69. Grochowiec Wielki

Śnieżny i mroźny luty, brrr… pogoda zupełnie nie sprzyja wycieczkom, więc niestety nie zwiedzam, a zamiast tego siedząc w cieplutkim domku przeglądam foldery na komputerze i wspominam :)
Dzisiaj moją uwagę zwróciły zdjęcia pochodzące z gminy Ogrodzieniec. Piękne tereny, latem często tam bywam na rowerze, pewnego dnia pojechałam, by wspiąć się na Grochowiec Wielki :)

Grochowiec Wielki znajduje się około 5 km na południe od Ogrodzieńca, pomiędzy dwiema wioskami: Żelazkiem i Ryczowem. Odnalezienie go nie sprawia problemu – z drogi Ryczów-Żelazko jest doskonale widoczny. Wzniesienie to liczy 486 m. n.p.m. i jest jednym z najwyższych na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.

Grochowiec Wielki tworzą cztery skały: Słoń, Nosorożec, Tapir oraz Pancernik.

Słoń to kolejny „Jurajski Giewont”, a pobliski Ryczów niekiedy określany jest „Małym Zakopanem”.

Poniżej ponownie szczyt Słonia z charakterystycznymi metalowymi krzyżami.

Wspinaczka na Grochowcu Wielkim odbywa się głównie na dwóch skałach: na Słoniu i na Nosorożcu. Najbardziej atrakcyjne drogi wspinaczkowe to m.in.: Taniec ze Słoniem, Doleżychówka czy Prześliczna Wiolonczelistka.
Warto dodać, że na przełomie 2008 i 2009 r. została całkowicie wymieniona asekuracja wspinaczkowa na wszystkich skałach tego rejonu. Asekurację wykonał Piotr Drobot dzięki wsparciu Polskiego Związku Alpinizmu oraz Związkowi Gmin Jurajskich.
Będąc w tym regionie można również wspinać się na Straszykowych Skałach. I koniecznie należy zobaczyć ruiny strażnicy w Ryczowie. Ta twierdza wzniesiona prawdopodobnie przez Kazimierza Wielkiego uzupełniała lukę w systemie obronnym pomiędzy zamkami w Ogrodzieńcu, w Smoleniu i w Bydlinie. Warownia funkcjonowała zaledwie do XV w., kiedy to została opuszczona, a wcześniej prawdopodobnie wysadzona w powietrze. W okresie dwudziestolecia międzywojennego na skutek obsunięcia części skały zniszczeniu uległ północno-wschodni fragment . Do czasów obecnych zachowały się fragmenty murów (w zasadzie kilkanaście kamieni) oraz ziemny wał otaczający skałę.
Więcej informacji o tej strażnicy można znaleźć w jednym z moich poprzednich wpisów – osoby zainteresowane odsyłam tam, a ja tymczasem kontynuuję opowiadanie o Grochowcu Wielkim :)

Szczyt Słonia przyciąga wspinaczy, ale mogą na niego również wejść osoby nie uprawiające wspinaczki skałkowej, gdyż istnieje i taka możliwość. Warto to zrobić, gdyż jest on doskonałym punktem widokowym na całe pasmo Smoleńsko-Niegowonickie.  Ze szczytu tej skały roztacza się również widok na wzgórze zamkowe w podzamczu i Rezerwat Ruskie Skały.

Uwaga! Przy dobrych warunkach widać nawet Tatry!

I jeszcze jedno zdjęcie zrobione w tym miejscu – mam nadzieję, że udało mi się udowodnić jego atrakcyjność i zarazem zachęcić do odwiedzenia.

Zachwycona Grochowcem Wielkim, w tym roku, jak tylko zrobi się ciepło, planuję ponownie odwiedzić go na rowerze 😉

POZDRAWIAM SERDECZNIE WSZYSTKICH,
a szczególnie miłośników jurajskich widoków 😉 :) :)

68. Na Pustyni Siedleckiej …

Piękną Kotlinę Kłodzką pożegnałam i teraz powracam na „moją” ukochaną, równie piękną Jurę Krakowsko-Częstochowską. Jako pierwszą wyciągam z szuflady serię zdjęć z Pustyni Siedleckiej, bo Kochani Jura to nie tylko skałki, ruiny zamków, czy zbiorniki wodne, na Jurze są również dwie pustynie: Błędowska i Siedlecka :)

Pustynia Siedlecka to bardzo ciekawe miejsce o istnieniu którego nawet wielu przejeżdżających w jego pobliżu nie wie, więc tym bardziej chciałabym opowiedzieć o nim.

Pustynia ta znajduje się w województwie śląskim, powiecie częstochowskim, niedaleko wsi Siedlec. W Siedlcu drogę na pustynię wskazuje strzałka, więc z odnalezieniem jej nie ma większego problemu.

Pustynia Siedlecka posiada niewielką piaszczystą powierzchnię 25 ha, która oparła się zalesieniu – jest więc nieduża, ale za to naprawdę piaszczysta. Mówi się, że odkrytego piasku jest tu więcej niż na słynnej Pustyni Błędowskiej :)

Pośrodku wyrasta wzgórze (piaszczyste, rzecz jasna), z którego pięknie widać połacie piachu kontrastujące z pobliską bujną zielenią lasów koło Złotego Potoku. Reszta powierzchni pustynnej licząca około 30 ha. została zadrzewiona w latach 60 XX wieku.

Na tym terenie można spotkać następujące gatunki roślin:
sosna zwyczajna (Pinus sylvestris)
szczotlicha siwa (Corynephorus canescens)
kocanka piaskowa (Helichrysum arenarium) – roślina chroniona
czerwiec roczny (Scleranthus annus)
trzcinnik piaskowy (Calamagrostis epigejos)

Legenda głosi, że diabeł, który gonił uciekającego na kogucie Twardowskiego był tak blisko, iż przed  czarnoksiężnikiem otworzyły się bramy piekieł, a piekielny ogień wypalił ziemię zamieniając ją w pustynię. Część terenu przed pustynią nosi nazwę Siedlec Piekło. Tak naprawdę piach jest pozostałością piaszczystego dna morskiego z okresu górnej jury, a następnie ponownej transgresji morskiej w górnej kredzie, który później w okresie holocenu został zepchnięty przez czoło lądolodu zlodowacenia środkowopolskiego w postaci moreny czołowej. Stąd piaski i wydmy do wysokości 30 m. na tej największej w gminie Janów piaskownicy. Po drugiej wojnie światowej utworzono w tym miejscu piaskownię, która funkcjonowała do lat 60.

W wietrzne dni tumany piasku wzbijają się z pustyni i wdzierają do okien mieszkańców pobliskiego Siedlce. W dni upalne rozdygotane nad pustynią gorące powietrze powoduje efekt fotomorgany, przybliżając odległe krajobrazy.

Pustynię odwiedzają licznie turyści – gmina organizuje tu imprezę plenerową Pustynny Piknik. Funkcjonuje tutaj także niewielkie źródło bezodpływowe „Oaza”.
Teren pustyni przyciąga również miłośników sportów motorowych, którzy mogą tutaj spróbować swych sił w „pustynnych” warunkach. To tu 8 sierpnia 2009 r. odbył się I Ogólnopolski Bieg Pustynny „Pustynna10” oraz I Mistrzostwa Polski w Biegu Pustynnym rok później 8 sierpnia 2010. Na pustyni dopuszczone są jazdy czterokołowcami i krosami oraz organizowane są rajdy znanych firm samochodowych. Pustynia udostępniana jest także dla firm ćwiczących sporty ekstremalne.

Młode pary z Częstochowy i okolic często na tej wielkiej piaskownicy robią sobie ślubne sesje zdjęciowe.

