126. Andrzej Stróżecki – niepokorna dusza Jury

Z przykrością informuję, że w czwartek, 12 maja zmarł Andrzej Stróżecki – prezes Polskiego Towarzystwa Turystyczno – Krajoznawczego Oddziału w Zawierciu. Był również członkiem wojewódzkich komisji turystyki narciarskiej i pieszej, ochrony przyrody, biegów na orientację oraz członkiem Zarządu Wojewódzkiego PTTK i przewodniczącym Zespołu ds. Zagospodarowania Jury przy Zarządzie Wojewódzkim PTTK w Katowicach. W latach 2006-2010 był radnym miasta Zawiercie.

Andrzej Stróżecki posiadał wiele dyplomów i odznaczeń. Najcenniejsze z nich to Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski oraz tytuł Członka Honorowego PTTK, którym został wyróżniony jako jedyny zawiercianin w historii PTTK. Posiadał tytuły honorowego przodownika w czterech dyscyplinach turystyki: górskiej, narciarskiej i pieszej oraz biegów na orientację.

Niedawno, 1 maja podczas Zawierciańskiej Majówki u źródeł rzeki Warty został uhonorowany Statuetką „Zasłużony dla Miasta Zawiercie”. Otrzymał ją z rąk prezydenta Zawiercia – Witolda Grima. Wyróżnienie to jest wyrazem uznania dla zasług osób fizycznych, prawnych i jednostek organizacyjnych nie posiadających osobowości prawnej za działalność i zasługi dla miasta godne szczególnego uznania.

„Odkąd pamiętam Andrzej był stale obecny w zawierciańskim Oddziale PTTK. Ciągle coś organizował, ustalał, załatwiał, a przede wszystkim był obecny na jurajskich szlakach. Rajdy i wycieczki połączone z historią regionu to była prawdziwa pasja i tak jest właściwie do dziś. Andrzej Stróżecki urodził się 23.03.1937 w Zawierciu. Członkiem naszego Towarzystwa został 5.04.01957 r. wstępując do Oddziału Międzyuczelnianego w Krakowie, gdzie studiował na Wydziale Budownictwa Wodnego Politechniki Krakowskiej. W latach 1958 – 1959 działał w tym oddziale w Komisji Turystyki Górskiej. W 1959 r. pełnił funkcję z – cy kierownika obozu wędrownego w Tatrach. Po studiach w 1960 r. podjął pracę w katowickiej „Hydrobudowie – 3”. W latach 1960 – 1962 należał do Koła PTTK przy Zakładach Chemicznych w Oświęcimiu, a w okresie 1962 – 1963, pracując przy budowie zapory w Solinie do  oddziału „Bieszczady” w Lesku.
Od 23.11.1963 r. jest członkiem oddziału PTTK w Zawierciu. Od marca 1965 r. pełnił
funkcje sekretarza trzech oddziałowych komisji: turystyki pieszej, górskiej, narciarskiej. W czerwcu 1965 r. powołano do życia Klub Turystyki Pieszej „Ostańce”, którego był współzałożycielem, a od 1967 r. do chwili obecnej prezesem. Z czasem zaczął rozwijać w nim różne formy turystyki i w chwili, gdy klub zajmował się także narciarstwem, kajakarstwem, wędrówkami górskimi, krajoznawstwem i imprezami na orientację przekształcił go w Klub Turystyczny „Ostańce”, w którym byli obecni doświadczeni działacze jak i uczniowie zawierciańskich szkół. Z czasem klub stał się wiodącą jednostką zawierciańskiego oddziału. Wychowało się w nim kilka pokoleń działaczy i do dzisiaj skupia większość naszej kadry. Od kwietnia 1967 r. Andrzej wchodzi w skład Zarządu Oddziału PTTK w Zawierciu.
W latach 1970 – 1976 pełnił funkcję wiceprezesa oddziału, a w latach 1983 – 1985 i od 1996 r. do chwili obecnej był jego prezesem. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ub. wieku był członkiem wojewódzkich komisji: turystyki pieszej, narciarskiej, imprez na orientację, ochrony przyrody. W latach 1981 – 1985 był członkiem Zarządu Wojewódzkiego PTTK. W latach 1982 – 1985 był przewodniczącym Zespołu ds. Zagospodarowania Jury przy ZW PTTK w Katowicach. W 1993 r. został członkiem Prezydium Komisji Turystyki Narciarskiej ZG PTTK, a od 2001 r. pełnił funkcję wiceprzewodniczącego tej komisji, a w kolejnej kadencji jej przewodniczącego. Od 1997 r. jest wybierany do Komisji Turystyki Pieszej ZG PTTK. Mimo absorbującej działalności, w naszej organizacji przez 12 lat był prezesem Oddziału Miejskiego Ligi Ochrony Przyrody w Zawierciu, a w 1993 r. założycielem koła Polskiego Klubu Ekologicznego.
Jego, zdolności organizatorskie pozwoliły mu realizować ważne dla naszego towarzystwa przedsięwzięcia. Obok A. Wasilewskiego z Lublina był głównym organizatorem obchodów 50 – lecia PTTK na Zamku Ogrodzieniec w 2000 r., a 2006 r. ogrodzienieckiej części ogólnopolskich obchodów 100 – lecia PTK. Był komandorem Ogólnopolskiego Wysokokwalifikowanego Rajdu Pieszego „Jura 2001” i „Jura 2009”, kierownikiem trasy na XXXIV OWRP „Górny Śląsk” w 1993 r. oraz komandorem 50. Ogólnopolskiego Zlotu Przodowników Turystyki Pieszej. Od 25 lat Andrzej kieruje jedną z tras Ogólnopolskiego Rajdu Narciarskiego „Wędrówki Północy” na Suwalszczyźnie, prowadził też trasy na wrocławskim rajdzie narciarskim „Sudety”. Początkowo pasjonował się narciarstwem turystycznym na nartach zjazdowych, zostając nawet Instruktorem Narciarstwa Zjazdowego PZN, prowadził trasy na Narciarskim  Rajdzie Tatrzańskim, następnie jednak zaraził się narciarstwem śladowym, które propaguje do dzisiaj. Od 1965 r. jest głównym organizatorem Rajdu Narciarskiego Po Jurze – oczywiście na nartach śladowych.
22 lata kieruje już jedną z tras Złazu Spółdzielczości Mieszkaniowej Województwa Katowickiego ( Śląskiego).
Od lat sześćdziesiątych ub. wieku Andrzej Stróżecki jest członkiem kadry naszego towarzystwa. Posiada uprawnienia przodownika turystyki: górskiej,  pieszej, narciarskiej, imprez na orientację. W tych dyscyplinach przyznano mu również tytuły Przodownika Honorowego przy czym w INO z zaszczytnym numerem 001. Jest także Instruktorem Krajoznawstwa Polski i Instruktorem Ochrony Przyrody. Od 1993 r. posiada tytuł Zasłużonego Instruktora Krajoznawstwa. Jest przewodnikiem terenowym na woj. śląskie oraz przewodnikiem beskidzkim. Od 1982 r. jest Instruktorem Przewodnictwa oraz Instruktorem Kształcenia Kadr PTTK. Pełnił też, aż do chwili likwidacji funkcję Kierownika Grupy Rejonowej Straży Ochrony Przyrody.
Od 1965 r. Andrzej zajmuje się pracami znakarskimi w środkowej części Jury, systematycznie odnawiając znaki szlaków, drogowskazy, tablice informacyjne, jednocześnie kształcąc młodą kadrę w tym zakresie. Jest autorem drugiego pod względem ważności na Jurze szlaku niebieskiego „Warowni Jurajskich”, a także większości znakowanych szlaków w tej części Wyżyny Krakowsko – Częstochowskiej. W latach 70. ub. wieku tworzył także szlaki w Leśnym Pasie Ochronnym GOP. Dużym zainteresowaniem ze strony Andrzeja cieszyły się zawsze imprezy na orientację. Wielokrotnie uczestniczył w biegach na orientację, co zaowocowało dużymi sukcesami – kilkakrotnym zdobyciu Pucharu Weteranów w biegach na orientację i w ciągu 19. lat od 1981 do 1999 r. trzynastokrotne zdobycie pierwszego miejsca i sześciokrotne drugiego w krajowym rankingu w swojej kategorii wiekowej. Kolejną już pasją Andrzeja jest turystyka kajakowa. Od 21 lat jest on organizatorem spływów kajakowych po różnych rzekach Polski takich jak Drawa, Brda, Narew i Biebrza, Bug i San.  Od początku swojej obecności w zawierciańskim oddziale PTTK jest inspiratorem rajdów oddziałowych. Projektuje i prowadzi ich trasy. Organizuje też i odbywa rocznie 50 ogólnodostępnych wycieczek. Każdego lata organizuje obóz wędrowny dla młodzieży. Olbrzymie zaangażowanie w działalność turystyczną spowodowało brak czasu nawet na małżeństwo. Andrzej ożenił się dopiero w wieku 52 lat.
Znaczącą rolę w działalności Andrzeja odgrywają publikacje. W 1972 r. był współautorem ( z L. Galliną ) opisu szlaków ziemi zawierciańskiej, następnie jednym z autorów „100 tras dla ciebie”. W 1988 r. wyszedł wydany przez COIT Warszawa jego przewodnik „Jura krakowsko – Częstochowska”. W latach dziewięćdziesiątych jest autorem dwu przewodników „Ścieżka rowerowa” – rejon Zawiercie i rejon Dąbrowa Górnicza. Wydanych przez ZJPK, a w 1994 współautorem ( z Broniszem i Puckiem ) wydanego przez Ekograf przewodnika „Wyżyna Krakowsko – Częstochowska”. Potem aktualizował przewodnik Pascala „Jura krakowsko – Częstochowska”, był też autorem kilku lokalnych folderów. Jest autorem treści turystycznej prawie wszystkich map dotyczących Jury.  Przez wszystkie lata swojej działalności opublikował tysiące artykułów na temat turystyki i ochrony przyrody w prasie lokalnej i turystycznej – „IMT Światowid”, dawny i obecny „Gościniec”, „Na Szlaku”, „Poznaj Swój Kraj”, „Gazeta Zawierciańska – Jura”, „Dziennik Zachodni”.
Za swoją pracę społeczną na polu turystyki Andrzej Stróżecki był wielokrotnie wyróżniany i odznaczany. Już po 5 latach działalności w 1970 r. został odznaczony srebrną honorową odznaką PTTK, a w 1977 złotą. W 1975 otrzymał Brązowy Krzyż Zasługi oraz srebrną odznakę „Za zasługi dla turystyki”, a w 1981 złotą. Odznaki „Zasłużony w rozwoju woj. Katowickiego” przyznano mu w 1974 srebrną i w 1981 złotą. Również w 1981 „Krzyż Zasługi dla ZHP”. W 1998 wyróżniony został medalem „125 – lecia PTT – PTK – PTTK, a 2000 „Medalem 50 – lecia PTTK”. W roku 1989 otrzymał „Złoty Krzyż Zasługi”, a na XV Walnym Zjeździe PTTK w 2001 r. został odznaczony „Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski”. Ponadto Radio Katowice nadało mu honorowy tytuł „Jurala” zarezerwowany dla osób szczególnie zasłużonych w promocji Jury na antenie Radia Katowice.” (autor tekstu: Lesław Romanek )

Na zdjęciu poniżej Andrzej Stróżecki i Lesław Romanek.

Bogata biografia, gdyż Pan Andrzej był wspaniałym i niezwykle aktywnym człowiekiem. Rozpierała go energia, chęć życia i poznawania nowych miejsc. Swoją wiedzą imponował, a pasjami zarażał (oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu).

Cieszę się, że poznałam go osobiście. Przyjemnie było przebywać w jego towarzystwie, uczestniczyć w organizowanych przez niego wycieczkach, obozach, rajdach i wraz z nim zwiedzać oraz przemierzać różne szlaki. Ze szczególnym sentymentem wspominam wyjazdy, których celem było odnawianie szlaków turystycznych na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. I trudno mi cokolwiek więcej dodać, gdyż teraz taki smutek w sercu czuję…

Msza pogrzebowa za duszę zmarłego Andrzeja Stróżeckiego odbyła się w sobotę, 14 maja o godzinie 15:00 w kościele p.w. św. Stanisława Kostki w Zawierciu. Pochowany został na cmentarzu parafialnym w Zawierciu. Miał 79 lat.

125. Wiosenny spacer po Krakowie

Witam serdecznie :) :) :)

Tego miejsca chyba nikomu nie trzeba przedstawiać – zachwycający Rynek w Krakowie :) Niedawno odwiedziłam Kraków – to niezwykle piękne, owiane duchem historii miasto i korzystając z pięknej wiosennej aury przespacerował się jego uliczkami :) Dzisiaj z przyjemnością zapraszam do oglądania zdjęć z tego wyjazdu :)

Za mną oczywiście Sukiennice :) Przez wieki podlegały one wielu przemianom i ich obecny kształt w niczym nie przypomina tych dawnych sukiennic. Już w roku 1257 książę Bolesław Wstydliwy przy lokacji Krakowa zobowiązał się postawić kramy sukienne. Stanowiły one podwójny rząd kramów kamiennych, tworzących jakby uliczkę pośrodku Rynku. Sukiennice w tej postaci przetrwały do połowy XIV stulecia.

Rynek oblężony, ale zazwyczaj właśnie tak tam bywa 😉

Na kolejnym zdjęciu kościół archiprezbiterialny pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, zwany także kościołem Mariackim – jeden z największych i najważniejszych, po Katedrze Wawelskiej, kościół Krakowa. Od 1962 posiada tytuł bazyliki mniejszej i należy on do najbardziej znanych zabytków Krakowa i Polski.
Jest kościołem gotyckim, budowanym w XIV i XV wieku. Położony jest przy północno-wschodnim narożniku Rynku Głównego, na Placu Mariackim 5. Kościół znajduje się na trasie Małopolskiej Drogi św. Jakuba z Sandomierza do Tyńca.
W Kościele Mariackim można podziwiać arcydzieło rzeźbiarskie późnego gotyku – Ołtarz Wielki – dzieło Wita Stwosza.

Na Rynku Głównym w Krakowie można również podziwiać wieżę ratuszową – gotycką wieżę z XIV wieku, o wysokości 70 m. Ocalała ona ze zburzonego w 1820 roku ratusza – wówczas głównego gmachu administracyjnego Krakowa.

