122. Staw Amerykan w Złotym Potoku

W Złotym Potoku (gmina Janów, powiat częstochowski, województwo śląskie), w pięknej dolinie na rzece Wiercicy znajduje się malowniczy Staw Amerykan. W zeszłym roku odwiedziłam go na rowerze, ale ponieważ zajęta opisywaniem innych miejsc wcześniej nie dałam już rady rozpisać się o nim, więc teraz z przyjemnością nadrabiam te braki :)

Tajemnice Złotego Potoku

W leniwych nurtach Wiercicy rozlewisk,
tam, gdzie historii ślady stóp zostały,
złotopotockie giną tajemnice
sprzed ośmiu wieków:
powstań, klęsk i chwały.

Ponad borami dźwięk dzwonów się wzmaga,
karty historii ucząc pierwszych znaków,
z matek Potockich, Krasińskich, Raczyńskich
Ojczyzna dała Tej Ziemi Polaków.

Dzisiaj hołdując naszym ośmiu wiekom
i wspominając naszych przodków dzieje,
tworzymy nową potomnym historię,
pisząc w jej wiersze wiarę i nadzieję
(Krzysztof Lampa)

Pierwotnie staw ten nosił nazwę, którą nadał mu Zygmunt Krasiński w 1857 roku − „Staw Gorzkich Łez”. To tu poeta opłakiwał śmierć swojej 4-letniej córeczki Elżbietki.

W 1881 roku staw wszedł w skład większego założenia dóbr złotopotockich stanowiącego Pstrągarnię Raczyńskich i został przedzielony groblą. Jednocześnie Raczyńscy uznali, że minął okres żałoby po śmierci Elżbietki i zmienili nazwę stawu na Amerykan, na cześć senatora amerykańskiego, który przywiózł zalęgową partię ikry pstrąga tęczowego z Ameryki do Złotego Potoku.

Staw otoczony jest częściowo rezerwatem „Parkowe”.

Znad stawu rozciąga się piękny widok na dolinę Wiercicy :)

Zbiornik ten jest wykorzystywany jako dzikie kąpielisko. Przylega do niego pole biwakowe, boiska do piłki plażowej  i  złotopotockie błonia  na których odbywają się imprezy plenerowe – Jurajskie Lato Filmowe i Święto Pstrąga. To urokliwe miejsce na weekendowy odpoczynek :)

Staw jest zarybiony i udostępniony dla wędkarzy. Odbywają się na nim także Zawody Wędkarskie. Jednak najbardziej ekscytujące są konkursy w Płukaniu Złota.

Nad stawem zlokalizowano wiele małych gastronomi serwujących regionalną potrawę – złotopotockiego pstrąga przyrządzanego na wiele sposobów :)

Staw nie jest ogrodzony, więc dostępny jest przez cały rok :)

Cudny, zadbany i bardzo malowniczy zakątek :)

Staw Amerykan to nie jedyna atrakcja Złotego Potoku. Będąc tam warto również zobaczyć: Pałac Raczyńskich, znajdujący się obok niego Dwór Krasińskich oraz Staw Irydion, Rezerwat przyrody „Parkowe”, Grodzisko skalne Osiedle Wały, ruiny Zamku Ostrężnik oraz liczne ostańce np. Bramę Twardowskiego :)

Złoty Potok perłą Jury

                    Tu ostańców białe skały
                    Złoty Potok pokochały
                    I do lasu wchodzisz Bramą
                    Twardowskiego tutaj zwaną

Fala o brzeg złoty pluska
     Błyszczy w słońcu rybia łuska
     To tu w złotej tej krainie
     Złoty Potok pstrągiem słynie

                    W skale buk wyrasta prosty
                    I Diabelskie w skałach Mosty
                    Las tak stroi się jesienią
                    Że się wszystkie barwy mienią

     Na turystę tutaj czeka
     Cud Wiercica – złota rzeka
     Tajemniczy jaskiń świat
     I pustynny ciepły wiatr
(Ireneusz Bartkowiak )  

Na zdjęciu Staw „Sen Nocy Letniej” (Zielony) – kolejne malownicze miejsce w Złotym Potoku :)

Staw został tak nazwany przez poetę Zygmunta Krasińskiego. Należy do kilku „baśniowych stawów” na rzece Wiercicy, które stały się później częścią większego założenia, jakim była Pstrągarnia Raczyńskich.
Ten staw jak żaden inny, w bajeczny sposób zmienia kolory i swój wygląd w zależności od pory roku. Od niepamiętnych czasów wpisuje się w pejzaż Złotej Doliny Pstrąga. W jego zwierciadle przeglądają się buki, brzozy, sosny, dęby i akacje. Legenda mówi że zapamiętuje ludzkie twarze, a letnią nocą w srebrnej poświacie księżyca odtwarza ich wizerunki.
Staw był rytualnym miejscem dla plemienia zamieszkującego pobliskie prehistoryczne, skalne Osiedle Wały. Położony w rezerwacie „Parkowe” spiętrzał wody Wiercicy i nadawał jej moc poruszania kołem młyńskim, aby w okolicy nie zabrakło chleba.
Staw jest ostoją ptactwa wodnego oraz płazów. Występujące tu specyficzne glony nadają mu zielonej barwy, stąd druga nazwa Staw Zielony. Moim zdaniem idealnie pasuje ona do tego miejsca. (Źródło informacji: http://www.polskaniezwykla.pl )

I jeszcze otoczone lasem „Źródło Spełnionych Marzeń”. Podobno to tu spełniają się marzenia…

Romantyczne nazwy nadał źródłom również Zygmunt Krasiński, który przebywał tutaj z rodziną latem 1857 roku, urzeczony źródłami, które według legendy spełniają marzenia. W tym celu należy napić się krystalicznie czystej wody, znaleźć  podobny do lawy wulkanicznej, zielonkawy kamień  i  marząc o czymś,  rzucić go za siebie. Marzenie podobno się spełni o czym zawiadamiają  nas zdumieni turyści.  Mówi o tym czterowiersz:

  „ W sercu źródła prośbę zamień
    na zielony, szklisty kamień.
    Kiedy rzucisz go za siebie
    spełni prośba się dla Ciebie”

Zielonkawy kamień jest w rzeczywistości pozostałością po znajdujących się tutaj kiedyś frymarkach – piecach do wytopu rudy darniowej, a zielonkawy odcień szlaki świadczy o obecności w ziemi malachitu. Tutaj wytapiano żelazo i prawdopodobnie kuto miecze, najpierw dla pobliskiego Osiedla Wały, a później dla znajdującego się w pobliżu Ostrężnickiego Zamku. Tutaj też,  korzystając z piecy i wody wydmuchiwano szkło, którym handlowano z ciągnącymi tu karawanami na Bursztynowym szlaku. Świadczą o tym wykopywane w tym miejscu stłuczki szklane. W późniejszym okresie działała tutaj fryszerka tj. tartak i młyn. Źródła były więc sercem prastarego ośrodka przemysłowego i handlowego, dlatego może spełniały się właśnie tutaj miejscowe marzenia o bogactwie. Stąd Źródło Marzeń. W źródłach mieszka relikt epoki lodowcowej – Kiełż zdrojowy – mały, wielkości paznokcia skorupiak  podobny do krewetki, który jest wskaźnikiem czystości wód. Źródło służyło także dla zaopatrzenia w wodę, jeszcze dzisiaj szczyci się pierwszą klasą czystości wód.  Z wody korzystali również harcerze, którzy obok rozbijali swoje obozy, dlatego w potocznym żargonie harcerskim źródło nazywane jest „źródłem obozowym”.

POZDRAWIAM SERDECZNIE :) :) :)
i zachęcam do czytania moich kolejnych wpisów :)

121. Z wizytą w Sławkowie i w Krzykawce

Witam serdecznie :) W poprzednim wpisie opowiadałam o walorach przyrodniczych Pustyni Błędowskiej i na koniec wspomniałam, że spacer po pustyni był jednym z punktów wycieczki autokarowej organizowanej przez PTTK Odział Zawiercie w dn. 27.09.2015. Tego dnia zwiedziliśmy również Krzykawkę oraz Sławków i dzisiaj właśnie opowiem co nieco o tych miejscowościach :)

Sławków to miasto w województwie śląskim, w powiecie będzińskim. Położony jest w Zagłębiu Dąbrowskim, na wschodzie Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. Do 1954 r. siedziba gminy Sławków.
W latach 1999–2001 Sławków należał do powiatu olkuskiego w woj. małopolskim. 1 stycznia 2002 r. przyłączono gminę Sławków do powiatu będzińskiego w województwie śląskim. Gmina stanowi obecnie jego eksklawę, oddzieloną od reszty powiatu obszarami powiatów grodzkich Dąbrowa Górnicza i Sosnowiec.
Sławków objęty jest obszarem właściwości sądu rejonowego w Dąbrowie Górniczej, w tym również w sprawach wieczystoksięgowych. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org/)

Na pierwszym zdjęciu Ratusz w Sławkowie :)

Sławków położony jest na Wyżynie Śląsko-Krakowskiej, we wschodniej części Wyżyny Śląskiej, w obrębie dwóch mezoregionów: Garbu Tarnogórskiego oraz Pagórów Jaworznickich. Przez teren gminy przepływa rzeka Biała Przemsza.

I ponownie sławkowski Ratusz :)
Zwykły budynek, ale w połączeniu z wieżyczką wygląda jak mały zameczek 😉

Na zdjęciu poniżej jeden z zabytków miasta Sławkowa – Kościół św. Mikołaja pw. Podwyższenia Krzyża Świętego, zwany potocznie kościołem sławkowskim. To kościół dekanalny (widok od strony północno-wschodniej)  :)

Obecny kościół został zbudowany w połowie XIII wieku w stylu przejściowym między romańskim a gotyckim. Z tego okresu zachowało się ceglane prezbiterium. Na tylnej fasadzie znajdują się ozdobne pasy z cegieł a w górnej części ściany cegły ułożone są na ukos, tworząc fryz arkadowy. Na strychu kościoła znajduje się największa w Polsce (licząca ok. 500 sztuk) kolonia rozrodcza nocka orzęsionego.

A obok kościoła znajduje się plebania z pięknie zadbanym otoczeniem :)

Budynek parafialny z XVIII w. to malowniczy przykład architektury dworkowej. Wolno stojący budynek usytuowany jest w ogrodzie w pobliżu kościoła św. Krzyża. Przykryty wysokim łamanym dachem polskim krytym gontami. Na końcach krótkiej kalenicy umieszczono pazdury.

I ja na tle plebani :)

Ciekawym miejscem w Sławkowie jest Muzeum Regionalne działające obecnie jako Dział Kultury Dawnej tamtejszego Miejskiego Ośrodka Kultury. Powstało ono w 1976 roku z inicjatywy lokalnego Oddziału Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Olkuskiej (obecnie: Towarzystwo Miłośników Sławkowa).

Muzeum początkowo mieściło się w budynku zabytkowej karczmy przy Rynku 2. W 1984 roku zostało przeniesione do pochodzącego z 1870 roku domu kupieckiego, należącego początkowo do rodziny Piekoszewskich, a następnie do rodziny Kuców. W tymże roku muzeum zostało włączone w struktury organizacyjne MOK.

Na ekspozycję muzeum składają się głównie zbiory o charakterze historycznym. Dotyczą one:
* wykopalisk archeologicznych, przeprowadzonych w latach 1983-1998, które doprowadziły do odkrycia ruin sławkowskiego zamku,
* historii Sławkowa w XX wieku (Republika Sławkowska, I i II wojna światowa),
* dziejów górnictwa i hutnictwa na tych terenach,
* historii miejscowego rzemiosła i handlu oraz przedmiotów codziennego użytku,
dziejów sławkowskiej społeczności żydowskiej.

Jak widać mojego młodszego syna wszystko tam interesowało :)

Poniżej jeden z eksponatów przedstawiający Austerię sławkowską – zabytkową karczmę :)

Zainteresowanie wzbudza wystawa pt.” Fragment historii Żydów Sławkowa”.

Tego dnia można było również podziwiać wystawę malarstwa :)

Poniżej mój Fabianek na tle pięknych obrazów :)

W muzeum działa Punkt Informacji Turystycznej.
Muzeum jest obiektem całorocznym, czynnym od poniedziałku do piątku oraz w ostatnią sobotę i niedzielę każdego miesiąca. Wstęp jest płatny.

Będąc w Sławkowie koniecznie trzeba zobaczyć ruiny XIII-wiecznego zamku biskupów krakowskich :)

Mieszkańcy Sławkowa pamiętają gdy u zbiegu ulic Staropocztowej i Browarnej znajdowało się wzniesienie zwane „Zamczyskiem”, które jak się później okazało kryło prawdziwą tajemnicę, a zarazem niespodziankę.
W latach 1983-1990 przeprowadzono w tym miejscu kompleksowe badania archeologiczne, a prace ziemne odsłoniły ruiny trzynastowiecznego zamku biskupów krakowskich. Dzięki tym fenomenalnym odkryciom 30 października 1990 roku utworzono rezerwat archeologiczny. Sławków dzięki temu odkryciu na stałe wpisał się do literatury archeologicznej.

Pierwsza wzmianka o zamku w Sławkowie pochodzi z około 1289 roku. Henryk IV Probus podczas wyprawy na Kraków zajmuje zamki w Sławkowie i Pieskowej Skale. Zamki te oddał książę w zarząd burgrabiemu Henrykowi z Woszowa. W roku 1291 oba zamki nadane zostały królowi Czech Wacławowi II jako lenno.
W tym okresie zamek i miasto będące własnością biskupa krakowskiego Jana Muskaty stały się głównym wsparciem dla Czechów w alce o tron krakowski z księciem Władysławem Łokietkiem.
W 1309 roku zamek znajdował się w rękach Władysława Łokietka. W roku 1327 zamek zajęły wojska czeskie Jana Luksemburskiego.
Interwencja króla Węgier Karola Roberta, sojusznika Łokietka, spowodowała wycofanie się wojsk czeskich. Papież Jan XXII w 1328 roku nakazał wycofanie wojsk węgierskich ze Sławkowa.
Kolejna interwencja papieska spowodowała, iż zamek i miasto zostały zwrócone jego właścicielom biskupom krakowskim.
W roku 1337 na zamku rezydował biskup krakowski Jan Grot. W 1433-1434 dwa najazdy husyckie spowodowały uszkodzenie zamku.
W 1455 roku zamek zostaje zniszczony przez oddziały zaciężne Morawianina Jerzego Stosza z Olbrachtowic oraz Mikołaja Świeborowskiego.