Ja będąc tam, z moimi synami pewnego pięknego, upalnego, sierpniowego dnia też strzeliłam niezłą sesję – chłopcy świetnie się bawili i pozowali :)

Moim zdaniem Pustynia Siedlecka to miejsce niezwykłe i wielka atrakcja Jury Krakowsko-Częstochowskiej, którą koniecznie należy zobaczyć. To idealne miejsce na rodzinną wycieczkę – nie wyobrażam sobie, by dzieciom mogło się tam nie spodobać 😉
I to już wszystko na dzisiaj… ach nie jeszcze nie wszystko – tak się akurat składa, że dzisiaj są Walentynki, więc pozwolę sobie na koniec wstawić jeszcze romantyczny widok, wraz z cytatem o miłości z jednej z moich ulubionych książek 😉

„Chciał, aby tylko o nim myślała, gdy przeżywa radość, podejmuje decyzje, jest wzruszona lub rozmarzona. Żeby tylko o nim myślała, gdy słucha muzyki, która ją fascynuje, gdy śmieje się do łez z dowcipu lub płacze rozczulona w kinie. Chciał, aby o nim myślała, gdy wybiera bieliznę, szminkę, perfumy lub odcień farby do włosów. Żeby tylko o nim myślała na ulicy, gdy odwraca onieśmielona głowę na widok całującej się pary. Chciał być jej jedyną myślą rano, gdy się budzi, i wieczorem, gdy zasypia”

(Janusz Leon Wiśniewski – „S@motność w sieci”)

♥♥♥ WSPANIAŁYCH WALENTYNEK ŻYCZĘ ♥♥♥

55. Na jurajskim szlaku: Góra Słupsko

WITAM SERDECZNIE na moim blogu :)

Dzisiaj postaram się zachęcić do odwiedzenia kolejnego, ciekawego miejsca na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej – Góry Słupsko :)

Góra Słupsko należy do Pasma Skał Kroczyckich, które składa się z dziewięciu jakby „piór” wachlarza, oddzielonych od siebie dolinkami o stromych stokach. Najbardziej znanym wzgórzem jest Góra Zborów, będąca rezerwatem przyrody nieożywionej. Opowiadałam już kiedyś o niej, więc dzisiaj jedynie jedno zdjęcie dla przypomnienia wstawiam (osoby zainteresowane nią bardziej odsyłam do archiwalnego wpisu 24)  😉

Do najbardziej okazałych masywów Pasma Skał Kroczyckich zaliczamy również Górę Kołoczek, Pośrednią, Popielową, Łysak i Jastrzębnik. Pasmo Skał Kroczyckich jest to jedno z najpiękniejszych pasm skalnych na Jurze. Na niewielkim, około 5 km odcinku znajdujemy rozmaite ciekawe formy skalne i jaskinie. Pionowe ściany przyciągają tam wielu miłośników wspinaczki skałkowej.

Na szczycie Góry Słupsko, na jej północnym stoku znaleźć można pozostałości po grodzisku. Prawdopodobnie było to jedno z największych grodzisk na Jurze – posiadało solidną budowę i umocnienia.

Grodzisko było trudno dostępne od północy, gdyż opierało się w tym miejscu o urwisko skalne. Od południa chronił je pierścień podwójnych wałów rozdzielonych fosą (obecnie porośnięte lasem). Umocnienia zostały założone między skalnymi bramami stanowiącymi dodatkowe, naturalne wzmocnienie wałów.

Niestety grodzisko to nie zostało nigdy naukowo przebadane, zatem nieznany jest czas zamieszkiwania go.                                                                                                               Oprócz grodziska na szczycie Góry Słupsko wiosną 1991 roku zlokalizowano stanowisko archeologiczne mieszczące się w jaskini o częściowo zawalonym stropie. Mimo braku środków finansowych i czasu na przeprowadzenie szczegółowych badań uzyskano wówczas około 1000 zabytków krzemiennych, około 100 fragmentów ceramiki i około 150 kości zwierzęcych, które tworzyły skupisko o miąższości od 20 do 30 cm. Wśród zabytków krzemiennych przeważały odłupki powstałe przy produkcji siekier wielościennych, odpadki i łuski oraz pojedyncze rdzenie i półwytwory siekier. Ponadto wystąpiły tu zgrzebła i załuskane odłupki. Znaleziska te w połączeniu z fragmentami naczyń glinianych z dookolnym ornamentem sznurowym, w tym również sznura dwudzielnego i dookolnej linii rytej przemawiają za postawieniem hipotezy o istnieniu przy wejściu do jaskini obozowiska z czasów późnego neolitu związanego z kulturą ceramiki sznurowej. Głównym zajęciem ludności ją zamieszkującej była produkcja półwytworów siekier z surowca wydobywanego w bezpośredniej bliskości stanowiska. Wśród odkrytej tu ceramiki na szczególną uwagę zasługuje fragment glinianego, bogato ornamentowanego przęślika.                                                                                                    Podobnie jak w przypadku grodziska, stanowisko to wymaga dalszych badań, uzależnionych od pozyskania środków finansowych.

Ze szczytu Skał Słupska roztacza się piękny widok na okolicę.

Można zobaczyć Zalew Dzibice oraz rozległe zbocza Góry Czarnej. Skały i woda jednocześnie w zasięgu wzroku – to naprawdę robi wrażenie  :)

Z pewnością warto zobaczyć Górę Słupsko, a także przejść i dokładnie poznać całe pasmo Skał Kroczyckich ciągnące się od Rezerwatu Góry Zborów w kierunku Kostkowic.

I to już wszystko na dzisiaj  :)                                                                                                                                          Opowiadanie o ciekawych (odwiedzonych przeze mnie) miejscach Jury Krakowsko-Częstochowskiej na kilka tygodni przerywam. Robię to, by zrelacjonować wakacyjny, kilkudniowy, dla mnie bardzo atrakcyjny wyjazd na Ziemię Kłodzką :)

POZDRAWIAM I ZACHĘCAM DO CZYTANIA KOLEJNYCH WPISÓW :) :) :)

53. Ośrodek „Krępa” w Ogrodzieńcu

WITAM już powakacyjnie 😉

Jednym z ciekawszych miejsc na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, które udało mi się odwiedzić podczas tegorocznego sezonu rowerowego jest śródleśny ośrodek rekreacyjno-wypoczynkowy „Krępa” w Ogrodzieńcu. O miejscu tym i jego urokach już wielokrotnie słyszałam, ale dopiero teraz, gdy dzień znacznie się już skrócił i o dłuższych trasach musiałam zapomnieć, zdecydowałam się tam pojechać :)

Zanim jednak o nim opowiem przybliżę pokrótce miasto Ogrodzieniec 😉

A więc …Ogrodzieniec to miasto w pow. zawierciańskim (około 4500 mieszk.) położone u stóp i na kueście jurajskiej, na pograniczu Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej i Wyżyny Śląskiej (Kotliny Mitręgi). Leży nad jednymi ze źródeł Czarnej Przemszy. Do lat 90. XX w. istniał tu przemysł materiałów budowlanych (słynna cementownia „Wiek”, zakłady produkcji eternitu i waty mineralnej, piaskownia) po którym pozostał jeden z największych na Jurze nieczynnych kamieniołomów. PKS, trzy stacje benzynowe, kręgielnia. Siedziba Związku Gmin Jurajskich.                                                                                                Przez centrum Ogrodzieńca przebiega niebieski szlak Warowni Jurajskich, zaś nieopodal na zachód od zabudowań miasta w okolicy Prochowni biegnie czarny szlak Józefowski, a na południe przez Krępę żółty szlak Zamonitu. Przez Prochownię poprowadzona jest ponadto czarna ścieżka dydaktyczna a wokół Ogrodzieńca wyznakowano żółtą rowerową ścieżkę dydaktyczną. O Ogrodzieńcu już wystarczy, teraz czas na relację z wycieczki 😉

Tradycyjnie (jak co tydzień) o 15.00 wsiadłam na rower i opuściłam Porębę. W Zawierciu obrałam kierunek na Łazy. Jadąc drogą wzdłuż torów kolejowych jednak do Łaz nie dojechałam, tylko odbiłam na Kazimierówkę, a następnie drogą leśną dojechałam do Rokitna Szlacheckiego. Króciutki odpoczynek na ławce w centrum wsi i dalej w drogę. Teraz pojechałam w kierunku Ogrodzieńca. Będąc już na drodze krajowej 790 wypatrzyłam czarny szlak pieszy przecinający tą drogę (towarzyszył mu żółty szlak rowerowy) i tabliczkę informującą, że do „Krępy” jest 2,3 km. Oznakowanie doskonałe, leśna droga przyjemna do jazdy, więc szybko i bezproblemowo dotarłam do mojego celu.

Ośrodek „Krępa” to doskonałe miejsce wypoczynkowe zaopatrzone w infrastrukturę zarówno dla rowerzystów jak i dla pieszych.

Można tu odpocząć i posilić się pod zadaszonymi wiatami. Nie brakuje koszy oraz tablic informacyjnych pokazujących przebieg szlaków oraz atrakcji krajoznawczych i przyrodniczych gminy Ogrodzieniec. Znajduje się tu mała gastronomia czynna sezonowo, parking, pole namiotowe, toalety, palenisko i brodzik dla dzieci (wejście bezpłatne).