Wśród budynków na Rynku, ratusz wyróżniał się swoją sylwetką: wysoka wieża, zwieńczona kiedyś gotyckim hełmem z zegarem, z przylegającym korpusem zamkniętym trójkątnym szczytem i spichlerz. Dawniej znajdowały się w nim Izba Pańska, Izba Ławnicza i w podziemiach więzienie z izbą tortur.
Obecnie wejścia do wieży strzeże para lwów, które powstały na początku XIX wieku. U wejścia zachował się gotycki portal z herbem Krakowa i godłem Polski. Na parterze znajduje się zestaw 14 gmerków z 1444 roku, będący europejskim unikatem. W wieży, będącej filią Muzeum Historycznego miasta Krakowa, eksponowane są pamiątki dotyczące historii miasta. W podziemiach znajduje się natomiast „Scena pod Ratuszem” krakowskiego Teatru Ludowego. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org/ )

Na wschód od Rynku Głównego, na tyłach kościoła Mariackiego, między ulicą Mikołajską i ulicą Sienną znajduje się Mały Rynek.
Dawniej na Małym Rynku handlowano mięsem, później także starzyzną (od XVI w.); znajdowały się na nim jatki rzeźnicze, a także kuchnia dla ubogich.
Do ok. 1812 roku rynek zamykał budynek szkoły mariackiej, po jego zburzeniu i zlikwidowaniu jatek, plac uporządkowano tworząc targ owocowo-warzywny.
Do 2007 płyta Małego Rynku służyła przede wszystkim jako parking samochodowy oraz postój taxi, jednak z okazji 750-lecia lokacji Miasta Krakowa postanowiono go całkowicie zmodernizować, nadając mu dzisiejszy charakter – przywrócono zabytkowy bruk, latarnie, ławki, wybudowano iluminowaną fontannę i ograniczono ruch samochodowy do minimum. Mały Rynek stał się miejscem wspomagającym Rynek Główny w organizacji występów artystycznych, ekspozycji i obchodów różnych wydarzeń.
Mały Rynek znajduje się na trasie Małopolskiej Drogi św. Jakuba z Sandomierza do Tyńca.

Na zdjęciu kamienice przy Małym Rynku w Krakowie :)

Będąc w Krakowie podziwiam zawsze wspaniały budynek Teatru Juliusza Słowackiego :) Więcej o nim w moim archiwalnym wpisie nr.73. Spacerem po Krakowie

Spacerując po Krakowie – magicznym mieście królów, w końcu dotarliśmy na Wzgórze Wawelskie :)

Wawel ma charakter zrębu tektonicznego, który powstał w miocenie i zbudowany jest z liczących 161–155 mln lat górnojurajskich wapieni wieku oksfordzkiego. Wzgórze wznosi się na wysokość ok. 228 m n.p.m.
Na wzgórzu znajdują się dwa zabytkowe zespoły budowlane:
– Zamek Królewski na Wawelu
– bazylika archikatedralna św. Stanisława i św. Wacława
W 1978 Wawel wraz ze Starym Miastem, Kazimierzem i Stradomiem został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, w 1994 razem ze Starym Miastem, Stradomiem, Kazimierzem, Podgórzem, Nowym Światem i Piaskiem został uznany za pomnik historii.
Częścią tego kompleksu są także fortyfikacje Wawelu. Odnalezione zostały relikty innych budowli, pochodzących z różnych epok. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org/ )

Poniżej Bazylika archikatedralna św. Stanisława i św. Wacława – kościół archikatedralny, położony na Wawelu stanowiący własność archidiecezji krakowskiej. Miejsce koronacji królów Polski i ich pochówku. Pochowani są tutaj między innymi św. Stanisław ze Szczepanowa i inni biskupi krakowscy aż po czasy współczesne, prawie wszyscy królowie od Władysława I Łokietka do Stanisława Leszczyńskiego (łącznie 17 królów wliczając Jadwigę i Annę Jagiellonkę) i członkowie rodzin królewskich oraz wodzowie, przywódcy polityczni i wieszcze narodowi.

I Kuchnie Królewskie – pierwotnie jednopiętrowy ceglany budynek na planie kwadratu zbudowany do 1518 roku pomiędzy Wieżą Lubranką a Rotundą św. Feliksa i Adaukta na wzgórzu wawelskim w Krakowie. Obecnie określa się tak zespół budynków połączonych ze sobą w 1806 roku i kilkukrotnie potem przekształcanych. Kuchnie znajdowały się na zachód od Wieży Lubranki przy Zamku Królewskim.

Kuchnie królewskie wzniesiono w latach 1516–1517 przygotowując wesele Zygmunta I Starego z Boną Sforza. Jednopiętrowy ceglany budynek Kuchni miał na parterze 4 izby z wielkimi piecami kuchennymi, a na piętrze okapy pieców i mieszkania kucharzy. Na północ od Kuchni znajdowały się też Rotunda NMP, mieszkanie podrzęczego wielkorządcy krakowskiego („Podrzęctwo”) oraz mieszkanie klucznika (przy bramie wjazdowej). W XVIII wieku powstała w pobliżu także jednopiętrowa Wozownia Królewska. W 1806 roku Austriacy zburzyli Podrzęctwo i scalili ze sobą Kuchnie, Wozownię królewską i Rotundę Najświętszej Marii Panny), nadbudowując je o wspólne drugie piętro i przeznaczając całość na lazaret wojskowy. W połowie XIX wieku zbudowano dwupiętrową loggię od południa. W 1918 roku od strony dziedzińca arkadowego przekształcono elewacje Kuchni wg proj. Szyszko-Bohusza, która to forma przetrwała do dzisiaj. W czasie okupacji niemieckiej, przebudowano Kuchnie od strony dziedzińca zewnętrznego w latach 1940-1943 na biura generalnego gubernatora Hansa Franka. Część z lat okupacji niemieckiej przebudowano w latach 2005-2007 wg projektu arch. dr Jan Wrana, Piotra Stępnia i Marii Kowalczyk likwidując balkon na ryzalicie zachodnim, wysokie zachodnie i wschodnie okna w ryzalicie wschodnim, zmieniając tynk i jego fakturę. Obecnie mieści się tu wystawa Wawel Zaginiony oraz biura dyrekcji muzeum i pracownie naukowo-konserwacyjne, a także Sklep Firmowy Mennicy Polskiej.

Obecnie po przekształceniach z XX wieku budynek ma 4 kondygnacje. Składa się z trzech skrzydeł z dziedzińczyka. W zachodniej elewacji skrzydła północnego znajduje się balkon na wysokości 2. piętra. W tej elewacji wyższe kondygnacje podparte są kolumnami na wysokości parteru.

Na drugim planie ponownie Kuchnie królewskie, a na pierwszym doskonale widoczne relikty kościoła św. Michała :)

W centralnej części grodu krakowskiego znajdowały się dwa wczesnośredniowieczne kościoły – św. Michała oraz św. Jerzego, wymieniane w źródłach pisanych.

Pierwsza wzmianka o kościele św. Michała pochodzi z 1148, kilkaset lat później Jan Długosz wspomina o wzniesieniu – za panowania Kazimierza Wielkiego – świątyni murowanej na miejscu wcześniejszej drewnianej. Kościół ten znajdował się na dzisiejszym zewnętrznym dziedzińcu wawelskim, gdzie dzisiaj widnieją zarysy jego fundamentów, wyprowadzone ponad poziom gruntu podczas badań archeologicznych.
Kazimierzowski kościół był budowlą jednonawową z pięciobocznym prezbiterium od wschodu oraz zakrystią od północy. Jeszcze w XVII w. był restaurowany staraniem biskupa Jakuba Zadzika. Kres istnieniu kościoła przyniosły rządy austriackie w Krakowie – zburzony został w latach 1803-1804.
Badania prowadzone na obszarze gotyckiego kościoła św. Jerzego nie doprowadziły do odkrycia murów starszej świątyni. Pozyskano jednak liczne ciosy wapienia a także detal w postaci bazy kolumny, o rzadko spotykanym, trójkątnym profilu podstawy. Pozwala to na przypuszczenie, że na Wawelu istniał romański kościół św. Jerzego, należący do opactwa benedyktynów w Tyńcu (związany z ich pierwotną siedzibą ?). (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org/ )

Wawel znajduje się na trasie Małopolskiej Drogi św. Jakuba z Lublina i Sandomierza do Tyńca. Jest to także miejsce styku Via Regia. Ze Wzgórza Wawelskiego do litewskiego Wilna, przez białoruskie Grodno prowadzi Szlak Jagielloński.

Ostatnie już spojrzenie na Wawel :)

Jeszcze kadr znad Wisły i kończę już moje wspomnienia z wiosennego Krakowa :) Mam nadzieję, że na kolejną wizytę w tym niezwykle pięknym historycznym mieście zbyt długo nie będę musiała czekać 😉

A na zakończenie wpisu zamiast tradycyjnego już „słonecznego obrazu” dzisiaj mój nowy przyjaciel – Kross Hexagon X5, na którym to zamierzam aktywnie relaksować się podczas nadchodzącego lata :)

Pozdrawiam wiosennie :) :) :)

124. XLII Rajd Świętokrzyski w Paśmie Klonowskim

Witam serdecznie :) :) :)
Zanim rozpędzę się na rowerze i odwiedzę jakieś nowe, ciekawe miejsce na pobliskiej mi Jurze, bądź Wyżynie Śląskiej, jeszcze króciutkie wspomnienia z jesiennego Rajdu Świętokrzyskiego, na którym to wraz z moimi synami byłam 18 października 2015 roku :)

Organizatorami rajdu byli: Oddział PTTK Zawiercie, Klub Turystyczny „Ostańce” i Koło Tramp. Do wyboru dwie trasy: (wariant I: Barcza – Góra Barcza – Bukowa Góra – Bodzentyn i wariant II: Łączna – Bukowa Góra – Psary – Bodzentyn).

Ekipa już gotowa do wymarszu, więc startujemy :)

My wybraliśmy wariant pierwszy – dłuższy i w miejscowości Barcza weszliśmy na teren Rezerwatu Przyrody Barcza, a następnie poprzez Górę Barcza oraz Bukową Górę powędrowaliśmy do Bodzentyna :)

Mglista jesienna aura, przeszkody pod nogami, ale na szczęście tego dnia nie padało :)

Jak widać moi synowie dzielnie maszerowali i na brak apetytu też nie narzekali 😉

Przyzwyczajeni do wędrowania tatrzańskimi szlakami nawet nie odczuliśmy zmian wysokości i bez problemu dotarliśmy do Bukowej Góry – najwyższego szczytu w Paśmie Klonowskim w Górach Świętokrzyskich. Składa się on z dwóch wierzchołków o wysokości 484 i 465 (Cerle) m n.p.m. Jest zbudowany z piaskowców dewońskich i porośnięty lasem jodłowo-bukowym.

Szlak mokry po deszczu, ale za to zapach lasu niezwykły :)

Pod szczytem od strony północnej ciągnie się pasmo skałek piaskowcowych (pomnik przyrody nieożywionej) o wysokości ok. 5 metrów i szerokości ok. 6 metrów.

Na zachodnim zboczu Bukowej Góry znajduje się kamieniołom. Na grzbiecie kapliczka wystawiona prawdopodobnie na grobie napoleońskiego żołnierza oraz mogiła partyzancka z 1943 r.

Na zdjęciu ponownie skałki piaskowcowe i moi synowie odpoczywający na nich :)

Bukowa Góra jest punktem początkowym żółtego szlaku turystycznego prowadzącego do Barczy (nim to właśnie wędrowaliśmy) :)

Przechodzi przez nią również zielony szlak turystyczny ze Starachowic do Łącznej.

Nieco ubłoceni i troszkę jednak zmęczeni naszą wędrówkę zakończyliśmy w Bodzentynie. Bodzentyn powstał w 1355 na gruntach Tarczka, który w XII i XIII wieku był ośrodkiem posiadłości biskupich. Przywilej na założenie miasta na prawie magdeburskim biskup Bodzanta otrzymał od króla Kazimierza Wielkiego. Miasto stało się ośrodkiem klucza majątkowego biskupów krakowskich. W XVIII i XIX w. Bodzentyn stał się lokalnym ośrodkiem przemysłowym. Działały tutaj kuźnice, a także fabryka luster i porcelany. Prawa miejskie Bodzentyn utracił w 1870 r., a powtórnie nadane mu zostały w 1994. Obecnie jest ośrodkiem usługowym i krajoznawczym. Znajduje się tu siedziba dyrekcji Świętokrzyskiego Parku Narodowego. W mieście działa Towarzystwo Przyjaciół Bodzentyna.
Bodzentyn jest lokalnym węzłem drogowym. Krzyżują się tu drogi wojewódzkie nr 751 i 752. Przez miasto przepływa niewielka rzeka Psarka, dopływ Świśliny.

Na zdjęciu fragment rynku i kościół parafialny Wniebowzięcia NMP i Świętego Stanisława Biskupa Męczennika z 1440 r. W strukturze kościoła rzymskokatolickiego parafia należy do metropolii krakowskiej, diecezji kieleckiej, dekanatu bodzentyńskiego.

Na kompleksowe zwiedzanie niestety, ale zabrakło już czasu i jedynie udało nam się godzinkę pospacerować po mieście i zobaczyć znajdujące się w pobliżu rynku i szkoły ruiny zamku biskupów krakowskich :)

Zamek zbudowano w II poł. XIV w. z inicjatywy biskupa krakowskiego Floriana z Mokrska herbu Jelita. Zamek był murowany i miał wysoką wieżą z więzieniem w piwnicach. Stanął na miejscu drewnianego dworu biskupa Bodzanty z Jankowa i Wrześni herbu Róża, który przeniósł tu siedzibę biskupią z pobliskiego Tarczka w w poł. XIV w. Zamek został sprzężony z fortyfikacjami miejskimi Bodzentyna. Składał się z czworobocznej wieży w płn.-zach. narożniku oraz przylegającego do niej budynku mieszkalnego. Po przejęciu budowli w 1797 r. przez władze austriackie zamek został zamieniony na spichlerz i szpital wojskowy. Opuszczony w 1815 r. zaczął popadać w ruinę, którą pozostaje do dziś.