Pierwotny zamek zbudowany przez biskupa krakowskiego Pawła z Przymankowa w drugiej połowie XIII wieku (między 1280, a 1283) miał rzut nieregularnego prostokąta o wymiarach w przybliżeniu 120 x 100 m. Grube mury obwodowe wzmocnione były basztami łupinowymi. Zamek nie został jednak ukończony. Jedną z baszt łupinowych (wschodnią) zamieniono na wieżę mieszkalno-obronną (druga połowa XIII wieku), którą otoczono siedmiometrową fosą i parkanem. Na początku XIV wieku za czasów biskupa Muskaty zamek zostaje rozbudowany o klatkę schodową, dostawioną do wieży oraz budynek bramny. Całość została otoczona wałem ziemnym, przykrywającym pierwotne mury. (Źródło informacji: https://www.zamki.pl )

Na zamkowych murach mój starszy syn – Marceli :)

Zamek biskupów krakowskich w Sławkowie jest jednym z najstarszych murowanych założeń obronnych w Polsce południowej. Jest jednym z najstarszych reliktów przeszłości i cennym zabytkiem. Do dnia dzisiejszego oprócz ruin wieży mieszkalnej, budynku bramnego i pozostałości murów pierwotnego założenia zachował się wał ziemny i fosa oraz odkopane przy pracach archeologicznych tajemne przejście. Odkryte relikty stanowią jeden z najcenniejszych zabytków tego typu w Polsce, a zarazem jeden z najstarszych przykładów murowanej architektury obronnej na terenie Polski południowej.

I mój młodszy syn Fabianek, który spacery wśród zamkowych ruin uwielbia :)

Skarbu nie znalazł, ale wszędzie zajrzał i świetnie się tam bawił :)
Podobne ruiny są w Lanckoronie :) Zainteresowanych odsyłam do mojego archiwalnego wpisu na ten temat – wpis nr.99 Ruiny Zamku w Lanckoronie.

I ja uwielbiam takie niezwykłe, owiane tajemną mgłą historii miejsca i jak tylko mam możliwość, to zawsze je zwiedzam :)

Interesujące jest, że pierwotne założenie zamku było bardzo nowatorskie, gdyż analogie tego typu obiektów nie występują w Małopolsce, a dopiero w architekturze obronnej książąt śląskich m.in. zamek na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu i zamek na Ostrówku w Opolu. Sensacyjne stało się porównanie tego pierwszego z zamków, gdyż wydaje się obecnie, że zamek w Sławkowie był niemal identyczny. Można więc z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, że biskup krakowski przeniósł tu gotowy wzorzec zamku Henryka I i Henryka IV Probusa, tym bardziej, że wówczas prawdopodobnie zamek na Wawelu w Krakowie miał jeszcze drewniano-ziemne obwałowania!

Ruiny te można zwiedzać w wyznaczonym terminie po uprzednim zgłoszeniu w Miejskim Ośrodku Kultury w Sławkowie. Na dużej tablicy za bramą podane są godziny zwiedzania od wtorku do piątku oraz w ostatnią sobotę i niedzielę miesiąca.

Zwiedzanie Sławkowa pobudziło nasz apetyt, więc zaspokoiliśmy go w Austerii sławkowskiej – zabytkowej XVIII-wiecznej karczmie.

Sławkowska austeria stanowi założony na planie litery T budynek o powierzchni 380 m², ustawiony szerokofrontowo do Rynku, bokiem przylegający do ul. Mały Rynek. Budynek przykryty jest polskim dachem łamanym pokrytym gontem i wspartym od strony frontowej na sześciu kamiennych kolumnach tworzących podcienie. W części tylnej znajduje się stan (wozownia i stajnia).

Austeria dzierżawiona była przez miasto do 1939 r. W czasie okupacji urządzono w niej „Dom Niemiecki” (Deutsches Haus). W latach 1969 – 1987 mieściło się tu muzeum miejskie. Od 1992 r. użytkowana częściowo, od 2003 r. w całości, jako restauracja.

Będąc w Sławkowie warto też zobaczyć domy z podcieniami – charakterystyczny element architektury sławkowskiej, Kościółek św. Jakuba usytuowany przy ul. Świętojańskiej, na miejscu średniowiecznego kościoła pw. św. Jana i klasztoru Duchaków z 1298 r. oraz budynek dawnego szpitala górniczego fundacji A. Załuskiego (1758).

Wielokrotnie przejeżdżałam obok Sławkowa, ale dopiero teraz udało mi się zwiedzić to miasto i przyznaję – bardzo mnie to ucieszyło :)

Tego dnia po raz pierwszy byłam również w Krzykawce :)
Na szczególną uwagę zasługuje tu Pomnik Francesco Nullo upamiętniający śmierć poległych w bitwie powstańczej.

Bitwa pod Krzykawką to jedna z bitew powstania styczniowego, rozegrana 5 maja 1863 na pograniczu wsi Krzykawka i Krzykawa koło Olkusza.
Korpus dowodzony przez generała Józefa Miniewskiego stacjonujący pod Krzykawą, połączony z włoskim legionem garibaldczyków, został rankiem 5 maja zaatakowany przez oddział rosyjski przybyły spod Olkusza. W przegranej przez powstańców, bardzo krwawej bitwie, która trwała do godziny 14, zginął między innymi włoski generał Francesco Nullo, a jego adiutant Elia Marchetti ciężko ranny w pierś zmarł dwa dni później w Chrzanowie.
Na polu bitwy pod Krzykawką (zwanym Polaną Nullo) znajduje się pomnik upamiętniający śmierć poległych.

Dwór w Krzykawce pochodzi z 1724. Pierwszymi właścicielami byli Romiszowscy. Ostatnim prywatnym właścicielem był do roku 1950 – Antoni Bogucki. W latach 1984-1989 zniszczony dwór został wyremontowany. Obecnie znajduje się w nim filia Centrum Kultury i Gminnej Biblioteki w Bolesławiu. Od 2005 jest też siedzibą Centrum Legendy Polskiej. Czynny dla zwiedzających, ale niestety tego dnia był zamknięty i mogliśmy podziwiać go jedynie zza ogrodzenia :)

I to już wszystko na dzisiaj :) Ach, jak ja lubię poznawać nowe miejsca, a niestety ostatnio nie jest mi to dane, nad czym bardzo ubolewam. Mam nadzieję jednak, że wiosną wraz z budzącą się do życia przyrodą i ja wy budzę się z mojego zimowego snu i w końcu wyruszę w plener.  Tymczasem, jeśli tylko czas mi na to pozwoli, to korzystając z bogatych zasobów mojej szuflady, nadal będę przygotowywała nowe wpisy :)

POZDRAWIAM GORĄCO :) :) :)

120. „Polska Sahara” – Pustynia Błędowska

Witam :) Nowy – ostatni już w tym roku wpis, a w nim po górskich widokach teraz dla odmiany proponuję kadry z jesiennej Pustyni Błędowskiej :)

Tam piękne pagórki
usypane z piasku
tajemnicze o świcie
i księżyca blasku

Bogate rośliny
wydmy rozłożyste
i wierzby płaczące
w zieleni soczystej

Przy tym mnóstwo grzybów
szczególnie maślaków
których trudno znaleźć
wśród pobliskich lasów

Można było przebiec
pustynię boso
w południe wieczorem
lub poranną rosą

Piękna jest pustynia
nasz cichy zakątek
złote pola z piasku
natury majątek
(Stanisława Janicka)

Pustynia Błędowska, popularnie zwana również „Polską Saharą” to największy w Polsce obszar lotnych piasków (około 33 km²) leżący na pograniczu Wyżyny Śląskiej i Wyżyny Olkuskiej. Według tablicy informacyjnej jest to zarazem największy w Europie obszar występowania piasków śródlądowych :)

Pustynia rozciąga się od Błędowa (dzielnicy Dąbrowy Górniczej) na zachodzie do gminy Klucze na wschodzie. Granicą północną pustyni jest wieś Chechło, a na południu graniczy ona z dużym obszarem leśnym. Długość pustyni wynosi niecałe 10 km, a szerokość do 4 km. Średnia miąższość piasków to 40 m (maksymalnie do 70 m). Przez pustynię, ze wschodu na zachód, przepływa rzeka Biała Przemsza :)

Pustynia Błędowska to atrakcyjny teren wędrówek pieszych oraz konnych. Błędów połączony jest z Kluczami żółtym szlakiem turystycznym tzw. Szlakiem Pustynnym. Miejscowości te łączy także pomarańczowy szlak jeździecki -Transjurajski Szlak Konny.

Na zdjęciu moi synowie, którym (tak jak i mnie) bardzo się na Pustyni Błędowskiej spodobało :)

Pustynia Błędowska nie jest faktycznie naturalną pustynią, gdyż takowe powstają w wyniku trwale utrzymującego się deficytu opadów, znacznych temperatur i niedostatku wody w glebie. W Polsce takie warunki nie występują. Faktycznie Pustynia powstała w wyniku ingerencji człowieka w środowisko. Nagromadzenie tak znacznych pokładów piasków czwartorzędowych wyjaśnia ich pochodzenie fluwioglacjalne tj. efekt zlodowaceń sprzed ok. 2,3 mln lat temu. Po ociepleniu klimatu ok. 10 tys. lat temu obszar pustyni pokrył się gęstym borem sosnowym. Datowany od XIII w. rozwój górnictwa srebra i ołowiu oraz hutnictwa w rejonie Olkusza spowodował wycinkę drzew, które posłużyły jako materiał do wzmocnienia konstrukcji szybów i sztolni. W wyniku intensywnej eksploatacji surowca drzewnego do potrzeb rozwoju „przemysłu” wykarczowane zostały znaczne połacie lasu. Wówczas znajdujące się tu grube pokłady piasków zostały odsłonięte uruchamiając procesy eoliczne /przewiewanie piasku spowodowane siłą wiatru/ tworzące „antropogeniczną pustynię”, którą można oglądać do dzisiaj. Zmiany w środowisku spowodowane przez ingerencję człowieka spowodowały, że na tym terenie powstał specyficzny mikroklimat a ponadto można było obserwować zjawiska charakterystyczne dla naturalnych pustyń /fatamorgana, burze piaskowe, wydmy/. (Źródło informacji: http://pustynia-bledowska.eu)

Ciekawie o Pustyni Błędowskiej pisał w 1924 r. Kazimierz Sosnowski:
„Pustynia ta jest przede wszystkim krajobrazową i przyrodniczą osobliwością wielkiej miary, godną stanąć obok takich jak Tatry, Pieniny, Puszcza Białowieska czy Wielicka Żupa. Jest osobliwością nie tylko polskiego, ale i europejskiego krajobrazu, bo jest pono największą szczątkową pustyńką w samym środku Europy. Kto nie ma możności odbyć podróży w dalekie kontynenty, a zwiedzi tę, niespełna 50 km od Krakowa lub Śląska odległą „polską Saharę”, odniesie wrażenie jakby wrócił z jakiejś egzotycznej krainy.”

O powstaniu Pustyni Błędowskiej krążą różne legendy :)

Według jednej z nich w okolicach Olkusza, gdzie ludzie odkryli bogate złoża ołowiu i srebra, głęboko pod ziemią znajdowała się również siedziba diabła. Kiedy mieszkańcy zaczęli budować kopalnie i drążyć w ziemi coraz głębiej i głębiej w poszukiwaniu surowców mieszkające pod ziemią diabły strasznie się rozgniewały.
Czarty zwołały naradę i żaliły się najstarszemu i najmądrzejszemu spośród nich, że ludzie zabierają im srebro, że zabierają ołów z którego robią swoje kotły, a przede wszystkim strasznie hałasują w ciągu dnia kiedy większość diabłów chce spać. Radzili się i radzili i nic nie potrafili wymyślić. W końcu jeden z diabłów zaproponował, aby zasypać ludzkie kopalnie piaskiem. Diabły długo się zastanawiały skąd wziąć taką ilość piachu i stwierdziły, iż jedynym miejscem, gdzie mogą go znaleźć jest brzeg morza.
Do wykonania zadania został wyznaczony młody czart, który wpadł na pomysł zasypania kopalni. Otrzymał on od kolegów ogromny worek i poleciał nad morze. Tam przez wiele godzin napełniał worek piaskiem. Kiedy skończył piasku było tak dużo, że diabeł ledwie oderwał się od ziemi z ciężkim ładunkiem.
Droga do Olkusza była dla czarta długa i ciężka. Kiedy był już niemal u celu zahaczył brzegiem worka o wieżę kościelną. Worek rozdarł się, a piasek, który się w nim znajdował, rozsypał się po okolicznych polach. I tak właśnie na ziemiach polskich powstała pustynia od pobliskiej wioski zwana błędowską :)

To nie diabeł z piekła rodem, tylko mój młodszy syn – Fabianek, który na pustyni poczuł się jak w raju :)

I jeszcze jedno zdjęcie mojego siłacza :)
przydałby się ktoś na przyczepkę, to może wyciągnąłby rzepkę 😉

No dobrze – koniec szaleństwa  😉
Mój dzielny zdobywca bezkresów pustyni już grzecznie mi pozuje :)

Cały teren Pustyni Błędowskiej objęty jest trzema formami ochrony:
• obszar Natura 2000 PLH120014 „Pustynia Błędowska” (1963,9 ha, zgłoszony do Komisji Europejskiej przez Ministerstwo Środowiska w 2004 r. i zatwierdzony przez Komisję Europejską),
• Park Krajobrazowy Orlich Gniazd (12842 ha, utworzony w 1982 roku, powiększony w 2005 r.),
• użytek ekologiczny (684 ha, 1995 r.) – na terenie tej formy ochrony znajduje się część obszaru Natura 2000, na której zaplanowano działania aktywnej ochrony

Na Pustyni Błędowskiej występuje ok. 350 gatunków roślin w tym wiele o charakterze pustynnym i typowym dla nadmorskich wydm. Z unikatowych i chronionych gatunków warto wymienić chociażby: dziewięćsił bezłodygowy, kruszczyk szerokolistny i rdzawoczerwony, powojnik baldaszkowy oraz psammofity (kostrzewy, szczotlicha siwa).

Fauna pustyni to głównie ptaki i owady. Spośród ptaków tu występujących (na piaskach) na uwagę zasługują chociażby skowronek borowy (lerka), świergotek polny, sieweczka rzeczna, lelek, białorzytka, oraz dudek.
Przedzielająca Pustynię Dolina Białej Przemszy jest ciekawym terenem występowania ptaków. Bąk, Wodnik, Żuraw, Słonka, Brodziec Samotny, Turkawka, Zimorodek, Dudek, z rodz. Dzięciołów: Zielonosiwy, Zielony, Czarny, Średni; Pliszka Górska, Słowik Szary, Pleszka, Świerszczak, Strumieniówka, Jarzębatka, Orzechówka, Dziwonia.
Występowały tu także kulon i cietrzew.

