73. Spacerem po Krakowie…

Ostatnio opowiadając o Skałach Podlesickich zachęcałam do spacerowania na łonie natury, a dzisiaj pokazując kilka zdjęć proponuję odwiedzić Kraków i przespacerować się po tym pięknym mieście :)

Położony nad Wisłą, na obszarze Bramy Krakowskiej, Niecki Nidziańskiej i Pogórza Zachodniobeskidzkiego – Kraków jest jednym z najstarszych miast Polski o ponadtysiącletniej historii, z wieloma wartościowymi obiektami architektonicznymi. Obecnie jest stolicą województwa małopolskiego. Miasto pełni funkcję centrum administracyjnego, kulturalnego, edukacyjnego, naukowego, gospodarczego, usługowego i turystycznego. Na arenie międzynarodowej Kraków postrzegany jest jako „duchowe i naukowe serce Polski”.
Główne atrakcje turystyczne Krakowa to: Zamek Królewski na Wawelu, Katedra Wawelska, Stare Miasto – od 1978 wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, Rynek Główny, Sukiennice, Kościół Mariacki, Kolegiata św. Anny, Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kazimierz – od 1978 wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, Cmentarz Remuh, Kopiec Kościuszki.

Na zdjęciu nowoczesna fontanna oraz zabytkowy budynek Sukiennic znajdujący się w centralnej części Rynku Głównego. Ciekawe połączenie – niczym piramida przy Luwrze w Paryżu ;)

I jeszcze jedno zdjęcie zrobione na krakowskim Rynku – oprócz Sukiennic widzimy na nim Kościół Mariacki :)

Kościół archiprezbiterialny pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, zwany także kościołem Mariackim – jeden z największych i najważniejszych, po Katedrze Wawelskiej, kościół Krakowa, od 1962 posiada tytuł bazyliki mniejszej. Należy do najbardziej znanych zabytków Krakowa i Polski.
Jest kościołem gotyckim, budowanym w XIV i XV wieku. Położony jest przy północno-wschodnim narożniku Rynku Głównego, na Placu Mariackim 5. Kościół znajduje się na trasie Małopolskiej Drogi św. Jakuba z Sandomierza do Tyńca.
W Kościele Mariackim można podziwiać arcydzieło rzeźbiarskie późnego gotyku – Ołtarz Wielki – dzieło Wita Stwosza.

Na kolejnym zdjęciu Barbakan – najbardziej wysunięta na północ część fortyfikacji miejskich w Krakowie.

Barbakan stanowi wycinek koła o średnicy wewnętrznej 24,40 m, a grubość murów sięga powyżej 3 m. Jest to gotycka budowla z siedmioma wieżyczkami. Dawniej był połączony z Bramą Floriańską długą szyją i jego głównym zadaniem była jej obrona. Mury szyi posiadały wewnątrz hurdycje spoczywające na arkadach oraz były zaopatrzone w otwory strzelnicze. Do Barbakanu prowadziło wejście od strony Kleparza. Było ono umieszczone prawie równolegle do linii murów obwodowych, co umożliwiało załodze ostrzeliwanie ogniem flankowym napastników atakujących bramę. Do dwóch bram fortecy wiodły mosty zwodzone, przerzucone nad wyłożoną kamieniami fosą o 24-metrowej szerokości i 3,5-metrowej głębokości. Ponadto od strony Kleparza znajduje się znacznie wysunięta na zewnątrz przybudówka, pod którą niegdyś przepływała woda. Przybudówka ta związana była z funkcjonowaniem bram i mostów zwodzonych.
Został wzniesiony w latach 1498-1499 za panowania króla Jana Olbrachta w obawie przed najazdem wołosko-tureckim zagrażającym Krakowowi po klęsce bukowińskiej. Według oceny specjalistów w okresie od XV do XVIII wieku był fortecą nie do zdobycia.
Na barbakanie znajduje się płyta poświęcona Marcinowi Oracewiczowi. Jak głosi legenda, podczas konfederacji barskiej, gdy zabrakło mu amunicji przy obronie Krakowa, nabił karabin guzikiem od czamary i zabił rosyjskiego dowódcę Panina.
Obecnie barbakan jest oddziałem Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Wykorzystywany jest jako miejsce ekspozycji różnorodnych wystaw, jako arena walk sportowych np. mistrzostw Polski w szermierce bądź historyzowanych walk rycerskich i tańców dworskich.
Są także organizowane przez Muzeum Historyczne Miasta Krakowa projekcje filmowe pod nazwą BarbaKino – średniowieczne kino letnie w Barbakanie.

Zabytek ten znajduje się zaledwie kilka minut spacerem od Rynku Głównego – bez problemu trafiamy do niego idąc ulicą Floriańską ;)

Kraków jest ośrodkiem kulturalnym i turystycznym Europy. Obszar zabytkowego Starego Miasta oraz Kazimierza wpisano w 1978 r. na pierwszą listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO. W roku 2000 Kraków otrzymał tytuł Europejskiej stolicy Kultury.
W Krakowie istnieje 11 dużych teatrów oraz szereg mniejszych, często wystawiających swoje sztuki w małych nastrojowych piwniczkach. Znajduje się tu także polski teatr stały, publiczny i zawodowy, Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie, jeden z najstarszych w Polsce. W 2008 r. wzniesiono budynek Opery Krakowskiej przy ul. Lubicz. Zespół Opery występował wcześniej w budynku Teatru im. :) . Słowackiego. W mieście działa również filharmonia im. Karola Szymanowskiego.

Na zdjęciu Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie :)

Budynek teatru wzniesiono w latach 1891-93 na miejscu wyburzonego w 1892 kościoła Ducha Świętego. Budynek jest utrzymany w stylu eklektycznym z przewagą neobaroku (częstym w tym okresie w państwie habsburskim). Tę nową scenę narodową w Krakowie dla zespołu występującego przy ul. Jagiellońskiej zaprojektował Jan Zawiejski. Był to pierwszy budynek w Krakowie, który posiadał oświetlenie elektryczne. Początkowo nosił nazwę „Teatr Miejski”, dopiero w 1909 otrzymał imię Juliusza Słowackiego.

Fasada ujęta w dwa ryzality zwieńczone alegorycznymi postaciami: z lewej Poezja, Dramat i Komedia (autor: Tadeusz Błotnicki), z prawej Muzyka, Opera i Operetka (autor: Alfred Daun). Poniżej gzymsu znajdują się alegoryczne popiersia Wesołości i Smutku (autor: Mieczysław Zawiejski). Na froncie fasady widnieje napis „Kraków narodowej sztuce”. Na szczycie znajdują się posągi młodzieńca w kontuszu (Tadeusz) i młodej kobiety w szlacheckim stroju (Zosia) autorstwa Michała Korpala.

Ponownie Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie
- w ujęciu od frontu :)

Zawsze opowiadając o jakimś miejscu staram się robić to wyczerpująco, tak, żeby zawrzeć wszystkie istotne informacje – w przypadku Krakowa i tego wpisu jest to niemożliwe :(
Kraków jest tak ciekawym i obfitującym w zabytki miastem, że nie sposób pokazać wszystkiego naraz. Wybrałam więc dzisiaj tylko kilka zdjęć i na ich podstawie przemycam troszkę informacji :) A za jakiś czas postaram się ponowić spacer po Krakowie i będą wtedy kolejne zdjęcia i nowe przybliżające to miasto informacje :)

Tymczasem w ekspresowym tempie dotarłam teraz nad Wisłę.
W słoneczny i ciepły dzień jest tam niezwykle pięknie. W ogóle pod kopułą błękitnego nieba Kraków wspaniale się prezentuje :)

Najogólniej Wawel to historyczna dzielnica Krakowa na lewym brzegu Wisły, wzgórze na Pomoście Krakowskim.
Wawel ma charakter zrębu tektonicznego, który powstał w miocenie i zbudowany jest z liczących 161–155 mln lat górnojurajskich wapieni wieku oksfordzkiego.
Na wzgórzu znajdują się dwa zabytkowe zespoły budowlane: Zamek Królewski na Wawelu oraz bazylika archikatedralna św. Stanisława i św. Wacława.
W 1978 Wawel wraz ze Starym Miastem, Kazimierzem i Stradomiem został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, w 1994 razem ze Starym Miastem, Stradomiem, Kazimierzem, Podgórzem, Nowym Światem i Piaskiem został uznany za pomnik historii.

