspinają się i pokonują samych siebie, aby dotrzeć na szczyty”…
(Jan Paweł II)

Dolina Chochołowska była jednym z ulubionych miejsc turystycznych Karola Wojtyły, bywał tutaj wielokrotnie :)

Po ponad 2 godzinach wędrówki (cały czas idąc pod górę) stanęliśmy pod szczytem Wołowca z zamiarem wejścia na niego. Plany były ambitne, bo dalej miał być Jarząbczy Wierch, Kończysty Wierch i przez Trzydniowiański Wierch zejście do Doliny Chochołowskiej. Niestety, jak to w górach często bywa –  pogoda gwałtownie załamała się :(  W takiej sytuacji, dodatkowo jeszcze będąc z dziećmi postanowiliśmy z mężem, że idziemy w drugą stronę, na lżejszy i krótszy szlak tzn. na Rakonia, Grzesia i ponownie schodzimy do schroniska na Chochołowskiej Polanie :)

Po odpoczynku idziemy więc na Rakonia podziwiając Zachodnie Tatry Słowackie :)
Na zdjęciu można wypatrzeć jedno z jezior w Dolinie Rohackiej 😉

Na kolejnym zdjęciu ponownie widzimy Dolinę Rohacką :)
– uwielbiam takie widoki i to dla nich pokonuję trud wędrówki oraz mój lęk ekspozycji (wysokości, przestrzeni) 😉

Popędzani błyskawicami, grzmotami i coraz bardziej zacinającym deszczem po godzinie dotarliśmy do Grzesia :) Na szybkensa zrobiliśmy zdjęcia i dalej w drogę 😉

A wkrótce, tuż pod Grzesiem, ku naszej wielkiej radości – rozpogodziło się 😉

Naszym oczom ukazał się wspaniały widok parujących gór :)

Ciekawe i urokliwe zjawisko …ja oczywiście strzelałam fotki jak szalona 😉


„Góry dają człowiekowi, poprzez zdobywanie wzniesień nieograniczony kontakt z przyrodą – poczucie wewnętrznego wyzwolenia, oczyszczenia, niezależności.” (Jan Paweł II)

Osobom lubiącym chodzić po Tatrach i podziwiać piękne widoki, ale jednocześnie bojącym się wyeksponowanych odcinków, przepaści, łańcuchów i klamr, bądź tak jak my rodzinom z dziećmi – gorąco polecam ten szlak :)

Trasa: Siwa Polana – Dolina Chochołowska – Schronisko na Polanie Chochołowskiej – Wyżnia Dolina Chochołowska – Rakoń – Grześ – Schronisko na Polanie Chochołowskiej – Dolina Chochołowska – Siwa Polana :)

Każdy, kto chodzi po górach doskonale wie jak zmienna potrafi być tam pogoda.       Dolinę Chochołowską przeszliśmy w słońcu i sprzyjająca aura towarzyszyła nam aż do wejścia na grań. Pod Wołowcem zrobiło się czarno i zagrzmiało :( i to załamanie pogody towarzyszyło nam aż do Grzesia, po czym padać przestało i nawet słonko wyszło :) A w drodze powrotnej, w połowie Doliny Chochołowskiej kolejne oberwanie chmury i zanim doszliśmy do Siwej Polany, do samochodu to byliśmy cali mokrzy, ale co tam, grunt, że zadowoleni 😉

POZDRAWIAM SERDECZNIE
zapraszając do czytania moich kolejnych relacji z górskich tras :)

100. Pierwsze Zrównoważone Miasto w Polsce Siewierz Jeziorna

Setny wpis :) :) :) , więc chciałabym pokazać coś wyjątkowego. Zastanawiając się, co wybrać i sugerując faktem, że moją realną i wirtualną podróż, czyli fotoblog rozpoczęłam wpisem z Siewierza zataczam koło i ponownie będę o nim pisała :) Ponieważ jednak zabytki i ruiny były ostatnio w mega dawce, zamek, choć piękny daruję sobie i dla kontrastu pokażę coś nowoczesnego – kilka kadrów z pierwszego powstającego w Polsce Miasta Zrównoważonego Siewierz Jeziorna :) Odwiedziłam je niedawno dwukrotnie i przyznaję – jestem pod wielkim wrażeniem :)

Miasto zaprojektowali czołowi urbaniści świata – Duany, Plater- Zyberk, Mycielski Architecture & Urbanism. Wykorzystali swoje unikalne know-how oraz doświadczenie, po to aby dobrze się tu mieszkało. Inspiracją stało się miasto Poundbury w Wielkiej Brytanii oraz Seaside – pierwszy projekt w USA zrealizowany według zasad Nowego Urbanizmu :)

Wyjątkowa lokalizacja to główny czynnik, który zadecydował o wyborze właśnie tego miejsca do powstania pierwszego w Polsce miasta zrównoważonego. Miasto powstaje na skraju aglomeracji śląskiej – dojazd do centrum Katowic zajmuje tylko 20 minut, a do lotniska w Pyrzowicach 12 minut. Siewierz znajduje się również przy trasach, pozwalających na szybki dojazd do Warszawy i Krakowa.

Zrównoważona urbanistyka kładzie nacisk na tworzenie publicznych i pół publicznych przestrzeni wspólnych oraz rozwiązania przyjazne dla wszystkich uczestników ruchu – pieszych, rowerzystów i samochodów. Położone na 120 ha miasto Siewierz Jeziorna będzie zabudowane w sposób wielofunkcyjny. Domy jedno i wielorodzinne nie wyższe jednak niż 3 piętra sąsiadować będą z parkami, sklepami i przestrzenią biurową. Kwartały mieszkalne zostały również zaprojektowane tak, aby mieszkańcy mogli bez trudu dotrzeć pieszo do swoich miejsc pracy czy obszarów usługowych.

Podział na wewnętrzne i zewnętrzne ulice zapewni bezpieczeństwo mieszkańców. Dzięki temu, najmłodsi będą mogli bezpiecznie spędzać czas jeżdżąc na rowerach i rolkach. Brak ślepych ulic, przejścia dla pieszych pomiędzy domami, podział na wewnętrzne i zewnętrzne, do tego sieć ulic technicznych, sprawi, że sprawnie będzie można dojechać lub dotrzeć w każde miejsce.

Przestrzenie miejskie są potrzebne w mieście po to aby tworzyć więzi sąsiedzkie. Po to zaprojektowano skwery i placyki, aby dzieci miały się gdzie razem bawić, a sąsiedzi spotkać się i poznać.

Budowę miasta rozpoczęto od zapewnienia pełnej infrastruktury (kanalizacja, kanały technologiczne, media), a dopiero potem przystąpiono do budowy domów. Mieszkańcy wprowadzają się więc do gotowego fragmentu miasta :)

Teren Jeziorna Centrum jest objęty Miejskim Planem Zagospodarowania Przestrzennego. Pozostała część jest objęta studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. Dzięki temu, każdy mieszkaniec wie, jaki jest plan rozwoju dzielnicy, a co za tym idzie, nie zaskoczą go nieprzewidziane budowle.