Ciekawostką jest, że wśród trawiastych muraw i płatów macierzanek na korzeniach czerwca trwałego na Pustyni, żyje owad zwany czerwcem polskim. W XV i XVI wieku owad ten był masowo hodowany w celu uzyskania czerwonego barwnika do tkanin. Nasz kraj w tym czasie był głównym źródłem zaopatrzenia Europy w ten barwnik :)

Od wczesnych lat XX wieku pustynia wykorzystywana była jako poligon. Podczas I wojny światowej ćwiczył tu przed bitwą pod Krzywopłotami batalion pomocniczy piechoty legionowej. W okresie międzywojennym obszar ten wykorzystywała do ćwiczeń piechota i artyleria Armii Kraków, a w czasie II wojny światowej pustynia służyła jako poligon niemieckiej Afrika Korps oraz niemieckim lotnikom z bazy Udetfeld koło Siewierza. Obecnie część tylko północna pustyni wykorzystywana jest jako poligon wojskowy. 240 ha terenu pustyni służy VI Pomorskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej z Krakowa do ćwiczeń skoków spadochronowych. W 1999 r. ćwiczyły tu oddziały lotnicze i służby medyczne NATO w ramach manewrów „Cooperati e Bear’99”. Od strony Chechła oraz na górze Czubatce w Kluczach było niegdyś stanowisko dowodzenia, jednak z powodu groźby zawalenia ruiny usunięto.

W oddali, na horyzoncie dymiąca cywilizacja, czyli kominy dawnej Huty Katowice (obecnie ArcelorMittal Poland oddział Dąbrowa Górnicza) :)

W okresie międzywojennym, gdy na Pustyni występowały znaczne połacie piasków w upalne dni obserwowano występowanie tu zjawiska fatamorgany, a w latach 50-tych występowały tu burze piaskowe :) I warto dodać, że na  Pustyni Błędowskiej została zrealizowana ekranizacja Faraona Bolesława Prusa :)

Mała namiastka egipskiego krajobrazu :) Ropy niestety nie ma 😉

Obecnie przez pustynię można przejść się dwoma ścieżkami dydaktycznymi o łącznej długości 5 km z tablicami informacyjnymi i ławeczkami, na których można odpocząć i delektować się widokami :)

Jest to zielona ścieżka edukacyjna „sukcesja naturalna” – procesy wpływające na pustynną roślinność. Przez pustynię biegnie również ścieżka czerwona zwana „procesy eoliczne” która pokazuje, jak kształtowała się rzeźba terenu pod wpływem wiatru. Ścieżki w niektórych miejscach nakładają się na siebie.

Przyjemnie się spacerowało pustynią – w tle widzimy Wzgórze Czubatka przy wsi Klucze, które było celem tej naszej 5 km wędrówki :)

Niedawno zakończono realizowany na Pustyni Błędowskiej projekt LIFE NAT/PL/000259 „Czynna ochrona kompleksu priorytetowych siedlisk napiaskowych (*6120, 2330) w obszarze Natura 2000 na Pustyni Błędowskiej” realizowanego przez Gminę Klucze w latach 2011 – 2014.
W trakcie realizacji projektu zostały zrealizowane następujące działania:
• Wykrywanie występowania niewypałów i niewybuchów oraz interwencyjne oczyszczenie terenu
• Inwentaryzacje przyrodnicze i ekspertyzy naukowe
• Czynna ochrona siedlisk napiaskowych poprzez usuwanie drzew i krzewów
• Realizacja monitoringu przyrodniczego oraz monitoringu skuteczności prowadzonych działań
• Utworzenie dwóch ścieżek edukacyjnych wraz ze stanowiskami demonstracyjnymi
• Utworzenie Pustynnego Centrum Informacji
• Organizacja serii warsztatów
• Opracowanie podręcznika ochrony siedlisk napiaskowych w języku polskim i angielskim
• Organizacja konferencji międzynarodowej
Więcej na ten temat na stronie: http://pustynia-bledowska.eu

I może już wystarczy tego piasku, co?… Wchodzimy zatem do lasu i udajemy się szlakiem żółtym na Wzgórze Czubatka w Kluczach, zlokalizowane na pograniczu obszaru Pustyni :)

Osobom, którym pustynnego piasku jeszcze mało polecam mój archiwalny wpis nr. 68. Na Pustyni Siedleckiej i odwiedzenie tego miejsca w realu :)

Tymczasem idziemy dalej… mój Fabianek na szlaku :)

Idąc szlakiem na szczyt wzgórza warto odbić lekko w lewo i zejść ze skarpy w dół, by zobaczyć Zielony Staw. W nim oprócz rud żelaza eksploatowano też wapień jurajski. Akwen zamieszkiwany jest przez raka pręgowanego, zwanego amerykańskim. Występują tu też liczne płazy (m.in. ropucha szara i żaba trawna), stanowiące pożywienie dla pojawiającego się czasem nad stawem niezwykle rzadkiego bociana czarnego. Wśród interesujących ptaków zamieszkujących te okolice znajdują się krogulce (z rodziny jastrzębiowatych) oraz dzięcioły.

Pięknie o tym stawie napisała w swym wierszu Pani Stanisława Janicka:
Pogoda piękna
słoneczko świeci
błękitne niebo
czas szybko leci

Wyszłam na spacer
by się dotlenić
nacieszyć oczy
wśród traw zieleni

Uwielbiam chodzić
nad Staw Zielony
ten najpiękniejszy
nieposkromiony

Duży staw w lesie
a przy nim rzeczka
płynie pustynią
niby wstążeczka

Od jednej strony
kamienna skarpa
zaś na jej szczycie
drzew pełna miarka

Soczysta zieleń
przy pięknej pogodzie
czaruje blaskiem
odbitym w wodzie

Niezwykle malownicze miejsce – to trzeba koniecznie zobaczyć :)

Niedaleko za Stawem Zielonym znajduje się kolejny staw – Czerwony, ale my niestety już do niego nie dotarliśmy. Szybciutko powróciliśmy na szlak żółty, bo jak już pisałam – celem wędrówki tym razem było Wzgórze Czubatka :)

Wśród pól i lasów
na pięknej murawie
rozciąga się wzgórze
niczym „oczko pawie”

Stąd widać skałki
w kształcie ośmiornicy
oraz panoramę całej okolicy

Odwiedzają nas turyści
„Czubatkę” zwiedzają
zachwyceni przyrodą
znów do nas wracają
(Stanisława Janicka)

I ja, zachwycona jeszcze nie raz chciałabym tam powrócić, wspaniałym widokiem oczy cieszyć :)

Ze szczytu Czubatki (382 m n.p.m.) można zobaczyć panoramę samych Kluczy, zachwycić się rozległymi przestrzeniami Pustyni Błędowskiej, a w oddali dostrzec m.in. kominy katowickiej huty :)
Równie ciekawy widok na pustynię można podziwiać ze Wzgórza Dąbrówka (355 m n.p.m.) w Chechle, które niestety nie jest teraz dostępne dla turystów. Na Dąbrówce znajduje się kamienny bunkier (schron) z czasów II wojny światowej.

I na koniec wycieczki miły akcent; przypadkowe spotkanie w Kluczach Pani Stanisławy Janickiej – miejscowej poetki. Jej  wrażliwość na piękno otaczającej przyrody zaowocowała potrzebą pisania wierszy, głównie o tematyce sławiącej uroki jurajskiego szlaku. Zakupiłam sobie tomik jej wierszy „Na Jurajskim Szlaku” i  pozwoliłam ubarwić nimi mój dzisiejszy wpis :)

Na zdjęciu poniżej widzimy, jak Pani Stanisława pisze mi dedykację :)
Jeszcze raz, ślicznie za nią dziękuję i gorąco pozdrawiam :)

Oj, rozpisałam się dzisiaj, a bardzo atrakcyjny spacer Pustynią Błędowską to był tylko jeden punkt programu wycieczki autokarowej w dniu 27.09.2015, gdyż tego dnia odwiedziliśmy jeszcze Krzykawkę i zwiedziliśmy Sławków, ale o tym to już opowiem następnym razem :)

Ponieważ Święta, Sylwester i powitanie Nowego 2016 Roku tuż, tuż wszystkim zaglądającym tu do mnie osobom składam najserdeczniejsze życzenia zdrowia, wszelkiej pomyślności, realizacji planów i spełnienia marzeń, a osobom o turystycznych zainteresowaniach – wielu ciekawych wyjazdów i samych pozytywnych wrażeń z nich :)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO  :) :) :)

119. Dolina Staroleśna (słow. Veľká Studená dolina)… Schronisko Zbójnickie (słow. Zbojnícka chata)

Witam serdecznie :)
Niestety wszystko co miłe szybko się kończy i chociaż relacjonowanie było rozciągnięte w czasie, to jednak sam wyjazd (przypominam – tatrzański, kontynuacja poprzednich wpisów) zdecydowanie zbyt szybko minął :)

Miałam przygotowanych kilka propozycji, by ten ostatni dzień wyjazdu atrakcyjne spędzić na tatrzańskim szlaku. Chodził mi po głowie między innymi Krywań, Dolina Małej Zimnej Wody i Téryho chata, czy Dolina Kieżmarska i uroczy Zielony Staw Kieżmarski, ale w końcu zainspirowani widokiem ze Sławkowskiego Szczytu (poprzedni dzień) na Dolinę Staroleśną postanowiliśmy zgodnie, że na zakończenie właśnie nią powędrujemy do Zbójnickiego Schroniska (słow. Zbojnícka chata).

Wcześnie rano opuściliśmy więc Bukowinę i znowu pojechaliśmy do dobrze nam już znanego Starego Smokowca. Tak jak i poprzedniego dnia zaparkowaliśmy niedaleko Grand Hotelu na jednym z licznych tam parkingów.

Tym razem poszliśmy jednak na łatwiznę i skorzystaliśmy z kolejki na Siodełko (Hrebienok). Jest to odpowiednik naszej kolejki na Gubałówkę. Zmodernizowana w 2007 roku Kolejka na Smokowieckie Siodełko (popularnie nazywana kolejką na Hrebienok) kursuje cały rok ( z przerwą na remont i konserwację w kwietniu i listopadzie). Jednorazowo wagonik może zabrać 128 osób.  Czas podróży na Hrebienok to ok. 10min. Kolejka kursuje co pół godziny, zgodnie z rozkładem jazdy. Górna stacja kolejki znajduje się na wysokości 1263 m na Siodełku. Długość trasy wynosi 2 km, różnica wzniesień 238 m, średni spadek 12%. Zbudowano ją głównie dla potrzeb sportów zimowych, wokół Siodełka istnieje bowiem duży kompleks terenów narciarskich. Siodełko jest bardzo dobrym punktem widokowym, sam przejazd kolejką jest więc dla niektórych turystów celem samym w sobie. Zazwyczaj jednak turyści (tak jak i my) używają jej tylko jako „odskocznię” do dalszych wędrówek po górach.

Na Siodełku znajduje się duży węzeł szlaków turystycznych prowadzących na szczyty i doliny Tatr Wysokich. My po opuszczeniu kolejki udaliśmy się szlakiem czerwonym do Rainerowej chatki. Po 20 minutach już pod nią siedzieliśmy odpoczywając i wspominając poprzednią (sprzed dwóch lat) wizytę :)

Następnie szlakiem niebieskim powędrowaliśmy już Doliną Staroleśną :)

„Góry są pięknem i ciężko jest mówić o pięknie, które jest sprawą serca, uczucia, tęsknoty i spokoju wewnętrznego”                                                                             (Ivan Šumljak)

Pięknie latem… chociaż zimą pokryta białym puchem Dolina Staroleśna też na pewno zachwyca :)

„Jeśli chcesz znaleźć źródło – musisz iść w góry, pod prąd. Przedzieraj się, szukaj, nie ustępuj. Wiesz, że ono musi tu gdzieś być… Strumieniu, leśny strumieniu, odsłoń mi tajemnicę swego początku.”
(św. Jan Paweł II)

Dolina Staroleśna (słow. Veľká Studená dolina) to jedna z największych dolin tatrzańskich położonych na terenie Słowacji w Tatrach Wysokich. W dolnej części jest zalesiona. Łagodnie podchodzi do górnej części, gdzie rozszerza się i układa tarasowo progami, rozgałęziając w szereg kotlin i mniejszych dolin i podchodząc aż pod główną grań Tatr Wysokich :)

Widoki wspaniałe, prawda?

W dolinie znajduje się 27 stałych Staroleśnych Stawów i kilka okresowych stawków. Największy z nich to położony na wysokości 2057 m, pod ścianami Rówienkowej Turni (Rovenková veža), Zmarzły Staw Staroleśny (Ľadové pleso). Ma on 1,7 ha powierzchni i 17 m głębokości. Wypływa z niego Staroleśny Potok (Veľký Studený potok).
Inne większe stawy to m.in.:
– Strzeleckie Stawy (Nižné Strelecké plesá) poniżej przełęczy Czerwona Ławka,
– Niespodziane Stawki (Studené plesá) i Siwe Stawy (Sivé plesá) pod ścianami Ostrego Szczytu,
– Harnaskie Stawy, czyli Wyżni Harnaski Staw (Starolesnianske pleso), Pośredni Harnaski Staw, Niżni Harnaski Staw, Niżnie Harnaskie Oko (w literaturze słowackiej określane wspólną nazwą Sesterské plesá) i Wyżnie Harnaskie Oko,
– Puste Stawy (Pusté plesa)                                                                                                    – Zbójnickie Stawy (Zbojnícke plesá),                                                                                       – Długi Staw Staroleśny (Dlhé pleso),
– Warzęchowy Staw (Vareškové pleso).                                                                          (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org)

Na zdjęciu poniżej Warzęchowy Staw (Vareškové pleso) :)

Warzęchowy staw znajduje się na dnie skalnej misy polodowcowego kotła, na wysokości 1834 m n.p.m., w Dolinie Staroleśnej (niektóre źródła podają inne wysokości: 1831 m, 1833 m. 1836 m.) Według pomiarów Józefa Szaflarskiego z 1931–32 staw miał powierzchnię 0,305 ha, rozmiary 109 × 34 m, głębokość 2,3 m, według pomiarów pracowników TANAP-u z lat 1961–67 ma powierzchnię 0,19 (0,28?) ha, rozmiary 117 × 39 m i maksymalną głębokość 0,6 (2?) m. Od południowej strony ponad stawem wznosi się turnia Slavkovská vežíčka (Jaminska stražnica).

Powyżej Warzęchowego Stawu na wysokości 1886 m n.p.m. znajduje się Długi Staw Staroleśny (Dlhé pleso) :)

Nazwa stawu pochodzi od jego podłużnego kształtu. Znajduje się on w kotlinie nazywanej Długą Kotliną, u północnych zboczy szczytu Skrajnej Nowoleśnej Turni (2358 m) i zasypywany jest osuwającymi się spod niej piargami. Staw mierzony był w latach 1931-32 przez Józefa Szaflarskiego. Według jego pomiarów staw miał powierzchnię 1,124 ha, rozmiary 274 × 60 m i głębokość 7,2 m. Pomiary pracowników TANAP-u z lat 60. XX w. wykazują, że ma on powierzchnię 1,60 ha, wymiary 274 × 53 m i głębokość ok. 6,8 m :)

Bardzo przyjemnie wędrowało się Doliną Staroleśną, chociaż i trudniejsze odcinki na szlaku były 😉

Na kolejnym zdjęciu widzimy, jak mój młodszy syn radził sobie z łańcuchami (oczywiście asekuracja była) :) Brawo !!! Dzielny, odważny, ambitny, a do tego ma doskonałą kondycję i pokochał już góry, więc myślę, że zadatki na dobrego taternika ma 😉

Po prawie 3 godzinach wędrówki (według mamy 2:45 h ) naszym oczom ukazało się Schronisko Zbójnickie :)

Schronisko Zbójnickie (słow. Zbojnícka chata) znajduje się na wysokości 1960 m n.p.m., a więc by dojść do niego pokonaliśmy różnicę wzniesień 656 m.