Według badań archeologicznych ślady pierwszego osadnictwa datuje się na środkowy paleolit, około 100 tys. lat p.n.e. Jako osada położona na skrzyżowaniu szlaków handlowych szybko się rozwijał. Wawel był prawdopodobnie jednym z ośrodków władzy plemienia Wiślan, których organizacja państwowa powstała na przełomie VIII i IX wieku.
W 1000 roku zostało utworzone biskupstwo krakowskie, czego konsekwencją była budowa katedry – siedziby biskupa.
Na przełomie 1038 i 1039 Kazimierz Odnowiciel powrócił do Polski i przyjmuje się, że tym samym Kraków został siedzibą władzy królewskiej i stolicą państwa.
Budowę drugiej katedry, tzw. „Hermanowskiej” rozpoczęto pod koniec XI wieku, prawdopodobnie właśnie z fundacji Władysława Hermana. Jej konsekracja nastąpiła w 1142 roku.
W 1305 lub 1306 roku katedra spłonęła, ale nie w całości, w związku z czym w 1320 roku możliwa była koronacja Władysława Łokietka. W tym samym roku, z inicjatywy króla, rozpoczęto budowę nowej, trzeciej z kolei, która w swoim głównym zrębie istnieje do dziś. W 1364 została ona konsekrowana.
W latach 1507-1536 gruntownie przebudowano siedzibę królewską, a mecenat nad tym ogromnym przedsięwzięciem sprawował sam Zygmunt Stary. Prace prowadzono pod kierunkiem dwóch Włochów: Franciszka z Florencji i Bartłomieja Berrecciego, a po ich śmierci Polaka – Benedykta z Sandomierza.
Po pożarze w 1595 roku, w którym spłonęła północno-wschodnia część zamku, król Zygmunt III Waza podjął decyzję o odbudowie, którą kierował architekt Jan Trevano. Z przebudowy tej zachowały się m.in. schody Senatorskie i kominek w sali Pod Ptakami.
Gdy w 1609 roku król Zygmunt III na stałe przeniósł się do Warszawy, dla Wawelu rozpoczął się trudny okres.

I już ostatnie spojrzenie na Wawel, Wisłę i słoneczny Kraków – uwielbiam to cudowne „miasto z duszą” i mam nadzieję, że niedługo ponownie w nim zawitam :)

POZDRAWIAM SERDECZNIE :) :) :)

72. Skały Podlesickie – Turnia Motocyklistów, Apteka, Biblioteka i Góra Apteka

Stali bywalcy mojej bloga już doskonale wiedzą o tym, jak bardzo lubię jurajskie ostańce. W połączeniu z soczystą zielenią i błękitnym niebem prezentują się wspaniale !!! Skały Rzędkowickie i Skały Kroczyckie już nie raz pokazywałam i opisywałam – teraz chciałabym przybliżyć Skały Podlesickie :)

Skały Podlesickie tworzą  Góra Apteka, Skała Apteka, Turnia Motocyklistów, Biblioteka oraz pomniejsze skały. Przyjemnie brzmiące nazwy i ciekawie wyglądające skałki, prawda? ;) Doskonale widoczne są one z Góry Zborów, natomiast odnalezienie ich w lesie może sprawić problem. Przyznaję, sama napotkałam przy tym trudności, ale udało się i teraz już świetnie je odróżniam i wiem jak do nich dojechać :)

Moim zdaniem najłatwiej zidentyfikować Turnię Motocyklistów, ponieważ wjeżdżając do Podlesic od strony Żarek drogą 792 Żarki-Kroczyce można ją dojrzeć już z tejże drogi :)
Drogę 792 Żarki-Kroczyce można potraktować jako taką granicę oddzielającą Skały Podlesickie od Kroczyckich i dzięki temu uzyskuje się lepszą orientację w terenie.

Przypominam, że Podlesice i jego okolica to niezwykle piękny teren, przyciągający turystów i rowerzystów – dla miłośników wspinaczki prawdziwy raj :) Wspinaczki nie uprawiam, za to latem często można mnie tam spotkać – na rowerze ;)

Na zdjęciu ponownie Turnia  Motocyklistów – moim zdaniem bardzo fotogeniczna skała :)

„Czerwiec nadchodzi,
lekko stąpa po trawach,
w lesie kwitną poziomki
na słonecznych polanach…”

To fragment wiersza nieznanego mi autora, który doskonale pasuje do mojego kolejnego zdjęcia:

Na zdjęciu jest tylko jedna, ale na słonecznej polanie obok Turni  Motocyklistów pewnego czerwcowego dnia 2012 roku ujrzałam mnóstwo takich kwitnących poziomek,  no i zabawiłam tam dłużej, niż pierwotnie miałam w planie ;)

„Boże jak pięknie !!!” – ta myśl towarzyszyła mi tego dnia odkąd tylko ujrzałam pierwsze skałki, Turnia na tle błękitnego nieba zachwyciła mnie i do dzisiaj ten zachwyt pozostał :)

Natomiast potężne bloki skalne oblegane przez wspinaczy na kolejnym zdjęciu to już Apteka :)

Skała Apteka położona jest w lesie około 200 metrów od drogi 792 Żarki – Kroczyce. W jej obrębie wyróżniamy Basztę Płn., Mur i Basztę Płd.

Aptekę warto obejść wkoło, można również z tego miejsca podziwiać piękny widok okolicy. Widać doskonale Górę Zborów i Kołoczek, a także Hotel „Orle Gniazdo Hucisko” – to ten budynek w tle na zdjęciu poniżej.

Na Jurze nie tylko widoki zachwycają, niezwykle piękna i urozmaicona jest tam również flora i fauna – warto więc rozglądać się na wszystkie strony i oczy mieć szeroko otwarte ;)

Pokazałam już Turnię Motocyklistów i Skałę Aptekę – teraz kilka zdjęć zespołu skał, zwanego Biblioteką :)

Masyw skalny Biblioteki tworzą następujące skały: Czarny Filarek, Sowa, Żółta Ścianka, Koń, Trzy Kominy, Dawid, Żagiel, Goliat, Kazarma, Żabia Grań.

Bibliotekę doskonale widać z Góry Zborów i ze Skały Apteki, natomiast dotarcie do niej może sprawić problem, dlatego teraz dokładnie wyjaśnię jak to zrobić :)
Na Bibliotekę najlepiej dotrzeć pozostawiając samochód na parkingu przy Centrum Dziedzictwa Przyrodniczego i Kulturowego Jury. Najpierw kierujemy się na zachód w stronę Turni Motocyklistów, mijając ją skręcamy w lewo i ścieżką początkowo przez łąkę a później przez las, podchodzimy kilka minut pod ściany Biblioteki od strony Żabiej Grani. Można również zostawić samochód na szczycie wzniesienia, pomiędzy Podlesicami a wspomnianym parkingiem. Stąd, polną drogą, zielonym szlakiem kierujemy się na zachód w stronę Rzędkowic. Po około sześciuset metrach, gdy droga obniża się skręcamy w prawo, w ewidentną, szeroką ścieżkę. Po przejściu kilkudziesięciu metrów po prawej zobaczymy miedzy drzewami Czarny Filarek. Jeśli pójdziemy dalej, ścieżka doprowadzi nas pod Goliata (to nazwy poszczególnych skał tworzących Bibliotekę).

Nazwa Biblioteka została nadana przez jego odkrywców: Zdzisława „Kirkina” Dziędzielewicza i towarzyszy, którym ta zwarta, pocięta kominami grupa skał skojarzyła się z tomami grubych ksiąg na bibliotecznych półkach :)

Poszczególne skały są rozdzielone rysami i kominami, urozmaicone, tak więc miłośnicy wspinaczki na pewno znajdą tam zadowalające ich drogi wspinaczkowe.