Fantastyczny plac zabaw, którego wymyślne urządzenia wykonano wyłącznie z drewna też nie pozwala dzieciom się nudzić. Dawniej czynny był również basen, po którym teraz została jedynie betonowa niecka.

Na kolejnym zdjęciu wspomniany plac zabaw :)

Fundusze Unii Europejskiej pozwoliły wytyczyć widokowo i rekreacyjnie doskonałe trasy rowerowe w gminie Ogrodzieniec. „Żółta” i „niebieska” łączą się właśnie w „Krępie”, pozwalającej zregenerować siły przed dalszą jazdą. Ja również je tam zregenerowałam 😉

Objechałam także wkoło znajdujący się tam zalew Krępa :)

Strumień, na którym zbudowano zalew, za Krępą zanika, by ponownie wypłynąć jako strumień Centuria w okolicy osady wypoczynkowej Centuria.

Jedynie czas mi nie pozwolił na dotarcie do punktu „wywierzysko krasowe Bełkotek” (źródło krasowe), ale to nic, w przyszłym roku będę miała je na uwadze 😉 „Krępę” dla odmiany opuściłam drogą asfaltową (ulicą Spacerową), którą dojechałam do drogi krajowej 790, a następnie z centrum Ogrodzieńca ścieżką rowerową, przez Zawiercie powróciłam do Poręby.

To urocze miejsce – wymarzone wprost do odpoczynku oraz rodzinnego i koleżeńskiego biesiadowania, bez względu na aurę pogodową. Polecam 😉

POZDRAWIAM SERDECZNIE :) :) :)

52. W Złotym Potoku – Pałac Raczyńskich i Dworek Krasińskich

Złoty Potok to wieś w Polsce położona w województwie śląskim, w powiecie częstochowskim, w gminie Janów, na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej przy drodze wojewódzkiej nr 793. Wśród jej licznych atrakcji na szczególną uwagę zasługuje Pałac Raczyńskich i usytuowany obok niego Dworek Krasińskich. Jeżdżąc co tydzień na rowerze udało mi się i tam dojechać, opowiem więc dzisiaj o tych obiektach i ich otoczeniu 😉

Pierwotnie na miejscu Pałacu Raczyńskich stał dwór obronny, zbudowany najprawdopodobniej w 1581 r., później kilkakrotnie przebudowany. Zmieniali się też jego właściciele. Dwór, nazywany już zamkiem, następny właściciel Jan Koryciński odsprzedał w 1625 r. Stanisławowi Koniecpolskiemu, który przekazał go swemu bratankowi Janowi Koniecpolskiemu, założycielowi Janowa. Kolejnymi właścicielami zamku byli Potoccy, a następnie – z nadania carycy Katarzyny II – przejęli go książęta kurlandzcy, Bironowie, którzy nie mieszkali w Potoku.
Niezamieszkany zamek stopniowo podupadał i następni właściciele (Szaniawscy, a później Pruszakowie) nie remontowali go i użytkowali tylko część budynku, mieszkając we dworze w Żurawiu. W 1829 r. nie nadający się do zamieszkania zamek przejął siostrzeniec Pruszaków, Stanisław Leski. Wybudował on obok zamku parterowy dworek, w którym mieszkali kolejni właściciele Potoku – Skarżyńscy i Pintowscy. Posiadłości potockie były wtedy zadłużone, a zamek stał pusty i obracał się w ruinę.

W latach 1903-1905 pałac został gruntownie przebudowany wg projektu Jana Heuricha i Zygmunta Hendla. Hrabia Karol Raczyński ożenił się z księżną Stefanią Czetwertyńską i przygotował pałac jako swoje gniazdo rodzinne. Front zwrócony na zachód zdobi pięcioosiowy ryzalit, zakończony trójkątnym przyczółkiem z kartuszem herbowym. W północnym skrzydle znajdowała się romantyczna wieża, którą ze względów strategicznych rozebrano w połowie 1939 r.
Przed portykiem zdobiącym główne wejście do pałacu ustawione są dwa marmurowe lwy, podtrzymujące tarcze z herbami: Nałęcz (Przewiązka) – hrabiów Raczyńskich i Czetwertyński I (Święty Jerzy zabijający smoka) – książąt Czetwertyńskich. Były one na czas wojny zakopane w miejscu, w którym obecnie stoją. Podczas wojny hitlerowcy zajęli pałac i przenieśli Raczyńskich do dworku. W 1944 r. wysiedlili rodzinę właścicieli do Częstochowy, aby nie widzieli dokonywanej kradzieży. Najcenniejsze elementy wyposażenia pałacu Niemcy wywieźli w 1945 r. Resztę zniszczyli po wkroczeniu Rosjanie.

Po wojnie władze komunistyczne zabroniły Raczyńskim powrotu do Złotego Potoku pod groźbą aresztu, a dobra złotopotockie zostały rozparcelowane jako pierwsze w kraju. Ostatni właściciel Złotego Potoku, hr. Karol Raczyński, wnuk Zygmunta Krasińskiego zmarł w nędzy w Łodzi w 1946 r. i został pochowany w złotopotockim kościele. Jego żona Stefania z Czetwertyńskich wyjechała po śmierci męża do Anglii. Pozwolono jej zabrać ze sobą tylko jedną walizkę. Po wojnie w pałacu mieściło się Technikum Rolnicze, później Wojewódzki Ośrodek Postępu Rolniczego, a następnie oddział Zespołu Parków Krajobrazowych. Po wojnie budynek był kilkakrotnie remontowany. Hol parteru zdobią pary kolumn i dekoracja stiukowa. Zachowała się zabytkowa drewniana klatka schodowa, a na piętrze część boazerii przytrzymującej tapety z materii. Z dawnego wyposażenia pałacu pozostały także szafy biblioteczne i kredens kuchenny oraz nieliczne meble i obrazy eksponowane w Dworku Krasińskich. Obecnie Pałac zarządzany przez Starostwo stoi pusty i niestety niszczeje. Jak widać jednak na zdjęciach przeglądając się w lustrze Stawu Irydion prezentuje się pięknie :)

A na kolejnym zdjęciu wspomniany Staw Irydion  :)

Nie jest wielki, więc dysponując nawet niewielką ilością czasu można obejść go wkoło.

I jeszcze jedno zdjęcie zrobione nad tym uroczym stawem  :)

Ale to nie koniec atrakcji tego miejsca, bo oprócz malowniczego Stawu Irydion, obok Pałacu Raczyńskich w Złotym Potoku znajduje się również Dworek Krasińskich. Jego powstanie datowane jest na 1829 rok.

Po wojnie w dworku Krasińskich mieszkali m. in. nauczyciele Technikum Rolniczego, które działało w sąsiednim pałacu Raczyńskich. Następnie istniało tu Muzeum Biograficzne im. Zygmunta Krasińskiego, będące jednym z oddziałów Muzeum Częstochowskiego (1985-2007). Po 2007 r. obiekt był w dość złym stanie co zaniepokoiło władze gminy Janów. Jednak z prawnego punktu widzenia nie mogły wydawać pieniędzy na remont zabytku. Ostatecznie Muzeum Częstochowskie zwróciło dworek skarbowi państwa, a ten przekazał go w użytkowanie samorządowi terytorialnemu (2007 r.). Po tym fakcie gmina wyremontowała dworek i otworzyła w nim Muzeum Regionalne im. Zygmunta Krasińskiego.

Dworek Krasińskich to obiekt parterowy, zbudowany w stylu klasycystycznym. Własnością rodziny Krasińskich stał się w 1856 roku. Zygmunt Krasiński przybył do Złotego Potoku 29 lipca 1857 roku i zamieszkał w nim wraz z rodziną. Obecnie w tym staropolskim dworku znajduje się w nim stała ekspozycja poświęcona rodzinom Krasińskich i Raczyńskich. Zaprezentowane na wystawie pamiątkowe eksponaty pochodzą z majątków obu rodzin. W muzeum znajdują się m.in.: pierwsze wydania niektórych utworów Zygmunta Krasińskiego, portrety poety i członków jego rodziny, drobne przedmioty użytkowe oraz pianino marki „ERARD”, w którego wyborze pomagał poecie Fryderyk Chopin. Pianino to było przeznaczone dla Delfiny Potockiej. Obecnie wystawa została poszerzona o zabytki znajdujące się dotychczas w sąsiednim pałacu Raczyńskich.
Z całej prezentowanej wystawy dawnej własności Krasińskich i potem Raczyńskich, na szczególną uwagę zasługują meble, obrazy, rzeźby, przedmioty rzemiosła artystycznego. Są to m.in. portrety Elżbiety Krasińskiej i Wincentego Krasińskiego pędzla F. Winterhaltera, zbiorowy portret dzieci poety, rysunkowy portret Zygmunta Krasińskiego w wieku dziecięcym.

