52. W Złotym Potoku – Pałac Raczyńskich i Dworek Krasińskich

Złoty Potok to wieś w Polsce położona w województwie śląskim, w powiecie częstochowskim, w gminie Janów, na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej przy drodze wojewódzkiej nr 793. Wśród jej licznych atrakcji na szczególną uwagę zasługuje Pałac Raczyńskich i usytuowany obok niego Dworek Krasińskich. Jeżdżąc co tydzień na rowerze udało mi się i tam dojechać, opowiem więc dzisiaj o tych obiektach i ich otoczeniu 😉

Pierwotnie na miejscu Pałacu Raczyńskich stał dwór obronny, zbudowany najprawdopodobniej w 1581 r., później kilkakrotnie przebudowany. Zmieniali się też jego właściciele. Dwór, nazywany już zamkiem, następny właściciel Jan Koryciński odsprzedał w 1625 r. Stanisławowi Koniecpolskiemu, który przekazał go swemu bratankowi Janowi Koniecpolskiemu, założycielowi Janowa. Kolejnymi właścicielami zamku byli Potoccy, a następnie – z nadania carycy Katarzyny II – przejęli go książęta kurlandzcy, Bironowie, którzy nie mieszkali w Potoku.
Niezamieszkany zamek stopniowo podupadał i następni właściciele (Szaniawscy, a później Pruszakowie) nie remontowali go i użytkowali tylko część budynku, mieszkając we dworze w Żurawiu. W 1829 r. nie nadający się do zamieszkania zamek przejął siostrzeniec Pruszaków, Stanisław Leski. Wybudował on obok zamku parterowy dworek, w którym mieszkali kolejni właściciele Potoku – Skarżyńscy i Pintowscy. Posiadłości potockie były wtedy zadłużone, a zamek stał pusty i obracał się w ruinę.

W latach 1903-1905 pałac został gruntownie przebudowany wg projektu Jana Heuricha i Zygmunta Hendla. Hrabia Karol Raczyński ożenił się z księżną Stefanią Czetwertyńską i przygotował pałac jako swoje gniazdo rodzinne. Front zwrócony na zachód zdobi pięcioosiowy ryzalit, zakończony trójkątnym przyczółkiem z kartuszem herbowym. W północnym skrzydle znajdowała się romantyczna wieża, którą ze względów strategicznych rozebrano w połowie 1939 r.
Przed portykiem zdobiącym główne wejście do pałacu ustawione są dwa marmurowe lwy, podtrzymujące tarcze z herbami: Nałęcz (Przewiązka) – hrabiów Raczyńskich i Czetwertyński I (Święty Jerzy zabijający smoka) – książąt Czetwertyńskich. Były one na czas wojny zakopane w miejscu, w którym obecnie stoją. Podczas wojny hitlerowcy zajęli pałac i przenieśli Raczyńskich do dworku. W 1944 r. wysiedlili rodzinę właścicieli do Częstochowy, aby nie widzieli dokonywanej kradzieży. Najcenniejsze elementy wyposażenia pałacu Niemcy wywieźli w 1945 r. Resztę zniszczyli po wkroczeniu Rosjanie.

Po wojnie władze komunistyczne zabroniły Raczyńskim powrotu do Złotego Potoku pod groźbą aresztu, a dobra złotopotockie zostały rozparcelowane jako pierwsze w kraju. Ostatni właściciel Złotego Potoku, hr. Karol Raczyński, wnuk Zygmunta Krasińskiego zmarł w nędzy w Łodzi w 1946 r. i został pochowany w złotopotockim kościele. Jego żona Stefania z Czetwertyńskich wyjechała po śmierci męża do Anglii. Pozwolono jej zabrać ze sobą tylko jedną walizkę. Po wojnie w pałacu mieściło się Technikum Rolnicze, później Wojewódzki Ośrodek Postępu Rolniczego, a następnie oddział Zespołu Parków Krajobrazowych. Po wojnie budynek był kilkakrotnie remontowany. Hol parteru zdobią pary kolumn i dekoracja stiukowa. Zachowała się zabytkowa drewniana klatka schodowa, a na piętrze część boazerii przytrzymującej tapety z materii. Z dawnego wyposażenia pałacu pozostały także szafy biblioteczne i kredens kuchenny oraz nieliczne meble i obrazy eksponowane w Dworku Krasińskich. Obecnie Pałac zarządzany przez Starostwo stoi pusty i niestety niszczeje. Jak widać jednak na zdjęciach przeglądając się w lustrze Stawu Irydion prezentuje się pięknie :)

A na kolejnym zdjęciu wspomniany Staw Irydion  :)

Nie jest wielki, więc dysponując nawet niewielką ilością czasu można obejść go wkoło.

I jeszcze jedno zdjęcie zrobione nad tym uroczym stawem  :)

Ale to nie koniec atrakcji tego miejsca, bo oprócz malowniczego Stawu Irydion, obok Pałacu Raczyńskich w Złotym Potoku znajduje się również Dworek Krasińskich. Jego powstanie datowane jest na 1829 rok.

Po wojnie w dworku Krasińskich mieszkali m. in. nauczyciele Technikum Rolniczego, które działało w sąsiednim pałacu Raczyńskich. Następnie istniało tu Muzeum Biograficzne im. Zygmunta Krasińskiego, będące jednym z oddziałów Muzeum Częstochowskiego (1985-2007). Po 2007 r. obiekt był w dość złym stanie co zaniepokoiło władze gminy Janów. Jednak z prawnego punktu widzenia nie mogły wydawać pieniędzy na remont zabytku. Ostatecznie Muzeum Częstochowskie zwróciło dworek skarbowi państwa, a ten przekazał go w użytkowanie samorządowi terytorialnemu (2007 r.). Po tym fakcie gmina wyremontowała dworek i otworzyła w nim Muzeum Regionalne im. Zygmunta Krasińskiego.

Dworek Krasińskich to obiekt parterowy, zbudowany w stylu klasycystycznym. Własnością rodziny Krasińskich stał się w 1856 roku. Zygmunt Krasiński przybył do Złotego Potoku 29 lipca 1857 roku i zamieszkał w nim wraz z rodziną. Obecnie w tym staropolskim dworku znajduje się w nim stała ekspozycja poświęcona rodzinom Krasińskich i Raczyńskich. Zaprezentowane na wystawie pamiątkowe eksponaty pochodzą z majątków obu rodzin. W muzeum znajdują się m.in.: pierwsze wydania niektórych utworów Zygmunta Krasińskiego, portrety poety i członków jego rodziny, drobne przedmioty użytkowe oraz pianino marki „ERARD”, w którego wyborze pomagał poecie Fryderyk Chopin. Pianino to było przeznaczone dla Delfiny Potockiej. Obecnie wystawa została poszerzona o zabytki znajdujące się dotychczas w sąsiednim pałacu Raczyńskich.
Z całej prezentowanej wystawy dawnej własności Krasińskich i potem Raczyńskich, na szczególną uwagę zasługują meble, obrazy, rzeźby, przedmioty rzemiosła artystycznego. Są to m.in. portrety Elżbiety Krasińskiej i Wincentego Krasińskiego pędzla F. Winterhaltera, zbiorowy portret dzieci poety, rysunkowy portret Zygmunta Krasińskiego w wieku dziecięcym.

Niestety tym razem nie udało mi się wejść do środka – muzeum było czynne do godz. 17.00, a ja dotarłam tam już po 17.00. Szkoda, tym bardziej, że zwiedzając to muzeum poprzednim razem zdjęć w środku nie zrobiłam  :(

Dla osób zainteresowanych podaję godziny otwarcia:                                                   sezon letni – obowiązuje od 1 marca – 31 października.                                      poniedziałek-piątek: godz. 9.00-17.00                                                                          sobota-niedziela: godz. 10.00-18.00                                                                               sezon zimowy – obowiązuje od 1 listopada do końca lutego.                              poniedziałek-piątek: godz. 8.00-16.00                                                                           sobota-niedziela: godz. 11.00-15.00                                                                                  oraz cennik:                                                                                                                        bilet normalny – 4 zł                                                                                                            bilet ulgowy  – 2 zł (przysługuje grupie powyżej 10 osób oraz ustawowo podlegającym uldze)                                                                                                                                wstęp wolny (przysługuje dzieciom do lat 7 oraz ustawowo zwolnionym z opłat za wstęp do muzeum)                                                                                                                    Źródło informacji: janow.pl

Pałac Raczyńskich i Dworek Krasińskich to ciekawe obiekty otoczone prawie czterdziestohektarowym parkiem w stylu angielskim, przez którego środek przepływa Wiercica (zdecydowała ona o nadaniu parkowi romantycznego charakteru).                    Na terenie zespołu pałacowo-parkowego odnaleźć można także interesujący pomnik przyrody – ok. 600-letni dąb szypułkowy „Dziad”.

Ja spacerując tam wypatrzyłam jeszcze taką oto kapliczkę  :)

Opisany i pokazany przeze mnie w tym wpisie Pałac Raczyńskich, Dworek Krasińskich i Staw Irydion to tylko nieliczne spośród wielu atrakcji Złotego Potoku, w gminie Janów. Kiedyś opowiadałam już o Bramie Twardowskiego, Diabelskich Mostach, Zamku Ostrężnik i Jaskini Ostrężnickiej, a w przyszłości planuję opowiedzieć o pozostałych jego atrakcjach. Zachęcam więc do czytania moich kolejnych wpisów i oczywiście odwiedzenia Złotego Potoku w gminie Janów  :)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO :) :) :)

51. IV Ogrodzienieckie Spotkanie Kabaretowe „Strasznie Śmieszny Zamek” – relacja z imprezy

Kolejną plenerową imprezą, która odbyła się w malowniczej scenerii ogrodzienieckiego zamku było IV Ogrodzienieckie Spotkanie Kabaretowe „Strasznie Śmieszny Zamek”. Kabareton ten miał miejsce w minioną sobotę, 18 sierpnia 2012, a mnie dopisało szczęście, bo tym razem udało mi się tam pojechać  :)

W rolę konferansjera wcielił się Adam Asanov.