Czasy świetności zamku już dawno temu minęły i jedynie patrząc na  ruiny możemy wyobrażać sobie jak wspaniale kiedyś wyglądał i jak gwarno w nim było…

W czasach współczesnych mury zabezpieczono, tworząc z nich z trwałą ruinę. Na zamkowym wzgórzu pozostały jedynie fragmenty ścian, ponad otworami okiennymi widać tarcze herbowe z herbem Ślepowron biskupa Krasińskiego i wspomniany herb Nałęcz biskupa Jana Małachowskiego. Pozostał też dość wyraźny zarys całego pałacu. Od 1963 prowadzono w Bodzentynie badania pod kierunkiem Marii Brykowskiej. Oj, gdyby te mury mogły mówić to dowiedzielibyśmy się znacznie więcej niż wiedzą historycy… 😉

Z zamkiem związana jest mroczna historia. Podobno kiedy biskupstwo krakowskie objął Jakub Zadzik, zaciekły wróg reformacji, w podziemiach zamkowych więził arian i kalwinów. Jedna z mrocznych historii opowiada o więźniu, który głodzony w celi zjadł swoje „heretyckie księgi”, z którymi został zamknięty. Źródła wspominają też o księdzu Kazimierzu Bełzie, który odbywał tutaj pokutę za kradzież z kościoła myślenickiego przechowywanych w skarbcu złotych ozdób. W legendach zawsze jest okruch prawdy, hmmm…

Krążą również legendy o bogactwach krakowskich biskupów, zgromadzonych w Bodzentynie. Prace archeologiczne i zachowane dokumenty potwierdzają, że komnaty zamkowe były wyposażone z niespotykanym przepychem. Och, a ile jeszcze tajemnic ujrzy światło dzienne… :)

Na południe od zamku rozciągało się rozległe przedzamcze skupiające wozownię, młyn, magazyny, stajnie i inne budynki o charakterze gospodarczym. W XVII stuleciu przy zachodniej kurtynie muru obwodowego zbudowano drewniany dwór zwany domem pańskim służący właścicielom na czas remontów, a także odwiedzającym ich gościom. We wschodniej części zespołu założono rozpościerające się w kierunku pobliskiego kościoła okazałe ogrody, których największą atrakcją był niewątpliwie prywatny zwierzyniec.

Wejście do ruin jest bezpłatne, więc, no cóż, tym bardziej zachęcam do obejrzenia ich 😉

Chociaż deklaruję się jako wielka miłośniczka Tatr i do tej pory nie rozpisywałam się tu na blogu o Górach Świętokrzyskich, to jednak wielokrotnie wędrowałam i po nich. Doceniam urok tych najniższych i zarazem najstarszych z polskich gór. Zapewne większości Góry Świętokrzyskie kojarzą się z Pasmem Łysogór, Łysicą, Świętym Krzyżem i Nową Słupią, a  tymczasem wymienione miejsca to zaledwie skrawek gór, objęty Świętokrzyskim Parkiem Narodowym. Góry Świętokrzyskie to olbrzymia kraina rozpościerająca się od Skarżyska Kamiennej na północy, aż po Opatów, Klimontów i Staszów na południu. Warto tam wybrać się i w zależności od potrzeb i zainteresowań zwiedzać, bądź wędrować szlakami :)

POZDRAWIAM SERDECZNIE :)
kolejny „słoneczny obraz” na pożegnanie serwując :)

123. Malownicze ruiny zamku w Mirowie

Z tęsknoty za latem, słońcem, wycieczkami rowerowymi i Jurą Krakowsko-Częstochowską wygrzebałam z komputera kolejną serię letnich jurajskich zdjęć :)

Tym razem głównym bohaterem będą malownicze ruiny zamku w Mirowie :)

„Krakowska ziemia, nadzwyczaj jest bogatą w starożytne zabytki świeckiego budownictwa. Wszędzie rozsiane są zwaliska dawnych zamków obronnych lub sterczą ruiny wspaniałych niegdyś siedlisk możnowładców polskich. Do takich należą ruiny znajdujące się w Mirowie, które dosyć są charakterystyczne i wielce się przyczyniają do ozdoby smutnej skądinąd tutejszej okolicy. Ręka czasu, a bardziej jeszcze ludzka niedbałość, dopomogły do jego zniszczenia i dziś gołe tylko mury, niespożyte niczym głazy i resztki wieży jedyną są pozostałością świetnego niegdyś zamku.
(fragment z opisu w Tygodniku Ilustrowanym z 1861 r.)

Ruiny, a tak dumnie górują nad okolicą i zachwycają :)

Zamek rycerski w Mirowie (woj. śląskie, powiat myszkowski, gmina Niegowa) to jeden z najstarszych zamków na szlaku Orlich Gniazd.

Położony jest na niewielkim, pozbawionym drzew wzgórzu, dzięki czemu jest doskonale widoczny z dalszej perspektywy i należy on do grupy najbardziej malowniczych tego typu obiektów w naszym kraju. Posiada charakterystyczny strzelisty i surowy gotycki kształt.

Zamek w Mirowie wzniesiono za czasów Kazimierza Wielkiego, choć nie figuruje w wykazie zamków zbudowanych na jego polecenie. Była to tylko niewielka kamienna strażnica podlegająca zamkowi w pobliskich Bobolicach, być może pełniąca funkcję osłaniającą dla ważnej królewskiej warowni. Na podstawie ostatnich badań, można stwierdzić, iż strażnica zajmowała powierzchnię 270 m2. Więcej na temat jego dziejów na stronie: http://zamki.res.pl/mirow.htm

Wiele wojen przetrwał i jak na staruszka, to trzyma się jeszcze dziarsko 😉

O zamku tym (zresztą jak prawie o każdym zamku) krąży bardzo ciekawa legenda. Już ją kiedyś przytaczałam, ale dla zainteresowanych umieszczam ponownie:
W dawnych wiekach pobliskie Bobolice i Mirów były własnością dwóch braci. Bracia byli tak do siebie podobni, że służba nie mogła ich odróżnić. Żyli obaj dostatnio, gromadząc w podziemnym tunelu, łączącym oba zamki, skarby przywiezione z wypraw wojennych. Strzegła ich okrutna czarownica o czerwonych ślepiach oraz zły duch wcielony w złośliwego psa. Oto pewnego razu jeden z braci przywiózł z wyprawy wojennej urodziwą brankę, w której zakochał się od pierwszego wejrzenia drugi z braci Zazdrosny wojak wtrącił piękną pannę do lochu pod nadzór czarownicy. Drugi z braci ulitował się nad niedolą nieszczęsnej branki i kiedy czarownica odleciała na Łyse Górę, wszedł do podziemi, by pocieszyć nieszczęśliwą kobietę. Zazdrosny brat usłyszawszy warczenie psa, wbiegł wściekły do lochów z obnażonym mieczem. Kiedy ujrzał kochankę w objęciach brata, opanowany szatańską zawiścią, jednym ciosem miecza zadał mu śmierć. Po tej zbrodni nie mógł jednak zagłuszyć wyrzutów sumienia. Bratobójstwo ciążyło na nim jak przekleństwo. Kiedy próbował trunkiem zagłuszyć wyrzuty sumienia, rozszalała się burza i jedyny piorun, jaki wyrwał się ze skłębionych chmur poraził go śmiertelnie. Śliczna branka pozostała w lochach, gdzie nadal strzeże jej czarownica, odstraszająca każdego śmiałka, który chciałby uwolnić nieszczęsną dziewczynę.

W 2006 r. rodzina Laseckich – obecnych właścicieli zamku – rozpoczęła prace zabezpieczające mające na celu ratowanie tego zabytku. Na zlecenie przedstawicieli rodziny: senatora Jarosława W. Laseckiego i jego brata Dariusza Laseckiego rozpoczęto szereg badań, na podstawie których opracowywany jest optymalny sposób zabezpieczenia mirowskich ruin. Prace odbywają się pod nadzorem specjalistów i niedługo w takiej postaci ruiny będziemy podziwiali już tylko na fotografiach.

Obecnie nie jest możliwe zwiedzanie wnętrza zamku, który ze względu na zagrożenie jakie stwarza dla turystów, musiał zostać ogrodzony. Docelowo zamek w Mirowie zostanie udostępniony dla ruchu turystycznego, planowana jest również częściowa rekonstrukcja zawalonych ścian. W zabezpieczonych i zaadaptowanych pomieszczeniach prawdopodobnie zostanie utworzone centrum obsługi turystycznej oraz muzeum. Pożyjemy – zobaczymy :)

Na tle błękitu, z flagą podwiewającą na baszcie zamek wspaniale się prezentuje :)

Za każdym razem, gdy tam jestem podziwiam piękno tych ruin :)

Zachwyca z każdej strony :)

I ostatnie już zdjęcie z mirowskim zamkiem w roli głównej. Tego dnia pogoda wspaniale dopisała, więc na pstrykałam mnóstwo zdjęć, a zamek niczym cierpliwa modelka pięknie mi pozował :)

2 km dalej Bobolice, ale to już inny klimat i inna opowieść 😉

I jeszcze raz odrestaurowany zamek Bobolice :)                                       Zainteresowanych nim odsyłam do mojego archiwalnego wpisu 21. Zamek w Bobolicach

Pokazując mirowski zamek zachęcam też do spacerowania wśród znajdujących się w jego pobliżu skałek :)

Lepiej być delikatnym i chłonąć wszystko niż wrednym i zgorzkniałym odrzucając cały świat, delikatność łączy się z bólem, ale też niesie z sobą prawdziwą radość, skała nic nie czuje…

Tego dnia na tle błękitnego nieba i skałki szczególnie pięknie sie prezentowały :)

Jura Krakowsko-Częstochowska to mekka dla uprawiających wspinaczkę skałkową. To tu na  jurajskich skałach i w niezliczonych jaskiniach zaczynali najwybitniejsi polscy alpiniści i grotołazi. Dzięki fantastycznie ukształtowanemu terenowi jest to również doskonałe miejsce do jazdy na rowerach górskich, jazd konnych oraz uprawiania narciarstwa biegowego. Ja preferuję jazdę na rowerze oraz trekking 😉

Na kolejnym zdjęciu Kaplica pw. Stanisława Biskupa Męczennika w Mirowie.

Kaplica ta została wybudowana stosunkowo niedawno, w 2000 roku. Jest to kościół filialny parafii św. Mikołaja w Niegowej.

Na zdjęciu, w tle można wypatrzeć ruiny mirowskiego zamku :)

Miło było powspominać :) Mam nadzieję, że i w tym roku odwiedzę Mirów, Bobolice i mnóstwo innych ciekawych miejsc… czasem trzeba iść z życiem na kompromis, ale nie taki, aby wyrzec się samego siebie i tego wszystkiego, czego się pragnie i w co wierzy… a ja pragnę nadal zwiedzać, fotografować i blogować, gdyż daje mi to moc radości, zapewnia wspaniały relaks i pozwala nabierać sił, by lepiej radzić sobie z problemami życia codziennego. Dzięki mojej turystyczno-fotograficznej pasji wciąż pozostaję sobą :)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO :) :) :)

122. Staw Amerykan w Złotym Potoku

W Złotym Potoku (gmina Janów, powiat częstochowski, województwo śląskie), w pięknej dolinie na rzece Wiercicy znajduje się malowniczy Staw Amerykan. W zeszłym roku odwiedziłam go na rowerze, ale ponieważ zajęta opisywaniem innych miejsc wcześniej nie dałam już rady rozpisać się o nim, więc teraz z przyjemnością nadrabiam te braki :)

Tajemnice Złotego Potoku

W leniwych nurtach Wiercicy rozlewisk,
tam, gdzie historii ślady stóp zostały,
złotopotockie giną tajemnice
sprzed ośmiu wieków:
powstań, klęsk i chwały.

Ponad borami dźwięk dzwonów się wzmaga,
karty historii ucząc pierwszych znaków,
z matek Potockich, Krasińskich, Raczyńskich
Ojczyzna dała Tej Ziemi Polaków.

Dzisiaj hołdując naszym ośmiu wiekom
i wspominając naszych przodków dzieje,
tworzymy nową potomnym historię,
pisząc w jej wiersze wiarę i nadzieję
(Krzysztof Lampa)

Pierwotnie staw ten nosił nazwę, którą nadał mu Zygmunt Krasiński w 1857 roku − „Staw Gorzkich Łez”. To tu poeta opłakiwał śmierć swojej 4-letniej córeczki Elżbietki.

W 1881 roku staw wszedł w skład większego założenia dóbr złotopotockich stanowiącego Pstrągarnię Raczyńskich i został przedzielony groblą. Jednocześnie Raczyńscy uznali, że minął okres żałoby po śmierci Elżbietki i zmienili nazwę stawu na Amerykan, na cześć senatora amerykańskiego, który przywiózł zalęgową partię ikry pstrąga tęczowego z Ameryki do Złotego Potoku.

Staw otoczony jest częściowo rezerwatem „Parkowe”.

Znad stawu rozciąga się piękny widok na dolinę Wiercicy :)

Zbiornik ten jest wykorzystywany jako dzikie kąpielisko. Przylega do niego pole biwakowe, boiska do piłki plażowej  i  złotopotockie błonia  na których odbywają się imprezy plenerowe – Jurajskie Lato Filmowe i Święto Pstrąga. To urokliwe miejsce na weekendowy odpoczynek :)

Staw jest zarybiony i udostępniony dla wędkarzy. Odbywają się na nim także Zawody Wędkarskie. Jednak najbardziej ekscytujące są konkursy w Płukaniu Złota.