Niestety tym razem nie udało mi się wejść do środka – muzeum było czynne do godz. 17.00, a ja dotarłam tam już po 17.00. Szkoda, tym bardziej, że zwiedzając to muzeum poprzednim razem zdjęć w środku nie zrobiłam  :(

Dla osób zainteresowanych podaję godziny otwarcia:                                                   sezon letni – obowiązuje od 1 marca – 31 października.                                      poniedziałek-piątek: godz. 9.00-17.00                                                                          sobota-niedziela: godz. 10.00-18.00                                                                               sezon zimowy – obowiązuje od 1 listopada do końca lutego.                              poniedziałek-piątek: godz. 8.00-16.00                                                                           sobota-niedziela: godz. 11.00-15.00                                                                                  oraz cennik:                                                                                                                        bilet normalny – 4 zł                                                                                                            bilet ulgowy  – 2 zł (przysługuje grupie powyżej 10 osób oraz ustawowo podlegającym uldze)                                                                                                                                wstęp wolny (przysługuje dzieciom do lat 7 oraz ustawowo zwolnionym z opłat za wstęp do muzeum)                                                                                                                    Źródło informacji: janow.pl

Pałac Raczyńskich i Dworek Krasińskich to ciekawe obiekty otoczone prawie czterdziestohektarowym parkiem w stylu angielskim, przez którego środek przepływa Wiercica (zdecydowała ona o nadaniu parkowi romantycznego charakteru).                    Na terenie zespołu pałacowo-parkowego odnaleźć można także interesujący pomnik przyrody – ok. 600-letni dąb szypułkowy „Dziad”.

Ja spacerując tam wypatrzyłam jeszcze taką oto kapliczkę  :)

Opisany i pokazany przeze mnie w tym wpisie Pałac Raczyńskich, Dworek Krasińskich i Staw Irydion to tylko nieliczne spośród wielu atrakcji Złotego Potoku, w gminie Janów. Kiedyś opowiadałam już o Bramie Twardowskiego, Diabelskich Mostach, Zamku Ostrężnik i Jaskini Ostrężnickiej, a w przyszłości planuję opowiedzieć o pozostałych jego atrakcjach. Zachęcam więc do czytania moich kolejnych wpisów i oczywiście odwiedzenia Złotego Potoku w gminie Janów  :)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO :) :) :)

49. Na jurajskim szlaku: Rzędowa Skała

Był już Okiennik Wielki, Brama Twardowskiego i Rzędkowickie Skały, a dzisiaj do tego szacownego grona ciekawych ostańców jurajskich postanowiłam dołączyć Rzędową Skałę :)

Mimo, że mam do niej niedaleko, to po raz pierwszy zobaczyłam ją z bliska dopiero w sierpniu 2011 roku. Zachwyciłam się wtedy jej kształtem, wielkością, lokalizacją oraz widokami, jakie można podziwiać z jej szczytu. Ten zachwyt pozostał – w tym roku na moim rowerze już dwukrotnie do niej dotarłam. Przęglądając wszystkie zrobione tam zdjęcia postanowiłam pokazać kilka z nich, stąd też pomysł na ten dzisiejszy wpis :)

By nazewnictwem nie wprowadzać nikogo w błąd zaraz na początku wyjaśnię, że Rzędkowickie Skały to grupa skał wapiennych, położona na wschód od wsi Rzędkowice w gminie Włodowice (bardzo lubię tam jeździć i już nawet kilkakrotnie tu o nich opowiadałam), natomiast bohaterka dzisiejszego wpisu – Rzędowa Skała znajduje się na północny-wschód od Bzowa (województwo śląskie, dzielnica Zawiercia) przy utwardzonej drodze polnej w kierunku Karlina :)

Usytuowana w polach, między trawami i łanami zbóż Rzędowa Skała robi ogromne wrażenie. „Jurajski Giewont” – to określenie idealnie do niej pasuje, ale oczywiście to nie jedyny „Giewont” na obszarze Jury – skał z krzyżami jest tam więcej :)

Bez problemu i bez lin można wejść na szczyt Rzędowej Skały i z niego podziwiać przepiękne widoki okolicy :)

Doskonale widać Górę Chełm, o której niedawno Wam opowiadałam, a także Górę Birów i Zamek Ogrodzieniec (to te maleństwa na horyzoncie następnego zdjęcia) 😉 I o ile na Górze Birów i na Zamku Ogrodzieniec spacerują tłumy turystów, tu bez biletu wstępu można podziwiać sielski krajobraz i odpoczywać w spokoju :)

I jeszcze jeden widok ze szczytu Rzędowej Skały na okolicę – to niesamowite ile piękna kryje w sobie Jura Krakowsko-Częstochowska :)

Oprócz podziwiania widoków (o czym już nie raz pisałam) na jurajskim szlaku można też spotkać wiele ciekawych roślinek. Ja oprócz tego, że je podziwiam, lubię je też fotografować. Będąc ostatni raz pod Rzędową Skałą wypatrzyłam takie oto goździki :)

Rzędową Skałę można obejść i obfotografować – na tle błękitnego nieba szczególnie pięknie się prezentuje, nieprawdaż ??? 😉

A na kolejnym zdjęciu hmmm… „wielka miłośniczka jurajskich widoków”, czyli moja skromna osoba na tle Rzędowej Skały 😉

W skrócie to wszystko – niestety nie znam żadnych legend związanych z tą skałą (nie wiem nawet, czy takie istnieją), ale jedno wiem na pewno – będąc już na Zamku Ogrodzieniec, czy na Górze Birów warto wypatrzeć w oddali tą samotnie położoną w polach skałę i podjechać, by zobaczyć ją z bliska :)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO :) :) :)
I tradycyjnie już na koniec zachęcam do czytania mojego kolejnego wpisu :)

48. Źródła rzeki Centurii

Witam Cieplutko !!!!!!!! :) :) :)

Ostatnio opowiadałam o „tajemniczym” rezerwacie przyrody „Góra Chełm”, a dzisiaj     (tak jak obiecałam kończąc poprzedni wpis) opowiem o miejscu, które najkrócej można by scharakteryzować jako „oazę ciszy, spokoju i piękna natury” – opowiem Wam o źródłach rzeki Centurii  :)

W pobliżu wsi Hutki-Kanki (gmina Ogrodzieniec, powiat zawierciański, województwo śląskie) w lasach u podnóża Góry Chełm, biją źródła rzeki Centurii. Źródła te w Kronice Jana Długosza były uważane za jedne ze źródeł Białej Przemszy.

Źródła rzeki położone są na wysokości 345 m n.p.m., w dolinie porośniętej lasem sosnowym. Woda źródlana w ilości 20-70 l/s wypływa z grubej warstwy piasków. Nisza źródliskowa jest płaska i otoczona wysokimi, stromymi, piaszczystymi zboczami. Zespół źródeł rzeki jest uznany za pomnik przyrody nieożywionej na mocy rozporządzenia wojewody śląskiego z 3 czerwca 2004 roku (t.j. Dz. Urz. Woj. Śl. nr 50 z 2004 r., poz. 1580) w celu ochrony cennego przyrodniczo zespołu źródeł rzeki Centurii. Powierzchnia objęta ochroną wynosi 1,23 ha i znajduje się na terenie Parku Krajobrazowego Orlich Gniazd.
Wypływ położony jest na wysokości około 345 m n.p.m., w strefie progu górnojurajskiego (kuesty), w dnie głębokiej na około 20 m dolinie, wciętej w płaską wierzchowinę porośniętą borem sosnowym. Woda źródlana w ilości 20-70 l/s wypływa z grubej warstwy piasków. Piaszczyste tereny, z których wypływa Centuria oraz wykształcony jej górny odcinek są efektem zasypania obniżeń u podnóża wapiennej kuesty w plejstocenie. Cała nisza źródliskowa jest płaska, otoczona wysokimi, stromymi, piaszczystymi zboczami. Woda ze źródeł odpływa meandrującą strugą przez podmokłe dno doliny w kierunku południowym. Centuria jest prawobrzeżnym dopływem Białej Przemszy (dorzecze Wisły).