Występy dwóch zaproszonych na ten wieczór kabaretów poprzedzał krótki występ „celebrytki z Polski – Aliny-Sabriny”. Niestety ze względu na niski poziom artystyczny, zgromadzonej publiczności nie przypadły do gustu jej śpiewane wstawki :( Za to gwiazdy wieczoru: Kabaret Łowcy.B i Kabaret NOWAKI stanęli na wysokości zadania. Jako pierwszy na scenie pojawił się Kabaret NOWAKI i szybko wprowadził publiczność w wesoły nastrój. Przypominam, że Kabaret Nowaki na scenie funkcjonuje od listopada 2007 roku. Wcześniej przez długi czas Adrianna Borek, Tomasz Marciniak i Kamil Piróg pracowali w innych formacjach kabaretowych (Babeczki z Rodzynkiem i Profil) oraz brali udział w wielu przedsięwzięciach artystycznych. Dzięki specyficznej energii i tekstom zdobyli wiele prestiżowych nagród i cieszą się coraz większą popularnością. Pani Adrianna to prawdziwy wulkan energii, chłopcy oczywiście też bawią do łez.

Tym razem wystąpili w skeczach: „”Sąsiad”, „Napad”, „Zakupy”, „Hotel z żartem” i „Nauczyciele”. Zeszli ze sceny żegnani gromkimi brawami, a następnie pojawili się ponownie, by na bis wykonać piosenkę o języku polskim, angażując w to również publiczność. Mnie ich występ bardzo się spodobał i tym samym zostałam ich nową fanką 😉 Więcej informacji o Kabarecie NOWAKI można znaleźć na stronie internetowej: kabaretnowaki.pl

Po krótkiej przerwie technicznej, pokazie slajdów i piosence „Prosiaczki” w wykonaniu „celebrytki” na scenie pojawili się chłopcy z Kabaretu Łowcy.B.

Kabaret Łowcy.B istnieje na polskiej scenie kabaretowej od 2002 r. Założyli go studenci Uniwersytetu Śląskiego Bartosz Góra, Bartosz Gajda, Sławomir Szczęch, Paweł Pindur, Maciej Szczęch i Mariusz Kałamaga (filia w Cieszynie). W swoim dorobku mają dwie płyty DVD: „Łowcy.B” i „Upiory w Operze”. Prezentują humor absurdalny, surrealistyczny. Ich znakiem rozpoznawczym stały się sweterki, w których zawsze występują. Od dłuższego czasu coraz częściej eksperymentują też z muzyką. Niewątpliwie jest to jeden z barwniejszych polskich kabaretów. Publiczność zgromadzona na plenerowej scenie u podnóża Zamku Ogrodzieniec zobaczyła ich w skeczach: „Drzwi do lasu”i „Impreza w lesie”.

Miejmy nadzieję, że tradycja Ogrodzienieckich Spotkań Kabaretowych nie zaginie i za rok na Zamku Ogrodzieniec ponownie zagości kabareton, humor i śmiech. A tymczasem, w nadchodzący weekend – 25 sierpnia 2012 Święto Gminy Ogrodzieniec. W programie wielki pokaz pirotechniki i koncerty gwiazd: Róże Europy, Krzysztof Krawczyk z zespołem oraz zespół Brawo- biesiada polska. Z pewnością warto będzie tam pojechać i wziąć udział w tej imprezie :)

POZDRAWIAM SERDECZNIE :) :) :)

50. Na Pojezierzu Dąbrowskim – Pogoria IV

WITAM WAKACYJNIE – tym razem dla odmiany będą wodne klimaty 😉

Zanim jednak dotrzemy nad wodę chciałabym w kilku słowach przybliżyć Wam Dąbrowę Górniczą :) Tak więc… znajdująca się na Wyżynie Śląskiej Dąbrowa Górnicza, to największe powierzchniowo miasto województwa śląskiego (9. w kraju) i największy ośrodek przemysłowy Zagłębia Dąbrowskiego. W Dąbrowie Górniczej mieści się największa w Polsce huta stali: ArcelorMittal Poland oddział Dąbrowa Górnicza (dawna Huta Katowice) i Koksownia Przyjaźń. Przez terytorium miasta przebiega kilka ważnych dróg krajowych, a także znajduje się tam aż 9 stacji kolejowych. Rozwój przemysłu i duże zagęszczenie ludności pociąga za sobą rozwój kultury (powstało tam wiele instytucji życia kulturalnego np. Pałac Kultury Zagłębia, Muzeum Miejskie „Sztygarka”, czy Młodzieżowy Ośrodek Pracy Twórczej). Na terenie miasta działa ponad 60 klubów i stowarzyszeń sportowych. Wielki nacisk kładzie się na rekreację. Spacerować można po kilku parkach miejskich (są to: Park miejski Zielona przy którym znajduje się zwierzyniec, Park Hallera, Park „Podlesie”, Park Śródmiejski „Małpi Gaj”, Park Tysiąclecia (Ząbkowice), Planty im. Harcmistrza Stefana Piotrowskiego na Redenie. Atrakcjami miasta są także Park Wodny „Nemo”, Park Krajobrazowy Orlich Gniazd, Pustynia Błędowska oraz tzw. Pojezierze Dąbrowskie, czyli cztery zbiorniki wodne: Pogoria I, Pogoria II, Pogoria III i Pogoria IV.

Ostatnio na moim rowerze udało mi się dojechać do Pogorii IV, a następnie objechać ją wkoło :)

Trasa rowerowa wokół jeziora Pogoria IV liczy ponad 16 km, jest malowniczo usytuowana i łatwa do przejechania. Wzdłuż południowego, zachodniego i północnego brzegu (dzielnice Dąbrowy Górniczej – Piekło, Marianki oraz Ratanice) biegnie wygodna, asfaltowa ścieżka rowerowa (prawdziwy rarytas również dla rolkarzy). Natomiast brzeg wschodni (dzielnica Antoniów) to głównie drogi szutrowe oraz rowerowe biegnące przez lasy oraz pola.
Z dojechaniem do Pogorii IV nie ma problemu. Jezioro usytuowane jest w odległości ok. 8,5 km na północ od ścisłego centrum Dąbrowy Górniczej, pomiędzy głównymi ciągami komunikacyjnymi województwa śląskiego – drogą 86 (Katowice-Warszawa) od zachodu, a Wschodnią Obwodnica GOP – drogą S1 od wschodu. Trasę rowerową wokół Pogorii można rozpocząć z kilku miejsc. Najlepszymi są parkingi samochodowe usytuowane w dzielnicy Marianki (w pobliżu tamy na Czarnej Przemszy), Ratanice (przy sklepiku) oraz Piekło (przy jacht clubie Pogoria 3). Ja moją jazdę wokół zbiornika rozpoczęłam od strony Wojkowic Kościelnych, przy plaży.

Na zdjęciu widoczna wspomniana plaża – podczas upałów mogą z niej korzystać miłośnicy kąpieli i opalania :)

Jezioro Kuźnica Warężyńska, czyli Pogoria IV jest najmłodszym i zarazem największym  akwenem spośród wszystkich jezior Pojezierza Dąbrowskiego (Pogoria I, II, III, IV). To zbiornik poeksploatacyjny w dorzeczu Czarnej Przemszy. Powstał w 2005 roku w wyniku zalania wyrobisk piaskowych, a konkretnie piaskowni o nazwie „Kuźnica Warężyńska”. Wielokrotnie przejeżdżałam samochodem w jego pobliżu, ale dopiero teraz udało mi się zmobilizować i dojechać tam na rowerze :)

Poprzez zalanie wyrobisk piaskowych dokonana została rekultywacja terenu zdegradowanego ponad trzydziestoletnią działalnością kopalni, a krajobraz został wzbogacony o dodatkowe walory przyrodnicze i rekreacyjno-turystyczne. Dotychczas istniejące nieregularne, strome stoki wyrobiska zostały wyprofilowane i ubezpieczone tak, aby mogły stanowić trwałą i bezpieczną linię brzegową nowego zbiornika wodnego.

Na zdjęciu poniżej widoczna wyspa na Pogorii IV :)

Pogoria IV ma 560 h powierzchni, pojemność 52 mln. m3, maksymalną głębokość ok. 23 m. Obwód zbiornika to ok. 13 km, długość 8 km, a szerokość 3 km.
Zbiornik jest zasilany wodami Czarnej Przemszy od północnej strony czaszy i do tej samej rzeki kierowane są wody odpływające z tego zbiornika przez urządzenia zrzutowo-upustowe zlokalizowane na południowo-zachodnim brzegu. Istnieje również możliwość upustu wód ze zbiornika do położonego w sąsiedniej zlewni zbiornika Pogoria III przez łącznik o charakterze grawitacyjnym. Są to dwa stalowe rurociągi o długości 216 metrów z żelbetową zabudową, niecką wlotową, niecką wypadową oraz żeliwnymi zasuwami.