Nad stawem zlokalizowano wiele małych gastronomi serwujących regionalną potrawę – złotopotockiego pstrąga przyrządzanego na wiele sposobów :)

Staw nie jest ogrodzony, więc dostępny jest przez cały rok :)

Cudny, zadbany i bardzo malowniczy zakątek :)

Staw Amerykan to nie jedyna atrakcja Złotego Potoku. Będąc tam warto również zobaczyć: Pałac Raczyńskich, znajdujący się obok niego Dwór Krasińskich oraz Staw Irydion, Rezerwat przyrody „Parkowe”, Grodzisko skalne Osiedle Wały, ruiny Zamku Ostrężnik oraz liczne ostańce np. Bramę Twardowskiego :)

Złoty Potok perłą Jury

                    Tu ostańców białe skały
                    Złoty Potok pokochały
                    I do lasu wchodzisz Bramą
                    Twardowskiego tutaj zwaną

Fala o brzeg złoty pluska
     Błyszczy w słońcu rybia łuska
     To tu w złotej tej krainie
     Złoty Potok pstrągiem słynie

                    W skale buk wyrasta prosty
                    I Diabelskie w skałach Mosty
                    Las tak stroi się jesienią
                    Że się wszystkie barwy mienią

     Na turystę tutaj czeka
     Cud Wiercica – złota rzeka
     Tajemniczy jaskiń świat
     I pustynny ciepły wiatr
(Ireneusz Bartkowiak )  

Na zdjęciu Staw „Sen Nocy Letniej” (Zielony) – kolejne malownicze miejsce w Złotym Potoku :)

Staw został tak nazwany przez poetę Zygmunta Krasińskiego. Należy do kilku „baśniowych stawów” na rzece Wiercicy, które stały się później częścią większego założenia, jakim była Pstrągarnia Raczyńskich.
Ten staw jak żaden inny, w bajeczny sposób zmienia kolory i swój wygląd w zależności od pory roku. Od niepamiętnych czasów wpisuje się w pejzaż Złotej Doliny Pstrąga. W jego zwierciadle przeglądają się buki, brzozy, sosny, dęby i akacje. Legenda mówi że zapamiętuje ludzkie twarze, a letnią nocą w srebrnej poświacie księżyca odtwarza ich wizerunki.
Staw był rytualnym miejscem dla plemienia zamieszkującego pobliskie prehistoryczne, skalne Osiedle Wały. Położony w rezerwacie „Parkowe” spiętrzał wody Wiercicy i nadawał jej moc poruszania kołem młyńskim, aby w okolicy nie zabrakło chleba.
Staw jest ostoją ptactwa wodnego oraz płazów. Występujące tu specyficzne glony nadają mu zielonej barwy, stąd druga nazwa Staw Zielony. Moim zdaniem idealnie pasuje ona do tego miejsca. (Źródło informacji: http://www.polskaniezwykla.pl )

I jeszcze otoczone lasem „Źródło Spełnionych Marzeń”. Podobno to tu spełniają się marzenia…

Romantyczne nazwy nadał źródłom również Zygmunt Krasiński, który przebywał tutaj z rodziną latem 1857 roku, urzeczony źródłami, które według legendy spełniają marzenia. W tym celu należy napić się krystalicznie czystej wody, znaleźć  podobny do lawy wulkanicznej, zielonkawy kamień  i  marząc o czymś,  rzucić go za siebie. Marzenie podobno się spełni o czym zawiadamiają  nas zdumieni turyści.  Mówi o tym czterowiersz:

  „ W sercu źródła prośbę zamień
    na zielony, szklisty kamień.
    Kiedy rzucisz go za siebie
    spełni prośba się dla Ciebie”

Zielonkawy kamień jest w rzeczywistości pozostałością po znajdujących się tutaj kiedyś frymarkach – piecach do wytopu rudy darniowej, a zielonkawy odcień szlaki świadczy o obecności w ziemi malachitu. Tutaj wytapiano żelazo i prawdopodobnie kuto miecze, najpierw dla pobliskiego Osiedla Wały, a później dla znajdującego się w pobliżu Ostrężnickiego Zamku. Tutaj też,  korzystając z piecy i wody wydmuchiwano szkło, którym handlowano z ciągnącymi tu karawanami na Bursztynowym szlaku. Świadczą o tym wykopywane w tym miejscu stłuczki szklane. W późniejszym okresie działała tutaj fryszerka tj. tartak i młyn. Źródła były więc sercem prastarego ośrodka przemysłowego i handlowego, dlatego może spełniały się właśnie tutaj miejscowe marzenia o bogactwie. Stąd Źródło Marzeń. W źródłach mieszka relikt epoki lodowcowej – Kiełż zdrojowy – mały, wielkości paznokcia skorupiak  podobny do krewetki, który jest wskaźnikiem czystości wód. Źródło służyło także dla zaopatrzenia w wodę, jeszcze dzisiaj szczyci się pierwszą klasą czystości wód.  Z wody korzystali również harcerze, którzy obok rozbijali swoje obozy, dlatego w potocznym żargonie harcerskim źródło nazywane jest „źródłem obozowym”.

POZDRAWIAM SERDECZNIE :) :) :)
i zachęcam do czytania moich kolejnych wpisów :)

121. Z wizytą w Sławkowie i w Krzykawce

Witam serdecznie :) W poprzednim wpisie opowiadałam o walorach przyrodniczych Pustyni Błędowskiej i na koniec wspomniałam, że spacer po pustyni był jednym z punktów wycieczki autokarowej organizowanej przez PTTK Odział Zawiercie w dn. 27.09.2015. Tego dnia zwiedziliśmy również Krzykawkę oraz Sławków i dzisiaj właśnie opowiem co nieco o tych miejscowościach :)

Sławków to miasto w województwie śląskim, w powiecie będzińskim. Położony jest w Zagłębiu Dąbrowskim, na wschodzie Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. Do 1954 r. siedziba gminy Sławków.
W latach 1999–2001 Sławków należał do powiatu olkuskiego w woj. małopolskim. 1 stycznia 2002 r. przyłączono gminę Sławków do powiatu będzińskiego w województwie śląskim. Gmina stanowi obecnie jego eksklawę, oddzieloną od reszty powiatu obszarami powiatów grodzkich Dąbrowa Górnicza i Sosnowiec.
Sławków objęty jest obszarem właściwości sądu rejonowego w Dąbrowie Górniczej, w tym również w sprawach wieczystoksięgowych. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org/)

Na pierwszym zdjęciu Ratusz w Sławkowie :)

Sławków położony jest na Wyżynie Śląsko-Krakowskiej, we wschodniej części Wyżyny Śląskiej, w obrębie dwóch mezoregionów: Garbu Tarnogórskiego oraz Pagórów Jaworznickich. Przez teren gminy przepływa rzeka Biała Przemsza.

I ponownie sławkowski Ratusz :)
Zwykły budynek, ale w połączeniu z wieżyczką wygląda jak mały zameczek 😉

Na zdjęciu poniżej jeden z zabytków miasta Sławkowa – Kościół św. Mikołaja pw. Podwyższenia Krzyża Świętego, zwany potocznie kościołem sławkowskim. To kościół dekanalny (widok od strony północno-wschodniej)  :)

Obecny kościół został zbudowany w połowie XIII wieku w stylu przejściowym między romańskim a gotyckim. Z tego okresu zachowało się ceglane prezbiterium. Na tylnej fasadzie znajdują się ozdobne pasy z cegieł a w górnej części ściany cegły ułożone są na ukos, tworząc fryz arkadowy. Na strychu kościoła znajduje się największa w Polsce (licząca ok. 500 sztuk) kolonia rozrodcza nocka orzęsionego.

A obok kościoła znajduje się plebania z pięknie zadbanym otoczeniem :)

Budynek parafialny z XVIII w. to malowniczy przykład architektury dworkowej. Wolno stojący budynek usytuowany jest w ogrodzie w pobliżu kościoła św. Krzyża. Przykryty wysokim łamanym dachem polskim krytym gontami. Na końcach krótkiej kalenicy umieszczono pazdury.

I ja na tle plebani :)

Ciekawym miejscem w Sławkowie jest Muzeum Regionalne działające obecnie jako Dział Kultury Dawnej tamtejszego Miejskiego Ośrodka Kultury. Powstało ono w 1976 roku z inicjatywy lokalnego Oddziału Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Olkuskiej (obecnie: Towarzystwo Miłośników Sławkowa).

Muzeum początkowo mieściło się w budynku zabytkowej karczmy przy Rynku 2. W 1984 roku zostało przeniesione do pochodzącego z 1870 roku domu kupieckiego, należącego początkowo do rodziny Piekoszewskich, a następnie do rodziny Kuców. W tymże roku muzeum zostało włączone w struktury organizacyjne MOK.

Na ekspozycję muzeum składają się głównie zbiory o charakterze historycznym. Dotyczą one:
* wykopalisk archeologicznych, przeprowadzonych w latach 1983-1998, które doprowadziły do odkrycia ruin sławkowskiego zamku,
* historii Sławkowa w XX wieku (Republika Sławkowska, I i II wojna światowa),
* dziejów górnictwa i hutnictwa na tych terenach,
* historii miejscowego rzemiosła i handlu oraz przedmiotów codziennego użytku,
dziejów sławkowskiej społeczności żydowskiej.

Jak widać mojego młodszego syna wszystko tam interesowało :)

Poniżej jeden z eksponatów przedstawiający Austerię sławkowską – zabytkową karczmę :)

Zainteresowanie wzbudza wystawa pt.” Fragment historii Żydów Sławkowa”.

Tego dnia można było również podziwiać wystawę malarstwa :)

Poniżej mój Fabianek na tle pięknych obrazów :)

W muzeum działa Punkt Informacji Turystycznej.
Muzeum jest obiektem całorocznym, czynnym od poniedziałku do piątku oraz w ostatnią sobotę i niedzielę każdego miesiąca. Wstęp jest płatny.

Będąc w Sławkowie koniecznie trzeba zobaczyć ruiny XIII-wiecznego zamku biskupów krakowskich :)

Mieszkańcy Sławkowa pamiętają gdy u zbiegu ulic Staropocztowej i Browarnej znajdowało się wzniesienie zwane „Zamczyskiem”, które jak się później okazało kryło prawdziwą tajemnicę, a zarazem niespodziankę.
W latach 1983-1990 przeprowadzono w tym miejscu kompleksowe badania archeologiczne, a prace ziemne odsłoniły ruiny trzynastowiecznego zamku biskupów krakowskich. Dzięki tym fenomenalnym odkryciom 30 października 1990 roku utworzono rezerwat archeologiczny. Sławków dzięki temu odkryciu na stałe wpisał się do literatury archeologicznej.

Pierwsza wzmianka o zamku w Sławkowie pochodzi z około 1289 roku. Henryk IV Probus podczas wyprawy na Kraków zajmuje zamki w Sławkowie i Pieskowej Skale. Zamki te oddał książę w zarząd burgrabiemu Henrykowi z Woszowa. W roku 1291 oba zamki nadane zostały królowi Czech Wacławowi II jako lenno.
W tym okresie zamek i miasto będące własnością biskupa krakowskiego Jana Muskaty stały się głównym wsparciem dla Czechów w alce o tron krakowski z księciem Władysławem Łokietkiem.
W 1309 roku zamek znajdował się w rękach Władysława Łokietka. W roku 1327 zamek zajęły wojska czeskie Jana Luksemburskiego.
Interwencja króla Węgier Karola Roberta, sojusznika Łokietka, spowodowała wycofanie się wojsk czeskich. Papież Jan XXII w 1328 roku nakazał wycofanie wojsk węgierskich ze Sławkowa.
Kolejna interwencja papieska spowodowała, iż zamek i miasto zostały zwrócone jego właścicielom biskupom krakowskim.
W roku 1337 na zamku rezydował biskup krakowski Jan Grot. W 1433-1434 dwa najazdy husyckie spowodowały uszkodzenie zamku.
W 1455 roku zamek zostaje zniszczony przez oddziały zaciężne Morawianina Jerzego Stosza z Olbrachtowic oraz Mikołaja Świeborowskiego.

Pierwotny zamek zbudowany przez biskupa krakowskiego Pawła z Przymankowa w drugiej połowie XIII wieku (między 1280, a 1283) miał rzut nieregularnego prostokąta o wymiarach w przybliżeniu 120 x 100 m. Grube mury obwodowe wzmocnione były basztami łupinowymi. Zamek nie został jednak ukończony. Jedną z baszt łupinowych (wschodnią) zamieniono na wieżę mieszkalno-obronną (druga połowa XIII wieku), którą otoczono siedmiometrową fosą i parkanem. Na początku XIV wieku za czasów biskupa Muskaty zamek zostaje rozbudowany o klatkę schodową, dostawioną do wieży oraz budynek bramny. Całość została otoczona wałem ziemnym, przykrywającym pierwotne mury. (Źródło informacji: https://www.zamki.pl )

Na zamkowych murach mój starszy syn – Marceli :)

Zamek biskupów krakowskich w Sławkowie jest jednym z najstarszych murowanych założeń obronnych w Polsce południowej. Jest jednym z najstarszych reliktów przeszłości i cennym zabytkiem. Do dnia dzisiejszego oprócz ruin wieży mieszkalnej, budynku bramnego i pozostałości murów pierwotnego założenia zachował się wał ziemny i fosa oraz odkopane przy pracach archeologicznych tajemne przejście. Odkryte relikty stanowią jeden z najcenniejszych zabytków tego typu w Polsce, a zarazem jeden z najstarszych przykładów murowanej architektury obronnej na terenie Polski południowej.

I mój młodszy syn Fabianek, który spacery wśród zamkowych ruin uwielbia :)

Skarbu nie znalazł, ale wszędzie zajrzał i świetnie się tam bawił :)
Podobne ruiny są w Lanckoronie :) Zainteresowanych odsyłam do mojego archiwalnego wpisu na ten temat – wpis nr.99 Ruiny Zamku w Lanckoronie.

I ja uwielbiam takie niezwykłe, owiane tajemną mgłą historii miejsca i jak tylko mam możliwość, to zawsze je zwiedzam :)

Interesujące jest, że pierwotne założenie zamku było bardzo nowatorskie, gdyż analogie tego typu obiektów nie występują w Małopolsce, a dopiero w architekturze obronnej książąt śląskich m.in. zamek na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu i zamek na Ostrówku w Opolu. Sensacyjne stało się porównanie tego pierwszego z zamków, gdyż wydaje się obecnie, że zamek w Sławkowie był niemal identyczny. Można więc z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, że biskup krakowski przeniósł tu gotowy wzorzec zamku Henryka I i Henryka IV Probusa, tym bardziej, że wówczas prawdopodobnie zamek na Wawelu w Krakowie miał jeszcze drewniano-ziemne obwałowania!

Ruiny te można zwiedzać w wyznaczonym terminie po uprzednim zgłoszeniu w Miejskim Ośrodku Kultury w Sławkowie. Na dużej tablicy za bramą podane są godziny zwiedzania od wtorku do piątku oraz w ostatnią sobotę i niedzielę miesiąca.

Zwiedzanie Sławkowa pobudziło nasz apetyt, więc zaspokoiliśmy go w Austerii sławkowskiej – zabytkowej XVIII-wiecznej karczmie.

Sławkowska austeria stanowi założony na planie litery T budynek o powierzchni 380 m², ustawiony szerokofrontowo do Rynku, bokiem przylegający do ul. Mały Rynek. Budynek przykryty jest polskim dachem łamanym pokrytym gontem i wspartym od strony frontowej na sześciu kamiennych kolumnach tworzących podcienie. W części tylnej znajduje się stan (wozownia i stajnia).

Austeria dzierżawiona była przez miasto do 1939 r. W czasie okupacji urządzono w niej „Dom Niemiecki” (Deutsches Haus). W latach 1969 – 1987 mieściło się tu muzeum miejskie. Od 1992 r. użytkowana częściowo, od 2003 r. w całości, jako restauracja.

Będąc w Sławkowie warto też zobaczyć domy z podcieniami – charakterystyczny element architektury sławkowskiej, Kościółek św. Jakuba usytuowany przy ul. Świętojańskiej, na miejscu średniowiecznego kościoła pw. św. Jana i klasztoru Duchaków z 1298 r. oraz budynek dawnego szpitala górniczego fundacji A. Załuskiego (1758).

Wielokrotnie przejeżdżałam obok Sławkowa, ale dopiero teraz udało mi się zwiedzić to miasto i przyznaję – bardzo mnie to ucieszyło :)

Tego dnia po raz pierwszy byłam również w Krzykawce :)
Na szczególną uwagę zasługuje tu Pomnik Francesco Nullo upamiętniający śmierć poległych w bitwie powstańczej.