Źródła Centurii stanowią unikatowy zespół zachowanych w stanie naturalnym wypływów wód podziemnych. Walorem tego obiektu są m.in. właściwości wód zasilających wypływy. Wody podziemne krążące w wapieniach górnej jury, posiadające typowe cechy wód obszarów wapiennych, w strefie kuesty zasilają poziom wodonośny piasków plejstoceńskich, gdzie ulegają dodatkowej filtracji i wypływają w źródłach Centurii.
Głęboko wcięta, podmokła dolina z zespołem źródeł Centurii stanowi doskonałe siedlisko dla zróżnicowanej roślinności wodno-błotnej.

Z pewnością jest to miejsce godne zobaczenia – sama planuję wkrótce odwiedzić je ponownie i żółtym szlakiem „Zamonitu” udać się do Ośrodka rekreacyjnego Krępa (tam jeszcze nie byłam 😉 ). Oczywiście jeśli tylko te plany mi wypalą, to nowe zdjęcia będą 😉

A wracając do tej wyprawy dodam jeszcze, że będąc we wsi Hutki Kanki moją uwagę przykuła również kapliczka domkowa. Zauważyłam ją dojeżdżając do Góry Chełm, gdyż znajduje się ona przy drodze dojazdowej. Podobno została wybudowana w 1861 roku przez właścicieli młyna wodnego – Katarzynę i Jakuba Molów, w celu zapewnienia sobie potrzebnej do zbawienia modlitwy.

Rzeka Centuria nie jest jedyną rzeką mającą swe źródła na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Zupełnie niedaleko w Bzowie swój początek bierze Czarna Przemsza, a w Kromołowie znajdują się źródła Warty.

Na zdjęciu poniżej kapliczka pod wezwaniem św. Jana Nepomucena w Kromołowie, w której znajduje się główne źródło Warty (niedawno tamtędy przejeżdżałam i oczywiście zdjęcie zrobiłam, więc tu przy okazji pokazuję 😉 )

I to już wszystko na dzisiaj :)                                                                                           Źródła Centurii to z pewnością uroczy zakątek na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej       – warto było tam pojechać i poznać to miejsce :)

POZDRAWIAM i udanych, wakacyjnych wycieczek Wszystkim życzę :) :) :)

47. Rezerwat przyrody „Góra Chełm”

Witam serdecznie Wszystkie zaglądające tu do mnie osoby :)

Dzisiaj opowiem pokrótce o działaniach mających na celu ochronę przyrody w Polsce i zabiorę Was do miejsca, gdzie w wyniku takich działań przyroda jest doskonale chroniona. :)

Ochrona przyrody to poważna sprawa, w Polsce ma wielowiekową tradycję. Pierwsze przepisy dotyczące jej ochrony pojawiły się już na początku istnienia państwa polskiego. W czasach Bolesława Chrobrego wprowadzono zakaz polowania na bobry i było to pierwsze prawo dotyczące ochrony dzikich zwierząt. Kazimierz Wielki w statutach Wiślicko – Piotrkowskich nakazał ochronę lasów, natomiast Władysław Jagiełło w roku 1423 zawarł w Statucie Wareckim zapisy dotyczące ochrony cisa i „większych zwierząt” oraz okresów ochronnych zwierząt łownych. Książęta mazowieccy szczególną opieką otaczali tura, dla ochrony którego ustanowili nawet specjalną straż, której zadaniem było doglądanie i dokarmianie tych zwierząt. Jednak dopiero w XX wieku na szerszą skalę podjęto działania oparte na naukowych podstawach mające służyć ochronie przyrody. Dynamiczny rozwój przemysłu, urbanizacja oraz intensyfikacja rolnictwa zapoczątkowane w XIX w. doprowadziły do zanieczyszczenia środowiska i stąd ta mobilizacja. W 1928 roku powstała Liga Ochrony Przyrody – najstarsza organizacja ekologiczna w kraju.  Zgodnie z obowiązującą aktualnie w Polsce ustawą z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody, celem ochrony przyrody w Polsce jest: utrzymanie stabilności ekosystemów i trwałości procesów ekologicznych, zachowanie różnorodności biologicznej, w tym zapewnienie ciągłości istnienia wszystkich gatunków roślin, zwierząt i grzybów wraz z ich siedliskami, ochrona walorów krajobrazowych, zadrzewień oraz zieleni w miastach i wsiach, utrzymywanie lub przywracanie do właściwego stanu ochrony siedlisk przyrodniczych, a także pozostałych zasobów, tworów i składników przyrody, zachowanie dziedzictwa geologicznego i paleontologicznego oraz kształtowanie właściwych postaw człowieka wobec przyrody poprzez działalność edukacyjną, informacyjną i promocyjną. Dzięki tej ochronie możemy przyrodę podziwiać i w niej odpoczywać, pozyskiwać z niej surowce, rozwijać gospodarkę, badać gatunki dla młodszych pokoleń i tworzyć leki. Obowiązująca obecnie ustawa (ustawa o ochronie przyrody z dnia 16 kwietnia 2004 roku) ustanowiła dziesięć form ochrony przyrody. Poza ochroną gatunkową roślin, zwierząt i grzybów są to parki narodowe, rezerwaty przyrody, parki krajobrazowe, obszary chronionego krajobrazu, obszary Natura 2000, użytki ekologiczne, pomniki przyrody, stanowiska dokumentacyjne i zespoły przyrodniczo-krajobrazowe.

Również i na obszarze Jury Krakowsko-Częstochowskiej utworzono liczne rezerwaty (np. Rezerwat Parkowe, Rezerwat Smoleń, Rezerwat Ruskie Góry, Rezerwat Dolina Szklarki, Rezerwat Dolina Racławki, Rezerwat Lipowiec, Góra Chełm, Góra Zborów, czy Sokole Góry) i parki krajobrazowe (Park Krajobrazowy Orlich Gniazd, Park Krajobrazowy Pustynia Błędowska). Znajduje się tu również Ojcowski Park Narodowy i mnóstwo pomników przyrody. W jednym wpisie nie sposób opowiedzieć o wszystkim. Kiedyś  opowiadałam już o Górze Zborów, a dzisiaj chciałabym przedstawić niedawno (dwukrotnie) przeze mnie odwiedzony Rezerwat przyrody „Góra Chełm”. :)

Wzgórze wapienne Chełm (440 m n.p.m.), będące Rezerwatem przyrody „Góra Chełm” znajduje się w okolicy miejscowości Hutki-Kanki (województwo śląskie, powiat zawierciański, gmina Łazy). Rezerwat ten powstał w 1957 roku i liczy 12,56 ha powierzchni. I uwaga! – zanim rozpiszę się o nim dokładniej (by nie wprowadzać w błąd) wyjaśnię, że jest w Polsce w województwie podkarpackim, na terenie gmin Frysztak i Wiśniowa rezerwat o identycznej nazwie „Góra Chełm” :) Ja jednak będę dzisiaj opowiadała o tym „moim jurajskim” 😉

Szczyt Góry Chełm porośnięty jest z jednej strony ciepłolubną buczyną naskalną, a z drugiej buczyną sudecką. Dzięki temu rezerwat sprawia wrażenie reliktu z czasów panowania surowego klimatu. Porasta on grupę kilkudziesięciu ostańców. Las jest ciemny, zwarty, tajemniczy – nawet przy pięknej, słonecznej pogodzie spacerując nim można poczuć ten specyficzny klimat. Mnie skojarzył się z takim bajkowym, zaczarowanym lasem 😉

Na terenie rezerwatu stwierdzono ponad 220 gatunków roślin naczyniowych, z czego 20 podlega ochronie całkowitej, a 8 ochronie częściowej. Ścisłą ochroną objęte są m.in.: widłak goździsty, rojnik pospolity, bluszcz pospolity, paprotka zwyczajna, dziewięćsił bezłodygowy, śnieżyczka przebiśnieg, lilia złotogłów, wawrzynek wilczełyko i storczyki. Z roślin objętych częściową ochroną występują m.in.: naparstnica zwyczajna, kopytnik pospolity, pierwiosnka wyniosła, pierwiosnka lekarska, marzanka wonna, kalina koralowa, konwalia majowa. Z roślin niższych w rezerwacie i jego otoczeniu licznie występują mchy i porosty. Czytelne tablice informacyjne znajdują się zarówno od wschodniej, jak i zachodniej strony rezerwatu – będąc tam warto się z nimi zapoznać, by z nich dowiedzieć sporo ciekawych rzeczy o rezerwacie i występującej w nim roślinności :)