Wysoka jakość wód zasilających zbiornik zapewnia możliwość hodowli ryb, w tym również szlachetnych łososiowatych, stanowiących niemałą atrakcję dla wędkarzy. Dzięki uporządkowaniu terenu, zazielenieniu bezpośredniego otoczenia zbiornika i urządzeniu wokół niego dróg, miłośnicy wypoczynku, tak biernego jak i czynnego, zyskują możliwość rekreacji na łonie przyrody. Oprócz znaczenia przyrodniczego i krajobrazowego zbiornik spełnia ważne zadania przeciwpowodziowe.

Na kolejnym zdjęciu widoczne piece i kominy Huty stali: ArcelorMittal Poland oddział Dąbrowa Górnicza (dawna Huta Katowice). Patrząc na ten kadr możemy wyobrazić sobie jak blisko olbrzymiego ośrodka przemysłowego znajduje się ten zbiornik.

Moim zdaniem to idealne miejsce do spacerowania, biegania, nordic walking, żeglarstwa, paralotniarstwa, jazdy na rowerze i na rolkach. Niestety nie ma tam jeszcze rozwiniętej bazy noclegowej i gastronomicznej, ale pewnie z czasem i to się zmieni, bo zainteresowanie wypoczynkiem nad tym zbiornikiem jest duże.

Warto również wspomnieć, że południową stroną zbiornika Kuźnica Warężyńska przebiega jeden z licznych w tym regionie szlaków turystycznych. W promieniu niespełna 20 km leży Pustynia Błędowska, Park Krajobrazowy Orlich Gniazd oraz Szlak Warowni Jurajskich. W bezpośrednim sąsiedztwie znajdują się liczne kompleksy leśne oraz użytki ekologiczne – zbiorniki Pogoria I i II – oazy życia licznych gatunków ptactwa i zwierząt oraz Pogoria III. Wspaniałe miejsce na relaks – wkrótce planuję i tam dojechać na moim rowerze i jeśli tylko mi się to uda to opowiem coś więcej o pozostałych trzech Pogoriach :)

A póki co osobom zainteresowanym wypoczynkiem na Pojezierzu Dąbrowskim polecam stronę MojaPogoria.pl – sama również tam zaglądam i większość informacji o Pogorii IV zaczerpnęłam właśnie z niej 😉

POZDRAWIAM CIEPLUTKO, WAKACYJNIE :) :) :)
chociaż tegoroczny lipiec do najcieplejszych nie należy :(

49. Na jurajskim szlaku: Rzędowa Skała

Był już Okiennik Wielki, Brama Twardowskiego i Rzędkowickie Skały, a dzisiaj do tego szacownego grona ciekawych ostańców jurajskich postanowiłam dołączyć Rzędową Skałę :)

Mimo, że mam do niej niedaleko, to po raz pierwszy zobaczyłam ją z bliska dopiero w sierpniu 2011 roku. Zachwyciłam się wtedy jej kształtem, wielkością, lokalizacją oraz widokami, jakie można podziwiać z jej szczytu. Ten zachwyt pozostał – w tym roku na moim rowerze już dwukrotnie do niej dotarłam. Przęglądając wszystkie zrobione tam zdjęcia postanowiłam pokazać kilka z nich, stąd też pomysł na ten dzisiejszy wpis :)

By nazewnictwem nie wprowadzać nikogo w błąd zaraz na początku wyjaśnię, że Rzędkowickie Skały to grupa skał wapiennych, położona na wschód od wsi Rzędkowice w gminie Włodowice (bardzo lubię tam jeździć i już nawet kilkakrotnie tu o nich opowiadałam), natomiast bohaterka dzisiejszego wpisu – Rzędowa Skała znajduje się na północny-wschód od Bzowa (województwo śląskie, dzielnica Zawiercia) przy utwardzonej drodze polnej w kierunku Karlina :)

Usytuowana w polach, między trawami i łanami zbóż Rzędowa Skała robi ogromne wrażenie. „Jurajski Giewont” – to określenie idealnie do niej pasuje, ale oczywiście to nie jedyny „Giewont” na obszarze Jury – skał z krzyżami jest tam więcej :)

Bez problemu i bez lin można wejść na szczyt Rzędowej Skały i z niego podziwiać przepiękne widoki okolicy :)

Doskonale widać Górę Chełm, o której niedawno Wam opowiadałam, a także Górę Birów i Zamek Ogrodzieniec (to te maleństwa na horyzoncie następnego zdjęcia) 😉 I o ile na Górze Birów i na Zamku Ogrodzieniec spacerują tłumy turystów, tu bez biletu wstępu można podziwiać sielski krajobraz i odpoczywać w spokoju :)

I jeszcze jeden widok ze szczytu Rzędowej Skały na okolicę – to niesamowite ile piękna kryje w sobie Jura Krakowsko-Częstochowska :)

Oprócz podziwiania widoków (o czym już nie raz pisałam) na jurajskim szlaku można też spotkać wiele ciekawych roślinek. Ja oprócz tego, że je podziwiam, lubię je też fotografować. Będąc ostatni raz pod Rzędową Skałą wypatrzyłam takie oto goździki :)

Rzędową Skałę można obejść i obfotografować – na tle błękitnego nieba szczególnie pięknie się prezentuje, nieprawdaż ??? 😉

A na kolejnym zdjęciu hmmm… „wielka miłośniczka jurajskich widoków”, czyli moja skromna osoba na tle Rzędowej Skały 😉

W skrócie to wszystko – niestety nie znam żadnych legend związanych z tą skałą (nie wiem nawet, czy takie istnieją), ale jedno wiem na pewno – będąc już na Zamku Ogrodzieniec, czy na Górze Birów warto wypatrzeć w oddali tą samotnie położoną w polach skałę i podjechać, by zobaczyć ją z bliska :)

POZDRAWIAM CIEPLUTKO :) :) :)
I tradycyjnie już na koniec zachęcam do czytania mojego kolejnego wpisu :)

48. Źródła rzeki Centurii

Witam Cieplutko !!!!!!!! :) :) :)

Ostatnio opowiadałam o „tajemniczym” rezerwacie przyrody „Góra Chełm”, a dzisiaj     (tak jak obiecałam kończąc poprzedni wpis) opowiem o miejscu, które najkrócej można by scharakteryzować jako „oazę ciszy, spokoju i piękna natury” – opowiem Wam o źródłach rzeki Centurii  :)

W pobliżu wsi Hutki-Kanki (gmina Ogrodzieniec, powiat zawierciański, województwo śląskie) w lasach u podnóża Góry Chełm, biją źródła rzeki Centurii. Źródła te w Kronice Jana Długosza były uważane za jedne ze źródeł Białej Przemszy.

Źródła rzeki położone są na wysokości 345 m n.p.m., w dolinie porośniętej lasem sosnowym. Woda źródlana w ilości 20-70 l/s wypływa z grubej warstwy piasków. Nisza źródliskowa jest płaska i otoczona wysokimi, stromymi, piaszczystymi zboczami. Zespół źródeł rzeki jest uznany za pomnik przyrody nieożywionej na mocy rozporządzenia wojewody śląskiego z 3 czerwca 2004 roku (t.j. Dz. Urz. Woj. Śl. nr 50 z 2004 r., poz. 1580) w celu ochrony cennego przyrodniczo zespołu źródeł rzeki Centurii. Powierzchnia objęta ochroną wynosi 1,23 ha i znajduje się na terenie Parku Krajobrazowego Orlich Gniazd.
Wypływ położony jest na wysokości około 345 m n.p.m., w strefie progu górnojurajskiego (kuesty), w dnie głębokiej na około 20 m dolinie, wciętej w płaską wierzchowinę porośniętą borem sosnowym. Woda źródlana w ilości 20-70 l/s wypływa z grubej warstwy piasków. Piaszczyste tereny, z których wypływa Centuria oraz wykształcony jej górny odcinek są efektem zasypania obniżeń u podnóża wapiennej kuesty w plejstocenie. Cała nisza źródliskowa jest płaska, otoczona wysokimi, stromymi, piaszczystymi zboczami. Woda ze źródeł odpływa meandrującą strugą przez podmokłe dno doliny w kierunku południowym. Centuria jest prawobrzeżnym dopływem Białej Przemszy (dorzecze Wisły).

Źródła Centurii stanowią unikatowy zespół zachowanych w stanie naturalnym wypływów wód podziemnych. Walorem tego obiektu są m.in. właściwości wód zasilających wypływy. Wody podziemne krążące w wapieniach górnej jury, posiadające typowe cechy wód obszarów wapiennych, w strefie kuesty zasilają poziom wodonośny piasków plejstoceńskich, gdzie ulegają dodatkowej filtracji i wypływają w źródłach Centurii.
Głęboko wcięta, podmokła dolina z zespołem źródeł Centurii stanowi doskonałe siedlisko dla zróżnicowanej roślinności wodno-błotnej.

Z pewnością jest to miejsce godne zobaczenia – sama planuję wkrótce odwiedzić je ponownie i żółtym szlakiem „Zamonitu” udać się do Ośrodka rekreacyjnego Krępa (tam jeszcze nie byłam 😉 ). Oczywiście jeśli tylko te plany mi wypalą, to nowe zdjęcia będą 😉

A wracając do tej wyprawy dodam jeszcze, że będąc we wsi Hutki Kanki moją uwagę przykuła również kapliczka domkowa. Zauważyłam ją dojeżdżając do Góry Chełm, gdyż znajduje się ona przy drodze dojazdowej. Podobno została wybudowana w 1861 roku przez właścicieli młyna wodnego – Katarzynę i Jakuba Molów, w celu zapewnienia sobie potrzebnej do zbawienia modlitwy.

Rzeka Centuria nie jest jedyną rzeką mającą swe źródła na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Zupełnie niedaleko w Bzowie swój początek bierze Czarna Przemsza, a w Kromołowie znajdują się źródła Warty.