Spisany kodeks architektoniczny określa styl zabudowy Siewierza Jeziornej. Dzięki temu mieszkańcy mogą mieć pewność, że przed domem nie powstanie coś co wygląda inaczej niż się spodziewali. ( Źródło informacji: http://www.siewierzjeziorna.pl )

Na terenie miasta zaplanowano kilkunastohektarowy, przepiękny park z atrakcjami dla osób lubiących aktywny wypoczynek, m.in. boiskami, ścieżkami biegowymi i innymi elementami infrastruktury rekreacyjnej. Ale to jeszcze nie wszystko – Zrównoważone Miasto Siewierz Jeziorna powstaje w pobliżu Zalewu Przeczycko-Siewierskiego, jego mieszkańcy będą więc mogli w kilka minut dotrzeć nad brzeg zalewu i korzystać z jego walorów: popływać żaglówką, kajakiem czy po prostu poleżeć na leżaku na plaży. Ma powstać też nowa marina.

Malowniczo położony wśród zalesionych pagórków Zalew Przeczycko-Siewierski przyciąga miłośników rekreacji i wędkarstwa. Zalew powstał w 1961 r. i ma 430 ha. Przy średnim stanie wody jego głębokość waha się od 1 – 2 m przy wpływie Przemszy do 10 – 12 m w okolicy zapory czołowej w Przeczycach.

Zieleń i woda cieszą oczy :)


Myślę, że mieszkańcy powstającego Miasta Zrównoważonego Siewierz Jeziorna będą zachwyceni mieszkając w pobliżu tego zalewu :)

Od czasu do czasu bywam tam samochodem, bądź na rowerze.

Wpis o tym zbiorniku wodnym też już kiedyś przygotowywałam – wpis nr. 5 „Nad Zalewem Przeczyce” i osobom zainteresowanym polecam go do przeczytania :)

A wracając do Miasta Zrównoważonego Siewierz Jeziorna to 31 maja ruszyła sprzedaż domów i kamienic zrównoważonej inwestycji w Siewierzu przy ul. Jeziornej. Pierwszy kwartał miasta ma powstać już w 2014 roku, a ostateczny termin zakończenia inwestycji nie jest jeszcze znany (prawdopodobnie będzie to 2020 r.). Podobno pierwsi mieszkańcy mają się już wprowadzić we wrześniu 2014 :)

Mieszkańcy będą sami zarządzać swoimi przestrzeniami wspólnymi. W tym celu powstało już Stowarzyszenie mieszkańców Miasto Zrównoważone, które będzie dbać o utrzymanie terenów, ustalać zasady dobrego sąsiedztwa, a także wspierać inicjatywy społeczne :)

Na razie to ostatnie zdjęcie z tego miejsca, jednak zainteresowana i zaintrygowana projektem powstawania pierwszego zrównoważonego miasta w Polsce zamierzam od czasu do czasu tam zaglądać i śledzić postępy w jego realizacji, a mam do niego tak blisko, że mogę podjechać nawet na rowerze 😉 Za powodzenie tego przyszłościowego projektu trzymam kciuki :)

☼ POZDRAWIAM CIEPLUTKO ☼                                                                                       w drugim tygodniu wakacji :) :) :)

99. Ruiny Zamku w Lanckoronie

Dawno nie było żadnego zamku, więc poszperałam w mojej szufladzie i dzisiaj pokażę ruiny zamku w Lanckoronie. Zanim to jednak nastąpi kilka słów o samej miejscowości :)

Lanckorona to wieś w Polsce, w województwie małopolskim, w powiecie wadowickim, siedziba gminy Lanckorona.
Wieś leży w Beskidzie Makowskim, 30 km na południe od Krakowa, nad rzeką Skawinką, na wysokości 545 m n.p.m, na południowo-wschodnim stoku Lanckorońskiej Góry.
Miejscowość ta została założona przez Kazimierza III Wielkiego.
Z zapisów wiadomo, że pierwszym burgrabią fortecy był Orzeszko, który pełnił tę funkcję w latach 1366-1375. Poza tym na zamku często pojawiali się królowie: fundator zamku i miasta Kazimierz III Wielki i Władysław Jagiełło, którzy wykorzystywali niewielką odległość Lanckorony od Wawelu i bogate w zwierzynę tereny łowieckie. Pierwszym tenutariuszem Lanckorony (od 1391) był Mikołaj Strasz herbu Odrowąż.

Obecnie Lanckorona słynie z unikatowego małomiasteczkowego układu urbanistycznego.
Do miejscowości przyciąga swoisty mikroklimat, czyste powietrze oraz cisza i spokój, które dają możliwość dobrego wypoczynku w malowniczym krajobrazie. Lanckorona jest też dobrym punktem wypadowym do wycieczek – w Beskid Makowski, Dróżki Kalwaryjskie, do Wadowic i Krakowa. Koło ruin zamku biegnie niebieski szlak turystyczny z Brzeźnicy do Łopusznej oraz żółty szlak turystyczny z Myślenic do Chełmu Wschodniego.

Na zdjęciu zabytkowa zabudowa rynku :)

Jedną z głównych atrakcji Lanckorony są oczywiście ruiny zamku :)

Zamek na Lanckorońskiej Górze na północ od Lanckorony został zbudowany przez Kazimierza Wielkiego w połowie XIV wieku. Strzegł granicy między ziemią krakowską a Księstwem Oświęcimskim, którego władca Mieszko I Cieszyński w 1291 roku złożył hołd lenny królowi czeskiemu Wacławowi II. Granica ta przebiegała wówczas u stóp Lanckorońskiej Góry.

Pierwsza wzmianka o zamku pochodzi z 1366 roku. Zamek stanowił rezydencję starostów lanckorońskich i kilkakrotnie zmieniał właścicieli. W 1579 roku, za panowania Stefana Batorego, znalazł się na krótko w posiadaniu Kaspra Biekiesza, pretendenta do tronu w Siedmiogrodzie i dowódcy wojsk węgierskich w służbie Rzeczypospolitej, w latach 80. XVI wieku przeszedł w ręce Mikołaja Zebrzydowskiego, późniejszego marszałka wielkiego koronnego i wojewody krakowskiego, który przygotował tu tzw. rokosz Zebrzydowskiego, wzniecony w 1606 roku przeciwko Zygmuntowi III Wazie. Zamek znajdował się w rękach Zebrzydowskich do XVIII wieku, gdy starostwo lanckorońskie przeszło na Czartoryskich, a następnie Wielopolskich. Ostatnim starostą lanckorońskim przed zajęciem zamku przez wojska austriackie 6 czerwca 1772 roku w wyniku I rozbioru Polski był hrabia Józef Wielopolski.

W 1768 roku zamek został zajęty przez konfederatów barskich pod wodzą Maurycego Beniowskiego i stał się jednym z ich najważniejszych punktów wypadowych w Małopolsce. W listopadzie 1769 roku przywódca konfederatów, Kazimierz Pułaski, stoczył w rejonie zamku zwycięską walkę z wojskami rosyjskimi. 20 lutego 1771 roku doszło tu do nieudanej próby zdobycia zamku przez korpus rosyjski pod wodzą Aleksandra Suworowa, który poniósł ciężkie straty i musiał się wycofać. 21 maja 1771 roku pod murami zamku rozegrała się bitwa pod Lanckoroną, zakończona porażką konfederatów, choć zamek nie został zdobyty.

Władze austriackie zaadaptowały zamek  na więzienie dla przestępców kryminalnych. Więźniowie dewastowali wnętrza, a podczas licznych ucieczek wybijali nawet otwory w ścianach. Niedługo potem zlikwidowano więzienie, a obiekt opuszczono. Do ostatecznej dewastacji przyczyniła się rodzina Montlearów, która budulec zamku wykorzystała do własnych celów. Do dnia dzisiejszego z zamku zachował się jedynie zarys murów oraz fragmenty dwóch baszt. W roku 2000 ogrodzono skarpę, wycięto stare krzewy i zarośla, zbudowano też atrakcyjny punkt widokowy.