Przez Górę Chełm biegnie zielony szlak dla pieszych, zwany Szlakiem Tysiąclecia (Bytom-Skarżyce, łącznie 99 km). Doskonale oznakowany – ręczę za to, bo niedawno sama brałam udział w jego odnawianiu na odcinku Siewierz-Skarżyce. Wtedy to właśnie przechodząc przez Górę Chełm zachwyciłam się nią po raz pierwszy. Ponieważ jednak zapracowana (malowanie szlaków turystycznych, to wbrew pozorom nielekka praca), nie miałam możliwości dłużej tam zabawić, ani porobić zdjęć, postanowiłam odwiedzić ją ponownie. Dwa tygodnie później już sama na rowerze dotarłam do niej – zwiedziłam ją dokładnie i zrobiłam dużo zdjęć –  wszystkie wstawiane tu do wpisu zdjęcia pochodzą właśnie z tej wycieczki :)

Zróżnicowanie zbiorowisk roślinnych na Górze Chełm pociąga za sobą znaczne zróżnicowanie występującej tam fauny. Do najczęściej spotykanych należą: lis, sarna, zając szarak, jaszczurka zwinka oraz ok. 40 gatunków ptaków. Występują tu również takie gatunki jak: dudek, puszczyk, dzięcioł czarny i zielony, dzięcioł zielonosiwy, zięba, gołąb siniak, szpak, kawka, świergotek drzewny, pokrzywniaca, trznadel, sikora i inne. Niestety żadnego ptaszka nie udało mi się „ustrzelić” aparatem, za to ich śpiewy towarzyszyły mi podczas całego spaceru :)

Na zdjęciu poniżej kolejna wypatrzona w rezerwacie roślinka –  jasnota żółta :)

Niestety, wiosną 2003 r. w północnej części rezerwatu miał miejsce pożar. Spaleniu uległy dziesiątki gatunków roślin runa, niezliczone ilości gatunków zwierząt bezkręgowych, grzybów i mikroorganizmów dla których temperatura palącej się grubej warstwy zlegających liści i murszu była zabójcza. Wiele młodych drzew nie przeżyło tego pożaru. Jeszcze długo, w zasięgu pożaru, będziemy oglądać martwice na pniach drzew.
Wiele drzew w rezerwacie osiągnęło imponujące rozmiary i wiek nawet 170 lat! Niektóre z nich, osłabione wiekiem i pożarem, uległy pod naporem silnych wiatrów i wywróciły się bądź zostały złamane dając miejsce następnemu pokoleniu.

To niezwykłe miejsce – dzikość… cisza… tajemniczość …                                           Mam nadzieję, że udało mi się uchwycić jego specyficzny klimat 😉

Na terenie Góry Chełm można poruszać się jedynie pieszo po wyznaczonym szlaku – obowiązuje zakaz jazdy konnej i motocyklami oraz zakaz biwakowania, rozpalania ognisk i wprowadzania psów. Na rowerze też nie wolno tam jeździć – ja po wejściu na teren rezerwatu mój rower dokładnie ukryłam 😉 i dalej już poruszałam się pieszo, zresztą miejscami na ścieżce leżały poprzewracane drzewa, więc przejechanie rowerem byłoby tam i tak niemożliwe.

Dla rowerów wytyczono zielony szlak „Wokół Góry Chełm”, o długości 2,5 km. Nie zerkając na mapę i naiwnie wierząc, że objadę ją wkoło postanowiłam to zrobić. Początkowo szlak ten prowadził polami – góra wtedy była pięknie widoczna, niestety później wszedł w las i jadąc lasem góry już nie było widać. Niezbyt mi się to spodobało, ale oznakowanie było dobre, więc jechałam dalej, aż w pewnym momencie po spotkaniu z zielonym szlakiem dla pieszych biegnącym przez Górę Chełm, ten zielony rowerowy otaczający ją nagle się skończył. Gdybym wiedziała, że tak będzie to raczej na jazdę nim bym się nie pisała, a teraz cóż… wracać tą samą drogą mi się nie chciało, więc zdecydowałam się bez oznakowania jakoś na własną rękę objechać tą górę i dojechać z powrotem do wsi Hutki-Kanki. Niestety nie udało się, ale jak to mówią „nie ma złego, co by na dobre nie wyszło”, bo po lesie się przejechałam i nawet przed zmrokiem z niego wyjechałam 😉 tylko, że zamiast powrócić do wsi Hutki-Kanki ja wylądowałam we wsi Rodaki. Najzabawniejsze jest to, że planując ten wyjazd w domu, brałam też pod uwagę odwiedzenie Rodak (woj. małopolskie, powiat olkuski, gmina Klucze), a konkretnie zobaczenie w nim kościółka drewnianego, ale później stwierdziłam, że jest już za późno na to. Wyobraźcie więc sobie moje zdziwienie, gdy nagle przed moimi oczami pojawił się ten kościółek. Doskonale go rozpoznałam, chociaż już kilka lat minęło odkąd byłam tam ostatni raz, zresztą w tamtej okolicy to jedyny drewniany kościółek.

Piękna architektura – prawdziwa perełka… i jak widać na zamieszczonym poniżej zdjęciu niedawno był odnowiony (podobno w 2006 roku) :)

Ten drewniany kościółek pod wezwaniem św. Marka został wzniesiony prawdopodobnie przed rokiem 1601 r. z drewnianą dzwonnicą z XVIII lub XIX wieku. Przy jego budowie nie używano gwoździ. Kościółek jest jednonawowy, częściowo z podcieniami, od północy zwieńczony zakrystią i otwartymi sobotami. Na pokrytym gontem dachu znajduje się barokowa wieżyczka.
W głównym, późnobarokowym ołtarzu znajduje się obraz św. Marka. W bocznym ołtarzu kościoła znajdował się także posąg św. Mikołaja z początku XV wieku, który przeniesiony został do nowego kościoła w Rodakach. Znajduje się tam także epitafium Krzysztofa Zawalskiego, zmarłego w 1673 roku. Zabytkową świątynię otacza kamienny mur. W 2001 roku kościółek został wpisany na listę obiektów drewnianych w Małopolsce i włączony do SAD – Szlaku Architektury Drewnianej województwa małopolskiego.

Chyba każdy zgodzi się ze mną, że takie kościółki mają swój niepowtarzalny klimat. Niestety tego dnia kościółek był zamknięty :( Odpoczęłam więc pod nim chwilę, zrobiłam mu kilka zdjęć, dzwonnicy również i opuściłam Rodaki.

Szybko dojechałam do drogi 791 i nią już przez Ogrodzieniec, Zawiercie powróciłam do „mojej Poręby”. Początek tej drogi powrotnej nie był lekki – wysokie podjazdy, serpentyny, warunki jazdy jak w górach, a kondycja po zimie jeszcze nie najlepsza. Później jednak górki się skończyły i do domu dojechałam bez problemu – nawet szybciej niż myślałam :)

Kończąc dodam jeszcze, że tego dnia zanim dotarłam do Góry Chełm zwiedziłam najpierw znajdujące się w jej pobliżu źródła Rzeki Centurii. To wyjątkowo piękne miejsce i temat na dłuższą opowieść, ale o tym opowiem już następnym razem 😉

POZDRAWIAM i zachęcam do czytania mojego kolejnego wpisu :) :) :)

45. Na jurajskim szlaku: Zamek „Bąkowiec” i Okiennik Wielki

WITAM SERDECZNIE :) :) :)

Poprzednio była relacja z pierwszej tegorocznej wycieczki samochodowej na Jurę, a dzisiaj opowiem o moim pierwszym dłuższym rowerowym wypadzie. Jego celem był Zamek „Bąkowiec” w Morsku i Okiennik Wielki – skała znajdująca się na terenie wsi Piaseczno/Skarżyc. O miejscach tych już kiedyś tu opowiadałam (wpis nr. 4 Zamek „Bąkowiec” i wpis nr. 3 Okiennik Wielki) – czas nieubłaganie płynie i było to już 2 lata temu. Od tej pory Zamek „Bąkowiec” i Okiennik Wielki były kilkakrotnie celami moich wycieczek rowerowych, bądź przystankami na trasach. Piękno tych miejsc przyciąga mnie jak magnes i dlatego też rozpoczynając mój tegoroczny sezon rowerowy w pierwszej kolejności postanowiłam właśnie tam pojechać. Pierwsze podejście niestety było nieudane, bo w trakcie jazdy pogoda się załamała i będąc w Mrzygłodzie zdecydowałam się zawrócić. Zanim to jednak nastąpiło oczarowana rzepakowymi polami na jednym z nich zrobiłam małą sesję fotograficzną 😉