Bitwa pod Krzykawką to jedna z bitew powstania styczniowego, rozegrana 5 maja 1863 na pograniczu wsi Krzykawka i Krzykawa koło Olkusza.
Korpus dowodzony przez generała Józefa Miniewskiego stacjonujący pod Krzykawą, połączony z włoskim legionem garibaldczyków, został rankiem 5 maja zaatakowany przez oddział rosyjski przybyły spod Olkusza. W przegranej przez powstańców, bardzo krwawej bitwie, która trwała do godziny 14, zginął między innymi włoski generał Francesco Nullo, a jego adiutant Elia Marchetti ciężko ranny w pierś zmarł dwa dni później w Chrzanowie.
Na polu bitwy pod Krzykawką (zwanym Polaną Nullo) znajduje się pomnik upamiętniający śmierć poległych.

Dwór w Krzykawce pochodzi z 1724. Pierwszymi właścicielami byli Romiszowscy. Ostatnim prywatnym właścicielem był do roku 1950 – Antoni Bogucki. W latach 1984-1989 zniszczony dwór został wyremontowany. Obecnie znajduje się w nim filia Centrum Kultury i Gminnej Biblioteki w Bolesławiu. Od 2005 jest też siedzibą Centrum Legendy Polskiej. Czynny dla zwiedzających, ale niestety tego dnia był zamknięty i mogliśmy podziwiać go jedynie zza ogrodzenia :)

I to już wszystko na dzisiaj :) Ach, jak ja lubię poznawać nowe miejsca, a niestety ostatnio nie jest mi to dane, nad czym bardzo ubolewam. Mam nadzieję jednak, że wiosną wraz z budzącą się do życia przyrodą i ja wy budzę się z mojego zimowego snu i w końcu wyruszę w plener.  Tymczasem, jeśli tylko czas mi na to pozwoli, to korzystając z bogatych zasobów mojej szuflady, nadal będę przygotowywała nowe wpisy :)

POZDRAWIAM GORĄCO :) :) :)

120. „Polska Sahara” – Pustynia Błędowska

Witam :) Nowy – ostatni już w tym roku wpis, a w nim po górskich widokach teraz dla odmiany proponuję kadry z jesiennej Pustyni Błędowskiej :)

Tam piękne pagórki
usypane z piasku
tajemnicze o świcie
i księżyca blasku

Bogate rośliny
wydmy rozłożyste
i wierzby płaczące
w zieleni soczystej

Przy tym mnóstwo grzybów
szczególnie maślaków
których trudno znaleźć
wśród pobliskich lasów

Można było przebiec
pustynię boso
w południe wieczorem
lub poranną rosą

Piękna jest pustynia
nasz cichy zakątek
złote pola z piasku
natury majątek
(Stanisława Janicka)

Pustynia Błędowska, popularnie zwana również „Polską Saharą” to największy w Polsce obszar lotnych piasków (około 33 km²) leżący na pograniczu Wyżyny Śląskiej i Wyżyny Olkuskiej. Według tablicy informacyjnej jest to zarazem największy w Europie obszar występowania piasków śródlądowych :)

Pustynia rozciąga się od Błędowa (dzielnicy Dąbrowy Górniczej) na zachodzie do gminy Klucze na wschodzie. Granicą północną pustyni jest wieś Chechło, a na południu graniczy ona z dużym obszarem leśnym. Długość pustyni wynosi niecałe 10 km, a szerokość do 4 km. Średnia miąższość piasków to 40 m (maksymalnie do 70 m). Przez pustynię, ze wschodu na zachód, przepływa rzeka Biała Przemsza :)

Pustynia Błędowska to atrakcyjny teren wędrówek pieszych oraz konnych. Błędów połączony jest z Kluczami żółtym szlakiem turystycznym tzw. Szlakiem Pustynnym. Miejscowości te łączy także pomarańczowy szlak jeździecki -Transjurajski Szlak Konny.

Na zdjęciu moi synowie, którym (tak jak i mnie) bardzo się na Pustyni Błędowskiej spodobało :)

Pustynia Błędowska nie jest faktycznie naturalną pustynią, gdyż takowe powstają w wyniku trwale utrzymującego się deficytu opadów, znacznych temperatur i niedostatku wody w glebie. W Polsce takie warunki nie występują. Faktycznie Pustynia powstała w wyniku ingerencji człowieka w środowisko. Nagromadzenie tak znacznych pokładów piasków czwartorzędowych wyjaśnia ich pochodzenie fluwioglacjalne tj. efekt zlodowaceń sprzed ok. 2,3 mln lat temu. Po ociepleniu klimatu ok. 10 tys. lat temu obszar pustyni pokrył się gęstym borem sosnowym. Datowany od XIII w. rozwój górnictwa srebra i ołowiu oraz hutnictwa w rejonie Olkusza spowodował wycinkę drzew, które posłużyły jako materiał do wzmocnienia konstrukcji szybów i sztolni. W wyniku intensywnej eksploatacji surowca drzewnego do potrzeb rozwoju „przemysłu” wykarczowane zostały znaczne połacie lasu. Wówczas znajdujące się tu grube pokłady piasków zostały odsłonięte uruchamiając procesy eoliczne /przewiewanie piasku spowodowane siłą wiatru/ tworzące „antropogeniczną pustynię”, którą można oglądać do dzisiaj. Zmiany w środowisku spowodowane przez ingerencję człowieka spowodowały, że na tym terenie powstał specyficzny mikroklimat a ponadto można było obserwować zjawiska charakterystyczne dla naturalnych pustyń /fatamorgana, burze piaskowe, wydmy/. (Źródło informacji: http://pustynia-bledowska.eu)

Ciekawie o Pustyni Błędowskiej pisał w 1924 r. Kazimierz Sosnowski:
„Pustynia ta jest przede wszystkim krajobrazową i przyrodniczą osobliwością wielkiej miary, godną stanąć obok takich jak Tatry, Pieniny, Puszcza Białowieska czy Wielicka Żupa. Jest osobliwością nie tylko polskiego, ale i europejskiego krajobrazu, bo jest pono największą szczątkową pustyńką w samym środku Europy. Kto nie ma możności odbyć podróży w dalekie kontynenty, a zwiedzi tę, niespełna 50 km od Krakowa lub Śląska odległą „polską Saharę”, odniesie wrażenie jakby wrócił z jakiejś egzotycznej krainy.”

O powstaniu Pustyni Błędowskiej krążą różne legendy :)

Według jednej z nich w okolicach Olkusza, gdzie ludzie odkryli bogate złoża ołowiu i srebra, głęboko pod ziemią znajdowała się również siedziba diabła. Kiedy mieszkańcy zaczęli budować kopalnie i drążyć w ziemi coraz głębiej i głębiej w poszukiwaniu surowców mieszkające pod ziemią diabły strasznie się rozgniewały.
Czarty zwołały naradę i żaliły się najstarszemu i najmądrzejszemu spośród nich, że ludzie zabierają im srebro, że zabierają ołów z którego robią swoje kotły, a przede wszystkim strasznie hałasują w ciągu dnia kiedy większość diabłów chce spać. Radzili się i radzili i nic nie potrafili wymyślić. W końcu jeden z diabłów zaproponował, aby zasypać ludzkie kopalnie piaskiem. Diabły długo się zastanawiały skąd wziąć taką ilość piachu i stwierdziły, iż jedynym miejscem, gdzie mogą go znaleźć jest brzeg morza.
Do wykonania zadania został wyznaczony młody czart, który wpadł na pomysł zasypania kopalni. Otrzymał on od kolegów ogromny worek i poleciał nad morze. Tam przez wiele godzin napełniał worek piaskiem. Kiedy skończył piasku było tak dużo, że diabeł ledwie oderwał się od ziemi z ciężkim ładunkiem.
Droga do Olkusza była dla czarta długa i ciężka. Kiedy był już niemal u celu zahaczył brzegiem worka o wieżę kościelną. Worek rozdarł się, a piasek, który się w nim znajdował, rozsypał się po okolicznych polach. I tak właśnie na ziemiach polskich powstała pustynia od pobliskiej wioski zwana błędowską :)

To nie diabeł z piekła rodem, tylko mój młodszy syn – Fabianek, który na pustyni poczuł się jak w raju :)

I jeszcze jedno zdjęcie mojego siłacza :)
przydałby się ktoś na przyczepkę, to może wyciągnąłby rzepkę 😉

No dobrze – koniec szaleństwa  😉
Mój dzielny zdobywca bezkresów pustyni już grzecznie mi pozuje :)

Cały teren Pustyni Błędowskiej objęty jest trzema formami ochrony:
• obszar Natura 2000 PLH120014 „Pustynia Błędowska” (1963,9 ha, zgłoszony do Komisji Europejskiej przez Ministerstwo Środowiska w 2004 r. i zatwierdzony przez Komisję Europejską),
• Park Krajobrazowy Orlich Gniazd (12842 ha, utworzony w 1982 roku, powiększony w 2005 r.),
• użytek ekologiczny (684 ha, 1995 r.) – na terenie tej formy ochrony znajduje się część obszaru Natura 2000, na której zaplanowano działania aktywnej ochrony

Na Pustyni Błędowskiej występuje ok. 350 gatunków roślin w tym wiele o charakterze pustynnym i typowym dla nadmorskich wydm. Z unikatowych i chronionych gatunków warto wymienić chociażby: dziewięćsił bezłodygowy, kruszczyk szerokolistny i rdzawoczerwony, powojnik baldaszkowy oraz psammofity (kostrzewy, szczotlicha siwa).

Fauna pustyni to głównie ptaki i owady. Spośród ptaków tu występujących (na piaskach) na uwagę zasługują chociażby skowronek borowy (lerka), świergotek polny, sieweczka rzeczna, lelek, białorzytka, oraz dudek.
Przedzielająca Pustynię Dolina Białej Przemszy jest ciekawym terenem występowania ptaków. Bąk, Wodnik, Żuraw, Słonka, Brodziec Samotny, Turkawka, Zimorodek, Dudek, z rodz. Dzięciołów: Zielonosiwy, Zielony, Czarny, Średni; Pliszka Górska, Słowik Szary, Pleszka, Świerszczak, Strumieniówka, Jarzębatka, Orzechówka, Dziwonia.
Występowały tu także kulon i cietrzew.

Ciekawostką jest, że wśród trawiastych muraw i płatów macierzanek na korzeniach czerwca trwałego na Pustyni, żyje owad zwany czerwcem polskim. W XV i XVI wieku owad ten był masowo hodowany w celu uzyskania czerwonego barwnika do tkanin. Nasz kraj w tym czasie był głównym źródłem zaopatrzenia Europy w ten barwnik :)

Od wczesnych lat XX wieku pustynia wykorzystywana była jako poligon. Podczas I wojny światowej ćwiczył tu przed bitwą pod Krzywopłotami batalion pomocniczy piechoty legionowej. W okresie międzywojennym obszar ten wykorzystywała do ćwiczeń piechota i artyleria Armii Kraków, a w czasie II wojny światowej pustynia służyła jako poligon niemieckiej Afrika Korps oraz niemieckim lotnikom z bazy Udetfeld koło Siewierza. Obecnie część tylko północna pustyni wykorzystywana jest jako poligon wojskowy. 240 ha terenu pustyni służy VI Pomorskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej z Krakowa do ćwiczeń skoków spadochronowych. W 1999 r. ćwiczyły tu oddziały lotnicze i służby medyczne NATO w ramach manewrów „Cooperati e Bear’99”. Od strony Chechła oraz na górze Czubatce w Kluczach było niegdyś stanowisko dowodzenia, jednak z powodu groźby zawalenia ruiny usunięto.

W oddali, na horyzoncie dymiąca cywilizacja, czyli kominy dawnej Huty Katowice (obecnie ArcelorMittal Poland oddział Dąbrowa Górnicza) :)

W okresie międzywojennym, gdy na Pustyni występowały znaczne połacie piasków w upalne dni obserwowano występowanie tu zjawiska fatamorgany, a w latach 50-tych występowały tu burze piaskowe :) I warto dodać, że na  Pustyni Błędowskiej została zrealizowana ekranizacja Faraona Bolesława Prusa :)

Mała namiastka egipskiego krajobrazu :) Ropy niestety nie ma 😉

Obecnie przez pustynię można przejść się dwoma ścieżkami dydaktycznymi o łącznej długości 5 km z tablicami informacyjnymi i ławeczkami, na których można odpocząć i delektować się widokami :)

Jest to zielona ścieżka edukacyjna „sukcesja naturalna” – procesy wpływające na pustynną roślinność. Przez pustynię biegnie również ścieżka czerwona zwana „procesy eoliczne” która pokazuje, jak kształtowała się rzeźba terenu pod wpływem wiatru. Ścieżki w niektórych miejscach nakładają się na siebie.

Przyjemnie się spacerowało pustynią – w tle widzimy Wzgórze Czubatka przy wsi Klucze, które było celem tej naszej 5 km wędrówki :)

Niedawno zakończono realizowany na Pustyni Błędowskiej projekt LIFE NAT/PL/000259 „Czynna ochrona kompleksu priorytetowych siedlisk napiaskowych (*6120, 2330) w obszarze Natura 2000 na Pustyni Błędowskiej” realizowanego przez Gminę Klucze w latach 2011 – 2014.
W trakcie realizacji projektu zostały zrealizowane następujące działania:
• Wykrywanie występowania niewypałów i niewybuchów oraz interwencyjne oczyszczenie terenu
• Inwentaryzacje przyrodnicze i ekspertyzy naukowe
• Czynna ochrona siedlisk napiaskowych poprzez usuwanie drzew i krzewów
• Realizacja monitoringu przyrodniczego oraz monitoringu skuteczności prowadzonych działań
• Utworzenie dwóch ścieżek edukacyjnych wraz ze stanowiskami demonstracyjnymi
• Utworzenie Pustynnego Centrum Informacji
• Organizacja serii warsztatów
• Opracowanie podręcznika ochrony siedlisk napiaskowych w języku polskim i angielskim
• Organizacja konferencji międzynarodowej
Więcej na ten temat na stronie: http://pustynia-bledowska.eu

I może już wystarczy tego piasku, co?… Wchodzimy zatem do lasu i udajemy się szlakiem żółtym na Wzgórze Czubatka w Kluczach, zlokalizowane na pograniczu obszaru Pustyni :)

Osobom, którym pustynnego piasku jeszcze mało polecam mój archiwalny wpis nr. 68. Na Pustyni Siedleckiej i odwiedzenie tego miejsca w realu :)

Tymczasem idziemy dalej… mój Fabianek na szlaku :)

Idąc szlakiem na szczyt wzgórza warto odbić lekko w lewo i zejść ze skarpy w dół, by zobaczyć Zielony Staw. W nim oprócz rud żelaza eksploatowano też wapień jurajski. Akwen zamieszkiwany jest przez raka pręgowanego, zwanego amerykańskim. Występują tu też liczne płazy (m.in. ropucha szara i żaba trawna), stanowiące pożywienie dla pojawiającego się czasem nad stawem niezwykle rzadkiego bociana czarnego. Wśród interesujących ptaków zamieszkujących te okolice znajdują się krogulce (z rodziny jastrzębiowatych) oraz dzięcioły.