Pierwszym budynkiem, który powstał w tym miejscu, była chata wzniesiona w latach 1907–1908. Wybudował je węgierski zarząd lasów państwowych dla celów myśliwskich, ale w 1910 r. udostępnił turystom. Na początku było niezagospodarowane, mieściło jedno pomieszczenie z pryczami, ławkami i piecykiem. W roku 1924 schronisko zostało przejęte przez Klub Czechosłowackich Turystów – przebudowano je i nadano obecną nazwę Zbojnícka chata. Przeprowadzano później kolejne remonty – ostatni miał miejsce po pożarze 14 czerwca 1998 r. i zakończył się pod koniec 1999 r. W odbudowie duży wkład miały dobrowolne datki zebrane wśród słowackiego społeczeństwa. Podczas remontu obok spalonego budynku znajdował się duży namiot, w którym mogli spać także turyści.
Nazwę swą schronisko wzięło od pobliskich Zbójnickich Stawów. Dawniej przez polskich taterników zwana była Trupiarnią ze względu na panujące w nim zimno, wilgoć i nieporządek.                                                                                                                   Dzisiaj schronisko ma 16 łóżek. Zbójnicka Chata jest zaopatrywana tylko przez nosiczów. Idąc kilku z nich widzieliśmy. Szacun, bo pokonywanie tej trasy z bagażem wymaga sporej kondycji fizycznej i silnej woli.

Mój Fabianek, w dole Zbójnicka Chata i do tego szczypta humoru:
Pewnego razu Karol Wojtyła wybrał się na samotną wycieczkę w góry. Ubrany sportowo wyglądał tak jak wielu innych turystów. W trakcie wędrówki spostrzegł, że zapomniał zegarka, poszedł więc do opalającej się na uboczu młodej kobiety i już miał zapytać o godzinę, gdy ta uśmiechnęła się.
– Zapomniał pan zegarka, co?
– A skąd pani wie? – zapytał zaskoczony Wojtyła.
– Z doświadczenia – odrzekła. – Jest pan dziś już dziesiątym mężczyzną, który zapomniał zegarka. Zaczyna się od zegarka, potem proponuje się winko, wieczorem dansing…
– Ależ proszę pani ja jestem księdzem – przerwał jej zawstydzony Wojtyła.
– Wie pan – odpowiedziała rozbawiona nieznajoma –  podrywano mnie w różny sposób, ale na księdza to pierwszy raz. :)

„Można po drodze w górach i w życiu zgubić po kolei wszystkie złudzenia, lecz nie wolno zgubić dwóch, wydaje się sprzecznych ze sobą racji: zdrowego rozsądku, który prowadzi oraz marzeń, które uskrzydlają. Przyjrzyj się sobie, czy ich nie zgubiłeś, bez nich nie ma sensu chodzić w góry…”
(Władysław Krygowski)

Ja na szczęście to wszystko jeszcze posiadam… :)
a na takie widoki, jak poniżej patrzę nie tylko oczami, ale przede wszystkim sercem :)

Widoczna doskonale Baniasta Turnia, Mała Wysoka, Turnia nad Rohatką, Dzika Turnia i Świstowy Szczyt.

„Góry dają wszystkim to, o czym marzą: poczucie wartości, ukojenie, nasycenie, rozrywkę i natchnienie. Oduczają przywar, wypełniają nudę i pustkę otuchą i nadzieją.”            
(Władysław Krygowski)

I jak tu nie iść w góry??? 😉

„W górach znajdujemy nie tylko wspaniałe widoki, które można podziwiać, ale niejako szkołę życia. Uczymy się tutaj znosić trudy w dążeniu do celu, pomagać sobie wzajemnie w trudnych chwilach, razem cieszyć się ciszą oraz uznawać własną małość w obliczu majestatu i dostojeństwa gór”                              
(św. Jan Paweł II)

Kolejna pamiątka do rodzinnego albumu – za nami z tych najwyższych to: Mały Lodowy Szczyt, Sokola Turnia, Żółty Szczyt i Pośrednia Grań :)

I kolejny widok spod Schroniska Zbójnickiego (słow. Zbojnícka chata) i znajdujący się na wysokości 1972 m n.p.m. Pośredni Harnaski Staw (słow. Vyšné Sesterské pleso.

Pośredni Harnaski Staw jest jednym z grupy pięciu Harnaskich Stawów (leży najbliżej Schroniska Zbójnickiego), pozostałe to Wyżni Harnaski Staw, Niżni Harnaski Staw, Wyżnie Harnaskie Oko i Niżnie Harnaskie Oko. Jest to jeden z 27 Staroleśnych Stawów w Dolinie Staroleśnej (słow. Veľká Studená dolina).

„No cóż – góry. Ziemia garbata; kalectwo. Ale jak każde kalectwo ma w sobie coś wyjątkowego, nieprzeciętnego, co każe się namyśleć. Skała syci się, karmi, napawa swoim milczeniem.”                                                                          
(Jalu Kurek)

Wśród majestatycznych, surowych skał i mój młodszy syn zapragnął nauczyć się fotografowania  😉

Tylko góry potrafią tak oczarować pięknem 😉

I już ostatni kadr z Doliny Staroleśnej – przyznaję, chciałabym jeszcze kiedyś w przyszłości nią powędrować i Was Wszystkich lubiących górskie wędrówki też gorąco do tego zachęcam :)

Na zakończenie wpisu jeszcze raz wagonik kolejki linowo-terenowej, którą to (przypominam) można kursować na odcinku Stary Smokowiec – Siodełko (słow. Hrebienok).

Podsumowując Trasa:                                                                                           
Stary Smokowiec – Siodełko (Hrebienok) – Rainerowa chatka (słow. Rainerova chata) – Dolina Staroleśna (słow. Veľká Studená dolina) – Schronisko Zbójnickie (słow. Zbojnícka chata) – powrót tą samą drogą – Stary Smokowiec

Zmęczeni, ale zadowoleni tą samą trasą powróciliśmy do samochodu, a nim do Bukowiny Tatrzańskiej na nocleg. Następnego dnia po krótkim spacerze po Zakopanem powróciliśmy już niestety do domu. Zdjęcia i wspomnienia, którymi i tu podzieliłam się, pozostały i pewnie jeszcze długo będę nimi żyła oczekując kolejnego wyjazdu w Tatry 😉

POZDRAWIAM CIEPLUTKO chociaż na dworze robi się już coraz zimniej 😉

118. Sławkowski Szczyt (słow. Slavkovský štít, 2452 m n.p.m.)

Witam :) Kolejny dzień wakacyjnego wyjazdu, bardziej optymistyczna prognoza pogody i nowa tatrzańska trasa do pokonania i to taka ambitniejsza, gdyż jej celem był Sławkowski Szczyt (słow. Slavkovský štít, 2452 m n.p.m., niektóre źródła podają 2453 m n.p.m.,) na Słowacji :)

Samochód zaparkowaliśmy w Starym Smokowcu niedaleko Grand Hotelu na jednym z licznych tam parkingów. Odszukaliśmy początek niebieskiego szlaku i świadomi czekających nas 5 h marszu (oczywiście cały czas w górę) ruszyliśmy, by zdobyć Sławkowski Szczyt. Wielu turystów korzysta z kolejki na Siodełko (Hrebienok), a stamtąd w kwadrans dochodzi do szlaku fragmentem znakowanej na czerwono Magistrali Tatrzańskiej, no, ale my ambitnie postanowiliśmy przejść cały szlak :)

Sławkowski Szczyt położony jest pomiędzy dolinami Staroleśną (Veľká Studená dolina) i Sławkowską (Slavkovská dolina) oraz Sienną Kotliną (kotol Slavkovských plies), na północny zachód od Starego Smokowca.

Sławkowski Szczyt znajduje się pomiędzy Sławkowską Kopą (Slavkovská kopa, 2356 m) a Królewskim Nosem (Slavkovský Nos, 2273 m). Od Sławkowskiej Kopy oddziela go Jamińska Przełęcz, od Królewskiego Nosa – Królewska Przełęcz. Szczyt opada w kierunku południowym kamienistymi stokami, a w kierunku północnym (do Doliny Staroleśnej) stromymi żlebami i grzędami z licznymi obrywami skalnymi.

Z powodu upału pierwsza godzina wędrówki była dla nas szczególnie męcząca i powoli pokonywaliśmy odległość, ale później wraz z wysokością robiło się coraz chłodniej.
Po wyjściu z piętra kosodrzewiny naszym oczom ukazały się wspaniałe widoki :)

W przeszłości Sławkowski Szczyt był uważany za najwyższy szczyt w Tatrach. Twierdzono też, że szczyt miał rozpaść się 6 sierpnia 1662 r. na skutek gigantycznego obrywu spowodowanego długotrwałymi opadami i być może lokalnym trzęsieniem ziemi, przez co wierzchołek straciłby ok. 300 m. Śladem obrywów skalnych miały być rumowiska na stokach góry. Hipoteza ta nie została jednak potwierdzona przez badania naukowe, a liczący sobie 2452 m n.p.m. szczyt nadal wspaniale góruje 😉

Nazwa szczytu pochodzi od spiskiej wsi Wielki Sławków. Szlak turystyczny na szczyt wybudował w latach 1901–1908, w znacznej części własnym kosztem, Maximilian Weisz. Wykonana przy tej trasie platforma widokowa na krawędzi Sławkowskiego Grzebienia nazywana jest dlatego „Maksymilianką”.

Grań, czasem wąska i skalista, innym razem szeroka i trawiasta, ogranicza i rozdziela, tworząc labirynt w tatrzańskim krajobrazie…

Kolejne ujęcie i groźne urwiska Sławkowskiego Szczytu spiętrzone nad Doliną Staroleśną :)

Dzięki oddaleniu od głównej grani Tatr Sławkowski Szczyt jest wspaniałym punktem widokowym. Widać z niego w całej okazałości masyw Gerlacha, szczyty Małej Wysokiej, Staroleśnego, Jaworowych, Ostrego, Lodowych, Pośredniej Grani, Baranich Rogów oraz Łomnicy. Piękno tego widoku zwiększa niesymetryczność budowy całej grani. Na południe stoki nie są strome i opadają na Podtatrze prawie jednostajnymi piarżyskami i płatami kosodrzewiny.

Na północ, w stronę Doliny Staroleśnej, obrywają się znacznie gwałtowniej i są pożłobione olbrzymimi żlebami. Dzięki temu nisko w dole widać ponad 20 stawów rozrzuconych na piętrach i malutką z tej odległości bryłę schroniska Zbójnicka Chata (to ta obmalowana chatka) 😉

W kierunku południowym rozpościera się rozległy widok na Spisz i prawie całe Niżne Tatry.

Na zdjęciu poniżej doskonale widać Królewski Nos, z lewej odchodzi Sławkowski Grzebień :)

Ale by móc podziwiać takie widoki trzeba było dzielnie maszerować, a momentami nawet gimnastykować się :)

„Wspinaj się, jeśli potrafisz, ale pamiętaj, że odwaga i siła są niczym bez rozwagi, i że chwilowe niedopatrzenie może zniszczyć całą radość życia. Nie rób niczego w pośpiechu, uważaj na każdym kroku, na początku przewiduj zakończenie”. (Edward Whymper)

Ciekawa trasa i wspaniałe widoki ze Sławkowskiego Szczytu to jeszcze nie wszystkie atrakcje tego dnia. Wchodząc nagle, ku naszej radości spotkaliśmy kozicę. To jedyny rywal człowieka w pokonywaniu skalnych trudności Tatr. Doskonale przystosowana i niebywale zręczna, porusza się nawet tam, gdzie człowiek używa już liny.

Kozice są typowymi zwierzętami górskimi, żyjącymi w piętrach kosodrzewiny, hal i turni na wysokościach od 1300m.n.p.m. po najwyższe szczyty Tatr. Wielkością przypominają domowe kozy, ważą 30–40kg. Charakterystyczną cechą ich wyglądu są haczykowato zagięte ku tyłowi rogi ( u obu płci). Przystosowanie do warunków terenowych przejawia się w specjalnej budowie racic. Zmiennej na przestrzeni roku, szczególnej budowie włosów sierści, dużej sile nóg oraz proporcjonalnej dużej masie i wydolności serca. Po powstaniu w Tatrach Parków Narodowych jednym z najważniejszych zadań stała się kompleksowa i wspólna ochrona kozic. Znacznie wzrosła ich liczebność, ale ze względu na bardzo małe terytorium i brak możliwości migracji nadal jest to gatunek krytycznie zagrożony.

Późno, bo dopiero o 14.30 stanęliśmy na szczycie i aż wstyd się przyznać, ale byliśmy jednymi z ostatnich turystów, którzy tego dnia go zaliczyli. Schodząc (ku naszemu zdziwieniu) minęło nas trzech młodych turystów z ekwipunkiem planujących spędzić tam noc. Oczywiście jest to nielegalne, karalne i niebezpieczne, ale z pewnością jakże ekscytujące.