Hotel „Orle Gniazdo Hucisko” pokazywałam już w ujęciu zrobionym z Apteki, teraz ten sam hotel wypatrzony z Biblioteki ;)

Nieopodal muru skalnego „Biblioteki” w Podlesicach znajduje się Jaskinia Żabia.
Wejście jaskini jest niezabezpieczone, dlatego przy podchodzeniu do jej wylotu niezbędne jest zachowanie daleko idącej ostrożności. Zwiedzanie jaskini możliwe jest wyłącznie ze sprzętem speleologicznym. Konieczna jest umiejętność zjazdu i wychodzenia po linie.
Jaskinia odkryta została w 1944 r. przez mieszkańców Podlesic zajmujących się pozyskaniem szpatu. Jeszcze po II wojnie światowej prowadzono tam wydobycie kalcytu. „Z powierzchni schodzimy na dno 8-metrowego komina, opróżnionego w czasie eksploatacji z gruzu i gliny, które go pierwotnie wypełniały. Na dnie zaczyna się wąski, dalej rozszerzający się, przeważnie naturalny korytarzyk, ok. 25 m długi, zawierający miejscami ładne nacieki” – podają relację Szelerewicz i Górny w swojej pracy: Jaskinie Wyżyny Krakowsko-Wielunskiej. Podczas pozyskiwania urobku, na początku lat 50. XX w. nastąpił obryw, który kilkumetrową warstwą zamknął dostęp do jaskini. Dopiero pod koniec lat 70-tych grotołazi zdecydowali się na podjęcie eksploracji. Prace mające na celu usuniecie zawału prowadzono w kwietniu i maju 1979 roku. W czerwcu 1979 roku ostatecznie przekopano zawał, osiągając niedostępne partie jaskini.
Jaskinia ma charakter obszernej studni, przedzielonej mostami. Zwiedzanie najniższych partii, po dużych opadach deszczu lub po roztopach wiosennych, nie należy do przyjemnych, dno jaskini jest bardzo bagniste. Dno jaskini Żabiej zamieszkują ropuchy.

A na kolejnym zdjęciu przypominająca jaskinię szczelina skalna :)

Jeszcze jedno zdjęcie i to będzie już wszystko na temat Biblioteki :)

Opowiadając o Skałach Podlesickich nie mogę również pominąć Góry Apteka, tym bardziej, że to liczące 449 m.n.p.m. wzniesienie jest drugim co do wysokości po Górze Zborów wzniesieniem Jury Krakowsko-Częstochowskiej.
Góra Apteka znajduje się nieopodal wsi Podlesice. Porośnięta jest sosnowym lasem, a na jej szczycie widoczne już z daleka bieleją wapienne skały (Ruskie Skały, Ruskie Baszty). Ze szczytu skał roztacza się piękny widok na okolicę w kierunku południowym. Duża część skał  niestety zarośnięta jest przez las, który śmiało wdziera się na szczytową polanę. Często prowadzone są tam kursy wspinaczki skalnej. Warto również dodać, że przez Górę Apteka przechodzi czerwony szlak Orlich Gniazd.

Na zdjęciu, zrobionym ze stoku narciarskiego w Morsku na wprost widoczna Góra Apteka, a w tle Góra Zborów :)

Kończąc ten wpis o Skałach Podlesickich wyjaśniam, że zdjęcia i opisy umieszczone w nim, nie są relacją z jednej wycieczki do Podlesic, ale takim podsumowaniem kilku moich wycieczek rowerowych podczas sezony 2012. Niezwykle piękne miejsce, wprost idealne do wypoczynku na łonie natury.

Teoretycznie to już teraz powinnam rozpoczynać nowy sezon rowerowy, ale niestety pogoda spłatała psikusa –zima wiosną, więc jeszcze trochę przyjdzie mi na to poczekać. Skały Podlesickie będą na pewno również celem moich tegorocznych wycieczek rowerowych.

POZDRAWIAM SERDECZNIE :) :) :)
oby do lata !!! ;)

71. Wiosna się zbliża!

Wiosna zbliża się wielkimi krokami! Wraz z nadejściem wiosny przyroda budzi się do życia, dni stają się coraz dłuższe i cieplejsze, słoneczko świeci, ptaki radośnie śpiewają i my również „budzimy się z zimowego snu”. Spacery, nordic walking, rolki, wycieczki rowerowe i samochodowe – nasza aktywność wzrasta i częściej myślimy też o tym, by wolny czas spędzać na łonie natury, w plenerze.

Nieformalnie nazwane „zimową stolicą Polski” – Zakopane jest w okresie zimowym tłumnie odwiedzane przez narciarzy i snowboardzistów, ale nie tylko w zimie jest tam tłoczno. Wraz z nadejściem wiosny do Zakopanego przyjeżdża mnóstwo spacerowiczów i miłośników wędrówek wysokogórskich.
To obecnie leżące w województwie małopolskim miasto, jest drugim co do wielkości po Nowym Targu miastem Podhala. Zakopane jest największym ośrodkiem miejskim w bezpośrednim otoczeniu Tatr, w jego granicach administracyjnych znajduje się znaczna część Tatrzańskiego Parku Narodowego, jest więc ono doskonałą bazą wypadową w góry. Szlaki turystyczne posiadają tu różne stopnie trudności, począwszy od bardzo łatwych aż po trudne, ubezpieczone łańcuchami, drabinkami i klamrami. Będąc z dziećmi jednak najlepiej wybrać się do którejś z dolinek reglowych, tam można poruszać się również z wózkiem.
Sięgając do historii Zakopane powstało jako osada na miejscu sezonowych osad pasterskich. Rozkwit rozpoczął się w drugiej połowie XIX w., kiedy to właściwości klimatyczne Zakopanego zaczął popularyzować Tytus Chałubiński. W 1873 r. zawiązało się Towarzystwo Tatrzańskie, a w 1900 r. powołany został Związek Przyjaciół Zakopanego.
Do najsławniejszych zabytków zaliczane są: barokowy drewniany kościółek obok Cmentarza Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku, góralska zabudowa drewniana oraz budowle w stylu zakopiańskim.
W mieście działają liczne muzea i galerie sztuki, odbywa się wiele imprez plenerowych. Rokrocznie na Wielkiej Krokwi odbywa się Puchar Świata w skokach narciarskich, rozgrywane były mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym i alpejskim, a także wiele innych konkursów.
Liczne sanatoria, domy wypoczynkowe, hotele oraz duża baza noclegowa dodatkowo czynią z Zakopanego miejscowość atrakcyjną dla turystów. Warto wspomnieć, że doskonale rozwinięta jest tu również sieć gastronomiczna.

Przyroda, piękne widoki, świeże powietrze, ciekawe trasy rowerowe i górskie szlaki turystyczne – Zakopane to jedno z najbardziej atrakcyjnych turystycznie miejsc na mapie Polski i idealne miejsce dla osób lubiących aktywny wypoczynek. Planując wiosenny wyjazd z pewnością warto wziąć to pod uwagę.

70. Zbiornik Poraj

Na moim turystycznym blogu opowiadałam już o kilku zbiornikach wodnych – dzisiaj postaram się przybliżyć kolejny znajdujący się na obszarze Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Opowiem pokrótce o usytuowanym niedaleko Częstochowy Jeziorze Porajskim (Zbiorniku Poraj) :)

Jest to zbiornik zaporowy na rzece Warta utworzony w 1978 roku przez spiętrzenie wód rzecznych zaporą w Poraju.
Dla przypomnienia – Poraj to wieś w Polsce położona w województwie śląskim, w powiecie myszkowskim (siedziba gminy Poraj), na Wyżynie Woźnicko-Wieluńskiej, która jest częścią Wyżyny Śląsko-Krakowskiej.
Przez Poraj przebiega droga wojewódzka nr 791 Trzebinia-Kolonia Poczesna oraz linia kolejowa nr 1 Warszawa-Katowice (magistrala kolejowa). W miejscowości znajduje się dworzec kolejowy.
Poraj po raz pierwszy pojawia się w źródłach historycznych w 1496, kiedy starosta krzepicki Stanisław z Kurozwęk z polecenia króla Jana Olbrachta założył w małej osadzie stadninę koni. Osada przyjęła nazwę od herbu Poraj Stanisława z Kurozwęk, syn Dobiesława Kurozwęckiego, wojewody lubelskiego. W roku 1556 za panowania króla Zygmunta II Augusta założono pierwszy w Polsce szlak pocztowy z Krakowa do Krzepic przez Olkusz, Koziegłowy, Częstochowę.