Na zdjęciu poniżej kapliczka pod wezwaniem św. Jana Nepomucena w Kromołowie, w której znajduje się główne źródło Warty (niedawno tamtędy przejeżdżałam i oczywiście zdjęcie zrobiłam, więc tu przy okazji pokazuję 😉 )

I to już wszystko na dzisiaj :)                                                                                           Źródła Centurii to z pewnością uroczy zakątek na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej       – warto było tam pojechać i poznać to miejsce :)

POZDRAWIAM i udanych, wakacyjnych wycieczek Wszystkim życzę :) :) :)

47. Rezerwat przyrody „Góra Chełm”

Witam serdecznie Wszystkie zaglądające tu do mnie osoby :)

Dzisiaj opowiem pokrótce o działaniach mających na celu ochronę przyrody w Polsce i zabiorę Was do miejsca, gdzie w wyniku takich działań przyroda jest doskonale chroniona. :)

Ochrona przyrody to poważna sprawa, w Polsce ma wielowiekową tradycję. Pierwsze przepisy dotyczące jej ochrony pojawiły się już na początku istnienia państwa polskiego. W czasach Bolesława Chrobrego wprowadzono zakaz polowania na bobry i było to pierwsze prawo dotyczące ochrony dzikich zwierząt. Kazimierz Wielki w statutach Wiślicko – Piotrkowskich nakazał ochronę lasów, natomiast Władysław Jagiełło w roku 1423 zawarł w Statucie Wareckim zapisy dotyczące ochrony cisa i „większych zwierząt” oraz okresów ochronnych zwierząt łownych. Książęta mazowieccy szczególną opieką otaczali tura, dla ochrony którego ustanowili nawet specjalną straż, której zadaniem było doglądanie i dokarmianie tych zwierząt. Jednak dopiero w XX wieku na szerszą skalę podjęto działania oparte na naukowych podstawach mające służyć ochronie przyrody. Dynamiczny rozwój przemysłu, urbanizacja oraz intensyfikacja rolnictwa zapoczątkowane w XIX w. doprowadziły do zanieczyszczenia środowiska i stąd ta mobilizacja. W 1928 roku powstała Liga Ochrony Przyrody – najstarsza organizacja ekologiczna w kraju.  Zgodnie z obowiązującą aktualnie w Polsce ustawą z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody, celem ochrony przyrody w Polsce jest: utrzymanie stabilności ekosystemów i trwałości procesów ekologicznych, zachowanie różnorodności biologicznej, w tym zapewnienie ciągłości istnienia wszystkich gatunków roślin, zwierząt i grzybów wraz z ich siedliskami, ochrona walorów krajobrazowych, zadrzewień oraz zieleni w miastach i wsiach, utrzymywanie lub przywracanie do właściwego stanu ochrony siedlisk przyrodniczych, a także pozostałych zasobów, tworów i składników przyrody, zachowanie dziedzictwa geologicznego i paleontologicznego oraz kształtowanie właściwych postaw człowieka wobec przyrody poprzez działalność edukacyjną, informacyjną i promocyjną. Dzięki tej ochronie możemy przyrodę podziwiać i w niej odpoczywać, pozyskiwać z niej surowce, rozwijać gospodarkę, badać gatunki dla młodszych pokoleń i tworzyć leki. Obowiązująca obecnie ustawa (ustawa o ochronie przyrody z dnia 16 kwietnia 2004 roku) ustanowiła dziesięć form ochrony przyrody. Poza ochroną gatunkową roślin, zwierząt i grzybów są to parki narodowe, rezerwaty przyrody, parki krajobrazowe, obszary chronionego krajobrazu, obszary Natura 2000, użytki ekologiczne, pomniki przyrody, stanowiska dokumentacyjne i zespoły przyrodniczo-krajobrazowe.

Również i na obszarze Jury Krakowsko-Częstochowskiej utworzono liczne rezerwaty (np. Rezerwat Parkowe, Rezerwat Smoleń, Rezerwat Ruskie Góry, Rezerwat Dolina Szklarki, Rezerwat Dolina Racławki, Rezerwat Lipowiec, Góra Chełm, Góra Zborów, czy Sokole Góry) i parki krajobrazowe (Park Krajobrazowy Orlich Gniazd, Park Krajobrazowy Pustynia Błędowska). Znajduje się tu również Ojcowski Park Narodowy i mnóstwo pomników przyrody. W jednym wpisie nie sposób opowiedzieć o wszystkim. Kiedyś  opowiadałam już o Górze Zborów, a dzisiaj chciałabym przedstawić niedawno (dwukrotnie) przeze mnie odwiedzony Rezerwat przyrody „Góra Chełm”. :)

Wzgórze wapienne Chełm (440 m n.p.m.), będące Rezerwatem przyrody „Góra Chełm” znajduje się w okolicy miejscowości Hutki-Kanki (województwo śląskie, powiat zawierciański, gmina Łazy). Rezerwat ten powstał w 1957 roku i liczy 12,56 ha powierzchni. I uwaga! – zanim rozpiszę się o nim dokładniej (by nie wprowadzać w błąd) wyjaśnię, że jest w Polsce w województwie podkarpackim, na terenie gmin Frysztak i Wiśniowa rezerwat o identycznej nazwie „Góra Chełm” :) Ja jednak będę dzisiaj opowiadała o tym „moim jurajskim” 😉

Szczyt Góry Chełm porośnięty jest z jednej strony ciepłolubną buczyną naskalną, a z drugiej buczyną sudecką. Dzięki temu rezerwat sprawia wrażenie reliktu z czasów panowania surowego klimatu. Porasta on grupę kilkudziesięciu ostańców. Las jest ciemny, zwarty, tajemniczy – nawet przy pięknej, słonecznej pogodzie spacerując nim można poczuć ten specyficzny klimat. Mnie skojarzył się z takim bajkowym, zaczarowanym lasem 😉

Na terenie rezerwatu stwierdzono ponad 220 gatunków roślin naczyniowych, z czego 20 podlega ochronie całkowitej, a 8 ochronie częściowej. Ścisłą ochroną objęte są m.in.: widłak goździsty, rojnik pospolity, bluszcz pospolity, paprotka zwyczajna, dziewięćsił bezłodygowy, śnieżyczka przebiśnieg, lilia złotogłów, wawrzynek wilczełyko i storczyki. Z roślin objętych częściową ochroną występują m.in.: naparstnica zwyczajna, kopytnik pospolity, pierwiosnka wyniosła, pierwiosnka lekarska, marzanka wonna, kalina koralowa, konwalia majowa. Z roślin niższych w rezerwacie i jego otoczeniu licznie występują mchy i porosty. Czytelne tablice informacyjne znajdują się zarówno od wschodniej, jak i zachodniej strony rezerwatu – będąc tam warto się z nimi zapoznać, by z nich dowiedzieć sporo ciekawych rzeczy o rezerwacie i występującej w nim roślinności :)

Przez Górę Chełm biegnie zielony szlak dla pieszych, zwany Szlakiem Tysiąclecia (Bytom-Skarżyce, łącznie 99 km). Doskonale oznakowany – ręczę za to, bo niedawno sama brałam udział w jego odnawianiu na odcinku Siewierz-Skarżyce. Wtedy to właśnie przechodząc przez Górę Chełm zachwyciłam się nią po raz pierwszy. Ponieważ jednak zapracowana (malowanie szlaków turystycznych, to wbrew pozorom nielekka praca), nie miałam możliwości dłużej tam zabawić, ani porobić zdjęć, postanowiłam odwiedzić ją ponownie. Dwa tygodnie później już sama na rowerze dotarłam do niej – zwiedziłam ją dokładnie i zrobiłam dużo zdjęć –  wszystkie wstawiane tu do wpisu zdjęcia pochodzą właśnie z tej wycieczki :)

Zróżnicowanie zbiorowisk roślinnych na Górze Chełm pociąga za sobą znaczne zróżnicowanie występującej tam fauny. Do najczęściej spotykanych należą: lis, sarna, zając szarak, jaszczurka zwinka oraz ok. 40 gatunków ptaków. Występują tu również takie gatunki jak: dudek, puszczyk, dzięcioł czarny i zielony, dzięcioł zielonosiwy, zięba, gołąb siniak, szpak, kawka, świergotek drzewny, pokrzywniaca, trznadel, sikora i inne. Niestety żadnego ptaszka nie udało mi się „ustrzelić” aparatem, za to ich śpiewy towarzyszyły mi podczas całego spaceru :)

Na zdjęciu poniżej kolejna wypatrzona w rezerwacie roślinka –  jasnota żółta :)

Niestety, wiosną 2003 r. w północnej części rezerwatu miał miejsce pożar. Spaleniu uległy dziesiątki gatunków roślin runa, niezliczone ilości gatunków zwierząt bezkręgowych, grzybów i mikroorganizmów dla których temperatura palącej się grubej warstwy zlegających liści i murszu była zabójcza. Wiele młodych drzew nie przeżyło tego pożaru. Jeszcze długo, w zasięgu pożaru, będziemy oglądać martwice na pniach drzew.
Wiele drzew w rezerwacie osiągnęło imponujące rozmiary i wiek nawet 170 lat! Niektóre z nich, osłabione wiekiem i pożarem, uległy pod naporem silnych wiatrów i wywróciły się bądź zostały złamane dając miejsce następnemu pokoleniu.