Na kolejnym zdjęciu obok metalowego krzyża, mój mały taternik Fabianek – dzielny zdobywca Sławkowskiego Szczytu :)

Mało który 7latek przywozi z wakacji takie pamiątkowe zdjęcia :)
I uwaga!!! Teraz ogląda w internecie filmiki z wypraw na Gerlacha i mówi, że kiedyś chciałby na niego wejść :) Kto wie, niekiedy marzenia się spełniają :)

„Góry to jedyne uniwersalne lekarstwo na wszystkie ludzkie dolegliwości, tam oddychając świeżym, wonnym powietrzem, pojąc się widokiem wiecznie żywej, a wzniosłej natury, można zapomnieć o cierpieniach i troskach”

Ja zapominam… 😉
…a widoki niesamowite!!! W tle widzimy Masyw Gerlacha :)

Kolejny widok ze Sławkowskiego Szczytu i do tego szczypta humoru:

Hanna Chrzanowska – pedagog, redaktor, literat, pielęgniarka, opiekunka chorych (duchowy ich przewodnik i nauczyciel opieki nad chorymi, organizator pomocy materialnej chorym i wysiedlonym oraz wszystkim, którzy pomocy potrzebowali) miała duże poczucie humoru. Napisała kiedyś w liście: „Orlą Perć od Koziego do Zawratu zrobiłam równe 30 lat temu, wtedy też wlazłam na Świnicę. a Odcinek Orlej do Granatów po Krzyżne przewędrowałam w 1947 roku, kiedy znakomitość rentgenologiczna orzekła, że stan serca grozi mi rychłym zgonem. (…) W rok potem byłam samotnie na Szpiglasowej, nocowałam w Pięciu Stawach (śniadanie: 2 szklanki kawy), zlazłam do Wodogrzmotów(2 szklanki kwaśnego mleka) i przez Waksmundzką (1/2 litra rzętnicy), Gęsią Szyję i Rusinową (1/2 litra śmietany) – powróciłam triumfalnie głodna na Bukowine. (…) czuję się coraz lepiej i kto wie, czy w 80 roku życia nie puszczę się w Himalaje.” :)

„Bo wtedy, kiedy ruszam do góry, kiedy męczę się z plecakiem na grzbiecie, kiedy spływam potem i trudno mi złapać oddechem jestem ich cząstką. To jest wspaniałe przeżycie, że należę do tego świata przyrody, że nie jestem tylko tym, który się przygląda. To za mało tylko patrzeć. Trzeba walczyć, działać, bać się, cieszyć.” (Wanda Rutkiewicz)

W górach liczy się często nie siła fizyczna, ale siła wytrwałości i upór. Jeśli uda się wejść na szczyt doznajemy wówczas radości zdobywcy :)

Moi synowie na Sławkowskim Szczycie byli po raz pierwszy w życiu, a ja z mężem i moim bratem zdobyliśmy go już wcześniej, a dokładnie 24 września 2004 roku. Niestety mgła utrudniała wtedy podziwianie widoków, a leżący już śnieg wchodzenie i chociaż wtedy zdobyłam go, to i tak czułam niedosyt i chęć, by ponownie na niego wejść 😉 Teraz wchodząc i zachwycając się widokami poczułam się w pełni usatysfakcjonowana :)

„W kim tkwi chociaż iskra poezji, ten na widok gór odczuwa do nich pociąg nieokreślony; jest coś, co ludzi tam zwabia. Na górze wydaje się człowiekowi, iż jest bliżej Boga.”(Walery Eliasz Radzikowski)

Raj dla oczu i obiektywu :)

„Kocham Tatry. Kocham ich pustkę i milczenie, ich martwość o spokój posępny. W ich mgłach błąka się myśl moja i szuka dawnych swoich wierzeń i miłości, uczuć i siły. Po ich dolinach i przełęczach chodzi myśl moja i smuci się, że nie może być ogniem w ogniu, wichrem w wichrze, światłem w świetle.”                            (Kazimierz Przerwa-Tetmajer)

Wobec majestatu, ale też dostojeństwa gór nabieramy pokory i dystansu do własnego życia oraz do opinii innych. Z perspektywy gór widać właściwą skalę naszych problemów. Można tam tworzyć zarówno plany, jak i podejmować decyzje. Warto więc iść w góry, prawda?

Do Starego Smokowca schodziliśmy tym samym szlakiem :) Szczęśliwie i przed zmrokiem dotarliśmy do samochodu i powróciliśmy do Bukowiny Tatrzańskiej na nocleg :)

Podsumowując trasa:
Stary Smokowiec -Rázcestie pod Slavkovským štítom – Sławkowska Kazalnica – Wyżnia Sławkowska Kazalnica – Królewski Nos – Królewska Przełęcz — Sławkowski Szczyt — powrót tą samą drogą – Stary Smokowiec

POZDRAWIAM SERDECZNIE
i uciekam przygotować ostatni już wpis z tatrzańskiego wyjazdu :)

117. Największe tatrzańskie jezioro – Morskie Oko oraz największy rezerwuar wody, czyli Dolina Pięciu Stawów Polskich

Witam serdecznie :)
Morskie Oko i Dolina Pięciu Stawów Polskich – te nazwy chyba nikomu nie są obce? :) Dzisiaj pokażę dwa malowniczo położone i najliczniej odwiedzane miejsca w polskich Tatrach :)

Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy na parkingu w Palenicy Białczańskiej i wraz z tłumem wakacyjnych turystów weszliśmy na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego. Asfaltową drogą podążyliśmy w kierunku Morskiego Oka. Pierwotnie naszym celem były Wrota Chałubińskiego (już mniej popularne 😉 ), ale niestety ze względu na silne opady deszczu tuż za Wodogrzmotami Mickiewicza postanowiliśmy zmienić trasę i odbić do Doliny Roztoki. Następnie nią powędrować do Doliny Pięciu Stawów Polskich :) Też ciekawie, zapewniam 😉

Na pierwszym zdjęciu spływające kaskadami – Wodogrzmoty Mickiewicza (Wodospady Mickiewicza). Trzy większe noszą nazwy: Wyżni Wodogrzmot, Pośredni Wodogrzmot i Niżni Wodogrzmot. Powstały one w miejscu, w którym woda pokonuje próg skalny, jakim Dolina Roztoki schodzi do Doliny Białki. Powyżej piętrzą się urwiska Turni nad Szczotami w masywie Wołoszyna.

Jak już wspomniałam tuż za Wodogrzmotami odbiliśmy na szlak zielony do Doliny Roztoki :)

Dolina Roztoki ma długość ok. 4,4 km i powierzchnię ok. 7,0 km². Razem z Doliną Pięciu Stawów Polskich długość jej wynosi ok. 7,5 km, a powierzchnia 13,6 km². Dolinę Roztoki od Doliny Pięciu Stawów Polskich oddziela próg ściany stawiarskiej. Wspólnie te dwie doliny są największym polskim odgałęzieniem Doliny Białki, podchodzącym pod grań główną Tatr na odcinku Świnica – Szpiglasowy Wierch. Dnem Doliny Roztoki płynie potok Roztoka – dopływ Białki wypływający z Wielkiego Stawu Polskiego.

Urocza dolina i gdyby nie grzmoty na niebie i silne opady deszczu to szło by się nią bardzo przyjemnie. Tego dnia, w niesprzyjających warunkach pogodowych to nawet nie chciało mi się wygrzebywać aparatu spod płaszcza przeciwdeszczowego i w sumie to niewiele zdjęć zrobiłam. Ale i tak byliśmy dzielni idąc dalej, gdyż wielu turystów wystraszonych burzą zawracało. Dopiero po 1,5 h wędrówki padać przestało i nareszcie można było rozpłaszczyć się :)

Wtedy też doszliśmy do tzw. Końskiego Żlebu, gdzie szlaki rozgałęziają się. Czarny prowadzi zakosami wśród kosodrzewiny wprost do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich (40 min) i jest to szlak trudniejszy niż drugi – zielony, prowadzący okrężną drogą do tego samego miejsca. My postanowiliśmy iść tym zielonym, gdyż chcieliśmy przejść obok Siklawy – największego wodospadu w Polsce. Moi synowie jeszcze go nie widzieli, więc koniecznie trzeba było nadrobić te braki 😉

Siklawa (Wielka Siklawa) spada z progu ściany stawiarskiej oddzielającej doliny: Pięciu Stawów Polskich i Roztoki dwiema lub trzema strugami (w zależności od wysokości poziomu wody w Wielkim Stawie). Nachylenie ściany wynosi ok. 35°, wysokość progu ok. 64–70 m. Jest to największy (chociaż nie najwyższy) wodospad w Tatrach. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org

Podobno jego ryk jest tak wielki, że słychać go 1200 m wyżej na Orlej Perci :)

A poniżej już cudna Dolina Pięciu Stawów Polskich i Wielki Staw Polski :)

Wielki Staw Polski jest najgłębszym i najdłuższym (998 m) jeziorem w Tatrach i trzecim pod względem głębokości w Polsce (najgłębsze jest jezioro Hańcza). Pojemność zbiornika wynosi ok. 13 mln m³ wody i jest to największa pojemność jeziora w Tatrach (jego pojemność stanowi 1/3 pojemności wszystkich jezior tatrzańskich). Dawny przewodnik tatrzański pisał o tym stawie: „W toniach jego schowałby się cały krakowski kościół Panny Maryji z swą wysoką wieżą, żeby tylko wierzchołek dachu z koroną nad powierzchnię wystawał”. Najwyższa odnotowana temperatura wody wynosiła 11,2 °C. Ma ona barwę zieloną, a jej przejrzystość jest większa niż pozostałych jezior w dolinie i wynosiła w czasie pomiarów 13,2 m. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org )

Dno jeziora opada stromo przy brzegach, w pobliżu środka tafli jest natomiast dość płaskie (14,4% powierzchni dna położone jest na głębokości przekraczającej 70 m). Średnie nachylenie stoków pod powierzchnią wody wynosi 19°50′. Dno pokryte jest kamieniami i żwirem, a poniżej 40 m warstwą ciemnego mułu. Od północnego wschodu staw zamknięty jest ryglem skalnym z wałem moreny czołowej, przerwanym w miejscu odpływu. Wielki Staw zasilany jest trzema stałymi dopływami: potokiem z kotła Szpiglasowych Stawków, potokiem z Czarnego Stawu oraz potokiem doprowadzającym wody z Dolinki Pustej i Dolinki pod Kołem. Żwir naniesiony przez ten ostatni dopływ utworzył deltę wrzynającą się od zachodu w taflę stawu. Część wód przenika do niego również podziemnie (np. z Małego i Przedniego Stawu). Wody odpływające z jeziora (średnie natężenie przepływu 0,2–0,3 m³/s) tworzą potok Roztoka, na którym znajduje się wodospad Siklawa.
Brzegi porasta kosodrzewina, której zarośla powoli zwiększają swą powierzchnię po dawnych zniszczeniach spowodowanych gospodarką pasterską.
(Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org )

Na tle wody i gór mój młodszy syn – Fabianek :)

Na kolejnym zdjęciu stare schronisko nad Małym Stawem :)

Jezioro położone jest na wysokości 1668 m n.p.m., poniżej zboczy Wyżniej Kopy. Jego powierzchnia wynosi według pomiarów Wojskowego Instytutu Geodezyjnego z 1935 ok. 0,18 ha, głębokość 2,1 m. Wymiary ulegają szybkim wahaniom (głębokość od kilku do kilkunastu cm) w zależności od ilości opadów. Dno pokryte jest warstwą ciemnego mułu. Przez jezioro przepływa okresowy potok odprowadzający nadmiar wody z Przedniego Stawu do Wielkiego Stawu. Na południe od stawu mniejsze oczka wodne. W okresie zimowym jezioro zamarza do dna. W stawie występuje traszka górska – jest to najwyżej w Polsce położone miejsce występowania tego płaza. Na młakach wokół stawu dorodne kępy roślin górskich: różeńca górskiego, dzwonka wąskolistnego, tojadu mocnego, potężne okazy arcydzięgla litworu. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org )

Poniżej malowniczy Mały Staw Polski – w głębi za nim zbocza Opalonego Wierchu :)

„W góry! W góry, miły bracie! Tam swoboda czeka na Cię
Na szałasie do pasterzy, Gdzie ze źródła woda bieży, (…)
Tutaj silniej świat oddycha, Tu się szczerzej człek uśmiecha…”
(Wincenty Pol)

Od Małego Stawu do Schroniska PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich jest już dosłownie rzut beretem 😉 Aura pogodowa nie sprzyjała, ale i tak idąc kilka zdjęć tam zrobiłam 😉

Schronisko PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich (Schronisko Pięciostawiańskie) zostało zbudowane w latach 1947–1953 nad Przednim Stawem na wysokości 1671 m n.p.m. i jest najwyżej położonym schroniskiem górskim w Polsce. Posiada 67 miejsc noclegowych w pokojach 2-, 4-, 6-, 7-, 8- i 10-osobowych. Schronisko jest zarządzane przez PTTK i nosi imię Leopolda Świerza :)

Był już robiący wrażenie Wielki Staw Polski i uroczy Mały Staw Polski, a teraz kadr znad Przedniego Stawu :)

Lustro jeziora leży na wysokości 1668 m n.p.m., jego powierzchnia wynosi 7,7 ha, a głębokość 34,6 m. Jezioro od północy i wschodu otaczają kopulaste wzgórza mutonów: Wyżnia Kopa (1722 m n.p.m.) i Niżnia Kopa (1711 m n.p.m.).
Woda w stawie ma barwę zielonożółtą i cechuje się dużą przejrzystością (13 m). Jezioro jest sztucznie zarybione pstrągiem :)

Na kolejnym zdjęciu Dolina Pięciu Stawów Polskich podziwiana ze szlaku przez Świstówkę Roztocką, gdyż po regeneracyjnym odpoczynku w tej niezwykle pięknej dolinie szlakiem niebieskim, przez Świstówkę Roztocką powędrowaliśmy do Morskiego Oka :)

Czas przejścia od schroniska nad Przednim Stawem do Morskiego Oka – 1:40 h, a od Morskiego Oka do schroniska nad Przednim Stawem – 2 h. To bardzo ciekawy widokowo szlak i już 3 razy w życiu nim szłam :) A ten ambitniejszy i jeszcze ciekawszy (moim zdaniem) przez Szpiglasową Przełęcz jest ciągle w sferze moich marzeń 😉

Zanim jednak dojdziemy do Morskiego Oka jeszcze kilka zdań o Dolinie Pięciu Stawów Polskich :) Krajobraz doliny tworzą granitowe szczyty Tatr Wysokich, rozległe płaśnie, gruzowiska dużych głazów, piarżyska, migotliwe tafle jezior, murawy i połacie kosodrzewiny. Lodowiec wyżłobił w dolinie obszerne dno w kształcie sierpa z wierzchołkami skierowanymi na północny zachód (pod Świnicę) i północny wschód (pod Świstową Czubę). W dolinie znajduje się kilka polodowcowych jezior o łącznej powierzchni 61 ha. Największe z nich to Wielki Staw Polski położony na wysokości 1665 m n.p.m. (31,14 ha, głębokość 79,3 m). Pozostałe jeziora to: Zadni Staw Polski, Czarny Staw Polski, Mały Staw Polski, Przedni Staw Polski oraz Wole Oko. Ostatni staw jest jeziorem okresowym i mniejszym od pozostałych, dlatego nazwa doliny uwzględnia jedynie 5 największych jezior.