Dotarcie na rowerze do tego miejsca i objechanie wkoło Zbiornika Poraj było jednym z kilku sukcesów mojego zeszłorocznego sezonu rowerowego :)

Zbiornik Poraj przy maksymalnym spiętrzeniu wód ma powierzchnię 5,5 km2. Maksymalna wysokość piętrzenia to 12 m, całkowita pojemność 25,1 hm3, długość 4,9 km i szerokość maksymalna 1,4 km. Linia brzegowa liczy ok. 15 km. Głębokość maksymalna zbiornika wynosi 13 metrów, średnia – 3,9 m, a wskaźnik głębokościowy osiąga 0,3. Dzięki tym parametrom znajduje się on w czołówce polskich sztucznych zbiorników wodnych pod względem wielkości.

Zachodni brzeg jeziora to lasy sosnowe, w których można sporo grzybów nazbierać. Piaszczyste brzegi umożliwiają dzikie biwakowanie. W sezonie letnim są mocno oblegane, gdyż miejsce jest urokliwe.

Istnieją tu dogodne warunki do uprawiania żeglarstwa i innych sportów wodnych. O zachowanie porządku dba wodna Policja. A o tym, by nie pozostawiać po sobie śmieci, powinniśmy zadbać sami.

Można tu złowić przepiękne okazy karpia, amura, leszcza, sandacza, szczupaka, okonia, a nawet pstrąga. Spotyka się również raki, szczególnie przy dopływach mniejszych rzek i strumieni.

Wokół zbiornika znajdują się liczne ośrodki rekreacyjne: Klub wodny „Enif” założony w 1953 roku, Yacht Club „Zeffir-Drakkar”, Rybaczówka PZW. Nad zalewem znajduje się dawny ośrodek wypoczynkowy „Leśna Radość”.

Zbiornik Poraj to idealne miejsce do wędkowania, wypoczynku, spacerów, jazdy na rowerze, bądź wyciszenia się, więc z pewnością warto go odwiedzić :)

Wiosna nadchodzi, więc pozdrawiam zachęcając do wiosennych spacerów ;)

69. Grochowiec Wielki

Śnieżny i mroźny luty, brrr… pogoda zupełnie nie sprzyja wycieczkom, więc niestety nie zwiedzam, a zamiast tego siedząc w cieplutkim domku przeglądam foldery na komputerze i wspominam :)
Dzisiaj moją uwagę zwróciły zdjęcia pochodzące z gminy Ogrodzieniec. Piękne tereny, latem często tam bywam na rowerze, pewnego dnia pojechałam, by wspiąć się na Grochowiec Wielki :)

Grochowiec Wielki znajduje się około 5 km na południe od Ogrodzieńca, pomiędzy dwiema wioskami: Żelazkiem i Ryczowem. Odnalezienie go nie sprawia problemu – z drogi Ryczów-Żelazko jest doskonale widoczny. Wzniesienie to liczy 486 m. n.p.m. i jest jednym z najwyższych na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.

Grochowiec Wielki tworzą cztery skały: Słoń, Nosorożec, Tapir oraz Pancernik.

Słoń to kolejny „Jurajski Giewont”, a pobliski Ryczów niekiedy określany jest „Małym Zakopanem”.

Poniżej ponownie szczyt Słonia z charakterystycznymi metalowymi krzyżami.

Wspinaczka na Grochowcu Wielkim odbywa się głównie na dwóch skałach: na Słoniu i na Nosorożcu. Najbardziej atrakcyjne drogi wspinaczkowe to m.in.: Taniec ze Słoniem, Doleżychówka czy Prześliczna Wiolonczelistka.
Warto dodać, że na przełomie 2008 i 2009 r. została całkowicie wymieniona asekuracja wspinaczkowa na wszystkich skałach tego rejonu. Asekurację wykonał Piotr Drobot dzięki wsparciu Polskiego Związku Alpinizmu oraz Związkowi Gmin Jurajskich.
Będąc w tym regionie można również wspinać się na Straszykowych Skałach. I koniecznie należy zobaczyć ruiny strażnicy w Ryczowie. Ta twierdza wzniesiona prawdopodobnie przez Kazimierza Wielkiego uzupełniała lukę w systemie obronnym pomiędzy zamkami w Ogrodzieńcu, w Smoleniu i w Bydlinie. Warownia funkcjonowała zaledwie do XV w., kiedy to została opuszczona, a wcześniej prawdopodobnie wysadzona w powietrze. W okresie dwudziestolecia międzywojennego na skutek obsunięcia części skały zniszczeniu uległ północno-wschodni fragment . Do czasów obecnych zachowały się fragmenty murów (w zasadzie kilkanaście kamieni) oraz ziemny wał otaczający skałę.
Więcej informacji o tej strażnicy można znaleźć w jednym z moich poprzednich wpisów – osoby zainteresowane odsyłam tam, a ja tymczasem kontynuuję opowiadanie o Grochowcu Wielkim :)

Szczyt Słonia przyciąga wspinaczy, ale mogą na niego również wejść osoby nie uprawiające wspinaczki skałkowej, gdyż istnieje i taka możliwość. Warto to zrobić, gdyż jest on doskonałym punktem widokowym na całe pasmo Smoleńsko-Niegowonickie.  Ze szczytu tej skały roztacza się również widok na wzgórze zamkowe w podzamczu i Rezerwat Ruskie Skały.

Uwaga! Przy dobrych warunkach widać nawet Tatry!

I jeszcze jedno zdjęcie zrobione w tym miejscu – mam nadzieję, że udało mi się udowodnić jego atrakcyjność i zarazem zachęcić do odwiedzenia.

Zachwycona Grochowcem Wielkim, w tym roku, jak tylko zrobi się ciepło, planuję ponownie odwiedzić go na rowerze ;)

POZDRAWIAM SERDECZNIE WSZYSTKICH,
a szczególnie miłośników jurajskich widoków ;) :) :)

68. Na Pustyni Siedleckiej …

Piękną Kotlinę Kłodzką pożegnałam i teraz powracam na „moją” ukochaną, równie piękną Jurę Krakowsko-Częstochowską. Jako pierwszą wyciągam z szuflady serię zdjęć z Pustyni Siedleckiej, bo Kochani Jura to nie tylko skałki, ruiny zamków, czy zbiorniki wodne, na Jurze są również dwie pustynie: Błędowska i Siedlecka :)

Pustynia Siedlecka to bardzo ciekawe miejsce o istnieniu którego nawet wielu przejeżdżających w jego pobliżu nie wie, więc tym bardziej chciałabym opowiedzieć o nim.

Pustynia ta znajduje się w województwie śląskim, powiecie częstochowskim, niedaleko wsi Siedlec. W Siedlcu drogę na pustynię wskazuje strzałka, więc z odnalezieniem jej nie ma większego problemu.

Pustynia Siedlecka posiada niewielką piaszczystą powierzchnię 25 ha, która oparła się zalesieniu – jest więc nieduża, ale za to naprawdę piaszczysta. Mówi się, że odkrytego piasku jest tu więcej niż na słynnej Pustyni Błędowskiej :)

Pośrodku wyrasta wzgórze (piaszczyste, rzecz jasna), z którego pięknie widać połacie piachu kontrastujące z pobliską bujną zielenią lasów koło Złotego Potoku. Reszta powierzchni pustynnej licząca około 30 ha. została zadrzewiona w latach 60 XX wieku.