Pięknie o tym stawie napisała w swym wierszu Pani Stanisława Janicka:
Pogoda piękna
słoneczko świeci
błękitne niebo
czas szybko leci

Wyszłam na spacer
by się dotlenić
nacieszyć oczy
wśród traw zieleni

Uwielbiam chodzić
nad Staw Zielony
ten najpiękniejszy
nieposkromiony

Duży staw w lesie
a przy nim rzeczka
płynie pustynią
niby wstążeczka

Od jednej strony
kamienna skarpa
zaś na jej szczycie
drzew pełna miarka

Soczysta zieleń
przy pięknej pogodzie
czaruje blaskiem
odbitym w wodzie

Niezwykle malownicze miejsce – to trzeba koniecznie zobaczyć :)

Niedaleko za Stawem Zielonym znajduje się kolejny staw – Czerwony, ale my niestety już do niego nie dotarliśmy. Szybciutko powróciliśmy na szlak żółty, bo jak już pisałam – celem wędrówki tym razem było Wzgórze Czubatka :)

Wśród pól i lasów
na pięknej murawie
rozciąga się wzgórze
niczym „oczko pawie”

Stąd widać skałki
w kształcie ośmiornicy
oraz panoramę całej okolicy

Odwiedzają nas turyści
„Czubatkę” zwiedzają
zachwyceni przyrodą
znów do nas wracają
(Stanisława Janicka)

I ja, zachwycona jeszcze nie raz chciałabym tam powrócić, wspaniałym widokiem oczy cieszyć :)

Ze szczytu Czubatki (382 m n.p.m.) można zobaczyć panoramę samych Kluczy, zachwycić się rozległymi przestrzeniami Pustyni Błędowskiej, a w oddali dostrzec m.in. kominy katowickiej huty :)
Równie ciekawy widok na pustynię można podziwiać ze Wzgórza Dąbrówka (355 m n.p.m.) w Chechle, które niestety nie jest teraz dostępne dla turystów. Na Dąbrówce znajduje się kamienny bunkier (schron) z czasów II wojny światowej.

I na koniec wycieczki miły akcent; przypadkowe spotkanie w Kluczach Pani Stanisławy Janickiej – miejscowej poetki. Jej  wrażliwość na piękno otaczającej przyrody zaowocowała potrzebą pisania wierszy, głównie o tematyce sławiącej uroki jurajskiego szlaku. Zakupiłam sobie tomik jej wierszy „Na Jurajskim Szlaku” i  pozwoliłam ubarwić nimi mój dzisiejszy wpis :)

Na zdjęciu poniżej widzimy, jak Pani Stanisława pisze mi dedykację :)
Jeszcze raz, ślicznie za nią dziękuję i gorąco pozdrawiam :)

Oj, rozpisałam się dzisiaj, a bardzo atrakcyjny spacer Pustynią Błędowską to był tylko jeden punkt programu wycieczki autokarowej w dniu 27.09.2015, gdyż tego dnia odwiedziliśmy jeszcze Krzykawkę i zwiedziliśmy Sławków, ale o tym to już opowiem następnym razem :)

Ponieważ Święta, Sylwester i powitanie Nowego 2016 Roku tuż, tuż wszystkim zaglądającym tu do mnie osobom składam najserdeczniejsze życzenia zdrowia, wszelkiej pomyślności, realizacji planów i spełnienia marzeń, a osobom o turystycznych zainteresowaniach – wielu ciekawych wyjazdów i samych pozytywnych wrażeń z nich :)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO  :) :) :)

119. Dolina Staroleśna (słow. Veľká Studená dolina)… Schronisko Zbójnickie (słow. Zbojnícka chata)

Witam serdecznie :)
Niestety wszystko co miłe szybko się kończy i chociaż relacjonowanie było rozciągnięte w czasie, to jednak sam wyjazd (przypominam – tatrzański, kontynuacja poprzednich wpisów) zdecydowanie zbyt szybko minął :)

Miałam przygotowanych kilka propozycji, by ten ostatni dzień wyjazdu atrakcyjne spędzić na tatrzańskim szlaku. Chodził mi po głowie między innymi Krywań, Dolina Małej Zimnej Wody i Téryho chata, czy Dolina Kieżmarska i uroczy Zielony Staw Kieżmarski, ale w końcu zainspirowani widokiem ze Sławkowskiego Szczytu (poprzedni dzień) na Dolinę Staroleśną postanowiliśmy zgodnie, że na zakończenie właśnie nią powędrujemy do Zbójnickiego Schroniska (słow. Zbojnícka chata).

Wcześnie rano opuściliśmy więc Bukowinę i znowu pojechaliśmy do dobrze nam już znanego Starego Smokowca. Tak jak i poprzedniego dnia zaparkowaliśmy niedaleko Grand Hotelu na jednym z licznych tam parkingów.

Tym razem poszliśmy jednak na łatwiznę i skorzystaliśmy z kolejki na Siodełko (Hrebienok). Jest to odpowiednik naszej kolejki na Gubałówkę. Zmodernizowana w 2007 roku Kolejka na Smokowieckie Siodełko (popularnie nazywana kolejką na Hrebienok) kursuje cały rok ( z przerwą na remont i konserwację w kwietniu i listopadzie). Jednorazowo wagonik może zabrać 128 osób.  Czas podróży na Hrebienok to ok. 10min. Kolejka kursuje co pół godziny, zgodnie z rozkładem jazdy. Górna stacja kolejki znajduje się na wysokości 1263 m na Siodełku. Długość trasy wynosi 2 km, różnica wzniesień 238 m, średni spadek 12%. Zbudowano ją głównie dla potrzeb sportów zimowych, wokół Siodełka istnieje bowiem duży kompleks terenów narciarskich. Siodełko jest bardzo dobrym punktem widokowym, sam przejazd kolejką jest więc dla niektórych turystów celem samym w sobie. Zazwyczaj jednak turyści (tak jak i my) używają jej tylko jako „odskocznię” do dalszych wędrówek po górach.

Na Siodełku znajduje się duży węzeł szlaków turystycznych prowadzących na szczyty i doliny Tatr Wysokich. My po opuszczeniu kolejki udaliśmy się szlakiem czerwonym do Rainerowej chatki. Po 20 minutach już pod nią siedzieliśmy odpoczywając i wspominając poprzednią (sprzed dwóch lat) wizytę :)

Następnie szlakiem niebieskim powędrowaliśmy już Doliną Staroleśną :)

„Góry są pięknem i ciężko jest mówić o pięknie, które jest sprawą serca, uczucia, tęsknoty i spokoju wewnętrznego”                                                                             (Ivan Šumljak)

Pięknie latem… chociaż zimą pokryta białym puchem Dolina Staroleśna też na pewno zachwyca :)

„Jeśli chcesz znaleźć źródło – musisz iść w góry, pod prąd. Przedzieraj się, szukaj, nie ustępuj. Wiesz, że ono musi tu gdzieś być… Strumieniu, leśny strumieniu, odsłoń mi tajemnicę swego początku.”
(św. Jan Paweł II)

Dolina Staroleśna (słow. Veľká Studená dolina) to jedna z największych dolin tatrzańskich położonych na terenie Słowacji w Tatrach Wysokich. W dolnej części jest zalesiona. Łagodnie podchodzi do górnej części, gdzie rozszerza się i układa tarasowo progami, rozgałęziając w szereg kotlin i mniejszych dolin i podchodząc aż pod główną grań Tatr Wysokich :)

Widoki wspaniałe, prawda?

W dolinie znajduje się 27 stałych Staroleśnych Stawów i kilka okresowych stawków. Największy z nich to położony na wysokości 2057 m, pod ścianami Rówienkowej Turni (Rovenková veža), Zmarzły Staw Staroleśny (Ľadové pleso). Ma on 1,7 ha powierzchni i 17 m głębokości. Wypływa z niego Staroleśny Potok (Veľký Studený potok).
Inne większe stawy to m.in.:
– Strzeleckie Stawy (Nižné Strelecké plesá) poniżej przełęczy Czerwona Ławka,
– Niespodziane Stawki (Studené plesá) i Siwe Stawy (Sivé plesá) pod ścianami Ostrego Szczytu,
– Harnaskie Stawy, czyli Wyżni Harnaski Staw (Starolesnianske pleso), Pośredni Harnaski Staw, Niżni Harnaski Staw, Niżnie Harnaskie Oko (w literaturze słowackiej określane wspólną nazwą Sesterské plesá) i Wyżnie Harnaskie Oko,
– Puste Stawy (Pusté plesa)                                                                                                    – Zbójnickie Stawy (Zbojnícke plesá),                                                                                       – Długi Staw Staroleśny (Dlhé pleso),
– Warzęchowy Staw (Vareškové pleso).                                                                          (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org)

Na zdjęciu poniżej Warzęchowy Staw (Vareškové pleso) :)

Warzęchowy staw znajduje się na dnie skalnej misy polodowcowego kotła, na wysokości 1834 m n.p.m., w Dolinie Staroleśnej (niektóre źródła podają inne wysokości: 1831 m, 1833 m. 1836 m.) Według pomiarów Józefa Szaflarskiego z 1931–32 staw miał powierzchnię 0,305 ha, rozmiary 109 × 34 m, głębokość 2,3 m, według pomiarów pracowników TANAP-u z lat 1961–67 ma powierzchnię 0,19 (0,28?) ha, rozmiary 117 × 39 m i maksymalną głębokość 0,6 (2?) m. Od południowej strony ponad stawem wznosi się turnia Slavkovská vežíčka (Jaminska stražnica).

Powyżej Warzęchowego Stawu na wysokości 1886 m n.p.m. znajduje się Długi Staw Staroleśny (Dlhé pleso) :)

Nazwa stawu pochodzi od jego podłużnego kształtu. Znajduje się on w kotlinie nazywanej Długą Kotliną, u północnych zboczy szczytu Skrajnej Nowoleśnej Turni (2358 m) i zasypywany jest osuwającymi się spod niej piargami. Staw mierzony był w latach 1931-32 przez Józefa Szaflarskiego. Według jego pomiarów staw miał powierzchnię 1,124 ha, rozmiary 274 × 60 m i głębokość 7,2 m. Pomiary pracowników TANAP-u z lat 60. XX w. wykazują, że ma on powierzchnię 1,60 ha, wymiary 274 × 53 m i głębokość ok. 6,8 m :)

Bardzo przyjemnie wędrowało się Doliną Staroleśną, chociaż i trudniejsze odcinki na szlaku były 😉

Na kolejnym zdjęciu widzimy, jak mój młodszy syn radził sobie z łańcuchami (oczywiście asekuracja była) :) Brawo !!! Dzielny, odważny, ambitny, a do tego ma doskonałą kondycję i pokochał już góry, więc myślę, że zadatki na dobrego taternika ma 😉

Po prawie 3 godzinach wędrówki (według mamy 2:45 h ) naszym oczom ukazało się Schronisko Zbójnickie :)

Schronisko Zbójnickie (słow. Zbojnícka chata) znajduje się na wysokości 1960 m n.p.m., a więc by dojść do niego pokonaliśmy różnicę wzniesień 656 m.

Pierwszym budynkiem, który powstał w tym miejscu, była chata wzniesiona w latach 1907–1908. Wybudował je węgierski zarząd lasów państwowych dla celów myśliwskich, ale w 1910 r. udostępnił turystom. Na początku było niezagospodarowane, mieściło jedno pomieszczenie z pryczami, ławkami i piecykiem. W roku 1924 schronisko zostało przejęte przez Klub Czechosłowackich Turystów – przebudowano je i nadano obecną nazwę Zbojnícka chata. Przeprowadzano później kolejne remonty – ostatni miał miejsce po pożarze 14 czerwca 1998 r. i zakończył się pod koniec 1999 r. W odbudowie duży wkład miały dobrowolne datki zebrane wśród słowackiego społeczeństwa. Podczas remontu obok spalonego budynku znajdował się duży namiot, w którym mogli spać także turyści.
Nazwę swą schronisko wzięło od pobliskich Zbójnickich Stawów. Dawniej przez polskich taterników zwana była Trupiarnią ze względu na panujące w nim zimno, wilgoć i nieporządek.                                                                                                                   Dzisiaj schronisko ma 16 łóżek. Zbójnicka Chata jest zaopatrywana tylko przez nosiczów. Idąc kilku z nich widzieliśmy. Szacun, bo pokonywanie tej trasy z bagażem wymaga sporej kondycji fizycznej i silnej woli.

Mój Fabianek, w dole Zbójnicka Chata i do tego szczypta humoru:
Pewnego razu Karol Wojtyła wybrał się na samotną wycieczkę w góry. Ubrany sportowo wyglądał tak jak wielu innych turystów. W trakcie wędrówki spostrzegł, że zapomniał zegarka, poszedł więc do opalającej się na uboczu młodej kobiety i już miał zapytać o godzinę, gdy ta uśmiechnęła się.
– Zapomniał pan zegarka, co?
– A skąd pani wie? – zapytał zaskoczony Wojtyła.
– Z doświadczenia – odrzekła. – Jest pan dziś już dziesiątym mężczyzną, który zapomniał zegarka. Zaczyna się od zegarka, potem proponuje się winko, wieczorem dansing…
– Ależ proszę pani ja jestem księdzem – przerwał jej zawstydzony Wojtyła.
– Wie pan – odpowiedziała rozbawiona nieznajoma –  podrywano mnie w różny sposób, ale na księdza to pierwszy raz. :)

„Można po drodze w górach i w życiu zgubić po kolei wszystkie złudzenia, lecz nie wolno zgubić dwóch, wydaje się sprzecznych ze sobą racji: zdrowego rozsądku, który prowadzi oraz marzeń, które uskrzydlają. Przyjrzyj się sobie, czy ich nie zgubiłeś, bez nich nie ma sensu chodzić w góry…”
(Władysław Krygowski)

Ja na szczęście to wszystko jeszcze posiadam… :)
a na takie widoki, jak poniżej patrzę nie tylko oczami, ale przede wszystkim sercem :)

Widoczna doskonale Baniasta Turnia, Mała Wysoka, Turnia nad Rohatką, Dzika Turnia i Świstowy Szczyt.