To niezwykłe miejsce – dzikość… cisza… tajemniczość …                                           Mam nadzieję, że udało mi się uchwycić jego specyficzny klimat 😉

Na terenie Góry Chełm można poruszać się jedynie pieszo po wyznaczonym szlaku – obowiązuje zakaz jazdy konnej i motocyklami oraz zakaz biwakowania, rozpalania ognisk i wprowadzania psów. Na rowerze też nie wolno tam jeździć – ja po wejściu na teren rezerwatu mój rower dokładnie ukryłam 😉 i dalej już poruszałam się pieszo, zresztą miejscami na ścieżce leżały poprzewracane drzewa, więc przejechanie rowerem byłoby tam i tak niemożliwe.

Dla rowerów wytyczono zielony szlak „Wokół Góry Chełm”, o długości 2,5 km. Nie zerkając na mapę i naiwnie wierząc, że objadę ją wkoło postanowiłam to zrobić. Początkowo szlak ten prowadził polami – góra wtedy była pięknie widoczna, niestety później wszedł w las i jadąc lasem góry już nie było widać. Niezbyt mi się to spodobało, ale oznakowanie było dobre, więc jechałam dalej, aż w pewnym momencie po spotkaniu z zielonym szlakiem dla pieszych biegnącym przez Górę Chełm, ten zielony rowerowy otaczający ją nagle się skończył. Gdybym wiedziała, że tak będzie to raczej na jazdę nim bym się nie pisała, a teraz cóż… wracać tą samą drogą mi się nie chciało, więc zdecydowałam się bez oznakowania jakoś na własną rękę objechać tą górę i dojechać z powrotem do wsi Hutki-Kanki. Niestety nie udało się, ale jak to mówią „nie ma złego, co by na dobre nie wyszło”, bo po lesie się przejechałam i nawet przed zmrokiem z niego wyjechałam 😉 tylko, że zamiast powrócić do wsi Hutki-Kanki ja wylądowałam we wsi Rodaki. Najzabawniejsze jest to, że planując ten wyjazd w domu, brałam też pod uwagę odwiedzenie Rodak (woj. małopolskie, powiat olkuski, gmina Klucze), a konkretnie zobaczenie w nim kościółka drewnianego, ale później stwierdziłam, że jest już za późno na to. Wyobraźcie więc sobie moje zdziwienie, gdy nagle przed moimi oczami pojawił się ten kościółek. Doskonale go rozpoznałam, chociaż już kilka lat minęło odkąd byłam tam ostatni raz, zresztą w tamtej okolicy to jedyny drewniany kościółek.

Piękna architektura – prawdziwa perełka… i jak widać na zamieszczonym poniżej zdjęciu niedawno był odnowiony (podobno w 2006 roku) :)

Ten drewniany kościółek pod wezwaniem św. Marka został wzniesiony prawdopodobnie przed rokiem 1601 r. z drewnianą dzwonnicą z XVIII lub XIX wieku. Przy jego budowie nie używano gwoździ. Kościółek jest jednonawowy, częściowo z podcieniami, od północy zwieńczony zakrystią i otwartymi sobotami. Na pokrytym gontem dachu znajduje się barokowa wieżyczka.
W głównym, późnobarokowym ołtarzu znajduje się obraz św. Marka. W bocznym ołtarzu kościoła znajdował się także posąg św. Mikołaja z początku XV wieku, który przeniesiony został do nowego kościoła w Rodakach. Znajduje się tam także epitafium Krzysztofa Zawalskiego, zmarłego w 1673 roku. Zabytkową świątynię otacza kamienny mur. W 2001 roku kościółek został wpisany na listę obiektów drewnianych w Małopolsce i włączony do SAD – Szlaku Architektury Drewnianej województwa małopolskiego.

Chyba każdy zgodzi się ze mną, że takie kościółki mają swój niepowtarzalny klimat. Niestety tego dnia kościółek był zamknięty :( Odpoczęłam więc pod nim chwilę, zrobiłam mu kilka zdjęć, dzwonnicy również i opuściłam Rodaki.

Szybko dojechałam do drogi 791 i nią już przez Ogrodzieniec, Zawiercie powróciłam do „mojej Poręby”. Początek tej drogi powrotnej nie był lekki – wysokie podjazdy, serpentyny, warunki jazdy jak w górach, a kondycja po zimie jeszcze nie najlepsza. Później jednak górki się skończyły i do domu dojechałam bez problemu – nawet szybciej niż myślałam :)

Kończąc dodam jeszcze, że tego dnia zanim dotarłam do Góry Chełm zwiedziłam najpierw znajdujące się w jej pobliżu źródła Rzeki Centurii. To wyjątkowo piękne miejsce i temat na dłuższą opowieść, ale o tym opowiem już następnym razem 😉

POZDRAWIAM i zachęcam do czytania mojego kolejnego wpisu :) :) :)

46. „Historie z 1001 Baśni” na Zamku Ogrodzieniec – relacja z imprezy

Mimo, że pogoda ostatnio nie sprzyja, to sezon letnich imprez plenerowych już dawno rozpoczął się i są już powszechnie organizowane przez wszelkiej maści ośrodki kulturalne, muzealne i rozrywkowe. Pod koniec maja i na początku czerwca są to głównie imprezy związane z Dniem Dziecka, skierowane zarówno do najmłodszych odbiorców, jak również do całych rodzin.

„Historie z 1001 Baśni” na Zamku Ogrodzieniec mają już swoją kilkuletnią tradycję. Również i w tym roku, 3 czerwca na scenie Zamku Ogrodzienieckiego dzieci miały okazję podziwiać aktorskie popisy w dwóch przedstawieniach przygotowanych specjalnie z okazji Dnia Dziecka.

Z gościnnym występem przyjechał Teatr Rozrywki „Trójkąt” z Zielonej Góry i zaprezentował dwa przedstawienia: „Kot w butach” i „Mucha przed sądem”.

Mimo niepewnej pogody frekwencja dopisała. Zachwycone dzieci licznie zgromadziły się pod sceną i wraz z aktorami uczestniczyły w tej plenerowej realizacji przedstawień teatralnych.

Z pewnością dodatkowym atutem była też kolorowa scenografia, dowcipne sceny oraz oprawa muzyczna. Nie sposób nie wspomnieć również o świetnej grze aktorskiej i edukacyjnym przesłaniu przedstawień.

W czasie przerwy dzieci chętnie wzięły udział w konkursach i zabawach ruchowych, przygotowanych specjalnie dla nich przez animatorów.

Cena biletu (normalny – 13 zł, ulgowy – 9 zł) obejmowała również zwiedzanie zamku, muzeum zamkowego, zbrojowni i sali tortur. Większość zgromadzonych tego dnia na zamku gości skorzystała z tej możliwości – również i ja wraz z moimi synami zwiedziłam tego dnia cały zamek. Ponieważ niedawno dokładnie o nim opowiadałam, nie chciałabym się teraz powtarzać – zainteresowanym nim osobom proponuję przeczytać wpis 43. Zamek Ogrodzieniec – jurajski klasyk.

Z pewnością warto było tego dnia odwiedzić to najbardziej imponujące Orle Gniazdo spośród wszystkich zamków Jury Krakowsko-Częstochowskiej i w jego malowniczej scenerii zobaczyć dwa ciekawe przedstawienia wystawione z okazji  Dnia Dziecka. Ale to nie jedyna impreza organizowana na jego terenie. W sezonie (maj-wrzesień) – w każdą niedzielę i dni świąteczne – Zamek Ogrodzieniec gości przedstawicieli Bractwa Rycerskiego Ziemi Ogrodzienieckiej, którzy uprzyjemniają zwiedzanie swoimi pokazami walk oraz tańca dawnego. Pokazy odbywają się o godz. – 15.30, 17.00. W okresie od kwietnia do końca października na zamku organizowane są również Wieczory z Duchami. Więcej informacji na ten temat na oficjalnej stronie zamku www.zamek-ogrodzieniec.pl

Kończąc tą krótką relację wraz z organizatorami serdecznie zachęcam do śledzenia kalendarium i odwiedzenia Zamku Ogrodzieniec :)

45. Na jurajskim szlaku: Zamek „Bąkowiec” i Okiennik Wielki

WITAM SERDECZNIE :) :) :)

Poprzednio była relacja z pierwszej tegorocznej wycieczki samochodowej na Jurę, a dzisiaj opowiem o moim pierwszym dłuższym rowerowym wypadzie. Jego celem był Zamek „Bąkowiec” w Morsku i Okiennik Wielki – skała znajdująca się na terenie wsi Piaseczno/Skarżyc. O miejscach tych już kiedyś tu opowiadałam (wpis nr. 4 Zamek „Bąkowiec” i wpis nr. 3 Okiennik Wielki) – czas nieubłaganie płynie i było to już 2 lata temu. Od tej pory Zamek „Bąkowiec” i Okiennik Wielki były kilkakrotnie celami moich wycieczek rowerowych, bądź przystankami na trasach. Piękno tych miejsc przyciąga mnie jak magnes i dlatego też rozpoczynając mój tegoroczny sezon rowerowy w pierwszej kolejności postanowiłam właśnie tam pojechać. Pierwsze podejście niestety było nieudane, bo w trakcie jazdy pogoda się załamała i będąc w Mrzygłodzie zdecydowałam się zawrócić. Zanim to jednak nastąpiło oczarowana rzepakowymi polami na jednym z nich zrobiłam małą sesję fotograficzną 😉

Żółte pola, usłane dywanem kwitnącego rzepaku to widok, który niezmiennie co roku zachwyca mnie, zresztą o tym, że nie tylko mnie świadczą ilości zdjęć o tej tematyce  wrzucane corocznie na różne fora fotograficzne przez ich użytkowników :)

Dla mnie to najpiękniejszy wiosenny widok, zapach też lubię – urzeczona jeszcze jedno zdjęcie pozwolę sobie dodać :)