Uśmiecham się, bo w takim miejscu grzechem byłoby mieć skwaszoną minę 😉

„Wspinaj się w góry i słuchaj i dobrych wieści. Spokój natury spłynie na ciebie, jak światło słoneczne spływa na drzewa. Wiatry przyniosą ci swoją świeżość, burze energię, a troski opadną z ciebie jak jesienne liście.” (John Muir)

Pogoda w górach szybko się zmienia… i ku naszej radości słoneczko wyszło i do Morskiego Oka szliśmy już rozpłaszczeni, a widoki były jeszcze piękniejsze :)

Poniżej pierwsze spojrzenie na otoczone granitowymi gigantami Morskie Oko :)

Morskie Oko to jezioro wyjątkowe z wielu względów. Ma największą powierzchnie lustra wody ze wszystkich stawów tatrzańskich (35,6 ha), a przy tym jest wspaniale położone w otoczeniu najwyższych polskich szczytów. Leży na wysokości 1395m n.p.m., mieści prawie 10 mln m3 wody, a jego maksymalna głębokość sięga 51m.
Ze względu na to, że żyły w nim ryby, co w tatrzańskich jeziorach jest zjawiskiem rzadkim, było nazywane Rybim Stawem. Pod tą nazwą zostało wymienione w 1676 roku w dokumencie dziedzicznego użytkowania dla sołtysa Białki Wojciecha Nowobilijskiego :)

To miejsce zna chyba każdy turysta :)
Najpiękniejsze i największe tatrzańskie jezioro, turystyczna Mekka Polski – Morskie Oko oraz znajdujące się nad nim schronisko :) i jak zwykle tłoczno 😉

„…lśni jezioro zamknięte w granitów kotlinie,
jak błyszczący diament w stalowym pierścieniu (…)
Granity się malują w przejrzystej głębinie,
niby obraz przeszłości odbity w wspomnieniu.”
(K. Tetmajer)

A teraz widok znad Morskiego Oka w kierunku Rysów :)

Na morenie ograniczającej staw od północy rozpoczynają się trudniejsze szlaki turystyczne na Rysy, Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem i do Doliny za Mnichem. Niestety na żadnym z tych szlaków jeszcze nie byłam, a Rysy udało mi się zdobyć w 2005 roku, ale wchodząc na nie od strony słowackiej :) Widok z Rysów zalicza się do najrozleglejszych i najpiękniejszych. Stamtąd widoczne są prawie wszystkie ważniejsze szczyty, wiele dolin i kilkanaście stawów. Chciałabym jeszcze raz stanąć na Rysach i cieszyć oczy tym widokiem :) tym bardziej, że moja znajomość Tatr w ciągu tych 10 lat znacznie wzrosła i byłoby to bardziej świadome podziwianie :)

I jeszcze raz podobny widok do poprzedniego, tylko na pierwszym planie pozują mi obaj moi synowie :)

Niestety czasu już zabrakło, by tego dnia obejść Morskie Oko wkoło, ale i tak piękną trasę zrobiliśmy, a do pozostawionego na parkingu samochodu pozostało jeszcze 9 km dreptania asfaltem. Idąc tamtędy warto przyjrzeć się tablicom informacyjnym przyrodniczej ścieżki dydaktycznej i zwrócić uwagę na zmieniającą się przyrodę :)

I w skrócie to już wszystko na dzisiaj. Kończąc czuję jednak pewien niedosyt, bo o tak pięknych miejscach i ciekawej trasie można by rozpisać się jeszcze bardziej, tylko czy ktoś dałby radę dobrnąć z czytaniem do końca ? 😉

Podsumowując Trasa:
Palenica Białczańska – Wodogrzmoty Mickiewicza – Dolina Roztoki – Wodospad Siklawa – Dolina Pięciu Stawów Polskich – Świstówka Roztocka – Morskie Oko – Palenica Białczańska

POZDRAWIAM już jesiennie, ale nadal cieplutko i mam nadzieję, że za rok ponownie zawitam nad Morskie Oko, by jednak zdobyć te Wrota Chałubińskiego 😉

116. Dolina Chochołowska… Trzydniowiański Wierch

Witam serdecznie wszystkich stałych bywalców mojego bloga oraz „zabłąkane dusze” :) W poprzednim wpisie rozpoczęłam relację z tegorocznego, wakacyjnego wędrowania polskimi i słowackimi tatrzańskimi szlakami. Opowiedziałam już o zdobywaniu Koprowego Wierchu (Kôprovský štít, 2363 m). Były to słowackie Tatry Wysokie, a dzisiaj dla odmiany będą tu polskie Tatry Zachodnie, gdyż drugiego dnia wybraliśmy się do Doliny Chochołowskiej, by wejść na Trzydniowiański Wierch. Trasa pięknie zaplanowana, ale w górach, jak i w życiu nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem…

Całą Dolinę Chochołowską przeszliśmy w zeszłym roku, więc tym razem chcieliśmy pójść na łatwiznę i do Polany Huciska dojechać „Rakoniem”. Niestety tylu chętnych oczekiwało na przyjazd kolejki, że gdy już przyjechała i wszyscy na hura!!! rzucili się do niej, nam nie udało się już wsiąść. Trzeba mieć pecha :( Na następny kurs przynajmniej 20 minut musielibyśmy czekać, do tego nie mając pewności, czy tym razem wsiądziemy, więc wkurzeni postanowiliśmy iść jednak pieszo 😉

Od zeszłego roku niewiele się tam zmieniło. Nadal zamknięte są niektóre szlaki jak np. w Dolinie Lejowej, czy odcinek Drogi nad Reglami pomiędzy Dolinami Kościeliską, a Chochołowską. Usunięto jednak większość drzew powalonych przez szalejącą 26 grudnia 2013 wichurę.

Jak widać wody w Potoku Chochołowskim niewiele, ale o tej porze roku to raczej normalne 😉

Przypominam, że Dolina Chochołowska to najdłuższa i największa dolina w polskich Tatrach. Znajduje się na zachodnim skraju polskich Tatr Zachodnich i stanowi orograficznie lewą odnogę doliny Czarnego Dunajca. Zajmuje obszar ponad 35 km² i ma długość ok. 10 km. Jest doliną walną. Od południa i zachodu graniczy ze Słowacją. Administracyjnie leży na terenie wsi Witów :)

Po więcej informacji o niej odsyłam do wpisu 101. Dolina Chochołowska… Rakoń, Grześ i  jak wskazuje tytuł tego archiwalnego wpisu wtedy po jej przejściu wchodziliśmy na Rakonia i Grzesia. Teraz dla odmiany postanowiliśmy zdobyć Trzydniowiański Wierch. Apetyt na szczyty był zresztą większy, ale niestety pojawiły się kolejne przeszkody uniemożliwiające nam zdobycie ich, ale po kolei… :)

Po 1,30 h marszu Doliną Chochołowską na Polanie Trzydniówka odbiliśmy na czerwony szlak, by wchodząc nim po 2 godzinach stanąć na szczycie Trzydniowiańskiego Wierchu.
Upał straszny i co chwilę przystawaliśmy, bo złapać oddech, bądź ukoić pragnienie łykiem wody. Trasa w większości prowadziła przez las, najpierw spokojnie, ale już przejście przez Krowieniec (inaczej Krowi Żleb) wymagało dużej siły i poświęcenia. Wchodziliśmy po solidnej, kamienistej ścieżce i im wyżej, tym było stromiej i ciężej, a pod szczytem pogoda nagle załamała się. W oddali nad Tatrami Wysokimi niebo pociemniało i słychać było grzmoty. Po wyjściu z kosodrzewiny i nas dopadł deszcz. Nie wiedzieliśmy co robić dalej – wędrowanie wyżej granią było niebezpieczne, a wracać się po pokonaniu tak męczącego podejścia będąc już praktycznie pod szczytem góry nie uśmiechało nam się. Wróciliśmy więc tylko kawałek do rejonu kosówki i pod nią, niczym pod parasolką przeczekaliśmy burzę 😉

Gdy już tylko siąpiło ruszyliśmy dalej w drogę. Teraz szło się już łatwiej i przyjemniej :)

Po 20 minutach wędrówki zdobyliśmy najwyższy wierzchołek Trzydniowiańskiego Wierchu (wcześniej przeszliśmy przez niższy).

Malowniczy krajobraz – za mną pięknie widać Kominiarski Wierch :)

Trzydniowiański Wierch ma dwa wierzchołki. Niższy ma wysokość 1758 m n.p.m. Na południe, ok. 150 m od niego w południowej grani znajduje się drugi, nienazwany wierzchołek o wysokości 1762 m n.p.m. Wschodnie stoki Trzydniowiańskiego Wierchu opadają do Doliny Starorobociańskiej (wschodnie odgałęzienie górnej części Doliny Chochołowskiej). Znajduje się w nich kilka żlebów, w kierunku od północy na południe są to: Mokry Żleb, Wydarty Żleb i Dwojakowy Żleb. Południowo-zachodnie stoki opadają do Doliny Jarząbczej (zachodnie odgałęzienie górnej części Doliny Chochołowskiej). Znajduje się w nich grzbiet Pośredniej Kopy oddzielający Szeroki Żleb od Wąskich Żlebków.

Z Trzydniowiańskiego Wierchu roztacza się wyśmienita panorama Tatr Zachodnich we wszystkie strony. Doskonale widać Ornak, Kominiarski Wierch, Starorobociański Wierch, Jarząbczy Wierch, Wołowiec, Grześ i wiele innych szczytów.

Na kolejnych dwóch zdjęciach widzimy szlak na Kończysty Wierch i Starorobociański Wierch :)

Widać również czym różni się krajobraz Tatr Zachodnich od Wysokich. Jak pamiętamy z poprzedniego wpisu Tatry Wysokie w najwyższym piętrze charakteryzują się strzelistymi turniami, co nadaje im surowy, alpejski charakter. Tatry Zachodnie są nieco niższe i dużo łagodniejsze. Ich szczyty w zdecydowanej większości pokryte są łąkami wysokogórskimi.
Szlaki położone na obu obszarach mają również odmienny charakter. W Tatrach Wysokich spora część tras wiedzie wśród urwistych skał, nierzadko oferując sztuczne ułatwienia – takie jak łańcuchy i klamry, bez których pokonanie szlaku byłoby bardzo trudne lub wręcz niemożliwe. W Tatrach Zachodnich tego typu atrakcje należą do rzadkości, co jednak nie oznacza, że szlaki są tam zupełnie bezpieczne. Trawiaste i łagodne obszary często kończą się nawet kilkusetmetrowymi urwiskami. (Źródło informacji: http://www.tatry.info.pl )

Na Kończystym i Starorobociańskim Wierchu byłam po raz pierwszy w 1999 roku. Na Starorobociańskim Wierchu ponownie w 2000, idąc od Ornaka na Błyszcz i Bystrą (a na Starorobociański robiąc sobie skok w bok), a teraz niestety nie udało się dojść dalej. Przeczekując burzę w kosodrzewinie straciliśmy dużo czasu i obawiałam się, by wejście i zejście z Kończystego Wierchu przy niepewnej pogodzie nie okazało się zbyt ryzykowne czasowo. Dalsze szczyty i wędrowanie szlakiem graniczno-graniowym już nawet nie wchodziło w grę. Nie rozpaczaliśmy jednak z tego powodu, a raczej cieszyliśmy z poprawy pogody i wędrowania bez płaszczy przeciwdeszczowych. W górskich wędrówkach nie chodzi tylko o „zaliczanie” kolejnych szczytów, ale przede wszystkim o sam kontakt z górami, podziwianie widoków i czerpanie przyjemności z wędrowania szlakami. Przynajmniej ja mam takie odczucia :)

Do Polany Chochołowskiej z Trzydniowiańskiego Wierchu schodziliśmy Doliną Jarzabczą, przez Polanę Jarząbcze Szałasiska robiąc tzw. Pętlę. Szlak czerwony częściowo pokrywa się tu z żółtym (tzw. Szlakiem Papieskim – nazwanym tak dla upamiętnienia trasy, którą przebył pieszo Jan Paweł II w trakcie pielgrzymki do Polski w 1983 roku). Przyjemnie się schodziło, chociaż jak to przy zejściu – mięśnie nóg bolały :) ach, jak ja miło wspominam teraz ten ból 😉

Podsumowując Trasa:
Siwa Polana – Polana Trzydniówka – Trzydniowiański Wierch – Dolina Jarząbcza – Polana Chochołowska – Dolina Chochołowska – Siwa Polana

POZDRAWIAM SERDECZNIE :)
i zachęcam do odkrywania uroków zarówno Tatr Wysokich, jak i Zachodnich, w Bielskie też warto się wybrać 😉

115. Mengusovská dolina… Popradské pleso, Hincova kotlina, Kôprovský štít, (2363 m)

„W górach musisz wykonać pewien wysiłek bez zapłaty. Jest w tym mistyka, szukanie czegoś wyjątkowego. Do tego trzeba mieć pewną wyobraźnię, filozofię życiową. Nie każdego na to stać, nie każdemu się chce. Bo w górach nie ma granic, tam się szuka wolności…”
(Krzysztof Wielicki)

Wakacyjny-rodzinny wyjazd w Tatry już za mną i teraz w kilku wpisach postaram się opowiedzieć o tych naszych „poszukiwaniach wolności” 😉 Zanim jednak zrelacjonuję pierwszy dzień na szlaku, zdradzę, że (tak samo jak dwa lata temu) jako bazę noclegową i wypadową obraliśmy sobie Bukowinę Tatrzańską :) Pierwszego dnia, a była to niedziela, po znalezieniu noclegu (z tym na szczęście nie miewamy problemów) udaliśmy się do Zakopanego (tradycyjnie już) pospacerować po Krupówkach. Niestety było już za późno, by wyruszać nawet na krótki szlak. Jako usprawiedliwienie dodam jeszcze, że jazda w korku od Rabki do Nowego Targu dodatkowo nas zmęczyła. Kilka godzin w samochodzie plus tłumy na Krupówkach – dla mnie to był taki „zmarnowany” dzień, chociaż dzieci jedząc lody, gofry i frytki nie narzekały 😉

Za to w poniedziałek koniec „błogiego lenistwa” – pobudka o 6.00. Po śniadaniu i zapakowaniu plecaków udaliśmy się na słowacką stronę Tatr.

Samochód zaparkowaliśmy u wylotu Doliny Mięguszowieckiej (słow. Mengusovská dolina).

Idąc szlakiem niebieskim od stacji kolei elektrycznej Popradské pleso  po godzinie dotarliśmy do Popradzkiego stawu (Popradské pleso), a następnie po odpoczynku ruszyliśmy dalej szlakiem niebieskim do Doliny Hińczowej (Hincova kotlina). Ostatecznym celem tego dnia był Koprowy Wierch (Kôprovský štít, 2363 m).

Na zdjęciu Popradské pleso i odbijające się w nim schronisko – Popradská chata :)

Popradzki Staw (słow. Popradské pleso, dawniej Rybi Staw, Mały Rybi Staw) znajduje się w dolnej części Doliny Złomisk, odnogi Doliny Mięguszowieckiej w słowackich Tatrach Wysokich.
Staw leży w kotlinie powstałej na bazie misy glacjalno-erozyjnej na wysokości 1494,3 m n.p.m., ma 6,26 ha powierzchni i 16,6 m głębokości (według pomiaru z 1927) lub odpowiednio 6,88 ha i 17,6 m (według pomiarów z lat 1961–1966).
Popradzki Staw jest jednym z nielicznych tatrzańskich stawów, w którym naturalnie występują ryby.