Na tym terenie można spotkać następujące gatunki roślin:
sosna zwyczajna (Pinus sylvestris)
szczotlicha siwa (Corynephorus canescens)
kocanka piaskowa (Helichrysum arenarium) – roślina chroniona
czerwiec roczny (Scleranthus annus)
trzcinnik piaskowy (Calamagrostis epigejos)

Legenda głosi, że diabeł, który gonił uciekającego na kogucie Twardowskiego był tak blisko, iż przed  czarnoksiężnikiem otworzyły się bramy piekieł, a piekielny ogień wypalił ziemię zamieniając ją w pustynię. Część terenu przed pustynią nosi nazwę Siedlec Piekło. Tak naprawdę piach jest pozostałością piaszczystego dna morskiego z okresu górnej jury, a następnie ponownej transgresji morskiej w górnej kredzie, który później w okresie holocenu został zepchnięty przez czoło lądolodu zlodowacenia środkowopolskiego w postaci moreny czołowej. Stąd piaski i wydmy do wysokości 30 m. na tej największej w gminie Janów piaskownicy. Po drugiej wojnie światowej utworzono w tym miejscu piaskownię, która funkcjonowała do lat 60.

W wietrzne dni tumany piasku wzbijają się z pustyni i wdzierają do okien mieszkańców pobliskiego Siedlce. W dni upalne rozdygotane nad pustynią gorące powietrze powoduje efekt fotomorgany, przybliżając odległe krajobrazy.

Pustynię odwiedzają licznie turyści – gmina organizuje tu imprezę plenerową Pustynny Piknik. Funkcjonuje tutaj także niewielkie źródło bezodpływowe „Oaza”.
Teren pustyni przyciąga również miłośników sportów motorowych, którzy mogą tutaj spróbować swych sił w „pustynnych” warunkach. To tu 8 sierpnia 2009 r. odbył się I Ogólnopolski Bieg Pustynny „Pustynna10″ oraz I Mistrzostwa Polski w Biegu Pustynnym rok później 8 sierpnia 2010. Na pustyni dopuszczone są jazdy czterokołowcami i krosami oraz organizowane są rajdy znanych firm samochodowych. Pustynia udostępniana jest także dla firm ćwiczących sporty ekstremalne.

Młode pary z Częstochowy i okolic często na tej wielkiej piaskownicy robią sobie ślubne sesje zdjęciowe.

Ja będąc tam, z moimi synami pewnego pięknego, upalnego, sierpniowego dnia też strzeliłam niezłą sesję – chłopcy świetnie się bawili i pozowali :)

Moim zdaniem Pustynia Siedlecka to miejsce niezwykłe i wielka atrakcja Jury Krakowsko-Częstochowskiej, którą koniecznie należy zobaczyć. To idealne miejsce na rodzinną wycieczkę – nie wyobrażam sobie, by dzieciom mogło się tam nie spodobać ;)
I to już wszystko na dzisiaj… ach nie jeszcze nie wszystko – tak się akurat składa, że dzisiaj są Walentynki, więc pozwolę sobie na koniec wstawić jeszcze romantyczny widok, wraz z cytatem o miłości z jednej z moich ulubionych książek ;)

„Chciał, aby tylko o nim myślała, gdy przeżywa radość, podejmuje decyzje, jest wzruszona lub rozmarzona. Żeby tylko o nim myślała, gdy słucha muzyki, która ją fascynuje, gdy śmieje się do łez z dowcipu lub płacze rozczulona w kinie. Chciał, aby o nim myślała, gdy wybiera bieliznę, szminkę, perfumy lub odcień farby do włosów. Żeby tylko o nim myślała na ulicy, gdy odwraca onieśmielona głowę na widok całującej się pary. Chciał być jej jedyną myślą rano, gdy się budzi, i wieczorem, gdy zasypia”

(Janusz Leon Wiśniewski – „S@motność w sieci”)

♥♥♥ WSPANIAŁYCH WALENTYNEK ŻYCZĘ ♥♥♥

67. Bazylika w Wambierzycach

Witam serdecznie na moim blogu :) :) :)

Moje wakacyjne wspomnienia z pobytu na Ziemi Kłodzkiej dobiegają końca. Opowiem króciutko o jeszcze jednym miejscu i powracam na Jurę Krakowsko-Częstochowską :)

Wambierzyce, a w nich wspaniała bazylika górująca nad rynkiem, to wieś w gminie Radków, w której zatrzymaliśmy się jadąc z Polanicy-Zdrój do Nowej Rudy.

Na początku XVIII w. wybudowano w Wambierzycach kościół Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, o barokowej architekturze (krużganki dookoła owalnej nawy, 11 kaplic). Świątynia została wybudowana w miejscu drewnianej kaplicy z 1263 roku. Powstanie w miejscowości sanktuarium maryjnego związane jest z XII-wiecznym przekazem, wedle którego niewidomy Jan z Ratna miał w tym miejscu odzyskać wzrok, a jego oczom miała ukazać się postać Matki Bożej. We wnętrzu świątyni znajduje się m.in. wykonana z drewna lipowego rzeźba Matki Boskiej Królowej Rodzin, datowana na XIV w. (inne źródła podają XIII w.) ukoronowana w 1980 roku. W 1936 r. kościołowi nadano tytuł bazyliki mniejszej.
Od 25 czerwca 2007 r. w Wambierzycach posługują franciszkanie z Prowincji św. Jadwigi Zakonu Braci Mniejszych. Pierwszym kustoszem franciszkańskim był o. Damian Franciszek Stachowicz OFM, a od 6 lipca 2009 r. funkcję tę pełni o. Albert Ireneusz Krzywański OFM.

Świątynia góruje nad rynkiem, z którego prowadzi do niej 57 schodów o symbolicznym znaczeniu: 9 (liczba chórów anielskich) + 33 (wiek Chrystusa w chwili ukrzyżowania) + 15 (wiek Marii w chwili poczęcia Chrystusa).

Ponadto w okresie od końca XVII do XIX w. powstała w Wambierzycach, z inicjatywy Daniela von Osterberga, właściciela Wambierzyc w owym czasie, kalwaria z ok. 100 kaplicami i kapliczkami oraz 12 bramami.

Będąc w Wambierzycach warto również zobaczyć słynną ruchomą szopkę z 800 figurkami (z czego 500 porusza się), wykonaną w XIX wieku przez miejscowego cieślę Wittinga oraz odwiedzić skansen utworzony z inicjatywy i wielkiej pasji pana Mariana Gancarskiego. Szopkę miałam przyjemność zobaczyć, piękna, niestety zdjęć nie wolno tam robić, więc nie mam żadnego na pamiątkę, a w skansenie, niestety, nie byłam :(

Podsumowując króciutko – Wambierzyce, malowniczo otoczone Górami Stołowymi, nazywane często śląską Jerozolimą, to urocza wieś, w której warto zatrzymać się :)
Po więcej informacji warto również zajrzeć na internetową stronę www.wambierzyce.pl ;)

I to już wszystko na dzisiaj i póki co, koniec wpisów z tego regionu Polski.
Twierdze, zamki, park dinozaurów, kopalnia węgla kamiennego, a także wędrówka po górach i spacery po uzdrowiskach – było niezwykle ciekawie. Zresztą nie mogło być inaczej – Ziemia Kłodzka jest bardzo atrakcyjnym turystycznie regionem Polski. Mam nadzieję, że w tych kilku wpisach udało mi się to udowodnić i jednocześnie mam nadzieję, że jeszcze nie raz odwiedzę te tereny – bardzo chciałabym, tym bardziej, że w ciągu tych kilku dni nie udało mi się wszystkiego tam zwiedzić, to niemożliwe ;)

POZDRAWIAM i zachęcam do zaglądania na mój turystyczny blog :) :) :)