Średniowieczny zamek miał kształt zbliżony do prostokąta i posiadał dwie czworoboczne wieże narożne. Prostokątny dziedziniec wewnętrzny był zamknięty od północnego zachodu przez część mieszkalną. W XVIII wieku, po przebudowach, w narożach zamku znajdowały się bastiony armatnie, a  do głównej bramy prowadził most zwodzony. W 1770 roku konfederaci barscy dokonali napraw i wzmocnienia zamku.

Wstęp do ruin jest darmowy :)
Z zamku zachowały się jedynie większe fragmenty murów, ale w czasach swojej świetności, jak widać na planszy – robił wrażenie :)

W pobliżu zamku nie ma parkingu, więc zaparkować należy w centrum Lanckorony. Następnie kierując się tablicami informacyjnymi bez problemu można dojść do ruin. Problemem dla osób o słabej kondycji fizycznej może być jedynie strome podejście.

Lubię zwiedzać i fotografować zamki, więc miejsce to odwiedziłam z wielką przyjemnością. Miło się spacerowało wśród tych ruin, tym bardziej, że pogoda sprzyjała. Pokonywanie wysokości nie jest dla mnie problemem, więc lokalizacja też mnie zachwyciła :)

Lanckoronę  polecam na weekendowy rodzinny wypad :)

Wszystkim odwiedzającym mnie tu na blogu osobom
udanych wakacji życzę :) :) :)

98. Orawski Park Etnograficzny w Zubrzycy Górnej

Nadal pozostaję w klimacie zabytkowej architektury drewnianej i zapraszam na spacer po Orawskim Parku Etnograficznym w Zubrzycy Górnej :)
Osobom nie czytającym poprzedniego wpisu wyjaśniam, że skansen ten był drugim punktem programu wycieczki autokarowej: Orawka – Zubrzyca Górna – Wadowice

Orawski Park Etnograficzny to skansen regionalny tworzony od 1937 roku, otwarty w 1955 roku w Zubrzycy Górnej (wieś w Polsce położona w województwie małopolskim, w powiecie nowotarskim, w gminie Jabłonka).

Do Muzeum najlepiej dojechać:
– Z Krakowa drogą krajową nr 7 w kierunku Chyżnego, w miejscowości Jabłonka należy skręcić w prawo na drogę  nr 957 w kierunku Makowa Podhalańskiego. Odległość od skrzyżowania w Jabłonce do Muzeum wynosi 12 km.
– Z Zakopanego drogą nr 958 w kierunku Czarnego Dunajca i dalej należy skręcić  w  lewo na drogę nr 957 w kierunku Makowa Podhalańskiego.
– Z Nowego Targu drogą  nr 957 w kierunku Makowa Podhalańskiego.
– Ze Śląska drogą  w kierunku Zakopanego, za Makowem Podhalańskim należy  skręcić w prawo na drogę 957 w kierunku Nowego Targu przez przełęcz Krowiarki.

Na kolejnym zdjęciu przeniesiona z Podwilka żydowska karczma, zwana Czarną Karczmą. Nazwa nawiązuje do zastosowanego w niej dymnego, czyli kurnego systemu grzewczego. Polegał on na tym ze nie budowano przewodów kominowych i kominów, a dym wydostawał się przez otwór w suficie i przez dymniki umieszczone w dachu. Przy takim systemie w izbie pełno było czarnego dymu który osadzał się na ścianach. Jest to duży budynek, zbudowany w XVIII w. nakryty tzw. polskim, gontowym dachem. W swojej przeszłości budynek był karczmą z zapleczem mieszkalnym, szpitalem wiejskim, i domem opieki dla osób starszych. Po przeniesieniu do skansenu, w latach 1955 – 1957 stał się Schroniskiem Turystycznym PTTK, zwanym Moniakówką.
Obecnie w dawnej karczmie znajduje się kasa biletowa, recepcja, oraz sklepik z wydawnictwami i pamiątkami regionalnymi.

Orawski Park Etnograficzny prezentuje dzieje, architekturę, kulturę materialną, społeczną i duchową regionu Górnej Orawy. Ekspozycja jest szczególnie interesująca ze względu na oryginalność regionalnej kultury powstałej w wyniku połączenia dorobku dwóch fali osadniczych – pasterzy wołoskich przepędzających tu swoje stada z terenów Karpat Wschodnich oraz rolników napływających od północy (z Małopolski).

Poniżej pasieka orawska – ekspozycja uli kłodowych typu „stojakowego”. To typ pasieki charakterystyczny dla Górnej Orawy :)

Orawski Park Etnograficzny w Zubrzycy Górnej powstał na skutek aktu darowizny dokonanego w 1937 r. na rzecz Skarbu Państwa polskiego, w rezultacie starań ówczesnego konserwatora zabytków Bohdana Tretera, przez rodzeństwo Joannę Wilczkową i jej brata Sandora Lattyaka (Łaciaka), ostatnich spadkobierców sołtysiej rodziny Moniaków.
Na mocy powyższego aktu Skarb Państwa stał się właścicielem posesji o powierzchni ponad czterech hektarów, w skład której wchodzi zabytkowy dwór z również zabytkowymi budynkami gospodarczymi w otoczeniu parku o wspaniałym starodrzewiu. Testament ofiarodawców mówi : „Życzeniem naszym jest zabezpieczenie dla przyszłości starodawnego charakteru tego osiedla dworskiego w formie muzeum, w którym by znalazły pomieszczenie również ruchomości należące do rodziny z historią dworu i tej ziemi związane „. Po śmierci ostatniej z rodu Joanny Wilczkowej w 1951r., która zamieszkiwała starodawną siedzibę rodową na zasadzie dożywocia, zniszczony dwór wraz z zespołem budynków gospodarczych został przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków dr Hannę Pieńkowską starannie odnowiony. Cenny ten zabytek i pokaźny obszar ziemi pozwoliły na podjecie myśli zorganizowania tutaj Muzeum na wolnym powietrzu dla regionu Orawy.

Współzałożycielką i pierwszą dyrektorką parku była urodzona we Lwowie polska etnolog Wanda Jostowa :)

Na kolejnym zdjęciu Zagroda Paś-Filipka :)

W środku znajduje się wystawa tkactwa orawskiego z XIX wieku z pełnym wyposażeniem, czyli cały osprzęt pomocniczy i trzy warsztaty z założonymi na wały osnowami oraz z fragmentami utkanych płócien.

Architektura chałup zachwyca, ale równie ciekawe są ekspozycje ukazujące  wszelkiego rodzaju przedmioty i narzędzia znajdujące się w ich wnętrzach :)

Pięknie haftowana pościel na kolejnym zdjęciu :)

W Muzeum prezentowane są także cztery chłopskie zakłady przemysłowe: olejarnia pochodząca z Lipnicy Małej, kuźnia, tartak i folusz :)

Na zdjęciu koło wodne przy tartaku, tu były kręcone sceny do filmu Ogniem i mieczem :)

Na terenie parku organizowane są imprezy plenerowe oraz różne zajęcia edukacyjne z regionalizmu dla dzieci, młodzieży i dorosłych, jak również konkursy.
Orawski Park Etnograficzny był plenerem kilku filmów, kręcono tutaj m. in. Janosika oraz Ogniem i Mieczem :)

Poniżej Karczma z Podwilka z pobielonymi ścianami, na błękitno przemalowaną stolarką drzwi i okien i gontowym dachem :)

Skansen czynny jest codziennie:
listopad – marzec: 8.30 – 14.30
kwiecień, październik: 8.00 – 16.00
maj – czerwiec, wrzesień: 9.00 – 17.00
lipiec – sierpień: 9.00 – 19.00

Po skansenie oprowadza przewodnik bez dodatkowych opłat, a ostatnie wejście odbywa się najpóźniej godzinę przed zamknięciem.