„Góry dają wszystkim to, o czym marzą: poczucie wartości, ukojenie, nasycenie, rozrywkę i natchnienie. Oduczają przywar, wypełniają nudę i pustkę otuchą i nadzieją.”            
(Władysław Krygowski)

I jak tu nie iść w góry??? 😉

„W górach znajdujemy nie tylko wspaniałe widoki, które można podziwiać, ale niejako szkołę życia. Uczymy się tutaj znosić trudy w dążeniu do celu, pomagać sobie wzajemnie w trudnych chwilach, razem cieszyć się ciszą oraz uznawać własną małość w obliczu majestatu i dostojeństwa gór”                              
(św. Jan Paweł II)

Kolejna pamiątka do rodzinnego albumu – za nami z tych najwyższych to: Mały Lodowy Szczyt, Sokola Turnia, Żółty Szczyt i Pośrednia Grań :)

I kolejny widok spod Schroniska Zbójnickiego (słow. Zbojnícka chata) i znajdujący się na wysokości 1972 m n.p.m. Pośredni Harnaski Staw (słow. Vyšné Sesterské pleso.

Pośredni Harnaski Staw jest jednym z grupy pięciu Harnaskich Stawów (leży najbliżej Schroniska Zbójnickiego), pozostałe to Wyżni Harnaski Staw, Niżni Harnaski Staw, Wyżnie Harnaskie Oko i Niżnie Harnaskie Oko. Jest to jeden z 27 Staroleśnych Stawów w Dolinie Staroleśnej (słow. Veľká Studená dolina).

„No cóż – góry. Ziemia garbata; kalectwo. Ale jak każde kalectwo ma w sobie coś wyjątkowego, nieprzeciętnego, co każe się namyśleć. Skała syci się, karmi, napawa swoim milczeniem.”                                                                          
(Jalu Kurek)

Wśród majestatycznych, surowych skał i mój młodszy syn zapragnął nauczyć się fotografowania  😉

Tylko góry potrafią tak oczarować pięknem 😉

I już ostatni kadr z Doliny Staroleśnej – przyznaję, chciałabym jeszcze kiedyś w przyszłości nią powędrować i Was Wszystkich lubiących górskie wędrówki też gorąco do tego zachęcam :)

Na zakończenie wpisu jeszcze raz wagonik kolejki linowo-terenowej, którą to (przypominam) można kursować na odcinku Stary Smokowiec – Siodełko (słow. Hrebienok).

Podsumowując Trasa:                                                                                           
Stary Smokowiec – Siodełko (Hrebienok) – Rainerowa chatka (słow. Rainerova chata) – Dolina Staroleśna (słow. Veľká Studená dolina) – Schronisko Zbójnickie (słow. Zbojnícka chata) – powrót tą samą drogą – Stary Smokowiec

Zmęczeni, ale zadowoleni tą samą trasą powróciliśmy do samochodu, a nim do Bukowiny Tatrzańskiej na nocleg. Następnego dnia po krótkim spacerze po Zakopanem powróciliśmy już niestety do domu. Zdjęcia i wspomnienia, którymi i tu podzieliłam się, pozostały i pewnie jeszcze długo będę nimi żyła oczekując kolejnego wyjazdu w Tatry 😉

POZDRAWIAM CIEPLUTKO chociaż na dworze robi się już coraz zimniej 😉

118. Sławkowski Szczyt (słow. Slavkovský štít, 2452 m n.p.m.)

Witam :) Kolejny dzień wakacyjnego wyjazdu, bardziej optymistyczna prognoza pogody i nowa tatrzańska trasa do pokonania i to taka ambitniejsza, gdyż jej celem był Sławkowski Szczyt (słow. Slavkovský štít, 2452 m n.p.m., niektóre źródła podają 2453 m n.p.m.,) na Słowacji :)

Samochód zaparkowaliśmy w Starym Smokowcu niedaleko Grand Hotelu na jednym z licznych tam parkingów. Odszukaliśmy początek niebieskiego szlaku i świadomi czekających nas 5 h marszu (oczywiście cały czas w górę) ruszyliśmy, by zdobyć Sławkowski Szczyt. Wielu turystów korzysta z kolejki na Siodełko (Hrebienok), a stamtąd w kwadrans dochodzi do szlaku fragmentem znakowanej na czerwono Magistrali Tatrzańskiej, no, ale my ambitnie postanowiliśmy przejść cały szlak :)

Sławkowski Szczyt położony jest pomiędzy dolinami Staroleśną (Veľká Studená dolina) i Sławkowską (Slavkovská dolina) oraz Sienną Kotliną (kotol Slavkovských plies), na północny zachód od Starego Smokowca.

Sławkowski Szczyt znajduje się pomiędzy Sławkowską Kopą (Slavkovská kopa, 2356 m) a Królewskim Nosem (Slavkovský Nos, 2273 m). Od Sławkowskiej Kopy oddziela go Jamińska Przełęcz, od Królewskiego Nosa – Królewska Przełęcz. Szczyt opada w kierunku południowym kamienistymi stokami, a w kierunku północnym (do Doliny Staroleśnej) stromymi żlebami i grzędami z licznymi obrywami skalnymi.

Z powodu upału pierwsza godzina wędrówki była dla nas szczególnie męcząca i powoli pokonywaliśmy odległość, ale później wraz z wysokością robiło się coraz chłodniej.
Po wyjściu z piętra kosodrzewiny naszym oczom ukazały się wspaniałe widoki :)

W przeszłości Sławkowski Szczyt był uważany za najwyższy szczyt w Tatrach. Twierdzono też, że szczyt miał rozpaść się 6 sierpnia 1662 r. na skutek gigantycznego obrywu spowodowanego długotrwałymi opadami i być może lokalnym trzęsieniem ziemi, przez co wierzchołek straciłby ok. 300 m. Śladem obrywów skalnych miały być rumowiska na stokach góry. Hipoteza ta nie została jednak potwierdzona przez badania naukowe, a liczący sobie 2452 m n.p.m. szczyt nadal wspaniale góruje 😉

Nazwa szczytu pochodzi od spiskiej wsi Wielki Sławków. Szlak turystyczny na szczyt wybudował w latach 1901–1908, w znacznej części własnym kosztem, Maximilian Weisz. Wykonana przy tej trasie platforma widokowa na krawędzi Sławkowskiego Grzebienia nazywana jest dlatego „Maksymilianką”.

Grań, czasem wąska i skalista, innym razem szeroka i trawiasta, ogranicza i rozdziela, tworząc labirynt w tatrzańskim krajobrazie…

Kolejne ujęcie i groźne urwiska Sławkowskiego Szczytu spiętrzone nad Doliną Staroleśną :)

Dzięki oddaleniu od głównej grani Tatr Sławkowski Szczyt jest wspaniałym punktem widokowym. Widać z niego w całej okazałości masyw Gerlacha, szczyty Małej Wysokiej, Staroleśnego, Jaworowych, Ostrego, Lodowych, Pośredniej Grani, Baranich Rogów oraz Łomnicy. Piękno tego widoku zwiększa niesymetryczność budowy całej grani. Na południe stoki nie są strome i opadają na Podtatrze prawie jednostajnymi piarżyskami i płatami kosodrzewiny.

Na północ, w stronę Doliny Staroleśnej, obrywają się znacznie gwałtowniej i są pożłobione olbrzymimi żlebami. Dzięki temu nisko w dole widać ponad 20 stawów rozrzuconych na piętrach i malutką z tej odległości bryłę schroniska Zbójnicka Chata (to ta obmalowana chatka) 😉

W kierunku południowym rozpościera się rozległy widok na Spisz i prawie całe Niżne Tatry.

Na zdjęciu poniżej doskonale widać Królewski Nos, z lewej odchodzi Sławkowski Grzebień :)

Ale by móc podziwiać takie widoki trzeba było dzielnie maszerować, a momentami nawet gimnastykować się :)

„Wspinaj się, jeśli potrafisz, ale pamiętaj, że odwaga i siła są niczym bez rozwagi, i że chwilowe niedopatrzenie może zniszczyć całą radość życia. Nie rób niczego w pośpiechu, uważaj na każdym kroku, na początku przewiduj zakończenie”. (Edward Whymper)

Ciekawa trasa i wspaniałe widoki ze Sławkowskiego Szczytu to jeszcze nie wszystkie atrakcje tego dnia. Wchodząc nagle, ku naszej radości spotkaliśmy kozicę. To jedyny rywal człowieka w pokonywaniu skalnych trudności Tatr. Doskonale przystosowana i niebywale zręczna, porusza się nawet tam, gdzie człowiek używa już liny.

Kozice są typowymi zwierzętami górskimi, żyjącymi w piętrach kosodrzewiny, hal i turni na wysokościach od 1300m.n.p.m. po najwyższe szczyty Tatr. Wielkością przypominają domowe kozy, ważą 30–40kg. Charakterystyczną cechą ich wyglądu są haczykowato zagięte ku tyłowi rogi ( u obu płci). Przystosowanie do warunków terenowych przejawia się w specjalnej budowie racic. Zmiennej na przestrzeni roku, szczególnej budowie włosów sierści, dużej sile nóg oraz proporcjonalnej dużej masie i wydolności serca. Po powstaniu w Tatrach Parków Narodowych jednym z najważniejszych zadań stała się kompleksowa i wspólna ochrona kozic. Znacznie wzrosła ich liczebność, ale ze względu na bardzo małe terytorium i brak możliwości migracji nadal jest to gatunek krytycznie zagrożony.

Późno, bo dopiero o 14.30 stanęliśmy na szczycie i aż wstyd się przyznać, ale byliśmy jednymi z ostatnich turystów, którzy tego dnia go zaliczyli. Schodząc (ku naszemu zdziwieniu) minęło nas trzech młodych turystów z ekwipunkiem planujących spędzić tam noc. Oczywiście jest to nielegalne, karalne i niebezpieczne, ale z pewnością jakże ekscytujące.

Na kolejnym zdjęciu obok metalowego krzyża, mój mały taternik Fabianek – dzielny zdobywca Sławkowskiego Szczytu :)

Mało który 7latek przywozi z wakacji takie pamiątkowe zdjęcia :)
I uwaga!!! Teraz ogląda w internecie filmiki z wypraw na Gerlacha i mówi, że kiedyś chciałby na niego wejść :) Kto wie, niekiedy marzenia się spełniają :)

„Góry to jedyne uniwersalne lekarstwo na wszystkie ludzkie dolegliwości, tam oddychając świeżym, wonnym powietrzem, pojąc się widokiem wiecznie żywej, a wzniosłej natury, można zapomnieć o cierpieniach i troskach”

Ja zapominam… 😉
…a widoki niesamowite!!! W tle widzimy Masyw Gerlacha :)

Kolejny widok ze Sławkowskiego Szczytu i do tego szczypta humoru:

Hanna Chrzanowska – pedagog, redaktor, literat, pielęgniarka, opiekunka chorych (duchowy ich przewodnik i nauczyciel opieki nad chorymi, organizator pomocy materialnej chorym i wysiedlonym oraz wszystkim, którzy pomocy potrzebowali) miała duże poczucie humoru. Napisała kiedyś w liście: „Orlą Perć od Koziego do Zawratu zrobiłam równe 30 lat temu, wtedy też wlazłam na Świnicę. a Odcinek Orlej do Granatów po Krzyżne przewędrowałam w 1947 roku, kiedy znakomitość rentgenologiczna orzekła, że stan serca grozi mi rychłym zgonem. (…) W rok potem byłam samotnie na Szpiglasowej, nocowałam w Pięciu Stawach (śniadanie: 2 szklanki kawy), zlazłam do Wodogrzmotów(2 szklanki kwaśnego mleka) i przez Waksmundzką (1/2 litra rzętnicy), Gęsią Szyję i Rusinową (1/2 litra śmietany) – powróciłam triumfalnie głodna na Bukowine. (…) czuję się coraz lepiej i kto wie, czy w 80 roku życia nie puszczę się w Himalaje.” :)

„Bo wtedy, kiedy ruszam do góry, kiedy męczę się z plecakiem na grzbiecie, kiedy spływam potem i trudno mi złapać oddechem jestem ich cząstką. To jest wspaniałe przeżycie, że należę do tego świata przyrody, że nie jestem tylko tym, który się przygląda. To za mało tylko patrzeć. Trzeba walczyć, działać, bać się, cieszyć.” (Wanda Rutkiewicz)

W górach liczy się często nie siła fizyczna, ale siła wytrwałości i upór. Jeśli uda się wejść na szczyt doznajemy wówczas radości zdobywcy :)

Moi synowie na Sławkowskim Szczycie byli po raz pierwszy w życiu, a ja z mężem i moim bratem zdobyliśmy go już wcześniej, a dokładnie 24 września 2004 roku. Niestety mgła utrudniała wtedy podziwianie widoków, a leżący już śnieg wchodzenie i chociaż wtedy zdobyłam go, to i tak czułam niedosyt i chęć, by ponownie na niego wejść 😉 Teraz wchodząc i zachwycając się widokami poczułam się w pełni usatysfakcjonowana :)

„W kim tkwi chociaż iskra poezji, ten na widok gór odczuwa do nich pociąg nieokreślony; jest coś, co ludzi tam zwabia. Na górze wydaje się człowiekowi, iż jest bliżej Boga.”(Walery Eliasz Radzikowski)

Raj dla oczu i obiektywu :)

„Kocham Tatry. Kocham ich pustkę i milczenie, ich martwość o spokój posępny. W ich mgłach błąka się myśl moja i szuka dawnych swoich wierzeń i miłości, uczuć i siły. Po ich dolinach i przełęczach chodzi myśl moja i smuci się, że nie może być ogniem w ogniu, wichrem w wichrze, światłem w świetle.”                            (Kazimierz Przerwa-Tetmajer)

Wobec majestatu, ale też dostojeństwa gór nabieramy pokory i dystansu do własnego życia oraz do opinii innych. Z perspektywy gór widać właściwą skalę naszych problemów. Można tam tworzyć zarówno plany, jak i podejmować decyzje. Warto więc iść w góry, prawda?