Niestety w życiu tak bywa, że nie zawsze droga prowadzi nas do celu…

Tego dnia celu nie osiągnęłam, ale za to tydzień później pogoda mi sprzyjała – cieplutko, błękitne niebo i dla ochłody lekko powiewający wiaterek. Jedynie kondycja po zimie nie najlepsza, ale i tak dzielnie pokonywałam kolejne km. Po zdobyciu Góry Włodowskiej i regenerującym odpoczynku na rynku (tego dnia był konieczny), nakierowałam się na Morsko. Mało uczęszczaną asfaltową drogą szybko i komfortowo dojechałam do Morska i gdy Zamek „Bąkowiec” po kilkumiesięcznej przerwie stanął przed moimi oczami bardzo się ucieszyłam :)

Jak już wspomniałam o zamku tym już kiedyś było, więc by się nie powtarzać osoby zainteresowane nim – jego historią, położeniem, legendami odsyłam do archiwalnego wpisu nr.4 :)

Jak zwykle obeszłam i obfotografowałam go – nowych zdjęć nigdy za wiele 😉

A odpoczywając i podziwiając to niezwykłe połączenie muru ze skałą doszłam do wniosku, że przez te częste odwiedziny Zamek „Bąkowiec” stał się jednym z moich ulubionych miejsc na Jurze :)

Drugim punktem programu był Okiennik Wielki. By do niego dojechać będąc pod „Bąkowcem” zdecydowałam się z drogi dojazdowej do zamku odbić w szlak czerwony dla pieszych. Osobom niezorientowanym wyjaśniam, że jest to główny szlak na Jurze, zwany Szlakiem Orlich Gniazd. Mapa w plecaku, oznakowanie bardzo dobre (widać, że ten odcinek niedawno był odnawiany), więc spokojna, że do celu dotrę pojechałam. Niestety szlak dla pieszych nie jest najlepszy do jazdy rowerem – szybko się o tym przekonałam i zamieniłam w turystkę pieszą pchającą rower :)

Idąc lasem mogłam za to lepiej dojrzeć ukryte wśród drzew skałki:

Jednak dopiero Cudzownik na tle błękitnego nieba wzbudził mój zachwyt:

Wkrótce przecięłam asfaltową drogę biegnącą z Lgoty Murowanej do Skarżyc i po niedługim czasie z lasu wyłonił się Okiennik Wielki. Jak już wspominałam byłam pod nim wielokrotnie, ale od tej strony jeszcze go nie witałam.

Okiennik Wielki właściwie znajduje się na gruntach wsi Piaseczno, ale potocznie zwie się go Okiennikiem Skarżyckim, gdyż faktycznie jest położony najbliżej tej miejscowości (obecnie to dzielnica Zawiercia).

Okiennik Wielki to wyniosła i zarazem jedna z najpiękniejszych na Jurze skał, jak również jedno z najbardziej ulubionych miejsc do uprawiania wspinaczki skałkowej.
Koło szczytu Okiennik przebity jest charakterystycznym ok. 7 metrowym tunelem o średnicy ok. 5 metrów, który jest wymienianym w nazwie skały oknem.                     Według historyków ok. XII-XIII wieku u podnóża skał istniał obronny gród o konstrukcji drewnianej; ślady murów miały być widoczne jeszcze w XIX wieku. Ślad po jego istnieniu zachował się ponadto w legendach, mówiących, że istniał tu gród lub osada, zamieszkały przez zbójników. Istnieją podania, które łączą Okiennik z właścicielami zamku w Morsku, czy też z Janosikiem, który miał ukryć tu swoje skarby a także z XIX-wiecznym rozbójnikiem Malarskim, który miał zamieszkiwać znajdująca się poniżej „okna” jaskinię. W 1921 roku w jaskini odkryto narzędzia krzemienne z okresu środkowego paleolitu, które obecnie znajdują się w Muzeum Archeologicznym w Krakowie.

Okiennik Wielki zachwyca kształtem i wielkością, ale można się również zachwycić podziwiając z niego widoki okolicy.

I jeszcze jedno zdjęcie zrobione z pewnej wysokości – niestety wspinać się po linach nie potrafię i na jego szczycie nie byłam :(

Ponieważ po raz pierwszy będąc tam nie spotkałam żadnych wspinających, na „Bąkowcu” też tego dnia nie było turystów doszłam do wniosku, że środowe popołudnia będą idealne do delektowania się Jurą w samotności i robienia zdjęć bez ludzi w kadrze. Od czasu tego wyjazdu odbyłam już kilka kolejnych wycieczek rowerowych i jest dokładnie tak, jak za pierwszym razem. Myślę, że dopiero wakacje to zmienią i turystów oraz wspinających będzie można spotkać wszędzie zarówno w weekendy, jak i w tygodniu.

Zaczęło się jednak robić późno i nadszedł czas, by wracać do domu. Pożegnałam się więc z Okiennikiem i na pożegnanie zrobiłam mu kolejne zdjęcia, tylko już od drugiej strony:

Kolejny kadr z wiosennym akcentem na pierwszym planie :)

I ostatnie już zdjęcie zrobione z oddali. Jak widać potężna skała zmalała wtopiona w otoczenie :)

Wyjazd ten zaliczam do bardzo udanych. Ach jak miło było odwiedzić ponownie te piękne miejsca na Jurze i pooddychać świeżym jurajskim powietrzem !!! :)

Zachęcam Wszystkich do zaglądania na mój blog i czytania relacji z moich kolejnych wycieczek, a także zwiedzania tych opisywanych i polecanych przeze mnie miejsc. :) :) :) POZDRAWIAM :) :) :)

44. W Dolinie Wodącej…

Atrakcyjnych miejsc na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej nie brakuje, tak więc planując pierwszy tegoroczny, wiosenny wyjazd miałam wielki dylemat jaki kierunek obrać. W końcu zdecydowałam się odwiedzić Zamek Smoleń (o jednym z wypadów na ten zamek opowiadałam już kiedyś – wpis nr. 8 ), a następnie przespacerować Doliną Wodącej. Moim synom pomysł takiej wycieczki bardzo się spodobał i pojechaliśmy :) O Dolinie Wodącej – licznych jej atrakcjach i walorach nie raz słyszałam i czytałam, ale ciągle coś stawało na przeszkodzie, bym ją odwiedziła i poznała. Jesienią zeszłego roku byłam już bardzo blisko osiągnięcia tego celu, ale z powodu pewnych przeszkód (wnikanie w nie daruję sobie 😉 ) wyprawa zakończyła się kolejnym już w moim życiu zwiedzaniem ruin Zamku w Smoleniu i Wodąca pozostała dalej w planach i marzeniach.

Tym razem po zaparkowaniu samochodu u podnóża Zamku w Smoleniu (jest tam niewielki, bezpłatny parking), mijając go udaliśmy się od razu szlakiem czarnym w kierunku Doliny Wodącej. Wkrótce szlak ten spotkał się z niebieskim i dalej już wędrowaliśmy niebieskim. Uwaga! W tym miejscu warto zatrzymać się i spojrzeć za siebie, by zobaczyć piękny widok wyłaniającej się ze wzgórza zamkowej wieży:

Następnie weszliśmy do lasu i dostrzegliśmy ukryte w nim skałki, ale na razie z drogi nie zboczyliśmy, za to z niecierpliwością wypatrywaliśmy większych skał, które według mapy powinny pojawić się. I faktycznie wkrótce las skończył się i naszym oczom pojawił się taki oto wspaniały widok:

Były to tzw. Zegarowe Skały – jeden z największych i najbardziej skomplikowanych zespołów skał wapiennych na Jurze. Ich ciekawa budowa, liczne bryły i wyżłobienia są efektem niszczącej działalności wody, która wytapiając się z lodowca, wierciła turnie i jaskinie w dość miękkim wapieniu. Zresztą proces erozji tych skał nadal postępuje.

Skały te oczywiście są bardzo lubiane i oblegane przez miłośników wspinaczki skałkowej – tego dnia również ich nie brakowało. Przypatrzyliśmy się ich wyczynom, a następnie ruszyliśmy, by odnaleźć i zobaczyć słynną Jaskinię Zegar.

Jest ona szerokim, jasnym tunelem o długości 42 m, wewnątrz przedzielonym słupem skalnym. Prawdopodobnie ok. 40-10 tys. lat temu (w epoce górnego paleolitu) zamieszkiwali ją przedstawiciele kultury oryniackiej.

Według miejscowej legendy jej nazwa pochodzi od głosów wydobywających się z wnętrza Skał Zegarowych, które kojarzyły się miejscowej ludności z biciem zegara.

Jaskinia ta znajduje się na tzw. Szlaku Jaskiniowców. Rozpoczyna się on przy przysiółku Podlesie i ma 10 km długości. Poprowadzono go przez Dolinę Wodącej w 2005 r. właśnie ze względu na licznie występujące tu jaskinie i skały, a także atrakcyjność całego terenu. Hmmm…koniecznie muszę odwiedzić ponownie Dolinę Wodącej, by przejść i poznać cały ten szlak :)

Pierwszy punkt programu zaliczony, wracamy więc do miejsca, gdzie opuściliśmy szlak niebieski i wędrujemy nim dalej. Malowniczy teren, pierwszy ciepły i słoneczny weekend po zimie (18 marca 2012) – idealne warunki do wędrówki :) Wędrujemy więc, a kolejną atrakcją jest Skała Biśnik. To jeden z najlepszych przykładów nagromadzenia w jednym miejscu śladów osadnictwa ludzkiego od stukilkudziesięciu tysięcy lat wstecz oraz jednego z najciekawszych stanowisk paleolitycznych w Polsce. W jej kompleksie znajduje się Jaskinia Na Biśniku i Jaskinia Psia.