Bardzo lubię zwiedzać i fotografować skanseny i jeśli tylko nadarza się ku temu okazja, to z przyjemnością z niej korzystam 😉 Moja poprzednia wizyta w tym pięknie położonym u podnóża Babiej Góry parku miała miejsce 25 lat temu, więc po wielu latach chętnie odwiedziłam go ponownie i teraz polecam :) Po informacje wykorzystane w tym wpisie sięgałam do strony http://www.orawa.eu/ , którą to również polecam Wszystkim bliżej zainteresowanym tym parkiem osobom :)

Ostatnim punktem wycieczki były Wadowice – krótki spacer po mieście i tradycyjnie już zakup kremówek :) O Wadowicach mogłabym długo opowiadać, ale to może już innym razem, po kolejnej w nich wizycie i porcji nowych zdjęć 😉

Niestety tym razem zabrakło czasu, by zwiedzić Muzeum Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II, a miałam wielką ochotę by zobaczyć go w nowej odsłonie :(

Na dzisiaj to już wszystko,                                                                                             aura letnia dopisuje i zachęca do spędzania czasu w plenerze :)

POZDRAWIAM CORĄCO !!!!!!!!!! :) :) :)

97. Kościół św. Jana Chrzciciela w Orawce

Niedawno, 13 kwietnia 2014 (Niedziela Palmowa) byłam na wycieczce autokarowej organizowanej przez PTTK w Zawierciu.

Trasa: Orawka – Zubrzyca Górna – Wadowice

Bardzo udany i ciekawy wyjazd :) Zrobiłam też sporo zdjęć, którymi chciałabym się tu pochwalić :) Zapraszam więc na pierwszą część relacji z niego, w której opowiem o drewnianym kościółku w Orawce :)

Kościół św. Jana Chrzciciela w Orawce to zabytkowy kościół parafialny w Orawce (w województwie małopolskim), jeden z punktów szlaku architektury drewnianej województwa małopolskiego.
Kościół ten jest najstarszą świątynią i pierwszą parafią Polskiej Orawy oraz najstarszą drewnianą świątynią Górnej Orawy. Powstanie kościoła datuje się na lata 1651-1656, zbudowany został z inicjatywy ks. Jana Szczechowicza. Jest położony pośród drzew i otoczony murem, w obrębie którego mieści się cmentarz.

Drewniany, jednonawowy kościół z wieżą wzniesiono w konstrukcji zrębowej; dach i ściany obito gontem. Wydłużone prezbiterium, wielobocznie zamknięte, jest węższe od nawy. Od północy przylega do niego zakrystia, a od wschodu murowana kaplica Matki Bożej Bolesnej, wzniesiona w 1728. Po południowej stronie nawy mieści się drewniana kruchta. Kościelna wieża o pochyłych ścianach jest zwieńczona izbicą i ostrosłupowym hełmem z czterema narożnymi wieżyczkami.

Na zdjęciu mój starszy syn, który był ze mną na tej wycieczce i tak jak ja bardzo lubi zwiedzać zabytkowe, drewniane kościoły :) Jak miło jest mieć sprzymierzeńca w swoich wędrówkach 😉

Wnętrze kościoła i część wyposażenia pokryto figuralno-ornamentalną polichromią w 2. poł. XVII w. i w 1711. Autorem koncepcji wystroju był proboszcz Orawki, ks. Jan Szczechowicz. Polichromia przedstawia sceny z życia św. Jana Chrzciciela, medaliony z Chrystusem i apostołami, wizerunki świętych czczonych na Węgrzech oraz herby osób związanych z historią Orawy: cesarza Ferdynanda III Habsburga, arcybiskupa Jerzego Lippaya de Zongor oraz Moniaków. Na parapecie chóru namalowano sceny ilustrujące dziesięć przykazań.

Na belce tęczowej znajduje się barokowa grupa Ukrzyżowania oraz inskrypcje (jedna z nich to polski tekst pieśni pasyjnej). Późnobarokowy ołtarz główny i dwa boczne oraz stalle wykonano w 1. poł. XVIII w. W kaplicy znajdują się także Stacje Drogi Krzyżowej z 1857 autorstwa Szczepana Sitarskiego.

Tego dnia ołtarz główny przysłonięty był zasłoną zatytułowaną „Pieta pod krzyżem”

Kościół ten słynie z unikatowych w Polsce i w Europie Zasłon Wielkopostnych.

Na zdjęciu poniżej „Biczowanie Chrystusa”.
Zasłona ta przysłaniała zwykle Grupę Ukrzyżowania na belce tęczowej, od 2013 ma być wieszana zamiennie z „Pietą pod krzyżem” na ołtarzu głównym.

Zasłony wielkopostne służą przysłanianiu ołtarzy przez 10 dni w roku, od piątej niedzieli Wielkiego Postu do Wielkiej Środy. Orawczańskie zasłony to cztery przepiękne zabytkowe tkaniny lniane malowane temperą. Najstarsza z nich ma widoczne datowanie 1676, trzy pozostałe pochodzą z pocz. XIX wieku.

Na kolejnym zdjęciu zasłona „Matka Boska Siedmiobolesna”
– zasłonięto nią nastawę lewego ołtarza bocznego.

Tkaniny orawczańskie zostały przebadane i zakonserwowane na początku XXI wieku, kiedy proboszczem w Orawce był ks. Marek Młynarczyk. Zniszczone w stopniu znacznym, z powodu niewłaściwego przechowywania i upływu czasu, zostały odrestaurowane i naszyte na czarne cienkie płótno lniane, które zakupił proboszcz. Zapewnił on także stosowne przechowywanie nie tylko tkanin ale i innych zabytkowych przedmiotów. Renowacja płócien polegała na oczyszczeniu przy pomocy specjalnie przygotowanych odczynników roślinnych, a następnie punktowym nanoszeniu uzupełnień temperą. Dokonali tego wybitni znawcy tematu, historycy sztuki i konserwatorzy zaproszeni przez ks. Młynarczyka. W latach 90 tych XX w. wieszana była tylko zasłona „Biczowanie Chrystusa”, przesłaniając ołtarz główny. Pozostałe nie były używane, a najstarsza dodatkowo bardzo zniszczona.
(Źródło informacji: http://orawka-kosciol.pl )

Wycieczka została tak zaplanowana, byśmy mogli najpierw wziąć udział we mszy świętej, a następnie po niej zwiedzić dokładnie kościół z przewodnikiem.
Pani przewodnik spisała się na medal dokładnie i ciekawie opowiadając o historii kościoła oraz zasłonach wielkopostnych.