Temperatura wód powierzchniowych nie przekracza 16 °C. Przeciętny termin pokrywania się stawu lodem to 11 listopada, a przeciętny termin topnienia lodu to 21 maja.
Od strony wschodniej do jeziora wpada spływający Doliną Złomisk Zmarzły Potok, wody ze stawu wypływają zaś w kierunku południowym, tworząc potok Krupa. Nad stawem górują szczyty Osterwy (od wschodu), Popradzka Grań (od północy) oraz Grań Baszt (od zachodu). Okolice Popradzkiego Stawu są ściśle chronione, znajduje się tu rezerwat „Dolina Mięguszowiecka” (Rezervácia Mengusovská dolina).

O Popradzkim Stawie już króciutko opowiedziałam to może jeszcze kilka słów o znajdującym się obok niego schronisku :)

Schronisko nad Popradzkim Stawem, Schronisko Popradzkie (słow. Popradská chata, chata pri Popradskom plese, chata kapitána Morávku) położone jest na wysokości ok. 1500 m n.p.m. Znajduje się nad północno-zachodnim brzegiem Popradzkiego Stawu (Popradské pleso). Obecnie ma 155 miejsc noclegowych.

Cudowna tatrzańska sceneria, a na jej tle mój młodszy syn – Fabianek :)

Schronisko Popradzkie jest ważnym węzłem komunikacyjnym (szlaki ze Szczyrbskiego Jeziora, Magistrala Tatrzańska, szlak na Rysy). 10 lat temu będąc tam z mężem oraz moim bratem i siostrą po odpoczynku w nim ruszyliśmy niebieskim szlakiem w górę Doliny Mięguszowieckiej i przez Dolinę Żabią Mięguszowiecką i Wagę na Rysy (Czas przejścia: 2:15 h, ↓ 1:45 h), a teraz będąc z dziećmi postanowiliśmy udać się przez Dolinę Mięguszowiecką i Hińczową na Wyżnią Koprową Przełęcz, a z niej jak już wspomniałam na Koprowy Wierch (Kôprovský štít, 2363).

To ciekawy widokowo szlak i mniej tłumnie uczęszczany niż ten na Rysy :)

Mgła jest częstym zjawiskiem w górach . Bywa sucha i mokra, taka niekiedy zamienia się w deszcz. Każda jest niebezpieczna, gdyż sprzyja pobłądzeniom.

Idziemy dzielnie dalej i jak widać poniżej kosodrzewina się skończyła i wkoło już tylko gołe skały…

„Czasami we mgle nad nami majaczyły szczyty,
Niby światy nad głową tuż, zda się, zwieszone,
Tam, gdzie zwykle wzrokowi jawią się błękity.”
(J. Żuławski)

Szczyty Tatr zatopione we mgle … zachwycające, groźne i tajemnicze :)

„Stoi przed mną łańcuch górski. Niekiedy pali go słońce, niekiedy siecze deszcz, nierzadko otula mgła. Nie skarży się nigdy, nie czeka na podziękowanie. Jest zawsze majestatyczny i zawsze daje siebie.” (L. Boff)

Po 2:30 h wędrówki (niestety też i w deszczu) dotarliśmy do Doliny Hińczowej (słow. Hincova dolina) i stanęliśmy nad taflą Wielkiego Stawu Hińczowego (Veľké Hincovo pleso).

Wielki Hińczowy Staw (słow. Veľké Hincovo pleso) leży na wysokości 1944,8 m n.p.m. Jest to o 551 m wyżej niż Morskie Oko, dlatego też wznoszące się na północ od Wielkiego Hińczowego Stawu Mięguszowieckie Szczyty nie wydają się stąd tak groźne jak od strony polskiej. Ma 20,08 ha powierzchni i 53,7 m głębokości. Wielki Hińczowy Staw jest największym i najgłębszym stawem w słowackiej części Tatr oraz czwartym co do wielkości i trzecim co do głębokości stawem w Tatrach.

Znajduje się on w kotle lodowcowym o litym, skalnym dnie, od południowej strony zamkniętym skalnym ryglem. Woda jest bardzo przejrzysta; według pomiarów Ludomira Sawickiego z 1909 r. jej przeźroczystość wynosi 19 m. Natomiast w przybrzeżnych płyciznach występuje zdumiewająco bogaty jak na tej wysokości plankton. Dominuje w nim Diaptomus gracilis (według badań Stanisława Minkiewicza).
(Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Młodszy syn chętnie mi pozował 😉

Dolina Hińczowa jest pochodzenia lodowcowego. Wyrzeźbiona została w skałach krystalicznych. Jej dno tworzy rumowisko głazów porośniętych miejscami niską murawą, w której dominuje sit skucina.

Ja też chętnie pozowałam – w „moich ukochanych Taterkach” lubię to robić :)

Niezwykle piękne miejsce, warto było do niego dotrzeć, a to nie był jeszcze koniec wędrówki. Po odpoczynku i posiłku udaliśmy się stromo w górę na Wyżnią Koprową Przełęcz (Vyšné Kôprovské sedlo, 2180 m).

Idąc zakosami wspaniale było widać Mały Hińczowy Staw (słow. Malé Hincovo pleso) – jezioro położone w górnej części Dolinki Szataniej, na wysokości 1923 m n.p.m. :)
Według pomiarów Josefa Schaffera z 1928 r. staw ma 2,2208 ha powierzchni, wymiary 275 × 130 m i głębokość 6,1 m. Nowsze pomiary z lat 1961–67, przeprowadzone przez pracowników TANAP-u, podają 2,22 ha powierzchni, 265 m długości, 130 m szerokości i 6,4 m głębokości. Nie wiem, które pomiary są dokładniejsze 😉
Dawniej staw był zwany też Małym Ignacowym Stawem i Małym Lulkowym Stawem.

A kolejne zdjęcie zostało zrobione już na Wyżniej Koprowej Przełęczy (Vyšné Kôprovské sedlo, 2180 m) – widzimy na nim Koprowy Wierch (Kôprovský štít, 2363 m).

Jak widać pochmurno, pogoda niepewna, ale decydujemy się iść dalej :) Początkowo szlak  wiedzie szerokim kamienistym zboczem i dopiero poniżej wierzchołka robi się węziej i bardziej surowo. Niestety na szczycie Koprowego Wierchu stanął tylko mąż, a ja wraz z chłopcami zostałam dosłownie 10 minut drogi pod nim. Podejście okazało się zbyt niebezpieczne, by iść dalej z dziećmi. Zbliżająca się burza też budziła postrach. Sukcesem jest jednak fakt, że w ogóle chłopcy tak dzielnie maszerowali i tak wysoko dotarli :)

Innej możliwości nie ma, więc do Popradzkiego stawu (Popradské pleso) wracaliśmy tym samym – niebieskim szlakiem :) widoki ponownie podziwiając :)

Wyczytałam, że co roku wczesną jesienią odbywają się nad Popradzkim stawem obchody święta THS (Tatrzańskie Pogotowie Górskie – Oddział Ochotniczy) i z tej okazji na zboczach Osterwy odbywają się pokazy umiejętności ratowników.

Jeszcze jeden kadr znad tego malowniczego tatrzańskiego stawu, bo nie wiem kiedy znowu tam zawitam :)

Zanim wróciliśmy do zaparkowanego przy stacji kolei elektrycznej Popradské pleso  samochodu – wytyczoną ścieżką turystyczną (szlakiem żółtym) udaliśmy się jeszcze do Tatrzańskiego Cmentarza Symbolicznego pod Osterwą.

Projekt powstania cmentarza w 1922 r. wysunął czeski taternik, narciarz i malarz, Otakar Štáfl. Budowa posunęła się naprzód dzięki pomocy KČST, później KSTL. Miejsce zostało wybrane w 1934 r. Dwa lata później powstała murowana kapliczka projektu Róberta Vosyki, całość otwarto 11 sierpnia 1940 r. W uroczystości brał udział prezydent Słowacji, Jozef Tiso. Jednym z głównych twórców cmentarza był Alojz Lutonský. Na cmentarzu umieszczono motto: Mŕtvym na pamiatku, živým pre výstrahu (Umarłym na pamiątkę, żyjącym ku przestrodze).

Obecnie na cmentarzu znajduje się około 300 tablic upamiętniających ponad 400 osób. Wśród nich można spotkać nazwiska polskie. Tablice upamiętniają m.in. Klemensa Bachledę, Mieczysława Karłowicza, Wiesława Stanisławskiego, Witolda Wojnara, Tadeusza Strumiłłę, Jana Długosza, braci Jerzego i Wojciecha Biedermanów, a także ratowników TOPR Janusza Kubicę i Stanisława Mateję Torbiarza oraz pilotów „Sokoła” Bogusława Arendarczyka i Janusza Rybickiego, którzy zginęli w katastrofie lotniczej w Dolinie Olczyskiej. Są tablice poświęcone osobom związanym z Tatrami, które zginęły gdzie indziej, np. w innych górach.
Od 1969 r. cmentarzem opiekuje się słowacki Tatrzański Park Narodowy. W 1970 r. obiekt wpisano do rejestru pamiątek narodowych. Nowe tablice montowane są od 2003 r. przez pracowników Ośrodka Służby Terenowej TANAP. O ich umieszczeniu decyduje komisja przy dyrekcji parku.
Cmentarz ma charakter symboliczny (nie ma tu pogrzebanych ciał) i międzynarodowy – upamiętnia ofiary gór różnej narodowości. Niezwykłe miejsce, które ku pamięci i przestrodze warto zobaczyć…

Podsumowując Trasa:
Stacja kolei elektrycznej Popradské pleso (parking) – Popradzki staw (Popradské pleso) – Schronisko nad Popradzkim Stawem (Popradská chata) – Rozdroże nad Żabim Potokiem (Rázcestie nad Žabím potokom) – Dolina Hińczowa – Wielki Hińczowy Staw (Veľké Hincovo pleso) – Wyżnia Koprowa Przełęcz (Vyšné Kôprovské sedlo, 2180 m) – Koprowy Wierch (Kôprovský štít, 2363 m) – powrót tym samym szlakiem do Popradzki staw (Popradské pleso) – Tatrzański Cmentarz Symboliczny pod Osterwą – Stacja kolei elektrycznej Popradské pleso (parking)

Pierwszy i zarazem bardzo intensywny dzień na słowackim szlaku szczęśliwie dobiegł końca :) O następnych będę opowiadała w kolejnych wpisach :)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO :)

114. Wycieczka jubileuszowa z okazji 50-lecia KT „Ostańce” w Zawierciu -DOLINKI PODKRAKOWSKIE

Witam serdecznie  :)
Ponieważ od wielu lat jestem członkiem Klubu Turystycznego „Ostańce” w Zawierciu (moi synowie od niedawna) pod koniec czerwca wraz z nimi i moim tatą – Przewodnikiem i Przodownikiem Turystyki Pieszej PTTK wzięłam udział w obchodach jubileuszu 50-lecia klubu. 26 czerwca, o godzinie 17.30 w sali 203 w MOK Zawiercie odbyło się jubileuszowe spotkanie dla członków i sympatyków.

Na zdjęciu dziadek z wnukami :) Pamiątkowe zdjęcie z tego spotkania 😉

Było bardzo miło i ciekawie. Prezes Klubu – Pan Andrzej Stróżecki, który pełni tą funkcję od 1971 r. przypomniał historię działalności klubu. Wręczono wyróżnienia i odznaki najbardziej zasłużonym, po czym nastąpiła przerwa na jubileuszową lampkę szampana i uroczyste zdmuchnięcie świeczek na torcie. Pyszne ciacha upieczone przez klubowiczki można było degustować bez ograniczeń :) Do wglądu wystawiono klubowe kroniki i wertując je można było wspominać różne wyjazdy, na zdjęciach rozpoznawać siebie. Pokaz multimedialny też był bardzo interesujący. Ja szczególnie zdziwiłam się widząc siebie na zdjęciach zrobionych podczas akcji odnawiania szlaków turystycznych 😉 Moi synowie mieli niezły ubaw widząc mamusię w akcji 😉

Jak widać szlaki odnawiam z uśmiechem… i nadzieją, że turyści nie pobłądzą :)

Wracając do spotkania to było ono tylko pierwszym punktem jubileuszu, gdyż dwa dni później odbyła się jeszcze  jubileuszowa wycieczka autokarowa w Dolinki Podkrakowskie. Dlaczego akurat tam??? Otóż inspiracją do założenia Klubu Turystycznego „Ostańce” (pierwotna nazwa: „Klub Turysty Pieszego Ostańce”) była wycieczka właśnie w Dolinki Podkrakowskie 27 czerwca 1965 r. Klub „Ostańce” został założony 30 czerwca 1965 r. Nazwę przyjął od ostańców wapiennych charakterystycznych dla Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Zaproponował tą nazwę Eugeniusz Łazarz, ówczesny przewodniczący oddziałowej Komisji Turystyki Pieszej. Pierwszym prezesem klubu został Tadeusz Trepka, a przewodnikiem klubu Andrzej Stróżecki do dziś związany z Oddziałem PTTK w Zawierciu i Klubem „Ostańce”.

Program jubileuszowej wycieczki:
 
Wariant I: Jerzmanowice – Skałka 513 – Jaskinia Nietoperzowa / bez zwiedzania/ – Dol. Będkowska – Czarcie Wrota – Dolina Kobylańska – Łączki – Dol. Będkowska – Łazy  –  ok. 16 km

Wariant II: Rozpoczęcie wycieczki zwiedzaniem Jaskini Nietoperzowej i dalej jak w wariancie I

My zapisaliśmy się na wariant II, gdyż w Jaskini Nietoperzowej jeszcze nie byliśmy i chcieliśmy ją zwiedzić w środku :)

Jaskinia Nietoperzowa znajduje się na wschodnim krańcu wsi Jerzmanowice (gm. Jerzmanowice-Przeginia, woj. małopolskie).
Nazwa jaskini pochodzi od znalezionych szczątków kopalnych i współcześnie żyjących nietoperzy. Jaskinia usytuowana jest w grupie skał górnej części Doliny Będkowskiej. Położona 447m n.p.m. ma 306m długości. Jest jedną z największych jaskiń Jury Krakowsko-Częstochowskiej :)

Historia Jaskini:
Już w XIX wieku ze względu na wypełnisko i odchody nietoperzy, prowadzono eksploatację przemysłową tej groty. Kiedy w latach 1872 – 1879 O. Grube wydobywał nawóz z jaskini, natrafił na 4.000 kłów niedźwiedzia jaskiniowego. Jeszcze dziś przy odrobinie szczęścia można taki kieł znaleźć.
W 1841 roku A. Grabowski, po zwiedzeniu tej jaskini, wspomina o wcześniejszym wybieraniu namuliska, używanego jako nawóz. Przemysłowa eksploatacja, prowadzona z ramienia Górnośląskiego Urzędu Górniczego przez O. Grube’go w latach 1872-1879, w znacznym stopniu zniszczyła pierwotne osady jaskini.
Pierwsze poszukiwania przeprowadził tu w roku 1871 hrabia Jan Zawisza, właściciel Doliny Ojcowskiej, znajdując liczne zabytki archeologiczne i kości zwierzęce. W czasie gospodarczej eksploatacji namuliska nadzór archeologiczny sprawował F. Römer, które zebrane zabytki przekazał do muzeum wrocławskiego. W roku 1918, gdy pierwszym prywatnym właścicielem był Antoni Ferdek, przewodnik po Ojcowie, badania w pobliżu wejścia do jaskini przeprowadził Leon Kozłowski.
Systematyczne i metodyczne badania archeologiczne zostały podjęte po II Wojnie Światowej i przeprowadzone przez Waldemara Chmielewskiego w latach 1956-1963. (Źródło informacji: http://www.nietoperzowa.ojcow.pl )

Z punktu widzenia archeologicznego Jaskinia Nietoperzowa znana jest przede wszystkim jako stanowisko górnopaleolityczne datowane na 38 000 lat wstecz, będące obozowiskiem łowców niedźwiedzia jaskiniowego. Łowcy jerzmanowscy byli przedstawicielami grup ludzkich, określanych już jako HOMO SAPIENS (człowiek myślący). Byli twórcami odkrytych tu m.in. krzemiennych grotów i oszczepów reprezentujących tak zwana KULTURĘ JERZMANOWICKĄ.
W trakcie wykopalisk natrafiono także na fragmenty naczyń glinianych, narzędzia kamienne, krzemienne oraz kości pozostawione przez grupy ludzkie, odwiedzające jaskinię w następnych epokach – od neolitu do średniowiecza (od 4500 p.n.e. do XIII w. naszej ery).
W poziomach archeologicznych jaskini odkryto również kości i zęby zwierzęce, głównie niedźwiedzia (4000 kłów), jak też hieny jaskiniowej, lwa jaskiniowego, borsuka, mamuta, żubra pierwotnego, nosorożca włochatego, renifera, konia oraz drobnych gryzoni, ptaków i ryb.