66. Zamek w Nachodzie

Ostatnio pokazywałam zaniedbane ruiny zamku w Ratnie Dolnym, a dzisiaj chciałabym pokazać wspaniały, pierwotnie gotycki, wielokrotnie przebudowywany, ostatnio w stylu barokowym – zamek górujący nad czeskim Nachodem :)

Na początek troszkę historii ;)
Zamek ten wzniesiony został ok. 1254 r. Z tego okresu pochodzi właśnie wielka, cylindryczna wieża o wysokości 50 m. Momentem przełomowym w dziejach Nachodu były rządy rodu Smirickich ze Smiric. Dzięki nim włoscy architekci przebudowali zamek w renesansową rezydencję, która na początku XVII wieku zakupiła Maria Magdalena Trckova z pobliskiego Opcna.
Ostatnim właścicielem pochodzącym z czeskiej szlachty był Adam Erdman Trčka z Lípy. Jego szwagier Albrecht z Waldsztejna był dowódca wojska cesarskiego. Adam wiernie służył swojemu krewnemu stojąc u jego boku, aż do jego śmierci, dnia 25 lutego 1634 r., gdzie wraz z nim, w mieście Cheb został zamordowany.
W 1634 r. zamek Nachod przeszedł w ręce Ottavio Piccoliminiego. Cesarz Ferdynand II dał go włoskiemu szlachcicowi jako nagrodę za pomoc, którą otrzymał przy obalaniu z tronu rodu Waldsztejnów.
W 1792 r. zamek wraz z włościami kupił Piotr Biron, wojewoda Kuronski i Zahański a po jego śmierci w 1800 r. majątek przypadł w spadku jego najstarszej córce Katarzynie Bedrziszce Wileminie, słynnej pani księżnej, ze znanej powieści Bożeny Niemcowej „Babunia“. W 1842 r. książę Jerzy Wilhelm Schaumburg-Lippe kupił posiadłości za 2 500 000 złotych dla swojego syna Wilhelma Karola Augusta zakładając w ten sposób drugorzędną dynastię rodu. Niniejsi niemieccy książęta panowali w Nachodzie aż do końca II wojny światowej.
Od konfiskacji książęcych wielkich posiadłości ziemskich 21 czerwca 1945 r., zamek jest własnością państwa.

Zamek jest rozległy, posiada aż pięć dziedzińców :)

Przyjemnie się spaceruje podziwiając zamek z zewnątrz oraz jego zadbane otoczenie :)

Koniecznie należy go również zwiedzić w środku.
Na pierwszym piętrze znajduje się wystawa Piccolominska. Historyczne wnętrza przypominające przede wszystkim okres Ottavia Piccolominiego. Do najsłynniejszych zabytków należą dwa komplety brukselskich tapiserii z połowy XVII wieku i zbiór martwej natury z kwiatami. Wyposażenie komnat tworzą meble, obrazy, porcelana i inne akcesoria.
Wnętrza pałacowe na drugim piętrze z malowanymi sufitami belkowymi z XVII i XVIII wieku, urządzeniem z epoki i kolekcjami (miejskie weduty, martwa natura, pejzaże, tapiserie, broń, sanie, trofea łowieckie) zachwycają.

Niestety w środku zdjęć nie wolno robić, wstawiam więc kolejne zdjęcie zrobione z zewnątrz :)

Można również wejść na małą, wieżę głodową, taras widokowy oraz zobaczyć sklepienia gotyckie ze studnią. Z wieży rozpościera się wspaniały, zapierający dech w piersiach widok na najbliższą okolicę :)

Polecam obejrzeć także gotyckie piwnice, kaplicę, ogród Piccolominów, park angielski i zabezpieczony wybieg dla niedźwiedzi z parą niedźwiedzi o imionach Dasza i Ludwik. Niedźwiadki owszem, były, ale pozować nie chciały, więc żadnego fajnego zdjęcia im nie zrobiłam :(   za to zamek obfotografowałam z każdej strony ;)

Czytając w przewodnikach o tym obiekcie natknęłam się na ciekawą legendę – pozwolę ją sobie przytoczyć …
Otóż jeden z dawnych właścicieli Nachodu miał trzy córki. Jedna z nich była jak ryba, codziennie więc musiała się kąpać w osobnym pokoju. Pewnego dnia zakochał się w niej ubogi szlachcic. Panna zgodziła się wyjść za niego za mąż, pod warunkiem jednak, że pozwoli jej każdego dnia przez dwie godziny przebywać w innej komnacie i że o nic nie będzie pytać.
Już wtedy wiedziano, że miłość wszystko wybacza, szlachcic więc przysiągł uroczyście niczym się nie interesować i wszystko toczyło się szczęśliwie. Dziesięć lat małżonkowie żyli w zgodzie i miłości. Do czasu jednak. Pewnego dnia mąż nie wytrzymał i zaczął pracę nad wybiciem dziurki w drzwiach tajemniczego pokoju. Zauważyła to żona i krzycząc, że złamał śluby, zaczęła wirować wokół własnej osi. Po chwili u ramion urosły jej skrzydła i panna-ryba odleciała przez zamkowe okno. Nikt jej już więcej nie widział. Od tamtej pory, kiedy w Nachodzie wieje potężny wiatr, ludzie mówią, że to huczy Meluzyna.

Również druga córka hrabiego miała pisane życie pełne przygód. Nikt nie wiedział, że miejski lekarz w piwnicach zamku hoduje wielkiego jaszczura, smoka właściwie, którego karmni ludzką krwią. Pewnego dnia, przejedzony stwór postanowił sobie polatać. Uciekł doktorowi, ale po kilku dniach zgłodniały przyleciał z powrotem. Pierwszą osobą, na którą się natknął, była młodsza córka hrabiego. Smok uznał, że panna świetnie nadaje się na obiad i już otwierał paszczę, kiedy nieoczekiwanie pojawił się zakochany w dziewczynie rycerz. Zabił potwora, ożenił się z ukochaną i w przeciwieństwie do starszej, młodsza siostra żyła w małżeństwie długo i bardzo szczęśliwie. Co się działo z trzecią córką nie wiadomo… hmmm :(

Obecnie na dziedzińcach i w pomieszczeniach wewnętrznych zamku, w okresie sezonu turystycznego odbywają się małe imprezy kulturalne i przedstawienia muzyczne. Ich harmonogram oraz więcej informacji na temat tego zamku w Nachodzie można znaleźć na jego oficjalnej stronie: www.zamek-nachod.cz/pl/

I jeszcze raz zamek wraz z jego zadbanym otoczeniem :)

Oprócz zamku miasto Nachod ma jeszcze kilka innych bardzo ciekawych zabytków. Na rynku mieści się oczywiście Ratusz, Nowy Ratusz, a także Kościół Św. Wawrzyńca, Hotel i Teatr Miejski Beranek, Budynek dziekanatu, Fontanna, Figura św. Trójcy, Figura św. Jana Nepomucena, Figura N.P.Marii.

W Nachodzie znajduje się także browar znanego piwa PRIMATOR (udostępniany do zwiedzania).
Nad miastem wznosi się góra Dobroszow (624m npm). Stoi tam zrekonstruowane schronisko turystyczne z wieżą widokową, z której rozpościera się wspaniały widok na Karkonosze, Góry Orlickie, Kudowę-Zdrój, a w kierunku południowym przy dobrej pogodzie odległy o 50km Hradec Kralove. W pobliżu znaleźć można twierdzę artyleryjską i ciekawe fortyfikacje obronne czeskiej „linii Maginota” sprzed II wojny światowej.