Na uwagę zasługuje tam niemalże każdy detal :)

Moją uwagę przykuł również wspaniały żyrandol :)

Po zwiedzaniu wnętrza, oczywiście obeszliśmy również kościół wkoło :)

Piękny zabytkowy kościół, bardzo ciekawa architektura, wspaniałe wnętrze … jestem pełna zachwytu dla tego obiektu sakralnego. Na pewno warto go zwiedzić i poczuć jego niepowtarzalny klimat (bo drewniane kościółki mają taki swój specyficzny, niepowtarzalny klimat 😉 )

POZDRAWIAM SERDECZNIE :) :) :)

Wkrótce kolejna część relacji z tej wycieczki
– wizyta w skansenie w Zubrzycy Górnej :)

96. Uroczysko w Kostkowicach/Dzibicach

Długi Weekend Majowy zbliża się wielkimi krokami!
W tym roku 1 maja wypadnie w czwartek, zaś 3 maja w sobotę. Są to dni ustawowo wolne od pracy. Można dodatkowo wziąć wolny piątek, 2 maja, dochodzi jeszcze niedziela i możemy cieszyć się aż czterema dniami wolnymi. A jeśli pracodawca wyrazi zgodę, to warto wziąć 4 dni urlopu i w ten sposób zyskujemy aż 9 dni laby. Idealnie by gdzieś wyjechać i wspaniale wypocząć :). Pięknych miejsc jest mnóstwo, tylko trzeba znaleźć coś odpowiedniego dla siebie i swojej kieszeni. Ja niestety w tym roku na żaden dłuższy wyjazd nie mogę sobie pozwolić, ale jak tylko uda się, to wskakuję na rower i odwiedzę jakieś fajne miejsce na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, a wybierać mam w czym. W zeszłym roku o tej porze byłam stałą bywalczynią w gminie Kroczyce i dzisiaj kilka zdjęć pokażę :) Osobom, które jeszcze nigdy tam nie były gorąco polecam te tereny :)

Obok wsi Kostkowice, administracyjnie już w miejscowości Dzibice (województwo śląskie, powiat zawierciański, gmina Kroczyce) znajduje się kompleks 4 zbiorników wodnych :)

Kompleks ten powstał na rzece Białce. W sumie ich powierzchnia wynosi 34 ha :)

Białka to niewielka rzeka w województwie śląskim o długości około 15 km, lewy dopływ Krztyni. Jej źródło znajduje się w okolicach wsi Zdów, w gminie Włodowice, powiecie zawierciańskim. Płynie w kierunku wschodnim przez wsie Browarek, Biała Błotna. W miejscowości Zawada Pilicka wpada do Krztyni.

Zbiorniki wodne w Dzibicach przyciągają turystów oraz osoby lubiące wypoczynek nad wodą :)

Jest to również jedno z najatrakcyjniejszych miejsc dla wędkarzy, a szczególnie karpiarzy.
Ponieważ jednak łowisko w okresie letnim zamienia się w kąpielisko i nawiedzają je wtedy tłumy turystów – sezon wakacyjny lepiej sobie odpuścić. Lecz w innych miesiącach można się zmierzyć nawet z trzydziestokilogramowym karpiem!
W łowisku znajdą się także płocie, które najchętniej łowią się na drgającą szczytówkę. Szczupaki natomiast kuszą się na blach i gumy, ale nie z brzegu tylko z łodzi.
(Źródło informacji: http://www.wedkuje.pl)

Nie wędkuję, ale myślę, że wędkowanie w takiej scenerii to prawdziwa przyjemność 😉

W zbiornikach wodnych w Dzibicach woda jest czysta. Jak już wspomniałam w sezonie letnim tłoczno i gwarno, natomiast poza sezonem jest tam cicho i spokojnie i właśnie wtedy dla mnie jest to idealne miejsce do wypoczynku na łonie przyrody :)

Krajobraz w wodzie utopiony…
kolejny kadr z miejsca, które zachwyciło mnie ciszą i spokojem :)

„Pragniesz ciszy – wybierz się na spacer
do świata zieleni i ptactwa.”
(Roman Mleczko)

„W ciszy twoje serce znajdzie odpowiedzi,
których rozum znaleźć nie potrafi.”
(Phil Bosmans)

Lubię tam jeździć poza sezonem – wspaniale można się wtedy „zresetować” :)

„Wlewajmy w serca ciszę i spokój,
które ofiarowała nam natura.”
(Mirosława Juchnik)

W tym miejscu można odpocząć, pomarzyć oraz nacieszyć oczy pięknem natury :)

A jeśli komuś woda nie wystarcza, to niedaleko znajduje się Góra Słupsko z wspaniałymi formacjami skalnymi :)

Na zdjęciu poniżej Skała o nazwie Wielbłąd :)

Skały i woda jednocześnie – cudowne miejsce na Jurze :)

Bardzo lubię tam bywać. W ostatnich latach Góra Słupsko i zbiorniki w Dzibicach były wielokrotnie celem moich wycieczek rowerowych. W zeszłym roku brałam też udział w odnawianiu zielonego szlaku pieszego Mrzygłód – Kostkowice, który biegnie przez Górę Słupsko i kończy się lub zaczyna (w zależności od kierunku wędrowania) u jej podnóża.
W moich archiwalnych wpisach można znaleźć już wpis o Górze Słupsko i więcej zdjęć z tego miejsca. O Zalewie w Kostkowicach/Dzibicach też już kiedyś opowiadałam – wpis nr. 23.

POZDRAWIAM CIEPLUTKO :)
polecając to miejsce na majową wycieczkę 😉

95. Na jurajskim szlaku: Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Skarżyckiej i Okiennik Wielki

Witam serdecznie na moim blogu :)

Dzisiejszy wpis jest efektem mojego pierwszego pozimowego trekkingu po Jurze :) Wstawiam go z pewnym opóźnieniem, bo dokładnie miał on miejsce 23 lutego 2014, ale zajęta innymi sprawami (wyjazdami również) nie mogłam wcześniej go puścić 😉
Samochodem dojechałam do Skarżyc (dawniej wieś, od 1977 roku dzielnica Zawiercia – woj. śląskie) i zaparkowałam pod Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Skarżyckiej znajdującym się w centrum.

Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Skarżyckiej jest wyjątkowym zabytkiem. Kościół pw. Trójcy Przenajświętszej w Skarżycach ufundował w 1583 r. ówczesny właściciel wsi Mikołaj Brzeski. Świątynię wzniesiono w stylu barokowym z jurajskiego kamienia na fundamentach średniowiecznej wieży obronnej z XII w. i przyległej do niej kaplicy z XIV w. Kościół konsekrowano w 1598 r.
Obecną formę kościół otrzymał po przebudowie w 1610 r. przeprowadzonej z fundacji Wojciecha Giebułtowskiego († 1623 r.). Impulsem do tej fundacji był fakt zajęcia kościoła w Kromołowie przez arian w 1596 r. Co ciekawe, na przekór arianom, świątynia otrzymała wezwanie Świętej Trójcy, której przeciwnikami byli arianie. Podobnie symboliczne znaczenie miały trzy absydy w kościele nawiązujące do Trójcy Świętej. Z frontu znajduje się wyniosła wieża w formie ryzalitu o hełmie namiotowym z czworoboczną latarnią – czyli pierwotne założenie budowli.