Niestety grotołazem jeszcze nie jestem, do środka nie wchodziłam, ale zerkając mogę powiedzieć, że wymaga to sporej odwagi i umiejętności :)

Zamiast tego razem z moimi synami wdrapałam się na szczyt Biśnika , by móc podziwiać z niego malownicze widoki:

Niezorientowanym w tym terenie osobom wyjaśnię, że ta położona niedaleko Pilicy Dolina Wodącej jest dosyć rzadkim przykładem suchej doliny krasowej. Jest tu zamek, grodziska, skały oraz jaskinie, czyli wszystkie „składniki” doliny – tylko wody nie ma. Nazwa Wodąca jest właśnie określeniem miejscowej ludności na tego typu zjawisko przyrodnicze.

Po odpoczynku i posiłku na szczycie Biśnika ruszamy dalej w drogę, a naszym celem jest ukryte w lesie Grodzisko Pańskie. Znajduje się ono na wzniesieniu sięgającym ok. 480 m. n.p.m. Jest to grupa skałek, na której stosunkowo niedawno odkryto pozostałości grodziska z XIII w. Prawdopodobnie ten gród był dawniej identyfikowany jako Smoleń lub Pilica i został zdobyty około 1300 roku przez wojska Wacława II. Po tym najeździe przestał istnieć. Ostatnie badania grodziska ujawniły jego skomplikowaną budowę i historię osadnictwa. Podobno okoliczne skały były zamieszkiwane przez myśliwych już w okresie neolitu. Jednak to dopiero nasi przodkowie za panowania Piastów dokonali przekształceń w konfiguracji skał.

Na zdjęciu brama skalna z „kominem” :)

Grodzisko, choć ukryte w lesie jest dobrze przystosowane do zwiedzania za pomocą łańcuchów i platform. Wejść można właściwie wszędzie, co pozwala wyobrazić sobie dawną warownię. Ze szczytów wysokich skał można z kolei podziwiać rozległy krajobraz.

Na kolejnym zdjęciu platforma widokowa znajdująca się na jednej ze skał Grodziska :)

Niedaleko od Grodziska Pańskiego znajduje się jeszcze tzw. Grodzisko Chłopskie, ale my już odpuściliśmy sobie jego poszukiwania,. Zaczęło robić się późno, chłopcy byli już zmęczeni, a my po pierwsze musieliśmy powrócić pod Zamek Smoleń, a po drugie chcieliśmy go sobie jeszcze na koniec zwiedzić.

Jak już wspominałam zamek ten odwiedzałam kilkakrotnie w moim życiu, moi synowie też już widzieli go kilka razy, ale tego dnia w promieniach zachodzącego słońca wyglądał niesamowicie:

Już od dawna marzyło mi się, by móc zobaczyć zachód słońca nad jakimś jurajskim zamkiem – tego dnia w Smoleniu to marzenie spełniło się. Oczarowana robiłam jedno zdjęcie za drugim :)

Z zamkiem Smoleń i ze znajdującą się tam studnią związana jest legenda. Otóż głęboką studnię wykuli w skale wzięci w niewolę Tatarzy. Przypuszcza się że na jej dnie istnieje sieć podziemnych korytarzy. Legenda mówi iż łączą się one z jaskinią Biśnik koło Grodziska oraz innymi grotami, których w okolicy jest ok. 50. Podobno przy kopaniu studni Tatarzy natrafili na boczny korytarz wydrążony przez wodę i tam właśnie jakoby ukryto wielkie skarby. Nie wielu o tym wiedziało, a kto nie potrafił dochować tajemnicy, lądował w studni i podobno do dzisiaj obok skarbów leżą ludzkie szkielety.

Przypominam, że o jednej z wycieczek na ten zamek opowiadałam już we wpisie nr 8 – osoby zainteresowane moimi ówczesnymi wrażeniami i zdjęciami odsyłam tam, ale i tu dzisiaj pozwolę sobie przytoczyć najważniejsze informacje dotyczące tej twierdzy 😉

Zamek został wzniesiony w połowie XIV wieku, najprawdopodobniej przez Ottona z Pilczy herbu Topór i zastąpił istniejącą tu wcześniej strażnicę. Z początku był to mały, wieloboczny, kamienny obiekt zwężający się przy wysokiej, cylindrycznej wieży. W późniejszych latach u stóp skały dobudowano dwa zamki dolne, otoczone grubymi murami z bramą wjazdową, która zachowała się do dziś. Na dziedzińcu zamkowym znajduje się studnia, którą według tradycji wykuć mieli jeńcy tatarscy, a jej głębokość miała wynosić 200 m.
W XVI wieku zamek nabył Seweryn Boner i przekształcił go w renesansową rezydencję. Później warownia przeszła w ręce Padniewskich, jednakże pomimo modernizacji bardzo szybko przestała wystarczać rosnącym w potęgę i bogactwo właścicielom. Ograniczona powierzchnia wzgórza utrudniała dalszą rozbudowę, zaś kiepskie połączenia komunikacyjne spowodowały, że Padniewscy postanowili przenieść się do Pilicy, gdzie było dość miejsca, by wybudować nową, okazalszą siedzibę.
Zamek pozostawiony zaczął niszczeć, zaś jego los przypieczętowali Szwedzi, dewastując go w 1655 roku.

Nie ulega wątpliwości, że teren na którym powstał zamek był wprost idealny do wybudowania warowni obronnej – w czasach swojej świetności zamek ten wspaniale górował nad okolicą i doskonale spełniał obronną funkcję. Niestety z czasem popadał w coraz większą ruinę i do dzisiaj pozostała jedynie wieża i niewielkie fragmenty murów. Będąc tam jednak ostatnio zauważyłam, że śmieci wysprzątano, krzaki i niektóre drzewa wykarczowano. Wieść głosi, że planowane są kolejne prace na zamku – zabezpieczenie murów i badania archeologiczne.

Dodam jeszcze tylko, że Zamek Smoleń znajduje się na Jurajskim Rowerowym Szlaku Orlich Gniazd i już kończę tą relację z mojej pierwszej wiosennej akurat nie rowerowej, tylko samochodowej wycieczki na Jurę :)

Oczywiście zachęcam Wszystkich do poznawania tego niezwykłego regionu Polski i wędrowania Szlakiem Orlich Gniazd :)

POZDRAWIAM :) :) :)

43. Zamek Ogrodzieniec – jurajski klasyk

WITAM SERDECZNIE !!!

Po dłuższej – zimowej przerwie powróciłam już do zwiedzania, teraz najwyższy czas powrócić i do relacjonowania. Z tym drugim miałam ostatnio problem, efektem czego są przenosiny mojego bloga – mam nadzieję, że tu, w tym nowym miejscu dobrze się poczuję i na brak weny twórczej nie będę narzekała :) Pierwsze tegoroczne wycieczki mam już za sobą – z Jurą przywitałam się 18 marca odwiedzając Zamek Smoleń i spacerując Doliną Wodącej, małopolskę odwiedziłam w Niedzielę Palmową, a w świętokrzyskim byłam kilka dni temu. Wszystkie te wycieczki chciałabym opisać i będę do tego dążyła. Już od dawna jednak chodzi mi po głowie Zamek Ogrodzieniec i to właśnie o nim dzisiaj się rozpiszę. Zanim jednak do tego dojdzie przypomnę, że dzięki korzystnej rzeźbie terenu obszar Jury Krakowsko-Częstochowskiej był w przeszłości idealny do budowania warowni obronnych. Stanowiąc niezwykle istotną i skuteczną linię obrony odegrały one szczególną rolę w historii Polski. Obecnie są ruinami, ale jakże malowniczymi ruinami. Wtopione w krajobraz, zachwycają swym pięknem i tworzą niezwykłą atmosferę tajemniczości. Uwielbiam odwiedzać je i spacerować wśród nich. Jedną z moich ulubionych i zarazem najczęściej przeze mnie odwiedzanych jest Ogrodzieniec.

Zamek Ogrodzieniecki w Podzamczu to najbardziej imponujące Orle Gniazdo spośród wszystkich zamków Jury Krakowsko – Częstochowskiej. Usytuowany na Górze Janowskiego – najwyższym wzniesieniu Jury (515,5 m. n.p.m.) – zbudowany z twardego wapienia i dolomitów przetrwał wieki, będąc długo niezdobytą twierdzą piastowskich orłów na Krakowie, a później kolejnych potężnych i znamienitych magnackich rodów.

Gród zamkowy istniał na Górze Janowskiego już w XII w. Mimo, że było to wtedy niewielkie grodzisko liczące zaledwie kilka drewnianych chat, osłoniętych z trzech stron skałami, a od północy palisadą, nazywano ja wówczas „Wilcza Szczęka” ze względu na wyjątkowe walory obronne, chroniące przed najazdami książąt czeskich i śląskich. Wówczas zamkiem rządził stary rycerski ród Włodków herbu Sulima. Kiedy w 1241 r. gród został splądrowany i spalony podczas najazdu Tatarów Włodkowie wznieśli gotycki zamek z kamienia, który do 1470r. był ich siedziba rodową.

Zamek zmieniał właścicieli aż do roku 1523 kiedy stał się własnością Jana Bonera, przedstawiciela wielce możnego i znaczącego rodu kupieckiego, radcy krakowskiego, bankiera i doradcy króla polskiego, burgrabii i żupnika krakowskiego. Jego bratanek – Seweryn Bonar – w latach 1532 – 1547 rozbudował zamek czyniąc z niego imponującą renesansową siedzibę obronną, w owych czasach dorównującą swoim przepychem Wawelowi.