Do Starego Smokowca schodziliśmy tym samym szlakiem :) Szczęśliwie i przed zmrokiem dotarliśmy do samochodu i powróciliśmy do Bukowiny Tatrzańskiej na nocleg :)

Podsumowując trasa:
Stary Smokowiec -Rázcestie pod Slavkovským štítom – Sławkowska Kazalnica – Wyżnia Sławkowska Kazalnica – Królewski Nos – Królewska Przełęcz — Sławkowski Szczyt — powrót tą samą drogą – Stary Smokowiec

POZDRAWIAM SERDECZNIE
i uciekam przygotować ostatni już wpis z tatrzańskiego wyjazdu :)

117. Największe tatrzańskie jezioro – Morskie Oko oraz największy rezerwuar wody, czyli Dolina Pięciu Stawów Polskich

Witam serdecznie :)
Morskie Oko i Dolina Pięciu Stawów Polskich – te nazwy chyba nikomu nie są obce? :) Dzisiaj pokażę dwa malowniczo położone i najliczniej odwiedzane miejsca w polskich Tatrach :)

Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy na parkingu w Palenicy Białczańskiej i wraz z tłumem wakacyjnych turystów weszliśmy na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego. Asfaltową drogą podążyliśmy w kierunku Morskiego Oka. Pierwotnie naszym celem były Wrota Chałubińskiego (już mniej popularne 😉 ), ale niestety ze względu na silne opady deszczu tuż za Wodogrzmotami Mickiewicza postanowiliśmy zmienić trasę i odbić do Doliny Roztoki. Następnie nią powędrować do Doliny Pięciu Stawów Polskich :) Też ciekawie, zapewniam 😉

Na pierwszym zdjęciu spływające kaskadami – Wodogrzmoty Mickiewicza (Wodospady Mickiewicza). Trzy większe noszą nazwy: Wyżni Wodogrzmot, Pośredni Wodogrzmot i Niżni Wodogrzmot. Powstały one w miejscu, w którym woda pokonuje próg skalny, jakim Dolina Roztoki schodzi do Doliny Białki. Powyżej piętrzą się urwiska Turni nad Szczotami w masywie Wołoszyna.

Jak już wspomniałam tuż za Wodogrzmotami odbiliśmy na szlak zielony do Doliny Roztoki :)

Dolina Roztoki ma długość ok. 4,4 km i powierzchnię ok. 7,0 km². Razem z Doliną Pięciu Stawów Polskich długość jej wynosi ok. 7,5 km, a powierzchnia 13,6 km². Dolinę Roztoki od Doliny Pięciu Stawów Polskich oddziela próg ściany stawiarskiej. Wspólnie te dwie doliny są największym polskim odgałęzieniem Doliny Białki, podchodzącym pod grań główną Tatr na odcinku Świnica – Szpiglasowy Wierch. Dnem Doliny Roztoki płynie potok Roztoka – dopływ Białki wypływający z Wielkiego Stawu Polskiego.

Urocza dolina i gdyby nie grzmoty na niebie i silne opady deszczu to szło by się nią bardzo przyjemnie. Tego dnia, w niesprzyjających warunkach pogodowych to nawet nie chciało mi się wygrzebywać aparatu spod płaszcza przeciwdeszczowego i w sumie to niewiele zdjęć zrobiłam. Ale i tak byliśmy dzielni idąc dalej, gdyż wielu turystów wystraszonych burzą zawracało. Dopiero po 1,5 h wędrówki padać przestało i nareszcie można było rozpłaszczyć się :)

Wtedy też doszliśmy do tzw. Końskiego Żlebu, gdzie szlaki rozgałęziają się. Czarny prowadzi zakosami wśród kosodrzewiny wprost do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich (40 min) i jest to szlak trudniejszy niż drugi – zielony, prowadzący okrężną drogą do tego samego miejsca. My postanowiliśmy iść tym zielonym, gdyż chcieliśmy przejść obok Siklawy – największego wodospadu w Polsce. Moi synowie jeszcze go nie widzieli, więc koniecznie trzeba było nadrobić te braki 😉

Siklawa (Wielka Siklawa) spada z progu ściany stawiarskiej oddzielającej doliny: Pięciu Stawów Polskich i Roztoki dwiema lub trzema strugami (w zależności od wysokości poziomu wody w Wielkim Stawie). Nachylenie ściany wynosi ok. 35°, wysokość progu ok. 64–70 m. Jest to największy (chociaż nie najwyższy) wodospad w Tatrach. (Źródło informacji: https://pl.wikipedia.org

Podobno jego ryk jest tak wielki, że słychać go 1200 m wyżej na Orlej Perci :)

A poniżej już cudna Dolina Pięciu Stawów Polskich i Wielki Staw Polski :)

Wielki Staw Polski jest najgłębszym i najdłuższym (998 m) jeziorem w Tatrach i trzecim pod względem głębokości w Polsce (najgłębsze jest jezioro Hańcza). Pojemność zbiornika wynosi ok. 13 mln m³ wody i jest to największa pojemność jeziora w Tatrach (jego pojemność stanowi 1/3 pojemności wszystkich jezior tatrzańskich). Dawny przewodnik tatrzański pisał o tym stawie: „W toniach jego schowałby się cały krakowski kościół Panny Maryji z swą wysoką wieżą, żeby tylko wierzchołek dachu z koroną nad powierzchnię wystawał”. Najwyższa odnotowana temperatura wody wynosiła 11,2 °C. Ma ona barwę zieloną, a jej przejrzystość jest większa niż pozostałych jezior w dolinie i wynosiła w czasie pomiarów 13,2 m. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org )

Dno jeziora opada stromo przy brzegach, w pobliżu środka tafli jest natomiast dość płaskie (14,4% powierzchni dna położone jest na głębokości przekraczającej 70 m). Średnie nachylenie stoków pod powierzchnią wody wynosi 19°50′. Dno pokryte jest kamieniami i żwirem, a poniżej 40 m warstwą ciemnego mułu. Od północnego wschodu staw zamknięty jest ryglem skalnym z wałem moreny czołowej, przerwanym w miejscu odpływu. Wielki Staw zasilany jest trzema stałymi dopływami: potokiem z kotła Szpiglasowych Stawków, potokiem z Czarnego Stawu oraz potokiem doprowadzającym wody z Dolinki Pustej i Dolinki pod Kołem. Żwir naniesiony przez ten ostatni dopływ utworzył deltę wrzynającą się od zachodu w taflę stawu. Część wód przenika do niego również podziemnie (np. z Małego i Przedniego Stawu). Wody odpływające z jeziora (średnie natężenie przepływu 0,2–0,3 m³/s) tworzą potok Roztoka, na którym znajduje się wodospad Siklawa.
Brzegi porasta kosodrzewina, której zarośla powoli zwiększają swą powierzchnię po dawnych zniszczeniach spowodowanych gospodarką pasterską.
(Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org )

Na tle wody i gór mój młodszy syn – Fabianek :)

Na kolejnym zdjęciu stare schronisko nad Małym Stawem :)

Jezioro położone jest na wysokości 1668 m n.p.m., poniżej zboczy Wyżniej Kopy. Jego powierzchnia wynosi według pomiarów Wojskowego Instytutu Geodezyjnego z 1935 ok. 0,18 ha, głębokość 2,1 m. Wymiary ulegają szybkim wahaniom (głębokość od kilku do kilkunastu cm) w zależności od ilości opadów. Dno pokryte jest warstwą ciemnego mułu. Przez jezioro przepływa okresowy potok odprowadzający nadmiar wody z Przedniego Stawu do Wielkiego Stawu. Na południe od stawu mniejsze oczka wodne. W okresie zimowym jezioro zamarza do dna. W stawie występuje traszka górska – jest to najwyżej w Polsce położone miejsce występowania tego płaza. Na młakach wokół stawu dorodne kępy roślin górskich: różeńca górskiego, dzwonka wąskolistnego, tojadu mocnego, potężne okazy arcydzięgla litworu. (Źródło informacji: http://pl.wikipedia.org )

Poniżej malowniczy Mały Staw Polski – w głębi za nim zbocza Opalonego Wierchu :)

„W góry! W góry, miły bracie! Tam swoboda czeka na Cię
Na szałasie do pasterzy, Gdzie ze źródła woda bieży, (…)
Tutaj silniej świat oddycha, Tu się szczerzej człek uśmiecha…”
(Wincenty Pol)

Od Małego Stawu do Schroniska PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich jest już dosłownie rzut beretem 😉 Aura pogodowa nie sprzyjała, ale i tak idąc kilka zdjęć tam zrobiłam 😉

Schronisko PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich (Schronisko Pięciostawiańskie) zostało zbudowane w latach 1947–1953 nad Przednim Stawem na wysokości 1671 m n.p.m. i jest najwyżej położonym schroniskiem górskim w Polsce. Posiada 67 miejsc noclegowych w pokojach 2-, 4-, 6-, 7-, 8- i 10-osobowych. Schronisko jest zarządzane przez PTTK i nosi imię Leopolda Świerza :)

Był już robiący wrażenie Wielki Staw Polski i uroczy Mały Staw Polski, a teraz kadr znad Przedniego Stawu :)

Lustro jeziora leży na wysokości 1668 m n.p.m., jego powierzchnia wynosi 7,7 ha, a głębokość 34,6 m. Jezioro od północy i wschodu otaczają kopulaste wzgórza mutonów: Wyżnia Kopa (1722 m n.p.m.) i Niżnia Kopa (1711 m n.p.m.).
Woda w stawie ma barwę zielonożółtą i cechuje się dużą przejrzystością (13 m). Jezioro jest sztucznie zarybione pstrągiem :)

Na kolejnym zdjęciu Dolina Pięciu Stawów Polskich podziwiana ze szlaku przez Świstówkę Roztocką, gdyż po regeneracyjnym odpoczynku w tej niezwykle pięknej dolinie szlakiem niebieskim, przez Świstówkę Roztocką powędrowaliśmy do Morskiego Oka :)

Czas przejścia od schroniska nad Przednim Stawem do Morskiego Oka – 1:40 h, a od Morskiego Oka do schroniska nad Przednim Stawem – 2 h. To bardzo ciekawy widokowo szlak i już 3 razy w życiu nim szłam :) A ten ambitniejszy i jeszcze ciekawszy (moim zdaniem) przez Szpiglasową Przełęcz jest ciągle w sferze moich marzeń 😉

Zanim jednak dojdziemy do Morskiego Oka jeszcze kilka zdań o Dolinie Pięciu Stawów Polskich :) Krajobraz doliny tworzą granitowe szczyty Tatr Wysokich, rozległe płaśnie, gruzowiska dużych głazów, piarżyska, migotliwe tafle jezior, murawy i połacie kosodrzewiny. Lodowiec wyżłobił w dolinie obszerne dno w kształcie sierpa z wierzchołkami skierowanymi na północny zachód (pod Świnicę) i północny wschód (pod Świstową Czubę). W dolinie znajduje się kilka polodowcowych jezior o łącznej powierzchni 61 ha. Największe z nich to Wielki Staw Polski położony na wysokości 1665 m n.p.m. (31,14 ha, głębokość 79,3 m). Pozostałe jeziora to: Zadni Staw Polski, Czarny Staw Polski, Mały Staw Polski, Przedni Staw Polski oraz Wole Oko. Ostatni staw jest jeziorem okresowym i mniejszym od pozostałych, dlatego nazwa doliny uwzględnia jedynie 5 największych jezior.

Uśmiecham się, bo w takim miejscu grzechem byłoby mieć skwaszoną minę 😉

„Wspinaj się w góry i słuchaj i dobrych wieści. Spokój natury spłynie na ciebie, jak światło słoneczne spływa na drzewa. Wiatry przyniosą ci swoją świeżość, burze energię, a troski opadną z ciebie jak jesienne liście.” (John Muir)

Pogoda w górach szybko się zmienia… i ku naszej radości słoneczko wyszło i do Morskiego Oka szliśmy już rozpłaszczeni, a widoki były jeszcze piękniejsze :)

Poniżej pierwsze spojrzenie na otoczone granitowymi gigantami Morskie Oko :)

Morskie Oko to jezioro wyjątkowe z wielu względów. Ma największą powierzchnie lustra wody ze wszystkich stawów tatrzańskich (35,6 ha), a przy tym jest wspaniale położone w otoczeniu najwyższych polskich szczytów. Leży na wysokości 1395m n.p.m., mieści prawie 10 mln m3 wody, a jego maksymalna głębokość sięga 51m.
Ze względu na to, że żyły w nim ryby, co w tatrzańskich jeziorach jest zjawiskiem rzadkim, było nazywane Rybim Stawem. Pod tą nazwą zostało wymienione w 1676 roku w dokumencie dziedzicznego użytkowania dla sołtysa Białki Wojciecha Nowobilijskiego :)

To miejsce zna chyba każdy turysta :)
Najpiękniejsze i największe tatrzańskie jezioro, turystyczna Mekka Polski – Morskie Oko oraz znajdujące się nad nim schronisko :) i jak zwykle tłoczno 😉

„…lśni jezioro zamknięte w granitów kotlinie,
jak błyszczący diament w stalowym pierścieniu (…)
Granity się malują w przejrzystej głębinie,
niby obraz przeszłości odbity w wspomnieniu.”
(K. Tetmajer)

A teraz widok znad Morskiego Oka w kierunku Rysów :)

Na morenie ograniczającej staw od północy rozpoczynają się trudniejsze szlaki turystyczne na Rysy, Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem i do Doliny za Mnichem. Niestety na żadnym z tych szlaków jeszcze nie byłam, a Rysy udało mi się zdobyć w 2005 roku, ale wchodząc na nie od strony słowackiej :) Widok z Rysów zalicza się do najrozleglejszych i najpiękniejszych. Stamtąd widoczne są prawie wszystkie ważniejsze szczyty, wiele dolin i kilkanaście stawów. Chciałabym jeszcze raz stanąć na Rysach i cieszyć oczy tym widokiem :) tym bardziej, że moja znajomość Tatr w ciągu tych 10 lat znacznie wzrosła i byłoby to bardziej świadome podziwianie :)

I jeszcze raz podobny widok do poprzedniego, tylko na pierwszym planie pozują mi obaj moi synowie :)

Niestety czasu już zabrakło, by tego dnia obejść Morskie Oko wkoło, ale i tak piękną trasę zrobiliśmy, a do pozostawionego na parkingu samochodu pozostało jeszcze 9 km dreptania asfaltem. Idąc tamtędy warto przyjrzeć się tablicom informacyjnym przyrodniczej ścieżki dydaktycznej i zwrócić uwagę na zmieniającą się przyrodę :)

I w skrócie to już wszystko na dzisiaj. Kończąc czuję jednak pewien niedosyt, bo o tak pięknych miejscach i ciekawej trasie można by rozpisać się jeszcze bardziej, tylko czy ktoś dałby radę dobrnąć z czytaniem do końca ? 😉

Podsumowując Trasa:
Palenica Białczańska – Wodogrzmoty Mickiewicza – Dolina Roztoki – Wodospad Siklawa – Dolina Pięciu Stawów Polskich – Świstówka Roztocka – Morskie Oko – Palenica Białczańska

POZDRAWIAM już jesiennie, ale nadal cieplutko i mam nadzieję, że za rok ponownie zawitam nad Morskie Oko, by jednak zdobyć te Wrota Chałubińskiego 😉