Do czasów współczesnych zachowało się historyczne –głównie barokowe – wyposażenie kościoła, w tym ambona, chrzcielnica, tabernakulum, monstrancja i trzy kielichy. Najcenniejszym zabytkiem pochodzącym z 1604 r. jest obraz Matki Bożej Skarżyckiej – replika cudownego obrazu Matki Boskiej Śnieżnej (Santa Maria Maggiore w Rzymie). Jest on przedmiotem kultu. Cenny jest drewniany barokowo-klasycystyczny ołtarz główny bogato złocony i kontrastowo pomalowany na czarno. Na konsolach tego ołtarza stoją rzeźby śś. Piotra i Pawła, a w centralnym miejscu późnorenesansowy obraz Świętej Trójcy adorowanej przez św. Stanisława i św. Wojciecha z namalowanymi konturami dawnej Rzeczypospolitej. Obraz ten został zamalowany podczas okupacji, a odnowiony w 1950 r. W kaplicy północnej znajduje się późnorenesansowy ołtarz z obrazem Bożego Narodzenia i pokłonem pasterzy z XVIII w. Nad prezbiterium na sklepieniu znajduje się malowidło Mitki przedstawiające patronów kościoła. W przeciwległej południowej kaplicy na sklepieniu wizerunki świętych polskich oraz obraz św. Jana Chrzciciela.

Niestety tego dnia sanktuarium było zamknięte i jedynie mogłam obejść je wkoło. Nie zmartwiło mnie to jednak, gdyż latem często koło niego przejeżdżam na rowerze i mam nadzieję, że kiedyś będzie otwarte :)

Wyczytałam, że Kościół w Skarżycach wielokrotnie płonął. Zniszczenia spowodowały, że w 1678 r. biskup krakowski Mikołaj Oborski dokonał ponownej konsekracji. Ostatnią znaczną przebudowę zakończono w 1788 r. Kolejne ważniejsze remonty przeprowadzono w 1904 r., a po 1945 r. zmieniono pokrycie dachu (z gontowo-dachówkowego na blachę). 17 czerwca 1967 r. kościół wpisano do rejestru zabytków województwa śląskiego. 15 sierpnia 1999 r. arcybiskup metropolita częstochowski Stanisław Nowak podniósł kościół w Skarżycach do godności Sanktuarium Matki Boskiej. ( Źródło informacji: http://www.dladziedzictwa.org )

Pogoda wspaniała, więc nie zwlekając ruszyłam ulicą Okiennik, a następnie drogą szutrową w kierunku Okiennika Wielkiego. Spragniona ruchu, jurajskiego powietrza i widoków delektowałam się wędrówką :)

Okiennik Wielki jest niezwykłą formacją skalną, którą zresztą już dwukrotnie pokazywałam na moim blogu – wpis nr.3 – Okiennik Wielki i wpis nr. 45 – Na jurajskim szlaku: Zamek „Bąkowiec” i Okiennik Wielki, a odwiedzam ją średnio 3-4 razy w roku 😉

Okiennik Wielki znajduje się na gruntach wsi Piaseczno. Niekiedy (błędnie) ze względu na lokalizację nazywany jest potocznie – Okiennikiem Skarżyckim.

I jeszcze raz Okiennik Wielki w podobnym ujęciu, co poprzednio.
Na zdjęciu doskonale widać, że było ono robione w okresie przedwiośnia 😉

Według historyków ok. XII-XIII wieku u podnóża skał istniał obronny gród o konstrukcji drewnianej; ślady murów miały być widoczne jeszcze w XIX wieku. Ślad po jego istnieniu zachował się ponadto w legendach, mówiących, że istniał tu gród lub osada, zamieszkały przez zbójników. Istnieją podania, które łączą Okiennik z właścicielami zamku w Morsku, czy też z Janosikiem, który miał ukryć tu swoje skarby a także z XIX-wiecznym rozbójnikiem Malarskim, który miał zamieszkiwać znajdująca się poniżej „okna” jaskinię.

W każdej legendzie jest coś z prawdy, więc kto wie… może pod skałami są jeszcze ukryte jakieś skarby 😉

Okiennik Wielki to nie pojedyncza skała, ale cała grupa skał – wśród nich ta posiadająca charakterystyczne okno jest najbardziej rozpoznawalna :)

Na tle błękitnego nieba Okiennik Wielki z każdej strony prezentuje się pięknie :)

Cała Jura Krakowsko-Częstochowska zachwyca swym urokiem. Nie potrafiłabym wybrać jednego – najpiękniejszego miejsca. Skały Okiennika Wielkiego są jednak dla mnie takim miejscem, do którego szczególnie lubię powracać :)

Okiennik Wielki znany jest osobom uprawiającym wspinaczkę.
Pierwsze potwierdzone wspinaczki miały tu miejsce w 1962 roku, a prawdziwy rozkwit eksploracji Okiennika to lata 80. XX wieku. Najbardziej znane drogi wspinaczkowe to Komin Kosmonautów (Komandosów), Droga Jungera, Super Akcje, Śląski Filar czy Rysa Fijała.

W miarę możliwości i ja wspinam się na skałki i zaglądam w różne zakamarki :)

Zakochane pary, rodzice z dziećmi, ekipa kręcąca filmik reklamowy – piękna pogoda przygnała w plener i innych pasjonatów jurajskich spacerów :) Tego dnia nie byłam tam więc sama 😉

Widziałam też panią z kijkami i reklamówką na śmieci. Wyrazy uznania dla niej :)            To dzięki takim ludziom na Jurze jest czyściej i przez to jeszcze piękniej :)

Najwygodniej jest dojechać do Okiennika samochodem, gdyż korzystając z komunikacji publicznej można dotrzeć jedynie do Skarżyc, skąd obowiązkowy spacer (ok. 30 minut). Do Skarżyc można dojechać autobusem miejskim nr 5 z dworca PKP w Zawierciu.

Poniżej Okiennik Wielki w kolejnej odsłonie.
Od tej strony do okna można wejść tylko po linach :)

Dla chcącego nic trudnego – i bez lin można znaleźć się w oknie :)
(zdjęcie nie robione na zoomie) 😉

Niestety odwaga i głupota idą w parze i jacyś bezmózgowcy pozostawili tam po sobie ślady :(

U stóp Okiennika krzyżują się następujące piesze szlaki turystyczne:
szlak turystyczny czerwony Szlak Orlich Gniazd: Pilica – Kocikowa – Góra Janowskiego – Podzamcze – Karlin – Żerkowice – Okiennik Wielki – ruiny zamku w Morsku – Góra Zborów – Zdów
szlak turystyczny żółty Szlak Skarżycki: Zawiercie Borowe Pole st. PKP – Rudniki – Skarżyce – Okiennik Wielki – Piaseczno

Prawdziwy cud natury, czyli Okiennik Wielki w kolejnej odsłonie :)

Piękna pogoda – wspaniale mi się szło w kierunku Okiennika, robiło zdjęcia i w miarę możliwości wspinało na skałki, jednak nadeszła pora by opuścić to miejsce.

Dla odmiany wracałam inną drogą szutrową. Nią doszłam do ulicy Skalnej, pokręciłam się jeszcze po różnych uliczkach i przed zmrokiem wróciłam do samochodu. Niewiele km w nogach, ale wspaniale było rozprostować kości w tak pięknej jurajskiej scenerii :)

Ostatnie już zdjęcie kończące wpis, ale z pewnością to moja nie ostatnia tam wizyta :)

Wszystkich gorąco zachęcam do zobaczenia na żywo Okiennika Wielkiego i innych, pobliskich atrakcji :)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO – WIOSENNIE :) :) :)

94. W krainie białych ostańców – Rzędkowickie Skały

Jura Krakowsko-Częstochowska to niezwykle piękna i urozmaicona kraina. Najbardziej charakterystycznymi jej elementami są białe ostańce skalne i średniowieczne warownie, bądź ich ruiny usytuowane na jurajskich wzgórzach. Uwielbiam te tereny, począwszy od wczesnej wiosny aż do późnej jesieni (niestety jestem zmarźlakiem 😉 ) często przemierzam je pieszo, bądź zwiedzam z roweru :) Zimą gdy śnieżnie i mroźnie ogrzewam się w domu wspomnieniami z tym wojaży. Prym w nich wiodą Rzędkowickie Skały, które oczarowały mnie i są jednym z najczęściej odwiedzanych przeze mnie miejsc na Jurze. Na moim blogu  gościły już kilkakrotnie i dzisiaj znowu zagoszczą :)

Rzędkowickie Skały to grupa skał wapiennych, położona na wschód od wsi Rzędkowice w gminie Włodowice (obecnie województwo śląskie) na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej.