Żółte pola, usłane dywanem kwitnącego rzepaku to widok, który niezmiennie co roku zachwyca mnie, zresztą o tym, że nie tylko mnie świadczą ilości zdjęć o tej tematyce  wrzucane corocznie na różne fora fotograficzne przez ich użytkowników :)

Dla mnie to najpiękniejszy wiosenny widok, zapach też lubię – urzeczona jeszcze jedno zdjęcie pozwolę sobie dodać :)

Niestety w życiu tak bywa, że nie zawsze droga prowadzi nas do celu…

Tego dnia celu nie osiągnęłam, ale za to tydzień później pogoda mi sprzyjała – cieplutko, błękitne niebo i dla ochłody lekko powiewający wiaterek. Jedynie kondycja po zimie nie najlepsza, ale i tak dzielnie pokonywałam kolejne km. Po zdobyciu Góry Włodowskiej i regenerującym odpoczynku na rynku (tego dnia był konieczny), nakierowałam się na Morsko. Mało uczęszczaną asfaltową drogą szybko i komfortowo dojechałam do Morska i gdy Zamek „Bąkowiec” po kilkumiesięcznej przerwie stanął przed moimi oczami bardzo się ucieszyłam :)

Jak już wspomniałam o zamku tym już kiedyś było, więc by się nie powtarzać osoby zainteresowane nim – jego historią, położeniem, legendami odsyłam do archiwalnego wpisu nr.4 :)

Jak zwykle obeszłam i obfotografowałam go – nowych zdjęć nigdy za wiele 😉

A odpoczywając i podziwiając to niezwykłe połączenie muru ze skałą doszłam do wniosku, że przez te częste odwiedziny Zamek „Bąkowiec” stał się jednym z moich ulubionych miejsc na Jurze :)

Drugim punktem programu był Okiennik Wielki. By do niego dojechać będąc pod „Bąkowcem” zdecydowałam się z drogi dojazdowej do zamku odbić w szlak czerwony dla pieszych. Osobom niezorientowanym wyjaśniam, że jest to główny szlak na Jurze, zwany Szlakiem Orlich Gniazd. Mapa w plecaku, oznakowanie bardzo dobre (widać, że ten odcinek niedawno był odnawiany), więc spokojna, że do celu dotrę pojechałam. Niestety szlak dla pieszych nie jest najlepszy do jazdy rowerem – szybko się o tym przekonałam i zamieniłam w turystkę pieszą pchającą rower :)

Idąc lasem mogłam za to lepiej dojrzeć ukryte wśród drzew skałki:

Jednak dopiero Cudzownik na tle błękitnego nieba wzbudził mój zachwyt:

Wkrótce przecięłam asfaltową drogę biegnącą z Lgoty Murowanej do Skarżyc i po niedługim czasie z lasu wyłonił się Okiennik Wielki. Jak już wspominałam byłam pod nim wielokrotnie, ale od tej strony jeszcze go nie witałam.

Okiennik Wielki właściwie znajduje się na gruntach wsi Piaseczno, ale potocznie zwie się go Okiennikiem Skarżyckim, gdyż faktycznie jest położony najbliżej tej miejscowości (obecnie to dzielnica Zawiercia).

Okiennik Wielki to wyniosła i zarazem jedna z najpiękniejszych na Jurze skał, jak również jedno z najbardziej ulubionych miejsc do uprawiania wspinaczki skałkowej.
Koło szczytu Okiennik przebity jest charakterystycznym ok. 7 metrowym tunelem o średnicy ok. 5 metrów, który jest wymienianym w nazwie skały oknem.                     Według historyków ok. XII-XIII wieku u podnóża skał istniał obronny gród o konstrukcji drewnianej; ślady murów miały być widoczne jeszcze w XIX wieku. Ślad po jego istnieniu zachował się ponadto w legendach, mówiących, że istniał tu gród lub osada, zamieszkały przez zbójników. Istnieją podania, które łączą Okiennik z właścicielami zamku w Morsku, czy też z Janosikiem, który miał ukryć tu swoje skarby a także z XIX-wiecznym rozbójnikiem Malarskim, który miał zamieszkiwać znajdująca się poniżej „okna” jaskinię. W 1921 roku w jaskini odkryto narzędzia krzemienne z okresu środkowego paleolitu, które obecnie znajdują się w Muzeum Archeologicznym w Krakowie.

Okiennik Wielki zachwyca kształtem i wielkością, ale można się również zachwycić podziwiając z niego widoki okolicy.

I jeszcze jedno zdjęcie zrobione z pewnej wysokości – niestety wspinać się po linach nie potrafię i na jego szczycie nie byłam :(

Ponieważ po raz pierwszy będąc tam nie spotkałam żadnych wspinających, na „Bąkowcu” też tego dnia nie było turystów doszłam do wniosku, że środowe popołudnia będą idealne do delektowania się Jurą w samotności i robienia zdjęć bez ludzi w kadrze. Od czasu tego wyjazdu odbyłam już kilka kolejnych wycieczek rowerowych i jest dokładnie tak, jak za pierwszym razem. Myślę, że dopiero wakacje to zmienią i turystów oraz wspinających będzie można spotkać wszędzie zarówno w weekendy, jak i w tygodniu.

Zaczęło się jednak robić późno i nadszedł czas, by wracać do domu. Pożegnałam się więc z Okiennikiem i na pożegnanie zrobiłam mu kolejne zdjęcia, tylko już od drugiej strony:

Kolejny kadr z wiosennym akcentem na pierwszym planie :)

I ostatnie już zdjęcie zrobione z oddali. Jak widać potężna skała zmalała wtopiona w otoczenie :)

Wyjazd ten zaliczam do bardzo udanych. Ach jak miło było odwiedzić ponownie te piękne miejsca na Jurze i pooddychać świeżym jurajskim powietrzem !!! :)

Zachęcam Wszystkich do zaglądania na mój blog i czytania relacji z moich kolejnych wycieczek, a także zwiedzania tych opisywanych i polecanych przeze mnie miejsc. :) :) :) POZDRAWIAM :) :) :)

44. W Dolinie Wodącej…

Atrakcyjnych miejsc na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej nie brakuje, tak więc planując pierwszy tegoroczny, wiosenny wyjazd miałam wielki dylemat jaki kierunek obrać. W końcu zdecydowałam się odwiedzić Zamek Smoleń (o jednym z wypadów na ten zamek opowiadałam już kiedyś – wpis nr. 8 ), a następnie przespacerować Doliną Wodącej. Moim synom pomysł takiej wycieczki bardzo się spodobał i pojechaliśmy :) O Dolinie Wodącej – licznych jej atrakcjach i walorach nie raz słyszałam i czytałam, ale ciągle coś stawało na przeszkodzie, bym ją odwiedziła i poznała. Jesienią zeszłego roku byłam już bardzo blisko osiągnięcia tego celu, ale z powodu pewnych przeszkód (wnikanie w nie daruję sobie 😉 ) wyprawa zakończyła się kolejnym już w moim życiu zwiedzaniem ruin Zamku w Smoleniu i Wodąca pozostała dalej w planach i marzeniach.

Tym razem po zaparkowaniu samochodu u podnóża Zamku w Smoleniu (jest tam niewielki, bezpłatny parking), mijając go udaliśmy się od razu szlakiem czarnym w kierunku Doliny Wodącej. Wkrótce szlak ten spotkał się z niebieskim i dalej już wędrowaliśmy niebieskim. Uwaga! W tym miejscu warto zatrzymać się i spojrzeć za siebie, by zobaczyć piękny widok wyłaniającej się ze wzgórza zamkowej wieży:

Następnie weszliśmy do lasu i dostrzegliśmy ukryte w nim skałki, ale na razie z drogi nie zboczyliśmy, za to z niecierpliwością wypatrywaliśmy większych skał, które według mapy powinny pojawić się. I faktycznie wkrótce las skończył się i naszym oczom pojawił się taki oto wspaniały widok:

Były to tzw. Zegarowe Skały – jeden z największych i najbardziej skomplikowanych zespołów skał wapiennych na Jurze. Ich ciekawa budowa, liczne bryły i wyżłobienia są efektem niszczącej działalności wody, która wytapiając się z lodowca, wierciła turnie i jaskinie w dość miękkim wapieniu. Zresztą proces erozji tych skał nadal postępuje.