Z pewnością będąc w Kotlinie Kłodzkiej, warto przekroczyć w Kudowie-Zdroju granicę i tak jak my, zwiedzić Nachod wraz z wspaniale górującym nad nim zamkiem :)

POZDRAWIAM zachęcając do zwiedzania
opisywanych przeze mnie miejsc :) :) :)

65. Ruiny zamku w Ratnie Dolnym

W południowej części woj. dolnośląskiego, niedaleko Radkowa, 23 km na północny zachód od Kłodzka, 15 km na południe od Nowej Rudy w Ratnie Dolnym znajdują się górujące nad wsią ruiny zamku. Jadąc z Polanicy-Zdrój do Nowej Rudy zauważyliśmy je i postanowiliśmy zatrzymać się na zwiedzanie :)

Rzadko zdarza się, aby taki zabytek popadł w ruinę dopiero w latach 90-tych, Ratno jest niestety tego przykładem. Po wielkim pożarze zamknięte a częściowo zamurowane zostały wszelkie wejścia i otwory prowadzące do wnętrz zamkowych. Tylko jeden budynek jest nadal zamieszkały.
Zamek zbudowany na początku XVI wieku, na nieregularnym planie, ma surowy wygląd – jedyną ozdobą jest oryginalna renesansowa attyka, często spotykana na Śląsku oraz barokowy portal z 1677 r. Pierwsza wzmianka historyczna pochodzi z 1377 roku. W drugiej połowie XVI wieku, kiedy właścicielem zamku był Ulrich von Hardegg, rozbudowany i otoczony wałami. Po zniszczeniach z czasów wojny trzydziestoletniej zamek przeszedł w ręce Daniela von Osterberga, który go odbudował. Przebudowany ponownie w XVIII wieku. Uwagę zwraca bardzo wysoka 6-o kondygnacyjna wieża. Obok zamku stoi kilka budynków, także zwieńczonych tą samą attyką oraz mały cmentarz z niemieckimi grobami, zapewne właścicieli zamku. Poniżej rozciąga się park zamkowy (także będący już tylko cieniem dawnego parku) z jeziorem i strumykiem. Widać więc, że cały kompleks zamkowy był ogromny. Po 1945 roku był użytkowany przez PGR, a następnie został domem wczasowym ZNP. Obecnie jest własnością prywatną. Miejscowi wspominają, że jeszcze niedawno były tu obiekty sportowe a zamek tętnił życiem.

Obecnie zamek w Ratnie Dolnym sprawia przygnębiające wrażenie, spotęgowane widokiem zarwanych stropów, zabitych oknami desek i przejmującą ciszą. Podobnie prezentuje się zarośnięty i niszczejący przy zamkowy park ze zrujnowaną oranżerią i tarasami ogrodowymi, przecięty zasilającym pobliski staw zaśmieconym strumykiem. Pomimo własności prywatnej terenu tego nikt nie pilnuje, choć wstępu do wnętrz zamkowych broni solidna kłódka i ostrzegawcze tablice. Mimo zakazów weszliśmy na teren zamku, ale poparzeni przez pokrzywy i pogonieni przez psy szybko go opuściliśmy. Zdjęć zrobiłam mało, co bardzo rzadko mi się zdarza :(

Piękna architektura, szkoda, że niszczeje :(

Czytając w Internecie na ten temat Ratna Dolnego natknęłam się na legendę z nim związaną. Mówi ona, iż w końcu XII wieku ówczesnemu właścicielowi tych ziem Janowi ukazała się Matka Boska z Dzieciątkiem i nakazała umieścić swój wizerunek w dziupli lipy. Od tego czasu miejsce to stało się cudowne i było czczone przez wiernych. Późniejsi potomkowie Jana wybudowali tu kościół. Potem jeszcze kilkakrotnie mówiono o cudach pojawiających się w tym miejscu. W drugiej poł. XVII w. koło kościoła wytrysnęło źródełko, którego woda uleczyła śmiertelnie chorą kobietę. Rok później kościół spowiła tajemnicza świetlna łuna. Zjawisko trwało kilka godzin i było widziane przez wszystkich mieszkańców wsi. Od tej pory odbywały się tu procesje z pochodniami, a dziś kościół ozdobiony jest światłem ponad tysiąca żarówek.

I to już wszystko – żegnam się i zapowiadam, że następnym razem opowiem o miejscu, które jest bardziej znane, zadbane i przyciąga tłumy turystów ;) :) :)

64. Twierdza Kłodzko – najcenniejsze dzieło nowożytnej architektury obronnej w Polsce

2012 rok żegnałam wpisem o Twierdzy Srebrnogórskiej, a 2013 (tak jak obiecałam) witam opisem Twierdzy Kłodzko. Obie te fortyfikacje udało mi się zwiedzić w sierpniu 2012 roku, podczas wakacyjnej wędrówki po Ziemi Kłodzkiej :)

Twierdza Kłodzko to dobrze zachowana, duża twierdza w Kłodzku będąca systemem obronnym z okresu XVII i XVIII wieku. Powierzchnia twierdzy wynosi ponad 30 hektarów.
W skład kompleksu twierdzy kłodzkiej wchodzą: twierdza główna, fort posiłkowy Owcza Góra, obwarowania miejskie (fragmentaryczne), umocnienia polowe.

Niezwykle interesujące i burzliwe są dzieje tej fortyfikacji. Otóż pierwsza wzmianka o istnieniu grodu obronnego na Górze Fortecznej (Zamkowej) w Kłodzku pochodzi z relacji Kosmasa, czeskiego kronikarza z 981 roku.
Około 1300 roku gród stał się zamkiem mieszkalnym, a za czasów Jerzego z Podiebradów zamek staje się komfortową rezydencją, stanowiącą okazałą siedzibę władcy hrabstwa kłodzkiego.
W 1622 roku po bitwie na Białej Górze wojska cesarskie opanowały miasto.
Twierdza Kłodzka odegrała ważną rolę w czasie obrony Śląska w wojnie francusko-pruskiej (1806-1807). Głównodowodzącym wojsk francuskich oraz regimentów Związku Reńskiego (złożonych z oddziałów bawarskich i wirtemberskich) w walce o Śląsk był Hieronim Bonaparte. Po kapitulacji Nysy w rękach pruskich pozostawała jeszcze ziemia kłodzka z dwoma twierdzami w Kłodzku i Srebrnej Górze.
W 1742 roku twierdza poddana została Prusakom, którzy zajęli tereny Dolnego Śląska w konsekwencji wojny siedmioletniej.
W roku 1867 rząd pruski zdecydował o rozbrojeniu twierdzy jako przestarzałej (podobna sytuacja miała miejsce w twierdzy srebrnogórskiej). To taka kwintesencja – więcej na ten temat można wyczytać na stronie twierdzy www.twierdza.klodzko.pl :)

Po przebudowie obiektu przez króla Fryderyka Wielkiego, do 1945 roku mocno ufortyfikowana twierdza odgrywała rolę militarną oraz ciężkiego więzienia. Jednym z pierwszych więźniów był pruski oficer i awanturnik Friedrich von der Trenck (1727-1794) za romans z królewską siostrą, księżną Amalią. Jemu, jako jednemu z nielicznych powiodła się ucieczka z twierdzy. Innym był generał austriacki, hr. Wilhelm Reinhard von Neipperg (1684-1774), skazany na twierdzę za zawarcie bez upoważnienia niekorzystnego pokoju belgradzkiego w 1739 r.; ułaskawiony po śmierci cesarza Karola VI.
W roku 1864 w twierdzy osadzeni byli powstańcy z powstania styczniowego z Wielkopolski. W 1870 roku osadzono tu jeńców francuskich wziętych do niewoli w wojnie francusko-pruskiej.
W czasie II wojny światowej, w latach 1940-1943 twierdza była filią obozu Gross-Rosen, umieszczano w niej jeńców wojennych, dezerterów z armii niemieckiej oraz podejrzanych o działania na szkodę Rzeszy. Znajdowało się tu ciężkie więzienie dla więźniów politycznych, miejsce kaźni i obóz pracy. Więziono tu Rosjan, Francuzów, Włochów, Belgów, Czechów, Finów i Anglików.
W 1944 roku na terenie twierdzy uruchomiono ewakuowane z Łodzi z powodu przesuwania się frontu zakłady AEG, gdzie produkowano części do pocisków V-1 oraz aparatury elektryczne do łodzi podwodnych (U-Bootów) i lotnictwa.