Rzędkowickie Skały tworzą łańcuch ostańców skalnych na długości ponad 1 km :)

Wraz ze Skałami Kroczyckimi i Podlesickimi, Rzędkowickie Skały są jednym z największych i najpiękniejszych skupisk ostańców na całej Jurze :)

Skały Rzędkowickie stanowią bardzo popularny rejon wspinaczkowy. Większość skał nie przekracza 15m wysokości, do wyższych należą Lechwor ok. 25m i Okiennik Rzędkowicki ok. 30m. Znajduje się tu wiele dróg o bardzo zróżnicowanych trudnościach od III do VI.6, ze sporym wyborem dróg VI – VI.3. Jeszcze nie zdarzyło mi się,  bym nie spotkała tam miłośników tego sportu :)

Skały mają w większości wystawę południową i niestety latem przy wspinaniu bywa bardzo gorąco. Wtedy ratunkiem stają się skały położone w lesie :)

Skały Rzędkowickie dzielą się na kilka grup, a w tych grupach poszczególnym skałom nadano indywidualne nazwy :)

Na zdjęciu poniżej w otoczeniu zieleni widzimy Skałę Zegarową :)

Skała Zegarowa ma ok. 15 metrów wysokości i ciekawy, wyróżniający ją kształt :)

I ponownie jedna z Rzędkowickich Skał zwana Zegarową :)

By nikogo nie wprowadzić w błąd wyjaśnię może, że nazwy skał na Jurze niekiedy się powtarzają, bądź są bardzo podobne. Niedaleko Zamku Smoleń, w Dolinie Wodącej znajduje się skupisko skał tzw. Zegarowe Skały :) Na moim blogu też już kiedyś gościły, więc jeśli ktoś chce je zobaczyć to odsyłam do wpisu nr.44 :)

Uwielbiam jurajskie widoki – zachwycają mnie, odprężają , a wspomnienia z odwiedzanych miejsc pozwalają przetrwać zimę w domu.

Na zdjęciu ostatni już raz Zegarowa Skała 😉

Idąc od strony Rzędkowic następnym skupiskiem skał, tuż za Zegarową jest tzw. Studnisko :)

Studnisko wyróżnia się ciekawą jaskinią. Do jaskini można wczołgać się od dołu, jednak dojście na wierzchołek skały wymaga sporych umiejętności wspinaczkowych.
Skały Rzędkowickie są bardzo dobrym miejscem dla początkujących wspinaczy.
W pobliskiej wiosce Rzędkowice znajduje się szkółka wspinaczkowa oraz od niedawna otwarta filia Jurajskiej Grupy GOPR, której główna baza znajduje się w Podlesicach.

I jeszcze jedno spojrzenie na Studnisko :)

Wspaniale komponuje się biel skał z zielenią traw i lazurowym niebem… urzekające piękno natury :)

Pokazywana poniżej skała to prawdopodobnie Turnia Szefa, ale będąc tam, muszę to jeszcze dokładnie sprawdzić, gdyż nie chciałabym nikogo wprowadzać w błąd 😉

„Prawdziwa miłość jest jak skała,
której nie są w stanie zmienić żadne siły natury”

„ i jak mam być bardziej twardą i wytrzymałą skoro nawet skały pękają i kruszą się, a ja jestem tylko człowiekiem?”
Spacer wśród Rzędkowickich Skał relaksuje mnie, a gdy jestem tam sama to również skłania do refleksji :)

U podnóża skał od strony południowej prowadzi szlak turystyczny oznakowany kolorem zielonym (Mrzygłód-Kostkowice), od północy nieoznakowane ścieżki :)

Na zdjęciu w całej swej okazałości Turnia Cyklopa :)

A na zdjęciu poniżej oprócz Turni Cyklopa widzimy również Wielką Basztę i Turnię Lechwora :)

Jeszcze jedno spojrzenie na to niezwykłe skupisko skalne.
Na szczycie Turni Lechwora można dostrzec dwóch wspinających się i widać też jacy są mali w porównaniu z tymi skałami :)

Ostatnią grupę w rzędkowickim murze skalnym tworzą wspaniały 30 metrowy Okiennik Rzędkowicki i Słoneczna Turnia :)

Ponownie Okiennik Rzędkowicki – tu troszkę lepiej widać charakterystyczne okno :)

Pokazując co ciekawsze Rzędkowickie Skały nie pokazałam jeszcze grupy znajdującej się najbliżej wsi Rzędkowice. Wśród nich na szczególną uwagę zasługuje wyróżniająca się strzelistą iglicą – Wysoka :)

O skale tej już opowiadam we wpisie 16. Rzędkowickie Skały jesienią i dlatego, by się nie powtarzać wszystkich zainteresowanych odsyłam tam 😉

Tuż obok Wysokiej, o czym do tej pory nie wspominałam jest inna ciekawa skała tzw.  Kamień pod Wysoką. Ciekawie usytuowany, nieprawdaż? :)

Rzędkowice to bardzo dobry punkt wypadowy, niedaleko znajdują się Podlesice (4km), Mirów (8km), Łutowiec (11km), Morsko i Skarżyce. W miejscowości bardzo wiele gospodarstw oferuje pokoje lub miejsce na rozbicie namiotu.
Można tam uprawiać wspinaczkę skałkową, trekking, spacerować po lesie, jeździć na rowerze lub konno. Miłośnicy skamielin mogą odwiedzić położony niedaleko kamieniołom, gdzie można znaleźć wiele amonitów. Przebywając w otoczeniu pięknych jurajskich skałek można cudownie wypocząć!!! :)

Długo mogłabym opowiadać o tym miejscu i pokazać jeszcze mnóstwo zdjęć, ale na dzisiaj wystarczy – czujących niedosyt odsyłam do moich poprzednich wpisów: nr. 6 Rzędkowickie Skały, nr. 16 Rzędkowickie Skały jesienią, nr. 27 Ruiny Cegielni w Mrzygłodzie oraz 39. Rzędkowickie Skały – miejsce, do którego lubię powracać… :)

Przygotowując ten wpis i analizując w domu nazwy poszczególnych skał dotarło do mnie, iż pomimo, że byłam tam już wiele razy i większość skał doskonale kojarzę, to jednak z nazwaniem niektórych mam jeszcze problem. Jedną z pierwszych tegorocznych wypraw rowerowych będą więc chyba znowu Rzędkowickie Skały i oprócz podziwiania widoków, ich dokładna analiza 😉

POZDRAWIAM CIEPLUTKO :) :) :)

93. Pogórze Rożnowskie – Czchów

Ostatnim etapem zeszłorocznej autokarowej wycieczki po Pogórzu Rożnowskim był Czchów :)