Kolejny właściciel – Jan Firlej, mąż córki Seweryna Zofii, marszałek wielki koronny, wojewoda i starosta krakowski oraz kolejni przedstawiciele wielkich partiotów, wybitnych polityków i mecenasów sztuki władali Ogrodzieńcem ponad 100 lat – nadal rozbudowywali zamek nadając wnętrzom pyszny barokowy styl.

Najazd Szwedów w roku 1655 poważnie uszkodził południowe mury zamkowe. Kolejny właściciel – Stanisław Warszycki ( postać wielce dwuznaczna pod względem historycznym: z jednej strony odważny patriota, budowniczy, zwolennik postępu z drugiej strony jawi się w przekazach historycznych jako postać niezwykle okrutna, dręcząca i katująca poddanych) – dokonał koniecznych napraw, a także wzniósł na przedzamczu stajnie i wozownię oraz wybudował potężny mur obronny.

Kolejny najazd Szwedów w 1702 r. oraz pożar wzniecony przez najeźdźców rozpoczął etap upadku potężnej twierdzy. Ostatni właściciele opuścili zamek w 1810 r. Odtąd zaczął  służyć okolicznym chłopom, jako budulec i popadać w coraz większą ruinę.

Ruiny zamku leżą na „Szlaku Orlich Gniazd” i są udostępnione do zwiedzania. Ze względu na swoją nazwę, większość turystów błędnie twierdzi, iż jest on położony w miejscowości Ogrodzieniec. Naprawdę jednak znajduje się w Podzamczu, około 2 km na wschód od Ogrodzieńca.

Obecny stan ruin zamku jest efektem prac archeologiczno – konserwatorskich dokonanych przez państwo w latach 1959 – 1973. Nie daje on jednak rzeczywistego wyobrażenia o wyglądzie tej siedziby magnackiej z okresu jej świetności oraz o znaczeniu rodów, które kolejno nim władały.

Poniżej widok od pd-zach. i doskonale widoczna Baszta Kredencerska:

Nie ulega wątpliwości, że w czasach potęgi i znaczenia ogrodzienieckiej rezydencji pomieszczenia mieszkalne musiały być wyposażone i ozdobione niezwykle bogato. Nieprzypadkowo zamek w Podzamczu nazwano „Małym Wawelem”. Można domyślać się tylko że wymienione w inwentarzu zamku z 1665 r. piece z malowanymi kaflami, marmurowe kominki i posadzki, żelazne okute drzwi czy malowane skrzynie ze skarbca, zdobione balustrady i obrazy w kaplicy dorównywały świetności swym wawelskim odpowiednikom.

By poznać dokładnie zamek i jego otoczenie proponuję najpierw obejść go wkoło, a następnie zaopatrzyć się w bilet wstępu i zwiedzić go w środku – oczywiście jeśli ktoś woli, to może obrać odwrotną kolejność zwiedzania. Ja bywam tam tak często, że nie za każdym razem zwiedzam go w środku, ale wkoło obchodzę go zawsze 😉

Spacerując wokół ruin Zamku Ogrodzieniec możemy nie tylko podziwiać zamek, ale także różne ciekawe formacje skalne. Szczególnie pięknie prezentują się one na tle błękitnego nieba :)

Tyle piękna kryje się w tych kamieniach – aż trudno powstrzymać się od robienia zdjęć – ja z każdego wyjazdu przywożę ich mnóstwo :)

I jeszcze raz ta sama skała z oknem, tylko sfotografowana podczas innego wyjazdu:

A poniżej skała zwana Niedźwiedziem oblegana przez miłośników wspinaczki skałkowej, których latem można spotkać zarówno w Ogrodzieńcu, jak i na większości skałek jurajskich.

Będąc już na terenie zamku warto oprócz niego zwiedzić również Męczarnię.

W tej sali tortur zwanej również Katownią Warszyckiego (zlokalizowanej na terenie przedzamcza Zamku Ogrodzienieckiego) znajduje się wystawa dawnych narzędzi tortur i technik katowskich. Można zobaczyć takie machiny jak: Krzesło Czarownic, Hiszpański But, Garota, Kołyska Judasza, czy Żelazna Dziewica.

Na zdjęciu średniowieczny kat – aż strach pomyśleć jak czuli się skazańcy, gdy stawali przed takim jegomościem :(

Ponownie Męczarnia, tylko w nieco innym ujęciu:

Mnie szczególnie zachwyca sfinks – na zdjęciu widoczna również estrada, na której w okresie letnim często odbywają się różne występy i koncerty.                                             Miłośników Pokazów Rycerskich na pewno zainteresuje informacja, że w sezonie (maj-wrzesień) – w każdą niedzielę i dni świąteczne – Zamek Ogrodzieniec gości również przedstawicieli Bractwa Rycerskiego Ziemi Ogrodzienieckiej, którzy uprzyjemniają zwiedzanie swoimi pokazami walk oraz tańca dawnego. Pokazy odbywają się o godz. – 15.30, 17.00. Już od dawna planuję wybrać się na taką imprezę i może w tym roku mi się to uda 😉

W okresie od kwietnia do końca października na zamku organizowane są również Wieczory z Duchami.

Jak już wspominałam, w sali tortur można oglądać różne średniowieczne narzędzia tortur, ale i na zamkowym dziedzińcu głównym również stoją dyby – obowiązkowy rekwizyt każdego zamku :)

W dawnych zamkowych spichlerzach przy centralnym punkcie zamku – dziedzińcu, zwanym Pańskim umiejscowiona jest Karczma Rycerska. Tworzą ją trzy przechodnie sale: barowa, kominkowa, biesiadna. Specjalnością Karczmy jest: pajda wiejskiego chleba ze smalcem skwarkami i cebulką. Warto również spróbować grzańca korzennego oraz staropolskiego miodu pitnego. Niestety ja tych specjałów jeszcze nie kosztowałam, ale słyszałam, że warto się na nie skusić :)

Z oficjalnej strony zamku www.zamek-ogrodzieniec.pl wyczytałam kilka ciekawostek wartych zapamiętania, jak np. że są to największe najlepiej zachowane ruiny zamku w Polsce. Warto również odwiedzić tą stronę, by poczytać niezwykle interesujące legendy związane z Zamkiem Ogrodzieniec.                                                                                   Nie wszyscy pewnie wiedzą, ale unikatowy kompleks wapiennych skał wraz z ruinami Zamku Ogrodzienieckiego w Podzamczu często określany jest nazwą „Skalne miasto” – moim zdaniem to bardzo trafne określenie :)

W tzw. lamusie, pod salą kredencerską, przy zejściu do Kurzej Stopy umieszczone jest Muzeum Zamkowe. Znajdują się w nim makiety zamku – z czasów jego świetności i stanu obecnego, fotogramy z planu „Zemsty” Andrzeja Wajdy oraz znaleziska archeologiczne z zamku i okolic Góry Birów w Podzamczu. Dodatkowo zwiedzający mogą zobaczyć film obrazujący codzienne życie na Zamku Ogrodzienieckim w czasach kiedy był magnacką rezydencją – „Wirtualny Zamek”.

Po wizycie w Muzeum Zamkowym koniecznie należy też odwiedzić Zbrojownię:

Ciekawe eksponaty można tam zobaczyć :)

I jeszcze jedno zdjęcie zrobione w Zbrojowni 😉

Ilością zdjęć w tym wpisie pobiłam rekord, ale i tak jest ich niewiele biorąc pod uwagę, że pochodzą z czterech różnych wyjazdów, a z każdego wyjazdu przywożę ich mnóstwo :)

Uprzedzam, że jadąc tam należy zarezerwować sobie więcej wolnego czasu. Gruntowne zwiedzanie zamku i jego obejście wkoło jest czasochłonne, a  dodatkowo w pobliżu zamku znajdują się jeszcze inne atrakcje warte zobaczenia. U podnóża zamku usytuowany jest powstały w 2010 roku Park Zamków Jurajskich OGRODZIENIEC – można w nim zobaczyć makiety wszystkich jurajskich zamków z czasów ich świetności – oczywiście makieta Zamku Ogrodzieniec też tam jest. O parku tym już kiedyś opowiadałam – zainteresowane osoby odsyłam do mojego wpisu 9. Zaraz obok zamku jest też park linowy – coś dla miłośników skoków adrenaliny. I polecam również Górę Birów. Z zamku można ją dostrzec i zwiedzić kupując wspólny bilet wstępu, bądź tzw. Złoty Bilet (zapewnia on wspólne zwiedzanie Zamku Ogrodzieniec, Góry Birów i Parku Miniatur w niższej cenie). Ponownie uprzedzam, że zobaczenie tego wszystkiego zajmuje sporo czasu, niemniej jednak warto to zrobić. Ja do Podzamcza mam blisko, więc przyjemność zwiedzania dawkuję sobie stopniowo, ale jeśli ktoś przyjeżdża z daleka to na taki luksus raczej nie może sobie pozwolić.

Rozpisałam się dzisiaj, ale o tym zamku trudno się nie rozpisać, można by o nim opowiadać godzinami. Zainteresowanym nim osobom polecam oficjalną stronę zamku, na której znajdziecie mnóstwo ciekawych informacji o nim, zresztą ja też pozwoliłam sobie zaczerpnąć z niej informacje o jego historii i położeniu www.zamek-ogrodzieniec.pl

Żegnam się i tradycyjnie już na koniec zachęcam do czytania kolejnego wpisu, a o czym zdecyduję się opowiadać na razie sama jeszcze nie wiem 😉