Skały te oczywiście są bardzo lubiane i oblegane przez miłośników wspinaczki skałkowej – tego dnia również ich nie brakowało. Przypatrzyliśmy się ich wyczynom, a następnie ruszyliśmy, by odnaleźć i zobaczyć słynną Jaskinię Zegar.

Jest ona szerokim, jasnym tunelem o długości 42 m, wewnątrz przedzielonym słupem skalnym. Prawdopodobnie ok. 40-10 tys. lat temu (w epoce górnego paleolitu) zamieszkiwali ją przedstawiciele kultury oryniackiej.

Według miejscowej legendy jej nazwa pochodzi od głosów wydobywających się z wnętrza Skał Zegarowych, które kojarzyły się miejscowej ludności z biciem zegara.

Jaskinia ta znajduje się na tzw. Szlaku Jaskiniowców. Rozpoczyna się on przy przysiółku Podlesie i ma 10 km długości. Poprowadzono go przez Dolinę Wodącej w 2005 r. właśnie ze względu na licznie występujące tu jaskinie i skały, a także atrakcyjność całego terenu. Hmmm…koniecznie muszę odwiedzić ponownie Dolinę Wodącej, by przejść i poznać cały ten szlak :)

Pierwszy punkt programu zaliczony, wracamy więc do miejsca, gdzie opuściliśmy szlak niebieski i wędrujemy nim dalej. Malowniczy teren, pierwszy ciepły i słoneczny weekend po zimie (18 marca 2012) – idealne warunki do wędrówki :) Wędrujemy więc, a kolejną atrakcją jest Skała Biśnik. To jeden z najlepszych przykładów nagromadzenia w jednym miejscu śladów osadnictwa ludzkiego od stukilkudziesięciu tysięcy lat wstecz oraz jednego z najciekawszych stanowisk paleolitycznych w Polsce. W jej kompleksie znajduje się Jaskinia Na Biśniku i Jaskinia Psia.

Niestety grotołazem jeszcze nie jestem, do środka nie wchodziłam, ale zerkając mogę powiedzieć, że wymaga to sporej odwagi i umiejętności :)

Zamiast tego razem z moimi synami wdrapałam się na szczyt Biśnika , by móc podziwiać z niego malownicze widoki:

Niezorientowanym w tym terenie osobom wyjaśnię, że ta położona niedaleko Pilicy Dolina Wodącej jest dosyć rzadkim przykładem suchej doliny krasowej. Jest tu zamek, grodziska, skały oraz jaskinie, czyli wszystkie „składniki” doliny – tylko wody nie ma. Nazwa Wodąca jest właśnie określeniem miejscowej ludności na tego typu zjawisko przyrodnicze.

Po odpoczynku i posiłku na szczycie Biśnika ruszamy dalej w drogę, a naszym celem jest ukryte w lesie Grodzisko Pańskie. Znajduje się ono na wzniesieniu sięgającym ok. 480 m. n.p.m. Jest to grupa skałek, na której stosunkowo niedawno odkryto pozostałości grodziska z XIII w. Prawdopodobnie ten gród był dawniej identyfikowany jako Smoleń lub Pilica i został zdobyty około 1300 roku przez wojska Wacława II. Po tym najeździe przestał istnieć. Ostatnie badania grodziska ujawniły jego skomplikowaną budowę i historię osadnictwa. Podobno okoliczne skały były zamieszkiwane przez myśliwych już w okresie neolitu. Jednak to dopiero nasi przodkowie za panowania Piastów dokonali przekształceń w konfiguracji skał.

Na zdjęciu brama skalna z „kominem” :)

Grodzisko, choć ukryte w lesie jest dobrze przystosowane do zwiedzania za pomocą łańcuchów i platform. Wejść można właściwie wszędzie, co pozwala wyobrazić sobie dawną warownię. Ze szczytów wysokich skał można z kolei podziwiać rozległy krajobraz.

Na kolejnym zdjęciu platforma widokowa znajdująca się na jednej ze skał Grodziska :)

Niedaleko od Grodziska Pańskiego znajduje się jeszcze tzw. Grodzisko Chłopskie, ale my już odpuściliśmy sobie jego poszukiwania,. Zaczęło robić się późno, chłopcy byli już zmęczeni, a my po pierwsze musieliśmy powrócić pod Zamek Smoleń, a po drugie chcieliśmy go sobie jeszcze na koniec zwiedzić.

Jak już wspominałam zamek ten odwiedzałam kilkakrotnie w moim życiu, moi synowie też już widzieli go kilka razy, ale tego dnia w promieniach zachodzącego słońca wyglądał niesamowicie:

Już od dawna marzyło mi się, by móc zobaczyć zachód słońca nad jakimś jurajskim zamkiem – tego dnia w Smoleniu to marzenie spełniło się. Oczarowana robiłam jedno zdjęcie za drugim :)

Z zamkiem Smoleń i ze znajdującą się tam studnią związana jest legenda. Otóż głęboką studnię wykuli w skale wzięci w niewolę Tatarzy. Przypuszcza się że na jej dnie istnieje sieć podziemnych korytarzy. Legenda mówi iż łączą się one z jaskinią Biśnik koło Grodziska oraz innymi grotami, których w okolicy jest ok. 50. Podobno przy kopaniu studni Tatarzy natrafili na boczny korytarz wydrążony przez wodę i tam właśnie jakoby ukryto wielkie skarby. Nie wielu o tym wiedziało, a kto nie potrafił dochować tajemnicy, lądował w studni i podobno do dzisiaj obok skarbów leżą ludzkie szkielety.

Przypominam, że o jednej z wycieczek na ten zamek opowiadałam już we wpisie nr 8 – osoby zainteresowane moimi ówczesnymi wrażeniami i zdjęciami odsyłam tam, ale i tu dzisiaj pozwolę sobie przytoczyć najważniejsze informacje dotyczące tej twierdzy 😉

Zamek został wzniesiony w połowie XIV wieku, najprawdopodobniej przez Ottona z Pilczy herbu Topór i zastąpił istniejącą tu wcześniej strażnicę. Z początku był to mały, wieloboczny, kamienny obiekt zwężający się przy wysokiej, cylindrycznej wieży. W późniejszych latach u stóp skały dobudowano dwa zamki dolne, otoczone grubymi murami z bramą wjazdową, która zachowała się do dziś. Na dziedzińcu zamkowym znajduje się studnia, którą według tradycji wykuć mieli jeńcy tatarscy, a jej głębokość miała wynosić 200 m.
W XVI wieku zamek nabył Seweryn Boner i przekształcił go w renesansową rezydencję. Później warownia przeszła w ręce Padniewskich, jednakże pomimo modernizacji bardzo szybko przestała wystarczać rosnącym w potęgę i bogactwo właścicielom. Ograniczona powierzchnia wzgórza utrudniała dalszą rozbudowę, zaś kiepskie połączenia komunikacyjne spowodowały, że Padniewscy postanowili przenieść się do Pilicy, gdzie było dość miejsca, by wybudować nową, okazalszą siedzibę.
Zamek pozostawiony zaczął niszczeć, zaś jego los przypieczętowali Szwedzi, dewastując go w 1655 roku.

Nie ulega wątpliwości, że teren na którym powstał zamek był wprost idealny do wybudowania warowni obronnej – w czasach swojej świetności zamek ten wspaniale górował nad okolicą i doskonale spełniał obronną funkcję. Niestety z czasem popadał w coraz większą ruinę i do dzisiaj pozostała jedynie wieża i niewielkie fragmenty murów. Będąc tam jednak ostatnio zauważyłam, że śmieci wysprzątano, krzaki i niektóre drzewa wykarczowano. Wieść głosi, że planowane są kolejne prace na zamku – zabezpieczenie murów i badania archeologiczne.

Dodam jeszcze tylko, że Zamek Smoleń znajduje się na Jurajskim Rowerowym Szlaku Orlich Gniazd i już kończę tą relację z mojej pierwszej wiosennej akurat nie rowerowej, tylko samochodowej wycieczki na Jurę :)

Oczywiście zachęcam Wszystkich do poznawania tego niezwykłego regionu Polski i wędrowania Szlakiem Orlich Gniazd :)

POZDRAWIAM :) :) :)