Trasa: Zakliczyn – Lusławice – Rożnów – Gródek nad Dunajcem – Tropie – Czchów
(dla przypomnienia)

Czchów to miasto w województwie małopolskim, w powiecie brzeskim, siedziba gminy miejsko-wiejskiej Czchów.
Miasto położone jest przy drodze krajowej 75 nad Dunajcem i sztucznym zbiornikiem jeziorem Czchowskim, które powstało w wyniku spiętrzenia wód Dunajca (pomiędzy nimi znajduje się Elektrownia Czchów).
Ślady najdawniejszego osadnictwa w rejonie miasta sięgają czasów państwa wielkomorawskiego. W roku 1280 odbyło się tu spotkanie księżnej Kingi z księciem Leszkiem Czarnym, w asyście biskupa krakowskiego i innych dostojników w celu rozwiązania konfliktu między książętami. W wystawionym na tym zjeździe dokumencie Czchów określony jest jako wieś biskupa krakowskiego. Datowany na 1288 r. dokument, przyznaje prawa do Czchowa benedyktynom tynieckim. Mimo iż dokument jest czasem uznawany za falsyfikat, to miejscowość rzeczywiście należała do benedyktynów w końcu XIII w., gdyż z ich rąk przeszła w ręce panującej dynastii, na początku XIVw.
W 1327 r. istniała już w Czchowie królewska komora celna. W 1333 odziedziczyła go wraz z ziemią sądecką Jadwiga, wdowa po Władysławie Łokietku, a po jej śmierci w 1339 Kazimierz Wielki. Za jego panowania miasto zostało opasane murem obronnym, a przywilej wystawiony w Krakowie 24 listopada 1355 przeniósł je z lokacji na prawie średzkim na magdeburskie.
Nie jest pewne kiedy Czchów otrzymał prawa miejskie, we wspomnianym dokumencie zmiany prawa lokacyjnego, wspomniane jest, że prawa miejskie miał już dawno. W czasie lustracji w 1765 wójt z burmistrzami zeznali, że odnośny dokument im zgorzał.
Prawdopodobnie w tym samym czasie powstał na wzgórzu wznoszącym się nad miastem niewielki zamek dla obrony tutejszej komory celnej i szlaku handlowego. Trzonem zamku w Czchowie była starsza jeszcze, romańska obronna wieża mieszkalna. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Na pierwszym zdjęciu wspomniana romańska wieża w Czchowie :)

I jeszcze trochę historii… Zamek, rozbudowywany między XIII wiekiem a XVI wiekiem, ochraniał szlak handlowy biegnący wzdłuż Dunajca i komorę celną dla towarów przywożonych z Węgier. W źródłach pisanych pojawia się po raz pierwszy w 1356 r. Pierwotnie w tym miejscu znajdowała się romańska wieża obronna; w XIV wieku dobudowano wokół niej zamek stanowiący siedzibę starostów czchowskich; uległ on zniszczeniu w XVII wieku. Obecnie zachowała się jedynie XIV-wieczna wieża, częściowo zniszczona (bez górnej kondygnacji), i odsłonięte fundamenty murów.
W drugiej połowie XVIII wieku w zachowanej do dziś wieży mieściło się więzienie; zostało ono zlikwidowane po I rozbiorze Polski.
Ruiny zamku w Czchowie są tematem jednej z litografii Macieja Bogusza Stęczyńskiego i rysunku Adama Gorczyńskiego.

Można powiedzieć, że wieża zamkowa to symbol Czchowa – nie da się jej nie zauważyć przejeżdżając przez tą miejscowość, a widząc warto się zatrzymać, podejść do niej i zwiedzić w środku. Bilet wstępu na Basztę kosztuje tylko 3 zł. Za podobną symboliczną opłatę można wypożyczyć lornetkę. Baszta czynna jest codziennie od 1 maja do 31 października w godzinach od 10:00 do 19:00 :)

Dawniej z pewnością drewnianymi, teraz metalowymi krętymi schodami można wejść na jej czubek, by podziwiać okolicę i miasto :)

Zamek w Czchowie powstał z piaskowca. Na jego założenie składał się mur obwodowy o grubości 1,2-2 m otaczający krawędź wzgórza oraz wolno stojącej cylindrycznej wieży o średnicy 12,5 m i wysokości ok. 20 m. Wybudowano ją w południowej części założenia zamkowego. Przy północno-wschodniej kurtynie znajdował się dom mieszkalny, od południa przylegała prostokątna sień, natomiast we wschodniej części muru znajdowała się brama wjazdowa.

Wzgórze zamkowe zostało niedawno gruntownie przebadane, odnaleziono sporo ceramiki z XIV w., przedmioty metalowe, topory. Zobaczyć je można na wystawie poświęconej zamkowi w rynku. Opracowano również plany częściowej rekonstrukcji, ale nie posuwa się ona zbyt szybko.

Zamek w Czchowie należał do ciągu zamków rycerskich zbudowanych w średniowieczu na wzniesieniach nad Dunajcem na terenie Małopolski. Stanowiły one część systemu fortyfikacyjnego państwa polskiego, chroniąc granicę od strony Węgier.

Zamki znajdowały się w następujących miejscowościach (posuwając się w górę rzeki, w nawiasie stan zachowania):
– Wielka Wieś – zamek Trzewlin (ruiny)
– Melsztyn – zamek w Melsztynie (ruiny)
– Czchów – zamek w Czchowie (ruiny)
– Wytrzyszczka – zamek Tropsztyn (odrestaurowany)
– Rożnów – zamek w Rożnowie (ruiny)
– Gródek nad Dunajcem – zamek w Gródku nad Dunajcem (nie istnieje)
– Kurów – zamek na Kurowskiej Górze (nie istnieje)
– Nowy Sącz – Zamek Królewski w Nowym Sączu (ruiny)
– Zabrzeż – zamek w Zabrzeży (nie istnieje)
– Krościenko nad Dunajcem – Zamek Pieniński (ruiny)
– Niedzica-Zamek – zamek w Niedzicy (odrestaurowany)
– Czorsztyn – zamek w Czorsztynie (ruiny)
U podnóża Tatr, nad dopływem Dunajca, Białym Dunajcem, znajdował się zamek w Szaflarach, obecnie nieistniejący.

Ostatnie spojrzenie z wieży zamku w Czchowie i schodzimy w dół :)

Oprócz ruin zamku, popularnie zwanych Basztą, warto zwiedzić całe miasteczko Czchów. Na uwagę zasługuje, choć mały, to jednak uroczy rynek. Tego dnia było na nim tłoczno, gdyż odbywała się impreza motocyklowa. Motocykliści i ich maszyny również wzbudziły zainteresowanie wśród uczestników naszej wycieczki 😉

Zaraz obok rynku znajduje się zabytkowy kościół z XIV wieku oraz drewniana dzwonnica. Kościół niestety był zamknięty.

Na zdjęciu poniżej figurka znajdująca się na czchowskim Rynku :)

Ostatnie już spojrzenie na wyłaniającą się z drzew wieżę zamkową i pora opuścić Czchów :)

Relacja z mojej objazdowej wycieczki autokarowej po Pogórzu Rożnowskim też już dobiega końca. Pogoda tego dnia wspaniale dopisała, piękne i urozmaicone turystycznie tereny zachwyciły mnie i cóż… mam nadzieję, że prędko tam powrócę 😉

POZDRAWIAM CIEPLUTKO :) :) :)