Jaskinia ta już dwa razy stanowiła scenografię filmów fabularnych. Po raz pierwszy do Nietoperzowej ekipa filmowa zawitała w 1995r., kręcono wtedy „Legendę o Świętym Mikołaju”. Dwa lata minęły i 5 listopada 1997r. Jerzy Hoffman nakręcił w jaskini scenę do filmu „Ogniem i Mieczem”.

W pobliżu wejścia do jaskini prowadzi niebieski pieszy Szlak Warowni Jurajskich oraz kilka lokalnych turystycznych szlaków rowerowych :)

Po zwiedzeniu jaskini (z przewodnikiem) wspólnie z uczestnikami wariantu I ruszyliśmy Doliną Będkowską :)

Dolina Będkowska jest jedną z 7 dolin wchodzących w skład Parku Krajobrazowego Dolinki Krakowskie.  Ma długość 7-8 km i jest jedną z najdłuższych dolin Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej.
Wyżłobiona w wapieniach jurajskich dolina ma charakter wąwozu o stromych ścianach wschodnich i łagodniejszych zboczach zachodnich. Jest doliną krasową i można na niej zaobserwować niemal wszystkie formy geologiczne i zjawiska charakterystyczne dla krasu. Oprócz głównej doliny występują w niej jeszcze mniejsze boczne dolinki o różnorodnym charakterze – albo są to skaliste wąwozy typu kanion, albo jary o bardziej łagodnych stokach porośnięte lasem. Są też jaskinie i źródła.

Ok. 350 m od drogi znajduje się wywierzysko zwane źródłem Będkówki. Wypływa z niego czysta, krystaliczna woda (ok. 50 l/s) tworząca spory basenik. Jest to jedno z największych wywierzysk krasowych całej Jury.

Za Czarcimi Wrotami odbiliśmy do Będkowic, a po regeneracyjnym posiłku przed budynkiem OSP udaliśmy się do Doliny Kobylańskiej :)

Zwana również Dolinką Karniowicką lub Jarem Kobylańskim – Dolina Kobylańska ma długość około 4 km, a przez jej środek płynie malowniczy strumień “Kobylanka”.

Szło się bardzo przyjemnie, a jedynym utrudnieniem było poślizgowe błoto 😉 Mój młodszy syn oczywiście zająca złapał, ale co tam, grunt, że dzielnie maszerował :)
Mnóstwo ciekawych formacji skalnych można zobaczyć zarówno w Dolinie Będkowskiej, jak i w Kobylańskiej :)

Dodatkową  atrakcją tej doliny jest umiejscowiona w specjalnie wyżłobionym w 1914 roku zagłębieniu skalnym – kapliczka objawienia Matki Boskiej. Prowadzą do niej wykute w wapieniu schody.

Wędrówka pobudza apetyt, więc w Kobylanach, w barze znowu się posililiśmy, a następnie asfaltem doszliśmy ponownie do Doliny Będkowskiej :)

Kolejny odpoczynek był obok Brandysówki pod Sokolicą :)

Brudne dziecko, to zadowolone dziecko, więc na ubłocone spodnie mojego syna proszę nie zwracać uwagi 😉

Sokolica w Dolinie Będkowskiej to najwyższa skała wapienna na całej Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej. Znajduje się w środkowej części Doliny Będkowskiej na wprost bocznego Wąwozu Przecówki i Brandysowej, w miejscu gdzie płynący dnem doliny potok Będkówka zakręca w lewo.
Na szczycie Sokolicy odkryto resztki dużego, grodziska rycerskiego z VIII-IX w. Z tego też względu skała ta dawniej nazywana była Grodziskiem. Zachowały się resztki wałów, w czasie prac archeologicznych odkryto ślady osadnictwa z okresu neolitu i kultury łużyckiej.
Sokolica wznosi się na wysokość ok. 70 m ponad dolinę potoku i jest udostępniona do wspinaczki skałkowej. Wspinaczka na niej należy do trudnych, nie tylko z powodu wysokości, ale głównie bardzo stromych i trudnych technicznie ścian. Jest jedną z nielicznych skał na Jurze o więcej niż jednowyciągowych drogach wspinaczkowych.

Wędrujemy dalej i po drodze mijamy Wodospad „Szum” – największy wodospad na Jurze :) Pod wodospadem utworzyło się niewielkie, płytkie rozlewisko.

A obok „Szumu” znajduje się „Iglica”, czyli naturalny ostaniec wapienny w kształcie obelisku :)

Naszą wędrówkę Doliną Będkowską skończyliśmy niedaleko skały o nazwie – Gęsiarnia. Ostatecznie wędrówkę w Łazach, gdzie obok kościoła czekał na nas autokar :)

Cieszę się, że wzięłam udział w tej wycieczce, zwiedziłam po raz pierwszy w życiu Jaskinię Nietoperzową oraz przeszłam dwie podkrakowskie dolinki – Będkowską i Kobylańską :) Mam nadzieję, że wkrótce i kolejne dolinki odwiedzę :)

Na koniec jeszcze kilka zdań o turystycznych tradycjach w mojej rodzinie. Otóż zaczynając prowadzenie tego bloga w zakładce – o mnie pisałam, że pasją tą zarazili mnie moi rodzice i chciałabym, by moi synowie również połknęli tego bakcyla. Z perspektywy kilku minionych lat mogę już napisać, że chyba udało się. Zabierani przeze mnie na różne wycieczki coraz chętniej wędrują różnymi szlakami i zwiedzają zabytki. I pochwalę się – właśnie mój pierworodny – Marceli zadowolony wrócił z 56 OWRP, czyli Ogólnopolskiego Wysokokwalifikowanego Rajdu Pieszego MAZOWSZE 2015. Mało tego, pękam z dumy, bo wrócił z odznakami oraz pucharem i nagrodami za zajęcie II miejsca w Konkursie Krajoznawczym Prezydenta Miasta Siedlce. To wielki „turystyczny sukces” dla 14latka :)

Młodszy syn, chociaż ma dopiero 7 lat też już sporo zwiedził, potrafi dzielnie maszerować i kilka wyższych szczytów zdobył. Do udziału w wycieczkach nie muszę go namawiać . Wyobraźcie sobie – jest styczeń, luty, mróz, śnieg po kolana, wiozę go do przedszkola, a on pyta się „ Mamo kiedy pojedziemy na zamek?” Moja krew :) :) 😉

I to już wszystko na dzisiaj :)
POZDRAWIAM SERDECZNIE-SŁONECZNIE :) :) :)
do wycieczek w rejony Jury zachęcam  😉

113. Zamek Pilcza w Smoleniu…

Zamek Pilcza w Smoleniu zwiedzałam i pokazywałam już kilkakrotnie, ale ponieważ w ostatnim czasie zaszły tam wielkie zmiany związane z jego renowacją postanowiłam znowu go odwiedzić, obfotografować i tu pokazać :) Zapraszam na nowy wpis i nową serię zdjęć z Zamkiem Pilcza w Smoleniu w roli głównej 😉

Całe przedsięwzięcie warte około 4 milionów złotych podzielono na trzy etapy. W ramach pierwszego etapu prac, już w 2012 roku, zabezpieczono ruiny zamkowe oraz wyczyszczono i wzmocniono mury.

Obecnie cały ten teren jest nadal placem budowy, a obiekt jest wyłączony z ruchu turystycznego, ale w weekendy i tak jest tam całkiem sporo turystów 😉

Najwygodniej jest dojechać do zamku samochodem i zaparkować u podnóża wzgórza na darmowym parkingu. PKS-em można dojechać z Olkusza do Wolbromia lub z Ogrodzieńca do Pilicy i z tych dwóch miejscowości jeździ PKS do Smolenia (chociaż rzadko).

Zamek został wzniesiony w stylu gotyckim w połowie XIV w., najprawdopodobniej przez Ottona z Pilczy herbu Topór i zastąpił istniejącą tu być może wcześniej drewnianą strażnicę. Pierwszy zamek składał się z murów obwodowych biegnących wokół skalnej platformy, budynku mieszkalnego we wschodniej części i cylindrycznej wieży (stołpu) o średnicy ok. 7,5 m. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org)

Dawniej nie było to możliwe, ale teraz po renowacji bezpiecznie można wejść na zamkową wieżę i podziwiać z niej okolicę :)  Oczywiście weszłam, bo grzechem byłoby z takiej możliwości nie skorzystać 😉

Widoki z wieży piękne – jak to na Jurze, wiadomo 😉

Poniżej widzimy dziedziniec zamku dolnego renesansowego :)
Zdjęcie wykonane ze schodów prowadzących na wieżę zamkową.

Zamek składał się z zamku górnego na skale oraz dwóch majdanów gospodarczych (zamków dolnych) połączonych przewiązką komunikacyjną.

Na zdjęciu widok na zamek górny z renesansowego zamku dolnego :)

Lubię kadry z naturalnym obramowaniem 😉

I jeszcze raz w kadrze widzimy wieżę zamkową :)

Wieża zbudowana została z ciosowych bloków skalnych na planie koła o średnicy7,5 metra (wg serwisu zamkipolskie.com i zamkipolski.com.pl) i grubości murów dochodzących do 2,20 m. Jest to najstarsza budowla kamienna wzniesiona w tym miejscu. Posiada ona dwa otwory: u podnóża – wykuty sztucznie później przez poszukiwaczy skarbów oraz właściwy położony od wschodu skierowany w stronę budynku mieszkalnego na skale. Było to jedyne wejście do wieży dostępne z piętra budynku zamku górnego. Wieża stanowiła doskonały punkt obserwacyjny i miejsce ostatecznej obrony.

Zgłodniałam, więc mała przerwa na posiłek regeneracyjny 😉

Pogoda tego dnia była wspaniała, więc na pstrykałam mnóstwo fotek :)

Poniżej północny ryzalit murów zamku renesansowego :)

O zamku tym opowiadałam już we wpisie 8. Zamek w Smoleniu i 44. W Dolinie Wodącej… i zachęcam, by przy okazji czytania tego wpisu i tam zajrzeć :)

Nie lubię się powtarzać, więc po informacje dotyczące powstania zamku, jego dziejów i legend z nim związanych również i tam odsyłam :) Oglądając zdjęcia sprzed kilku lat doskonale widać jak wielkie zmiany tam zaszły.

Cudnie komponuje się biel ruin z błękitem nieba
– to już ostatnie spojrzenie na zamek :)

Zazwyczaj, gdy odwiedzam Zamek w Smoleniu udaję się również zobaczyć Zegarowe Skały i wędruję Doliną Wodącej – tak było i tym razem 😉

Ze względu na walory i fakt, że dwa lata temu brałam udział w wytyczaniu ścieżki edukacyjnej w Dolinie Wodącej serdecznie zachęcam do spacerowania nią  :) a po opis trasy odsyłam do wpisu 44.

Ostatni punkt wycieczki to (również tradycyjny już) postój na Rynku w Pilicy :)

Pilica to miasto w woj. śląskim, w powiecie zawierciańskim, u źródeł rzeki Pilicy, przy drogach wojewódzkich nr 794 i 790. Miejscowość położona jest w środkowej części Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej.
Przez wieki Pilica należała do Małopolski. Testamentem Bolesława Krzywoustego Pilica weszła w skład senioralnej dzielnicy krakowskiej. W latach 1918-1945 Pilica należała do województwa kieleckiego, powiatu olkuskiego. W czasie okupacji niemieckiej (1939-1945) Pilica znalazła się w Generalnym Gubernatorstwie, w powiecie miechowskim. W latach 1945-1975 Pilica należała do woj. krakowskiego, powiatu olkuskiego, w 1975 włączona do woj. katowickiego. Natomiast od 1.01.1999 r. należy do woj. śląskiego, powiatu zawierciańskiego :)

Chłopcy, jak zwykle zjedli tam lody, a ja obfotografowałam nowopowstały Ratusz :)

Na zakończenie dzisiejszego wpisu dołączam kilka kadrów z rzepakowymi polami, którymi zachwycałam się ostatnio i które pięknie wzbogacają wiosenne jurajskie krajobrazy, dzięki kolorystyce napawają optymizmem :)

Jak miło jest wiosną wsiąść na rower i przemierzać na nim tereny Jury Krakowsko-Częstochowskiej – niesamowite są te rzepakowe pola, może i nawet piękniejsze niż słoneczniki w Toskanii 😉

Zachwyciła się dziś tęcza
żółtych kwiatów łanem
tuż po burzy w kropli deszczu
budząc niebo szare

Rzepakowe pola płyną
tkane wiatru tchnieniem
słońce głaszcze promieniami
ustrojoną ziemię …

Złotem pole ukwiecone
dała nam natura
niosą pszczoły miodu dzbany
skrzydeł uwertura ….

(znalezione w internecie – autor: zuza n)

Zaświeciły pola
rozbudzonym kwieciem
rozegrały się muzyką pszczelą
miodnym zapachem natchnęły obłoki
i spadł zaskoczony deszczyk

Wiatr delikatnie dotknął
zroszone wierzchołki kwitnących roślin
a te z pokorą skłoniły
pozłacane główki
oddały pokłon słońcu
które spoza niespodziewanej chmurki
wyciągnęło promieniste ręce
i objęło pola
brzemienną nadzieją
przyszłych plonów

(Kazimierz Jan Dejer)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO :) :) :)
i udanych wakacyjnych wypraw życzę :)