W 1960 twierdza została oficjalnie uznana za zabytek i udostępniona turystom.
Zobaczyć tu można ogromne bastiony i komnaty oraz wraz z przewodnikiem przejść podziemnym chodnikiem minerskim o długości ok. 1 km, który momentami ma tylko 90 cm wys. (tzw. korytarz krasnali) – niesamowita atrakcja :)

Z tarasu widokowego rozciąga się wspaniały widok na Kłodzko i całą Kotlinę Kłodzką.

Warto również wspomnieć, że w 1970 roku na twierdzy nakręcono część zdjęć do ostatniego odcinka serialu „Czterej pancerni i pies”  (odcinek Dom).

Na zdjęciu ponownie widok na miasto z tarasu widokowego twierdzy :)

Od 2006 roku, na Twierdzy Kłodzkiej działa grupa rekonstrukcyjna. Grupa odtwarza żołnierzy 47 regimentu piechoty pruskiej z 1806 roku. Pod koniec sierpnia 2006 roku, po raz pierwszy odbyły się Dni Twierdzy Kłodzkiej, których stałym punktem jest rekonstrukcja bitwy z okresu wojen napoleońskich. Stopniowo impreza jest rozbudowywana o kolejne atrakcje: Jarmark Forteczny, Noc w Muzeum, Kino pod Gwiazdami czy cieszący się coraz większą popularnością koncert rockowy RockBastion. Nam zupełnie przypadkiem udało się przyjechać do Kłodzka na VII Dni Ziemi Kłodzkiej. Dzięki temu część naziemną twierdzy zwiedziliśmy za darmo – jedynie za zwiedzanie chodników minerskich musieliśmy zapłacić. W czasie tego weekendu na starówce trwał Jarmark Forteczny i odbywały się różne występy, więc było na co popatrzeć ;)

Zachęcam gorąco do zwiedzania Twierdzy Kłodzko, a także spaceru połączonego ze zwiedzaniem Kłodzka. Dla mnie to nie była pierwsza wizyta w tym mieście, byłam tam wcześniej już dwukrotnie i gwarantuję, że spacer po nim to wielka przyjemność :)

Leżące w Kotlinie Kłodzkiej, nad rzeką Nysą Kłodzką – Kłodzko to miasto o długiej i pełnej zawirowań historii. Po raz pierwszy pojawia się na kartach historii w 981 r. jako castellum Kladsko. Nazwa ta – niewątpliwie czeskiego pochodzenia wywodzi się od drewnianych kłód (czes. kláda), które ułatwiały przeprawę przez rzekę lub kłód z których zbudowany był obronny gród na Górze Fortecznej.
W późnym średniowieczu, w wyniku intensywnej kolonizacji niemieckiej, nazwa miasta przeewoluowała w kierunku formy Glatz. W późniejszych wiekach niemieccy badacze tworzyli na jej podstawie pozbawione lingwistycznego uzasadnienia teorie o możliwości założenia miasta przez Rzymian.
Na mapach z XIX i XX wieku polską nazwą miasta było najczęściej Kładzko. Po włączeniu miasta do Polski najpierw przyjęto nazwę Kładzko, a ostatecznie spolonizowaną formę Kłodzko.
Herbem Kłodzka jest biały lew na czerwonym polu, ze złotą koroną i podwójnym ogonem. Tradycja przypisuje nadanie herbu miastu królowi Przemysłowi Ottokarowi II w połowie XIII w. Jest najstarszym symbolem miasta, który pojawia się już w średniowieczu.
Na dzieje i znaczenie miasta wpłynęło jego położenie w północno-wschodniej części Kotliny Kłodzkiej na pograniczu polsko-czeskim.
W okolicy Kłodzka istniało skupisko starego osadnictwa wczesnośredniowiecznego, a nawet wcześniejszego. Przez miasto przechodziła jedna z odnóg tzw. Szlaku bursztynowego. Pod koniec X wieku gród należał do suwerennego państwa libickiego, którego władcą był Sławnik, ojciec św. Wojciecha.

Najcenniejsze zabytki Kłodzka to:
- bastionowa twierdza,
- późnogotycki kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, rozpoczęty przez joannitów w 1344 r., ukończony w początku XVI w.,
- barokowy zespół klasztorny franciszkański: kościół Matki Boskiej Różańcowej,
- kościół św. Jerzego i św. Wojciecha, dawniej Chrystusa Króla,
- gotycki most na Młynówce z lat ok. 1280-1390 z barokowymi figurami, stylistycznie powiązany z mostem Karola w Pradze,
- ratusz z końca XIX w., z renesansową wieżą,
- dawne kolegium jezuickie (1655-1690, C. Lurago),
- Muzeum Ziemi Kłodzkiej w budynku dawnego konwiktu jezuickiego,
- renesansowe i barokowe kamienice z XVI-XVIII w.,
- kamienny średniowieczny krzyż pokutny.

Na zdjęciu poniżej widoczny gotycki most na Młynówce z lat ok. 1280-1390 z barokowymi figurami, do którego zaprawy zużyto tysiące kurzych jaj – ten most, to niemalże kopia sławnego mostu Karola w Pradze, w tle widoczny Kościół Matki Bożej Różańcowej :)

Kłodzko to jedno z niewielu miast, które wyszły z II wojny światowej prawie bez szwanku. Jednak kilka lat po wojnie miasto zaczęło zapadać się pod ziemię. Okazało się, że z przyczyn strategicznych ograniczone kilkoma rzekami i górami miasto nie mogło się rozrastać wszerz. Nie było również gdzie składować towarów i … zaczęto kopać w dół tzn. drążyć coraz głębsze piwnice, niektóre sięgały nawet do 30 metrów w głąb ziemi! Najstarsze pochodzą z XIII wieku. W miarę upływu czasu podziemne lochy były powiększane i łączone w coraz większe systemy. Było to świetne rozwiązanie, nie tylko na deszczową pogodę. W czasie wojen były one bezpiecznym schronieniem dla mieszkańców. Były tam nawet studnie i piece chlebowe, więc można było tam normalnie żyć.
W 1948 roku zapadające się piwnice powodowały osuwanie się jezdni i kamienic. Te pociągały za sobą kolejne. W roku 1956 zniszczone były 84 budynki, a 471 wymagało natychmiastowego remontu.
Ocalenia starówki podjął się prof. Zbigniew Strzelecki z krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej. Ekipa górników działała w prawdziwie partyzanckich warunkach, nie raz zdarzyło się, że budynki niemalże dosłownie zawalały się im „na głowę”. Ratowanie kłodzkiej starówki trwało 10 lat. Oprócz naprawy i zabezpieczenia piwnic, część podziemnego miasta postanowiono udostępnić turystom. Uroczyste otwarcie „podziemnej trasy” nazwanej Trasą Tysiąclecia Państwa Polskiego nastąpiło 4 grudnia 1976 r. Dziś jest ona jedną z najciekawszych tras miejskich w Polsce.

Idąc, aż trudno uwierzyć, że przed wiekami te podziemia służyły jako zwykłe mieszkania.

Jedno wejście do podziemi znajduje się poniżej kościoła NMP, przy ul. Zawiszy, pod szyldem pubu „U Słowika”, a drugie przy bramie Twierdzy Kłodzkiej. Zwiedzanie zajmuje ok. 20 minut.

O Kłodzku i Twierdzy Kłodzkiej długo by opowiadać, by jednak zamiast wpisu nie powstała książka kończę, a zainteresowane bardziej osoby odsyłam na strony:
www.klodzko.pl, www.twierdza.klodzko.pl (ja również na nie zaglądałam przygotowując ten wpis).

Ponieważ jest to pierwszy wpis w Nowym 2013 Roku, w okresie robienia postanowień noworocznych z przyjemnością melduję, że większość moich zeszłorocznych postanowień udało mi się zrealizować – jestem konsekwentna, czy może były mało ambitne ?…hmmm ;)

POZDRAWIAM SERDECZNIE :) :) :)